1931.10.18 Wisła Kraków – Legia Warszawa 3:1

Z Historia Wisły

1931.10.18, I liga, 20. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 14:30
Wisła Kraków 3:1 (2:0) Legia Warszawa
widzów: 4-5.000
sędzia: Nawrocki z Poznania
Bramki
Stefan Lubowiecki 12'
Walerian Kisieliński (g) 33'

Walerian Kisieliński 84'
1:0
2:0
2:1
3:1


56' (g) Józef Nawrot
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Aleksander Pychowski
Eugeniusz Oleksik
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Bronisław Makowski
Aleksander Stefaniuk
Stefan Lubowiecki
Artur Woźniak
Walerian Kisieliński
Mieczysław Balcer

trener: brak
Legia Warszawa
2-3-5
Wacław Adamowicz
Henryk Martyna
Józef Ziemian
Marian Schaller
Franciszek Cebulak
Alfred Nowakowski
Zygmunt Rajdek
Józef Nawrot
Wacław Przeździecki
Józef Ciszewski
Witold Wypijewski

trener: brak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1931, nr 287 (17 X)

Wisła-Legia.

W niedzielę będziemy mieli możność oglądania gry dwóch czołowych zespołów piłkarskich. Tak Legja jak i Wisła zaliczały się zawsze do najlepszej klasy polskiej i niewątpliwie w ważnym tym meczu wytężą wszystkie siły aby zwyciężyć. Odmłodzony atak Wisły, który odniósł tak świetne zwycięstwo w Poznaniu, napewno pokusi się o zwycięstwo, przyczem jednak Legja nie podda się tak łatwo. Stawka zawodów jest wyjątkowo wysoka, gdyż drużyna wygrywająca poważnie powiększy swe szanse na zdobycie mistrzostwa, drużyna przegrywająca straci wiele. Początek zawodów o godz. 2.30, jako przedmecz odbędzie się rozgrywka Krowodrza Wisła I B. o puhar KZOPN.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1931, nr 290 (20 X)

Kraków. 19 października. Wszystkie trzy mecze ubiegłej niedzieli należały do bardzo ważnych. Zarówno bowiem mecz Legji z Wisłą jak Garbarni z Polonją czy Warty z Ł. K. S. wpływał znacznie na ukształtowanie tabeli w jej górnych pozycjach. Stwierdzić należy, że wszystkie trzy wyniki były dość niespodziewane, o ile bowiem liczono się ze zwycięstwem Garbarni, to jednak opór Polonji był nieoczekiwanym, jak również zwycięstwo Wisły było pod poważnym znakiem zapytania, zaś sądzono ogólnie, że Warta nie tak łatwo da się pozbawić dwóch cennych punktów w Łodzi.

W obecnym wiec układzie tabeli jasnem się stało, że szanse Garbarni i Wisły na mistrzostwo wzrosły znacznie przy równoczesnem wielkiem osłabieniu pozycji Warty. Pogoń na razie pozostaje niewiadomą.

Wisła-Legja 3:1 (2:0).

Kraków, 18 października Po ostatniej „bezmeczowej“ niedzieli, publiczność z niezwykłym za interesowaniem oczekiwała rozprawy Wisły z Legją, zwłaszcza, że wszystko zapowiadało, że gra będzie ciekawa i zacięta. Oczekiwaniu temu obydwa zespoły odpowiedziały tylko połowicznie, licznych swych sympatyków zadowoliła jednak więcej Wisła, która miała kilka doskonałych momentów, wykorzystanych umiejętnie przez odmłodzony atak Wisły. Odmłodzenie to, które w zasadzie wyszło bardzo na korzyść Wiśle, wykazało walory jedynie w pierwszych minutach gry, po których nastąpiło pewne osłabienie, w drugiej zaś połowie atak Wisły nie stał na wyżynie i nie wytrzymał tempa gry.

Charkterystycznem było w ataku Krakowian forsowanie prawego skrzydła, gdzie Stefański okazał się zupełnie słabym. Na lewym skrzydle zaś dobrze obstawiony Balcer nie mógł być odpowiednio wykorzystany, zwłaszcza, że i Kisieliński nie miał Zbyt dobrego dnia, mimo dwóch strzelonych bramek.

