1932.09.18 Ruch Chorzów - Wisła Kraków 5:0

Z Historia Wisły

1932.09.18, I liga, 15. kolejka, Hajduki Wielkie, boisko Ruchu,
Ruch Hajduki Wielkie 5:0 (1:0) Wisła Kraków
widzów: 4.000
sędzia: Karol Wieczysty ze Lwowa
Bramki
Gwóźdź 27'
Gwóźdź 54'
Gwóźdź 60'
Peterek 62'
Peterek 64'
1:0
2:0
3:0
4:0
5:0
Ruch Hajduki Wielkie
2-3-5
Kurek
Cieślik
Wadas
Dziwisz
Badara
Zorzycki
Włodarz
Gwóźdź
Peterek
Gemsa
Urban

trener: brak
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Józef Kotlarczyk
Władysław Szumilas
Mieczysław Jezierski
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Stanisław Czulak
Artur Woźniak
Henryk Reyman
Jan Reyman
Mieczysław Balcer

trener: brak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Tygodnik Sportowy. 1932, nr 38

Sensacyjna porażka Wisły w meczu z Ruchem 0:5 (0:1)

Katowice, 18 września, (tel. wł.) Półtoramiesięczna prawie przerwa w spotkaniach ligowych na Śląsku, oraz zapowiedź przyjazdu krakowskiej Wisły, której występy jeszcze od czasu spotkań z I. F. C. łączą sic z pewnemi sensacjami, ściągnęły na boisko Ruchu około 4000 widzów, łaknących nowych wrażeń i emocyj piłkarskich. I nie zawiedli się widzowie w swych oczekiwaniach.

Interesująca gra przez cały okres zawodów, jak i pokaźna ilość bramek zadowoliły w zupełności ten lokalny „głód piłkarski“. Sam wynik był dla wszystkich niespodzianka tern większa, iż wypadł za wysoko mimo, iż Ślązacy pałali chęcią odwetu za porażkę poniesioną w stolicy z Warszawianką.

Obie drużyny wystąpiły w swych najlepszych składach. Wisła: Koźmin, Kotlarczyk II, Szumilas, Jezierski, Kotlarczyk, Bajorek, Czulak, Artur, Reyman I, Reyman II, Balcer. Ruch: Kurek, Cieślik, Wadas, Zorzycki, Badura, Dziwisz, Urban. Gemza, Peterek, Gwóźdź, Włodarz.

Pierwsze minuty nie wróżą gospodarzom pomyślnego wyniku. Wisła bowiem usadawia się w pierwszej połowie na długi okres na połowie Ruchu, wykazując bogatą skalę swych umiejętności piłkarskich. Gwałtowne tempo, jakie narzucili goście zaskoczyło Ślązaków, którzy zastosowali grę defensywną. Wisła gra w tym okresie doskonale, atak prowadzony przez doświadczonego Reymana I stwarza raz poraź niebezpieczne momenty podbramkowe, cofając się też wrazie potrzeby do tyłu o piłkę. W 7 minucie Artur trafia w słupek, groźne zaś strzały Balcera i Reymana II wyłapuje z pewnością Kurek. Pomoc gości z Kotlarczykiem na czele „rozkręconą“ należycie jest panią sytuacji. W każdej chwili winna paść bramka dla Wisły.

Pewną sytuację stworzoną dla Reymana II przez Balcera, ofiarną robinzonadą w nogi, likwiduje bramkarz Ruchu. Zwolna otrząsają się jednak Ślązacy z przewagi, a jeden z nielicznych ataków przynosi im niespodziewanie w 22 minucie „prowadzenie“ ze strzału Gwoździa, któremu przytomnie wyłożył piłkę Peterek pomiędzy obrońców Wisły. Gra przybiera na żywości, wyrównanie wisi na włosku. Ostatnią jednak okazję marnuje Artur, na skutek energicznej interwancji Kurka, a piłkę biegnącą do pustej bramki, w ostatnim momencie wyłapuje obrońca Ruchu. Jeszcze jedna sytuacja, gdzie Kurek z głowy zabiera Reymanowi I piłkę, kończy pierwszą połowę. Po przerwie wszyscy oczekiwali rewanżu Wisły.

