1931.11.29 Garbarnia Kraków - Wisła Kraków 2:3

Z Historia Wisły

1931.11.29, I liga, 22. kolejka, Kraków, Stadion Garbarni, 11:30
Garbarnia Kraków 2:3 (1:2) Wisła Kraków
widzów: 1.200
sędzia: Kazimierz Wardęszkiewicz z Łodzi
Bramki

Włodzimierz Maurer 27'


Tadeusz Konkiewicz (k) 62'
0:1
1:1
1:2
1:3
2:3
26' Walerian Kisieliński

32' (g) Walerian Kisieliński
50' (r) Aleksander Stefaniuk

Garbarnia Kraków
2-3-5
Marian Gregorczyk Grafika:Zmiana.PNG (33' Józef Wojciechowski)
Tadeusz Konkiewicz
Edward Bill
Stefan Skwarczowski
Franciszek Wilczkiewicz
Marian Nagraba
Otto Riesner
Włodzimierz Maurer
Józef Smoczek
Karol Pazurek
Gustaw Bator

trener: Karl Jiszda (AUT)
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Aleksander Pychowski
Eugeniusz Oleksik
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Aleksander Stefaniuk
Stefan Lubowiecki
Henryk Reyman
Walerian Kisieliński
Mieczysław Balcer

trener: brak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1931, nr 331 (30 XI)

WISŁA—GARBARNIA.

Zdobywca tytułu mistrza Ligi, a zarazem zdobywca trofeum za najlepsze wyniki w zawodach między narodowych, K. S. Garbarnia, kończy w niedziele swój sezon piłkarski, zawodami z b. mistrzem ligi Wisłą. Zawody te należały zawsze do najciekawszych i przynosiły zmienne wyniki, będące dowodem równorzędności obecnie najsilniejszych drużyn Krakowa. Pierwsze tegoroczne zawody powyższych drużyn nie -laty wyjaśnienia, gdyż skończyły się wynikiem nierozstrzygniętym 0:0.

Rozstrzygniecie to padnie zatem w dniu dzisiejszym i do swych znacznych sukcesów zapewne Garbarnia doda jeszcze nieoficjalny tytuł mistrza Krakowa. Niemniej ważnem jest zwycięstwo i dla Wisły, która również słusznie do takiego tytułu pretendować może. Ewentualne zdobycie 2 punktów w niedzielnych zawodach, może przynieść prócz tego Wiśle wicemistrzostwo Ligi, co tembardziej ważność tych zawodów podkreśla.

Początek punktualnie o godz. 11.30 przedpoł. boisko K. S. „Garbarnia”.


=„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1931, nr 332 (1 XII)

„Wisła” zdobywa wicemistrzostwo Ligi.

Ostatnia niedziela rozgrywek ligowych, aczkolwiek nie wchodziło już w grę ani zdobycie tytułu mistrza, ani też spadek z ekstra klasy polskiego piłkarstwa, dostarczyła zwolennikom piłki nożnej nie mało emocji. Dla jednych bowiem z walczących drużyn wysoką zawsze stawką było zdobycie tytułu wicemistrza Ligi, dla drugich znowu po prawienie pozycji w tabeli było także niemałą nagrodą starań.

I mimo, że pogoda nie dopisała, a dotkliwe zimno i wiatr dawał się odczuć wszędzie, rozgrywki były bardzo żywe, a sytuacje zmieniały się bardzo szybko. Wisła dzięki lepszej kondycji i umiejętności gry w trudnych warunkach odniosła cenne zwycięstwo nad mistrzem Ligi, Garbarnią, zdobywając temsamem zaszczytny tytuł wicemistrza Ligi i nieoficjalny tytuł najlepszej drużyny Krakowa. Pogoń wskutek przegranej z Legją spadła na czwarte miejsce, Legja gorszym stosunkiem bramek od Wisły zajęła trzecie miejsce. Ruch dzięki zwycięstwu nad Warszawianką, zajął miejsce piąte, zawsze bardzo cenne. Tak tedy zakończyły się homeryckie boje naszych piłkarzy. Obecnie idą oni na zasłużony odpoczynek, aby na wiosnę znowu podjąć trud walk o mistrzostwo.

