1924.09.21 Cracovia - Wisła Kraków 2:0

Z Historia Wisły

1924.09.21, A klasa, 5. kolejka, Kraków, Stadion Cracovii, 16:00
Cracovia 2:0 (1:0) Wisła Kraków
widzów: 6-7.000
sędzia: Zygmunt Rosenfeld z Bielska
Bramki
Ludwik Gintel
Ludwik Gintel 86'
1:0
2:0


Cracovia
2:3:5
Mieczysław Szumiec
Stefan Fryc
Aleksander Pychowski
Zastawniak
Stanisław Cikowski
Edward Strycharz
Leon Sperling
Józef Ciszewski
Józef Kałuża
Ludwik Gintel
Józef Kubiński

trener: brak
Wisła Kraków
2:3:5
Marian Kiliński
Kazimierz Kaczor
Marian Markiewicz
Stefan Wójcik
Witold Gieras
Władysław Krupa
Józef Adamek
Stanisław Czulak
Henryk Reyman
Władysław Kowalski
Mieczysław Balcer

trener: Imre Schlosser
Rogi: 2:9

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

„Stadion” z 1924.09.25

Cracovia – Wisła 2:0 (1:0). 21.IX. Boisko Cracovii, mistrzostwo klasy A. W pełni zasłużone zwycięstwo Cracovii, która w tym dniu grała bardzo dobrze. Lepszy start, ruchliwość i poświęcenie, oto czem biało-czerwoni górowali tym razem nad swym gwiaździstym przeciwnikiem. Wisła miała bardzo słaby dzień, zawiodła na wszystkich linjach. Może prawa strona napadu najbliższą była swej zwyczajnej formy, Czulak i Adamek. Oczywiście wobec kiepskiej gry reszty, na nic się to nie zdało. W pomocy jeden Gieras mimo ciężkiego zadania, jakie mu dawał doskonale grający Kałuża, trzymał się jakotako. Obrońcy chwiejni. Młodego bramkarza Kilińskiego opuściło tym razem zwykle sprzyjające mu szczęście, wystąpił natomiast brak rutyny i spokoju w robocie. Gra Cracovii nie była piękna, ale dobra, w mistrzostwie nie czas na pokazywanie piękna, trzeba walczyć, by wygrać. Wszyscy w miarę sił i umiejętności spełnili swe zadanie. Rezerwowy bramkarz Szumieć nie zbłądził, mimo że kilkakroć ryzykownie piłkę brał na nogę. Obrońcy dobrzy, pomoc Strycharz, Cikowski i Zastawniak niespodziewanie dobra, zwłaszcza w defenzywie. W linji napadu najlepszy Kałuża, który amatorom piłki zaczyna przypominać najpiękniejsza wyczyny z swych najlepszych młodych lat. Debiut Gintla na prawym łączniku uważać należy za udany, grał jak zwykle z dużą przytomnością umysłu i rozumnie. Zwolennikom Wisły trzeba przyznać, że drużyna ta, poza bladą grą miała w tem spotkaniu i trochę pecha, objawiającego się w kilku kapitalnych niewyzyskanych sytuacjach podbramkowych, a popartego stosunkiem rogów 8: 2 dla Wisły. Szczegół ten jednak w niczem nie umniejsza zasłużonego sukcesu zwycięzców. Zdarza się to nieraz w różnych dyscyplinach sportowych, że stary, sławny, schodzący powoli, lecz nieubłaganie z pola rekordsmen zabłyśnie jak meteor i pokona senzacyjnie swego młodego idącego dopiero ku wyżynom przeciwnika. To można powiedzieć i o ostatnich zawodach. Cracovia grała z determinacją desperata, czującego że ziemia ucieka mu z pod nóg. Wisła wyszła na boisko z respektem przed biało-czerwonymi barwami, które tyle lat uchodziły za niepokonane. Może też wystąpił u niezrozumiały „colaps" duchowy po bardzo dużo nerwów kosztujących zawodach z przed tygodnia przeciw Lwowowi. Sędziował p. Rozenfeld z Bielska, który jak na jednego z czterech sędziów zgłoszonych przez PZPN do „Fify" przeoczył nieco może za wiele rąk obrońców na polu karnem Cracovii, bu aż cztery. Pierwsza bramka dla Cracovii padła w 19 minucie gry w sposób niejasny to zn. albo wprost z rzutu rożnego (najnowszy przepis) albo dotknięta przez jednego z napastników Cracovii, zdaje się Gintla —druga w 88 minucie z najbliższej odległości przez tegosamego gracza. W ostatniej minucie zdenerwowany Markiewicz przestrzelił rzut karny dla Wisły. Widzów rekordowe tłumy ku większej radości zwycięzcom a na otarcie łez pokonanym.

„Przegląd Sportowy”

Przegląd Sportowy. 1924, nr 38

21 września. Cracovia—Wisła 2:0 (1:0).

o mistrzostwo klasy A.