Tymczasem jednak na odmianę Ruch ujmuje inicjatywę gry w swoje ręce. Niezaradny dotychczas Peterek przypomina sobie o swych lotnych i groźnych skrzydłach — i na rezultat nie trzeba było długo czekać. Już w 7 minucie Włodarz, wypracowawszy sobie sytuację — strzela, Gwoźdź delikatnie „przedłuża“ i gospodarze prowadza 2:0. Strzelonej w następnej minucie bramki po kornerze przez Ruch sędzia nie uznaje z powodu „spalonego“. Nic teraz nie jest w stanie przeciwstawić się naporowi gospodarzy. Peterek forsuje raz poraź Urbana, który dziwnie łatwo daje sobie radę z lewą stroną pomocy Wisły, fabrykując ku uciesze widzów na poczekaniu kornery. Rzecz jasna, że wreszcie z jednego z nich Gwóźdź poraź trzeci w li minucie pakuje piłkę do-bramki Wisły. Los Wisły jest już przypieczętowany, a dalsze dwie bramki w 16 i 19 minucie, będące dziełem Peterka, były wymownym d o wiem całkowitego załamania się gości.

Gra staje się teraz spokojna. Zwolennicy Wisły oczekujący na jakiś „zryw“ gę strony gości, ci jednak zrezygnowali z godnością prawdziwych sportowców opuszczają po gwizdku sędziego p. Wieczystego boisko, a rozentuzjazmowana publiczność z radością przyjmuje zwycięstwo Ślązaków.

Reasumując teraz przebieg zawodów w pierwszym rzędzie zastanowić się należy, w czem leżała przyczyna tak wysokiej porażki Wisły posiadającej przecież w pierwszej połowie zdecydowaną przewagę. Na taki wynik bowiem goście nie zasłużyli i trzeba to objektywnie podkreślić. Przedstawiali bowiem zespół doskonały, przewyższający Ślązaków pod względem technicznych oraz innych umiejętności piłkarskich, ale zapomnieli o najważniejszej rzeczy, że w każdej walce, należy umiejętnie rozłożyć swoje siły. Narzuciwszy bowiem w pierwszej połowie gwałtowne wprost tempo, wyładowali „Wiślacy“ wszystkie swoje siły tak, iż w drugiej połowie zmuszeni byli przypatrywać się tylko grze Ślązaków przewyższających ich kondycja fizyczna, ofiarnością) i wytrzymałością.

Zresztą Koźmin w bramce mógł obronić trzy goale, nie zdobywając się na szybką i energiczną interwencję w sytuacjach podbramkowych, czem ustępował Kurkowi, poprawiającemu się z meczu na mecz. Z obrońców Wisły Kotlarczyk II. wraz z Jezierskim stanowili mur dla Włodarza. Szumilas z Bajorkiem grają zato bardzo niepewnie, dlatego też Urban dawał sobie z nimi radę.

Z tej strony padło też 90% bramek (!) Kotlarczyk I. przechodził w ciągu tych 15 minut, w których padło aż 4 bramki, chwilę „spuchnięcia“. Atak Wisły grał należycie tylko w pierwszej połowie i winien był uwidocznić to cyfrowo. Czulak bowiem oddał szereg celnych i doskonałych podań do środka. Balcer słaby, więcej miał kłopotu z Dziwiszem, jak i z piłką. Z łączników groźniejszym okazał się Artur. Reyman I: jako kierownik drużyny — bitwy nie wygrał. Tymczasem Ślązacy zademonstrowali się jako zespół całkowicie wyrównany. Dużą w tern zasługą jest odmłodzenie drużyny. Obrońcy młodzi, lecz ofiarni i wytrzymali, pomoc najlepsza, najbardziej ruchliwy Dziwisz.

Bohaterem spotkania był Urban, który podciągał napad swoimi zrywami do ataku i oddawszy szereg doskonałych podań do śród ka dostarczył najwięcej okazji strzałowych. Trzy bramki Gwoździa to najlepsze świadectwo dojrzałości do występowania w drużynie ligowej. Najsłabsi Peterek i Gemza.


Przegląd Sportowy nr.76/1932 str.2:

Ruch gromi Wisłę 5:0
Koncertowa gra ataku Ślązaków


KATOWICE 18.9 - Tel.wł. - Ruch-Wisła 5:0 (1:0). Bramki strzelili: Gwóźdź - 3, Peterek - 2. Sędzia p. Wieczysty ze Lwowa.

Wisła: Koźmin; Kotlarczyk II, Szumilas; Jezierski, Kotlarczyk I, Bajorek; Czulak, Artur, Rejman I, Rejman II, Balcer.

Ruch: Kurek; Cieślik, Wadas; Dziwisz, Badara, Zorzycki; Włodarz, Gwóźdź, Peterek, Gemsa, Urban.

