1925.05.03 Wisła Kraków - Cracovia 5:5

Z Historia Wisły

1925.05.03, Mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły, 17:00
Wisła Kraków 5:5 (1:5) Cracovia
widzów: 4.000-6.000
sędzia: Zygmunt Rosenfeld z Bielska
Bramki

Henryk Reyman 27'




Henryk Reyman 56'
Mieczysław Balcer 62'
Henryk Reyman 67'
Henryk Reyman 79'
0:1
1:1
1:2
1:3
1:4
1:5
2:5
3:5
4:5
5:5
15' Zygmunt Chruściński

31' Józef Ciszewski
34' Zygmunt Chruściński
37' Józef Ciszewski
43' Józef Kubiński




Wisła Kraków
2-3-5
Tadeusz Łukiewicz
Kazimierz Kaczor
Marian Markiewicz
Stefan Wójcik
Witold Gieras
Jan Kotlarczyk
Mieczysław Balcer
Władysław Kowalski
Henryk Reyman
Stanisław Czulak
Józef Adamek

trener: Imre Schlosser
Cracovia
2-3-5
Mieczysław Szumiec
Ludwik Gintel
Stefan Fryc
Edward Strycharz
Stanisław Cikowski
Tadeusz? Zastawniak
Józef Kubiński
Antoni Zasada
Zygmunt Chruściński
Józef Ciszewski
Leon Sperling

trener:
Kurier Sportowy i Stadion przypisuje gola w 79' Reymanowi, inne źródła Kowalskiemu.

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

Na podstawie: Sportowiec nr 41 z 10.10 1956; Kurier Sportowy nr 9; Sport lwowski nr 133. Cytaty z książki: „Z białą gwiazdą w sercu”.

W 1925 r. odbył się tylko jeden pojedynek derbowy między Wisłą i Cracovią. Legendarny i najbardziej dramatyczny w historii wszystkich spotkań toczonych w ramach „świętej wojny”. Sam Reyman wielokrotnie wracał wspomnieniami do tego pojedynku: „Białoczerwoni znajdowali się wówczas w szczytowej formie, zwyciężając nie tylko krajowe zespoły (np. Polonię 8:1), ale także zagraniczne: Wacker, Floridsdorfer i inne. Po meczu z węgierską drużyną VIVO odniosłem kontuzję nogi i właściwie nie powinienem był grać”. "Miałem wówczas nogę w gipsie, a derby zbliżały się z nieubłaganą szybkością. Chciałem zrezygnować z udziału w meczu”. „Na skutek usilnych próśb kierownictwa i trenera Schlossera wyszedłem na boisko z zamiarem asystowanie. Obecność moja miała jedynie wpłynąć na lepsze samopoczucie kolegów” i „podtrzymywać ducha bojowego kolegów”. „Zdjąłem więc w piątek rano opatrunek i niedzielnego popołudnia wykusztykałem na boisko”. Grano na boisku Wisły w obecności 4-6000 widzów. Murawa była błotnista, grząska i pod wodą stojąca. Do tego siąpił deszcz. Z tego też powodu krótka gra kombinacyjna wzięła w łeb. Otoczka meczu wobec toczącej się wojny działaczy obu klubów dodawała dodatkowych pozasportowych emocji temu pojedynkowi. Stąd pierwsze minuty meczu były nerwowe z obu stron. Wisła atakowała od początku spotkania, ale pierwsza nerwy opanowała Cracovia i po kwadransie gry prowadziła ze strzału Chruścińskiego 1:0. Wisła ambitnie starała się wyrównać i udało jej się to "w 28 minucie przez Reymana, z przeboju". Piłka wprawdzie ugrzęzła na krok od linii bramkowej, ale niefortunnie interweniujący Strycharz i Fryc wpakowali ją do siatki. Następuje teraz dla Wisły najczarniejszy kwadrans w historii wszystkich pojedynków derbowych. Kolejno: Ciszewski, Chruściński (oba gole głową) i ponownie Ciszewski oraz Kubiński zmuszają do kapitulacji bramkarza gospodarzy. "Trybuny [zajmowane przez zwolenników „Pasów”] szaleją z upojenia". Kibice i gracze Cracovii w euforii obcałowują się "pijani radością". Sędzia Rosenfeld kończy pierwszą połowę meczu, która zapowiada pogrom Wisły i najwyższą przegraną w historii wszystkich dotychczasowych pojedynków derbowych.

Nikt na stadionie nie wątpił, że wygrać ten mecz może tylko drużyna Cracovii. Nawet najzagorzalsi kibice” Czerwonych” siedzieli ze spuszczonymi głowami. „Co będzie po pauzie? - zadawali sobie pytanie zwolennicy obu drużyn. No cóż - odpowiadali rozpromienieni kibice Cracovii - Wisła dostanie drugą piątkę” - Zobaczymy - odpowiadali Wiślacy, ale w głębi serca nie przypuszczali, by ich drużyna mogła odrobić różnicę bramkową”.