Derby krakowskie! Publiczność, która stosunkowo nie licznie odwiedzała ostatnie, pierwszorzędne nawet spotkania międzynarodowe, pociągnęła ogromnemi tłumami na boisko. Widownia, która lubi jak ją ktoś „ciągnie” za nerwy, jak się emocjonuje, czy za jedną czy za drugą stroną, woli spotkania o mistrzostwo, które jej dają pożądany pieprzyk niż najczystszy nawet sport. Co prawda, to w tym wypadku znaleźć można było nadspodziewanie ładną i poważną grę a że, to jedna, to druga „partja” widowni trochę pokrzyczała, to rzecz to na mistrzostwach codzienna.

Może nigdy jeszcze nie wystąpiło tak silne zróżniczkowanie systemu i charakteru gry obu drużyn krakowskich, jak w tem spotkaniu. Można się było przekonać, że Kraków posiada dwie drużyny o niezwykle wysokiej i pięknej, choć odrębnej klasie piłkarskiej, a gdy grają ze sobą o lepsze i rzecz traktują poważnie dać mogą pierwszorzędne widowisko sportowe. Tak zresztą było na ostatniem spotkaniu. Walka o prymat w okręgu krakowskim, ściągnie się jak zawsze dotąd, do obu tych drużyn i która z nich zdobędzie zaszczytny tytuł mistrza okręgu dla krakowskiej piłki rzecz to o tyle podrzędna że obie potrafią godnie reprezentować w dalszych spotkaniach krakowską piłkę.

O, Do gry wystąpiła Wisła w dobrym swym składzie z Kilińskim w bramce, z Kaczorem i Markiewiczem na obronie, Wójcikiem, Gierasem i Krupą w pomocy, linję zaś ataku tworzyli: Balcer, Czulak, Reyman. Kowalski i Adamek. Cracovia wystąpiła nieco słabiej, zmuszona wstawić do bramki Szumca ze swych rezerw, na obronie Pychowski, i Fryc, linję pomocy tworzyli : Strycharz, Cikowski i Zastawniak, w napadzie grali ; Kubiński, Gintel, Kałuża, Ciszewski, Sperling.

Wstawienie Gintla do napadu, było znacznem ryzykiem ze strony białoczerwonych, którzy jednak stawkę tę wygrali. Po długiej pauzie spowodowanej szeregiem kontuzji, nie mógł on grać zbyt dobrze, tembardziej, że z natury lotnym nie jest i potrzebuje silnego treningu. Kilkuminutowe wy stępy jego wprawdzie produkowane w ubiegłych sezonach, zdradzały u niego w napadzie znakomity zmysł taktyczny, drybling i nieprzeparty plasowany strzał na bramkę z każdej niespodziewanej sytuacji, a więc zalety pierwszorzędnego napastnika, ale kończyły się zmęczeniem i powrotem na miejsce obrońcy. I w tem także spotkaniu zmuszony cały czas grać w napadzie, nie zdradzał upodobań biegacza. Ale też umiał być na miejscu i z rzadkich piłek, które miał, zlikwidował oba punkta u Wisły w sposób bezapelacyjny. Gra toczyła się jak istne wahadło. Obustronne szybkie i niebezpieczne ataki zmieniały się w odstępach kilkusekundowych. Z początku gra nieco spokojna, zyskuje coraz bar dziej na tempie, które z wyjątkiem kilku ostatnich minut w pierwszej połowie, wzmaga się ustawicznie Na chwilę nawet nie widać wybitniejszej przewagi którejkolwiek z drużyn, jedynie atak Cracovii częściej przychodzi do głosu pod bramką przeciwnika, stwarzając niebezpieczne sytuacje. W polu gra dobra. Piłka idzie półwysoko lub dołem, jedynie skrzydła dostają wysokie, dalekie wyłożenia, lub „urwie” się obrońca wysokim wykopem Opanowanie piłki, podania i kombinacje zmieniają „pole bitwy,, ustawicznie. Robota Cracovii jak zawsze drobna i błyskotliwa, jedynie Kałuża zainscenizuje większe pociągnięcia do skrzydeł. Wisła pracuje więcej prosto, podania są dłuższe i stromsze ku bramce przeciwnika. Pomoc Cracovii trzyma się świetnie. Strycharz unieruchamia lotnego Balcera, Cikowski zadziwia startem i po jedynkami, choć podania zawsze są jeszcze za powolne i niezbyt dokładne, Zastawniakowi jednak ucieka Adamek dość często. Naogół pomoc Cracovii była świetną i zrobiła wynik zwycięski. Wisła po opanowaniu nerwów pokazała grę bardzo ładną. Bez śladu zginęła już w tej drużynie dzika i nieopanowana gra, technika postąpiła niezwykle naprzód, kombinacja jest szybka i celowa, a atak gra dobrze, będąc najlepszą częścią drużyny. Słabiej nieco grała pomoc. Pierwszą bramkę dla Cracovii uzyskuje Gintel z rzutu narożnego przy końcu pierwszego kwadransa. Do 86 minuty toczy się nadal otwarta emocjonująca gra przy wiszących w powietrzu goalach. W tej też minucie załatwia Gintel nieuchronnym strzałem drugą piłkę posłaną mu z prawej strony od Kunińskiego. Kilkanaście sekund przed końcem następuje ostry atak Wisły i jeszcze ostrzejszy faul Zastawniaka na polu karnem, w następstwie czego egzekucja nieudanie wykonana przez Markiewicza.

