1923.09.30 Wisła Kraków - ŁKS Łódź 1:0

Z Historia Wisły

1923.09.30, Mistrzostwa Polski, 5. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 15:30
Wisła Kraków 1:0 (1:0) ŁKS Łódź
widzów: 800
sędzia: Wacław Wojakowski z Krakowa
Bramki
Władysław Kowalski lub Władysław Krupa 23' 1:0
Wisła Kraków
2-3-5
Mieczysław Wiśniewski
Kazimierz Kaczor
Marian Markiewicz
Stefan Wójcik
Stefan Śliwa
Marian Majcherczyk
Józef Adamek
Władysław Krupa
Henryk Reyman
Władysław Kowalski
Mieczysław Balcer

trener: brak
ŁKS Łódź
2-3-5
Adolf Fiszer
Wawrzyniec Cyl
Stefan Kowalczyk
Karol Hanke
Zygmunt Otto
Henryk Gabryel
Jan Durka
Marian Szpórna
Karol Miller
Zygmunt Lange
Antoni Śledz

trener:
Rogi: 6:1

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

Wiśniewski - Kaczor, Markiewicz - Wójcik, Śliwa, Majcherczyk - Adamek, Krupa, Reyman, Kowalski, Balcer. Gol: Kowalski 23’ (wg ST Krupa). s. Wojakowski.

Tygodnik Sportowy

ROK III. KRAKÓW, DNIA 25 WRZEŚNIA 1923 ROKU. NR. 35.

Wielkie zainteresowanie wywołały w całej prawie Polsce mające się odbyć w niedzielę 30 bm. na boisku Wisły zawody rozstrzygające o mistrzostwo grupy zachodniej między ŁKS. (Łódź), a Wisłą (Kraków), czego dowodem masowy napływ zgłoszeń o bilety z całej Polski. Zawody te są o tyle rozstrzygającemi, że drużyna wygrywająca je zdobywa definitywnie mistrzostwo grupy zachodniej. (Wisła musiałaby jeszcze wygrać zawody z Iskrą 7. X., co jest prawieże pewnem). Wynik nierozstrzygnięty dałby mistrzostwo jednej z trzech drużyn (Warta, ŁKS., Wisła), któraby miała lepszy stosunek bramek (naturaln. wraz z wygraną Warty i Wisły z Iskrą), gdyż wszystkie trzy drużyny miałyby wówczas po 8 punktów. Zawody budzą jeszcze dlatego zainteresowanie, gdyż grupa zachodnia chciałaby wiedzieć, kto będzie jej mistrzem, a grupa wschodnia, kto stanie do finału z Pogonią o ogólne mistrzostwo Polski. Zawody te stanowią więc z tych powodów senzację. Kpt. Bilor prowadzi zawody Wisła — ŁKS. w Krakowie 30 bm




Relacja

ROK III. KRAKÓW, DNIA 2 PAŹDZIERNIKA 1923 ROKU. NR. 36.

K ra k ó w . 30. IX. W i s ł a — Ł. K. S. ( Łó dź ) . 1:0 ( l : 0). Po wysokocyfrowych zwycięstwach ŁKS nad Iskrą, TKS (Toruń) i Wartą, stał się wynik powyższej rozgrywki bardzo niepewnym, mimo ostatniej przegranej ŁKS-u z Mak. krak., która już wszystkim mistrzom okręgowym sprawiała niespodziankę. Sądzono powszechnie, że mecz Wisła—Warta będzie rozstrzygającym dla grupy zachodniej, aż oto niespodziewane zwycięstwo ŁKS-u nad Wartą w Łodzi zepchnęło Poznaniaków na dalszy plan i uczyniło problematycznem dojście do finału z mistrzem grupy wschodniej mistrza krakowskiego, wzgl. łódzkiego. Problem ten został ubiegłej niedzieli rozwiązanym. Wisła zwyciężyła nieznacznie, zaledwie, z różnicą 1 bramki, powiedzmy objektywnie — niezasłużenie. I znowu Kraków dochodzi do rozgrywki ze Lwowem. Wisła będzie walczyła z Pogonią o mistrzostwo Polski (Pogoń zwyciężyła Polonię warsz. 6 : l).

Otwarcie mówiąc przebieg gry i poziom walki nie mógłby zakwalifikować żadnej z drużyn pretendujących do sprawiedliwego piastowania tytułu mistrza. Tak marnej gry, tak nudnej walki, tak niedołężnej rywalizacji, już dawno nie widzieliśmy. Drużyny nasze chorują na anemję. Dopiero pod sam koniec meczu wstrzykiwania arszenikowe w postaci głośnych okrzyków zachęty wzmożyły nieco tempo. Obie drużyny grały znacznie poniżej swej formy. U ŁKS u da się to wytłumaczyć obcem boiskiem, u Wisły chyba tylko tem, że 4 jej najważniejszych graczy wróciło dopiero w piątek w nocy po kilkudniowej podróży z Finlandji i Estonji.