Jak pisano później w prasie w takiej sytuacji jaka była po pierwszej połowie każda inna drużyna by się już poddała. W szatni Wisły dokonał się jednak cud. Narzędziem opatrzności stał się Reyman, któremu przypadła rola mobilizatora całej drużyny. Jak sam skromnie wspominał po latach: „W szatni palnąłem do chłopców mówkę, po której mieli łzy w oczach”. Jakich argumentów użył wówczas mobilizując kolegów i jak mocne słowa padły do końca nie wiadomo. Wiadomo natomiast na pewno, że zwrócił się do nich: „kto z was nie czuje się na siłach, aby w drugiej połowie meczu wydać z siebie wszystkie siły dla zmazania hańby. jaka w tej chwili wisi nad nami - to niech lepiej nie wychodzi na boisko”. „Nikt nie wymaga od was samych zwycięstw. Czasem i przegrać przychodzi. Ale każdy ma prawo żądać od was ambitnej i nieustępliwej walki. Nie dopuśćcie do tego, aby ludzie uznali was za niegodnych ... podania ręki”. Wiadomo też jaki był efekt tej męskiej rozmowy. „Postanowiliśmy grać do upadłego. Walczyliśmy jak lwy, dochodziło się do każdej piłki, nie czułem bólu ... wyrównaliśmy”. Na drugą połowę wyszła już zupełnie inna drużyna Wisły. Drużyna, która pokazała swój charakter. Zespołu ludzi, których łączyło coś więcej niż tylko wspólna gra w piłkę. Dla których honor i obrona barw klubowych ukochanej drużyny nie były pustymi pojęciami. Drużyny walczącej do końca z pełnym zaangażowaniem, ostro (ale w ramach przepisów). Nie załamującej się mimo niesprzyjających okoliczności i wydawało by się beznadziejnej sytuacji. Gracze Cracovii wyszli na boisko pewni swego i zaczęli grę nonszalancko popisując się niepotrzebnym wózkowaniem. Gra początkowo była otwarta i zmienna z obu stron. Szybko jednak okazało się, że biało-czerwoni nie wytrzymują meczu kondycyjnie. Receptą Reymana na zniwelowanie strat w tym meczu okazało się umiejętne wykorzystywanie skrzydłowych. Raz za razem Reyman posyła "swe skrzydła w bój". Balcer i Adamek szaleją na boisku i obok bohatera naszej opowieści mieli 3.05 swój wielki dzień. Pomoc Cracovii nie była w stanie ich powstrzymać. Na efekty nie przyszło długo czekać. Wisła udowodniła, „że jest drużyną przede wszystkim kapitalnie postawioną duchowo”. Już w 11' Reyman "podwyższa skromną hipotekę swej drużyny". Kilka minut później strzela swojego gola Balcer. Gracze Cracovii zaczynają tracić nerwy, choć nikt jeszcze nie wierzył, że Wisła jest w stanie wyrównać stan meczu. A jednak to co niemożliwe stało się faktem. „Reyman pracował wyśmienicie” w tym spotkaniu i fortuna nagrodziła jego wysiłki zapisując na jego konto 2 ostatnie gole w tym meczu (ostatniego na 10 minut przed „końcem meczu, wśród niesłychanego entuzjazmu zwolenników Wisły”. Mecz kończył się w zapadających ciemnościach, litościwie zakrywających wstyd malujący się na twarzach graczy Cracovii, którzy zamiast niebywałego triumfu musieli w ostatnich minutach gry walczyć o utrzymanie remisu w tym dramatycznym spotkaniu. Jak pisano w pomeczowych komentarzach: pobić w drugich 45 min. "tak wysoko zwycięskiego i poważnego przeciwnika 4:0, to wyczyn stokrotnie jeszcze wyższy" niż wyczyn Cracovii z I połowy. W Wiśle wszyscy zasłużyli na pochwałę. "Reyman I pracował z niebywałem poświęceniem, nagrodziła go przynajmniej hojnie fortuna aż czterema strzelonymi bramkami" - dodajmy strzelonymi chorą nogą. Jak twierdził potem sam Reyman „nie było ... w Polsce piłkarza, który strzeliłby białoczerwonym 'czwórkę'„. „Opuszczając szatnię po meczu Reyman miał powiedzieć do swych kolegów: Uratowaliście honor Wisły”. W komentarzach prasowych żałowano, że Wisła tak nie gra w MP . W tej beczce miodu nie brakło i łyżki dziegciu. Wojujące z działaczami TS Wisła gazety nie omieszkały zarzucić graczom Wisły nadmierną ostrość, a nawet brutalność w grze do czego ponoć przyczynia się nieliczna, ale sfanatyzowana publika, która swym pupilom wybacza wszystko. Włodarze zaś klubu nie reagują na ostrą grę swych graczy kierując się dewizą: "cel uświęca środki" . Faktem jest, że podczas meczu doszło do paru nieprzyjemnych scysji między piłkarzami obu klubów. Ofiarą jednej z nich padł Cikowski uderzony w twarz przez Kowalskiego, który w ten naganny sposób sam wymierzył „sprawiedliwość” za wcześniejszy faul Cikowskiego. Do słownej utarczki doszło także między Reymanem a Zastawniakiem.