Wisła Garbarnia 3:2 (2 :1). Mróz kilkustopniowy, oraz przenikliwy ostry wiatr, boisko posypane śniegiem »— wszystko to warunki nienormalne i stwierdzające do bitnie, iż wyznaczenie tych zawodów przez Ligę (pierwotnie mających się odbyć wcześniej) na ostatnią niedzielę listopada było niedorzecznością. Rozgrywki mistrzowskie muszą bezwzględnie w przyszłości wcześniej być ukończone!

Ostatni mecz ligowy w Krakowie między Wisłą a Garbarnią był poważną między niemi rozgrywką. Chodziło tu bowiem nie tak o tytuł t zw. nieoficjalnego mistrza Krakowa, ale przedewszystkiem o wykazanie na gruncie krakowskim swej wyższości między dwoma najpoważniejszymi przedstawicielami obecnej Ligi. Garbarnia dążyła do zaznaczenia swej przewagi i wykazania, że tytuł mistrza Polski zdobyła gładko; Wiśle natomiast chodziło o wykazanie, iż jeśli nie zdobyła tytułu mistrzowskiego, to stało się tylko na skutek przypadkowych fatalnych potknięć (wystarczy wskazać na dwie porażki na meczach z Lechją). Poza tem mógł łatwo w razie zwycięstwa przypaść Wiśle tytuł wicemistrza, a to jest też nie bez znaczenia. Dla tych właśnie wyżej wskazanych powodów, obie drużyny, zdając sobie wagę z doniosłości spotkania, wystąpiły w najsilniejszych normalnych składach, przedstawiających się następująco. Wisła: Koźmin, Pychowski, Oleksik, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II i Bajorek, Stefaniuk, Lubowiecki, Reyman, Kisieliński i Balcer Garbarnia: Gregorczyk, Wojciechowski, Konkiewicz i Bill, Skwarczowski, Wilczkiewicz i Nagraba, Riesner, Maurer, Smoczek. Pazurek i Bator.

Pierwsze minuty należą do Wisły, której szereg dobrych pociągnięć, głównie przeprowadzonych lewą stroną napadu, stwarza niejednokrotnie zamieszanie pod bramką garbarni. Po kilkunastu minutach jednak Garbarnia przychodzi do siebie, ujmuje coraz częściej inicjatywę w swe ręce i ma w tym okresie dość znaczną przewagę, jednak niezaznaczoną cyfrowo Wisła zawdzięczać to może Koźminowi, który był bez sprzecznie bohaterem zawodów w tym okresie, lego świetna interwencja, a przedewszystkiem wspaniała obrona bramki robinsonadą z „nakrywką” przed potężną „bombą” Pazurka, zdumiała poprostu publiczność i była nagradzana zasłużonymi oklaskami.

W miarę rozgrywania się rosła coraz bardziej ilość sytuacyj podbramkowych i naprężenie tak wśród zawodników, jak i na widowni Wreszcie nadeszły pierwsze celne strzały, w 28 min. pada pierwsza bramka po ładnie przeprowadzonym ataku prawą stroną Wisły, po przytomnem podaniu Lubowieckiego. Kisieliński celnym strzałem umieszcza piłkę po raz pierwszy w siatce, zdobywając zarazem nieoficjalny tytuł „króla strzelców ligowych” na r. 1931 i pozostawiając za sobą w tyle swego rywala Herbstreicha z ŁKS-u, (który do tego momentu miał równą ilość bramek z Kisielińskim).