Pozatem możnaby jeszcze wysunąć bardzo ważną przyczynę obniżenia poziomu zawodów — kierownictwo zawodów, sędzia. Jest wprost niezrozumiałem, że na mecz decydujący znajduje się dopiero sędziego na samem boisku. Wyznaczony sędzia, kpt. Bilor, odmówił. W ostatniej chwili starania o sędziego pełzną na niczem, wszyscy odmawiają i dopiero tuż przed zawodami zmuszonym jest Dr. Wojakowski przyjąć kierownictwo, nolens volens, aby nie doprowadzić do skandalu. Dla Dra Wojakowskiego w zasadzie zadanie to za trudne, nie jest on, ani niema zdaje się pretensji do miana wytrawnego sędziego. A jednak koniecznie potrzebnym byłby bardzo wytrawny sędzia do rozgrywek, w których nietyle przebieg faktyczny, ile odpowiedzialność i nastrój graczy i publiczności wymaga stanowczo silnej ręki. Ani p. Grabowski, ani p. Dr. Wojakowski, nie posiadają jej. I tylko dlatego obydwa ostatnie mecze mistrzowskie z Wisłą omal nie skończyły się fatalnie, a może skandalem. Twierdzimy całkiem kategorycznie, że przebieg i wynik tych meczów decydujących byłby zupełnie innym przy kierownictwie energiczniejszem i wytrawniejszem.

Sama gra była w całem tego słowa znaczeniu jałową, górną, bez wyrazu, bez stylu, ba nawet bez podstawowego technicznego i taktycznego podłoża. Naogół miała Wisła w I., ŁKS w II poł., pewną przewagę, niewyzyskiwaną jednakże przez nieudolne, niezdecydowane, apatyczne, leniwe i flegmatyczne ataki. Linje pomocy były obustronnie jeszcze najlepszemi, iv której w I. poł. wybijali się^ lewi, Gabrjel i Majcherczyk, w 11-giej poł. środkowi, Śliwa i Otto. Obrońcy wszyscy pracowici, ale przeciętni. Bramkarze mieli mało roboty, zrobili jednak, co do nich należy. Lewe strony ataków lepsze. Jako całość przedstawiał się ŁKS lepiej, grał jednoliciej, spokojniej, dolniej; nie umiał jednak dojść do strzału. Współgranie i kombinacja były u niego precyzyjniejszemi, ekonomiczniejszemi, ale bezcelowemi, nie zdobywali terenu, nie mieli ciągu na bramkę. Wisła była dziwnie chaotyczną, nerwową, nieekonomiczną, dzikszą, ale miała ciąg na bramkę, zdobywała teren i więcej strzelała. Obie partje były kiepskie. Dla walki poświęciły grę. Na zwycięstwo nie zasługiwała żadna ze stron, na mistrzostwo również nie. Wynik nierozstrzygnięty byłby najsprawiedliwszym wykładnikiem sił.

Przebieg: Z początku gra otwarta, bezplanowa, górna, kopanina. Powoli uzyskuje Wisła przewagę, gra toczy się przeważnie na połowie ŁKS. Obustronne sytuacje podbramkowe bez rezultatu. Po 15 zaczyna Wisła grać nieco systematyczniej. Kowalski psuje sytuacje, atak się nie rozumie i jest bezsilnym w chwilach decydujących. Około 25 z centry Adamka po pięknym biegu solowym zdobywa Kowalski w chaosie podbramkowym jedynego goala. Kilka rogów Wisły, po jednym piękna główka Balcera. Kilka dobrych strzałów Krupy. ŁKS. gra spokojnie, silnie, startuje dobrze. Wisła gra massywnie, ciężko, flegmatycznie. Na 10 przed końcem ataki ŁKS. Po jednym z nich ostry strzał, piłka wraca na boisko, odbita od poprzeczki (inni twierdzą, że od siatki). ŁKS. protestuje z powodu nieuznania bramki, Wisła zaprzecza, przerwa, publiczność (głównie łódzka) pofolgowała sobie na sędzim, interwencja i dyskusje na boisku, sędzia jednak jest stanowczy. Następnie gra ospała. Adamek i Śledź swymi przebojami zagrażają bez efektu. Przerwa. — Po przerwie naciska ŁKS. i ma przez 25 przewagę, grając trzeźwo, spokojnie i kombinacyjnie, w przeciwstawieniu do Wisły, która gra dziko i chaotycznie. W rzadkich podbramkowych sytuacjach ratuje Wiśniewski. Szpurna z jednej, a Balcer i Reyman z drugiej strony, nie wyzyskują dogodnych sytuacyj. W drugiej części II. poł. gra się wyrównuje, a nawet Wisła często naciska. Skrzydła Wisły technicznie słabsze i gorsze od ŁKS., centry ostatnich precyzyjniejsze i groźniejsze. Nawet sytuacji opuszczonej przez Wiśniewskiego bramki (który wyleciał naprzeciw Durce), -nie wyzyskuje środek ŁKS. Centrę Durki chwyta defenzywa Wisły. Pod sam koniec gra brutalna. Sędzia wyklucza Otta i Gabrjela z boiska po wymianie słów. Wrażenie z meczu przykre. Zawód na całej linji. Publiczności mniej, niż się spodziewano. (hl.)

Nieuczciwość w sporcie”

Tygodnik Sportowy

ROK III. KRAKÓW, DNIA 16 PAŹDZIERNIKA 1923 ROKU. NR. 38.



Glossy. „Nieuczciwość w sporcie”. (Ł. K. S. — Wisła 0 :1, czy 2:0?).

