1931.04.26 Polonia Warszawa - Wisła Kraków 1:3

Z Historia Wisły

1931.04.26, I liga, 4. kolejka, Warszawa, Stadion Polonii, 16:30
Polonia Warszawa 1:3 (1:2) Wisła Kraków
widzów: +6.000
sędzia: Edward Gulicz ze Lwowa
Bramki


Pazurek 29'

0:1
0:2
1:2
1:3
3' Stefan Lubowiecki
17' Mieczysław Balcer

84’ Walerian Kisieliński
Polonia Warszawa
2-3-5
Stefan Kisieliński
Miączyński
Bułanow
Seichter
Kaczanowski
Nowikow
Szczepaniak
Ogrodziński
Malik
Pazurek
Suchocki

trener:
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Józef Kotlarczyk
Emil Skrynkowicz
Karol Bajorek
Jan Kotlarczyk
Bronisław Makowski
Józef Adamek
Stefan Lubowiecki
Henryk Reyman
Walerian Kisieliński
Mieczysław Balcer

trener: brak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Relacje prasowe

Na podstawie: Przegląd Sportowy nr 34 i 35 i IKC 109.

"Mecz pełen emocji. Gra piękna, choć ostra". Piękny, niemal letni dzień, tłumy widzów. Stawką meczu prowadzenie w lidze. Wisła wygrała zasłużenie, prezentując grę zespołową, opartą na dobrej technice, bojowości i wierze we własne siły. Rozpoczęła w imponującym stylu: „opanowałą całkowicie sytuację, popisując się w polu techniką, świetnym balansem ciała, nadzwyczajnym zrozumieniem i ustawianiem się”. "Huraganowe ataki czerwonych walą na bramkę Kisielińskiego raz po raz. Przewaga Wisły jest tak wielka, że wydaje się, iż to grają drużyny z dwu różnych klas". Pierwszy gol pada już w 3': po wolnym bitym przez Makowskiego - Lubowiecki umieszcza piłkę w siatce. Wisła atakuje nadal, sporadycznie kontruje Polonia. W 17' szybki atak Wisły: Bajorek do Balcera i 2:0. 20 stopniowe ciepło daje się jednak we znaki i Wisła zwalnia grę, co wykorzystuje Polonia w 29' (gol Pazurka). Obustronne ataki do końca tej części gry. Po przerwie niespodziewanie przewagę uzyskuje Polonia. Jedynie Balcer w tym okresie gry próbuje swych rajdów (stopowany przez Bułanowa). Pomaga Polonii sędzia gwiżdżąc, czy trzeba, czy nie spalone (np. Reymana gdy otrzymał piłkę od gracza Polonii!!!). Półgodzinne ataki Polonii nie są jednak groźne. W końcówce do ataku zrywa się Wisła i 6 min. przed końcem meczu Adamek wygrywa pojedynek z obroną Polonii, podaje do Kisielińskiego, a ten kończy dzieło. Reyman po przerwie nie wytrzymał tempa meczu, reszta piłkarzy Wisły w dobrej formie, choć Kotlarczyk i Adamek grali złośliwie. Widownie, widząc z jakim impetem grała Wisła, "oniemiała, jakby porażona impetem Wiślaków". "Na udry z sobą szli bracia Kisielińscy". Na podstawie: Przegląd Sportowy nr 34 i 35 i IKC 109.

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Tygodnik Sportowy. 1931, nr 2

Wisła: Koźmin, Kotlarczyk II, Skrynkowicz, Bajorek, Kotlarczyk I, Makowski, Adamek, Lubowiecki, Reyman, Kisieliński, Balcer.

Polonia: Kisieliński I, Miączyński, Bułanow, Seichter, Kaczanowski, Nowikow, Szczepaniak, Ogrodziński, Malik, Pazurek, Suchocki.

Sędzia p. Gulicz ze Lwowa.

Mecz ten zgromadził na boisku Polonii rekordową ilość widzów bo ponad 6.000. A było naprawdę co oglądać, bo Wisła zademonstrowała w pierwszej połowie grę naprawdę bardzo piękną.

Napad pracował bardzo dobrze, posunięcia były czynione planowo i z rozmysłem. Motorem był jak zwykle Reyman. który grzeszy wprawdzie powolnością i brakiem bojowości, ale rozdaje piłki tak idealnie, że w Polsce nie posiada on w tej gałęzi foot-ballu równego sobie.