Zdarzeniu temu towarzyszył istny eksodus widowni, pod bramkę Cracovii, tak że sędzia musiał grę wstrzymać na chwilę. A jednak wynik 2; 1 lub 1:0 dla Cracovii byłby bodaj prawdziwym miernikiem sił, które w niedzielnem spotkaniu były trochę lepsze u Cracovii. Zwycięstwo zasłużone.

Poszczególni gracze dobrze spełnili swą rolę. Kiliński w bramce Wisły, oba strzały Gintla puścił bez wyrzutów sumienia, Szumieć w Cracovii miał trochę szczęścia i mało roboty. Jeden zaledwo miał czysty, lecz daleki i słaby strzał Reymana, zresztą wyjaśniał tylko sytuację, ściągając dobrze wysokie podania przeciwników, lub bijąc kilka razy wbrew wszelkim regułom nogami. Kaczor w obronie Wisły, choć nieco flegmatyczny jest obrońcą w klasie, a Markiewicz sekundował mu dzielnie. Słabiej nieco grali Fryc i Pychowski. Obrona ta była niepewna, Pychowski widzący przez okulary lepiej, grał pewniej, lecz upodobał sobie publiczność bijąc w nią ustawicznie. Fryc grał niżej swej formy. Pomoc Wisły gorszą była od pomocy Cracovii W linji Cracovii pracował niezmordowanie Strycharz, który wytrzymał kolosalne tempo do końca, był wszędzie, broniąc czy to własnej bramki, czy też wspomagając napad. Cikowski powrócił do swej dawnej formy. Zastawniak pracował bardzo usilnie choć nie dorównał klasie całej linji. Wisła, która parła naprzód, wzmocniła swą pomoc daleko wysuniętym Markiewiczem, linja ta jednak nie dorównała przeciwnikowi. Atak Wisły, trzymany uparcie przez pomoc Cracovii, nie mógł dojść do pełnego głosu, choć atakował żwawo i często. Duszą jego jest Reyman i lotne niebezpieczne skrzydła, z których Adamek lepszy. W napadzie Cracovii, Kałuża jest po staremu mistrzem nieporównanym, który znów po wrócił do swej formy i nauczył się walczyć o piłkę z ogromną energją. Ciszewski grał jeden ze swych ładniejszych meczy, a zrozumienie się z jego skrzydłem jest doskonałe, Silnie trzymany Sperling nie pokazał swej klasy, choć parę podań oddał w dawnym swym stylu. Gintel ograniczył się do robienia bramek, a Kubiński poprawia się od gry do gry. Po obu stronach padł deszcz kornerów, rzęsistszy nieco na bramkę Cracovii. Gra poza paroma ostrzejszymi faulami, była stosunkowo jak na mistrzostwo dość fair prowadzona. Sędzia p. Rosenfeld z Bielska, wybrnął z bardzo trudnego zadania naogół dobrze.

Mistrzostwo w okręgu krakowskim zyskało tą grą nowy pieprzyk. Przerwana została serja zwycięstw Wisły i padły wogóle pierwsze bramki, które w mistrzostwie utraciła. Cracovia zdobyła dwa cenne punkty, poprawiając tem swą wątpliwą sytuację. Obie drużyny nie mogą teraz stracić żadnego punktu w innych rozgrywkach, a gra między nimi może rozstrzygnąć o tytule mistrza. Dla Wisły wystarczy wtedy wynik remisowy. Cracovia musiałaby wygrać. Niedaleka przyszłość wyjaśni nam sytuację, chyba że djablik piłkarski, pokaże znów swe rogi. (f).


”Tygodnik Sportowy” z 1924.09.24

Mistrz. kl. A. Boisko Cracovii. Widzów około 6000. Wspaniała pogoda.

Cracovia: Szumiec (rez.), Fryc, Pychowski, Zastawniak, Cikowski, Strycharz, Sperling, Ciszewski, Kałuża, Gintel, Kubiński.

Wisła: Kiliński, Markiewicz, Kaczor, Krupa, Gieras, Wójcik, Balcer, Kowalski, Reyman I, Czulak, Adamek.


Wisła zatem w składzie normalnym, Cracovia w zrekonstruowanym i poniekąd eksperymentalnym. W miejsce Popiela, Przeworskiego, Latacza – weszedł nowy narybek, dobrze się zapowiadający Szumiec. Zastawniak objął na stałe spuściznę po wysłużonym weteranie Synowcu. Za uciekiniera wileńskiego, Zimowskiego, gra Kubiński. Eksperyment ataku stanowił Gintel, który strzelił obie bramki.