Szanowny Panie Redaktorze! Na prośbę grona sportowców zdecydowałem się zabrać głos w sprawie, która oddawna nurtuje miejscowe sfery zainteresowane. Jestem z góry przygotowany, że treść artykułu nie zgadza się z przekonaniem !Sz. Pana Redaktora, a względy lokalne również wpływają na negatywne stanowisko „Tygodnika Sport” (Myli się Pan grubo! Żadne względy, jakiejkolwiek natury, nigdy i w żadnym wypadku, nie wpływają na nasze stanowisko, lub zmianę naszego prawdziwego przekonania. — Red.). Jednak, jako stały czytelnik „Tygodnika Sport.”, znający jego kierunek i niezależność, nie wątpię, że Sz. Pan Redaktor, umieszczając na łamach swego pisma różne zdania i opinje, nie odmówi również gościny mojemu artykułowi, który nota bene jest wykładnikiem całej opinji sportowej łódzkiej („Gazeta Sportowa”, „Kurjer Łódzki”, „Głos Polski”, „Republika”, „Rozwój” i t. d.).

W tem przeświadczeniu umocniony, liczę na ukazanie się w najbliższym N-rze „Tygodnika” mego artykułu w całości, z komentarzem czy bez, wola Pana Redaktora, ale bez skreśleń. Łączę wyrazy szacunku i poważania, oraz sportowego pozdrowienia Łódź, 7. X . 1923. J. N.

Dwa tygodnie dzielą nas od pamiętnych zawodów rozstrzygających Ł. K. S. — Wisła w Krakowie, a wrzenie w łódzkich sferach sportowych trwa, rożnorodne zdania i uwagi krążą na temat niesłychanego skandalu, jaki się odbył 30. IX. na boisku Wisły, gdzie w bezprzykładny sposób podeptano zasady uczciwości sportowej, wskazano poglądowo, jak komentować i... ignorować oficjalne przepisy gry, gdy tego wymaga interes klubu, lub okręgu, gdzie wreszcie ostatecznie poderwano stale upadający autorytet naszych sędziów. Zanim przejdziemy do krytycznej oceny niezwykle ujemnych objawów, jakie rozwielmożniły się w naszym sporcie, zapoznamy przedewszystkiem opinję z szeregiem faktów, dostatecznie ilustrujących rzecz omawianą. Powszechnie utarło się już przekonanie, że zawody 0 mistrzostwo wygrywają u nas nie drużyny, ale wszechwładni sędziowie, którzy rzadziej nieudolnością, częściej interesem swego klubu lub okręgu powodowani, — bezapelacyjnie nagradzają Iaurami mierność i brutalne przejawy ujemnych stron ambicji sportowej, obracają zaś w niwecz rzetelną pracę, talent i najbardziej heroiczne wysiłki tej ze stron walczących, która stoi na przeciwległym biegunie orjentacji klubowej pana doktora „robiącego w sporcie”.

Nie tak dawno czytaliśmy na łamach pism sportowych głosy oburzenia przeciwko p. J. Grabowskiemu z Warszawy, który swojem sędziowaniem na zawodach Warta — Wisła jakoby skrzywdził tę ostatnią, spychając ją na trzecie miejsce w tabeli mistrzostw. Nie widzieliśmy, jak sędziował wówczas p. G. — Opierając się na głosach prasy, zasadniczo musimy potępić nieudolność sędziego, która staje się decydującym czynnikiem w rywalizacji sportowej. Natomiast obronić musimy p. G. przed zarzutami stronności, do której nie miał pobudek, z racji swego pochodzenia z okręgu neutralnego. O wiele smutniejszym jest fakt, że taż sama krzywdzona i następnie protestująca Wisła, z lekkiem sercem 1 drwiącym uśmiechem krzywdzi innego rywala, byle za wszelką cenę zdobyć mistrzostwo, które w przekonaniu pp. „doktorów sportu” tylko krakowskie drużyny potrafią dźwigać godnie na swych barkach.

Rozmyślnie nawiązujemy tutaj łączność pomiędzy p. Drem Wojakowskim, a Wisłą, gdyż związek ten zbyt jaskrawo się zaznaczył przy losowaniu sędziego, gdy kpt. Bilor z innego okręgu zawiódł. Pan doktór przybył na boisko w rynsztunku sędziowskim, co się zapewne tłumaczy... nawyknieniem zawodowem, lub zwyczajem, przywiązanym do stanowiska społecznego, jak u oficerów broń, u duchownych sutanna, u profesorów toga.... Już to trzeba przyznać, że Ł. K. S. niema szczęścia do Wisły, a jeszcze więcej do towarzyszących jej sędziów. Wiele wytrzymać musiały nerwy łodzian, gdy na zawodach pierwszych Wisła — Ł. K. S. w Łodzi, p. Rosenfeld, bezsprzecznie jeden z najlepszych sędziów polskich, prowokował graczy i widzów niesłychaną stronniczością. Trudno mieć żal do ambitnej i dobrze grającej w pierwszej połowie pod wiatr drużyny łódzkiej (0 :0 ), że po przerwie zrozumiała, iż prócz Wisły ma na boisku o wiele groźniejszego przeciwnika, który... napewno mecz wygra. Ł. K. S. zastosował w zniechęceniu system... biernego oporu i dał się pobić na głowę (6 : l), aby zaznaczyć, że nie różnica klasy, której tu niema, przechyliła szalę, a czynnik uboczny — „polityczny”. Bowiem, mimo chwilowych wahań formy w sezonie wiosennym, Ł. K. S., po zasłużonym odpoczynku wakacyjnym, stanął do mistrzostw pewny swych sił, dokumentując swą wyższość szeregiem walnych zwycięstw, z których rezultat 5 : 2 (właściwie 5 : 1), osiągnięty z byłym mistrzem grupy, Wartą, wysunął go na czoło tabeli. Pozostały zawody rewanżowe z Wisłą w Krakowie, które 30. IX. Ł. K. S. wygrał zupełnie normalnie 2 : 0, zdobywając zaszczytny tytuł mistrza, lecz tylko moralny, klubowa bowiem polityka zrobiła, co do niej należało, ażeby... utrącić niemiłego intruza: sfabrykowała „stante pede” fakt dokonany, jak o tem mówiono już na tydzień przed zawodami w Krakowie, iż Wisła napewno mecz ten wygra (przy boskiej i sędziowskiej pomocy).