”Tygodnik Sportowy” z 1925.05.05

Już dojeżdżając do boiska Wisły usłyszałem nagle salwę 4000-cznego tłumu widzów. To Chruściński zdobył prowadzenie dla Crac. 1:0. Na boisku dowiaduję się o zmiennej przewadze pierwszego kwadransa. Czynię przegląd graczy. Brak Kałuży. Zasada (rez.) na prawym łączniku Crac. Brak Kilińskiego w bramce i Krupy na lewej pomocy Wisły. Poraz pierwszy w tym sezonie oglądam czerwonych. PZPN umożliwił mi to swym dniem 3 maja. PZPN miał wielką kasę, ja miałem emocję. Kto z nas zrobił lepszy interes? Naturalnie — PZPN. Ale oto sunie masywny atak czerwonych, za nim Gieras z oliwą dla ataku, dobremi, płaskiemi piłkami. I już wyrównanie. Szumiec wyleciał z bramki, piłka Reymana ugrzęzła w błocie na krok od bramki, a nadlatujący z dwóch stron Strycharz i Fryc zderzają się niefortunnie. Każdy z nich chciał uratować bramkę. Obydwaj ją zrobili. Gol własny Cracovii dał Wiśle wyrównanie i otuchę. Ale Crac. ma już swą tradycję z Wisłą. Ona musi prowadzić i to grubo, a Wisła musi potem odbijać. I oto znowu nadeszedł ten słynny okres, gdzie Crac. strzela gola za golem. Przepiękną główką z centry Kubińskiego wsadza Ciszewski piłkę w siatkę. A niedługo potem Chruściński równie cudowną główką po rogu, bitym przez Sperlinga, zdobywa 3-cią bramkę. Wisła atakuje niemniej i nie słabiej od Crac., ale Strycharz i Zastawniak trzymają skrzydłowych w szachu, a Gintel i Szumiec są na stanowiskach. Crac. ma nadal szczęście. Bramkarz Wisły został wyprowadzony z równowagi i puścił śliską piłkę z rąk po dalekich strzałach Ciszewskiego i Kubińskiego. 5:1 ! prowadzi Cracovia. Co za szał na widowni ! Co za konsternacja u Wiślaków! Czyżby recydywa meczu z warszawską Polonją. Pijani radością obcałowywali się gracze Crac., niepomni tam tego rocznej klęski z Wisłą 4:2. Nie byłaby prowadziła Crac. obecnie 5-ma bramkami, gdyby bramkarz Wisły był w I. połowie tak dysponowany, jak w II. Nie byłaby Wisła wyrównała po przerwie, gdyby bramkarz i wogóle defenzywa Crac. były w II- połowie tak dysponowane, jak w I.

Ale cóż, zmiana stron — zmiana szczęścia. Karty się odwróciły i to całkiem na opak. Choć gra nadal była otwarta i zmienna, jak i przed pauzą, Wisła odbija bramkę po bramce. Niby fatum zaciążyła nad tyłami Crac. rezygnacja i wszelkie usiłowania ataku Crac spełzły na niczem. I znowu zapomniała Crac. o zastosowaniu pewnej taktyki defenzywnej dla odparcia naturalnej i niepowstrzymanej reakcji Wisły. Każda inna drużyna uznałaby się za pokonaną, tylko nie Wisła. Nadzieja, optymizm i żelazna energja, cechują czerwonych, abstrahując od umiejętności. Wypompowała się zbytnio Crac. w I. połowie na niezwykle ciężkim, błotnistym terenie Wisły, która po pauzie dopiero wyzyskała w całej pełni handicap własnego terenu. I oto posyła Reyman swe skrzydła w bój. Balcer i Adamek suną raz poraz niby zające ku linji narożnej i każdy ich bieg to groźba bramki. Pomoc Crac. nie wytrzymała. Fryc swym nierozumnym systemem ofsidowym ma na sumieniu możliwość realizacji tej gry skrzydłowej. Więc z podania Balcera strzela Reyman 2-go gola, Balcer po wspaniałym przeboju 3-go, Reyman z centry Adamka 4-go i w ciemnościach już po przeboju tegoż z pozycji ofsidowej i jego centry Kowalski 5-go, wyrównującego. Gol własny Crac. i gol ofsidowy Wisły sprowadziły wyrównanie. 2 bramki, puszczone niepotrzebnie przez bramkarza Wisły, równoważą je. Wynik nierozstrzygnięty uważam za sprawiedliwy rezultat przebiegu i siły gry obu rywalizujących drużyn.

W I. połowie zabłysła sztuka ofenzywna i defenzywna Crac., w II. uparta i harda natura bojowa Wisły. Szanse się wyrównały. Sędzia, p. Rosenfeld z Bielska, udowodnił ponownie, że jest bezsprzecznie najlepszym sędzią w Polsce. Trzymał on przez cały czas grę i drużyny w silnych cuglach. Był on objektywnym, sprawiedliwym i energicznym. Nieznaczne pomyłki mogły być tylko skutkiem niezwykle śliskiego i nieobliczalnego terenu. Ukrócenie swawoli i gadatliwości graczy udawało mu się w zupełności. A jednak mimo to ohydne okrzyki i hasła antysemickie szły od czasu do czasu z trybuny. „Do bóźnicy”, „żydy”, „żydowski sędzia”, „żydowska Cracovia” — to już niech sama Wisła weźmie na konto swego „aktywnego” i „moralnego” bilansu. Gratulujemy panom Bierzejskiemu i Kopciowi! Jeśli Cracovia jest żydowską z powodu 2 graczy żydów, jeśli z pochodzenia można robić komukolwiek zarzut, to i Wisła jest żydowską, niech tylko dobrze zbada metryki urodzin i chrztu swoich członków. Zaniedługo jednak prosić się będzie Wisła i owacyjnie witać każdego Żyda, lub przechrztę, na swojem boisku. Nie żydowscy sportowcy, ale czysto-aryjscy gracze à la Kowalski i Czulak, przynoszą wstyd i hańbę sportowi polskiemu i ogólnemu. Kowalski uderzył w twarz Cikowskiego za foul (podłożenie nogi). Sędzia wykluczył obu. Niesprawiedliwe! Za foul należy się wolny, a w każdym razie kara sędziego. Za bicie po twarzy należy się wykluczenie i dyskwalifikacja. Czulak kopnął piłkę w publiczność. Sędzia go tylko napomniał. Należało go wykluczyć. Ale ten ohydny nastrój i to plugawe nasienie nienawiści zaszczepiła Wisła i ona za to odpowiada przed opinją publiczną. Nie subwencje i mistrzostwo, ale pręgierz i bojkot należą się takiemu towarzystwu. I to ma być ta stara, krakowska Wisła? (hl.)