Jak zwykle najruchliwsi byli skrzydłowi, zwłaszcza Balcer, który kilkakrotnie przebijał się bardzo niebezpiecznie przez obronę i troskliwą opiekę Seichtera. Z łączników lepszym był Kisieliński.

W pomocy, jak zwykle brylował Kotlarczyk, a Makowski był lepszy od Bajorka. Obrońcy obaj bardzo pewni i stanowczy; lepszy start wykazał Skrynkowicz. Koźmin grał niespodziewanie dobrze i pewnie, był bodaj lepszym od swego vis-a-vis.

Jeśli chodzi o Polonią, to wyróżnić tutaj należy przedewszystkiem bardzo dobrych obu skrzydłowych, których jednak chaotycznie grający łącznicy, nie potrafili należycie wykorzystać.

W pomocy Kaczanowski był najlepszy, choć i Nowikow spełnił należycie swe zadanie. Butanów miał kilka dość niepewnych momentów.

Gra miała przebieg bardzo interesujący w pierwszej połowie, natomiast po przerwie tempo znacznie osłabło. Mimo dość licznych i groźnych ataków Polonii i niemal równorzędnej gry w drugiej połowie, Wisła była zespołem bezwzględnie lepszym i znacznie równiejszym.

Zawody rozpoczęte zostały atakami Wisły i już w 2 min. Lubowiecki zdobywa pierwszy punkt Nacisk gości nie ustaje. Świetne wystawienie Reymana hamuje Adamek. Następnie Kisieliński zmuszony jest do wykazania całej swej umiejętności przy bronieniu groźnych strzałów Balcera i Reymana. Kitka wypadów Polonii daje w efekcie dwa strzały ruchliwego Malika. W 17 min. Balcer po pięknym wystawieniu „starego“ strzela przytomnie drugą bramką.

Teraz Wisła nieco folguje, co wykorzystuje Polonią i kilkakrotnie bardzo groźnie przedzierają się jej napastnicy, aż w 29 min. Pazurek dolnym strzałem zdobywa jedyny punkt W 30 min. piękny atak Wisły zakończony strzałem Kisielińskiego tuż nad poprzeczką. Po kilku kornerach dla Polonii, miejscowi znów się biorą do roboty, ale tylko bliski strzał Szczepaniaka, sparowany przez Koźmina jest owocem trudów.

Po przerwie tempo gry bardzo słabnie. Polonia nie jest już w defenzywie i gra jak równy z równym. Trafia jednak na doskonałe i pewne tyły. Jedynym jaśniejszym momentem tego okresu gry są piękne parady bramkarzy.

Wynik jest do ostatniej prawie chwili pod znakiem zapytania, dopiero w 40 mm. piękny przebój Adamka i celne po danie do Kisielińskiego, ustanawia końcowy rezultat meczu i bezapelacyjne zwycięstwo Czerwonych.

Sędzia p. Gulicz byłby dobry, gdyby nie t zw. „wiedeńskie" spalone, zwłaszcza Adamka.


Przegląd Sportowy numer 34/1931 strona 1, 2:

WISŁA – POLONIA 3:1 (2:1)

Mecz pełen emocji. Gra piękna choć ostra. Najlepsi z gości Kotlarczykowie i Kisieliński, z Polonii Bułanow […]

Cudowny, niemal już letni dzień 26-go kwietnia, ściągnął na boisko Polonii w Warszawie rekordowe tłumy publiczności. Mecz faworyta Warszawy z najgroźniejszą obecnie drużyną ligową, był magnesem niebylejakim. Zresztą stawka, o jaką szła gra, była też nie do pogardzenia bo drużyna wychodząca z walki zwycięsko, sadowiła się na czele tabeli. Tylko, że Wisła prymat swój umacniała, Polonia zaś go zdobywała.

Przebieg meczu dowiódł, że wszelkie optymistyczne horoskopy na temat sukcesu drużyny warszawskiej, były nieuzasadnione; gospodarze grali w sumie słabo i jakkolwiek krakowianie mieli też okresy słabe, jednak na zwycięstwo zupełnie zasłużyli.

Ich zespół montowany jest obecnie pierwszorzędnie: wyrównany i wysoki poziom Wisły opiera się na kośćcu graczy tej miary, co Koźmin, bracia Kotlarczykowie i Kisieliński. Skrzydłowi napadu Adamek i Balcer nie są też indywidualnościami, któryby można pominąć milczeniem.

