1924.07.06 Wisła Kraków – Slavia Praga 1:2

Z Historia Wisły

1924.07.06, Mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły,
Wisła Kraków 1:2 (1:1) Slavia Praga
widzów: 5.000
sędzia: Józef Lustgarten z Krakowa
Bramki

Henryk Reyman (w) 39'

1:0
1:1
1:2
38' Stapl

88' Stapl
Wisła Kraków

2:3:5
Mieczysław Wiśniewski
Kazimierz Kaczor
Marian Markiewicz
Stefan Wójcik
Władysław Krupa
Witold Gieras
Józef Adamek
Stanisław Czulak
Henryk Reyman
Władysław Kowalski
Mieczysław Balcer

trener: brak
Slavia Praga

2:3:5
Staplik
Nytl
Stasa
Hlinak
Pleticha
Plodr
Kratochwil
Stapl
Wanik
Silny
Kużel

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

Tygodnik Sportowy

ROK IV. KRAKÓW , D N IA 9 LIPC A 1 9 2 4 ROKU. NR. 2 8 .

Zawody niedzielne były bardziej interesującemi od sobotnich, tempo gry było jednak powolne, w drugiej połowie gry widać było u obu drużyn przemęczenie. Slavia miała tensam skład, co dnia poprzedniego, jedynie prawego backa grał Nytl, a Plodr grał w miejsce Nebdachera. Wisła z Reymanem 1, Adamkiem i Gierasem, jednak pomoc z wyjątkiem Gierasa znowu zawiodła. Grę rozpoczyna Slavia, atakując kilkakrotnie bramkę Wisły. W 6 Stapl z podania Silnyego bije w bramkę, piłka, odbita od słupka, wraca na boisko i Wiśniewski broni. W 7 strzał Reymana z daleka chwyta Staplik. Kilka ataków Wisły odpiera obrona SIavii. Następuje gra otwarta o zmiennych atakach. Kilka dogodnych sytuacji psuje Kowalski. W 29 strzał Reymana broni Staplik. W 30 Wiśniewski chwyta silny strzał, Stapl wybija mu głową piłkę z ręki i zdaje się, że piłka już wchodzi do bramki, jednak w ostatniej chwili znajduje się jeszcze Gieras i piłkę wybija. W 33’ Krupa psuje pozycję pod bramką własną tak, że Markiewicz jest zmuszony piłkę wybić na róg. Następuje formalny szturm na bramkę Wisły. Wiśniewski i obrońcy Wisły są na stanowiskach i wszystko bronią, nie są jednak w stanie wstrzymać wózkującego Stapia i w 38 tenże gracz strzela 1 bramkę dla Slavii. W 39 Reyman dostaje piłkę, silny strzał zamienia obrońca Slavii na róg, poczem następuje foul pod bramką Slavii i rzut wolny zamienia Reyman w bramkę wyrównującą. Następują ataki Slavii i 3 po sobie następujące rogi niewyzyskane. Pauza 1 M , rogów 5:1.

Drugą połowę rozpoczyna Wisła. Gra toczy się na środku boiska. Ataki Slavii broni Wiśniewski i doskonała obrona Wisły. Slavia atakuje teraz bez przerwy, Jednak nic zdobyć nie jest w stanie, w tej fazie gry wybija się obok obrony i bramkarza W. także i Gieras kilkakrotnie. Dopiero w 17 Wisła uwalnia się z naporu na jej bramkę, piłkę dostaje Adamek, centruje i Czulak strzela Staplikowi w ręce. W 21’ silny strzał Stapia broni Wiśniewski. Ataki Wisły. Czulak bojaźliwy, niepotrzebnie obraca się do piłki, przez to traci dobrą pozycję. W 26 ładny atak Wisty, centrę chwyta Czulak, następuje silny strzał górą obroniony przez Staplika na róg, który Staplik ładnie broni. Wisła przez chwilę atakuje i strzały Czulaka broni Staplik. U obu drużyn znać przemęczenie. Wisła niepotrzebnie ściąga całą drużynę do defenzywy. W 38 Stapl sam pod bramką bije w aut. W 43 centrę Kratochwila broni Wiśniewski i zdaje się, że wynik utrzyma się, gdy wtem Stąpi strzela 2 goala. Rogów 1 0 :4 .

