1935.03.31 Legia Warszawa - Wisła Kraków 4:0

Z Historia Wisły

1935.03.31, I Liga, 1. kolejka, Warszawa, Stadion Wojska Polskiego, 12:00
Legia Warszawa 4:0 (3:0) Wisła Kraków
widzów: 2-3.000
sędzia: Edmund Andrzejak z Łodzi
Bramki
Józef Nawrot 8'
Stanisław Gburzyński (g) 15'
Ryszard Łysakowski 38'
Stanisław Obtułowicz (sam.) 47'
1:0
2:0
3:0
4:0
Legia Warszawa
2-3-5
Antoni Keller
Henryk Martyna
Edward Szczotkowski
Marian Schaller
Józef Kubera
Henryk Przeździecki
Edward Drabiński
Stanisław Gburzyński
Józef Nawrot
Ryszard Łysakowski
Witold Wypijewski

trener: brak
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Eugeniusz Oleksik
Władysław Szumilas
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Stanisław Obtułowicz
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Artur Woźniak
Antoni Łyko
Mieczysław Balcer

trener: brak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Relacje prasowe

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Kuryer Sportowy. 1935, nr 14

Świetny start Legii

Legia - Wisła 4:0 (3:0)

Warszawa, 31 marca. (Tel) Do pierwszego w sezonie meczu ligowego drużyny wystąpiły w nast. składach: Legja: Keller, Martyna, Szczotkomski, Szaller, Kubera, Przeździecki II, Drabiński, Gburzyński, Nawrot, Łysakowski, Wypijewski. — Wisła: Koźmin. Oleksik, Szumilas, Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Obtułowicz, Habowski, Kopeć, Artur, Łyko, Balcer.

Jak widzimy, obie drużyny nie zmieniły niemal przez zimę swych składów osobowych, w przeciwieństwie do innych zespołów ligowych. Tak jedyną zmianą w Legji było wstawienie Gburzyńskiego w miejsce przymusowo pauzującego (dyskwalifikacja) Przeździeckiego I, zaś w Wiśle, obok nieobecności zdyskwalifikowanego Fereta, wstawiono Obtułowicza do pomocy. Pozostały poza tem te same nazwiska, stąd podobne systemy, podobne właściwości techniczne. Po pierwszym meczu trudno odważyć się na jakiś sąd, czy też ewentualne przypuszczenia, odnośnie układu sił w tegorocznym sezonie. Narazić skonstatować można tylko jedno. Legja okazała się lepiej przygotowaną od Wisły.

Widać to było przedewszystkiem w lepszym starcie do piłki, umiejętności wyrabiania pozycyj do strzału, dokładności podań i opanowaniu piłki. U Wisły tych wszystkich zalet piłkarskich nie było widać, szczególnie w pierwszej połowic meczu. Gracze dopiero podczas gry oswoili się z boiskiem i piłką i po pauzie zaczęli grać znacznie lepiej, a przedewszystkiem spokojnie i mniej chaotycznie. W drugiej połowie meczu Wisła była przeciwnikiem równorzędnym, ale tego, co straciła na początku, odrobić już nie była w stanie. Nadto szczęście bynajmniej nie było po stronie gości. Jedna bramka „samobójcza", jedna z wątpliwego „spalonego" (i to pierwsza) wskazują na pecha. Nie chcemy tutaj bynajmniej osłabiać zasłużonego stuprocentowego zwycięstwa Legji, ale, naszem zdaniem, było ono cyfrowo nieco za wysokie, gdyż napad Wisły, mimo że grał b. chaotycznie i był o klasę słabszym, niż linja ataku Legji, zasłużył na jedną bramkę po przerwie. Głównym powodem porażki Wisły była słaba gra ataku, który poza niedokładnościami w stopowaniu piłki i podaniach, nie potrafił wyrobić sobie dogodnych pozycyj do strzału. Już sam fakt oddania pierwszego strzału dopiero po pół godzinie świadczy, że luka w tej dziedzinie była b. znaczna.