Doskonałą natomiast okazała się pomoc Wisły, jak również i obrona, gdzie Pychowski i Makowski stanowili mur nie do przebycia dla ataku Legji. Podtrzymywany przez obrońców Koźmin grał świetnie. Bramka strzelona przez Nawrota nie była do obrony.

W Legji zawiódł przedewszystkiem atak. Mimo znacznej przewagi na początku drugiej połowy gry, nie znalazł się ani jeden napastnik Legji, któryby przebojowością swoją i strzałem mógł wykorzystać przewagę swej drużyny. Przestawienie Nawrota na środek ataku po przerwie, miało swoje dobre strony, nie mniej jednak nie przyniosło spodziewanych owoców. Wogóle atak Legji grał bezplanowo i nieskutecznie, co też zemściło się na kandydacie na mistrza Ligi w dość przykry sposób pomoc Warszawian także nie stanęła na wysokości zadania i nie stanowiła dla swego ataku tej podpory, którą powinna być. W obronie Martyna miał kilka efektownych momentów, w każdym razie był lepszym od swego partnera Bramkarz Adamowicz nie sprawił wrażenia, że kwalifikacje jego pozwalają na wstawienie go do ligowej drużyny, i grał bardzo słabo, puszczając przynajmniej dwie bramki takie, które można było śmiało obronić. W całości więc Legja niewyróżniała się niczem i nic nie wskazuje, aby w tegorocznym finishu rozgrywek mistrzowskich miała odegrać poważniejszą rolę.

Przed sędzią Nawrockim z Poznania stawiły się drużyny w nast. składach: Legja: Adamowicz, Ziemian i Martyna, Nowakowski, Cebulak, Szaller, Wypijewski, Przeżdziecki, Ciszewski, Nawrot, Rajdek. Wisła: Koźmin, Pychowski i Oleksik; Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Makowski, Stefaniuk, Lubowiecki, Artur, Kisieliński, Balcer.

Grę rozpoczyna Wisła i odrazu znajduje się pod bramką przeciwnika. Chwila przewagi Wisły jest dość krótka, gdyż w kilka minut później już Koźmin musi bronić ostry strzał Na wrota. Piłkę dostaje Balcer i przeprowadza udany atak na bramkę Legji. Kończy się jednak na strzale w aut. Wisła, wyczuwając, że Legja szczególnie obstawia Balcera, stara się wykorzystać Stefaniuka, lecz bez większego sukcesu, gdyż gracz ten jest absolutnie za po wolny. W chwili, kiedy doszedł już do piłki w bardzo niedługim czasie tracił ją na rzecz Legji. Jego powolność dawała się odczuć zwłaszcza po przerwie. W 11 minucie dochodzi do zamieszania podbramkowego, które umiejętnie wykorzystuje Artur, strzelając pierwszą bramkę dla Wisły.

Legja nie przejmuje się zbytnio utratą pierwszego gola i gra dość ostro, wskutek czego Koźmin znajduje pole do popisu. Widownia oklaskuje jego efektowne wybiegi, aczkolwiek są one w pewnych momentach nadzwyczaj ryzykowne. Mimo to obrona jego w zupełności wystarcza na niedołężne ataki Legji, które nie mogą zdobyć się na porządny strzał.

W 33 minucie Wisła przeprowadza ładny atak, piłka chodzi ze skrzydła na skrzydło, Balcer od bija ją na środek, Artur podaje Kisielińskiemu, który ładną główką strzela drugiego gola. Wisła prowadzi 2:0. Ostatnie minuty przed pauzą upływają pod znakiem przewagi Wisły, która jednak nie zdołała podwyższyć wyniku. Po przerwie Legja wystawia Nawrota na środek ataku, wskutek tego tenże zaczyna nieco lepiej funkcjonować. Kilka pierwszych minut należy bezapelacyjnie do Legji, która gości pod bramką gospodarzy nieustannie i wreszcie w 10 minucie Nawrot strzela bramkę dla Legji. Warszawiacy, widząc możliwość wyrównania, stają się znacznie żywsi i przeprowadzają szereg ataków. Ataki te jednak nie przynoszą wyniku cyfrowego. Równocześnie atak Wisły zdecydowanie osłabł, jakgdyby wyczerpany kilkoma udałemi pociągnięciami w pierwszej połowie. Wisła stosuje taktykę obronną, chcąc utrzymać zwycięski wynik, Legja ze swej strony, dąży do wyrównania.