W sportowej prasie krakowskiej nie ozwał się ani jeden głos w obronie sponiewieranej sprawiedliwości. Bowiem zawsze droższe jest to, co na swojem podwórku, niż u sąsiada. P. redaktor „Tygodnika Sportowego” jedynie pobłażliwie złożył wszystko na karb nieudolności p. Wojakowskiego. My jesteśmy wręcz przeciwnego zdania. P. Dr. Wojakowski zdał cum eximia laude egzamin dojrzałości sędziowskiej, pojętej w zastosowaniu do szachownicy subtelnych posunięć taktycznych w grach o mistrzostwo. Gdzie należało, zamykał oczy, gdzie chciał coś zobaczyć, widział, choć kilka tysięcy par innych oczu nie widziało.

W ten sposób p. doktór ujrzał bramkę dla Wisły wówczas, gdy piłka nie doszła jeszcze 25 ctm. do linji i Cyl wybił ją w ostatniej chwili. „Nie zauważył” natomiast bomby Śledzia w górną część siatki, którą piłka aż wypchnęła do góry i wskutek silnego odbicia wróciła na boisko. Prawidłowo i pięknie zdobytą bramkę, patrjotycznie, lecz objektywniej widać usposobiona publiczność krakowska, nagrodziła oklaskami. Panu sędziemu jednak „wyższa polityka” klubowa nie pozwoliła uznać tej bramki, jak również i drugiej, zdobytej w zamieszaniu przez Hankego, kiedy piłkę z bramki wygarnął Śliwa protezą. Tej nietylko nie uznał p. sędzia, lecz nie podyktował nawet rzutu karnego, będąc zapewne zdania, że odnośny przepis dotyczy ręki, a nie... protezy. Analogicznie rozumując, wolno piłki wyłapywać czapką, lub siatką na motyle. — Pozatem p. sędzia „robił, co mógł”, aby Wiśle zdobyć mistrzostwo, Dawno nie widzieliśmy tak brutalnej gry i foulów, jak te, które” demonstrowała Wisła, korzystając z milczącego przyzwolenia p. sędziego. Szczególnie odznaczył się tutaj Adamek. Klasycznym przykładem stosowania przepisów na swoją modłę było podyktowanie... rzutu neutralnego po ordynarnym foulu Adamka. Poprawkę tę do przepisów radzimy p. przewodniczącemu Kollegjum Sędziów zgłosić do Fify, celem usankcjonowania, jak również sposób na osłabienie twardej drużyny {przeciwnika przez usuwanie z boiska najlepszych graczy za jakąkolwiek uwagę pod adresem „nieomylnego” p. sędziego. W taki oto sposób Wisła zdobyła mistrzostwo, zawdzięczając swój tytuł p. Drowi Wojakowskiemu, który dopuścił się pogwałcenia przepisów, zasad sprawiedliwości, oraz zmiany istotnego wyniku. Nie umniejszając w niczem wartości Wisły, którą mimo wszystko uznajemy i cenimy, zaryzykujemy twierdzenie, że przy tym systemie sędziowania niemożliwości mogą się stać możliwemi. Np. K. S. Krowodrza może w grze towarzyskiej pobić Spartę praską, W. K. S. Lublin, lub siemianowicka Iskra zostać może mistrzem Polski, Ł. K. S. zaś, lub Pogoń mogą bez punktów zostać na końcu tabeli. Zwolennicy Ł. K. Su zarzucają kapitan, i przedstawicielowi zarządu klubu, że zgodzili się na grę mistrzowską, gdy nie było neutralnego sędziego.

Jest w tem spora doza słuszności, winowajców usprawiedliwia jedynie naiwność i ślepa wiara w „neutralnych” sędziów krakowskich, do czego upoważniały ich do pewnego stopnia niedawne występy w Lodzi (tylko nie p. Rosenfelda z Bielska) pp. Munda i Rząsy, którzy zostawili po sobie nader dodatnie wrażenie, zwłaszcza ten ostatni. Wobec braku tych sędziów i Dra Lustgartena, oraz odmowy członka czynnego Wisły, p. Obrubańskiego, do których ŁKS. ma zaufanie, pozostało ŁKS-Owi zgodzić się na nieznanego sędziego, który władzy swej użył dla celów lokalnych, zapominając o kardynalnych zasadach stanowiska sędziego.