Niedługo trwa ten sukces Wisły, przeciwnik jej napiera silnie, dążąc do wyrównania i już w 29 min. Riesner zostaje wstrzymany w swoim pędzie plecami przez obrońcę Wisły Oleksika, co sędzia nieorientujący się dobrze w przepisach karze rzutem wolnym tuż zza pola linji karnego. Po strzale Riesnera następuje zamieszanie w tyłach Wisły, które wyzyskuje Maurer, strzelając z paru kroków odległości wyrównującego goala dla Garbarni. Nie wyprowadza to z równowagi czerwonych, w 32 min. Reyman po otrzymaniu piłki od własnych tyłów wychodzi coraz bardziej naprzód, wypracowuje sobie doskonałą podbramkową sytuację i niespodziewanie podaje biegnącemu po przeciwnej jego stronie Kisielińskiemu, który w pełnym biegu głową zdobywa druga bramkę dla Wisły. Od tej pory obustronne wysiłki nie przynoszą zmiany rezultatu, nie mówiąc o tem, iż sytuacyj specjalnie groźnych dla obu stron już właściwie nie było.

Po przerwie kwadrans stoi w zupełności pod znakiem przewagi Wisły, która gra teraz z wiatrem. Piąta minuta przynosi jej trzecią bramkę i zwycięstwo zdecydowane bezpośrednio z rzutu rożnego, bitego precyzyjnie przez Stefaniuka Od tej pory wydawało się, iż wynik meczu na korzyść Wisły jest już całkowicie przesądzony. Tymczasem niefortunny sędzia wydaje znowu mylne orzeczenie, które mogło zmienić cały wynik meczu; oto w 14 minut dyktuje rzut karny przeciw Wiśle za ,rękę” Oleksika, która nie była zawinioną, ale „n a s t r z e l o n ą“. To orzeczenie należy uznać za ciężki błąd sędziego, gdyż podobnych „rąk” tak przedtem, jak i po tem na meczu nie trudno było jeszcze wiele zauważyć, ale żadna już z nich nie spotkała się z taką surową kwalifikacją arbitra. Wynikiem tego rzutu karnego było zdobycie drugiej bramki” przez Garbarnię ze strzału Konkiewicza. Druga niesprawiedliwa decyzja sędziego po trafiła zdeprymować już teraz drużynę Wisły, która gra teraz jedynie na utrzymanie wyniku, gdyż mając rozbitych skrzydłowych, nie może zdobyć się na szybkie ataki. Gra staje się równorzędną, nudną i mało interesującą i nie za sługuje już na specjalny jej opis. Ostatnie kilka minut wprowadza jeszcze pewne ożywienie, gdyż zrozpaczeni napastnicy Garbarni usiłują zmienić jeszcze wynik celnymi dalekimi strzałami, ale ostatnia instancja Wisły — Koźmin jest zawsze ca posterunku.

Zwycięstwo Wisły uznać należy za zasłużone i gdyby nie błędne rozstrzygnięcie sędziego, wypadłoby ono bardziej imponująco. Wisła udowodniła ponownie, iż stoi na tym samym wysokim poziomie, jak i poprzednio i że jest drużyną, która nie da się w Lidze tak łatwo zepchnąć z jednego z czołowych miejsc.

Tu godzi się podkreślić, iż Wisła w ciągu pięciu lat istnienia Ligi, uzyskała naogół najlepsze rezultaty. Dwukrotny mistrz, dwukrotny wicemistrz, a jeden raz zdobywca trzeciego miejsca, to wyniki istotnie zdumiewające. Świadczy to nader korzystnie o wartości tej drużyny i jej morale.

Na wyróżnienie z linji zwycięzców, grających niezwykle ofiarnie, zasługuje trio obronne z Koźminem na czele w pomocy najlepszy Kotlarczyk II, który utrzymał najgroźniejszych graczy Garbarni Pazurka i Batora, w napadzie najruchliwszym i najgroźniejszym okazał się Kisieliński, zato Reyman był najrozumniejszym graczem i dobrym kierownikiem napadu i drużyny skrzydłowi zadawalający, najsłabszy jeszcze ciągle Lubowiecki. Naogół Wisła górowała nad swym przeciwnikiem większymi jednostkowo talentami, zespołowo równiejszą okazała się Garbarnia.

