1932.06.29 Polonia Warszawa - Wisła Kraków 0:1

Z Historia Wisły

1932.06.29, I liga, 9. kolejka, Warszawa, Stadion Polonii, 18:00
Polonia Warszawa 0:1 (0:1) Wisła Kraków
widzów:
sędzia: Błachut
Bramki
0:1 30' Henryk Reyman
Polonia Warszawa
2-3-5
Kisieliński
Stefan Jelski
Bułanow
Seichter
Ałaszewski
Odrowąż
Szczepaniak
Puchniarz
Łańko
Suchocki
Biedrzycki

trener:
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Józef Kotlarczyk
Eugeniusz Oleksik
Mieczysław Jezierski
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Aleksander Stefaniuk
Artur Woźniak
Henryk Reyman
Jan Reyman
Mieczysław Balcer

trener: brak
Wg RDT nr 27, gol samobójczy Bułanowa.

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Relacje prasowe

Przegląd Sportowy, nr 53, 2 lipca 1932, str. 4:

Wisła – Polonia 1:0
Mecz dymisjonawanych wielkości

Pierwszy tegoroczny występ dwukrotnego ex-mistrza Ligi w Warszawie wypadł nad wyraz mizernie. Doprawdy patrząc na dzisiejszą Wisłę, nie chciało się wierzyć, że grają w niej Ci sami gracze, dla których kilka lat temu nie było przeciwnika w Polsce. Nadwyraz słaba technika, brak ciekawszej myśli, złe ustawianie się i podawanie piłki – oto wszystko. Wspaniały duch bojowy zniknął bez śladu; czasami były tylko sekundy, gdy błysnęły resztki wielkich talentów Balcera, Kotlarczyka i Reymana I-go. Ale były to raczej momenty przykre niż wzniosłe: znamionowały zmierzch i zachód. Polonia grą swoją przystosowała się znakomicie do przeciwnika: szarość, przeciętność, nuda, brak zespołowości. Wogóle mecz robił wrażenie, nie walki t. z. szumnie (o jak bardzo szumnie) polskiej ekstraklasy, lecz zawodów towarzyskich dwu miernych drużyn w których opylonych w kurzu old-boyów pomieszano z żółtodziobymi młodzikami. Rezultat był smutny: przykro było patrzeć.

Zwycięzcy wystąpili w składzie: Koźmin; Kotlarczyk II, Oleksik; Jezierski; Kotlarczyk I; Bajorek; Stefaniuk, Artur, Reyman I, Reyman II, Balcer.

Polonia: Kisieliński, Jelski, Bułanow; Seichter; Ałaszewski, Odrowąż; Szczepaniak, Puchniarz, Łańko, Suchocki, Biedrzycki.

Pierwsze pół godziny, a prawdę mówiąc cały mecz był walką obu drużyn z piłką. O jakże okropnie ona przeszkadzała ona graczom, jak dziwnie była nieposłuszna i krnąbrna! Zresztą, jak zwykle gospodarze postarali się o to, aby zamiast jędrnej elastycznej, idealnie okrągłej piłki dać jakąś starą, pokrzywioną, więznącą w bucie purchawkę. Okazuje się, że 10 czy 15-cie lat doświadczenia nie wystarcza nawet po to, aby wiedzieć, że dobra piłka to conajmniej 20-cia procent dobrej pięknej gry. A może piłkarze nasi są tak dumni swych umiejętności, że grają umyślnie złymi piłkami, aby nie mieć wykrętów, iż złej baletnicy... Krótko mówiąc mecz był haniebny. Balcer robił wrażenie stumetrowca wypuszczonego po raz pierwszy na boisko piłkarskie. Reyman II-go – człowieka chorego na podagrę, jego starszy brat – starego dżentelmena, który gra aby rozruszać swe kości i mięśnie, Artur i Stefaniuk – wstępniaków szkoły piłkarskiej.

Ostoją drużyny była pomoc i bramkarz. Koźmin, mimo że nie najpewniejszy technicznie, interweniował zawsze skutecznie i w porę. W pomocy dobrą starą szkołę zademonstrował przedewszystkim Bajorek, który mimo absolutnego braku biegu i sztywności, prawie zawsze znajdował się na stanowisku. Kotlarczyk I niezły, ale nie trzeba zapominać, że na vis-a-vis miał tylko Łańkę i Ałaszewskiego. Jezierski jaki taki.

Obrońcy byli już słabsi, bo to że nie stracili bramki jest raczej zasługą Koźmina, a prawdę mówiąc... napadu przeciwników. Indywidualnie Kotlarczyk II lepszy od surowego jeszcze i „dzikiego” Oleksika.

Polonia miała dwu dobrych graczy: Bułanowa i Seichtera, pięciu przeciętnych: Jelskiego, Szczepaniaka, Suchockiego, Ałaszewskiego o Odrowąża; czterech... lepiej nie mówić. Zwłaszcza Puchniarz, a przedewszystkim Biedrzycki dali wprost koncert gry bezmyślnej i poprostu kompromitującej.