Z gości odznaczyli się Staplik, Pleticha, Pladr i cały napad, kierowany doskonale przez Vanika. Z Wisły doskonały Wiśniewski, obrona i Gieras, dwaj inni pomocnicy statystowali. W napadzie skrzydła słabsze, środek kilka dobrych pozycji nie wyzyskał z powodu tchórzostwa obu łączników. Reyman okazał się jednak jako kierownik ataku nieco za ciężki. Sędziował bardzo dobrze p. Dr. Lustgarten. Publiczności zebrało się 2 500 osób. (*»*.)

Niedzielne zawody Slavii praskiej z Wisłą zbudziły dawne, przebrzmiałe wspomnienia. Jakąż to klasę, przedstawiała Slavia dawniej przed wojną światową, jeszcze nawet dwa lata temu, a jaką dziś? Wówczas, kiedy to, Wisła przegrała 017 i 3 :1 0 gra Slavii wzbudzała zachwyt i entuzjazmowała widzów do najwyższego stopnia. Skończona technika każdego pojedynczego gracza rezultat regularnych gier z angielskimi klubami zawodowymi, fenomenalne strzały lewego łącznika Koseka, które już niejednego bramkarza wraz z piłką do bramki wyprawiły, wspomaganie go przez takich napastników, jak Baumruck, Bohata itd., uprawianie systemu szkockiego, wpajanego Slavii przez trenera Maddena, we! wszystkich finezjach, — oto walory przedwojennej Slavii. Suche wyniki z pierwszego dziesięciolecia bieżącego wieku, kiedy sport w Polsce był jeszcze w „powijakach”, są zbyt wyraźne, aby je trzeba zaopatrzyć komentarzami. Southampton 4:0, Aberdeen 3:2, Repr. Budapesztu 15:1, Rapid 14:1, Leipziger BC. 10:0, Dresdner SC. 10:0, Freiburger FV. 5:0, Monachjum 13:0, Zurych 7:0, Czarni (Lwów) 12:1, wszystkie te drużyny musiały się przekonać o klasowej wyższości Slavii.

W raz z wojną światową skończyła się hegemonja Slavii, lecz tylko w sporcie czeskim, we Wiedniu np. miała znacznie więcej zwolenników, niźli Sparta. Ta aż do ub. roku stała bezustannie na czele futballu czeskiego i uzyskała niepowszedni rekord, nie tracąc w trzech po sobie następujących mistrzostwach ani jednego punktu. Jednakowoż rok olimpijski stał się fatalnym dla obu klubów, dal się bowiem zauważyć katastrofalny spadek formy, uwydatniający się może bardziej w Sparcie. Ostatnie wyniki tejże w Niemczech były wszystkiem innem, jak sukcesem. Tosamo dałoby się powiedzieć o najgroźniejszym rywalu mistrza Czech, SIavii.

Chociaż zwyciężyła w oba dni Wisłę, wrażenie, jakie zostawiła, nie było tak imponujące, jakby się po takiej sławie kontynentalnej spodziewać można. Już ostatni mecz Slavii z Vienną, który „Sport-Tagblatt” oznacza jako „Bruoh”, nie pozwalał nam się zbyt optymistycznie zapatrywać na dzisiejszą Slavię i ten, który widział w pierwszych latach powojennych Rapid i MTK, następnie Spartę praską i Amatorów, dla tego ostatnia gra Slavii nie przedstawiała żadnej kontynentalnej „ekstraklasy Gdzież było to krótkie przyziemne podawanie, któremu hołdują wzwyż wspomniane drużyny ? Jedno pozostało jeszcze Slavii z dawnych, dobrych czasów: gra głową. Wobec podskoków graczy Slavii (trening lekkoatletyczny, stosowany przez Maddena wzorem angielskich profesjonałów!) Wiślacy nic nie mieli do mówienia i prawie we wszystkich pojedynkach ulegali. Niepraktykowane w Polsce nadstawianie głowy w pozycji schylonej używali Prażanie z dobrym skutkiem, główkując zapomocą tego nawet piłki w wysokości 1 go metra i niżej. Z wyjątkiem foulu Nytla, który był też przyczyną utraty bramki, Slavia grała fair i słusznie chwali ją z tego punktu widzenia prasa zagraniczna,

