1934.09.30 Podgórze Kraków - Wisła Kraków 0:1

Z Historia Wisły

1934.09.30, I Liga, 16. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 15:00
Podgórze Kraków 0:1 (0:1) Wisła Kraków
widzów: 2-2.500
sędzia: Oskar Kurzweil ze Lwowa
Bramki
0:1 15' Artur Woźniak
Podgórze Kraków
2-3-5
Mieczysław Koczwara
Józef Głowniak
Władysław Kasina II
Stanisław Brzeziński
Władysław Kret
Stanisław Brożek
Eugeniusz Wacław
Adam Hodur
Kazimierz Kasina I
Antoni Guzda
Marian Gamaj II

trener:
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Władysław Szumilas
Eugeniusz Oleksik
Karol Bajorek
Jan Kotlarczyk
Mieczysław Jezierski
Mieczysław Balcer
Artur WoźniakGrafika:Kontuzja.png
Stanisław Obtułowicz
Henryk Kopeć
Bolesław Habowski

trener: Vilmos Nyúl
Rogi: 5:9

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje Prasowe

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Kuryer Sportowy. 1934, nr 40

Wisła -Podgórze 1:0 (1:0).

Kraków, 1 października.

Wbrew licznym przewidywaniom, iż mecz ten będzie stanowił pewnego rodzaju „spacer" dla Wisły, okazało się, że stracić punkty można w Lidze i w spotkaniu z najsłabszym zespołem i to szczególnie w tym momencie, kiedy jest on zagrożony spadkiem z Ligi, a więc kiedy zwyczajnie zdobywa się na maksimum ofiarności i wysiłku.

To też za wyjątkiem pierwszego okresu gry do 35 min., kiedy Wisła grała ze zdrowym Arturem, Podgórze było ciągle agresywnym przeciwnikiem, który wielokrotnie zwycięstwo Wisły stawiał pod poważnym znakiem zapytania.

Trzeba tu jednak z miejsca podkreślić, iż kontuzja Artura była wynikiem brutalnej gry gracza Podgórza, Kasiny, którego wybryki tolerował sędzia. Na tem miejscu z przykrością trzeba podkreślić, iż na boisku widzi się teraz często objawy zezwierzęcenia, kiedy gracze jednej z drużyn, wiedząc o niedawnej kontuzji przeciwnika, z całą świadomością i premedytacją idą w nogi i kości tego zawodnika, byle tylko go unieszkodliwić i w ton sposób dojść do celu — zwycięstwa (!). Objaw to przykry, godny napiętnowania — objaw, na który władze i kolegja sędziowskie winne zwrócić baczną uwagę, bo tutaj nie ma się do czynienia ze sportem, ale z brutalnem chamstwem, które nie może być cechą naszych zawodników i nie powinno uchodzić płazem.

Pozatem przyznać też trzeba, iż Wisła grała słabo w linji napadu, w której pierwsze skrzypce nieudolności grał tym razem Obtułowicz i widziało się tam, iż po stracie Artura, który pod koniec pierwszej połowy już statystował, brakło tam człowieka, któryby grał z rozumem, przytomnie i wprowadzał jakąś myśl, jakiś system w akcje ofensywne.

Dostroiła się do marnej gry napadu i pomoc, w której jaśniejszym punktem, choć nie całkiem w pełni, był Bajorek, Kotlarczyk I bez brata zawsze o pewien procent słabiej wychodzi, a Jezierski stanowczo nie jest w formie i wygląda na przemęczonego służbą wojskową.

Trójka obronna mile zadowoliła, będąc tą linją, o którą, jak o mur, rozbijały się wszystkie akcje ofensywne Podgórza, trzeba jednak podkreślić, iż niewiele trzeba umieć, aby te akcje ofensywne móc zlikwidować. O ile bowiem napad Wisły uznać trzeba było za słaby, to już atak Podgórza określić trzeba za wyjątkiem jednego Gamaja, jako beznadziejny — zwłaszcza pod względem dyspozycji strzałowej. Bardzo dobrze zato pracowała pomoc Podgórza, na której też spoczął cały ciężar gry.

Tu niezmordowany Kret wraz ze swymi partnerami wywiązywał się dobrze ze swego zadania. Obrona ostrością, przechodzącą nieraz w brutalność (o czem już powyżej wspominaliśmy) hamowała zapędy napastników Wisły a doskonale usposobiony Koczwara był poza jedynym razem ostatnią, niezawodną instancją.

Pierwsze minuty nie zdawały się zapowiadać tak ciężko zapracowanego zwycięstwa Wisły, która gra dobrze kombinacyjnie, choć nieco za wolno. Ten brak szybkości, skłonność do zbyt częstego wózkowania mści się w fatalny sposób. Na skutek tych wad, a także niecelności strzałów, dobrze pomyślane akcje Kopecia i Obtułowicza kończą się ich wysokiemi strzałami ponad poprzeczkę. Podgórze ogranicza się teraz tylko do wypadów niezbyt groźnych.