W linji gospodarzy najruchliwszy Riesner, oraz lewa strona napadu, b słabi Smoczek i Maurer, w pomocy najlepszy Wilczkiewicz. trio obronne tym razem nieszczególne, Gregorczyk słaby, a niewiele lepszy jego zastępca Wojciechowski. Sędzia p. Wardęszkiewicz, którego dotychczas znaliśmy z dobrej strony, popełnił tym razem szereg rażących błędów, które nie wystawiają mu dobrego świadectwa,


Przegląd Sportowy nr 96/1931 strona 2:

Mistrz ulega wicemistrzowi
Wisła zwycięża Garbarnię po zaciętej walce 3:2


KRAKÓW. 29.11. – Tel. wł. –

Wisła: Koźmin; Pychowski, Oleksik; Kotlarczyk I, Kotlarczyk II, Bajorek; Stefaniuk, Lubowiecki, Reyman, Kisieliński, Balcer.

Garbarnia: Gregorczyk (Wojciechowski); Konkiewicz, Bill; Skwarczewski, Wilczkiewicz, Nagraba; Riesner, Mayrer, Smoczek, Pazurek, Bator

Słuszne pretensje do władz ligowych może mieć Kraków za przesunięcie aż na koniec sezonu rozgrywki dwóch lokalnych rywali, pretendujących do zajęcia czołowego miejsca w tabeli. Bo spotkanie to stanowiło dla sportowego świata nielada atrakcję, obiecującą dreszcz wrażeń i emocyj. A tymczasem co? Mróz, przeszło 8 stopni, dość silny wiatr, śliskie i twarde boisko, na które każdy upadek groził bolesnemi konsekwencjami, oto tło meczu będącego do pewnego stopnia finałem tegorocznych mistrzostw. Podziwiać też należy wytrwałość oraz ambicję tych 22 „ofiar” sportu, które naprzekór wszelkim przeciwnościom, walczyły całych 90 minut aż do końcowego gwizdka.

Opis meczu

Losowanie, gwizdek i już widzimy Koźmina broniącego w ładnym stylu swojej bramki przed silnym strzałem Pazurka. Dla rozgrzewki przeprowadza teraz atak Wisła, ale centry Stefaniuka nie mógł złapać Balcer, a usiłowanie Lubowieckiego, aby ręką zdobyć dla swoich barw gola zauważa sędzia. Trójka napadu Garbarni udanie przejeżdża tyły gości, ale Koźmina nie tak łatwo skłonić do kapitulacji. Gdy Reyman za późno decyduje się na strzał i traci piłkę, boiskiem zawładnęła bezapelacyjnie Garbarnia, która nie wypuszcza inicjatywy i rozpoczyna formalne oblężenie bramki Wisły. Bomba Riesnera o mało nie wpada do siatki, a następny atak przerywa sędzia, krzywdząc rzekomym spalonym gospodarzy. Centrę Riesnera chwyta Pazurek, który piłkę kieruje w stronę bramki, ale Koźmin jest na stanowisku i wspaniale broni na róg. Bramkarz czerwonych jak w ukropie uwija się , a Smoczek, Pazurek i Maurer nie dają mu ani chwili odpoczynku. Drugi korner Garbarni przynosi silny strzał Pazurka, który trafia w słupek i gdy zdaje się, że Maurer już, już ulokuje piłkę w siatce, Koźmin nie daje za wygraną i w beznadziejnej sytuacji chwyta fenomenalnie. To było podnietą dla Wisły, która oswobadza się z przewagi i uzyskuje róg dla siebie, a z niego w 26-ej min. Kisieliński zdobywa pierwszą bramkę. Niedługo jednak Wisła cieszy się powodzeniem, bo następna minuta przynosi wyrównanie po wolnym, bitym przez Riesnera. Zamieszanie jakie się wytworzyło, wykorzystuje Maurer i mimo rozpaczliwej obrony Koźmina gol siedzi. Teraz obie strony przeprowadzają żywe ataki. Szczęśliwsza jest Wisła. Rejman biegnie za wypuszczoną na prawe skrzydło piłką i centruje, a nadbiegający Kisieliński główką lokuje ją w bramce Gregorczyka, nie bez lekkiej jego winy. Obronę świątyni Garbarni obejmuje teraz Wojciechowski, który już za chwilę łapie idący w jego róg fałsz Balcera. Reszta czasu do przerwy należy do gospodarzy, w których szeregach często oszczędza się Maurer, mający największą sposobność do strzału.

