1933.11.01 Wisła Kraków – Pogoń Lwów 1:1

Z Historia Wisły

1933.11.01, I liga, 10. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 11:30
Wisła Kraków 1:1 (1:0) Pogoń Lwów
widzów: 4.000
sędzia: Kazimierz Wardęszkiewicz z Łodzi
Bramki
Artur Woźniak 20'

1:0
1:1

67' Niechcioł
Wisła Kraków
2-3-5
Edward Madejski
Władysław Szumilas
Aleksander Pychowski
Mieczysław Jezierski
Jan Kotlarczyk
Józef Kotlarczyk
grafika:cz.jpg 82' Antoni Łyko
Kazimierz Sołtysik
grafika:kontuzja.png 82' Artur Woźniak
Stanisław Obtułowicz
Eugeniusz Feret

trener: brak
Pogoń Lwów
2-3-5
Albański
Kuchar
Bereza
Deutschmann
Wasiewicz
Hanin grafika:cz.jpg 82'
Niechcioł
Nabaczewski
Zimmer
Matjas I
Matjas II

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Relacje prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1933, nr 304 (2 XI)


Dziś we środę odbędzie się najdonioślejsze spotkanie ligowe, decydujące o mistrzostwie Polski w piłce nożnej między drużynami Pogoni i Wisły. Pogoń przyjechała w swym najsilniejszym składzie, również i Wisły zespół będzie jak najlepszy z braćmi Kotlarczykami i Arturem na czele.

Na meczu tym obchodzić będzie kilku graczy Wisły, a m. in. Kotlarczyk I jubileusz 300, Pychowski 250, a Kotlarczyk II 200 zawodów.

Początek zawodów na boisku Wisły o godz. 11.31 przedpołudniem, poprzedzi o godz. 10.30 mecz juniorów Wisły i Nadwiślanu. Zainteresowanie zawodami ligowemi jest niebywałe, spodziewać się można rekordowej ilości widzów.

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Kuryer Sportowy. 1933, nr 45

Wisła-Pogoń 1:1 (1:0)

Kraków, dnia 1 listopada.

Oczekiwane rozstrzygnięcie nie padło. Dwaj starzy mistrze Polski zadowolić się musieli podziałem punktów i wyczekiwaniem na spotkanie Cracovii z Ruchem, od którego zależy przyznanie tytułu mistrza Ligii Prawie najważniejsze spotkanie z serji ostatnich rozgrywek czołowej grupy, nie stało niestety w całości na poziomie, któryby świadczył o aspiracjach obu drużyn Cechowała je przedewszystkiem ostrość, z jaką dążono do osiągnięcia zwycięstwa. Nic zatem dziwnego, że przerw było znacznie więcej, niż na każdym przeciętnym meczu, bo i kontuzyj było dużo a także sędzia widział się zmuszony wzywać kapitanów drużyn do umiarkowania. Ostatecznie skończyło się na kontuzji i opuszczeniu boiska przez Artura oraz wykluczeniem Łyki i Hanina za brzydkie poczynania.

I to spotkanie nakazuje pisać o sędziach. Wszyscy wiedzieli o tern, że zawody będą ciężkie do prowadzenia, przypuszczać należy, że wiedziano o tern także w Kolegjum Sędziów. A przecież, gdy okazało się, że jeden z linjowych nie zjawił się na boisku, nie uważano za stosowne wydelegować zastępcy. W rezultacie p. Wardęszkiewicz w dość dramatyczny sposób zrezygnował z przypadkowego linjowego, a wówczas p. Schneider objął tę rolę dobrowolnie.

Wspomniany poprzednio nastrój drużyn i bezwzględne dążenie do zyskania punktów wycisnęły piętno na grze. Wysiłek fizyczny stał się podwaliną wszelakiego rodzaju zamierzeń drużyn i to była jedyna pełnowartościowa zaleta gry. Pozatem widocznem było, iż w obu drużynach szwankowały całe linije, a lepsze w nich jednostki ginęły w szarzyźnie reszty. Stąd gry kombinacyjnej mało widziano i do tego w skromnych rozmiarach.

Wynik oddał sprawiedliwie przebieg gry i poczynań jej aktorów. Obie bramki padły w sytuacjach najmniej dogodnych a urzeczywistnione zostały przy pomocy błędu przeciwnika.