Od czasu przełomowego okresu w czołowej grupie tabeli naszego okręgu, kryzysu wewnętrznego Cracovii i spadku jej formy, które pociągnęły za sobą utratę mistrzostwa okręgowego i państwowego w roku ubiegłym na rzecz swej odwiecznej rywalki, Wisły, od czasu uzyskania boiska własnego przez Wisłę, reorganizacji wewnętrznej pod kierunkiem obecnego prezesa tego tow., a byłego kierownika sekcji futbal. Cracovii p. Dembińskiego, była Wisła faworytem w mistrzostwie. W roku ubiegłym pierwsze mistrzowskie spotkanie tych drużyn zakończyło się senzacyjną i przełomową klęską byłego mistrza na boisku Wisły (1:0), który zrewanżował się na swojem boisku zwycięstwem (4:2). Rozgrywka majowa PZPN-u zakończyła się remisowo (1:1) na boisku Jutrzenki. Moralne zadośćuczynienie otrzymała Wisła w pamiętnym i burzliwym dniu grudniowym, kiedyto nowy mistrz okręgu i moralny mistrz Polski (niezasłużona klęska Wisły z Pogonią we finale) zdruzgotał Cracovię na jej własnem boisku w niezwykłym stosunku 5:1. Odtąd wydawała się Wisła niepokonalną. Długa serja trjumfów i zwycięstw znaczy drogę renesansu czerwonych. Tylko nieobliczalna Makkabi zdobywa w zimie jeszcze prawie wynik nierozstrzygnięty (1:1) i „hiszpański” pod względem niepokonalności na swem boisku Amat. K. S. w Król. Hucie zwycięża ją 6:3. Pozatem wszyscy i wszystko ugina się pod ciężarem jej siły. Dzień PZPN-u przynosi jej powtórne zwycięstwo zasłużone nad Cracovią 2:0. Cały szereg drużyn zagranicznych o dobrej klasie opuszcza boisko Wisły z nieznacznem, ledwie wywalczonem, zwycięstwem, lub nawet klęską. Gracze Wisły zapełniają powoli szeregi teamów reprezentacyjnych i wypierają powoli, ale systematycznie, szkielet Cracovii z państwowej reprezentacji. Wisła stara się zająć miejsce Cracovii w opinji zagranicznej. Wisła ratuje honor Krakowa i omal nie stracony puhar Żeleńskiego. Kierownictwo Wisły nie ogranicza się do pozytywnej, godnej pochwały, pracy sportowej. Chce ono zdobyć hegemonję we futballu i sporcie polskim. Pozycję Cracovii osłabić, zniweczyć, zająć jej stanowisko, znaczenie jej uzyskać, wpływy i sławę, oto tendencja obecna Wisły. Nie tylko praca dla siebie, ale przeciw drugim, nie tylko rozwój własny, ale wojna z drugimi i przeciw drugim. Zasada divide et impera w polityce klubowo-sportowej. W szczegółach najdokładniej obmyślana organizacja wpływów, głosów i ludzi w wydziałach, zarządach, magistraturach sportowych. Obsadzanie powolne wszystkich posterunków prasowych chociażby ludźmi zupełnie niefachowymi, byle zaślepionymi w fanatyźmie i klubowym patrjotyźmie, a zabarwiającymi jednostronnie aż do śmieszności wszelkie zjawiska i wypadki sportowe, byle Wisła górą. A to wszystko scentralizowane niciami misternemi w rękach jednego człowieka, doskonałego organizatora i jeszcze lepszego rękawiczkowego dyplomaty, człowieka zdolnego i ambitnego, ale żyjącego wyłącznie osobistą ideą zemsty – nad byłym swym klubem – Cracovią, oraz ambicją dojścia do naczelnej władzy. Tym człowiekiem, któremu Wisła zawdzięcza swój rozwój, swe sukcesy i z trudem zdobytą popularność – jest prezes jej, p. Dembiński. A teraz o Cracovii cokolwiek. Kryzys wewnętrzny tej drużyny, polegający głównie na konieczności odświeżenia i odmłodzenia, osiągnął swój punkt kulminacyjny. Niezdrowe elementy, dla których sport nie zaczął być nigdy koniecznością wyżycia się i wewnętrzną potrzebą, musiały odejść. Młode siły musiało się szkolić i próbować i wreszcie powoli zaczęła Cracovia przychodzić do siebie. Niezdrowa atmosfera skończyła się wydaleniem i emigracją wielu graczy. Powietrze się oczyściło. I białoczerwoni oddychają teraz zdrowem, czystem powietrzem. Przez wiele miesięcy patrzyliśmy na rekonwalescencję chorego i operowanego organizmu. Chory jednak przyszedł powoli do sił, do dawnych sił. Klęska z Jutrzenką była czystym przypadkiem i ostatnim może objawem osłabienia. Ale już na meczu z FTC, Spartą i DFC można było widzieć, że okres słabości powoli mija. Na meczu z Wisłą była Cracovia już sobą, jeszcze nie w swojej dawnej skórze, z czasów Poznańskiego, Kotapki, Koguta, Synowca, Stycznia, ale w nowej, którą zapowiadają Ciszewski, Zastawniak, Pychowski, Szumiec. Nowe nazwiska, nowi gracze przychodzą do głosu, kierowani przez starych, wytrawnych i rutynowanych praktyków meczowych. Epoka Kałuży jeszcze nie minęła. Wraca on do swojej wspaniałej formy i jest znowu głową i mózgiem drużyny swej, motorem i duszą jej stylu i systemu. Nietylko kieruje on atakiem i rozdaje cudowne piłki, ale walczy o nią i w pojedynkach solowych zwycięża. Jego technika i taktyka są nadal świetne, jak ongiś za młodszych, sławnych jego lat. Ciszewski na lewym łączniku jest znakomitym łącznikiem między szybkomyślącym Kałużą, a szybkonogim Sperlingiem. Jego technika stoppingu strzału i główkowania nie ustępuje wcale partnerom, a skromność i brak egoizmu czynią go nietylko dobrym wykonawcą ich woli, ale inspiratorem planów i akcji bardzo celowych i skutecznych. Sperling przy Ciszewskim odzyskuje swą formę z czasów Koguta, a jego spryt i tryki w zgraniu z łącznikiem są emocją, jego rzuty narożne zawsze precyzyjne i niebezpieczne, często, bardzo często, przynoszą sukces. Spokojnego, przytomnego i nienerwowego strzelca potrzebował atak Cracovii. Wstawiła więc Gintla, którego wcale nieźle zastępuje w obronie Pychowski, na pr. łącznika. W orjentacji, finezji i decyzji przewyższa on swoich kolegów, a humor i optymizm, cechujący go, są niebywałym bodźcem dla drużyny. Mądrze i skutecznie gra Gintel także w ataku. Ale nie jest on mimo to napastnikiem. Popada on w przesadę hyperkombinacji, jest za mało ruchliwy, wogóle nie przebojowy. Za to jednak niebezpieczny pod bramką. Momentalnie decyduje on się i strzela. Obie bramki on wyegzekwował, choć sytuacje powstały z zasługi kolegów jego. Był on może dobrym przeciw Wiśle w walce o punkty. Gintel w ataku był nadzieją i podporą swoich, a postrachem dla czerwonych. Linja jednak ataku z Gintlem nie jest jednolitą, stylową. Reyman III pasuje tutaj stanowczo lepiej. Gintel byłby dobrym kierownikiem ataku, ale Kałuża jest lepszym. Łącznikiem Gintel nie jest i być nie może. Łącznik musi być w defenzywie w tyle w razie potrzeby i na samym przodzie, gdy go tam potrzeba. On ma łączyć linję ataku i linje całości pomiędzy sobą. Szkoda zatem Reymana III. Kubiński gra rutyną i ochotą. Bardzo wielu ludzi mówiło po meczu: pomoc Cracovii wygrała mecz. Nie powiedziałbym tego bez zastrzeżeń. Była ona pracowitszą i ruchliwszą od pomocy Wisły, ale mecz wygrał raczej atak Cracovii, który grał nietylko z sercem i duszą, ale także głową i pod tym względem przewyższał stanowczo atak Wisły, który choć szybko i lawinowo zbliżał się do bramki białoczerwonych, nigdy jednak nie umiał dojść do pewnego strzału i pozwolił tyłom Cracovii rozbić sobie wszystkie ataki. Nerwy Crac. wygrały ten mecz. Wisła szła na pewniaka. Crac. nie miała nic do stracenia, a wszystko do zyskania, grała ona też o swą rehabilitację, o odzyskanie utraconej pozycji, o swoje moralne prestige i stanowisko w polskim futballu. Wisła zaś grała o utrzymanie stanu posiadania, o zachowanie tytułu. Cracovia walczyła o chleb, powietrze, życie sportowe – Wisła o zabezpieczenie władzy i majątku sportowego w niematerjalnem znaczeniu. Crac. grała z rozpaczą zdetronizowanego mistrza, Wisła ze zarozumiałością, nerwowością i niepewnością następcy tronu. Nie można zatem powiedzieć, że pomoc Crac. mecz wygrała. Wygrała go cała drużyna.