Po zmianie stron inicjatywę ma Wisła. Garbarnia pozwala bowiem odetchnąć tyłom czerwonych i daje możność atakowi Wisły do przeprowadzenia akcyz ofensywnych, które prowadzą do trzeciej bramki, a z nią do zdobycia trzech punktów. Gdyby jednak bronzowi zaraz po przerwie przypuścili szturm to zmusiliby Wisłę do cofnięcia swoich przednich formacyj i rezultat mógłby być inny. Tymczasem atak spodziewając się może, że Koźmin zmarznie i będzie może mniej odporny na strzały, wpadł w pułapkę, bo czerwoni nabrawszy animuszu zdobyli teren i jak w pierwszej części Garbarnia, tak oni teraz naciskali. Lubowiecki strzela trochę niecelnie, ale już następną bombę Kisielińskiego z trudnością kieruje Wojciechowski na róg. Z niego to w 5-ej minucie Stefaniuk zdobywa trzecią bramkę. Strzał Balcera przechodzi obok słupka, a wkrótce potem znów korner dla Wisły. Garbarnia znów otrząsa się z przewagi i już wolny, bity przez Riesnera ociera się o słupek. Centrę tego samego zawodnika chwyta na głowę Smoczek, ale piłka trafia w poprzeczkę.

Przy następnym ataku Oleksik dotyka ręką piłki. Rzut karny egzekwuje w 17-ej min. Konkiewicz i zamienia go na drugą bramkę dla Garbarni, ustalając temsamem wynik dnia. Od tej chwili gra jest raczej wyrównana i raz jedna, a raz druga strona znajduje się pod bramką przeciwnika. Ale obaj bramkarze skutecznie interweniują. Pod koniec gra staje się ostrzejsza, to też częstsze są rzuty wolne.

Opinie pomeczowe

Właściwie Garbarnia zasłużyła chociażby na remis, a jeżeli nie uzyskała żadnego punktu, to pretensje powinna mieć nie do siebie lecz do Koźmina. Oba zespoły wykazały duży zasób umiejętności, zapału, energii i szybkości i strzałowo były nieźle dysponowane, co sprawiło że zawody stały na wysokim poziomie, były ciekawe, a przebieg gry przy żywem tempie, emocjonujący. Na pierwszy plan wysunął się bramkarz Wisły Koźmin. Obrońcy obydwaj równomierni i spokojni. Z pomocy najlepszy Kotlarczyk II, brat jego nabrał rozmachu dopiero w drugiej połowie. Bajorek sprytnie wziął sobie za cel uruchomienie Maurera, słusznie kombinując, że przez to niedopuści do należytego rozegrania się Riesnera i cel swój po przerwie osiągnął. W ataku wyróżnić trzeba skrzydłowych, przyczep Balcer, dzięki swoim biegom i przebojom, miał przewagę nad Stefaniukiem. W trójce środkowe Riesner był ruchliwszy niż zwykle, a strzelec obu bramek, Kisieliński, zyskał by wiele, gdyby pozbył się zbyt ostrej gry. Lubowiecki był lepszy, jak na ostatnim meczu. U gospodarzy obaj bramkarze byli najsłabszą częścią drużyny ponosząc winę przy wszystkich bramkach. Z obrońców Bill był lepszy i aktywniejszy. Konkiewicz nie miał swego dnia. Obaj boczni pomocnicy odpowiedzieli zadaniu, a Wilkiewicz do przerwy zakasował swoje vis a vis. W napadzie brylował znów Pazurek, który strzelał jak nigdy. Że żaden z jego strzałów nie wszedł do bramki , jest to zasługa Koźmina. Smoczek wyrabiał pozycję swoim partnerom, oddawał piłkę dokładnie i celowo, w ogóle był dobrym centrem ataku. Czy Bator, czy Riesner był lepszy, trudno rozstrzygnąć. Plusem Riesnera było chyba to, że z jego centry padły oba gole. Maurer zbyt mało serca wniósł do gry i zanadto się oszczędzał. Pod koniec zawodów jednak braki te znikły. Pan Wardęszkiewicz, jako arbiter, popełnił coprawda kilka błędów, niemniej jednak narzekać na niego nie można.