A teraz zwrócimy się \z zapytaniem pod adresem naszych magistratur sportowych, czy autorytet tych naczelnych instytucji upadł już z kretesem, iż niestawianie się sędziów, wyznaczonych na zawody, ignorowanie przepisów gry, jawnie stronnicze rozstrzyganie i robienie wyników, {stało się zjawiskiem chronicznem? Czy niema żadnej władzy, któraby przywróciła powagę i szacunek idei sportu, tak bezkarnie poniewieranej przez niesprawiedliwe, lub nieudolne jednostki ? Czy Wy, panowie kierownicy nawy sportowej, nie zastanawiacie się nad tem, ilu zwolenników traci sport wśród tych, którzy chcą widzieć mistrzów istotnych, zdobywających zaszczytny tytuł w szlachetnej rywalizacji, a nie drogą popularnej „powojennej” „kombinacji”, która wprowadza na boisko spekulację, wybiegi, korrupcję, szantaż i związanego z tem - totalizatora? Czy Wy, panowie wychowawcy sportowi młodzieży, potraficie zrozumieć i odczuć te łzy goryczy pokrzywdzonych niesprawiedliwie graczy, które perlą się w oczach ambitnych młodzieńców, gdy opowiadają, jak im wydarto przemocą mistrzostwo przez jawnie tendencyjnie usposobionego sędziego ? Pocóż w takim razie istnieją przepisy, sędziowie i t. p. akcesorja, gdy kto chce, dowolnie nagina je do swoich celów. Pocóż dążyć do upragnionego celu, będącego jedyną nagrodą amatora sportowca, poco zużywać siły w maksymalnem napięciu, gdy pewne ustawienia z góry przesądzają zwycięstwo tej, czy innej strony, gwałcąc rzeczywiste rezultaty sportowe. Zniechęcenie, rozgoryczenie, stale zwiększający się rozdźwięk międzydzielnicowy, oto plony, które wśród sportowców, zwłaszcza w b. kongresówce, bujnie zbierzecie, panowie separatyści i zacofańcy dzielnicowi! Niedoprowadzone do skutku tegoroczne zawody Kraków— Łódź, lekceważ, sportu łódzkiego, który wydał Kostrzewskiego , Cylla, Otta, Gabryjela, Hankego, Durkę, Śledzia, Kubików , Stencla, w niczem nie ustępujących, a często przewyższających faworyzow. „gwiazdy” krakowskie i lwowskie, stałe pomijanie w reprezentacjach wybitnych gra czy łódzkich i warszawsk., nie są i nie mogą być wyrazem zbliżenia sportowego.

Przeciwnie, tworzy się przepaść, której następstwem może być rozłam związku ogólnopaństwowego i powstanie autonomicznych związków dzielnicowych. Czas wielki, abyście panowie skończyli z polityką w sporcie i zabrali się do twórczej pracy sportowej, o rozległym, ogólnopaństwowym horyzoncie. Fala oburzenia rośnie i może wkrótce zmieść z powierzchni życia sportowego dzisiejszych zaściankowych wójtów, a powoła ludzi, umiejących patrzeć dalej, poza granice Krakowa, Tarnowa i Wadowic. Sapienti sat. J. N.

(Udzielamy głosu zainteresowanym, poczem wypowiemy swoje zdanie. — Red.).

W sprawie meczu ŁKS. — Wisła

Tygodnik Sportowy

ROK III. KRAKÓW, DNIA 31 P A Ź D Z IE R N IK A 1 9 2 3 ROKU. NR. 4 0 .

Glossy.

Szanowny Panie R ed ak to rze! W myśl zdania Sz. P ana R edaktora w num. 38 „Tyg. Sport.” w sprawie zawodów ŁKS. — Wisła w Krakowie: „Udzielamy głosu zainteresowanym , poczem wypowiemy swoje zdanie”, - śmiem także nadesłać na ręce Jego powyższą notatkę w tej sprawie w nadziei, że i ona będzie zamieszczoną na łam ach Jego poczytnego pisma.

Mówiąc zupełnie szczerze wyjechałem z Krakowa po meczu ŁKS. — Wisła z niesmakiem. Tego, co zaszło, nigdybym się nie spodziewał. Chociaż jadąc do Krakowa nie byliśmy pewni zwycięstw a naszego mistrza, przeciwnie byliśmy poniekąd przygotowani na jego klęskę, ale nigdybyśmy się nie spodziewali, że krakowski sędzia nie uzna zupełnie zasłużonego zwycięstwa, które nasz mistrz faktycznie odniósł w Krakowie (2 :0 ). P. J. N. zupełnie trafnie i wyczerpująco opisał „sposób”, w jaki Wisła zdobyła dla siebie tak upragnione zwycięstw o i zarazem mistrzostw o Polski Zachodniej. My wszyscy łodzianie, będący na meczu w Krakowie, byliśmy świadkami tak wielkiego bezprawia, jakiegoby się nikt z nas nie spodziewał. P. Fiszer, bramkarz ŁKS., po przyjeździe na stacji w Łodzi odezwał się do n as: „Przegraliśmy, to trudno. Ale mówiąc szczerze do bramki było jeszcze 20 cm. i mnie, schylającem u się po piłkę, Cyll zabrał piłkę i „kiwnąszy” Krupę dalekim i silnym wykopem oswobodził pole karne”. Tym słowom my wszyscy święcie wierzymy. — Wszyscy powątpiewaliśmy w sukces protestu w tej sprawie. Jedynie p. prezes Woźniak łudził się nadzieją, że protest pomoże. I... nie pomógł. Kap. Bilora znam. Gdym w szedł na boisko odrazu zauważyłem p. Wojakowskiego i dziwnem mi się wydawało, że był ubrany. Rozmawiał z kilku członkami Wisły, co mnie bardzo niemile tknęło. I cóż miał p. Otto uczynić? Czyż miał się nie zgodzić na p. Wojakowskiego? Czy miał może latać po Krakowie i szukać innego sędziego? P. Seidner, który sędziował przedpołudniem na meczu Cracovia II. — Wisła II., był bez porównania lepszym od p. Wojakowskiego. Sędzia, wyznaczony przez Krak. Wydz. Gier i Dysc. na mecze C-klasowe, widziałby pięknie strzeloną przez Śledzia bramkę dla ŁKS u. Dlaczegóż to p. Wojakowski nie widział z centry Langego silnego strzału Millera, który nadbiegający Śliwa w bramce ręką odbił i ani bramki i ani karnego (sic!!). Niesłychane! Rażących fouli Adamka, którego ofiarą był najlepszy na boisku Gabrjel, sędzia nie widział, a Śliwie dlatego, że jest bez ręki, sędzia pozwalał robić, co mu się żywnie podobało, a za najmniejszy foul ŁKS u sędzia dyktował rzut wolny.