W pomocy Crac. wyróżniał się Strycharz swoją niezmordowaną pracowitością. Cikowski i Zastawniak walczyli również z ambicją, ale Strycharz wydał z siebie wszystko bez żadnych zastrzeżeń. Stylowo podobali mi się nawet Gieras i Krupa bardziej, niż pomocnicy Crac. Ich praca była czystszą. Stopping i podawanie fachowo wyższego poziomu, spokojniejsze, solidniejsze. Podawanie – nie kombinacja. Wisła gra podawaniem, Crac. kombinacją. A są to dwie różne rzeczy, mieszane niesłusznie przez domorosłych znawców sportowych. Podawanie to rzecz mechaniczna, automatyczna, ekonomiczna wprawdzie, ale nie celowa. Kombinacja, to podawanie planowe, myślowe, wyrabianie sytuacji, przeprowadzanie akcji mózgowej, to operacja strategiczna. Tę różnicę widziałem w pracy dwóch pierwszych linji walczących drużyn. Poraz pierwszy widziałem Gierasa na środku, a Krupę na skrajnej pomocy. Mimo, że będę napewno odosobnionym, konsekwentnie uważam, że pozostawienie Krupy na środku, Gierasa na skrajnej pomocy, byłoby dla Wisły lepszem. Zobaczymy, jak postąpi Schlosser. Obaj ci gracze są słabsi w defenzywie, lepsi we wspomaganiu ataku. Gieras jest nieco ruchliwszy, ale podaje tylko, podczas gdy Krupa kombinuje. A środkowy pomocnik musi przedewszystkiem umieć grać z atakiem, w destrukcyjnej robocie przeciw zgranej trójce ataku nawet najlepszy i najdestruktywniejszy pomocnik nie pomoże. O obronach da się też coś powiedzieć. Dziwiłem się ogromnie wychwalaniu przesadnemu Pychowskiego. Naturalne jego właściwości nie predestynują go na backa klasowego i stylowego. Jego bieg i ruchy rąk, niezgrabne, boczne, nieestetyczne, nie pozwalają uwypuklić w pełni walorów bezsprzecznie w nim tkwiących. Ma on coś z Bujaka za młodych lat tego gracza, jego pewny tackling i niski, płaski rzut. Ale dzisiaj jeszcze nie jest to ani Bujak, ani Gintel, w tej skończonej, stylowej formie backa. Co do Fryca zdania swego nie zmieniamy. Jest on godnym następcą błp. Pollaka. Dobry, ale dziki i surowy, bardzo skuteczny i waleczny, ale piękności i emocji jego gra nie daje. Mieliśmy ongiś w Krakowie podobnego, ale jakże innego. Cepurski, były lew defenzywny Wisły i Krakowa, jedna z najpiękniejszych sportowych postaci, jaką kiedykolwiek polski futball wydał, w najszlachetniejszej i najwyższej edycji. Cepurski, to był polski Fogl II. Zupełnie podobny w grze i walce, tylko znacznie subtelniejszy i inteligentniejszy. Para Cepurski – Bujak, to najlepsza dotąd, jaką historja futballu polskiego wydała, nawet znakomita para Gintel – Fryc w swej najlepszej formie jeszcze nie dała tej harmonji byłych potentatów granitowego muru obronnego Wisły. Kaczor i Markiewicz, acz dobrzy, nie stanowią naszem zdaniem wogóle pary backów, tak jak jej nie stanowią Pychowski – Fryc. Ani Pychowski, ongiś pomocnik, ani Markiewicz, ongiś skrzydłowy, nie są backami par excellens. Grają oni dobrze, skutecznie, nie można im właściwie nic zarzucić, - a jednak nie wyglądają oni i nie są z postaci i w grze typami backów. Bramkarze „rezerwowi” dają sympatyczny materjał dla oceny. Już dawno nie zademonstrowały kluby krakowskie tak doskonałego narybka bramkarskiego, Kiliński i Szumiec są fizycznie i technicznie znakomitymi reprezentantami typu defenzorów świątyni drużynowej. Wzrost, technika chwytów, wykopy obunóż, spokój i przytomność – bardzo dobre. Rutyna i orjentacja większa przyjdą z czasem. Są oni zupełnie godnymi następcami swych klubowych poprzedników. Tak Cracovia, jak i Wisła, mogą ze swych nowych bramkarzy być zadowolone.