Przejdźmy teraz do drużyny Slavii. Staplik, wysoka i chuda postać bramkarza, a la Amsel, lub Neuhaus, był w niedzielę o klasę lepszy od swego vis a-vis Wiśniewskiego, mimoto zasługuje Zsigmondi z Makkabi berneńskiej na pierwszeństwo. W Pradze są chwilowo Hochmann, Kottany (DFC) i ewent. Benda (Vikt. Żiżkov) lepsi. W obronie brak przedewszystkiem podpory, olimpijczyka Seiferta. Jego zastępca nie we wszystkiem mógł zastąpić tamtego. Olbrzymi Nytl był doskonały, jeden z najlepszych na boisku, bezwzględnie zaś w obronie. Prawy pomocnik Plodr oddał w pierwszej połowie ładny strzał z około 30 mtr., który sprawił Wiśniewskiemu dużo kłopotu. Pozostał to do końca jedyny odważny strzał Slavii na bramkę z dłuższej odległości, gdyż napastnicy jej chcieli bezwarunkowo wjechać z piłką do siatki. W pomocy . wyręczał Plodr nienajlepszego środk, pomocnika i wogóle wypełniał swe zadanie ku ogólnemu zadowoleniu, choć mu brakowało precyzyjności, jaka go dawniej odznaczała. Środek pomocy miał trudne zadanie z Reymanem i musiał się nieraz uciekać do pomocy swych skrajnych partnerów. Hlinak w niczem się nie wyróżniał, ale też nie można mu nic ujemnego zarzucić.

Napad Slavii cierpiał bardzo z powodu nieobecności zdyskwalifikowanego Capeka. Trudno wierzyć, aby . ten atak, który w niedzielę grał tak leniwie, zmusił obronę A. C. Bilbao 9 razy do skapitulowania i nie o dużo lepiej się z innemi obchodził. Stapl ma szalone szczęście do goali, w polu gra jego pozostawia dużo do życzenia. Nie był on wcale lepszym od rez. lewego łącznika, zastępcy Capeka. Kużel, były gracz Vienny, grał inteligentnie i dawał z prawego skrzydła pożyteczne centry, lecz nie wytężał się zbytnio. Rozczarowanie sprawiła gra jednego z najlepszych centrów ataku minionych lat. Kareł Vanik jest już za stary. W ciągu całego meczu nie oddał żadnego groźnego strzału, a jego podania stawały się przeważnie łupem doskonale usposobionego Kaczora. To już nie ten idealny center ataku, który prowadził atak Sparty w każdej reprezentacji do zwycięstwa. Zaniedługo podzieli Vanik los swych byłych kolegów Piłata i Jandy. Niedostateczną rezerwą za Capeka okazał się Silny, stwarzał jednak czasem groźne sytuacje pod bramką Wisły. Olimpijczyk Kratochwil miał słabostkę do kornerów i gdyby ktoś zadał sobie trochę trudu, znalazłby w Polsce oprócz Sperlinga innych jeszcze skrzydłowych, nie ustępujących wcale Kratochwilowi. Naogół wyróżniali się w Slavii Nytl, Plodr i Kużel, a poprostu „. .rozczarowali Vanik i Stapl. Zaznaczyć jeszcze wypada, że Stapl i Staplik to bracia, a właściwe ich nazwisko brzmi Sloup. Także słynny środk. pomocnik Kada nosi pseudonim, albowiem W istocie nazywa się Peschek. Wypadki takie są w sporcie bardzo częste, u nas np. Kałuża nosił przez jakiś czas pseudonim Kowalski, aby móc bez obawy uprawiać sport futballowy, który był dawniej dla uczniów zakazany.