Zrozumienie gry zespołowej, odpowiednie warunki techniczne, oparte o imponującą bojowość i wiarą w swe siły, stanowią atuty, którym naprawdę trudno jest przeciwstawić walory równorzędne.

W tych warunkach drużyna o typie Polonii walczyć może tylko jakimś właściwym jej entuzjazmem gry, niebywałem napięciem nerwów, ambicją, graniczącą poświęceniem i przypadkowością którą potrafi zaskoczyć najgroźniejszego nawet przeciwnika.

Cechy omówione, właściwe naogół warszawiakom, tym razem zawiodły: tylko czterech graczy Pazurek, Suchocki, Seichter i Bułanow stanęli na wysokości zadania, a czasami przechodzili nawet samych siebie. Reszta była mdła, anemiczna, słaba, a czasami wręcz beznadziejna.

Do walki zespoły stanęły w zestawieniach:

Wisła – Koźmin; Kotlarczyk II, Skrynkowicz; Bajorek, Kotlarczyk I, Makowski; Adamek, Lubowiecki, Reyman, Kisieliński, Balcer.

Polonia – Kisieliński; Miączyński, Bułanow; Seichter, Kaczanowski, Nowikow; Szczepaniak, Ogrodziński, Malik, Pazurek, Suchocki.

Opis meczu

Start Wisły jest imponujący. Polonia niemal nie egzystuje. Huraganowe ataki czerwonych walą na bramkę Kisielińskiego raz po raz. Przewaga gości jest tak wielka, że wydaje się, iż to grają drużyny z dwu różnych klas. Nic dziwnego, że w tych warunkach już w 3-ej minucie pada pierwszy punkt dla Wisły: Makowski bije rzut wolny z połowy boiska między fatalnie ustawionych Bułanowa i Miączyńskiego, a w porę startujący Lubowiecki, bez trudności lokuje piłkę w siatce.

Podania graczy Polonii w tym odcinku gry są skandaliczne. Kaczanowski, i tak słaby wskutek odnowienia się kontuzji, ogranicza się do statystowania i przez tę lukę raz po raz wdziera się żywiołowa fala ataków czerwonych.

Na szczęście dla gospodarzy, boczni pomocnicy rezygnują z trzymania łączników i niemal wyłącznie ograniczają się do trzymania obu groźnych skrzydłowych. Mimo to Balcerowi udaje się przebój, z którego strzał wyłapuje jednak Kisieliński.

Wreszcie i Polonia dochodzi do głosu, ale powolny strzał Malika likwiduje Koźmin z łatwością.

Walka przenosi się na środek boiska: niespodziewane podanie górą Bajorka, bieg Balcera, krótkie spięcie z Kisielińskim i Wisła już w 17-ej minucie prowadzi 2:0. (Dokończenie na str. 2-ej).

Wisła dystansuje przeciwników ligowych

Dokończenie sprawozdania ze strony 1-ej

Na tem kończy się koncert wiślaków. Mordercze tempo walki i 20-stopniowe ciepło dają się we znaki obu zespołom – szybkość gry maleje, co wykorzystuje Polonia i zaczyna atakować. Cóż, kiedy jej prawa strona nie egzystuje: Każde podanie Ogrodzińskiego trafia do przeciwnika, a piłek, które mu odebrano wskutek ślamazarności, doprawdy nie sposób zliczyć. Tak samo Malik, niepewny jeszcze po niedawnej kontuzji, gra słabo; Szczepaniakowi też nic się nie udaje. Mimo to w 29-ej minucie z jego podania pada jedyna, ale za to wysokowartościowa bramka dla Polonii: podanie prawoskrzydłowego wędruje do Suchockiego, ten podaje piłkę do tyły Pazurkowi, który pięknym strzałem umieszcza ją w siatce Koźmina.

W odpowiedzi na to Kisieliński aranżuje piękny wypad, wspaniale przerzuca piłkę obok Miączyńskiego z lewej nogi na prawą, ale strzał idzie tuż nad poprzeczką.

Okazję do wyrównania ma Polonia, kiedy do piłki biegnącej wzdłuż linji dochodzi Szczepaniak – ostry strzał staje się jednak łupem doskonałego Koźmina.

Po przerwie wyjątkowo niepewny dnia tego bramkarz Polonii omal nie zawinia bramki: łatwiutką piłkę wyłuskuje mu z rąk Lubaczewski i kieruje wolno ku pustej bramce. Nadludzki wysiłek Miączyńskiego i piłka z linji wędruje z powrotem w pole.