Jeszcze tylko kilka słów a ataku Wisły, który tym razem przegrał mecz, choć zawsze wygrywa on właśnie mecze Wiśle, jako bezsprzecznie najlepsza i najjednolitsza jej linja. W nim i jego grze znaleźliśmy główne podstawy naszych wstępnych wniosków i twierdzeń. Gra skrzydłami, tak wrodzona Wiśle, kłóciła się w nim z grą trójki wewnętrznej. Dwa systemy bez harmonji, bez odpowiedniego zastosowania w miejscu i czasie, kolidowały ze sobą. A największa wada, to zbytnie skupianie się, nieumiejętność uwalniania się od przeciwnika, ustawiania się po odbiór piłki w miejscu nieobstawionem. Tylko gra na Adamka i jego indywidualna praca wyróżniały się. Reszta zawiodła, głównie i przedewszystkiem w strzałach. Znacznie więcej miał atak Wisły sposobności do strzelania (szczeg. w II. poł.), a nie umiał tego zupełnie wykorzystać, ba – strzelał źle. Gintel kilka razu tylko był pod bramką Wisły i umiał momentalnie strzelić. Z Wisły nikt tego nie umiał. A Wiślacy tem właśnie ostatnio górowali nad Cracovią, że atak ich umiał strzelać. Czyżby się teraz miało mieć naodwrót? O przebiegu gry wobec obszernego powyższego przedstawienia niewiele już powiemy. W I. połowie ma Crac. zupełną przewagę, gra odrazu z miejsca na zdobycie punktu, Wisła na wytrzymałość. Rozpoczęła się walka 2 taktyk. Wisła spokojniejsza, Crac. żywsza i ruchliwsza. Szczęście sprzyjało Crac., bo oto w 1-szym już kwadransie po pięknym rogu Sperlinga, Kiliński niedostatecznie odbił piłkę i odbiła się ona o Gintla do bramki. Z trybuny wyglądało to na gola wprost z rzutu rożnego. Dopiero obcałowywanie Gintla wskazało, kto był szczęśliwym bohaterem przełomowej bramki. Mimo usilnych starań zmagania obu drużyn do przerwy nie dają rezultatu. Po pauzie ciężkie nastały chwile dla Crac. Minął kryzys, trwający 40’. Jeszcze tylko 5’ brakuje do końca. Crac. zrywa się. Kałuża wypuszcza Kubińskiego, który dobija aż do linji narożnej, centruje dołem, a Gintel odrazu strzela nieuchronnie. Udała mu się ta bramka, przedtem bowiem z centry Sperlinga wspaniały jego strzał voleyowy lewą nogą przeszedł tuż koło słupka. 2:0 prowadzi Crac. To już nieuchronna klęska Wisły. Wszelkie nadzieje na wyrównanie prysły. Ale czerwoni walczą jeszcze jak lwy. Adamek jest inspiratorem szybkich ataków. Tylko rzut karny w ostatniej minucie jest jedynym sukcesem tychże. Markiewicz zdenerwowany przestrzeliwuje. Los Wisły jest przypieczętowany. Przy egzekucji karnego, Gieras, najpracowitszy gracz Wisły w dniu tym, pozostał daleko w tyle i nie patrząc w stronę bramki Crac. przechadzał się z rozpaczliwą rezygnacją na twarzy. Reyman – dusza i mózg Wisły, był już od dłuższego czasu pessymistą. A bez swego optymistycznego zwykle kierownika ataku Wisła nie jest niepokonalną i zwycięską drużyną. Rewanż Cracovii, przełomowy dla niej, a może i dla Wisły, przyjęty został entuzjastycznie przez zwolenników białoczerwonych. Ze spuszczonemi głowami wracali dumni, niezwyciężeni od roku w Krakowie, Wiślacy. Sędziował zupełnie poprawnie i sumiennie p. Rosenfeld z Bielska mimo, że publika i gracze często utrudniali mu zadanie. Pod bramkami swych drużyn siedzieli wodzowie armji. Stary Ferencs Kożeluh, paląc nieustannie fajkę, patrzał z zewnętrznym spokojem na młodych ongiś swych wychowanków, dziś niedobitków, weteranów, walczących z entuzjazmem z nowemi, młodemi siłami, o honor jego szkoły. A po przeciwnej stronie stary gracz, rekordzista internacjonalny, - a nowy, młody trener, specjalista wyszkolenia ataku, - Schlosser. Nerwowo zachowywał się Schlosser. Widział on nadchodzącą klęskę. Uważny i spostrzegawczy obserwator-fachowiec wiedział i rozumiał, że zdenerwowanie Schlossera to zapowiedź klęski Wisły. (hl.)