Prasa krakowska pomija milczeniem ten mecz d ę tego tylko, aby broń Boże nie zaszkodzić Wiśle w zdobyciu mistrzostw a Polski Zach., ale p. Grabowskiego „zjedża” porządnie, bo zabrał Wiśle cenny jeden punkt, względnie dwa. Ten fakt jest godnym potępienia i świadczy aż nadto o „bezstronności” sportowej prasy krakowskiej, ale mam nadzieję, że Szan. Pan Redaktor, słynący u nas jako człowiek pełen uczciwości i bezstronności sportowej, rozstrzygnie tę sprawę w imię dobra sportowego. Moje najgłębsze uszanowanie Łódź. M. R.

Nieścisłość w „Nieuczciwości w sporcie” W 38. N-rze „Tyg. Sp.“, umieściła Redakcja artykuł p. J. N. p. t. „Nieuczciwość w sporcie”. Mojem z a daniem będzie wykazać pewne nieścisłości w rozumowaniu pesymistycznego autora, który łącząc ostrą krytykę z cierpkiem i wymówkami, rzuca nawet obelgi pod adresem sportu polskiego wogóle, a krakowskiego w szczególności. Nie kwestjonując wadliwości ustroju administracyjnego w sporcie, zostawię na boku swój pogląd na dzisiejszy sport, na jego psychologję i.... rację bytu. Jednak nie mogę zamknąć oczu i uszu na tak bardzo polityczne posunięcia krytyczne, a tak niedyplomatyczne. Lapidarne zdania, twarde uwagi i groźne przewidywania p. J. N., oczywistego entuzjasty „kongresowego” futballu (najpierw Łódź potem Warszawa) postaram się możliwie najkrócej i najjaśniej zestawić.

W „Nieuczciwości w sporcie” czytamy: „utarło się przekonanie, że zawody o mistrzostw o wygrywają u nas sędziowie, nie drużyny...” Pewnie, że czasem tak, nietylko u nas, ale i zagranicą, lecz to nie reguła... krakowska — dość jasne chyba. „P. Grabowskiego obronić musimy przed zarzutami stronności, do której nie miał pobudek z racji swego pochodzenia z okręgu neutralnego”, a nieco d alej: „p. Rosenfeld prowokował graczy i widzów niesłychaną stronniczością”. Warta z Poznania, Wisła z Krakowa, sędzia z Warszawy — sędzia sprawiedliwy „bez pobudek stronności”, bo neutralny. Potem : ŁKS. z Lodzi, Wisła z Krakowa, sędzia z Bielska — sędzia „groźnym przeciwnikiem drużyny łódzkiej...” tak i siak. Tu bez pobudek, tam z pobudką. Dla p. J. N. Bielsko „coś tam „ z Krakowem... Trzeba jednak być dość naiwnym (nietylko w sporcie), by u sędziego móc odgadnąć trafnie » „pobudki stronności”, o ile je ma.

„O wiele smutniejszym jest fakt, że tasama skrzywdzona i następnie protestująca Wisła z lekkiem sercem i drwiącym uśmiechem krzywdzonego rywala...”, to już zakrawa na paszkwil. Można tak mówić o każdym klubie, ale się mówić nie powinno. „Lekkie serce i drwiący uśmiech” wysuwa się z pod oceny krytyki i obserwacji sportu.