"Przegląd Sportowy" z 1925.05.06

KRAKÓW.

Cracovia – Wisła 5:5 (5:1). Wynik zaiste sensacyjny i niemniej sensacyjną też okazała się sama rozgrywka. Dostarczyła ona emocji zwolennikom tak jednej jak i drugiej drużyny i to w stopniu bardzo wysokim. Mimo rzęsistego deszczu, który zamienił trawniki boisk na błotniste mokradła, derby krakowskie Cracovia – Wisła odbyły się przy olbrzymim napływie publiczności.

Przechodząc do samej gry, stwierdzić należy, że poza zadowoleniem głodu bramek, nie przyniosła ona pięknego pokazu piłki nożnej. Złożyły się na to zły stan boiska no i naelektryzowana, jak zawsze w takich spotkaniach, atmosfera. Niemniej jednak publiczność żądna sensacji znalazła ją w dużej mierze i na meczu nie nudziła się z pewnością. Cracovia wystąpiła do gry w składzie osłabionym brakiem Kałuży. Wbrew pesymistycznym jednak nastrojom zwolenników tego klubu, pierwsza połowa gry przybrała wygląd zgoła niespodziewany: ze strony Cracovii sypnął się prawdziwy deszcz bramek, wróżąc Wiśle klęskę, i to jedną z największych, jakie od Cracovii poniosła. Przyjemną dla zwolenników biało-czerwonych serję bramek rozpoczął Chruściński ostrym plasowanym strzałem. Wisła wyrównuje jednak w kilku minutach i losy ważą się na dwie strony. Następuje jednak„kwadrans” Cracovii, w którym ta osiąga cztery dalsze bramki, przez Ciszewskiego (3) i Kubińskiego (1). Zaprzeczyć nie można, że część zasługi ponosi bramkarz Wisły, który dwie przynajmniej bramki mógł trzymać.

Po pauzie losy odmieniają się zupełnie. Wisła w beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znalazła, sytuacji, w której każda inna drużyna musiałaby upaść psychicznie, zdobyła się na wynik nierozstrzygnięty. Ciekawem jest niewątpliwie pytanie, która z tych drużyn okazała się lepszą. Odpowiedź objektywna jest trudna. Przed pauzą była Cracovia lepsza, po pauzie lepszą była Wisła. Tyły Cracovii okazały się mocniejsze od defenzywy Wisły, aczkolwiek zaznaczyć wypada, że Fryc wykazuje duży spadek na Gintla, który jest doskonały. Pomoc Cracovii jest w znaczeniu konstrukcyjnem i ofenzywnem znacznie lepsza od przeciwnika, natomiast w obronnej akcji pewniejszą jest pomoc Wisły, zwłaszcza Gieras jest dziś jednym z najlepszych pomocników Krakowa. W Cracovii Cikowski powraca do formy, a Strycharz w poświęceniu i wytrwałości nie ma równych. O atakach najtrudniej jest coś powiedzieć, zwłaszcza po ostatniej grze. Atak Cracovii był niekompletny a atak Wisły poza lotnością i zdolnością przebojową specjalnie usposobiony nie był. Trudno zresztą spodziewać się było czego innego, skoro krótkiego podania z powodu błota stosować nie było można, a na planową grę skrzydłami nie chciały się drużyny wyraźnie decydować. Błąd ten zemścił się na Cracovii, która zwłaszcza w drugiej połowie nie operowała skrzydłami prawie zupełnie. Wisła natomiast po pauzie zawdzięcza swój sukces akcji skrzydłami, z których zwłaszcza Balcer okazał się najbardziej skutecznym. Osobny ustęp, niestety poświęcić należy porównaniu zachowania się zawodników. Tu Cracovia, choć jej zawodnicy są też piłkarzami i nic piłkarskiego nie jest im obcem, wytrzymuje to porównanie znacznie korzystniej. Gdy zaobserwować, z jak ciężkim trudem dorabia się drużyna Wisły sympatji publiczności, która dotychczas jest dla niej tak znikomą, zadziwić musi postępowanie niektórych zawodników, który wszelkie starania swych towarzyszy obracają w niwecz. Rozumieć można dobrze gorączkę gry, wściekłość i fanatyzm dla swoich barw, ale właściwości te muszą mieć swe granice, których przekroczenie mści się srodze. Incydent, którego ofiarą padł Cikowski, jest zjawiskiem zatrważającym. Odnośne władze dyscyplinarne zajmą się niewątpliwie tą sprawą, której zlikwidowanie stać się winno odstraszającym przykładem. Zawody prowadził p. Rosenfeld z Bielska, z bardzo trudnego zadania wywiązał się doskonale. Publiczności, mimo bardzo brzydkiej pogody, około 6000. (f)

Kurjer Sportowy

Nr 9 Środa, 6 maja 1925 Rok I

3 maja 1925.