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Tygodnik Sportowy. 1931, nr 33

Kraków, 30 listopada. Niefortunną była dla zwolenników zawodów ligowych, jak i samych zawodników ostatnia niedziela. Kilkostopniowy mróz, boisko zmarznięte, przysypane śniegiem, przenikliwy wiatr — wszystko to stwarzało warunki jak najprzykrzejsze tak dla widza, jak i graczy, dla których prawdziwem poświęceniem było branie udziału w takich okolicznościach w zawodach. Złożyło się przytem, iż rozgrywki niektóre, a specjalnie Garbarni z Wisłą oraz Legji z Pogonią miały decydować o zajęciu ważnych miejsc w tabeli ligowej. Przedewszystkiem na czoło wybijało się spotkanie krakowskie, w którem chodziło o zdobycie ewent. tytułu wicemistrz. Ligi, jak i nieoficjalnego tytułu mistrza Krakowa, a jeszcze bardziej o moralne jego znaczenie w rodzaju udokumentowania swej wyższości. Zwycięzcą wyszła Wisła, która pobiła świeżo upieczonego mistrza i to na jego boisku, dając dowód, iż nie jest w każdym razie od niego gorszą w obecnej formie. Spotkanie warszawskie nie przyniosło niespodzianki, Legja jest drużyną lepszą, słusznie zwyciężyła i zajęła trzecie miejsce, a Pogoń winna być zadowoloną, iż w obecnym swym składzie wyszła tak wysoko w tabeli (4-te. miejsce), odgrywając w tegorocznych rozgrywkach już doniosłą rolę. Zwycięstwo Czarnych potwierdziło tylko dalszy spadek Cracovii, tej świetnej ongiś drużyny, nad czem tylko można ubolewać. Zwycięstwo Ruchu w meczu z Warszawianką wyciągnęło słusznie tą drużynę śląską na wyższe piąte miejsce w tabeli, jest to mała, ale bardzo mała rehabilitacja piłkarstwa śląskiego po porażkach Naprzodu z Lipin. Poniżej dajemy sprawozdania z ostatnich zawodów ligowych, jak i pełną tabelę Ligi.

