1928.05.03 Legia Warszawa – Wisła Kraków 1:0

Z Historia Wisły

1928.05.03, I liga, 6. kolejka, Warszawa, Stadion Wojska Polskiego, 16:30
Legia Warszawa 1:0 (1:0) Wisła Kraków
widzów: 4.000
sędzia: R. Brzeziński z Poznania
Bramki
Józef Nawrot 14' 1:0
Legia Warszawa
2-3-5
Wacław Adamowicz
Teofil Terlecki
Józef Ziemian
Edward Strycharz
Antoni Amirowicz
Marian Schaller
Witold Wypijewski
Józef Nawrot
Marian Łańko
Józef Ciszewski
Bolesław Cichecki

trener: Elemér Kovács
Wisła Kraków
2-3-5
Jan Ketz
Aleksander Pychowski
Emil Skrynkowicz
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Józef Adamek Grafika:kontuzja.png
Stanisław Czulak
Henryk Reyman
Jan Reyman
Mieczysław Balcer

trener: brak
Józef Ziemian złamał nogę Adamkowi

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Opis

Mecz obustronnie żywy, ataki szybkie i zdecydowane. Legia trzyma skrzydła Wisły i to daje jej sukces. Jedynego gola meczu strzeła Nawrot pod koniec I. połowy z podania Cichockiego i po błędzie obrony Wisły. Ataki Wisły do końca połowy i kontry Legii. Po przerwie Wisła dąży do wyrównania, ale był nie do przejścia. Gra się zaostrza, kontuzjowani zostają Ziemian i Adamek (schodzi z boiska na kilka minut przed końcem). Przed meczem redakcja Stadionu wręczyła "Reymanowi I. puchar 'króla strzelców' jest komiks z tego meczu z sylwetką Reymana!!!. Na podstawie: Stadion nr 19.

Relacje prasowe

Komiks z meczu Wisła-Legia (1928.05.03 - 0:1).  Stadion nr 19 z 1928 r.
Komiks z meczu Wisła-Legia (1928.05.03 - 0:1). Stadion nr 19 z 1928 r.


Przegląd Sportowy nr 19/1928 str. 5:

Pierwsza przegrana Wisły

Legja zwyciężą mistrza Ligi 1:0

Pierwszy tegoroczny występ Wisły w Warszawie nie przyniósł mistrzowi Ligi zaszczytu. Nie chodzi tu rzecz jasna o przegraną 0:1 z Legją. - to zdarzyć się może każdemu lecz o to co drużyna krakowska nam pokazała i co sobą reprezentuje. Otóż okazało się że ów "murowany" lider tabeli posiada niemniej słabych punktów co każda inna drużyna ligowa. Co zaś ważniejsze - nie stanowi ona, jak się okazało, klasy dla siebie lecz jest ulepiona z tej samej gliny co pozostałe 14-cie jej partnerek.

Zawód, który spotkał czterotysięczny tłum publiczności na meczu czwartkowym jest tym bardziej bolesny, że Wisła nie mogła pochwalić się nawet przysłowiową potencja psychiczną. Rezultatem owego braku moralnego było złamanie się drużyny już po pół godzinie gry. Co gorsze - z depresji wywołanej niepowodzeniem krakowianie nie zdołali się otrząsnąć już do końca i w drugiej połowie ich sposób prowadzenia walki przypominał wzory najbardziej prymitywne.

Do meczu przeciwnicy stanęli w składach: Legja - Adamowicz, Ziemian, Terlecki, Strycharz, Amirowicz, Szafer, Wypijewski, Nawrot, Łańko, Ciszewski, Cichecki. Wisła - Ketz, Pychowski Skrynkowicz, Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Bajorek, Adamek, Czulak, Reyman I, Reyman III, Balcer.

Pierwszy kwadrans wykazuje kolosalną przewagę gości. Piłka wędruje od gracza do gracza a piękne passingi braci Reymanów, zwłaszcza młodszego świadczą o dużej technice, rutynie i kondycji startowej.

Tymczasem zespół Legji, specjalnie zaś jej napad zachowuje się jak stremowany. Piłka nie trzyma się graczy, każdą zapoczątkowaną akcję liczy się na sekundy, zwłaszcza że porywisty wiatr przeciwny przeszkadza gospodarzom ale niemniej niż przeciwnicy.

