1925.06.11 ŁKS Łódź - Wisła Kraków 3:6

Z Historia Wisły

1925.06.11, Mecz barażowy - mecz dodatkowy, Lwów, Stadion Czarnych, czwartek
ŁKS Łódź 3:6 (2:2) Wisła Kraków
widzów: 4.000-5.000
sędzia: Maurycy Schlesser ze Lwowa
Bramki


Zygmunt Lange 37'
Mieczysław Ałaszewski/Jan Durka 44'
Wacław Radomski/Jan Durka 67'




0:1
0:2
1:2
2:2
3:2
3:3
3:4
3:5
3:6
10' Henryk Reyman
23' (w) Henryk Reyman



70' Józef Adamek
77' Henryk Reyman
78’ Stanisław Czulak
89' Władysław Kowalski
ŁKS Łódź
2-3-5
Stanisław Sobociński
Wawrzyniec Cyll
Władysław Karasiak
Henryk Gabryel
Antoni Trzmiel
Bronisław Gosławski
Jan Durka
Karol Miller
Mieczysław Ałaszewski
Zygmunt Lange
Wacław Radomski

trener:
Wisła Kraków
2-3-5
Tadeusz Łukiewicz
Kazimierz Kaczor
Marian Markiewicz
Stefan Wójcik
Witold Gieras
Jan Kotlarczyk
Józef Adamek
Stanisław Czulak
Henryk Reyman
Władysław Kowalski
Mieczysław Balcer

trener: Imre Schlosser
Wg Przeglądu Sportowego kolejność goli inna: 3. gol Adamka, 4. Reymana, 5. Czulaka i 6. Kowalskiego.
Rogi: 4:10

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

|thumb|right|200 px]]

Spis treści

Relacje prasowe

„Przegląd Sportowy” z 1925.06.17

http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1925/numer024/imagepages/image16.htm

Wisła — Ł. K. S. 6:3 (2:2)
Zaraz po zawodach Cracovia — Czarni, na boisko wbiegają Wisła i Ł. K. S. U zebranych tysięcy widzów olbrzymie zainteresowanie i napięcie. Pewna część publiczności, nie bacząc na formę, klasę i tempo gry obu drużyn, była zdeklarowanie po stronie Ł. K. S., zresztą zupełnie zrozumiałe. Chodziło tu bowiem o przeciwnika dla Pogoni w dniu 14 b. m. — Ł. K. S. jako słabszy, byłby dla mistrza Polski łatwiejszym orzechem do zgryzienia, aniżeli uparta i twarda Wisła. Nie pomogły nic jednak brawa dla Ł. K. S., a gwizdy i okrzyki pod adresem Wisły. Krakowska szkoła zahartowała Wisłę zupełnie w tym kierunku — a niechęć do niej lwowskiej publiczności dodała jej jedynie bodźca do ofiarnej i ambitnej gry, która przyniosła jej walne zwycięstwo nad łodzianami.

Już w pierwszych minutach uzyskuje Reyman I bramkę z centry Adamka, a w parę minut później ten sam gracz strzela drugą bramkę z rzutu wolnego. Łodzianie opanowują teraz pole i wyzyskując błąd Kaczora, strzelają pierwszą bramkę tuż przed końcem połowy. Markiewicz fauluje napastnika Ł. K. S. Rzut karny Łukiewicz początkowo odbija, piłka niedaleko jednak odlatuje i po sekundzie siedzi w siatce. Przerwa 2:2. Po zmianie pól w ataku więcej Ł. K. S. — Wisła szanuje swe siły na koniec zawodów. Gdy jednak Ł. K. S. zdobywa trzecią bramkę z dalekiej centry lewoskrzydłowego — Wisła, mając jeszcze 20 minut czasu— zrywa się do ataku i strzela 4 bramki! Reyman, Adamek, Czulak i Kowalski są ich wykonawcami. Nie można twierdzić, iż bramki te nie były do obrony i bramkarz Ł. K. S. był bez zarzutu. — Natomiast zaznaczyć wypada, iż Wisła zgniotła przy końcu formalnie przeciwnika. Takiej gry napadu, takiego żywiołu, jaki mają w sobie napastnicy Wisły, dawno nie widzieliśmy. Ł. K. S. nie gra źle, owszem ma dobrą technikę i dobry start do piłki — brak mu jednak produktywnej taktyki strzałów. Wisła była najsłabsza w obronie, z tego też powodu straciła aż 3 bramki. Pomoc spełniła swe zadanie, szczególnie Gieras, — napad natomiast grał koncertowo.
Sędziował bardzo dobrze p. Schlesser.