Po przerwie szło wprawdzie nieco lepiej, ale również do strzałów raczej nie dochodziło, a poprawa gry uwidoczniła się jedynie w grze w połą, spokojniejszej i bardziej planowej, Legja sprawiła doskonałe wrażenie, szczególnie w pierwszej połowie, gdy gracze, dysponując świeżością, przeprowadzali raz po raz bardzo ciekawe a przedewszystkiem skuteczne akcje. Trzy bramki zdobyte i poza tem dwie poprzeczki Łysakowskiego — to dorobek bardzo znaczny. Bardzo dobrze spisali się z prawej strony młodzi napastnicy Legji: Drabiński — Gburzyński. Ci dwaj zawodnicy okazali duże zgranie i pomysłowość i w znacznym stopniu przyczynili się do zwycięstwa Legji. Nawrot dobry w pola, ale w momentach podbramkowych nie dochodził do strzału, natomiast dobrze usposobiony strzałowo był Łysakowski. Jego trzecia bramka była w swoim rodzaju majstersztykiem. Wypijewski na lewem skrzydle słabszy niż w roku ubiegłym. W pomocy Kubera pracowity, ale niedokładny w podaniach, Przeździecki II głównie defensywny, natomiast najlepiej spisał się Szaller, który nietylko pieczołowicie przeszkadzał Balcerowi, ale także wzorowo wspomagał napad. W obronie Martyna już w doskonałej formie i o niezawodnym wykopie. Szczotkowski pracowity, ale technicznie posiada jeszcze spore braki. Keller w bramce uratował kilka trudnych sytuacyj po przerwie.

Omawiając charakterystykę zespołu Wisły, trzeba uwzględnić oddzielnie pierwszą i drugą połowę meczu. W pierwszej cala drużyna wypadła b. słabo. Atak nie mógł się zdobyć na spokojniejszą akcję, a przedewszystkiem na strzał, pomoc nie mogła sobie dać rady z szybkimi napastnikami przeciwnika, Koźmin chwytał niepewnie, a obrona miała trudności z ustawianiem się.

Po pauzie nastąpiła znaczna poprawa we wszystkich linjach, zwłaszcza od chwili, gdy bracia Kotlarczykowie rozegrali się na dobre. W tej fazie gry Iinja pomocy nie była gorsza od linji pomocy Legji, a nawet pod względem ofensywnym spełniała swe zadanie zupełnie poprawnie. _ Niestety, napad, który zaczął nieźle funkcjonować w polu, pod bramką nie umiał sobie dać rady z twardą postawą obrony Legji i rzadko dochodził do strzału. Brak startu, spowodowany przerwą zimową, dawał się tutaj poważnie we znaki. Wisła nie miała tym razem ani jednego gracza, któryby specjalnie się wyróżniał. Spodziewano się przed meczem, że Balcer i Artur będą najgroźniejszymi z napadu, tymczasem obaj, trzymani pilnie przez przeciwników, niewiele mogli zdziałać. Z łączników wyróżnić można raczej Kopecia, bardziej przebojowego i zdecydowanego od reszty. Obtułowicz zawinił... fatalną „samobójczą” bramkę. W obronie Szumilas pewniejszy w wykopie i ustawianiu się od Oleksika. Koźmin czasem niezdecydowany i niezbyt pewnie łapiący piłki.