Cracovia — Wisła 5 :5 (5 :1 ).

Niebywała niespodzianka. Na błotnistym i miejscami pod wodą stojącym boisku Wisły stanęły drużyny Cracovii i Wisły do przyjacielskich (!!!) zawodów, urządzonych na rzecz PZPN.

Cracovia: Szumieć; Gintel, Fryc; Strycharz, Cikowski, Zastawniak; Kubiński, Zasada, Chruściński, Ciszewski, Sperling.

Wisła: Łukiewicz; Kaczor, Markiewicz; Wójcik, Gieras, Kotlarczyk; Adamek, Czulak, Reyman I, Kowalski, Balcer. Wisła więc w komplecie, Cracovia bez Kałuży.

Pierwsze chwile po rozpoczęciu, przechodzą pod znakiem zdenerwowania obu drużyn, które jednak powoli poczyna ustępować. Wzajemne ataki i już w 11 min. uzyskuje Wisła pierwszy rzut z rogu, jednakże niewyzyskany. Cracovia nie pozostaje dłużną —wypad lewą stroną — Sperling - Ciszewski - Chru­ściński przynosi w 15 minucie pierwszy punkt dla białoczerwonych, uzyskany przez Chruścińskiego. Wisła stara się wyrównać — udaje się jej to dopiero w 28 minucie przez Reymana, z przeboju. Stan ten utrzymuje się niedługo, gdyż Cracovia przeprowadza ataki swemi skrzydłami w 31 minucie z podania Kubińskiego uzyskuje Ciszewski drugą bramkę. W 34nunueie przychodzi Sperling do głosu po pięknie przez niego bitym rzucie z rogu Chruściński pakuje piłkę po raz trzeci do bramki. Wisła poczyna grać ostro. Foul za Strycharza, chociaż ładnie przez Cikowskiego wprost na bramkę bity, niewykorzystany. W 37 minucie dostaje Ciszewski piłkę od "swych obrońców i dalekim strzałem z poza pola karnego, uzyskuje czwartą bramkę. Wisła zupełnie zgnębiona, broni się rozpaczliwie_ — Cracovia atakuje nadal, aż dopiero w 43 minucie Kubiński pięknym strzałem oddanym ze skrzydła na bramkę Wisły, uzyskuje piątą, a temsamem i ostatnią bramkę dla Cracovii. Na kilku atakach przeprowadzonych na bramkę Wisły, kończy się pierwsza połowa zawodów.

Po pauzie obraz gry się zmienia. Wypompowana pomoc Cracovii nie gra tak jak w pierwszej połowie. Strycharz nie obstawia już Balcera, co pozwala naurządzanie bardzo niebezpiecznych wycieczek na po­łowę Cracovii. Cikowski poczyna wózkować. W ataku znowu Zasada (obrońca z II-ej drużyny Cracovii) zupełnie się nie dostrajał, zamiast wykorzystać psuł w niemożliwy sposób. Chwile słabości Cracovii Wisła potrafiła- wyzyskać i uzyskuje wynik remisowy. Gra sama toczy się na obu połowach boiska — jednakże Wisła, dzięki słabej grze Strycharza przeprowadza przeważnie lewą stroną ataki iw 12 minucie Reyman uzyskuje drugą, Balcer w 17 trzecią i w 22 znowu Reyman z podania Adamka czwartą bramkę. Cracovia przeprowadza kilka ataków, które zlikwidowane są przez Gierasa, lub kończą się strzałem obok bramki. W 34 minucie otrzymuje Adamek, stojący, jak zwykle na spalonym, piłkę — sędzia spalonego nie odgwizduje— Adamek podaje Reymanowi, a ten wyrównuje i ustanawia wynik końcowy na 5:5.

Obie drużyny starają się o uzyskanie zwycięskiej bramki, lecz bezskutecznie. Ostatnie 9 minut gra toczy się na obu połowach boiska. Rzutów z rogu 8:6dla Wisły. Poszczególnych graczy obu drużyn chwalić nie będę, albowiem za grę, jaką nam w pierwszej połowie pokazała Cracovia, została ona należycie przez publiczność^ wynagrodzoną. Wisła zaś za incydent Kowalski Cikowski - oraz obrazę słowną Zastawniaka przez Reymana, nie zyskała zbyt wiele sympatji. Kiedy będą najbliższe zawody Cracovia —Wisła, po tym wypadku trudno przewidzieć. Sędzia p. Rosenfeld miał ciężkie zadanie, z którego poza piątą bramką i incydentem Kowalski - Cikowski w zupełności należycie się wywiązał. Publiczności około 5. 000, która zachowywała się nadzwyczajnie. W 36 minucie „niemiły", jak się wyraził jeden z sprawozdawców incydent. Niemiły ten incydent przedstawia się w ten sposób, że Kowalski, lewy łącznik Wisły uderzył w twarz gracza Cracovii Cikowskiego. Kto zna osoby, ten dostatecznie dziwić się nie może. Rozchodziłoby się tylko oto, że podobno gracz urażony oświadczył, że grać wogóle przestanie. Sądzimy, że Cikowski się rozmyśli. Kowalski nie może Cikowskiego obrazi nawet wtedy, gdy go uderzy w twarz. “