Gospodarze szli zdecydowanie na zwycięstwo. Widać to było z ambicji całej jedenastki. Cóż z tego, kiedy całość ta nie była zharmonizowana. Podczas, gdy formacje tyłowe pracowały naogół skutecznie, jednostki w niej nawet bardzo dobrze, atak często zawodził. Artur pieczołowicie pilnowany przez Wasiewicza uwalniał dzia p. się często bardzo sprytnie i dochodził ku bramce, tu jednak nie dopisywał. Znacznie gorzej zaznaczył się jako kierownik ofenzywy, której nie potrafił uruchomić i nadać jej płynności, co przy słabej grze tyłów Pogoni nie było znów tak trudnem. Z łączników lepszy Obtułowicz miał dobre momenty solowe i zagrania na skrzydło. Natomiast Sołtysik zatraci! zupełnie kontakt z napastnikami i należał do niepotrzebnie ostro grających. Łyko odizolowany od reszty grą Sołtysika nie zdziałał wiele, a udział w tein miał również podobny Sołtysikowi Hanin. Mechanicznie, jak automat grający Feret zdołał kilkakrotnie uciec Deutschmanowi i dobrze dośrodkować.

Stara prawda o pomocy Wisły znalazła jeszcze jedno potwierdzenie. Bracia Kotlarczykowie byli i są ostoją Wisły. Linieć tak skutecznie zwalczać ofenzywę przeciwnika a równocześnie zmuszać wprost własny atak dobremi podaniami do gry, to są te nieocenione wartości, na których spoczywa dzisiejsza potęga Wisły.

Trzeci w tej linji Jezierski daleko odbiega od nich. Dla ataku nic nie zdziałał, wszystko tylko dla obrony, tempa gry nie wytrzymał.

Dobrze wypadła dwójka obronna, dzięki spokojnej i celowej grze Pychowskiego, podczas gdy Szumilas hołduje sile i ostrości. Bramkarz Madejski gra coraz lepiej. Kilka strzałów Matjasa obronił doskonale.

Więcej nieco spodziewano się po Pogoni. Rzucała się w oczy przedewszystkiem słabsza gra części obronnych. Albański popełni! jedyny błąd i to kosztowało utratę bramki, później bronił we właściwy sobie sposób. Mało pewną była gra obrońcy Berezy, który swą powolnością i niepewnym wykopem stwarzał szereg niebezpiecznych sytuacyj pod swą bramką. Lepiej, choć nie tak dobrze, jak w spotkaniu z Cracovią pokazał się Kuchar. Zmniejszoną szybkość zastępuje dobrem ustawianiem się, czego brak partnerowi.

Nieciekawą była gra pomocy. Wasiewicz poświęcił się całkowicie pilnowaniu Artura a jednak udawało mu się to tylko w skromnych rozmiarach. Korzystali z tego łącznicy i mieli dużo swobody w grze, ponieważ skrajni Hanin i Deutschman interesowali się głównie skrzydłowymi. Wszyscy nastawieni byli na grę defenzywną i to znowu nie mogło odpowiadać potrzebom własnego ataku.

Tutaj dominowała dwójka braci Matjasów, popisujących się dobrą klasą gry technicznej, bogatej w pomysły, niestety nie bardzo zrozumiałej dla pozostałych. Grający na łączniku Matjas był najlepszym napastnikiem na boisku.

Bardzo często szukał on kontaktu u Zimmera, ten jednakże lubuje się w grze dla gry a więc bawi się sam. Jest to1 nawet ładne czasem, ale napewno nieskuteczne. Zawód całkowity sprawiła lewa strona ataku. Niechciał ma na swe usprawiedliwienie obecność Kotlarczyka II, jednakże to nie rozgrzesza go całkowicie, bo w każdym razie napastnik o tej klasie, podczas gdy Pogoń nerwowo gubi się w grze. W 27 min. Artur pięknie przedziera się przez obronę Pogoni i zbliska strzela obok słupka z świetnej pozycji, która powinna był» być wyzyskana. O mało a byłoby w 37 min. padło wyrównanie z odbitego strzału Nachaczewskiego, gdy Madejski leżał na ziemi a piłka przeszła tuż obok słupka.

Pierwsze minuty po przerwie przynoszą dalsze zaostrzenie gry, co zmusza sędziego do wezwania kapitanów. Gra wyrównana, obie drużyny grają solowemi akcjami, przerywanemu „faulami“. W 22 minucie atak prawej strony Pogoni kończy się podaniem do środka, gdzie złe ustawienie zawodników Wisły pozwala Niechciołowi uzyskać bramkę dla Pogoni.

Zdenerwowanie obu drużyn zwiększa się od tej pory, ale nie zwiększa się ostrość gry. (.oraz częściej trafiają się kontuzje W 35 min. Artur schodzi z boiska, na skutek ostrej gry Hanina. Po dłuższej przerwie tem spowodowanej gra się nadal w ten sposób i już w dwie minuty później incydent Hanin—Łyko kończy się wykluczeniem obu. Wisła cofa się do obrony, pozostawiając tylko 2 napastników, Pogoń ma ich czterech. Wynik nie zmienia się, bo częściej wysyła się piłkę na auty, niż ku bramce.