„W przekonaniu pp. doktorów sportu tylko krakowskie drużyny potrafią godnie dźwigać na swych barkach mistrzostw o” (Polski). Znów stara zawiść dzielnicowa. „W tej Galicji co drugi doktór!” Co do poziomu w futballu — powiedzmy szczerze — dotąd Kraków i Lwów był i jest na pierwszym szczeblu, a w powszechnym nawet plebiscycie sportowców w Polsce o wyższości drużyn, Łódź by napewno przepadła, co przyzna każdy świadom rzeczy, sportowiec. Zgryźliwość i sarkazm tu nic nie pomoże, bo „mistrza robi w prawa”. „Mówiono już na tydzień przed zawodami w Krakowie, że Wisła ten mecz napewno wygra (przy boskiej i.... sędziowskiej pomocy)”. To ma być argument na stronność „sędziowsko-krakowską”! Panie J. N.! Czego się dzisiaj nie mówi? Powiedz pan, czego się dzisiaj naprawdę nie mówi?? Potrafi pan powiedzieć, by nie zadać kłam u swemu zdaniu?! Że tam w Łodzi jesteście panowie zdania, iż sędzia dr. Wojakowski jest sędzią zdolnym, tylko niesprawiedliwym , a tu w Krakowie myśleć mogą inaczej — to zgadza się najzupełniej z porządkiem rzeczy wszechświata. I medal ma dwie strony i babka na dwoje wróży .. Czasem i w oczach się dwoi... To trudno inaczej. Najczęściej prawda leży w środku. Ale źle jest być malkontentem w życiu, więc źle i w sporcie, lecz jeszcze gorzej zaszczepiać innym swój pesymizm, choćby był uzasadnionym... Być może, że macie wiele racji, ale nie należy krytykować i wylewać żółci nieproduktywnie i nieudolnie. Na tem sport łódzki nie zyska nic, coby zyskać c h c ia ł.. Zabijanie głowy naszym magistraturom sportowym żalami i skargami tego rodzaju jest conajmniej nie na miejscu i nie na czasie.

Zaczynacie panowie z Kongresówki już grozić.. My, „Galicjanie”, moglibyśmy Wam rzec: Organizowaliśmy W as, uczyliśmy, pomagaliśmy pracą i radą i oto wdzięczność... B . M . K

Sędzia zawsze przyczyną klęski.

Tygodnik Sportowy

ROK III. KRAKÓW, DNIA 13 LISTOPADA 1 9 2 3 ROKU NR. 41.



Szan. Panie Redaktorze! Powołując się na wydrukowane w Pańskiem piśmie sprawozdanie z zawodów ŁKS —Wisła, prowadzonych przezemnie w Łodzi, a zaopatrzone podpisem J. N , — upraszam uprzejmie o umieszczenie kilku poniższych słów w najbliższym nrze Jego cennego pisma.

Autor owego artykułu, p. J. N., przypisuje klęskę ŁKSu w Łodzi wyłącznie prowadzeniu przezemnie zawodów, zarzuca mi stronniczość na korzyść Wisły, które to zarzuty mogą nadwerężyć moją opinję jako sędziego związkowego w Polsce, a także i zagranicą. Jeśli w ogóle jakiem już sędziemu przypisać można stronniczość, to możliwem to jest tylko w tym wypadku, jeśli jest związany węzłami lub interesami z jednem z dotyczących towarzystw .

Ponieważ w danym wypadku odnośnie do mojej osoby nie może to zachodzić, muszę przeto przyjąć, jeśli abstrahować będę zupełnie od ewent. złośliwego zamiaru p. J. N. przeciw mej osobie, że p, J. N. potrzebuje pretekstu dla klęski ŁKS-u, który umiał znaleźć w mojej osobie.

Należałoby sobie tylko życzyć w interesie objektywnego sprawozdawstwa sportowego, aby się nie rzucało odpowiedzialności w większości wypadków za zawód, jaki jakaś drużyna sprawia, na sędziego i aby właśnie w ten sposób nie uniemożliwiano dopływu wartościowych elementów na to najbardziej odpowiedzialne i eksponujące stanowisko w sporcie footballowym, co w przyszłości mogłoby uczynić problematyczną wogóle egzystencję tej gałęzi sportowej w Polsce. Wolałem porzucić osobisty punkt widzenia i rzeczowo rzecz traktować, aby temi kilku słowami zająć raczej sportowe stanowisko. Dziękując uprzejmie za umieszczenie niniejszego, pozostaję ze sportowem pozdrowieniem . Bielsko. Rosenfeld m. p



Stadion nr 23, 24 i 26

Wisła górowała taktyką i startem do piłki. Gra do przerwy ładna i w żywym tempie (gol w 25' Krupy! oprotestowany, wyrównał potem Śledź, ale sędzia nie uznaje bramki. Po przerwie gra nudna. Głosy prasy łódzkiej: gole Millera i Śledzia nie uznane, centra Adamka i piłka pół metra przed bramką wykopana przez Cylla – skandal. Komentarz do tego korespondenta „Stadionu”: gol dla Wisły prawidłowy (poruszyła się siatka, bramka Millera padła po gwizdku sędziego, druga odbiła się w prawym górnym rogu i piłka spadła na linię, sędzia orzekł że jej nie przekroczyła. A sugerowanie, że Wojakowski, długoletni sekretarz Cracovii, jest sympatykiem Wisły to żart. Po prostu mimo ambitnej gry ŁKS nie mógł sprostać słabej Wiśle i miał kłopoty z przedostaniem się na jej połowę.

Przegląd Sportowy numer 40 (125), środa 3 października 1923r., strona 14:

30 września. Wisła – Ł. K. S. (Łódź) 1:0 (0:0).

Zawody te oczekiwane z naprężeniem, które miały rozstrzygnąć kto z grupy zachodniej wejdzie do ostatecznej rozgrywki o mistrzostwo Polski, zgromadziły mimo niepewnej pogody znaczną ilość widzów. Na zawody przybyli również z Łodzi sympatycy klubowi ŁKS., których liczba – sądząc z poruszenia jakie wywoływali na trybunach manifestacjami na rzecz swego klubu – musiała być bardzo znaczną. Po ciężkiej walce zwyciężyła Wisła zasłużenie, jednak bez widocznej przewagi, w grze ostrej, nieinteresującej, niemniej przeto obfitującej w burzliwe momenty.

