1930.10.06 Cracovia - Wisła Kraków 0:1

Z Historia Wisły

1930.10.06, I liga, 18. kolejka, Kraków, Stadion Cracovii, 15:00
Cracovia 0:1 (0:1) Wisła Kraków
widzów: 8.000-10.000
sędzia: Edward Gulicz ze Lwowa
Bramki
0:1 14' Walerian Kisieliński
Cracovia
2-3-5
Jerzy Otfinowski
Stefan Lasota
Tadeusz Zastawniak
Kazimierz Seichter
Zygmunt Chruściński
Aleksander Mysiak
Józef Kubiński
Tadeusz Mitusiński
Ludwik Gintel
Karol Kossok
Leon Sperling

trener: Viktor Hierländer
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Aleksander Pychowski
Józef Kotlarczyk
Karol Bajorek
Jan Kotlarczyk
Ferdynand Pachner
Józef Adamek
Stanisław Czulak
Henryk Reyman
Walerian Kisieliński
Mieczysław Balcer

trener: brak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

W skrócie

8-10000 kibiców. Świetny mecz Koźmina w bramce. Cracovia grała zbyt kombinacyjnie, Wisła prostymi środkami dążyła do wygranej: "była drużyną więcej zwartą i jednolitą, zachowywała większy spokój i te walory wystarczyły do uzyskania bramki" i zwycięstwa. "W ataku Wisły spokojnie i celowo prowadzonym przez Reymana, najenergiczniejszy okazał się Kisieliński. Gra rozpoczyna się w ostrym tempie i już pierwsza akcja Wisły daje jej szansę na gola (Reyman strzela mocno z wolnego - Otfinowski broni). Zmienne akcje (szanse z wolnych Kossoka, Czulaka). Cracovia popełnia sporo błędów (straty piłek) i to stwarza szereg niebezpiecznych sytuacji - nie wyzyskanych przez „Czerwonych”. Jedyny gol pada w 14', kiedy to piłkę przejmuje Czulak, wypuszcza ją Adamkowi, ten centruje w pole karne, do piłki dopada Kisieliński i niemal z rąk bramkarza strzela nieuchronnie do siatki. Ze strony Cracovii najgroźniejszy w następnych minutach jest Sperling, próbujący indywidualnymi akcjami przeważyć szalę na stronę Pasów. Druga połowa rozpoczyna się od szeregu rzutów rożnych dla Wisły. Potem znów próbuje szarpać Sperling. W ataku Cracovia, Wisła gra z kontry. Podnieceni kibice Cracovii domagają się i bramki i gra się zaostrza. Wisła skutecznie broni wyniku i w końcówce gra się wyrównuje. Mecz w sumie wyrównany.

Na podstawie: Stadion nr 41 i Przegląd Sportowy nr 81.

Przegląd Sportowy nr 81 środa 8 października 1930 roku:

Wisła zwycięża Cracovię 1:0
Równa klasa przeciwników. Niewykorzystany napór gospodarzy. Szperling i Koźmin najlepsi na boisku.

Wisła: Koźmin: Pychowski, Kotlarczyk II: Bajorek, Kotlarczyk I, Pachner: Adamek, Czulak, Reyman, Kisieliński, Balcer.

Cracovia: Otfinowski: Lasota, Zastawniak, Seichter, Chruściński, Mysiak: Kubiński, Mitusiński, Gintel. Kossok, Sperling.

Historyczne derby krakowskie nie straciły - mimo ich dwukrotnego corocznie powtarzania - nic na swojej aktualności. Zainteresowanie ostatniemi zawodami było tem większe, że żadnej z drużyn nie można było przypisać szans faworyta. Okazana bowiem ostatnio forma wykazywała równorzędność sił co zresztą przebieg zawodów potwierdził.

Zwycięstwo Wisły było o tyle szczęśliwe, że w drugiej połowie cały szereg bardzo groźnych ataków, jak też długi okres przesiadywania Cracovii pod bramką przeciwnika, nie doprowadził do żadnego rezultatu. Prawdziwym bohaterem tego okresu był Koźmin, który poprostu dwoił się i troił. Okres przewagi Cracovii był jednak charakterystyczny dla obu drużyn. Cracovia kombinowała pięknie, potrafiła utrzymać się na połowie Wisły, strzelała nawet dużo, ale obok tego zatracała cały szereg najlepszych piłek, bądź to przez spóźnienie się, bądź też przez przesadne kombinowanie lub dribblingi Kossoka.