Drugą obok warunków atmosferycznych przeszkodą "natury wyższej" jest sędzia p. Brzeziński z Poznania. Popełnia on te same błędy co p. Kornogold, z tą różnicą że ostatni posiada odpowiednią rutynę, że potrafi na boisku politykować i utrzymać od początku do końca pewną linię postępowania. Tymczasem p. Brzeziński jest typowym niewolnikiem suchej litery przepisów, lecz nie chce czy nie umie wyniknąć w ich treść i sens. Co zaś jeszcze gorsze - zarażony przyznać trzeba że kunsztownem przesubtelnieniem obserwowanem u sędziów krakowskich, starając się im dotrzymać kroku, gubi się w rozstrzygnięciach w sposób naprawdę nie dopuszczalny. W omawianym odcinku gry pod bramką Legji jest gorąco niemal bez przerwy. Goście jednak nie mają szczęścia: słynne wolne Reymana idą górą, strzały chwyta Adamowicz lub nie trafiają celu, dwie poważne okazje uzyskania punktów konają bezpotomnie w anemicznych strzałach Czulaka, a w chwili kiedy wszystkie zda się przeszkody zostały przełamane i Reyman I wysyła piłkę do siatki przeszkadza my w tym.... sędzia gwiżdżąc "grę niebezpieczną". Po tym nieudanym szturmie generalnym gospodarze otrząsają się powoli z depresji a pierwsza ich poważna akcja ofensywna przynosi od razu punkt, zwycięski i jedyny w tym dniu. Akcję tę rozpoczyna Łańko który ze środka boiska śle piłkę do Cichockiego, ten po długim biegu dośrodkowuje, chwyta ją Pychowski ale nie może sobie poradzić technicznie więc tylko muska, piłka zmienia nieco kierunek a nadbiegający Nawrot przytomnie i bezapelacyjnie lokuje ją przy siatce. Nikt nie przypuszcza że na tym zakończy się plon bramkowy dnia, bo Wisła ciągle wykazuje dużo inicjatywy i wyrównanie bez przerwy wisi w powietrzu a i Legia zaczyna być w swych atakach coraz groźniejsza. Okazuje się jednak że Kotlarczyk I w pomocy z jednej strony a Ziemian z drugiej wystarczają aby dwa podaj najgroźniejsze napady polskie nie dopuścić do głosu. Toteż poza krótkiemi chwilami nie wyczuwa się nawet możliwości zdobycia bramki. Tyczy się to zwłaszcza napadu Wisły po przerwie. Pomoc Legji stosuje świetną broń unieszkodliwienia za wszelką cenę obu skrzydłowych i Reymana I. Jedynie ostatni wymyka się od czasu do czasu z pod kontroli Amirowicza. Natomiast Strycharz a przedewszystkiem Szaler wydają się wprost cieniami Balcera i Adamka, których gra wypadła bardzo nisko. Reyman III świetny technicznie. I wprost doskonały w grze w polu, nie potrafi zdobyć się na strzał, a kto go zna - wie, że gracz ten przebijać się z piłką do bramki nie będzie zwłaszcza pod opieką takiego opiekuna jak Ziemian.

Jedyny puszczony samopas Czulak, najsłabszy punkt ofensywy gości jest napastnikiem mało niebezpiecznym i posiada zbyt mało inicjatywy i możliwości technicznych aby rozbić defensywę gospodarzy. Napad zwycięzców nie wypadł o wiele efektowniej jakkolwiek w drugiej połowie zgasił bezapelacyjnie białe gwiazdy krakowian. Cichecki raz jeszcze potwierdził opinię tchórzliwego statysty który żyje sławą cudów dokonywanych... na treningach do jednej bramki. Ciszowski jak zwykle, bez możliwości przejścia przez linje obronne przeciwników, nie miał okazji do główki, więc bramki nie strzelił.

Klasą dla siebie był Łańko. Jedna dwa momentalne strzały po dośrodkowaniu z lewej strony wspaniałe technicznie, piorunowo szybkie i celne stały na granicy najwyższego kunsztu. Nawrot i Wypijewski najbardziej pracowici nie potrafili być naprawdę dla bramki Wisły groźni. Z obu linii pomocy klasą dla siebie i najlepszym graczem na boisku był niewątpliwie Kotlarczyk I. On to, a nie Reyman jest moralnym kierownikiem drużyny krakowskiej. Z pod jego nóg rozchodzą się nieskończenie często a zawsze celowe podania początkujące akcje, które dopiero w chwil parę ma wykończyć strzał Reymana. Kotlarczyk jest również rdzeniem defensywy Wisły, bez niego mniej niż przeciętni obrońcy (zwłaszcza Pychowski) musieliby wielokrotnie kapitulować przed każdym napadem. Godnym kompanem Kotlarczyka jest jego młodszy brat. Natomiast sztywny i pozbawiony biegu Bajorek jest jednym ze słabszych punktów drużyny. O bramkarzu Ketzu powiedzieć można, że nie popełnił żadnego błędu a jest to już bardzo wiele.

Defensywa gospodarzy oparła się nie jak u Wisły na jednostce lecz na jakości zespołu. Nie było w nie punktów słabych a ponad poprawną przeciętność wybijał się cień Adamka - Szaler oraz Ziemian.


1.FC wygrywa dwa z TKS 5:3 i prowadzi w tabeli (mecze-punkty): (8-15), Polonia (7-11), Wisła (6-10).

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1928, nr 124 (5 V)


Legja—Wisła 1:0 (1:0).

Warszawa, 3 maja. (Cs.) Zawody przez cały niemal czas toczyły się pod znakiem przewagi Wisły, której atak słabo w tym dniu dysponowany nie umiał się zdobyć na skuteczny strzał pod bramką. Do pola karnego pod chodzili ustawicznie napastnicy Wisły, dzięki wcale ładnym kombinacjom, jednak zawodzili do tego stopnia, iż mimo przewagi kompletnej z ich strony padło cztery za ledwie strzały na bramkę Legji, t. J. Reymana i Czulaka. Bramkę zwycięską dla Legji zdobył Nawrot w 17 min. z podania Ciszewskiego. Na 11 min. przed końcem zniesiono z boiska kontuzjowanego Adamka. Na wyróżnienie zasługują z Wisły bramkarz Ketz, Skrynkowicz w obronie i Reyman I., z Legji zaś Nawrot, Ciszewski, Strycharz i Ziemian. Sędziował niezwykle słabo p. Brzeziński z Poznania. Widzów pomad 5.000.