1926.10.10 Wisła Kraków – Pogoń Lwów 0:0

Z Historia Wisły

1926.10.10, Mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły, 15:15
Wisła Kraków 0:0 (0:0) Pogoń Lwów
widzów: 2.000
sędzia: Arczyński
Bramki
Wisła Kraków
2-3-5
Jan Ketz
Aleksander Pychowski
Emil Skrynkowicz
Stefan Wójcik
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Stanisław Czulak
Jan Reyman
Henryk Reyman
Władysław Kowalski
Karol Żelazny

trener: brak
Pogoń Lwów

trener: Karl Fischer

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Relacje prasowe

Wisła gniotła przez cały czas Pogoń, a mimo to nie strzeliła gola. Powodem takiego stanu rzeczy była zła taktyka gry krótką kombinacją na ciężkim i nierównym boisku Wisły. Zamiast katastrofy wynikowej dla Pogoni mecz zakończył się niesprawiedliwym remisem. Tym razem atak Wisły zawiódł. Na podstawie: PS nr 41; ST nr 41.

"Obecny system gier o mistrzostwo jest kiepski, skoro eliminuje taką Wisłę, dopuszczając do gier zespoły podobne Lubliniance" - słusznie zauważał "Stadion".


Przegląd Sportowy nr 41/1926 str. 2:

Wisła - Pogoń 0:0

Szczęśliwy wynik dla lwowiaków

Niedziela 10.10. W Wiśle zamiast Gierasa gra Bajorek. Pogoń wzmacnia się przez Hankego i Szabakiewicza. Około 2.000 widzów. Sędziował p. Arczyński. Trudno istotnie znaleźć wyjaśnienie dla czego Wisła gniotącą z zawodów i dosłownie "siedzącą" pod bramką Pogoni, nie zdołała uzyskać ani jednej bramki. Błotnisty i ciężki po deszczu teren byłby może jednym z powodów - głównym jednak była niewątpliwie fałszywa taktyka napadu Wisły.

Fałszywa taktyka "Wisły"

W niedzielnym ciężkim terenie próby przebicia się krótką kombinacją przez tyły Pogoni musiały zawieść, tembardziej, że nierówne boisko Wisły nie pozwalało w tych warunkach na należyte opanowanie piłki. Zamiast energicznymi, długimi passingami zmęczyć tyły Pogoni, Wisła uparcie kombinuje krótko, często wózkuje, aż energiczny przeciwnik piłkę wykopie.

Przy tak kolosalnej przewadze, jaką miała Wisła w niedzielę, zawody mogły się skończyć katastrofą dla Pogoni. Trochę energii w tyłach lwowskich wystarczała zupełnie dla utrzymania wyniku remisowego.

Gracze krakowscy

W tyłach Wisła grała bez zarzutu. Wybijał się Pychowski, bezsprzecznie najlepszy obrońca na boisku. Pomoc Wisły o klasę lepsza od tej samej linji Pogoni. Ona to sprawiła, że atak lwowiaków tylko rzadko przekraczał połowę boiska.

Kowalski, taki znakomity w sobotę, był dzisiaj jednym z najgorszych. Nielepszy, choć więcej zbędny był Żelazny, słaby Reyman III próbujący bezskutecznie i bezcelowo technicznymi środkami pokonać przeciwnika. Wada Reymana I, jego ociężałość, wybijała się w ciężkim terenie jaskrawo. Zadowolił jedynie skromne wymagania Czulak, grający przytem znów na nieswojej pozycji skrzydłowego. Najlepszy na boisku był obok Pychowskiego, Kotlarczyk, dzielnie wspierany przez świetnie się zapowiadającego Bajorka.

Ocena "Pogoni"

Gra Pogonie nie była - mimo wzmocnienia - lepszą od gry sobotniej. Ale to samo, że nie była gorszą, wystarczało już na uzyskanie niezasłużonego, z przebiegu gry wyniku remisowego. Jeśliby ktoś obcy wedle tej gry mistrza Polski chciał ocenić poziom piłkarski u nas, to krytyka wypadłaby najfatalniej.

Faktem jest, że Pogoń - może za wyjątkiem energicznej obrony - i tym razem zawiodła kompletnie. Brak motoru Pogoni, Kuchara, był i tym razem oczywisty.

Wniosek ogólny

Sobotnie i niedzielne zawody nie udowodniły nam, czy Pogoń jest w Małopolsce drużyna najlepszą. Do tego tytułu może słusznie pretendować i "Wisła", a nawet pobita w mistrzostwie Cracovia, w jednym ze swoich normalnych dni. Jedno jest pewnem, że o supremacji piłkarstwa lwowskiego nad Krakowem nie może być mowy.

Sprawę rozstrzygną dopiero - oczywista o ile wynik będzie należytym odbiciem sił - zawody Kraków - Lwów.