Mimo tak potwornych luk w swej ofenzywie do gospodarzy należało 60 procent gry. Mamy jednak wrażenie, że 100 procent też nie wystarczyłoby, aby strzelić choć jedną bramkę. Ci panowie po prostu nie mają o tem pojęcia, jest to dla nich tak niemożliwe do rozwiązania jak kwadratura koła, czy stworzenie perpetuum mobile. Liczyć oni mogą tylko na przypadek, ale te nie zjawiają się niestety na każdym meczu, wiec rezultat brzmiał rzecz jasna do zera.

Cóż można jeszcze o meczu takim napisać. Chyba to że sędzia p. Błachut ze Śląska dostosował się zgodnie do całego towarzystwa i był w swych rozstrzygnięciach równie nieudolny jak gracze w swych „majstersztykach”. Tak więc pierwsza bramka padła w 30-ej min. po pięknym biegu, ale jeszcze ładniejszym odepchnięciu Seichtera ręką przez Balcera ze strzału Reymana wspomaganego przez... Odrowąża.

Natomiast drugi gol strzelony w dwie minuty potem zupełnie prawidłowo przez Reymana II z centry Stefaniuka został nieuznany z powodu rzekomego spalonego. Pozatem było jeszcze kilka obustronnych popisów (Balcer, Łańko, Biedrzycki) jak nie należy strzelać do bramki, no i gorące oczekiwanie kiedy ta nuda nareszcie się skończy.

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Tygodnik Sportowy. 1932, nr 27

Wisła -Polonia 1:0 (1:0)

Warszawa, 29 czerwca.

Rezultat mówi, że Wisła wygrała zawody. W rzeczywistości Polonja sama się pokonała, gdyż okazało się, iż pechowna próba Butanowa odebrania piłki Reymanowi I zakończyła się „samobójczą“ bramką, która jednocześnie była jedyną bramką strzeloną na tych zawodach. Obie drużyny miały „murowane" sytuacje do strzelenia bramki. Raz Łańko, stojąc w samej bramce, jakimś dziwnym sposobem zdołał z niskiej centry Biedrzyckiego strzelić ponad bramkę, z podobnej sytuacji spudłował Balcer, zaś Reyman II nie trafił do pustej bramki. Jedna była godna pamięci akcja, która wywołała szczery podziw publiczności. Stefaniuk minął Odrowąża i dociągnął aż do linji autowej, skąd zcentrował równolegle do bramki. Artur strzelił regularną bramkę, lecz sędzia jej nie uznał. P. Blahut widział „ spalony “ (?).

Najpiękniejszy strzał oddał Reyman I z rzutu wolnego. Piłka strzelona z odległości 30 metrów szła w sam róg bramki i jedynie przytomna powietrzna robinsonada Kisielińskiego uratowała Polonję od straty punktu.

W młodej generacji nie widzimy piłkarzy, którzyby wykazywali takie opanowanie techniki strzału, jak to oglądaliśmy u Reymana, Steuermana lub Garbienia. Gdyby sposobem tenisowym należało ustalić według zasług środowych listę kolejności graczy, to na pierwszem miejscu znalazłby się Koźmin, który jest obecnie w r e p r e z e n t a cy j n e j formie. Trudno powiedzieć, kto lepszy, on czy Albański. Na drugiem miejscu postawiłbym Bajorka, który był wystarczająco szybkim na Szczepaniaka i który obok Koźmina najwięcej przyczynił się do zwycięstwa Wisły. Potrafił bowiem utrzymać w szachu Szczepaniaka, a wiadomo, że gdy Szczepaniak nie może oddawać swoich celnych center, to niema amunicji do strzałów i Polonia nie może strzelić bramki. Dalsze miejsca zajęliby ex aequo: ,Ałaszewski, Kotlarczyk 1, Łańko, Balcer i Szczepaniak.

Poraź pierwszy oglądaliśmy w Warszawie narybek Wisły i przyznać musimy, iż jest on o wiele lepszy od tego, który posiadają warszawskie kluby.

Najbardziej podobał mi się Stefaniuk, który już dziś jest zaawansowany w technice, dobrze prowadzi piłkę i miękko centruje. Centry jego jeszcze są za krótkie. Na meczu psuł dużo pozycyj przez przedwczesne wybieganie na „spalony“. Może jednak tych „spalonych" nie było tyle, ile ich sędzia widział.

Drugi człowiek przyszłości Wisły, to Artur. Posiada on mniejsze wyszkolenie techniczne, za to jest szybszy. Zrozumienia gry pozycyjnej nie wykazuje w stopniu nie zbędnym dla dobrego łącznika, lecz rutyny nabierze z czasem. Jezierski ma duże zadatki na przyszłość i już dziś nie jest gorszym od niejednego pomocnika. Do klasy Kotlarczyka jeszcze mu jednak daleko.