Polonia zdobywa przewagę w polu, która rośnie z każdą minutą. Przerywają ją dwa huraganowe przeboje Balcera za każdym razem zlikwidowane przez niezwykle ofiarnego i odważnego Bułanowa. Pozatem dwie bramkowe sytuacje dla Wisły likwiduje gwizdek sędziowski. Sędzia Gulicz (Lwów) w foulach orientuje się świetnie, ale w spalonych – wręcz źle. Odgwizduje wszelkie spalone t. zw. wiedeńskie, a raz gdy Reyman, jakkolwiek stojąc na pozycji spalonej, otrzymuje jednak piłkę od gracza Polonii, gwizdek na off-side stoi poprostu w sprzeczności z zasadami gry.

Wisła nie może się w ciągu dobrej pół godziny otrząsnąć z przewagi Polonii. Ataki te jednak nie są groźne: z fatalną dziurą na środku i prawym łączniku żaden napad nie może być groźny dla świetnej defensywy czerwonych. To też nadludzkie wysiłki Suchockiego, czy groźne wypady Pazurka, zawsze ostatecznie są likwidowane, nierzadko przez własnych kolegów. Sytuacja jest tembardziej beznadziejna, że Nowikow dosłownie słania się ze zmęczenia na nogach, a Kaczanowski tyle że statystuje.

Na sześć minut przed końcem Wisła zrywa się do finiszu. Przebój Adamka, zwycięski pojedynek z niezaradnym Miączyńskim, świetne podanie do tyłu i Kisieliński bez trudu lokuje piłkę w siatce.

Gwizdek końcowy zastaje czerwonych przy generalnej ofensywie pod bramką Polonii, broniącej się naprawdę resztkami sił.

Przechodząc do ogólnej panoramy zawodów, trzeba skonstatować, że Wisła była drużyną w pełnem słowa tego znaczeniu, czego o Polonii tym razem powiedzieć nie można. Zarzucić czerwonym trzeba jednak przedewszystkiem zbyt ostrą, a często i brutalną grę.

Kotlarczyk II, a zwłaszcza Adamek nigdy nie są czyści w swych intencjach w spotkaniu z przeciwnikiem, co zarzucić trzeba, wyjątkowo, zresztą w bardzo skromnej mierze, i Seichterowi z Polonii. Gracz ten tym razem zdał egzamin doskonale: jest to pierwszy jego mecz z Wisłą, kiedy potrafił on utrzymać żywiołowego Balcera.

Przechodząc do punktów słabych, trzeba stwierdzić, że w Wiśle jedynie Reyman po przerwie zniknął jako indywidualność – stał się powolny i trawił stale piłki. Natomiast w Polonii poniżej nawet przeciętności ligowej grali Kisieliński, Kaczanowski, Ogrodziński i Nowikow. To samo trzeba powiedzieć o Miączyńskim, który ma na swem sumieniu dwie bramki dnia.


Legia-Cracovia 4:1, Warta-Pogoń 7:0, Garbarnia-Ruch 1:1. Tabela: Wisła 4-7, Ruch 3-5, Polonia 5-5, Garb 3-4.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1931, nr 116 (28 IV)

Ubiegła niedziela należała do niezwykle ważnych, albowiem spotykały się z sobą przeważnie drużyny równe i w wielu wypadkach znajdujące się w doskonałej formie. Nie obeszło się i teraz bez sensacji! Do nich zaliczyć w pierwszym rzędzie należy niezwykle wysokie zwycięstwo War ty nad Pogonią, które oznaczałoby renesans drużyny poznańskiej, oraz wielką stosunkowo porażkę Cracovii, która potrafiła przyjść do siebie dopiero po pauzie. Wyniki Garbami z Ruchem, oraz Czarnych z Lechją były naogół spodziewane, natomiast zwycięstwo Wisły nad Polonją oznaczać musi, iż zespół krakowski cechuje na dal doskonała forma.

Wedle wyników ostatnich meczów, za najsilniejsze drużyny uważać należy prowadzącą w tabeli Wisłę, dalej Legję i Garbarnię, nieco w tyle idą LKS, Cracovia i Polonia, o reszcie trudno wydać są zdecydowany, choć Warszawiankę i Lechję winno się uważać za maruderów w tabeli ligowej.