Tygodnik Sportowy

ROK V. KRAKÓW DNIA 16 CZERWCA 1925 ROKU. NR 25*

11. VI. Boisko Czarnych. Wisła (Kraków) — ŁKS (Łódź) 6 : 3 (2 :2 )! Mistrzostwo Polski. Składy drużyn: Wisła: Łukiewicz, Kaczor, Markiewicz, Wójcik, Gieras, Kotlarczyk, Adamek, Czulak, Reyman, Kowalski, Balcer. LKS.: Sobociński, Cyll, Karaś, Gabrjel, Trzmiel, Gosławski, Durka, Miller, Ałaszewski, Lange, Radomski. PZPN. za zgodą obu drużyn wyznaczył Lwów, jako miejsce spotkania. Widocznie więc tak Wisła, jakoteż ŁKS, pełne miały zaufanie do naszego grodu i do naszej publiczności, wierząc w naszą bezstronność. Spodziewały się też niezawodnie, że potrafimy ocenić zdolności danego zespołu i jedynie dobra gra, umiejętność, piękna technika, obok innych czysto-sportowych walorów, znajdą w naszym grodzie, w kolebce polskiego sportu, uznanie i poklask. Lecz z przykrością i ze wstydem wyznać muszę, że omyliła się w swych rachubach — Wisła. Dała ona nam grę wspaniałą, pozbawioną znamion brutalności, emocjonującą, ambitną i ofiarną, a publiczność, jakby ślepa na wszystko, oklaskiwała nawet najmniejszy sukces, nawet drobnostkowy wyczyn ŁKS-u. Mniemanie, że sympatja należy się słabszemu, nie może usprawiedliwić taktyki lwowskiej publiczności. Dopiero ostatnie minuty bezwzględnej przewagi Wisły, kiedyto nawet najfanatyczniejsi szowiniści stracili zaufanie do Łodzian, rehabilitują choć w bardzo małej mierze naszą publiczność, która ocknęła się ze swego niesłusznego i Wisłę krzywdzącego zapomnienia i rozpoczęła aplaudować zespół krakowski. Co dały nam te zawody o mistrzostwo Polski? Prócz emocji, do ostatnich chwil trwającej, prócz żywiołowej gry Wisły i niepośledniej taktyki Łodzian, prócz wybitnych zalet technicznych obu drużyn, dała nam gra czwartkowa możność oglądania systemu, a raczej dwóch systemów i niecodziennego stylu. Pełny skład Wisły dał nam sposobność oceny racjonalnej pracy trenera Imre Szlossera. Rutynowany i zdolny taktyk, a przytem pierwszorzędny fachowiec i nauczyciel, mając do swej dyspozycji wyborny materjał graczy, wprowadził w grze Wisły doskonały, a jak widzimy jedynie odpowiedni sposób prowadzenia gry. Wisła stosuje dziś system angielsko-węgierski. Oparłszy się na niezawodnym i nader inteligentnym Gierasie, rozwija swą ofenzywę wysyłaniem skrzydeł, których wspaniałe, żywiołowe biegi i precyzyjne centry realizuje środkowy napastnik. Trójkąt Gieras - Adamek— Balcer z Reymanem, jako wykonawcą, jest może jedynym w Polsce i przypomina najlepsze czasy MTK. Również goszczące na kontynencie drużyny I. angielskiej ligi stosowały najskuteczniejszy ten system. Naturalnie, że do pełnego powodzenia potrzebna jest umiejętna współpraca reszty drużyny, a więc przedewszystkiem pewna obrona i skrajni pomocnicy do gry defenzywnej i orjentujący się łącznicy w chwilach ofenzywnych. To byłoby ideałem systemu. Tego też narazie brak Wiśle. Obrona przeciętna, skrajni pomocnicy nierutynowani, a łącznicy mierni. Najbardziej niepewnym jest bramkarz. Całość drużyny w spotkaniu z przeciwnikiem słabszym stała na dość wysokim poziomie. Zobaczymy, jak to będzie w zawodach z silną Pogonią. Techniczne wykończenie Wisły zajmie jeszcze wiele czasu.

ŁKS. zdradził natychmiast swego instruktora! Kto zna umiejętność trenerską Zeislera, ten natychmiast poznał jego pracę w grze ŁKS u. Techniczne wydoskonalenie nieprzeciętne, zgranie napadu i dobra obrona. ŁKS. przypomina dziś Jutrzenkę krakowską z czasów bytności tamże trenera Zeislera. Ma jednakowoż mistrz polskiego Manchesteru wiele przytem wad. I tak: zupełnie nieudolny i jak dla mistrza wcale nie nadający się bramkarz. Obrońcy mają jedyny wprawdzie, ale przytem dość poważny błąd: źle się ustawiają. Pomoc, poza śr. Trzmielem i atak, poza śr. Ałaszewskim, za powolne. Zwłaszcza raził brak startu w tych dwóch linjach. Zgraniem, kombinacją, a nawet dobrą techniką, nie wygrywa się jeszcze tak ich zawodów i to jak już wyżej rzekłem mimo sympatji i pełnego poparcia lwowskiej publiczności. Do zwycięstwa potrzebny jest duch, ofiarność, ambicja, strzały, a tego wszystkiego brak było Łodzianom, a w tem celowali Wiślacy.

Przebieg meczu Wisła — ŁKS

Tygodnik Sportowy ROK V. KRAKÓW DNIA 23 CZERWCA 1925 ROKU. NR 26.

Przebieg meczu Wisła — ŁKS. 6 : 3 o mistrz. Polski. Po pięknej, choć nieco nerwowej grze, strzela Reyman niespodziewanie w biegu istną bombę w 12. Walka się podnieca, kilka zbyt ostrych momentów i w 1 7 rzut wolny z 18 m. przynosi Wiśle również przez Reymana drugą bramkę. Winę częściową ponosi też Sobociński, który nie wiedział, gdzie i jak się właściwie do obrony ustawić. Dalsze minuty należą do pewnej siebie Wisły, lecz i atak Łodzi się zrywa, podprowadza kilkakrotnie, atoli bez końcowego efektu. Dopiero w 38 udaje się (choć zasłużenie) ŁKS owi wykorzystać zamieszanie podbramkowe i pierwszą jego bramkę wita widownia huraganem oklasków. Inicjatywa w rękach Łodzi. W ostatnich minutach za coprawda dość problematyczny faul Kaczora rzut karny do Wisły dopiero przez nadbiegającego Durkę i przytomnego Ałaszewskiego zrealizowany. Oklaski huczne bez końca.

Po przerwie otrząsa się Wisła z przygnębienia, ŁKS. opada ze sił i ogranicza się do sporadycznych akcji. Krakowiacy, nie oglądając się wcale na wrogie, a przynajmniej niebardzo towarzyskie zachowanie się widowni, rozpoczynają celową, spokojną, wspaniałą grę. Gieras, Adamek, Balcer i Reyman, to bohaterowie walki. Wprawdzie udaje się ŁKS-owi w 73 ze współpracy Karasia i Durki przez Radomskiego uzyskać nawet zwycięską bramkę, lecz był to śpiew konającego łabędzia. Odtąd rozpoczyna się przygniatająca przewaga Krakowa Atak, wysyłany przez Gierasa, rwie jak burza ciągle naprzód. ŁKS daje za wygraną, gdy Adamek w 74 wyrównuje, a Reyman w 77 z centry Balcera uzyskuje prowadzenie. 4:3. Odtąd niema już prawie ŁKS u. Rozpoczyna się dramat. Widownię ogarnia smutek, wszak ich sympatycy zrezygnowali ze zwycięstwa, a nawet ze skutecznej obrony. W 85 dobija Czulak rzut wolny Balcera. 5 : 3 dla Wisły. Publiczność jakby na dany znak wstaje i opuszcza gromadnie widownię. Już w ostatniej minucie pada z główki Czulaka po pięknej centrze Adamka 6 i ostateczna bramka, 6 :3 dla Wisły, która też dumnie i radośnie opuszcza boisko, podczas gdy Łodzianie z opuszczonemi głowami, zamyśleni i smutni kierują swe kroki do szatni. Dramat skończony, lepsza drużyna zasłużenie zwyciężyła, choć przy pomocy bramkarza Łodzi, jeśli chodzi o tak wysoki stosunek bramek. Racjonalnym byłby wynik 4 : 3 dla Krakowa Sędzia p. Szlesser, mając do pomocy tak wspaniałych sędziów autowych, jakimi są pp inż. Dudryk i Decowski, miał też łatwe zadanie, z którego naogół wywiązał się bez zarzutu. Publiczności 4000.

Sport lwowski

Nr. 138. Lwów, wtorek 9. czerwca 1925. Rok IV.

Mecz ŁKS - Wisła, który odbędzie się we Lwowie 11 bm. na boisku Czarnych będzie decydującą rozgrywką o mistrzostwo grupy Kraków — Łódź — Górny Śląsk. Ponieważ obie drużyny po ukończeniu rozgrywek grupowych mają na równi po 6 punktów, więc muszą rozegrać jeszcze trzecie spotkanie na neutralnym terenie, które zadecyduje o mistrzostwie grupy. Oba kluby zgodziły się na Lwów. Zawody te prowadzić będzie p. Szlesser

Tydzień bieżący we Lwowie stoi pod znakiem ważnych spotkań. I tak obok decydującej rozgrywki ŁKS Wisła (o której piszemy na innem miejscu) odbędzie się w czwartek 11 b. m spotkanie przyjacielskie Cracovia Czarni. Zawody te odbędą się przed zawodami LKS - Wisła, na boisku Czarnych. Spodziewamy się, że Czarni po dotychczasowych sukcesach nie zawiodą i godnie bronić będą barw Lwowa. Najbliższa niedziela przynosi drugą rozgrywkę o mistrzostwo Polski między Pogonią a zwycięzcą zawodów ŁKS- Wisła. Dla Pogoni spotkanie powyższe jest bardzo ważne. W razie bowiem przegranej lub nierozegranej szanse jej na zdobycie mistrzostwa państwowego zmalałyby do minimum. Jutrzenka krakowska



Nr. 139. Lwów, wtorek 16. czerwca 1925. Rok IV.


L W O W.

11. VI. Wisła-ŁKS. 6:3 (2:2). Wybór PZPN-u okazał się trafnym: Lwów objawił niezwykłe zainteresowanie dla tych rozstrzygających zawodów, zresztą zupełnie usprawiedliwione. Spotkanie zapowiadało się ciekawie i nadzieji nie zawiodło. Zmienny jego i dramatyczny wprost przebieg dostarczył wiele emocji, tłum się gorączkował, szalał czasami, a obie drużyny dobywały wszystkich swych sił, . . objawiając pewną depresję moralną tylko w chwilach wyrównywania. Tak było gdy LKS. wyrównał i tak też było, gdy Wisła strzeliła trzecią swą bramkę. W pierwszym wypadku Wisła, mając żal zdaje się do sędziego, schodziła jakby zrezygnowana do szatni, jakgdyby nie wierząc już w możliwość wygranej, w drugim, łodzianie, widząc wymykające im się zwycięstwo, uwierzyli już snać w taki swój los, boć przez jedną tylko minutę cieszyli się swą przewagą i już jak grom spadła na nich bramka strzelona przez Czulaka. W dodatku nie mieli zupełnie zaufania do swego bramkarza i mieć go też nie mogli: na najważniejszym posterunku stał człowiek doń niedorosły i chociaż zdajemy sobie w zupełności sprawę z tego, iż Wiśle zwycięstwo należało się bez zastrzeżeń, to przecież nie można się uchronić od wrażenia, że mecz przegrał naprzód Sobociński a dopiero potem LKS. Taki bramkarz mógł rzeczywiście działać na nerwy drużyny. Wbrew wszelkim przewidywaniom Wisła po czwartej bramce ani myślała o murowaniu i zatkaniu swej bramki. Powodem tego dziwnego odstępstwa od znanego przyzwyczajenia i taktyki Wisły był jednak sam LKS. Krakowianie robili z nim co chcieli „przydusili“ ich też pod koniec przystojnie a mieszkańcy kominowego grodu przedstawiali przy schodzeniu z boiska tak rozpaczliwie smutny, że aż śmieszny widok.

Doszedłszy szczęśliwie do końca, zaczniemy znowu wszystko od początku. LKS zadziwił; zaczął, (lecz tylko zaczął) z impetem i ładnie. Piękne i celowe pociągnięcia, wzorowa przyziemna gra, akcje przemyślane i ciągłe, wszystko zdawało się mówić, że Wisła będzie „ofiarą”. Lecz cóż się okazało? Piękno ustąpiło przed siłą, sztuka przed żywiołem ŁKS silił się na pokazanie stylu, którego niestety nie posiada, gubił się w prymitywnych dość sztuczkach, zapuszczał się w mętne jakieś, nieskoordynowane i bez jaśniejszego oblicza poczynania i koniec końców nie pozostawił wrażenia. Wisła natomiast po pierwszej niepewności, przezwyciężywszy pewną sztywność, ruszyła wreszcie z miejsca, ruszyła jak lawina. Przeszła po łodzianach jak burza i... zostawiła ślad, bramkę Reymana. Wyłom był zrobiony... Lecz ŁKS. był jeszcze świeży i silny. Z niedoświadczeniem i zaślepieniem nowicjusza rzucał się naprzód, marnował swe siły w nieproduktywnych atakach. Bo słaby w tym roku Kaczor przypomniał sobie nagle dawne dobre swe czasy i wespół z Markiewiczem hamował pewnie zakusy łodzian. A Wisła zahartowana w bojach sunęła groźnie, wspierając się na dwu swych filarach. Reymanie i Gierasie. Aż LKS. się wyczerpał, naprzód fizycznie a potem i psychicznie. Wysiłek woli starczył jeszcze na czas jakiś, aż do trzeciej bramki. To było już wszystko, wszystko co mógł z siebie wydobyć ŁKS. Drużyna sama nadzwyczaj sympatyczna, najsłabszy punkt miała w bramkarzu Sobocińskim. Piękne momenty miał Cyll, ambitnie pracował śr. pomocnik Trzmiel. Z bocznych lepszy lewy niż prawy, który nie mogąc sobie dać rady z Balcerem grał brutalnie. W napadzie wyróżniał się Ałaszewski i Lange, Muller zapowolny, to samo 1. skrzydłowy Radomski, grający bez ambicji. Durka, może niedysponowany, przeciętny i gorszy od marki jaką posiada. Całość ustępuje dość znacznie i Pogoni i Warcie i Wiśle.

Wisła najlepiej przedstawiała się w napadzie. Reyman tym razem bardzo ruchliwy i strzałowo dobrze usposobiony, zwracał uwagę swoją rutyną Czulak i Balcer żywiołowością. Kowalski zbyt zarozumiały na swoje zdolności nie jeden raz musi uznać się pokonanym, największą jego zaletą jest spokój w grze. Adamek szybki i energiczny wywiązał się dobrze ze swego zadania. W pomocy na pierwszy plan wysuwał się Gieras; jego praca jest faktycznie godna uznania, mankamentem jedynym byłoby nie dość dokładne podawanie piłki. Obrona niezła lecz przeciętna. Bramki dla ŁKS-u strzelili Lange i Radomski, dla Wisły Reyman (3) Adamek, Czulak i Kowalski. Sędziował tym razem doskonale p. Szlesser, wspomagamy umiejętnie przez pp. Decowskiego i Dudryka. Publiczności przeszło 4000, w tern co najmniej 3/4 przychylnej bardziej dla ŁKS niż Wisły. Skład obu drużyn. Wisła: Łukiewicz; Kaczor, Markiewicz; Wójcik, Gieras, Kotlarczyk; Adamek, Czulak, Reyman, Kowalski, Balcer. ŁKS : Sobociński: Karasiak, Cyll; Gosławski, Trzmiel, Gabrjel; Durka, Muller, Ałaszewski, Lange, Radomski. J.


Kurjer Sportowy

Nr. 15. Środa, 17 czerwca 1925 Rok I.

Wisła — ŁKS. 6 : 3 (2 : 2).

Wisła: Łukiewicz; Kaczor, Markiewicz; Wójcik, Gieras, Kotlarczyk; Adamek, Czulak. Reyman I, Kowalski, Balcer. ŁKS. : Sobociński; Cyll, Karasiak;Gabrjel, Trzmiel, Gosławski; Durka, Miller, Ałaszewski, Lange, Radomski.

Krakowianie odnieśli zasłużone zwycięstwo. Zawdzięczają je swemu bitnemu napadów, rozumieją­cemu się wybornie, przebojowemu i dobrze strzelają­cemu. Oś jego Reyman I może sobie w dużej mierze sukces ten przypisać. W pomocy skutecznym, a nade wszystko fair graczem był Gieras. Skrajni pomocnicy, obrona i bramkarz słabi. Całość jednak imponowała ambicją i furją rozmachu. Łodzianie prowadzili grę kombinacyjną, choć nie precyzyjną, a ponadto miękką. Również ich dyspozycja fizyczna nie dorównywała siłom przeciwnika. Posiadają pierwszorzędną obronę, niepotrzebnie wózkują pod bramką i doskonale zapowiadającego się środkowego pomocnikaTrzmiela. Przebieg gry a raczej walki był bardzo emocjonujący. Zwycięstwo chyliło się raz ku tej, raz ku tamtej stronie, dopóki Wisła w zwycięskim finishu nie zgnębiła wyczerpanego przeciwnika. Publiczność demonstracyjnie oklaskiwała Łodzian i martwiła się ich klęską. Gdyby w szeregach Wisły nie grał zdyskwalifikowany na rok, a miesiąc po karygodnym czynie już biorący udział w mistrzostwach gracz, sympatje byłyby po stronie zwycięsców. Zrazu Łodzianie są panami gry i atakują, lecz nie niebezpiecznie. Wisła zwolna zbiera się w sobie i z daleka ostrzeliwuje przeciwną bramkę. Już w 10min. Reyman I dalekim wspaniałym strzałem w górny róg zdobywa pierwszego gola. Balcer i Adamek dobrze wywiązują się z swej roboty i stwarzają niebezpieczne sytuacje. Kowalski rozbija Sobocińskiego.

Po kilku górnych atakach ŁKS-u Reyman I z wolnego strzela drugą bramkę. Czulak strzela ostro ■—Sobociński łapie. Z kolei znowu przewaga niezrażonego ŁKS-u, którego napad nie wykorzystuje bardzo dogodnych sytuacji. W 37 min. Lange z. zamieszania podbramkowego uzyskuje pierwszego gola dla swych barw. Zaciekłe ataki Łodzian. Karnego broni łatwo Łukiewicz, lecz znowu w zamieszaniu Ałaszewski wyrównuje ku wielkiemu entuzjazmowi widzów. Po przerwie przewaga Wisły. Dwa wolne bije Reyman I w aut, podobnie jak i Czulak po przeboju. Sobociński rzuca się pod nogi Czulakowi i ratuje. W 69 min. Radomski ładnym strzałem zmusza Łukiewicza do kapitulacji. Lecz karta odwraca się. Minutę póź­niej wyrównuje Czulak, poczem w pięciominutowych odstępach strzelają bramki Reyman z podania Balcera i Adamek z centry Czulaka. Na dwadzieścia sekund przed końcem Kowalski główką ustala rezultat, Rogów 10 : 4 dla Wisły. Sędziował doskonale p. Schlesser przy pomocy linj owych pp. Dudrykai Decowskłego. Mimo niepogody zebrało się na boisku Czarnych przeszło pięć tysięcy widzów.