Zupełnie inną była Wisła. Nie dbając zbyt wiele o piękność kombinacyjną, obrona i pomoc wkraczały energicznie, przerywając pociągnięcia przeciwnika, lub też - w chwilach najgroźniejszych - skupiając się pod swą bramką.

Wisła była też drużyną więcej zwartą i jednolitą, zachowała większy spokój i te walory wystarczyły do uzyskania bramki i do utrzymania tak cennego wyniku.

Jak zaznaczyliśmy, Cracovia była przeciwnikiem równorzędnym, lecz (prócz popełniania zaznaczonych błędów) nie miała szczęścia. Z przebiegu bowiem zawodów, wyniknąć równie mogło i jej zwycięstwo. W ataku jednak często się nie kleiło. Kossok, energicznie pilnowany, był tym razem ofiarniejszy, nie znalazł jednak łączności z prawą stroną. Natomiast do perfekcji dostosowywał się Gintel. Po prawej stronie zgranie już rwało. Wprawdzie Mitusiński odznaczał się jak zwykle mrówczą pracowitością i zaciętością, lecz okazuje on braki we współgraniu, zaś skontuzjowany Kubiński, statystował po pauzie nie mogąc atakom nadążyć.

Osobna wzmianka należy się Sperlingowi. Jego obecna forma jest tak znakomita, że na pozycji skrzydłowego nie prędko znajdzie się dla niego konkurent.

W pomocy na pierwszy plan wybijał się Chruściński, prąc wraz z atakiem całą siłą naprzód, Seichter był głównie pomocnikiem defensywnym, a wywiązał się ze swego zadania dobrze, unieruchomiwszy kompletnie Balcera. Natomiast nader słabym był tym razem Mysiak, tracąc często piłkę i podając nieciekawie.

Obrona po słabej pierwszej połowie, rozegrał się po pauzie i w tym okresie był Zastawniak graczem bez zarzutu. Otfinowski nie miał wiele do roboty. Przy cokolwiek zwiększonej szybkości w wybiegu, byłby obronił straconą bramkę.

W ataku Wisły spokojnie i celowo prowadzonym przez Reymana, najenergiczniejszy okazał się Kisieliński i dzięki jego stanowczości uzyskała Wisła jedyna bramkę dnia. Równie dobry był Czulak. Forma Adamka idzie ku górę, natomiast Balcer, u którego widoczny jest brak treningu niczego nie pokazał.

W pomocy najlepszym był Bajorek, wykazujący pierwszorzędną grę głową i zaciemniając nawet Kotlarczyka I, który jeszcze do swej pierwotnej formy nie powrócił. Pachner nie stał wprawdzie na poziomie swych towarzyszy, występ jego wypadł jednak nie najgorzej. W obronie lepszy był Pychowski, o Koźminie mówiliśmy już na wstępie.

Ciężkie zawody niedzielne prowadził p. Gulicz. rehabilitując się za swój poprzedni, niezbyt fortunny, występ.

Opis meczu

Gra rozpoczyna się odrazu w ostrem tempie i pierwsza minuta przynosi rzut wolny dla Wisły, ostro strzelony przez Reymana, lecz obroniony przez Otfinowskiego. Dwa rzuty wolne bije Kossok, pierwszy zbyt lekko, drugi zaś przenosi. Pierwszy ładniejszy atak całej linji Cracovii przynosi siódma minuta, atak ten kończy się jednak strzałem Kubińskiego w aut. Po błędzie Mysiaka piłkę dostaje Kisieliński, podaje Czulakowi, którego ostry strzał przechodzi tuż nad poprzeczką. Następna minuta przynosi pierwszy róg dla Wisły, wyłapany przez Otfinowskiego. Po błędzie Zastawniaka dostaje piłkę Adamek ciągnąc samotnie pod bramkę, w ostatniej jednak chwili potyka się i Mysiak ratuje. Wisła gra spokojniej. Cracovia więcej nerwowo. W 14 minucie po wykopie Otfinowskiego zabiera piłkę Czulak wypuszczając Adamkowi na skrzydło. Do jego centry wylatuje Otfinowski lecz Kisieliński jest szybszy i wybija mu piłkę prawie z rąk, strzelając decydującą bramkę.

Niebezpieczny przebój Sperlinga kończy się ostrym strzałem Mitusińskiego z paru metrów, lecz Koźmin broni w pięknym stylu. Równie groźna sytuację po centrze Sperlinga broni Kotlarczyk, zaś następna Koźmin na róg, również przez niego pięścią wybity. Koźmin ma świetny okres, broniąc również celny strzał znienacka oddany przez Chruścińskiego.