O wyniku zdecydowała większa ambicja i większa wola zwycięstwa. Nie ulega wątpliwości, że drużyna Ruchu przedstawia się obecnie b. dodatnio, nie wykazuje w żadnej linji słabych punktów i dla każdego polskiego zespołu jest b. groźnym przeciwnikiem. Nowi zawodnicy dostosowali się najzupełniej do starego szkieletu drużyny i absolutnie nie odbijali się ujemnie. Obrońcy Cieślik i Wadas z natury z pary nie mają jeszcze takiej rutyny jak para weteranów Kacy i Kusz, dysponują oni jednak dobrą orjentacją oraz czystym i dalekim wykopem, a więc podstawowemi warunkami dobrych beków. Także nowy łącznicy Gwóźdź i Gemsa są cennymi nabytkami. Za ich przykładem cały atak Ruchu kończy obecnie wypracowane sytuacje strzałem na bramkę, dzięki czemu usunięto najfatalniejszy dotychczasowy brak tej drużyny. Pomoc składająca się ze starych wyjadaczy, jest najzupełniej wystarczająca. Klasą dla siebie był bramkarz Kurek, który spisywał się wprost koncertowo i zbierał zasłużone oklaski. Obok niego wysuwał się na pierwszy plan Dziwisz i Urban. Gdyby jeszcze Ruchowi udało się oszlifować się pod względem technicznym, przedstawiałby drużynę rzeczywiście pierwszorzędną i mógłby sięgnąć po najwyższy tytuł.

Na tle doskonałych Ślązaków goście wypadli blado i na swoje dobro mogli zapisać jedynie rzeczywiście ładną grę techniczną. Naogół cechowała krakowian miękka gra i absolutny brak wykończenia korzystnych nieraz sytuacji. Łatwego zadania gracze Wisły wobec świetnej formy miejscowych nie mieli, jednakowoż drużyna tej klasy co Wisła, winna była znaleźć w sobie więcej ambicji i woli walki. Nie często można zaobserwować tak radykalne załamanie się psychiczne drużyny i tak zupełną rezygnację z walki. A że rezygnacja nie była słuszna, wykazało kilka momentów, w których lotne skrzydła zdobywały się na przebłyski energii i doskonałymi pociągnięciami stwarzały groźne sytuacje pod bramką Ślązaków.

Opis meczu

Przebieg pierwszej połowy spotkania absolutnie nie przepowiadał takiej porażki gości. Byli oni panami boiska, górowali znacznie dzięki swej technice nad przeciwnikiem. Brak wykończenia akcji pozbawiał ich bodaj częściowego sukcesu. Miejscowi przeciwstawili tej przewadze zdecydowaną wolę zwycięstwa. Ofiarnością i ambicją niweczyli zakusy przeciwników. W miarę postępu gry przychodzą gospodarze coraz więcej do głosu i najlepszy kanonier zespołu Gwóźdź, zdobywa w 27-ej min. pierwszą bramkę. Dużą część tego sukcesu przypisać należy Peterkowi, który idealnie wprost podał mu piłkę. Sukces dopinguje wyraźnie miejscowych , opanowują oni boisko.

Po zmianie stron Ruch zyskuje coraz większą przewagę, a stan posiadania miejscowych podnosi się w 9-ej i 15-ej min. oba razy przez Gwoździa do 3:0. Wisła zupełnie się załamuje i Peterek ma możność w 17-ej i 19-ej min. zdobyć dalsze dwie bramki. Pierwszą z rzutu rożnego główką, a drugą z podania Włodarza. Odtąd Wisła tylko się broni. Gros pracy spoczywało na barkach Koźmina, który w tym okresie zadanie swoje spełnił w zupełności.

Publiczność zebrana w liczbie 4.000 widzów rozentuzjazmowana sukcesami Ślązaków zgotowała im po meczu gorącą owację. Sędzia p. Wieczysty ze Lwowa prowadził zawody dobrze. Decyzje jego wykazywały dużo stanowczości i opanowania prawideł gry.


Wisła siódma w tabeli. Prowadzi Cracovia (w meczu na szczycie zremisowała z Pogonią 1:1), ale gazety podają różne ilości zdobytych i straconych punktów przez czołowe zespoły (w zależności od dopisywania przyznanych walkowerów za mecze z Czarnymi. Sprawa bowiem nie była do końca rozstrzygnięta i nawet liczba ewentualnych walkowerów podlegała dyskusji (Czarni mogli stracić 9, bądź 7 punktów).

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1932, nr 261 (20 IX)

Kraków, 19 września.

Spodziewane sensacje w Lidze naogół nie -nastąpiły, tak w górze, jak i na dole tabeli nie za szły poważniejsze przesunięcia. Dalsza walka o pierwsze miejsce między Cracovią a Pogonią jest nadal otwartą i toczyć się będzie znowu z po przednią zażartością. Podobnie ukształtowała się sytuacja u dołu tabeli, gdzie bój zaciekły o utrzymanie się w ekstraklasie polskiej zostaje tylko odłożony na dalsze tygodnie. Zagrożeni są nadal Czarni, Polonia i 22 pp. Remisowe rezultaty tak drużyn walczących o pierwsze miejsce jak i spadek wobec równości sił przeciwników były zresztą przewidywane.