15 min. przynosi rozstrzygnięcie.

Po pięknej kombinacji, zainicjowanej przez Kopecia, kontynuowanej przez Obtułowicza, piłka dochodzi do Artura, który celnym strzałem zdobywa jedyną i zwycięską bramkę- Następuje potem szereg strzałów Artura, Balcera, i Obtułowicza, jednak niecelnych, lub też będących zdobyczą Koczwary, który broni często na róg. Ustawiczne polowania na nogi Artura ze strony Kasiny przyprawiają tego gracza o kontuzje tak, iż jest on zmuszony od statystowania od 35 min. aż do końca meczu.

Po przerwie marnuje idealne wprost sytuacje do podwyższenia wyniki Balcer, który trafia w poprzeczkę, Artur, który przenosi nad goalem i Obtułowicz, który źle podaje piłkę z podyktowanego w polu karnem rzutu wolnego pośredniego za niebezpieczną grę obrońcy Podgórza. Znowu potem Obtułowicz marnuje swem niedołęstwem kilka dogodnych sytuacyj podbramkowych, aż wreszcie gra przenosi się coraz częściej na połowę Wisły, której tyły przechodzą teraz ciężkie chwile. Najczęściej powstają groźne sytuacje na prawem skrzydle Wisły, gdzie Jezierski nie może sobie dać rady z Gamajem i zawinia niezliczoną wprost liczbę rzutów rożnych. Dzięki jednak energicznej grze tyłów Wisły, wychodzi ona zwycięsko z tej opresji.

Dopiero na 5 minut przed końcem Podgórze, które grało z ogromną ambicją (a mając przed zawodami wiadomość o porażce Warszawianki w spotkaniu z Cracovią i widoki na uratowanie się w Lidze w razie zwycięstwa nad Wisłą), zrezygnowało obecnie ii tych parę minut ostatnich należy zupełnie do Wisły. Groźny w tym fragmencie gry przebój Balcera likwiduje szczęśliwie i przytomnie Koczwara w ostatniej chwili.

Sędziował p. Kurzweil ze Lwowa, którego widzieliśmy już w lepszej formie. Widzów ponad 2.000.


Przegląd Sportowy nr 79/1934, str. 5:

Porażki kandydatek do spadku z Ligi
Podgórze i Warszawianka tracą punkty na własnych boiskach



Kraków. 30.9. Tel. wł. Wisła – Podgórze 1:0 (1:0). Bramkę dla Wisły uzyskał Artur. Sędzia P. Kurzweil ze Lwowa.

Pęd Wisły ku górnym rejonom oraz zacięta walka Podgórza o utrzymanie się w lidze powinny były zupełnie inny spotkaniu temu nadać charakter. Spodziewano się zaciętej i ciekawej walki, a tymczasem byliśmy świadkami meczu, który nie potrafił rozruszać widowni. Obie drużyny nie potrafiły powiązać swych akcyj i nadać im jakiś określony charakter. Grano bezplanowo, nie umiało wyzyskać wypracowanych szans i prześcigano się w umiejętności strzelania.

Wisła panowała na boisku przez 55 minut, przesiadywała prawie, że bez przerwy na połowie przeciwnika i rzadko dopuszczała go do głosu. Atak nie umiał jednak wyzyskać tej supremacji, a poszczególnie gracze bawili się w niezrozumiałe dla widowni hyperkombinację. Jedyne udane zagranie od prawej strony ku środkowi zakończyło się celnym strzałem Artura: w 15-ej minucie pierwszej połowy padła ta pierwsza i ostatnia bramka meczu. Potem było dużo sytuacyj, czerwoni egzekwowali w tym okresie gry siedem rzutów różnych, ale jedynym ich rezultatem była kontuzja Artura. To do reszty osłabiło już spoistość ich ofenzywy.

Okres słabości Wisły zszedł się po pauzie równocześnie z poprawą Podgórza. Drużyna ta zmieniła się nie do poznania. Pomoc wciąż naprzód swych napastników, ci nie chcieli jednak zawstydzić swych kolegów z vis – a vis. Kasina i jego boczni sąsiedzi rywalizowali obecnie między sobą w niezaradności pod bramką i w efekcie mając pół godziny zdecydowaną przewagę. Podgórzanie przegrali spotkanie. Nie pomogło klika rzutów, na nic się nie zdały rzuty wolne, bite z najbliższej odległości. Podgórzanie nie potrafili wyzyskać szans i stracili dwa cenne punkty. Drużyny wystąpiły w składach:

Wisła: Koźmin: Szumilas, Oleksik, Bajorek, Kotlarczyk I, Jegierski: Balcer, Artur, Obtułowicz, Kopeć, Habowski.

Podgórze: Koczwara: Głownia, Kasina II, Brzeziński, Kret, Brożek, Gamaj, Guzda, Kasina I, Hoduj, Wacław.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1934, nr 270 (29 IX)

Wisła—Podgórze.