Wisła-Garbarnia 3:2 (2:1). Kraków, 29 listopada. Odkładany dwukrotnie przez Ligę mecz, odbył się wreszcie w warunkach dość niezwykłych, bo przy kilkustopniowym mrozie. Ten nie potrafił odstraszyć entuzjastów, którzy — w liczbie około 1200 — nie chcieli pozbawić się przeżywania emocji, jakie mu siało dać to spotkanie. Pozbawione wpływu na tytuł mistrza, mogło przynieść Wiśle drugie miejsce, a z niem pełny sukces Krakowa. Dalszem znaczeniem wyniku tego spotkania była kwestja prestige‘u, który z jednej strony nie pozwalał mistrzowi ugiąć się przed niższym w tabeli, z drugiej natomiast miał być dla Wisły moralnym atutem w razie jej zwycięstwa. Ostatnim wreszcie czynnikiem miało być ustalenie nieoficjalnego mistrza Krakowa. T A B E L A L IG O W A . UWAOA: Cyfry w polach dolnych oznaczają wyniki uzyskane na własnem boisku. Suma tych czynników o decydującem znaczeniu, wpłynęła na jakość gry. Była to walka, w której nie było czasu na bawienie się w sztukę gry. Do każdej piłki dochodzono, żadnej bez walki nie oddano przeciwnikowi. Że ucierpiał on przytem dość często, szczególnie w drugiej połowie gry, część winy tego ponosi sędzia p. Wardęszkiewicz, którego rozstrzygnięcia co do rzutów wolnego i karnego (po których padły bramki Garbarni) były mylne. Poziom gry był bardzo różny. 25 minut pierwszej połowy pozwoliły Garbarni zademonstrować b. ładną grę, której Wisła przeciwstawiła tylko Koźmina. Późniejsze zrównoważenie się gry miało już tylko sporadyczne akcje, stojące na wyższym poziomie. Przeważnie natomiast grano ostro, mało dokładnie. Obie strony mogły znacznie zmienić wynik. Zwycięstwo Wisły jest zasługą w pierwszym rzędzie Koźmina. Ofenzywa Garbarni w pierwszej połowie, łamiąca łatwo pomoc i obronę Wisły, napotkała w Koźminie na przeciwnika, któremu w tym dniu musiała ulec. Nieprawdopodobne robinsonady ziemne i powietrzne, chwyt piłki w najtrudniejszych sytuacjach, to wszystko dokonywane było przez Koźmina tak lekko, spokojnie, a przytem pewnie, że zasłużył tem na miano ekstraklasy. Każdy inny bramkarz w bramce Wisły, to utrata 3—4 bramek. Wartość gry Koźmina w tym czasie podnosi słaby poziom gry reszty drużyny, którą dopiero pierwsza bramka poprawia. Żadna z linij nie zbliżyła się nawet do gry bramkarza. Na twardym gruncie, wymagającym opanowania ciała, nie czuli się obaj obrońcy pewnie. Oswoiwszy się z warunkami, poprawili się. Pychowski mądrzejszy od Oleksika, silniejszego fizycznie. Bardzo słabym był start pomocy, która nic nie mogła przeciwdziałać ofenzywie gospodarzy. Zmiana nastąpiła z chwilą pierwszych oznak zmęczenia u pomocy Garbarni, która zarżnęła się narzuconem tempem pierwszego okresu gry. Teraz dopiero ujawniła się p o tę g a gry Kotlarczyków , do których po przerwie zbliżył się Bajorek, nie mający coprawda tyle pracy co poprzednio. Wartość gry ataku stała niżej od pomocy. Bardzo mało aktywny w pierwszej połowie, groźniejszy stal się w drugiej. Balcer był tu tankiem, źle obsługiwanym, a przytem pieczołowicie pilnowanym. Ambicją i pracowitością górował nad resztą. Kisieliński, strzelec dwóch bramek, był niebezpieczny pod bramka, gilzie wyzyskiwał swój poprawiający się strzał. Impetowi i okazałości fizycznej lewej strony przeciwstawiały się wysiłki kombinacyjne Lubowieckiego i Stefaniuka na prawej stronie. Ostra gra widocznie im nie odpowiada. Reyman slaby do pauzy, potem był ruchliwszym.

Pokonany mistrz Ligi nie dotrzymał tego, co zapowiadał w pierwszym okresie gry, gdy ataki i strzały szły na bramkę Koźmina. Nieekonomiczna gra pomocy ma w tem swój udział, że poziom całości opadł później znacznie i nie była zdolną zmusić Koźmina do kapitulacji.

Bezpośrednimi sprawcami porażki są bramkarze Garbarni Gregorczyk i jego zastępca Wojciechowski. Obaj puścili bramki, które w zestawieniu z grą Koźmina dyskwalifikują ich gruntownie.