”Sport Ilustrowany” z 1924.09.25

Boisko Cracovii zawody o mistrzostwo.

Wielka niespodzianka sportowa w Krakowie, gdyż faworytem była doskonała w ostatnich czasach Wisła. We Wiśle zawiodła linja pomocy i to zdecydowało o jej klęsce. Cracovia grała z wielkiem poświęceniem, a pomocnicy jej pracowali nadzwyczajnie, to też wygrana jej jest zupełnie zasłużona. Cracovia staje do zawodów bez Popiela w składzie następującym: Szumiec; Pychowski, Fryc; Strycharz, Cikowski, Zastawniak; Kubiński, Gintel, Kałuża, Ciszewski, Sperling. Skład Wisły: Kiliński; Kaczor, Markiewicz; Wójcik, Gieras, Krupa; Adamek, Czulak, Reyman I, Kowalski, Balcer. Grę zaczyna Cracovia atakiem na bramkę Wisły, jednakowoż dobrzy obrońcy nie dopuszczają napastników Cracovii zbyt blisko bramki. Wisła również atakuje, napad jej jednakże traci głowę pod bramką i do strzału nie dochodzi. Pomoc Wisły słabnie, Wójcik skontuzjonowany i z wybitym zębem schodzi na chwilę z boiska, Krupie się również coś niecoś od Strycharza dostało. W 19 minucie po rzucie z rogu, wykonanym doskonale przez Sperlinga zdobywa a raczej w dusza Gintel pierwszą bramkę. Ataki Cracovii nie ustają i do pauzy toczy się gra pod znakiem jej przewagi. Po przerwie obraz gry się zmienia, stroną atakującą jest Wisła, jednakowoż Cracovia broni się bardzo dobrze. Wisła nie wykorzystuje szeregu rzutów z rogu, które wykonują w tym dniu obaj skrzydłowi bardzo nieumiejętnie. Cracovia atakuje w tej połowie gry rzadko, poza jednym strzałem Kałuży w słupek, napastnicy jej zbytnio bramce Wisły nie zagrażają. Atak Wisły gra bez głowy, doprowadza piłkę do pola karnego przeciwnika i tutaj grzęźnie, nie zdobywa się na strzał do bramki. Już zdaje się że wynik 1:0 utrzyma się do końca, tymczasem w 42 min. otrzymuje piłkę stojący wyraźnie na pozycji spalonej Kubiński, podciąga pod bramkę – w czem mu zupełnie gracze Wisły, będący zupełnie pewni spalonego nie przeszkadzają – centruje i Gintel z niedalekiej odległości strzałem nie do obronienia zdobywa drugą bramkę. Że sędzia tego spalonego mógł nie widzieć – nie można się dziwić, gdyż stał za daleko od piłki, lecz sędzia linjowy, który stał niedaleko, powinien był bezwzględnie zauważyć, być może jednak, że mu w oczach pociemniało od czarnych okularów, w których spełniał swą funkcję: w przyszłości dla lepszej orjentacji powinien sobie założyć czarną opaskę na oczy. – 44 minuta przynosi za ordynarny faul Fryca rzut karny dla Wisły, jednakże niewyzyskany. Cracovia grała z wielką ambicją i poświęceniem, najlepsza pomoc, obrońcy dobrzy, z ataku wybijali się Kałuża Ciszewski. We Wiśle obrońcy bez zarzutu. Kaczor lepszy od Markiewicza, pomoc słaba, najlepszy jeszcze Gieras, z ataku jedynie Adamek stanął na wysokości zadania, jednak mało nim grano. Sędzia p. Rosenfeld o wiele słabszy jak zazwyczaj, dawał się powodować ryczącej galerji, co mu się dotychczas nie trafiało. Rogów 9:2 dla Wisły. Publiczności przeszło 5000 osób.