Drużyny wyczerpane ostrymi atakami zwalniają tempo, tak że do pauzy poza rogiem dla Cracovii nic ciekawego.

Początkowe minuty po przerwie przynoszą Wiśle serję trzech rzutów rożnych, poczem bajeczny przebój Sperlinga przez połowę boiska, podanie do Kossoka, któremu jednak trzech graczy przeszkadza. Kontratak przynosi znów Wiśle róg w 10 minucie, poczem następuje stały okres przewagi Cracovii, przerwany w 16 minucie dalszym rogiem dla Wisły i tylko czasowemi przebojami linji ataku. Centrę Sperlinga wyłapuje Koźmin poczem Sperling, po kiwnięciu czterech przeciwników , przebija się i strzela. Sperling ma okres najpiękniejszej gry, ale równie pięknie broni Koźmin.

Zwolennicy Cracovii domagają się okrzykami upragnionej bramki dopingując graczy, co wywiera jednak ten skutek, że dżentelmeńska dotychczas gra, przybiera charakter coraz brutalniejszy. Wolny za faul Kotlarczyka przenosi Mitusiński, następny rzut wolny, wypuszcza Koźmin z rąk, zdenerwowanie rośnie, lecz Cracovii nic się nie udaje. Wisła skupia obronę pod swoją bramkę, Strzały pomocników (Seichter) również nie pomagają. Kontratak Wisły ratuje niepotrzebnie Mysiak na róg, po którym piłkę dostaje Kubiński będąc sam na sam pod bramką . W ostatniej chwili broni jednak Kotlarczyk. Następuje groźne zamieszane pod bramką Wisły, lecz w końcu piłka szczęśliwie dostaje się Koźminowi, który również łapie po rzucie wolnym piłkę na samej linji bramkowej. Bezowocne ataki Cracovii prowadzą w ostatnich 2 minutach do jej zrezygnowania, a tem samem do wyrównania gry.

Widzów około 8.000.


Po tym meczu Wisła zrównała się z Cracovią punktami (18-25), ale miała o jeden mecz więcej.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1930, nr 266 (2 X)

WISŁA—CRACOVIA.

Zawody piłkarskie obu tych drużyn stanowią od 24 lat sensację sportową całej Polski, a jeśli spotkanie obu starych rywali toczyć sic ma o punkty mistrzowskie w Lidze, nic dziwnego, że najbliższy mecz Wisły z Cracovią jest tematem rozmów i zakładów. Najbliższa niedziela, t. J. 5 października 1930 r. o godz. 3 popołudniu na boisku Cracovii przyniesie rozwiązanie dręczącej wszystkich sportowców zagadki, komu przypadną drogocenne dwa punkty. Wisła nie straciwszy jeszcze szans na zdobycie mistrzostwa, pnie się na czoło tabeli wytrwale i ambitnie. Cracovia zaś dzierżąc od początku mistrzostwa ligowego pierwsze miejsce, musi dołożyć wszelkich starań i ambicji, by nie dać sobie wydrzeć prowadzenia w tabeli. W niedzielę więc najbliższą spotkają się zespoły równorzędne, które przy grze fair wykażą wszelkie dodatnie cechy posiadanych zasobów technicznych.

Przedsprzedaż biletów już rozpoczętą.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1930, nr 271 (7 X)

Wisła — Cracovia 1:0 (1:0).

Kraków, 6 października.

Krakowskie „derby“, mimo wietrznego i chmurnego dnia, a nawet przelotnych deszczów, zgromadziły na boisku Cracovii około 10000 widzów, pragnących być świadkami wielkiego spotkania, którego wynik dla Cracovii mógł oznaczać utrwalenie się na czołowej pozycji w Lidze, a dla Wisły miał być ewent. rehabilitacją za wiosenną porażkę i utrzymaniem w dalszym ciągu aspiracyj do tytułu mistrzowskiego. O wyniku walki tych dwu rywali decyduje stale lepsza strona kondycyjna i opanowanie nerwów. To ostatnie raczej było po stronie Wisły, która szła na ten mecz z większym spokojem i wykazała hardziej zrównoważoną grę od swego przeciwnika.

Przebieg zawodów nie wykazał jednak bez względnej przewagi którejkolwiek strony, podobnie zresztą, jak to było na wiosnę Obydwa zespoły utrzymały w oczach swych zwolenników tę świetną opinję. Jaką się cieszą zresztą w całej Polsce, a wynik zwycięski Wisły, który oznacza dla niej ogromny sukces, bo osiągnięty dopiero po upływie sześciu lat na boisku Cracovii, w niczem nie obniża wysokich walorów, cechujących drużynę biało-czerwonych.