Bill tym razem przewyższa! Konkiewicza skutecznością, a nawet jakością wykopu. W sumie zadowolili. Linja pomocy miała doskonały okres 25 minut. Zasznurowała wtedy całkowicie pole Wisły, nie dopuszczając jej graczy do piłki. Uległszy skutkom nadmiernego wysiłku w tym czasie, stała się potem całkiem przeciętną tak ofenzywnie, jak i w obronie. Było to typowem u Wilczkiewicza. Obaj skrajni lepsi defenzywnie.

Napad Garbarni dał dowód wysokich umiejętności, ale też i wyczerpania nerwowego na skutek gry Koźmina, co w rezultacie uczyniło go nieskutecznym w strzałach.

Niespodziankę sprawił tu Pazurek. Martwa przez cały rok lewa noga ożyła. Ona też uczyniła go najgroźniejszym strzelcem na boisku, niestety reszcie przeszkodził Koźmin. Bator był szybkim i energicznym, nie zawsze jednak potrafił uwol nić się z opieki Kotlarczyka II. Drugi skrzydłowy Riesner, mało wyzyskiwany, miał świetne momenty. Utrudniała mu grę słaba forma Maurera, nie umiejącego przystosować się do terenu. On też był najsłabszym napastnikiem. Smoczkowi starczyło sił tylko na pól godziny i wtedy był bardzo dobry. Późniejszej jego gry nie można uznać za dobrą.

Skład drużyn i przebieg gry .

Drużyny wystąpiły w składach: Wisła: Koźmin. Pychowski, Oleksik, Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Bajorek, Stefaniuk, Lubowiecki, Reyman, Kisieliński i Balcer, Garbarnia: Gregorczyk (Wojciechowski), Konkiewicz, Bill, Nagraba, Wilczkiewicz, Skwarczowski, Riesner, Maurer, Smoczek, Pazurek, Bator.

Pierwszy strzał Pazurka w róg broni Koźmin, przez krótki czas atakuje Wisła, lecz nieskutecznie, Kiks Pychowskiego daje pozycję Smoczkowi, lecz len słabo strzela. Od tej chwili przeważa Garbarnia Dwukrotny strzał Maurera mija bramkę. Za chwilę pięknie broni Koźmin voley Pazurka na korner. Serja strzałów staje się łupem Koźmina. Do najpiękniej szych należy obrona strzału Smoczka i potem Pazurka robinsonadą powietrzną. Atak Wisły rzadko zdobywa się na przejście linji środkowej boiska. Zbyt wysunięta pomoc Garbarni nie może przeszkodzić wypadowi Wisły, która w 26 min. uzyskuje korner, po którym z zamieszania pierwszy punkt uzyskuje Kisieliński. Już w następnej minucie wyrównuje Maurer w podobny sposób. Gra wyrównuje się. W 32 min. atak Stefaniuka kończy się podaniem do środka góra, a nadbiegający Kisieliński głową kieruje piłkę do bramki, gdzie Gregorczyk wyraźnie za późno interwenjuje. Zmieniony na Wojciechowskiego, opuszcza Gregorczyk bramkę. Dalsze minuty nie przynoszą nic ciekawego.

Trzeci punkt Wisły pada po przerwie w o min. przez Stefaniuka, który bezpośrednio z rzutu rożnego umieścił piłkę wprost w siatce. Wygrana Wisły jest tem umocniona. Obie drużyny wysilają się wprawdzie, gra staje się coraz ostrzejsza, razi za to brak dokładności. W 13 min. Smoczek głową skierowuje piłkę na poprzeczkę. Za rękę Oleksika podyktowany rzut karny zamienia Konkiewicz w drugi punkt. Garbarnia potęguje wysiłki, te nie wystarczają. Jeszcze w 40 min. Riesner ucieka i strzela, lecz świetna robinsonada Koźmina wyjaśnia sytuację. Ostatnie minuty znamionuje szereg rzutów wolnych. Jeszcze dwa strzały Pazurka i koniec tegorocznych emocyj ligowych.


Pogoń przegrywa z Legią i spada na 4. pozycję w tabeli.