Wisła-Polonja 3:1 (2:1).

Warszawa, 26 kwietnia. Druga już w tym roku gościna krakowskiej Wisły w Warszawie wykazała dobitnie, że drużyna Krakowian znajduje się w chwili obecnej w formie, w której śmiało może pretendować do mistrzostwa. Już miesiąc temu na meczu z Warszawianką pokazali Krakowianie najprzedniejszą klasę.

Na dzisiejszym meczu jednak osiągnęli jeszcze wyższy poziom i zachwycili publiczność, która w dawno nie widzianej liczbie wypełniła po brzegi boisko Polonji. Świetna gra Wisły uwydatniła się zwłaszcza przed przerwą. Skonsternowała Polonja nie istniała poprostu na boisku, podczas gdy Wisła opanowała całkowicie sytuację, popisując się w polu techniką, świetnym balansem ciała nadzwyczajnym zrozumieniem się i ustawianiem. Specjalnie podobała się lewa strona ataku, gdzie Kisieliński raz po raz wypuszczał szybkonogiego Balcera, który stwarzał swoimi centrami nie bezpieczne sytuacje pod bramka przeciwnika Najsłabszym punktem Wisły był Reyman, który raził powolnością i niezdecydowaniem. Adamek za mało zatrudniony, wykazał jednak niejednokrotnie swoja wysoką klasę. Pomoc na najwyższym poziomie, z obrońców bardzo dobrze grał Kotlarczyk II.

Polonja gra w tym sezonie słabiej, niż w roku poprzednim. Drużyna rozegrała się dopiero po przerwie, akcjom jej jednak brakło wykończenia. W ataku był najlepszy Pazurek, pomoc miała słaby punkt w Kaczanowskim, który był najgorszym bodaj graczem na boisku. Seichter nie mógł sobie dać rady z Balcerem. Obrona do przerwy słaba i niedysponowana, przyczem lepszy był tym razem Miączyński. Butanów dopiero po pauzie rozwinął swą normalną formę. Kisieliński słaby.

Skład drużyn Wisła: Koźmin, Kotlarczyk II, Skrynkowicz, Bajorek, Kotlarczyk I, Makowski, Adamek, Lubowiecki, Reyman, Kisieliński, Balcer. Polonja: Kisieliński, Miączyński, Butanów, Seichter, Kaczanowski, Nowikow, Szczepaniak, Ogrodziński, Malik, Pazurek, Suchocki. Już w trzeciej minucie po wolnym bitym przez Kisielińskiego dobrze wypuszczony Lubowiecki strzela pierwszą bramkę. W 14 minucie strzał Kisielińskiego z Wisły broni jego brat Kisieliński z Polonji. Za chwilę znów atak Balcer — Kisieliński kończy się udaną interwencja Kisielińskiego. W 17 minucie-przebija się Malik, strzela jednak nad poprzeczką. W 18 minucie Balcer zdobywa druga bramkę dla Wisły, mimo obecności przy nim Seichtera. W 29 minucie po akcji Szczepaniaka, Pazurek strzela bramkę dla Polonji. W 30 minucie atak Wisły, Kisieliński po pięknym tricku technicznym strzela z volleyem tuż nad poprzeczką. Po „foulu“ Seichtera rzut wolny bity przez Makowskiego kończy się autem. Na parę minut przed przerwą ataki Polonji nie przynoszą rezultatu, na skutek dobrej gry Koźmina i słabego strzału Szczepaniaka. Po przerwie obraz gry się zmienia. Polonja jest przez cały prawie czas w przewadze, a Wisła broni się „grupując całą drużynę pod bramką. Atak Polonji nie zdobywa się jednak na groźniejsze strzały, jedynie ambicja i’ szybkość napastników Polonji wprawiają Wisłę nieraz w zakłopotanie. Pomoc Wisły i obrońca Kotlarczyk II z nadzwyczajnym spokojem i pewnością unicestwiają jednak wszystkie ataki Polonji. Ostatnią instancją jest świetnie orientujący się i błyskawicznie reagujący na strzały Koźmin.

falnie zapowiadającej się klęski. Niezwykle ofiarna gra wszystkich graczy potrafi im wywalczyć w drugim okresie gry zwycięstwo, ale zbyt nikłe, aby zmienić ogólny rezultat meczu, wyraża znów dużą przewagę Wiśle. Sędziował dobrze p. Gulicz ze Lwowa.