Widzów 3.500 — sędzia p. Wardęszkiewicz dobry.


Przegląd Sportowy, numer 88 (889), str. 1, Rok XIII, sobota 4 listopada 1933:

Wisła - Pogoń 1:1 (1:0) Bramkę dla Wisły strzelił Artur, dla Pogoni - Niechcioł. Sędzia p. Wardęszkiewicz z Łodzi. Wysoka była stawka tej walki, przez 90 min. trzymała w napięciu blisko 4-tysięczną rzesze. Widzowie śledzili zacięty bój o każdą "piędź ziemi", walkę która do przerwy stała na wysokim poziomie i należała do najpiękniejszych w tym sezonie.

Szybko minęły pierwsze chwile, kiedy to nerwy panują nad umiejętnościami. Rozpoczęła się planowa kampania lwowian która nie trwała jednak długo i ustąpiła miejsca ofenzywie miejscowych, utrzymującej się aż do przerwy. Wśród pięknych akcyj padł pierwszy punkt i zdawało się, że zaszczytny tytuł wśród pięknych zostanie zdobyty warunków. Stało się jednak inaczej.

Oblicze gry zmieniło się po zmianie pól. Z jednej strony atak Pogoni rwący naprzód wszelkimi siłami, a z drugiej strony ofenzywa czerwonych nie mogących utrzymać piłki. Cały ciężar spadł znów na pomoc. Żelazna linia nie zawiodła wprawdzie, trzymała się dzielnie, ale wyrównanie padło.

Drużyny wystąpiły w składach:

Wisła: Madejski, Szumilas, Pychowski, Jezierski, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II, Łyko, Sołtysik, Artur, Obtułowicz, Feret.

Pogoń: Albański, Kuchar, Bereza, Deutschmann, Wasiewicz, Hanin, Niechcioł, Nabaczewski, Zimmer, Matjas I, Matjas II

Przebieg meczu

Pogoń rozpoczyna pięknym zrywem który likwiduje Madejski. Obustronna nerwowa gra, toczy się przeważnie na środku boiska. Obie ofenzywy mają obecnie pole do popisu. Atak Pogoni pod batutą Matjasa rozgrywa się szybciej i jedynie dzięki przytomności Szumilasa wynik jest narazie bezbramkowy.

Nie próżnuje jednak i atak Wisły. Tutaj idzie znów wszystko prawą stroną, jakkolwiek słaba forma Fereta nie usprawiedliwia zupełnie tego kierunku gry. Kuchar ratuje piękny przebój Artura, Matjas rewanżuje się paroma silnemi, ale niecelnemi strzałami.

Tak nadchodzi minuta 20-ta. W tym to okresie bije Jezierski rzut wolny z 35 m. Piłka ląduje daleko poza obrońcami i tutaj biegnie do niej Albański. Biegnie jednak i Artur. Ten był szybszy. Wygrał wyścig o ułamek sekundy i przeniósł piłkę nad Albańskim, zdobywając za jednym zamachem - jedną bramkę - dziesięć uścisków - tysiące oklasków.

Sukces nie pozostaje bez echa. Teraz zaczyna grać i żelazna pomoc. Artur przebija się raz po razie, strzela obok słupka, ale nic pozatem. Jeszcze jedna "poprzeczka" - tym razem po wolnym Matjasa i pauza. Po przerwie kostki chrzęściły raz po razie, coraz jakaś koszulka barwiła zieleń boiska. Zmienił się poziom, zmieniły się i role. Lwowianie walczyli obecnie o ostatnią szansę w mistrzostwie. I bój - chociaż połowiczny - wygrali. Niechcioł strzelił w 22-iej minucie w zamieszaniu podbramkowem i piłka znalazła drogę do siatki.

Statystykę należy prowadzić obecnie w innym kierunku. A więc Artur, kopnięty przez Hanina, musiał opuścić boisko. Podzielili jego los ale już z woli sędziego Hanin i Łyko. Pierwszy za faul, drugi za "wrogie zamiary" objawione gestem. Dwie dziesiątki graczy wymieniły między sobą jeszcze kilka ostrzejszych zderzeń i p. sędzia Wardęszkiewicz, dobry zresztą arbiter, odgwizdał zawody. O ile w Wiśle można wyróżnić bramkarza Madejskiego, linję pomocy i Artura, to u przeciwników na uwagę zasługuje obrona oraz atak z Matjasem I na czele.