Pierwsza połowa należy niemal całkowicie do Legji. Ataki gospodarzy prowadzone są głównie prawą stroną, często zagrażają bramce przeciwnika. Już w 1-szej min. strzał Łysakowskiego idzie w słupek, a następnie w 7-niej min. Nawrot w biegu Japie piłkę, bitą na bramkę przez Gburzyńskiego i z paru kroków zdobywa prowadzenie dla Legji. Na trybunach odnosiło się wrażenie, że był to minimalny „spalony". Wisła nadal nie może dojść do głosu, podczas gdy Legja, atakując zacięcie, zdobywa w 14-tej min. drugą bramkę przez Gburzyńskiego głowa, z pięknie mierzonej centry Grabińskiego. W 23-ciej min. rzut wolny bije Grabiński, ale strzał głową Łysakowskiego broni przytomnie Koźmin. Powoli Wisła rozgrywa się nieco i w 28 min. Kopeć oddaje daleki strzał, który idzie tuż nad poprzeczką. Następują dwa rzuty wolne, bite w 29 i 31 min. przez Szumilasa i Obtułowicza — oba idą w aut. Legja znów obejmuje inicjatywę. W 35 min. Łysakowski strzela powtórnie w poprzeczkę, zaś w dwie minuty7 później również Łysakowski z podania Wypijewskiego, znajdując się w pełnym biegu, zdobywa ładnym skośnym strzałem w dolny róg trzecia bramkę dla Legji. W 43 min. strzał Łyki idzie obok słupka.

Po przerwie w 2-giej min. następuje dramatyczny7 moment dla Wisły. Wypijewski centruje do środka a Obtułowicz, przez nikogo nie atakowany, przyjmuje na głowę piłkę tak niefortunnie, że nie przewidziawszy fałszu, skierowuje ją do własnej bramki. Piłka szła tak szybko, że Koźmin nie zdążył się zupełnie zorjentować. Legja prowadzi zatem szczęśliwie 4:0 i mą zwycięstwo zapewnione. Drużyna gospodarzy’ zwalnia skutkiem tego nieco na tempie, a tymczasem Wisła, nie zrażona pechem, „zbiera się“ i zaczyna grać znacznie lepiej, niż w pierwszej połowie. Atak jej przeprowadza kilka ciekawszych posunięć, do strzału jednak dochodzi rzadko, gdyż obrońcy Legji i dobrze pracująca pomoc stale są na stanowisku. Jedynie w 6 min. strzał Artura broni Keller, który w 39 min. ostrym rzutem pod nogi Kopciowi ratuje w b. trudnej pozycji. Druga połowa była znacznie powolniejsza w tempie, co Wiśle lepiej odpowiadało. Wynik pozostał jednak niezmieniony.

Sędziował p. Andrzejak z Łodzi. Widzów 2.500. Na marginesie tych spotkań kilka ostrych słów warto wypowiedzieć pod adresem Polskiego Kolegjum Sędziów. Oto dano naszym arbitrom silną władzę do rąk, bo możność zawieszenia gracza w jego prawach przez zwykłe usunięcie z boiska, lecz dano te prawa w ręce... nieodpowiednie. To, czego byliśmy7 świadkami na meczu Garbarnia — Pogoń nie przekonało nawet jednego z widzów, żeby Sędzia tych zawodów nadawał ,się do prowadzenia rozgrywek ligowych. Szczęście nawet, że ten brutalny7 mecz tak się zakończył, gdyż mogło łatwo dojść do gorszych jeszcze wykroczeń i częstej interwencji ze strony policji, która po zawodach ingerowała.

Nie lepiej było i w Warszawie, słabe sędziowanie znanego z niefortunnych występów w ub. roku p. Andrzejaka, którego drużyna i kierownictwo Wisły wini w wysokim stopniu o porażkę tak dotkliwą (konsternacja całego zespołu po uznaniu dwóch pierwszych bramek z pozycji „spalonej") powoduje, iż zarząd tego klubu wnosi o niewyznaczanie więcej tego arbitra na zawody ligowe jego drużyny. Charakterystycznem też jest, postępowanie PKS-u, który na ten mecz aż trzechkrotnie wyznaczał sędziego, zanim doszło do rzeczywistej obsady zawodów (pp. Wardęszkiewiecz, Otto i Andrzejak).


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1935, nr 92 (2 IV)

Pierwsze rozgrywki ligowe przynoszą niepowodzenia drużynom krakowskim.

Kraków, 1 kwietnia. Dzień wczorajszy był początkiem tegorocznego sezonu ligowego. Odbyły się narazie tylko 2 mecze, podczas gdy już od następnej niedzieli wezmą udział w rozgrywkach wszystkie niemal drużyny. Pierwsze mecze wypadły niezbyt przyjemnie dla drużyn krakowskich. „Typowana” na pewnego zwycięzcę meczu z Pogonią Garbarnia niedopisała bynajmniej i musiała zadowolić się remisowym rezultatem z przeciwnikiem, który miał niewiele sposobności do wcześniejszego treningu i za prawy, na skutek mniej sprzyjających warunków klimatycznych. Jeszcze gorzej wypadła Wisła, która po niosła porażkę, nienotowaną dotychczas w spotkaniach z Legją. Jeśli się jednak zważy, ze ten pogrom, warszawski spotkał drużynę krakowską po dobrem przygotowaniu zimowem, a nadto zespół krakowski nie stracił żadnego ze swych zawodników, to przegraną tę tak wysoką przypisać raczej należy wyjątkowo złej w tym dniu dyspozycji czerwonych i fatalnemu usposobieniu, aniżeli brakowi zupełnemu formy, czego dowodem jest choćby bez porównania lepsza ich gra po pauzie. Poniżej da jemy przegląd obu meczów.

Relacje prasowe

Legja - Wisła 4:0 (3:0)
Ilustrowany Kurier Codzienny, 02 kwietnia 1935
Warszawa. 31 marca (A. Sz.). Na stadionie Wojska Polskiego rozegrany został w niedzielę pierwszy w sezonie mecze ligowy. W meczu tym drużyna stołeczna Legji zupełnie zdecydowanie i zasłużenie pokonała krakowską Wisłę w stosunku 4:0, wykazując zadowalającą, jak na początek sezonu, formę.

Drużyna Legji, szczególnie w pierwszej połowie meczu, zupełnie wyraźnie przeważała nad przeciwnikiem pod każdym niemal względem. Legia górowała nad Wisłą zwłaszcza w starcie do piłki, dokładności podań, wyrabianiu sobie pozycji do strzału, a przede wszystkiem w samych strzałach.

Tymczasem Wisła do przerwy grała bardzo chaotycznie, tak w ofensywie jak i w defensywie, a większość graczy spaźniała się w starcie do piłki, co naszem zdaniem było jednym z najgłówniejszych powódów porażki.

A kiedy po przerwie drużyna Wisły rozegrała się nieco, było już za późno do wyrównania straconego pola. Przyznać jednak trzeba, że porażka 0:4 jest niewątpliwie za wysoką, gdyż drużyna krakowska grała w zupełności bez szczęścia i sądząc z przebiegu zawodów zwycięstwo Legji wprawdzie zdecydowanie zasłużone, nie powinno było być większe niż różnicą dwu bramek.

Drużyny wystąpiły w następujących składach: Legja - Keller, Martyna, Szczotkowski, Szaller, Kubera, Przeździecki II, Grabiński, Gburzyński, Nawrot, Łysakowski, Wypijewski. Wisła - Koźmin, Oleksik, Szumilas, Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Obtułowicz, Habowski, Kopeć, Artur, Łyko, Balcer.

Jak widzimy, obie drużyny nie wprowadziły przez zimę żadnych poważniejszych zmian w skłdzie. W Wiśle zabrakło zdyskwalifikowanego Fereta, a Obtułowicz wystąpił na pomocy, zaś w Legji zamiast zdyskwalifikowanego Przeździeckiego I grał Gburzyński.

W drużynie Legji dodatnią niespodziankę sprawiła prawa strona ataku, którą stanowili młodzi gracze Drabiński i Gburzyński. Przeprowadzili oni kilka pierwszorzędnych akcyj i w znacznym stopniu przysłużyli się do sukcesu swej drużyny. Najlepiej usposobiony strzałowo był Łysakowski, podczas gdy Nawrot dobry w polu, pod bramką nie mógł sobie wyrobić pozycji do strzału. W pomocy najlepiej pracował Szaller, a w obronie Martyna znajduje się już w doskonałej formie. Keller w bramce obronił kilka trudnych piłek.

Wisła, jak wyżej zaznaczyliśmy, grała w pierwszej połowie o wiele słabiej niż po przerwie. W ataku nic się nie kleiło, nawet Balcer dobrze pilnowany przez Szallera nie mógł dojść do głosu.

Trójka środkowa nie mogła zdobyć się na spokojne a celowe akcje, a do strzału dochodziła bardzo rzadko.

Najlepsze wrażenie sprawił tutaj Kopeć.

W pomocy Kotlarczykowie rozegrali się dopiero w drugiej połowie meczu, podczas gdy na początku byli często objeżdżani przez szybkie akcje napastników Legji. Obtułowicz po przerwie również poprawił się, ale fatalnie zawinił on "samobójczą" bramkę. W obronie Szumilas pewniejszy w wykopie od Oleksika, Koźmin niezbyt pewny.

Nadmienić jeszcze należy, że poza "samobójczą" bramką, Wisła straciła jeszcze jednego goala (pierwszy!), co do którego odnieść można było wrażenie, że padł z pozycji "spalonej".

Przebieg gry

Mecz rozpoczyna się od licznych ataków Legji prowadzonych głównie prawą stroną. Strzał Łysakowskiego w 1 min. idzie w słupek, zaś w 8-ej minucie Nawrot chwyta pod samą bramką podanie Gburzyńskiego i zdobywa łatwo pierwszą bramkę. W 14-tej minucie z centry Drabińskiego zdobywa Gburzyński głową drugą bramkę dla Legji. W 23-ej min. broni Koźmin strzał Łysakowskiego głową po rzucie wolnym bitym przez Drabińskiego.

Wisła zaczyna grać spokojnie i w 28 min. Kopeć oddaje pierwszy strzał na bramkę Legji z 20m. tuż nad bramką. Krótki okres ataków Wisły kończy się po dwóch rzutach wolnych bitych przez Szumilasa i Obtułowicza w aut! znów przeważa Legja i po strzale Łysakowskiego w 35 min. w poprzeczkę, tenże gracz w 37 min. z podania Wypijewskiego zdobywa w pełnym biegu dolnym strzałem w róg trzecią bramkę dla Legji. Tuż przed przerwą strzał Łyski idzie obok słupka.

Po przerwie w 2-giej min. centruje Wypijewski do środka a Obtułowicz przyjmuje piłkę na głowę tak niefortunnie, że skierowuje ją ostro do własnej bramki. Koźmin, nieprzygotowany zupełnie, nie może złapać piłki. Wisła niezrażona jeszcze widocznem niepowodzeniem, zaczyna jednak grać lepiej i pewnemi okresami wyraźnie przeważa. Dobra obrona Legji nie dopuszcza napadu przeciwnika do dogodniejszych na strzał pozycyj. W 6 min. strzał Artura broni Keller, który w 39 min. pięknie rzuca się pod nogi Kopciowi, ratując znów groźną sytuację. Gra po przerwie powolniejsza i mniej ciekawa, gdyż do liczniejszych sytuacji podbramkowych nie dochodzi.

Sędzia p. Andrzejak z Łodzi. Widzów 2500.


A. Sz.


Świetny start Legji
Raz, Dwa, Trzy, 02 kwietnia 1935
Legia - Wisła 4:0 (3:0)

Warszawa, 31 marca. (Tel) Do pierwszego w sezonie meczu ligowego drużyny wystąpiły w nast. składach: Legja: Keller, Martyna, Szczotkowski, Szaller, Kubera, Przeździecki II, Drabiński, Gburzyński, Nawrot, Łysakowski, Wypijewski. Wisła: Koźmin, Oleksik, Szumilas, Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Obtułowicz, