1932.11.14 Wisła Kraków - Warszawianka 1:2

Z Historia Wisły

1932.11.14, I liga, 21. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 12:00
Wisła Kraków 1:2 (1:1) Warszawianka Warszawa
widzów: ok. 2.000
sędzia: Krajcarek
Bramki

Artur Woźniak 15'

0:1
1:1
1:2
8' Królewiecki

62' Królewiecki
Wisła Kraków
2-3-5
Marian Seyrlhuber
Józef Kotlarczyk
Władysław Szumilas
Mieczysław Jezierski
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Józef Adamek
Artur Woźniak
Stefan Lubowiecki
Walerian Kisieliński
Antoni Łyko

trener: brak
Warszawianka Warszawa
2-3-5
Domański
Zwierz
Rusin
Fert
Bronisław Makowski
Hahn
Pillszek
Ketz
Rusek
Królewiecki
Korngold

trener:
Wg PS nr 92, mecz odbył się 13.11.
Rogi: 6:5

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Relacje prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1932, nr 315 (13 XI)

Warszawianka—Wisła.

Zawody powyższych drużyn cieszą się stale dobrą marką w Krakowie, widzimy w nich bowiem walkę drużyny technicznie dobrze postawionej, t. J. Wisły z żywiołowością i fantazją, która cechuje zawsze graczy Warszawianki zdolnych w niespodziewanym momencie na niebywały wysiłek.

Niedzielnemu spotkaniu Warszawianki posmaku sensacyjności nadaje fakt, iż publiczność krakowska będzie miała sposobność zobaczenia w szeregach drużyny stołecznej aż trzech graczy krakowskich, t. J, graczy Wisły Makowskiego i Ketza oraz b. napastnika Cracovii, utalentowanego Ruska.

Na uwagę szczególną zasługuje zeszłotygodniowa zwycięstwo Warszawianki nad kandydującą do mistrzostwa Polski, Wartę, które świadczy o znakomitej formie drużyny warszawskiej. Oczekiwać przez to można gry pięknej i emocjonującej.

Wisła występuję w silnym zespole, pragnąc zdobyć nowe punkty, które jej pomogą w zajęciu znacznie lepszej pozycji w tabeli ligowej od obecnie zajmowanej. — Początek zawodów na boisku Wisły o godz., 12-tej w południe. — Ceny biletów b. niskie.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1932, nr 317 (15 XI)

Kraków, 14 listopada.

Wyniki zawodów ligowych ubiegłej niedzieli nie zdziwiły nikogo, aczkolwiek na pierwszy rzut oka wydają sią one być nieoczekiwanemi. Zwycięstwo Warszawianki nad Wisłą, która tydzień temu pokonała Pogoń, obecnego leadera tabeli, wysoka porażka mistrza Ligi Garbarni w Łodzi, zwycięstwo ostatniej w tabeli Polonji nad Legja, która do niedawna miała ambicje na mistrzostwo, i sukces Pogoni w spotkaniu z Ruchem, to wy darzenia nadzwyczaj doniosłe dla ostatecznego ukształtowania tabeli. W chwili obecnej prowadzenie w tabeli objęła Pogoń. Decydującem dla niej będzie spotkanie Cracovii z Legją w przyszłą niedzielę, które przesądzi w znacznej mierze o mistrzostwie, jak również mecz Legja—Ł. K. S. w dn. 27 bm. Tak więc w chwili obecnej Legja ma największy głos w mistrzostwie. Sama go zdobyć nie może, ale może zadecydować o tem, kto zdobędzie tytuł mistrza.

Warszawianka poprawiła swą sytuację w Lidze i całkowicie wyszła poza niebezpieczeństwo spad ku do kl. A. Niebezpieczeństwo to obejmuje obecnie tylko drużyny Czarnych, Polonji i 22 p. p. W najtragiczniejszej sytuacji znajdują się dziś Czarni, których los wydaje się być przez zwycięstwo Polonji nad Legją, przypieczętowany. Garbarnia, ulegając wysoko Ł. K. S., zdradziła, że nie zależy jej na lepszej lokacie, niż czwarta od końca.

Warszawianka Wisła 2:1 (1:1).

Zawody powyższe nie wzbudziły większe go zainteresowania, jako niemające żadnego znaczenia, jeśli idzie o wyłonienie mistrza bądź też degradacje jednego z klubów do A klasy. Tylko te ostatnie rozgrywki budzą zainteresowanie obecnie widowni a tymczasem tego..pieprzyka” na meczu powyższym brakowało. Również i odbywający się równocześnie mecz finałowy o mistrzostwo kl. A miedzy Podgórzem a Legją sprawił, że frekwencja widzów była bardzo skąpa. Mecz nie stał na wysokim poziomie a i ambicje zawodników ze względu na niezbyt wielką wagę straconych ewent. punktów były niewielkie.

Do zawodów wystąpiły drużyny w nast. składach: Warszawianka — Domański, Zwierz, Rusin. Fert, Makowski, Hahn. Piliszek, Ketz, Rusek, Królewiecki i Korngold. Wisła: Seylhuber, Kotlarczyk II, Szumilas, Jezierski. Kotlarczyk I. Bajorek, Adamek, Artur, Lubowiecki, Kisieliński i Łyko. Już w pierwszych minutach gry uwydatnia się wielka przewaga Wisły, grającej z wiatrem. Warszawianka ogranicza się tym okresie tylko do kilku wypadów przeprowadzanych przez jej ruchliwych skrzydłowych. W napadzie Wisły wybija się Artur, którego piękny strzał w 4 min. trafia w słupek. Mimo przewagi udaje się Warszawiance nie bez winy bramkarza Wisły zdobyć pierwszy punkt już w 8 min. w zamieszaniu podbramkowem ze strzału Królewieckiego.

W odpowiedzi na to miejscowi grają energicznie i atakują zawzięcie, wynikiem czego jest zdobycie bramki przez Artura już w 15 min. po dobrej centrze Łyki. Mimo przewagi atak Wisły nie może nic zdziałać a to na skutek złego ustawiania się i podawania piłki wszerz, przez co nie zyskiwał na terenie i decydujących momentach na polu karnym Warszawianki zbierała się zbyt wielka liczba broniących. Przez te gęstwinę nóg trudno było się napastnikom Wisły zresztą dość powolnym przedostać. Bramkarz Wisły jest w tym okresie zupełnie „bezrobotny”, podczas gdy Domański musi bronić kilka strzałów bądźto Artura, badź to Lubowieckiego.

Po przerwie Wisła mimo, iż gra przeciw wiatrowi, nadal utrzymuje przewagę, choć nie jest ona już tak wyraźną, jak to było w poprzednim okresie. Tem samem jednak błędy napastników Wisły powodują iż nie ma mowy o sukcesie. Gra staje się coraz mniej ciekawą, zwłaszcza iż obie drużyny nie wkładają poza jednostkami wiele ambicji i wysiłku. W 16 min. niespodziewanie nadchodzi sukces Warszawianki, jej druga i zwycięska bramka pada z dalekie go strzału Królewieckiego. Od tej pory wysiłki obustronne nie doprowadzają do zmiany rezultatu, który z przebiegu gry wnosząc jest dla Wisły niezasłużony. Na wyróżnienie zasługują z drużyny zwycięzców: Zwierz. Makowski. Piliszek, trójka środkowa choć nieszczególna, ale dobrze rozumiejąca się. W Wiśle najlepsi stosunkowo Artur, Lubowiecki, Kotlarczyk TI, Szumilas i linja pomocy, choć widzieliśmy ja już znacznie lepszą na moczu z Pogonią. Sędzia p. Krajcarek z Przemyśla.


Przegląd Sportowy numer 92/1932 strona 4:

Warszawianka – Wisła 2:1
Udany występ drużyny stołecznej w Krakowie


KRAKÓW, 13.11. – Tel. wł. – Warszawianka – Wisła 2:1 (1:1). Bramki dla Warszawianki Królewiecki, dla Wisły Artur. Sędzia p. Krajcarek.

Wyników Warszawianki nie można nigdy przewidzieć, drużyna ta bowiem sprawia same niespodzianki. Zrobiła to i ostatnio, wygrywając z Wisłą na obcym dla siebie terenie.

Należy jednak być sprawiedliwym i przyznać, że również wielką niespodziankę sprawił jej przeciwnik. Temu kto oglądał bowiem pierwsze 45 minut wczorajszego spotkania nie mogło przyjść na myśl, iż druga połowa przybierze taki obrót. Wisła, która w pierwszej połowie grała dobrze i panowała zupełnie nad sytuacją, po przerwie nie potrafiła ani w przybliżeniu osiągnąć tej formy.

U gospodarzy winę przegranej ponosi bramkarz, który miał wiele do powiedzenia przy obu bramkach. Z obrońców lepszy Kotlarczyk II. Pomoc jednolita miała najlepszego gracza w Kotlarczyku I.

Atak oceniany na podstawie gry w pierwszej połowie zyskał na przeniesieniu Artura na prawą stronę i pomimo braku Reymana I i Balcera przeprowadził wiele ładnych posunięć, którym brak było wykończenia strzałowego. Po pauzie zmieniło się to zupełnie, gdyż cała ta linja grała o klasę słabiej. Goście do przerwy nie przedstawiali groźnego przeciwnika. Doskonale funkcjonowała ich defensywa, pomoc miała dobre momenty. W ataku dopisywali Królewiecki, chwilami Ketz. Po przerwie ofensywa gości bardzo się poprawiła. Cała linja grała celowo, ale chromała pod względem dyspozycji strzałowej.

Drużyny wystąpiły w składach
Warszawianka: Domański; Zwierz, Rusin; Fert, Makowski, Hahn; Pillszek, Ketz, Rusek, Królewiecki, Korngold.
Wisła: Seyrlhuber; Kotlarczyk II, Szumilas; Jezierski, Kotlarczyk I, Bajorek; Adamek, Artur, Lubowiecki, Kisieliński, Łyko.

Opis meczu

Pierwsze kilka minut przynoszą grę równą. Więcej szczęścia mają jednak goście, gdyż już w 8 min. uzyskują prowadzenie. Królewiecki strzela z daleka, bramkarz zaś nie widząc piłki, gdyż zasłaniają mu ją obrońcy, nie interweniuje.

Wisła podniecona sukcesem gości zrywa się do rewanżu. Atak jej doskonale wspierany przez pomoc funkcjonuje sprawnie, a wyrównującą bramkę uzyskuje w 15 minucie Artur, z podania Łyki ostrym półgórnym strzałem.

Cały okres gry do przerwy z małemi wyjątkami należy do gospodarzy, którzy jedynie dzięki świetnej grze defensywy Warszawianki nie zmieniają wyniku. Lubowiecki w 25 minucie nie wyzyskuje pewnej szansy. Już w następnej minucie przebój Artura kończy się rzutem rożnym. Za chwilę znów Lubowiecki trafia w słupek. Domański jest kilkakrotnie w opałach, ale na tem się kończy.

Po pauzie atak Warszawianki znacznie się poprawia, a że ta sama linja u Wisły chroma coraz bardziej, obraz gry ulega zmianie. W 12 minucie Kisieliński nie wyzyskuje pewnej szansy z 2 metrów. Za chwilę Ketz nie trafia piłki marnując murowaną okazję.

Prowadzenie uzyskują goście w 17 minucie, gdy Królewiecki z 30 metrów dalekim górnym strzałem uzyskuje drugą bramkę. Warszawianka przeprowadza kilka groźnych posunięć, któremi gospodarze nie mogą się zrewanżować, gdyż atak ich gra zupełnie słabo.

Sędzia p. Krajcarek wcale dobry.


Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Tygodnik Sportowy. 1932, nr 46

Warszawianka zwycięża po raz pierwszy Wisłę w Krakowie. Warszawianka-Wisła 2:1 (1:1)

Kraków, dnia 14 listopada.

Poraź pierwszy od 10-ciu zdaje się lat, udało się Warszawiance pokonać Wisłę w Krakowie i to po poniesionej w b. roku klęsce 0:6 w Warszawie. Po zwycięstwie ub. niedzieli nad Pogonią, wynik obecny jest istotnie niespodzianka, aczkolwiek Warszawianka uważaną jest za drużynę nieobliczalnych możliwości szczególnie wtedy, gdy chodzi o jej los. Zwycięstwo gości nie było wynikiem wyższości.

W pierwszej połowie nie mieli oni wiele do powiedzenia, a to, że wynik tej części był remisowy po łożyć można na karb niezdecydowania napastników Wisły w tej samej mierze co i na gromadną obronę Warszawianki, którą niesposób było przebrnąć. Natomiast za zasługę Warszawiance poczytać należy, że lepiej przetrzymała trudy gry na dość ciężkiem boisku i stąd w drugiej połowie potrafiła chwilami zrównoważyć grę i szczęśliwie wygrać.

Poprawa w Warszawiance widoczna. Obserwując drużynę warszawską od szeregu lat nie trudno spostrzec, że z każdym rokiem staje się ona bardziej ustaloną, ponadto nabiera cech zespołowych. Poszczególni pozyskani gracze pozawarszawscy wnoszą w nią obce jej do tej pory zalety, a przyznać trzeba, że te szybko przyswajają sobie i pozostali. Dotychczasowe postępy i zapał zawodników każą wnosić, że w niedalekiej przyszłości drużyna warszawska nabierze reszty szlifu, który uczyni z niej stałego i pewnego członka ligi.

Lepsze wrażenie pozostawiła gra gości w drugiej połowie. Atak Warszawianki zdobywał się na szybkie akcje skrzydłami, z których Piliszek więcej dbał o stwarzanie pozycyj partnerom a Korngold próbował szczęścia w solowych akcjach. W trójce Ketz wybijał się już swym wzrostem i w tej mierze przewyższał też sąsiadów umiejętnościami technicznemi. Drugi łącznik Królewiecki przystosował się do gry Korngolda, więcej od niego strzelając. Zastępca Kotkowskiego Rusek grał tak mało, iż na tej podstawie nic dodatniego o nim powiedzieć nie można.

Lin ja pomocy mało budowała, zostawiając przeważnie atak swemu losowi. Halin i Fert tylko bronili. Sam Makowski, pracujący na całem boisku był osią defenzywy, wiele także uwagi poświęcając wspomaganiu ataku długiemi podaniami na skrzydła.

Zwierz był obok Makowskiego najskuteczniejszym graczem defenzywy. Gra jego, jako obrońcy przypomina Kotlarczyka II., t. j. pozbawiona jest wykopu, natomiast polega na doskonaleni ustawianiu się i wyłapywaniu piłek. Rusin jest szybki, ale zato bardzo niepewny. Powrót Domańskiego na boisko jest znacznem wzmocnieniem drużyny.

W drużynie Wisły uderzała różnica poziomu w obu połowach gry. Przewaga w pierwszej połowie nie znalazła potwierdzenia w bramkach, jakie winny były wówczas paść. W drugiej brakło sił przedewszystkiem atakowi, a to odbiło się potem na grze tyłów. Adamek nie zmienił się od ostatniego występu. Skuteczność jego gry zmalała do minimum, które każe myśleć o wymianie. Łyko zastępujący Balcera grał wcale dobrze. Długie piłki, jakie otrzymywał nie były jednak odpowiednio dokładne i one zmniejszyły efektywność gry. Kisieliński pracował, walczył o piłkę, niestety w pobliżu bramki jest zbyt niedokładny. Artur grał lepiej, niż przeciw Pogoni. Technicznie najlepszy, coraz więcej okazuje skłonności do solowych akcyj, ładnych dla oka ale mało owocnych. Powierzenie Lubowieckiemu kierownictwa ataku nie mogło oczywiście przynieść pełnego wyniku. Do przerwy Lubowiecki był najpoważniejszym strzelcem. Po niej, wyczerpany stracił wiele na wartości. Gra pomocy nie była tak doskonałą, jak ostatnio. Kotlarczyk I. pozostał sobą, zawsze świetnie wspomagając atak i współpracując z sąsiadami. Słabiej grali natomiast Bajorek i Jezierski, którym po przerwie nie udawały się zagrania dla ataku.

Kotlarczyk II. i Szum i las jako obrońcy mają zawsze trudne zadanie wobec słabej gry Seyrlhubera w bramce. Ten był bezpośrednim sprawcą przegranej, puściwszy obie bramki w sposób niedopuszczalny.

Skład drużyn i przebieg gry:

Warszawianka: Domański, Zwierz, Rusin, Fert, Makowski, Hahn, Piliszek, Ketz, Rusek, Królewiecki, Korngold.

Wisła: Seyrlhuber, Kotlarczyk II., Szumilas, Jezierski, Kotlarczyk I„ Bajorek, Adamek, Artur, Lubowiecki, Kisieliński, Łyko.

Z wiatrem grająca Wisła przejmuje odrazu inicjatywę w swe ręce. Już w 3 min. Artur trafia w słupek. Warszawianka skupia się pod bramką i ogranicza się do sporadycznych wypadów. W 8 min udaje się Korngoldowi wypad pod bramkę Wisły, gdzie powstaje zamieszanie, ale Kotlarczyk II. wyjaśnia. W chwilę potem rzut wolny Królewieckiego przepuszcza fatalnie nieprzygotowany Seyrlhuber. Wisła niezrażona tern przypuszcza serję ataków. Strzały Lubowieckiego i Artura wyłapuje Domański. Dopiero w 15 min. Artur wyrównuje zbliska po błędzie Rusina. Dalszy ciąg gry w tej połowie zaznacza się nieprzerwaną prze wagą Wisły, której usiłowania trafiają na „mur“ ciał całej drużyny warszawskiej, skupionej pod bramką.

Po przerwie w ataku Wisły nie klei się. Zmęczenie jest przyczyną utraty szybkości napastników, którzy na skutek tego coraz częściej tracą piłkę. Warszawianka wykorzystuje tę okoliczność i poczyna atakować. Udają się jej wypady skrzydłami. Jeden z nich w 16 min. kończy się dalekim górnym strzałem Królewieckiego, który znowu fatalnie przepuszcza bramkarz. Z jednym punktem przewagi Warszawianka gra teraz ostrożniej, cofa łączników. Wisła nie rezygnuje lecz ponawia ataki, które nie posiadają dostatecznej dokładności poparcia w zdecydowanym strzale. Podczas gdy Wisła bezskutecznie przygniata, daleki strzał Makowskiego o mało nie podwyższyłby wyniku, gdy Seyrlhuber źle wybiega i piłka przeskakuje go. Szczęściem z trudem skierował on piłkę na korner. Ostatnie minuty należą do Wisły, nie mającej szczęścia w wyzyskaniu pozycyj. Sędzia dr. Krajcarek.

J. K.



Dopiero 20.11 miało zapaść rozstrzygnięcie sprawy Żurkowskiego. Walne Zgromadzenie Ligi postanowiło sprawę Czarnych przesłać do rozpatrzenia Zarządowi Ligi. RDT sugeruje, że wpływ na rozstrzygnięcie ma aktualny układ tabeli i to ile punktów stracą Czarni od tego zależy.

Szanse na mistrzostwo ma jeszcze ŁKS 21-26 w wypadku porażki Cracovii z Legią i wygranej w meczu ŁKS-Legia. Na końcu tabeli Czarni i Polonia.