Sama sprawa jednak jest tylko oderwanym, jednym z wielu przypadków, których widownią jest ostatnio boisko Wisły. Jak w ogóle wiadomo, frekwencja na boisku Wisły z powodów, których nie chcemy roztrząsać, jest zupełnie nikła. Na największe nawet międzynarodowe zawody, urządzane przez Wisłę gromadzi się zaledwie paręset osób, które należą do najbardziej zagorzałych zwolenników tego klubu. W obecnej publiczności wszystko graczom Wisły uchodzi, gdyż nawet największe przewinienia znajdują u niej poklask. A że niestety i zarząd Klubu nie poczynił odpowiednich przedstawień graczom, nic też" dziwnego, że członkowie drużyny nie są dzisiaj bynajmniej wzorem dobrych obyczajów na boisku. Dowodem tego jest także i ostatni mecz z Cracovia. Cel uświęca środki, to dewiza, którą szczególnie w zawodach z biało-czerwonymi kieruje się drużyna czerwonych. W ten sposób napewno Wisła sympatji nie odzyska. Wydział G. i D. powinien się zająć sprawą Kowalskiego, tem bardziej, że gracz ten już za takie samo przewinienie, o ile nas pamięć nie myli był przed niewielu laty ukarany 10 miesięczną dyskwalifikacją

Z niesmakiem opuszczano boisko. Grę foul i zajścia jak powyżej opisano, trudno uważać za propagandę sportu. Tak wiec oczekiwane z napięciem zawody dowiodły że pomimo przekonania . Wisły, że odniesie zwycięstwo Cracovia jest co najmniej równorzędną drużyną. Biało-czerwoni są dzisiaj drużyną która jak dawniej i stylem i techniką przewyższa przeciwnika. Wisła góruje ambicją i bojowością, która nie zawsze znajduje należyte ujście.

Organizacja zawodów nieudolna - na miejscach siedzących brak porządku.

Sport lwowski

Nr. 133. Lwów, wtorek 5. maja 1925. Rok IV.


KRAKÓW. 3. V. Wisła - Cracovia 5:5 (1:5). Spotkania obu miejscowych rywali stanowią zawsze senzację sezonu. Szczególnie tym razem podniecenie było ogromne, to też nic dziwnego, że pomimo deszczowej pogody, zebrało się na boisku Wisły ponad 5000 osób. Wisła wskładzie normalnym z Łukiewiczem w bramce; Cracovia bez Kałuży, którego zastąpił Chruściński. Już pierwsze pociągnięcia przynoszą Wiśle szereg dogodnych sytuacji niewyzyskanych dzięki prawdziwemu pechowi. Cracovia stosuje z powodzeniem system jednego obrońcy i broni się doskonale. Z kolei atakuje Cracovia. Wypad Chruścińskiego i bramka. Reyman wyrównuje w parę minut potem. Szereg niebezpiecznych sytuacji broni Szumieć spokojnie i pewnie. Wreszcie z centry Kubińskiego strzela Ciszewski głową drugą bramkę a w parę minut potem po rzucie z rogu Chruściński trzecią. Wkrótce po tem dwie dalsze bramki dla Cracovii skandalicznie puszczone przez Łukiewicza. Nastrój wśród zwolenników Cracovii nadzwyczajny.

Po pauzie pierwsze chwile nie wskazują na to, że Wisła wyrówna. Tymczasem w szeregach Cracovii widać z każdą minutą coraz większe zmęczenie. Reyman zaczyna grać tylko skrzydłami, a szczególnie Balcerem i to świetnie skutkuje. Drugą bramkę dla Wisły w 12 min. zdobywa Reyman, w parę minut Balcer trzecią, a za nim Reyman znowu dwie. W ten to sposób wyrównuje Wisła w 73 min. gry. Pod koniec obustronne ataki nie przynoszą żadnej stronie zwycięskiej bramki i sędzia p. Rosenfeld przy stanie 5:5 odgwizduje koniec.

Z Wisły na pierwszy plan wysuwał się bezsprzecznie Gieras. Był wszędzie, i żadnej piłki nie zmarnował. W ataku Reyman pracował wyśmienicie, reszta również zadowoliła. Bramkarz zawiódł.

W Cracovii najsłabszą częścią była pomoc. Obrońcy dobrzy, dopóki nie spuchli. Bramkarz b. dobry. Atak pracował wybornie. Pełen zapału i ambicji, ruchliwy i lekki dawał sobie znakomicie radę na błotnistym te renie i był zawsze niebezpieczny. Na wyróżnienie zasługuje Kubiński, którego centry są niebezpieczne i Ciszewski.

Sędzia p. Rosenfeld z Bielska z ciężkiego zadania wywiązał się znakomicie.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1925, nr 123 (5 V)

Cracovia—Wisła 5:5 (5:1).

Niezwykła niespodzianka! jak długo football polski istnieje, nie byliśmy świadkami takiego wysiłku, takiej woli zwycięstwa, jaką wczoraj pokazała nam drużyna Wiały. Największy nawet jej przeciwnik, opuszczając w tym dniu boisko Wisły, wynieść musiał z tych zawodów uczucie szacunku, poszanowania dla tej niezłomnej siły opora, który towarzyszył drużynie czerwonych, aż do kоńса meczu. I jeszcze jeden szczegół należy zapisać na korzyść Wisły, nie była ona w tych zawodach tą drużyną, która tylko dzięki sile przebojowej mogła się mierzyć z Cracovią, teraz techniką nie ustępowała ona swemu przeciwnikowi, praca jej nad wyszkoleniem wydała swe owoce, ataki przeprowadzane przez nią wykazały już, że Wisła gra wedle systemu.