Jeśli idzie jednak o stronę widowiskową meczu, to nie można było być zbudowanym grą wczorajszą; od obu czołowych zespołów wymagać należy więcej od tego, czego się było w dniu wczorajszym świadkiem. Jednak przypisać to na leży niezdrowej rywalizacji, panującej między obu klubami, która zawsze sprawa, iż tylko ner wy, a nie inne atuty w tych meczach decydują. Wynik zawodów był do samego końca nie pewny i publiczność była pod wrażeniem aż do końca meczu wyczerpującej, zaciętej i z furją pro wadzonej walki.

Do przerwy Wisła gra przeciw wiatrowi, jednak ataki jej w tym okresie są lepiej przeprowadzane, już w 1 min. Reyman strzela z rzutu wolnego na bramkę, lecz Otfinowski pewnie broni. Szybko potem Kubiński bije dwukrotnie na bramkę Wisły, ale strzały przechodzą obok bramki. W 7 min. Czulak przenosi ponad bramkę Cracovii. W 9 min. Otfinowski broni w groźnej sytuacji po rzucie rożnym. Częstsze ataki Wisły uwieńczone zostają powodzeniem, gdy w 13 min. Kisieliński po centrze Adamka zabiera z przed nosa wylatującemu z bramki Otfinowskiemu piłkę i strzela pierwszego, a zarazem ostatniego goala.

Teraz biało-czerwoni przychodzą częściej do głosu, jednak bramkarz Koźmin jest w ostatniej chwili zawsze na posterunku. Strzały czyto Kossoka, czyto Mitusińskiego stają się zawsze jego zdobyczą. Szeregu rzutów rożnych nie potrafi Cracovia wykorzystać Wypady również napadu Wisły nie doprowadzają do jakiejkolwiek poważniejszej zmiany.

Po przerwie gra początkowo należy do Wisły, która uzyskuje pod rząd aż cztery rzuty rożne. Jednak zostają one podobnie, jak wszystkie inne na tym meczu, niewykorzystane. Natomiast ostatnie niemal półgodziny stoi pod znakiem silnej przewagi Cracovii, która dopingowana przez publiczność. przypuszcza rozpaczliwe ataki jeden za (drugim, chcąc koniecznie doprowadzić do zmiany wyniku. Jednak w ostatnim momencie, kiedy zdawało się. iż wszystko jest stracone, ponad głowy wszystkich graczy wyrasta zielono-żółta koszulka bramkarza Wisły, Koźmina, który był prawdziwym bohaterem meczu. Wisła ograniczała się raczej do wypadów, które z powodu niedokładnych podań w linji napadu, nie były zbyt groźne. Pod koniec meczu zaszło niepotrzebnych kilka obustronnych wybryków ze strony obu drużyn, które niepotrzebnie wniosły niepokój u bez tego zdenerwowanej widowni.

Na wyróżnienie zasługuje z drużyny Wisły przedewszystkiem bramkarz Koźmin, który nawet przewyższył swego doskonałego vis a vis Otfinowskiego, linja pomocy Wisły stała wyżej od tejże linji Cracovii, tutaj brylował przedewszystkiem Bajorek (mający do czynienia z najgroźniejszą parą napastników: Sperling i Kossok), oraz Kotlarczyk I, młody pomocnik Pachner, mimo wielkich zalet, ma jeszcze mało rutyny.

W Cracovii najlepszy Chruściński, potem Seichter, który miał zresztą łatwe zadanie, grając przeciw kontuzjowanemu Balcerowi, r słabszy zato Mysiak. Linja obrony Wisły bez zarzutu, choć i Cracovii nie gorsza. W ataku Wisły najlepsi Reyman i Kisieliński, pierwszy celował spokojem, drugi odwagą i silą przebojową, reszta grała b. ambitnie i ofiarnie. Najsłabszym punktem Cracovii był Gintel, zato najlepszym Sperling, którego centry były stale niebezpieczne. Mitusiński nie nadaje się do drużyny ligowej, Kos sok zawsze groźny, gdyż ma niebezpieczny strzał, zaś Kubiński po przerwie z powodu kontuzji nie miał możności wykazania w pełni swej formy. Sędziował p. Gulicz, któremu brak jeszcze rutyny do prowadzenia tak odpowiedzialnych zawodów, to też poddaje się on często niepotrzebnie nastrojowi publiczności.