Natomiast na innym froncie przyszły sensacje i to tam, gdzie ich mało oczekiwano, Wisła była tu głównym aktorem, na skutek niewytłumaczonej wysokiej porażki z Ruchem 0:5. Zwycięstwo zaś Warty świadczy nadal o jej wysokiej w bieżącym sezonie formie.

Druga sensacja, to zwycięstwo Legji w Krakowie nad Garbarnią, której renesans można było przecież przewidywać jeszcze ub. niedzieli.


Ruch -Wisła 5:0 (1:0).

Katowice, 18 września (KL). Wisła: Koźmin, Szumilas, Kotlarczyk I, Jezierski, Kotlarczyk II, Bajorek, Balcer, Reyman II. Reyman I, Artur, Czulak. Ruch: Kurek. Cieślik, Wadas, Badura, Zorzycki, Dziwisz. Włodarz, Gwóźdź, Peterek, Gemza i Urban. Licznie zebrana publiczność, która przy była na boisku Ruchu, by oglądać drużynę miejscową z nowymi napastnikami, oraz poprawiającą się stale w formie groźną drużynę krakowską, nie przypuszczała ani na chwilę, że spotkanie to zakończy się dawno nienotowaną w dziejach ligowych klęską Wisły.

Pierwsze bowiem minuty gry wykazy wały doskonałą technikę, opanowanie piłki, oraz zgranie zawodników Wisły, która miała wyraźną przewagę w polu. W tym okresie gry Ruch pranie że nie istniał na boisku, a anemiczne zagrania Peterka lub Gwoździa były z reguły likwidowane w zarodku z łatwością przez obronę gości. — Na pierwszy plan wysunęli się w Wiśle przedewszystkiem trójka: Balcer, Reyman II i Reyman I, która raz po raz stwarzała gorące momenty podbramkowe, niewykorzystywane jednak tylko na skutek doskonałej i brawurowej obrony Kurka. Sytuacja ta nie uległa zmianie nawet po zdobyciu przez Gwoździa dla Ruchu pierwszej, zresztą dość przypadkowej bramki. — Gwóźdź, wykorzystawszy umiejętnie nie porozumienie pomiędzy Kotlarczykiem a Szumilasem, podprowadził bez najmniejszych przeszkód piłkę pod samą bramkę i strzelił nie do obrony.....

Po przerwie obraz gry zmienił się me do poznania. Zdobyte przez Ślązaków pro wadzenie dodało im animuszu i w tej razie gry zmienili się też oni zupełnie, przechodząc z miejsca do niebezpiecznych ataków i wyzyskując przedewszystkiem doskonale dysponowanych skrzydłowych Urbana i Włodarza. Atak Ruchu sunie jak la wina na oszołomionych graczy Wisły, którzy pod tym naporem cofają się ustawicznie w bezhołowiu pod własną bramkę. Gospodarze opanowują boisko w zupełności, grając niezmiernie celowo oraz doskonale taktycznie stwarzają coraz niebezpieczniejsze sytuacje, w których padają w krótkich odstępach czasu 4 bramki, zdobyte przez Gwoździa i Peterka po 2. Ten niespodziewany nagły sukces załamuje w zupełności drużynę gości, którzy ograniczają się od tej chwili wyłącznie do defenzywy, ściągając do obrony również i niektórych napastników. Jakiekolwiek próby uzyskania przez Wisłę honorowej bramki są w zarodku paraliżowane.

Atak Wisły przeżywa bowiem w tym okresie momenty zupełnej niemocy i ogranicza się do statystowania na boisku, mimo, iż pomoc ofiarnie pracuje do ostatniej chwili, tracąc siłą rzeczy kontakt z tyłami. Końcowe zmagania mimo licznych sytuacyj podbramkowych nie zmieniają rezultatu. Sędziował p. Wieczysty ze Lwowa.

Oceniając grę poszczególnych zawodników z Wisły wyszczególnić należy przedewszystkiem ofiarnego Kotlarczyka na środku pomocy oraz Jezierskiego, który unieszkodliwił niemal w 100 proc. niebezpiecznego Włodarza. W obronie Kotlarczyka II przewyższał techniką i kombinacją Szumilas. Koźmin niepewny. W ataku początkowo dobry Reyman III nie wytrzymał tempa, reszta, nie wyłączając Balcera, słaba. Gospodarze we wszystkich liniach wyrównani. Debiut Gemzy wypadł blado. Najlepsi na boisku z miejscowych Gwóźdź, Urban i bramkarz Kurek.