Przebieg gry: Przed sędzią, p. Rosenfeldem z Bielska stanęły drużyny w normalnych prawie składach; u Cracovii brak Kałuży, u Wisły natomiast Krupy. Pierwsze chwile przechodzą, pod znakiem zdenerwowania u obu drużyn, które jednak szybko mija, ataki częstsze przeprowadza Wisła, wypady jędrni Cracovii są groźniejsze skutkiem mizernej formy i backów Wisły, których gra do pauzy przedstawiała istny obraz nieudolności. W pierwszych piętnastu minutach gry zasługuje na podkreślenie strzał Cikowskiego na bramkę tuż z za pola karnego, podyktowany za rękę Markiewicza, dwa niebezpieczne wypady Sperlinga, zlikwidowane przez obronę Wisły, oraz strzał Kubińskiego, który przeszedł ponad poprzeczką Wisły.

W 16 m. uzyskuje pierwszą bramkę dla Cracovii Chruściński, wyzyskując sytuację niekorzystną pod bramką Wisły, wynikłą ze złego ustawienia się obrońców tej ostatniej.

Następne piętnaście minut stoi pod znakiem przewagi Wisły, która za wszelką cenę usiłuje wziąć odwet za utracony punkt; udaje się to jej w 27 m. dzięki Reymanowi I, pomimo iż i Cracovia w tej fazie gry przeprowadziła parę ładnych kombinacji, zakończonych nieudałymi strzałami Sperlinga i Ciszewskiego. W tym momencie wydawało się, że mecz jest dla Wisły wygrany, stosunek kornerów opiewał już 2:0 dla Wisły. Tymczasem niespodziewanie po bardzo ładnym wybiegu Kubińskiego, który pokazał w tym dniu świetną grę na skrzydle, uzyskuje z centry drugi punkt dla swoich barwCiszewski efektowną główką — najładniejszy w tym dniu goall. Szanse Wisły, mimo bardzo dobrej gry Gierasa, z każdą chwilą opadają, następuje pierwszy korner przeciw Wiśle, z którego Chruściński uzyskuje trzecią bramkę, a stan ten podwyższa Ciszewski do czterech punktów w 85 m” przyczem dopomógł mu stremowany niepowodzeniem młody bramkarz Wisły. Stan gry 4 : 1 na korzyść Cracovii, Wisła nie traci mimo tego głowy, przypuszcza szereg ataków, które się kończą strzałami Kowalskiego, (obronionym świetnie przez Szumca oraz Balcera, który bromi Zaśtawniak. Następujący dalej rzut z rogu przeciw Cracovii nie został wyzyskany, podobnie i niczem się kończy strzał Reymana, obroniony przez Szumca, 40 m. przynosi Cracovii piąty i ostatni punkt, zdobyty przez Kubińskiego strzałem przepuszczonym przez bramkarza nieudolnie ponad rękami. Jeszcze przed pauzą, jeden rzut z rogu przeciw Cracovii i następuje przerwa przy stanie 5:1 dla Cracovii. Zawody zdawały się być stracone dla Wisły, której zwolennicy nawet już nie przypuszczali, żeby gra po pauzie mogła wziąć całkiem inny obrót. A jednak zmieniły się role i Wisła, do pauzy za wyjątkiem backów i bramkarza dobrze grająca, po pauzie wykazuje i na tych miejscach pewną poprawę. Gra po pauzie przybiera na pewnej zaciętości, drużyna Widy za wszelką cenę chce swój wynik poprawić, rzut z rogu uzyskany przez nią kończy się niczem. Szumieć ściąga piłkę Czulakowi z nóg w ostatnim momencie przed bramką Cracovii, gdzie coraz groźniejsze sytuacje stwarza atak czerwonych. W 12 m. zdobywa Reyman drugą bramkę z centry Balcera, który staje się najgroźniejszym po pauzie graczem Wisły i któremu w wielkiej mierze zawdzięczać może Wisła swój sukces. Po nieudanym prze boju Ciszewskiego strzela w 17 m. Balcer trzeci punkt dla swoich barw, mijając z zupełną łatwością Gintla, który teraz wraz z Frycem stanowił dla Wisły bardzo słabą zaporę. Po trzeciej bramce zaczyna się wkradać w szeregi biało-czerwonych zaniepokojenie o wynik, wytężają oni wszelkie wysiłki, aby zwycięstwo utrzymać, następuje decydujący moment, od którego zależy, czy Wisła przełamie opór ozy nie, następują ataki Cracovii, kończą się one kornerem przeciw Wiśle niewyzyskanym strzałem Cikowskiego, który broni Łukiewicz. Wisła przetrzymała ten groźny okres, Balcer przedziera się znowu przez znużone tyły Cracovii i z centry tegoż uzyskuje Reyman czwartą bramkę.

Od tego mementu wynik już przesądzony, chodziło teraz tylko o to, kto zwycięży. Następuje cały szereg zmiennych ataków z obydwóch stron, podkreślić tu należyniebezpieczne strzały z rzutów wolnych Cikowskiego, obronione przez Łukiewicza, szczególnie uwydatnia się też w tej części zawodów słaba gra Zasady, który nie nadawał się do swoich partnerów.