W czyści tej Balcer częściej uwalnia się od swej opieki i kilka razy jego piękne przeboje zbliżają atak Wisły do bramki przeciwnika. — Kisieliński jednak jest w tym okresie nieco słabszy, a Stefaniuk marnuje kilka pewnych pozycji. 36 minuta przynosi rzut wolny dla Wisły z 20 m., jednak Kotlarczyk nie wykorzystuje go. Dopiero w 38 minucie Kisieliński jest w lepszej sytuacji i strzela trzecią bramkę dla Wisły.

Od tej chwili los Legji jest przypieczętowany. Atak Wisły, dopingowany przez licznie zgromadzoną publiczność, usiłuje podwyższyć wynik i gra nadzwyczaj ambitnie. W 40 min. ładny strzał na bramkę oddaje Lubowiecki, ale bez rezultatu. Reszta meczu upływa nudnie i jedno stajnie, piłka wędruje to tu to tam, bez głębszej myśli i kombinacji. Wreszcie sędzia p. Nawrocki kończy zawody.

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Tygodnik Sportowy. 1931, nr 27

WISŁA TRIUMFUJE NAD LEGJA

Wisła-Legja 3:1 (2:0)

Świetne zwycięstwo odmłodzonej drużyny krakowskiej.

Kraków, 18 października.

Występy warszawskiej Legji w Krakowie cieszą się zawsze popularnością ze względu nie tylko na obecność w niej zawodników krakowskich, ale też dla wielu istotnych umiejętności, jakie charakteryzują grę tej drużyny. Ponieważ znów i Wisła ostatnio w Poznaniu wykazała dowodnie, że w młodym narybku posiada świetny materjał, który potrafi zupełnie iść w ślady wielkiej tradycji klubowej, przeto spotkanie to zapowiadało nieubłaganą walkę o tytuł, jak już nie mistrza, to w każdym razie vicemistrza.

Jednakże same zawody przyniosły w pewnej mierze rozczarowanie. Obie drużyny grały nerwowo, więcej uwagi poświęcając defenzywie, niż budowaniu akcji ofenzywnych. Wyjątek w tern stanowi okres gry ataku Wisły przed przerwą, w którym świetne zagrania Artura prawą stroną ataku stwarzały idealne wprost sytuacje. Niestety formy tej nie potrafił atak Wisły utrzymać przez długi czas, oddając tern samem inicjatywę Legji. l a jednakże pod żadnym względem zadowolić nie mogła. Atak nie umiał zdobyć się na planową grę, wykazując do przerwy, wpadającą wprost w oczy, beznadziejność usiłowań poszczególnych napastników, nie wysilających się na skuteczność. Nieinaczej grała pomoc. Poczynania tych obu linij na boisku w niczem nie przypominały drużyny z poprzednich występów.

Zwycięstwo przypadło Wiśle słusznie. Drużyna krakowska miała doskonały okres przed pauzą, który dał jej prowadzenie, następnie potrafiła znów wykorzystać błędy przeciwnika — mającego wówczas przewagę — i podwyższyć wynik. Główna zasługa zwycięstwa należy do pomocy, która od pierwszej chwili umiała zaszachować groźny zwykle atak Legji, a następnie wytrąciła go zupełnie z równowagi. Obaj Kotlarczykowie mieli dobrego partnera w Makowskim. Doskonałem uzupełnieniem defenzywnej gry pomocy byli obrońcy Wisły. Rutynowany Pychowski z. łatwością unieszkodliwiał mało precyzyjne ataki Warszawian, podczas gdy młody Oleksik szybkością swą był drugą skuteczną zaporą. Dobrze zabezpieczony temi linjami Koźmin w bramce stanął całkowicie na wysokości zadania, którego nie utrudniał mu zbytnio atak Legji.