Jedynie Oleksik — przynajmniej w tej formie, w której oglądałem go w Warszawie — nie legitymuje niczem awansu do ligowej drużyny. Wykop ma niepewny i krótki, start słaby, a takling niedostateczny. Obaj obrońcy Wisły robili wrażenie pomocników, grających w obronie Wzmocnienie drużyny Polonji Suchockim nie odniosło skutku, może dlatego, iż Suchockiego przesunięto na stanowisko lewego łącznika. Kierownictwu Polonji żal bowiem było pominąć w składzie Biedrzyckiego, który jest najbardziej utalentowanym juniorem Polonji i ostatnio nawet zdobywcą bramek. Suchocki ani nie potrafił nawiązać kontaktu z Łańką, ani samemu wyrobić sobie pozycję do strzału. Atak Polonji z trzema skrzydłowym nie był zdolny do kombinacyjnej akcji.

Dziwna rzecz! Cała trójka środkowa Polonji Malik, Pazurek i Ogrodziński, której Polonia przed dwoma laty zawdzięczała tyle triumfów jest dziś poza pierwszą drużyną, w tem jednak Pazurek przymusowo. Polonia dużo im zawdzięcza, gra ich bowiem zjednała Polonji wielu zwolenników. Szereg niepowodzeń prawdopodobnie osłabił sympatję. Mecze Legji cieszą się większą frekwencją i na zawodach Polonji nie słychać już tego dopingu publiczności, co dawniej. Przyczyną tego może być i to, iż młodzież szkolna, ci najbardziej gorący widzowie, rozjechała się na urlop.

Publiczność nie protestowała przeciwko sędziemu. Rzadko się to zdarza, aby sędzia potrafił dogodzić widzom, jeszcze rzadziej, aby nie odbyło się to kosztem drużyny przyjezdnej. Nie posądzam sędziego o rozmyślne krzywdzenie Wisły, ale tak się jakoś składało, iż z błędnych jego rozstrzygnięć odnosiła korzyść ty l k o P o l o n i a .

Dr. S. Mielech.


Ligowcy żyją sprawą Żurkowskiego z Czarnych, którym groziły walkowery za grę tego gracza. Gdyby tak się stało nastąpiłaby rewolucja w tabeli ligowej (Czarni mogli stracić walkowerem nawet 9 pkt.) Wisła ósma w tabeli, której zaczęła przewodzić Cracovia.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1932, nr 180 (1 VII)

Wisła-Polonia 1:0 (1:0).

Warszawa, 29 czerwca (Asz). Drużyny wystąpiły w nast. składach: Polonja: Kisieliński, Bułanow, Jelski, Seichtcr, Ałaszewski, Odrowąż, Szczepaniak, Puchniarz, Lanko, Suchocki i Biedrzycki. Wisła w zespole normalnym.

Gra prowadzona była w wolnem tempie, mając tylko momenty interesujące. Naogół żadna z drużyn nie miała przewagi, były tylko raz okresy po tej, raz po drugiej stronie. Wisła była jednak lepsza kombinacyjnie technicznie i choćby z tego powodu zasłużenie mecz wygrała.

Najlepszą jej linją była pomoc z Kotlarczykiem I na czele, który przypomniał swoją grą swoje najlepsze czasy. Obok nie go na wyróżnienie zasługuje Bajorek, aczkolwiek miał ciężką przeprawę z Szczepaniakiem.

Obrona była ogromnie niepewna i dawała się we znaki Koźminowi, który zmuszony był interweniować przeto niejednokrotnie w b. ciężkich sytuacjach, ale z powodzeniem. Niedopisali też obaj łącznicy, ze skrzydłowych Balcer lepszy, nadawał ciąg zespołowi, rwał sam ostro naprzód, ale pod bramką zbyt prymitywny. Stary Reyman za powolny.

Z Polonji najlepszy Szczepaniak i Suchocki, Łańko dobry w podawaniu, zawodzi natomiast w pojedynkach. W linjach defensywnych wyróżnili się Bułanow, Seichter, poprawił się też Kisieliński.

Przechodząc do przebiegu gry podkreślić należy, iż początkowo ma przewagę Polonia. Ostatnią i niezawodną instancją jest zawsze Koźmin. Zwolna Wisła ujmuje inicjatywę. W 29 min. Balcer marnuje świetną okazję do strzału na bramkę. — W 31 min. pada decydujący goal o zwycięstwie, uzyskany przez Reymana I nie bez pomocy Bułanowa. W 33 min. Reyman II zdobywa regularną zupełnie bramkę, której sędzia p. Błachut z wiadomych chyba tylko jemu przyczyn nie uznaje, gdyż cała publiczność nie mogła zrozumieć tego niewłaściwego orzeczenia. Po przerwie tylko pierwsze minuty należą do Polonji, gdyż później gra jest całkiem równorzędna. Szczepaniak przechodzi na pozycję łącznika, ale to nic nie pomaga, wynik zwycięski dla Wisły utrzymuje się aż do końca meczu. Sędzia p. Błachut nie nadaje się do prowadzenia meczów ligowych.