Wyrównanie wisiało wprost na włosku, Cracovia nie mogła się zdobyć na skuteczną obronę, nerwy odmówiły jej graczom posłuszeństwa. I na 15 m. przed końcem meczu przedziera się Adamek z pozycji spalonej pod bramkę Cracovii, a z centry jego uzyskuje Reyman piątego i ostatniego goala. Oby dwie drużyny usiłują jeszcze przechylić na swoją stronę szalę zwycięstwa, wysiłki powstają bez rezultatu, pod koniec zawodów zaszedł tylko niemiły incydent z okazji którego sędzia widział się zmuszonym wydalić г boiska po jednym graczu z Wisły i Cracovii.

Sędzia p. Rosenfeld spełnił swój urząd zupełnie bezstronnie i zadawalająco, aczkolwiek miał bardzo ciężkie zadanie. Jedynie tylko odgwizdywaniu spalonych przez niego możnaby zarzucić, iż zbyt mało zwraca uwagi na to, czy stojący na spalonym bierze udział w grze czy nie, a w tym ostatnim wypadku nie powinno się odgwizdywać ofsidu. Na wyrównanie zasługują obok wymienionych Chruściński z Cracovii, dopomagający skutecznie i swojej pomocy oraz Reyman, który okazał się szczególnie po pauzie dobrym kierownikiem ataku. Publiczności, przypatrującej się z żywem zainteresowaniem tym niezwykle emocjonującym zawodom, prowadzonym na bardzo uciążliwym terenie zebrało się mimo niepogody do 5.000 osób.


Wspomnienia

Kazimierz Kaczor

Trzeci - pamiętny dla mnie mecz odbył się w 1925 roku na pięknym, otwartym w 1922 roku stadionie TS Wisła, zbudowanym ofiarną i wytężoną pracą wszystkich członków i sympatyków Wisły, którzy po uzyskaniu terenu na boisko, każdą wolną chwilę poświęcali przy pracach niwelacyjnych.

Cracovia po pauzy zaprowadziła 5:1. Zwolennicy jej szaleli z radości i śmiejąc się, proponowali sympatykom Wisły zakłady, że końcowy wynik będzie dwucyfrowy. O ile bowiem gracze Wisły i Cracovii, sportowi przeciwnicy na boisku, byli poza nim przykładnymi kolegami, to inaczej układały się stosunki między kibicami "stron przeciwnych". Większość to byli fanatycy, zapaleńcy, którzy na każdym kroku starali się swoim przeciwnikom przypiąć jakąś łatkę.

Ponieważ gracze Cracovii bardzo przeżywali każdą porażką z Wisłą, była to woda na młyn dla kibiców Wisły, którzy zaczęli ich nazywać "płaczkami". Kibice Cracovii nie pozostali dłużni i, dowiedziawszy się, że w Wiśle jeden z graczy jest z zawodu masarzem, nazwali nas rzeźnikami. Nazwy te tak się przyjęły, że na każdym meczu tych drużyn, skoro - nawet przy zupełnie prawidłowym zagraniu - któryś z graczy Cracovii przewrócił się rzekomo sfaulowany (a robili to często), zaś sędzia słusznie nie reagował, uważając że wszystko było w porządku, zaczynał się na widowni piekielny koncert, przy czym dostawało się i sędziemu. Kibice Cracovii wrzeszczeli ile sił: "pfuj! rzeźniku! sędzia kalosz!". Na co znów kibice Wisły nie pozostawali dłużni: "płaczki!, płaczki!".

Dodam tu, że w Wiśle za moich czasów w osobach graczy reprezentowany był cały wachlarz różnych zawodów. Był tam i oficer i kominiarz, profesor i ślusarz, urzędnik i drukarz, masarz i zdun. Ta różnorodna gromadka wraz z wiernymi kibicami tworzyła jednak swoistą, wielką, szanującą się i przykładnie współpracującą rodzinę, co pozwoliło Wiśle przetrwać najcięższe dla niej okresy.

Pozwoliło jej też przetrwać tak trudne - sportowo - chwile, jak ów mecz w 1925 roku - w którym Cracovia prowadziła w 45 minutach już 5:1 i w efekcie opuszczała stadion Wisły zaledwie z remisem 5:5.

Źródło: Zanim Wisła była "pany" - wspomnienia Kazimierza Kaczora

Władysław Stafaniuk

W niedzielę chodziliśmy oglądać mecze z "zielonej trybuny" to znaczy po prostu z drzew otaczających blisko Wisły. Właściwie serce mieliśmy jeszcze wolne, z równym zapałem oklaskiwaliśmy Wisłę, jak i doskonałą w owym czasie Cracovię. Ale wreszcie nadszedł decydujący zwrot w moim życiu. Pewnej niedzieli, przed "świętą wojną", czyli spotkaniem Wisła - Cracovia, ujrzała mnie na drzewie moja siostra, idąca również na derby (nic dziwnego, Maniek Kiliński był w tym dniu rezerwowym bramkarzem). Zawstydzona ściągnęła mnie z drzewa i dała złotówkę na bilet. W ten sposób po raz pierwszy przekroczyłem oficjalnie próg boiska Wisły i to w tak uroczystym dniu! Chyba wszyscy starzy kibice pamiętają ten mecz. Do przerwy stan 5:1 dla Cracovii. Wszyscy się załamali z wyjątkiem... graczy. W drugiej połowie spotkania zbierają wszystkie siły i kończą zawody wynikiem 5:5. Tym wyczynem zdobyła Wisła moje serce na zawsze i dała mi wielką lekcję na przyszłość: że nie ma beznadziejnych sytuacji ani w sporcie, ani w życiu.

Źródło: wspomnienia Władysława Stafaniuka