Sport lwowski

Nr. 108. Lwów, środa 24 września 1924. Rok III.


21. IX. Cracowia-Wisła 2:0 (1 : 0). Mistrz, kl. A. Wisła pokonana przez Cracovię, której nie przepisywano żadnych szans, sadząc po poprzednich słabych rezultatach w mistrzostwie- Zwycięstwo osiągnęła Cracovia dzięki nadzwyczaj ambitnej i ofiarnej grze całej drużyny, która dała w tem spotkaniu wszystko ze siebie. W pierwszej połowie Wisła była całkowicie zaskoczona grą Cracovii, grała też zupełnie słabo i pozwoliła sobie narzucić system przeciwnika, ograniczając się do dość chaotycznej gry. Po pauzie pomimo bezwzględnej, a nawet miejscami przygniatającej przewagi nie była wstanie nic zrobić, gdyż każdy napastnik Wisły miał koło siebie zawsze kilku przeciwników. Brak było przytem w drużynie chęci do gry i ochoty, co należy przypisać na karb wyczerpania po poprzednich zawodach we Lwowie, a następnie wskutek zlekceważenia przeciwnika.

Cracovia : Szumieć, Pychowski, Fryc, Strycharz, Cikowski, Zastawniak, Kubiński, Gintel, Kałuża, Ciszewski, Sperling. Wisła : Kiliński, Kaczor, Markiewicz, Wójcik, Gieras, Krupa, Adamek, Czulak, Rejman, Kowalski, Balcer. Do pauzy zaznacza się przewaga Cracovii w polu, jednakże ataki nie są niebezpieczne. Wisła gra dość chaotycznie. Bardzo słaba pomoc, nie obstawiając skrzydeł, pozwala się podsuwać pod bramkę przeciwnikowi. W 10 min. po rzucie z rogu zamieszanie na linji bramkowej Wisły i sędzia odgwizduje bramkę. Ataki Wisły dość niebezpieczne jednak trójka środkowa nie wykazuje zbytniego starania. Po pauzie Wisła zaraz z początku ujmuje inicjatywę i z niewielkiemi przerwami znajduje się stale w ataku. Cracovia ogranicza się do obrony, wysyłając tylko niejednokrotnie skrzydła, które nieobstawione stwarzają pod bramką Wisły krytyczne momenty. Pod koniec gry przewaga Wisły staje się przygniatająca, a Cracovia, wycofując swych napastników do obrony, broni się zaciekle. Przeboje napastników Wisły udaremniają gracze Cracovii ofiarnem rzucaniem się pod nogi przeciwnikowi. Były to momenta w których zdawało się, że wyrównanie w każdej chwili padnie, Atak Wisły nie by) jednak wstanie przebić się przez ten mur ciał. W 43 min. otrzymuje pitkę na spalonem Kubiński, centruje i nieobstawiony Gintel strzela drugą bramkę. Wisła atakuje dalej ; Adamek kopnięty w głowę pada na ziemię ; podyktowany rzut karny nie wyzyskuje Markiewicz. Wynik ten nie jest rzeczywistym wykładnikiem sit obu drużyn. Zwycięstwo osiągnęła Cracovia dzięki wytężeniu swych sit do ostateczności, dzięki nadzwyczajnemu poświęceniu całej drużyny a szczególnie pomocy, która w obronie nie zawahała się nawet narażać swego zdrowia, rzucając się pod nogi napastnikom Wisły w krytycznych momentach. Po pauzie Cracovia opadła, jednak zdobyta bramka utrzymała ich graczy jeszcze na sitach Gdyby do pauzy wynik byt 0:0, Wisła z całą pewnością zwyciężyłaby. Gracze Wisły niedocenili Cracovję. Zapomnieli o tem, że w spotkaniu z nimi Cracovia spotęguje swe sity do maximum, czego jednak nie potrafi, grając z Jutrzenką lub inną słabszą drużyną. To zbagatelizowanie przeciwnika do pauzy zdecydowało o klęsce, gdyż po pauzie było już zapóżno. Drugą przyczyną była słaba pomoc, a szczególnie obaj skrajni pomocnicy, którzy po kontuzjach we Lwowie nie są jeszcze zdrowi. Rogów 8 : 2 dla Wisły. Sędziował p. Rozenfeld z Bielska. Publiczności 5000.