Do najbardziej interesujących spotkań w piłce nożnej należą niewątpliwie te mecze ligowe, w których spotykają się lokalni rywale. Wyładowuje się w nich bowiem specjalna ambicja zawodników, którzy na gruncie miejscowym usilnie starają się o wykazanie jak najlepszej gry i zdobywają się zwykle na ostateczny wysiłek.

Takiem spotkaniem będzie właśnie niedzielny mecz drużyny Podgórza z Wisłą, w którym specjalnie spodziewać się będzie można niezwykle ambitnej gry zespołu zagrożonego spadkiem z Ligi.

Początek tych zawodów w niedzielę na boisku Wisły o godz. 3-ciej popołudniu poprzedzi mecz juniorów o godz. 2-giej. Bilety są już do nabycia w przedsprzedaży.



„Ilustrowany Kurier Codzienny” z 02.10

Kraków, 1 października.

Jak było do przewidzenia, ustawicznie dzierżący w swych rekach pierwsze miejsce w tabeli Ruch utrzymuje w dalszym ciągu swą supremację, górując bezapelacyjnie nad innemi zespołami. Nowy dowód tego dał w dniu wczorajszym, gromiąc na własnym terenie lwowska Pogoń 5:0.

Cracovia również nie da się tak łatwo zepchnąć z drugiego miejsca, które pragnie okupować na stałe, dając wyraz temu zwycięstwem nad Warszawianką na gruncie stołecznym 2:0. Poprawiły sobie znacznie lokaty Wisła i Legja, zaś Podgórze i Warszawianka, wobec ostatnich porażek muszą dalej się po cić, aby utrzymać się w ekstraklasie na szego piłkarstwa.

„Ilustrowany Kurier Codzienny” z 02.10

Wisła—Podgórze 1:0 (1:0)

Kraków, 1 października.

Powtórzyła się tu znana historja, iż me cze drużyn zagrożonych spadkiem są na wet dla faworytów przeważnie ciężkie do wygrania i że na nich nietrudno jest o niespodzianki. Do ostatniej też niemal minuty powyższego meczu wynik jego stał pod znakiem zapytania, a ponadto trzeba stwierdzić, iż przewaga po pauzie należała bezwzględnie do Podgórza, które w tym o- kresie miało więcej z gry. Wystąpiło ono w składzie normalnym z tą jednak różni cą, iż w miejsce Ściborowskiego grał na prawem skrzydle rezerwowy Wacław.

Wisła, która wystąpiła na tym meczu po ważnie osłabiona (skład jej był nast.: Koźmin, Oleksik, Szumilas, Jezierski, Kotlarczyk I, Bajorek, Habowski, Kopeć, Obtułowicz, Artur i Balcer) grała dobrze tylko do tej pory, kiedy Artur był zdrów. Kiedy jednak zawodnik ten, na skutek ostrej gry Podgórza (głównie polującego na jego kości Kasiny), doznał odnowienia kontuzji i statystował na boisku, już więcej nie by to gry w napadzie Wisły. Nastąpił tam zupełny chaos i bezgłowie, któremu ton na dawał ociężały Obtułowicz. Również i linja pomocy nie stała na zwykłym poziomie, a ograniczania się do defensywy oraz brak silniejszego odkopu, powodował bardzo ciężkie momenty w ty łach, gdzie naogół dobrze pracowała cała trójka obronna, choć Koźmin nie był po ważniej zatrudniony. Powodem tego była marna gra napadu Podgórza, który może nawet był gorszy od swego vis a vis. Gra do pauzy mogła się jeszcze jako tako podobać widzowi, który miał możność zo baczenia niejednokrotnie pięknej kombinacji, głównie ataku Wisły. Z niej padła też pięknie strzelona bramka Artura z wypracowanej uprzednio pozycji przez Kop cia w 15 min. Następnie bardzo wiele pozycyj tak do pauzy, jak i po przerwie marnuje Obtułowicz, jak i Balcer, który ma wyraźnego pecha w strzałach.

Po pauzie Podgórze gra z niebywałą ambicją, co jest zupełnie zrozumiałe, gdyż wobec otrzymania wiadomości o zwycięstwie Cracovii nad Warszawianką (zawody te odbyły się w porze południowej w Warszawie), drużyna krakowska Wygraną ewent. z Wisłą mogła zachować drużynie podgórskiej szanse na utrzymanie się w Lidze. Efektem tej zaciętości drużyny pod górskiej są tylko liczne kornery na jej korzyść oraz parę mało groźnych strzałów, obronionych gładko przez Koźmina. Dopiero pod sam koniec meczu rezygnuje Podgórze ze zwycięstwa. Wisła ma wtedy, podobnie jak i na początku drugiej poło wy kilka dobrych sytuacyj podbramkowych lecz nie ma nikogo, coby je wykorzystać.

Na mało ciekawej grze kończą się te zawody, które prowadził p. Kurzweil ze Lwowa. Widzów ponad 2.000.