Wisła starała się Slavii przeciwstawić grę dolną, kombinacyjną, jednak do tego stopnia niepewną, że ta z łatwością opanowała sytuację. Bardzo niepewnym okazał się Wiśniewski. Jego miejsce w repr. zdaje się być stracone na korzyść Gorlitza. Do jego słabostek dla rzutów niskich dołączyła się spora doza niepewności w chwytaniu górnych. Nieraz popełniał błędy, którychby się powstydził lepszy B-klasowy bramkarz. Na szczęście napastnicy Slavii obchodzili się z bramkarzem delikatniej, niż Wiślacy i nie miało to żadnych następstw. W obronie Kaczor lepszy od Markiewicza, gra jego była bardzo podobną do gry Nytla. W pomocy Krupa niewystarczający. Gieras dobry, natomiast Wójcik pozostawał w tyle za nimi. W ataku prawa strona przewyższała lewą, Reyman zaś prócz pięknie strzelonego wolnego, oddawał wprawdzie silne strzały, tylko nie tam, gdzie należało. Przy omawianiu tych zawodów nie wolno pominąć jednego faktu. Sędzia nie miał potrzeby odgwizdywać jakiegokolwiek spalonego, a przyczyniła się do tego przedewszystkiem inteligentna i rozumna gra obopólnych ataków, szczególnie Slavii i niezastosowanie przez obronę osławionego „one back“ systemu, co należy z zadowoleniem skonstatować. P. Dr. Lustgarten nie prowadził zawodów wprawdzie źle, atoli na przeoczenie „hands“ Wisły, spostrzeżonego wyraźnie przez 3000 blisko par ócz, mieniący się jednym z najlepszych sędziów w Polsce, nie powinien sobie pozwolić. — (Red.). F. A.

"Przegląd Sportowy" nr 27

Gra otwarta w I. połowie Wisła grała głównie skrzydłami. Slavia całym atakiem, strzelała mało, ale skutecznie. W 38' Stapla wymanewrował całą obronę i z paru kroków strzelił. "Wisła wyrównała z rzutu wolnego, uderzonego wspaniale przez Reymana w prawy róg bramki". W II. połowie Slavia w ataku, ale owocuje to tylko szeregiem niewykorzystanych rzutów rożnych. Potem do gry doszła Wisła i wydawało się, że wygra to spotkanie. Jednak w końcówce obudzili się goście i na dwie minuty przed końcem meczu Stapl ustalił wynik spotkania. Kilka tys. widzów.

"Sport ilustrowany" nr 21

Po 14 latach Slavia znowu gości w Krakowie. W pierwszym meczu zagrały rezerwy Wisły , stąd słaba gra i oszczędzanie sił na mecz rewanżowy. Żywa gra od początku spotkania, przy lekkiej przewadze gości (technicznej i starcie do piłki). Wisła jednak gra o klasę lepiej niż wczoraj i ambitnie. W 38' przegrywa 0:1 - szybko odpowiada atakiem i rzutem wolnym, "z którego uzyskuje Reyman ostrym strzałem w prawy róg wyrównującego gola". Gra otwarta i szereg niebezpiecznych sytuacji z obu stron w II. połowie. W 43' gol dla gości z wyraźnego spalonego. Lustgarten go uznał . 5000 kibiców.

"Nowy Dziennik"

Slavia nieco zawiodła, gdyż grała górą, a nie ziemią, szybko prowadziła swe akcje, ale zawodziła strzałowo. W niedzielę Wisła zagrała w pełnym składzie „i mogła była nawet ten mecz wygrać, gdyby Reyman był trafił do pustej bramki, a Kowalski z dwóch metrów nie przestrzelił”.

„Stadjon” z 1924.07.17.