Atak Wisły w nowym składzie nie posiada jeszcze chwilowo pełnej wartości, potrzebnej do ciężkich gier ligowych, jednak jego poszczególne pociągnięcia, zrozumienie gry zespołowej, wykazują wszelkie dane na to, ze atak w tem zestawieniu po nabraniu koniecznej rutyny meczowej, stanie się dobrym partnerem dzisiejszej świetnej pomocy „czerwonych”. Kierujący atakiem Artur posiada, prócz biegu i siły fizycznej, wszystkie warunki stania się wielkim graczem. Wykazał świetne zdolności taktyczne podaniami na skrzydło, posiada umiejętność wózkowania i strzału. Błędem było forsowanie Stefaniuka przed pauzą. Drugi nowicjusz Stefaniuk na prawem skrzydle również posiada warunki. Grę jego cechuje jednak zbytnia miękkość i powolność w momencie, gdy należałoby piłkę dośrodkowywać, Za to centry były przeważnie dobre. Z pozostałe} trójki starych graczy najgroźniejszym był Balcer, zapomniany przez partnerów w pierwszej połowie gry. Tymczasem był usposobionym biegowo doskonale, co dało się we znaki po pauzie, pilnującemu go Szallerowi. Mniej szczęścia miał w strzałach. Kisieliński nie osiągnął swej szczytowej formy. Również słabszym był Lubowiecki, na którym znać skutki służby wojskowej.

W drużynie gości warszawskich trudno było znaleźć lingę, któraby zadowoliła. Chaos powstały tam już z początku rzadko tylko nikł na krótki czas, by wrócić i trwać do końca.

Gra ataku Legji raziła .

Zamiast spodziewanej płynności akcji, opartej na wysokiej technice i dowcipie taktycznym, ujrzano kopaninę wprzód. Nie bez winy są niezrozumiale przesunięcia w tym ataku, gdzie Nawrot gra to na łączniku to na skrzydle; wreszcie rzadko tylko widziano pięciu napastników na swych stanowiskach. Przeważnie każdy wędrował dowolnie po boisku. To nie mogło oczywiście stworzyć warunków dla dobrej gry. Jedynym człowiekiem, który traktował swe zadanie serjo od początku był Rajdek. Mimo braków technicznych, był najpracowitszym i najgroźniejszym, dzięki swej prymitywnej żywiołowości, której nie umiał wyzyskać jego partner.

Dragi skrzydłowy Wypijewski winien wrócić na prawe skrzydło, o ile ma być pożytecznym. Jego biegi ku bramce i nawroty, by piłkę przesunąć na prawą nogę są marnowaniem czasu i pozycji. Dwójka krakowska Nawrot i Ciszewski miała już znacznie lepsze dni w swej karjerze. Powolność i granie górą były u nich niespotykane dotąd. Zmiana miejsc z Nawrotem na środku jest absolutnie celowszą. Uderzającym był też brak strzałów, natomiast gra głową jest klasą. Przeżdziecki mam wrażenie lepiej czułby się na prawym łączniku. Prócz pracowitości niczego więcej nie dał.

Gra pomocy nie przewyższała gry ataku, momentami natomiast była jeszcze słabszą. Szaller znacznie opadł. Nowakowski stracił wiele na szybkości a i niezawodny zwykle Cebulak na środku miał słaby dzień. Dla ataku zdziałano niesłychanie mało. Tylko nieznacznie lepszą od partnerów była linja obrony. Martyna lepszy od Ziemiana, miał też słabsze momenty. Fatalnym natomiast był Adamowicz w bramce. Gra jego mogła przynieść nawet dobrze grającej drużynie porażkę. W bramkach Wisły ma on też swój udział.

Drużyny wystąpiły w następujących składach: Wisła: Koźmin — Pychowski, Oleksik — Kotlarczyk U, Kotlarczyk I, Makowski — Stefaniuk, Lubowiecki, Artur, Kisieliński, Balcer.