Przebieg gry:

Gra rozpoczyna się atakami ŁKS. Odpartymi przez obronę Wisły, piłka przenosi się wkrótce na połowę ŁKS. i już w 2 min. zawiniają goście korner niewyzyskany przez gospodarzy. Piłka przenosi się szybko z jednej połowy boiska na drugą, żadna jednak ze stron nie może sobie wyrobić korzystnej pozycji do strzału. W 10 i 11 minucie broni Fiszer pewnie strzał Krupy, wkrótce potem Wiśniewski z trudem ratuje w zamieszaniu pod bramką. W 23 min. przebija się Adamek i centruje, nadbiegający Kowalski strzela jedyna bramkę dla Wisły. Podniecony utratą bramki ŁKS. atakuje, nie mogąc jednak zmusić do kapitulacji dobrej obrony Wisły. Z koleji do głosu przychodzi Wisła i osiąga przewagę uzyskując w 29, 30 i 31 min. trzy kornery bite bez rezultatu. W 33 minucie atak ŁKS., Śledź mija obronę i strzela ostro w dolną część poprzeczki piłka odbija się na linję bramkową, obrona Wisły z trudem ratuje, wybijając piłkę w pole wśród protestów ŁKS. reklamujących bramkę. Gra zostaje na krótki czas przerwaną, ŁKS. grozi w razie nieuznania bramki zejściem z boiska, sędzia pozostaje jednak przy swem orzeczeniu. Po podjęciu gry atak Wisły zakończony volleyem Reymana obok bramki, zaraz potem Lange strzela w aut. W 44 min. Kaczor kiksuje, przebój Langego chwyta w ostatniej chwili Majcherczyk.

Druga połowa rozpoczyna się atakami Wisły, następuje szybki atak ŁKS. piłkę dostaje Szpurna i z 5 m. strzela słabo w ręce Wiśniewskiemu, marnując pewną szansę wyrównania. W 10 minucie atak Wisły, Fiszer wybiega z bramki, Kowalski dobiega prędzej piłki i głową kieruje piłkę obok pustej bramki. Kilka ataków Wisły psuje Adamek stojąc na offside. ŁKS. uzyskuje przewagę, 22 minucie po hands Śliwy strzał Szpurny obroniony pewnie przez Wiśniewskiego, w 23 minucie przestrzelona centra Śledzia, w następnej minucie Wiśniewski wykopuje centrę prawego skrzydła. Gra toczy się po całem boisku, pod koniec Wisła w przewadze, nie może jednak zwalczyć dobrej obrony ŁKS.

Rezultat 1:0 dla Wisły kornerów 6:1.

Zawody stały na nizkim poziomie i nie mogły w żadnym kierunku zadowolić. Ani jedna ani druga strona nie pokazała żadnej jednolitej akcji, grę prowadzono przeważnie górą, ostro i nie zawsze fair. U Wisły najlepsi obrońcy, w pomocy Majcherczyk destrukcyjnie bardzo dobry trzymał dobrze prawe skrzydło gości, prawy pomocnik bardzo słaby. W ataku najlepszy Adamek, zbyt mało zatrudniony, Krupa i Balcer bardzo słabi. Reyman pozostał daleko poza swoja formą z poprzedniego sezonu. Pewnem jest, że o ile Wisła nie poprawi swej formy w dalszej rozgrywce o mistrzostwo Polski, tytuł mistrza Polski pozostanie przy Pogoni.

W ŁKS. wyróżniali się obrońcy i lewy pomocnik. Sędziował flegmatycznie lecz zupełnie dobrze Dr Wojakowski. Nieznanie przez niego wątpliwej bramki było zupełnie uzasadnione. Wreszcie mała uwaga pod adresem panów z Łodzi towarzyszących drużynie ŁKS., aby nie demoralizowali graczy okrzykami z trybuny zachęcając ich a raczej terroryzując, aby zeszli z boiska, gdy rozstrzygnięcie sędziego nie było po ich myśli. C. G.

Zobacz też komentarz: http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1923/numer042/imagepages/image13.htm


Warta-Iskra 4:0, czyli szanse Wisły na wyprzedzenie Warty małe - wszystko zależy od meczu Warty z ŁKS - tylko strata punktów przez Wartę, przy wygranej Wisły dawała jej pierwsze miejsce w grupie.

Sport lwowski

Nr. 72. Lwów, środa 3. października 1923. Rok II.

Kraków.

Wisła—ŁKS (Łódź) 1:0 (1:0).

30/lX. Decydujące spotkanie o mistrzostwo Polski Zach. Wygrywa Wisła. Obie drużyny w pełnych składach. W pierwszej połowie przewaga nieznaczna Wisły, przyczem Kowalski strzela zwycięską bramkę. W drugiej gwałtownie atakują Łodzianie, atak ich i pomoc pracują niezmordowanie, uzyskują nawet przewagę, Wisła jednak broni się roztropnie i ofiarnie i zdołała rezultat utrzymać do końca. Sędzia p. Wojakowski słaby wykluczył z ŁKS Otta i Gabriela przy końcu gry; — jednej bramki, strzelonej przez ŁKS, przyczem piłka odbiła się od poprzeczki do ziemi na stanowisku bramkarza nie uznał. Publiczności wiele. Sędzia p. Bilor ze Lwowa wyznaczony przez PZPN nieprzybył. P. Wojakowskiego zaproponował ŁKS.