”Stadion” nr 25

Decyzją PZPN miano grać we Lwowie o mistrzostwo grupy. "Gra była ambitna i zacięta, miejscami brutalna", szczególnie ze strony Łodzian. Obustronne ataki od początku spotkania, "nagle Reyman strzela ostro i piłka siedzi w 10 min. w sieci Łodzi"; 23' rzut wolny: "Reyman strzela z niesamowitą siła z 20 m. - nie do obrony! - 2:0 dla Wisły". Publiczność dopinguje ŁKSco daje im wyrównanie pod koniec I. połowy. II połowa: ŁKS w ataku i prowadzenie 3:2 po bramce Muellera. Adamek szybko wyrównuje. "Wisła opanowuje boisko. W 32 min,. Reyman strzela 4. bramkę" Oblężenie ŁKSu trwa, co daje dalsze dwa gole.

II Grupy: Wisła, AKS, ŁKS; II - Warta TKS, Polonia; III Pogoń, Lublinianka, WKS Pogoń Wilno. Wynika z tego, że najsłabszą grupę miała Pogoń i wykorzystała to najlepiej. Nie wysilając się zbytnio przechodziła rozgrywki grupowe, by szykować formę na finałowe.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1925, nr 161 (13 VI)

Wielki sukces drużyn Krakowskich we Lwowie.

Wisła -Ł.K. S. 6:3 (2:2).

11 czerwca. (O). Zawody o mistrzostwo grupy południowo-zachodniej, przyniosły zdecydowane i zasłużone zwycięstwo Wiśle, która trzecim meczem, rozegranym na neutralnym gruncie (na boisku Czarnych) udowodniła łodzianom naocznie ogromną wyższość krakowskiej piłki nożnej nad łódzką. Obydwie drużyny wystąpiły w swych najlepszych składach. Przebieg gry:

W pierwszych chwilach Wisła gra nerwowo i zaraz w 1 m. stwarza się sytuacja, która omal nie kończy się dla niej goalem, w ostatniej chwili ratuje przytomnie wybiegiem Łukiewicz. Powoli jednak Wisła przychodzi do siebie i uzyskuje z bardzo ładnego strzału Reymana pierwszą bramkę. W 10 m gra staje się zupełnie otwarta, w 21 min. rzut wolny za grę faul Ł. K. Ś, względem Kowalskiego, który Reyman zamienia w drugą bramka dla Wisły. Po obustronnych atakach przychodzi do głosu Ł К S., dla którego zdobywa pierwszy punkt Lange w 35 m. (ostatnia wreszcie minuta pierwszej części zawodów przynosi łodzianom drugą bramkę, którą zdobywa Radomski po niedokładnej obronie rzutu karnego przez Łukiewicza. Pauza 2:2.

W drugiej części gra dotychczas otwarta, stoi pod jakiem zdecydowanej przewagi Widy, łodzianie nie wytrzymali tempa, mimo tego udaje się im w 22 m. uzyskać przez Ałaszewskiego trzecią bramkę po bardzo ładnej centrze Radomskiego, przyczem winę ponosi Łukiewicz, który wypuścił piłkę z ręki. 54 m. przynosi wyrównanie dzięki strzałowi Czulaka, Następuje serja obustronnych rzutów różnych. W 39 m. rzut wolny przeciw Ł. K. S. bramkarz Sobociński odbija, Adamek poprawia i zdobywa piątą bramkę dla Wisły. U publiczności, która cały czas zawodów stała za Ł. K. S., chcąc mieć słabszego rywala dla Pogoni w mistrzostwie, bierze moment sportowy górę i opowiadać się zaczyna za Wisłą. Ostatnia minuta gry przynosi szóstą i ostatnią bramkę, strzeloną przez Kowalskiego. Publiczność powitała z entuzjazmem zwycięską drużynę, która w fen sposób dochodzi do finału z Wartą i Pogonią. Z Wisły wybijał się na czoło świetnie grający napad z Adamkiem na czele. Również obrona i pomoc bez zarzutu, bramkarz jedynie słabszy. U łodzian najlepsza obrona, bramkarz słaby. Stosunek Łomotów 10:4 na korzyść Wisły. Sędzia, p. Schleser b. dobry. Publiczności ponad 5.000 osób.