Legja: Adamowicz — Martyna, Ziemian — Szaller, Cebulak, Nowakowski, — Rajdek, Nawrot, Ciszewski, Przezdziecki, Wypijewski. Pierwsze pociągnięcia obu drużyn wskazują na zdenerwowanie. Piłka wędruje nie zawsze celowo. Koźmin pierwszy zmuszony jest interwenjować. Jakby w odpowiedzi atak Wisły dzięki doskonałym pomysłom Artura poczyna groźnie atakować. W 12 min. Balcer ucieka Szallerowi i oddaje piłkę do środka gdzie Martyna odbiera piłkę i podaje wzdłuż bramki. Wykorzystuje to przytomnie Artur i strzela zbliska pierwszy punkt dla Wisły.

Wisła nadal przeważa. Artur ustawicznie forsuje Stefaniuka, który wiele centruje. Niepewna gra tyłów Legji grozi utratą dalszego punktu, tem więcej, że » arak me wykazuje dobrej gry. Dopiero po pewnym czasie wyczerpuje się atak Wisły i Legja przychodzi częściej do głosu. Koźmin ratuje wybiegiem do Nawrota, za chwilę z trudem broni daleki strzał Wypijewskiego.

W 29 min. Nowakowski nie trafia piłki ale Adamowicz zdołał jeszcze wybiec. Również i Legja ma okazję ii 3(1I mm. gdy Rajdek przejechał kilku czerwonych, by z kilku metrów nie trafić do bramki. Szczęśliwsza jest Wisła, która Arturem i Stefaniukiem przeprowadza w 33 minucie ładny atak. Centrę ostatniego podaje Martyna ku Kisielińskiemu, który głową uzyskuje drugi punkt dla Wisły.

Legja .załamuje się, Wisła nie umie tego wyzyskać. Zmiana w ataku Legji po pauzie, gdzie Nawrot objął prowadzenie, poprawia jego grę, a i zawodnicy Legji grają ambitniej. Nie wystarcza to z braku dokładności podań i powolności, by przełamać pomoc Wisły. Legja coraz silniej naciska, do pozycji strzałowej natomiast rzadko przychodzi, a gdy ją ma, brak strzału. Wisła opiera swe wypady na Balcerze, który raz po raz ucieka, Szallerowi, trójka tego nie wykorzystuje, wycofując chwilami łączników do tyłu. Jedyny punkt Legji pada po wolnym rzucie bitym głową przez Nawrota w 11 minucie Ucieczka Balcera w 30 min. przynosi korner, niewyzyskany. Stefaniuk nie trafia do pustej bramki. Dopiero w 38 min. udaje się Kisielińskiemu strzelić z 30 metrów, a bramkarz Legji niepotrzebnie robinsonując fatalnie przepuszcza piłkę. Zdecydowane zwycięstwo Wisły z tą chwilą zamienia grę na nudną kopaninę trwającą do końca.

Publiczność w liczbie około 4.500 nie miała powodów być zadowoloną z tajemniczych niejednokrotnie orzeczeń sędziego p. Nawrockiego



Przegląd Sportowy

Garbarnia w kolejnych meczach pokonała Warszawiankę 3:1 oraz Lechię 4:0, zapewniając sobie tytuł mistrzowski.

Warszawianka zajmowała przedostatni miejsce w tabeli i to decydowało o jej determinacji w walce o utrzymanie w lidze. Garbarnia grała w sobotę 7.11, a Wisła 8.11, stąd mecz nie wzbudził takich emocji jak się spodziewano, gdyż wiadomo już było kto jest mistrzem. 2500 kibiców.
Na podstawie: Przegląd Sportowy nr 90

Warta-ŁKS 0:4, Garbarnia-Polonia 3:2. Tabela: Garbarnia 19-26, Wisła 20-26.
Pogoń wygrywa z Polonią i wyprzedza Wisłę w tabeli:. Garbarnia 21-30, Pogoń 21-28, Wisła 21-27.