Z KRAKOWA
Miniony tydzień dał Krakowowi największą sensacją footballową sezonu w dwudniowych zawodach światowego rozgłosu praskiej drużyny „Slavia", która 5 i 6 b. m. gościła u tutejszej Wisły. Czesi zaprodukowali grę stojącą na wyżynach światowej doskonałości. Najwyższa technika, niedościgniona taktyka w połączeniu z Czechom właściwem dość flegmatycznym tempem i „Slavii” właściwem prowadzeniem gry fair: Zasadniczo grają Czesi wolno, z precyzyjnie dokładnem podawaniem piłki, nadzwyczajnem ustawianiem się każdego poszczególnego gracza, ale wyzwani przez przeciwnika pokazują, że sprostać potrafią tak technicznie jak i biegowo najszybszemu tempu. Tak samo nie nadużywają gry głową, jak to jest właściwością drużyn węgierskich, ale w momentach kiedy sytuacja gry wymaga główkowania, każdy ich gracz udawadnia że i w tej dziedzinie techniki footbalowej doszedł doskonałości. Wreszcie uderza u nich ta kolosalna rutyna, zdobyta w walkach z tyloma najgroźniejszymi przeciwnikami kontynentu i Anglji, która powoduje że gracz „Slavii" żadnym trickiem przeciwnika, żadną sytuacją gry nie czuje się zaskoczony, wiedząc zawsze jak w danym, choćby najkrytyczniejszym momencie gry, należy postąpić- wszechstronna rutyna powoduje też, że Slavia w grze wykazuje może za wiele zimnej krwi, a mniej zapału i temperamentu od drużyn n. p. węgierskich i to zdaje się było przyczyną, że Czesi krakowskiej publiczności, która ciągiem oglądaniem żywiołowych Węgrów zepsuła sobie nieco dobry smak sportowy, nie podobali się w tym stopniu, jak na to bezwzględnie zasługują. Wisła na której barkach spoczęło tym razem ciężkie zadanie przeciwstawienia polskiej klasy takiemu potentatowi, wypełniła to zadanie naogół dobrze, zwłaszcza w drugiem spotkaniu. Zniewolona z powodu odmowy „Cracovii" wbrew swoim obyczajom grać dwa dni z rzędu wystawiła w dniu pierwszym drużynę dosyć „niepełną” bez kierownika linji napadu Reymana 1, Adamka, Stycznia i Gierasa. Mimo to w pierwszym dniu zawodów nie można mowić o przygniatającej przewadze gości. Atakowała dużo i Wisła, tylko, że zgoła fałszywą taktyką, bo środkową trójką napadu, to oczywista przeciw świetnym technicznie tyłom „Slavii" nie mogło być praktycznem. Za to w drugiem dniu zawodów, kiedy Wisła poza Styczniem wystąpiła w komplecie, Czesi dobrze musieli się napracować, a nawet w drugiej połowie gry mieli momenty przypuchnięcia, zanim przy wydatnej pomocy sędziego D-ra Lustgartena (spalony) na 2 minuty przed końcem gry zdołali uzyskać skromną wygraną 2:1. Pobyt „Slavii" w Krakowie dał i momenty humoru w tutejszej prasie codziennej Oto, fachowy recenzent „Ilustrowanego Kurjera" odmówił tej drużynie wszelkiej wartości i posunął się aż do twierdzenia ni mniej ni więcej, że... spotkań z Czechami należy unikać, bo popsują klasę naszego footballu (sic!). Zapomniał biedaczysko w swej prostocie ducha, że „Slavia" jest drużyną o światowej marce wobec czego ględzenia jakiegoś pismaka krakowskiego bruku nie mogą zachwiać jej światowego stanowiska. „Dobrze poinformowani" opowiadają, że była to zemsta Kurjera stojącego na usługach „Cracovii" za to, że „Slavia" przyjęła zaproszenie „Wisły" odmawiając równocześnie „Cracovii". Zdanie takie nabiera wszelkich cech prawdopodobieństwa gdy się zważy, że nie dalej, jak dwa tygodnia wstecz tensam Kurjer wynosił pod niebiosy grę praskiej „Viktorji Żiżkov" przegrywającej z „Cracovią" 1 : 3, która jak się w parę dni potem okazało nie była drużyną „Viktorii” ale słabiuteńkiego klubiku „Liben", którego drużyna tak się ma do „Slavii", jak mucha do słonia.


Sport lwowski

Nr. 97. Lwów, środa 9 lipca 1924. Rok III.

Drugi dzień, niedziela Wisła grała co najmniej 0 klasę lepiej, niż dnia poprzedniego, to też gra była więcej wyrównaną. Slavja miała przewagę jednak nieznaczną i chwilową. Prawie pół godziny gra zmienna. Wisła jest równorzędnym przeciwnikiem, jedynie atak nie mógł sobie poradzić z doskonale grającą obroną, uzupełnioną przez Nytla. W 38 m. przejeżdża prawy łącznik Slavji i strzela z bliska bramkę. W chwilę potem przebój Reymana I, unicestwia bramkarz wybiegiem, lecz już w 40 m. Reyman I, z wolnego ostrym strzałem w róg wyrównuje. Gra zmienna do połowy bez rezultatu.

Po pauzie przez 30 minut Wisła trzyma się znakomicie, zagrażając niejednokrotnie b. poważnie bramce gości. Dopiero ku końcowi znać wyczerpanie. Jednak Czesi nie mogą przejechać doskonale grającej obrony Wisły, lecz pomaga im sędzia p. Lustgarten, który pozwala napastnikowi będącemu na spalonem wjechać do bramki; na szczęście Wiśniewski wybiegiem ratuje. Znowu analogiczna sytuacja, ze skandalicznego spalonego Czesi wyrównują.

Rzutów z rogu 10 : 4 dla Slavji.

Sport Ilustrowany

Nr. 21, Poznań, czwartek 10 lipca 1924. Rok 1.

6. 7. Slavia (Praga) — Wisła 2 : 1 (1 : 1).

Boisko Wisły.

Drugi dzień zawodów przyniósł grę bardzo interesującą, ze strony Wisły najmniej o jaką klasę lepszą, aniżeli w dniu poprzednim.

Slavia występuje w składzie: Staplik; Nytl, Staśa; Hlinak, Pleticha, Plodr; Kratochwil, Sołtys, Vanik, Stapl, Kuzel.

Wisła natomiast: Wiśniewski; Kaczor, Markiewicz; Wójcik, Krupa, Gieras; Adamek, Czulak, Reymann I, Kowalski, Balcer.

Z miejsca nabiera gra żywego tempa. Początkowo goście w przewadze, przypuszczają szereg ataków na bramkę Wisły, Wiśniewski jednak broni znakomicie. Po chwili gra wyrównuje się i Wisła podsuwa się to prawem, to znów lewem skrzydłem pod bramkę przeciwnika. Znać przewagę Czechów, którzy techniką i startem do piłki przewyższają gospodarzy, ci jednak grają z wielką ambicją i poświęceniem. W 38 min. pada pierwsza bramka dla Slavii, zdobyta przez prawego łącznika, którą jednak Wiśniewski wybiegiem mógł obronić. Wisła atakuje, następuje rzut wolny tuż z za linji pola karnego, z którego uzyskuje Reymann ostrymi strzałem w prawy róg wyrównującego gola. Po przerwie znać lekkie przemęczenie u obu drużyn. W tej połowie gra jest więcej otwarta, tak Wisła, jak i Slavia stwarzają bardzo niebezpieczne sytuacje podbramkowe. Czulak oddaje kilka bardzo ostrych strzałów na bramkę gości, bronionych przez znakomitego bramkarza na korner. Wiśniewski i w tej połowie jest" doskonały i wyjaśnia kilka niebezpiecznych sytuacyj. Zdaje się, że wynik I : 1 utrzyma się do końca, tymczasem w 43 min. pada decydująca o zwycięstwie gości bramka, zdobyta przez prawego łącznika z wyraźnego spalonego. Trudno posądzać sędziego p. dr. Lustgartena o złośliwość w tym wypadku, w każdym razie uznanie tej bramki robi bardzo dziwne wrażenie, gdyż spalony był tu tak oczywisty, że jedynie może chwilowe roztargnienie rozstrzygnięcie to może tłumaczyć.

U gości grała cała drużyna bardzo dobrze; wybijała się zwłaszcza środkowa trójka napadu, środkowy pomocnik i lewy obrońca.

We Wiśle w tym dniu bardzo dobrze pracował atak, a zwłaszcza Czulak, w pomocy najlepszy Wójcik, znakomicie rozbijali ataki gości obrońcy. Markiewicz i Kaczor, Wiśniewski na bramce; również doskonały. Rogów 10 : 4 dla gości. Publiczności przeszło 5.000 osób.

„Przegląd Sportowy”

Przegląd Sportowy. 1924, nr 27

6 lipca. Slavia—Wisła 2:1 (1:1).

W drugim dniu zawody miały już inne oblicze, a to dzięki Wiśle, która w pracę swą włożyła znacznie więcej zapału i ofiarności, aniżeli dnia poprzedniego. Napad zasilony./Reymanem I i Adamkiem niepokoił Czechów nieraz bardzo niebezpiecznie, pomoc zaś wzmocniona Gierasem, szła już trochę więcej za atakiem i porzuciła rolę wyłącznie defenzywną. Głównie Krupa zmagał się z przeciwnikiem skutecznie i zasilał własny napad dobrymi piłkami. W obronie rywalizowali ze sobą Kaczor i Markiewicz, a Wiśniewskiemu w bramce nie można nic zarzucić, bo pracował bardzo ofiarnie i schwycił kilka piłek wprost niemożliwych do obrony. Skład Slavii przedstawiał się następująco: Staplik, Nytl, Stasa, Plodr, Pleticha, Hlinak, Kuzel, Stapl, Vanik, Sołtys, Kratochvil, a więc brakowało znów dwóch graczy lewego łącznika Capeka i prawego obrońcy Seiferta.

W pierwszej połowie gra była otwarta, przyczem Wisła trzymała się systemu obronno-wypadowego, to znaczy w groźnych momentach skupiała się pod bramką, a niekiedy atakowała swemi lotnemi skrzydłami, Slavia zaś pracowała całą linją napadu, który w polu chodził bez zarzutu, a tylko pod bramką przeciwnika zamiast skoncentrować swe wysiłki ku zdobyciu punktu, rozpraszał i rozdrabniał pracę na efektowną, ale nieproduktywną kombinację. Wogóle goście strzelali w oba dni bardzo mało, choć celnie i ostro. Z początku groźnie było pod bramką Wisły, lecz wkrótce przenieśli miejscowi grę na pole Slavii, gdzie Reyman oddał jeden z swych niebezpiecznych strzałów. Później obronił Gieras prawie pewną bramkę, wykopując piłkę z linji bramkowej, gdy Wiśniewskiego przerzucił nią lewy łącznik Sołtys. Pierwsza bramka padła dla gości w 38 min., gdy Stapl minął pewnie obronę i z paru kroków lekko usadził piłkę w siatce. Wisła wyrównała z rzutu wolnego, uderzonego wspaniale przez Reymana w prawy róg bramki. Na tem upłynęła pierwsza połowa gry.

Po pauzie zabrała się Slavia energiczniej do roboty i uzyskała w niedługich odstępach czasu pięć rzutów z rogu, ale żadnego z nich nie wykorzystała, bo większość ich była bita wadliwie w aut. Niepowodzenie zniechęciło gości, toteż Wisła przyszła do głosu i zdawało się, że w tym momencie zdołają miejscowi przechylić szalę zwycięstwa na swą stronę. Lecz doskonały bramkarz Slavii schwycił parę ostrych strzałów, a nierzadko także wybiegami wyjaśniał gorętsze sytuacje. Dopiero przy końcu zerwała się drużyna czeska do nowych wysiłków i z trudem w przedostatniej minucie uzyskała decydujący punkt ze strzału Stapia. Rogów 10:4 dla Slavii.

Z gości wyróżnili się bardzo pięknie i produktywnie pracujący środek pomocy Pleticha, najwięcej ambitny gracz Slavii, dalej bramkarz, który niekiedy pokazywał podziwu godną robotą, równie pewną, jak spokojną, wreszcie szybki prawoskrzydłowy Kuzel i rozumnie grająca środkowa trójka napadu z Vanikiem na czele. Natomiast słabi byli obrońcy, zwłaszcza w pierwszym dniu, oraz skrajni pomocnicy, z których jednak lewy wybijał się ładnymi skokami do górnych piłek i ,,główkami”.

Sędziował p. Dr. Lustgarten zupełnie dobrze. Publiczności zebrało się kilka tysięcy.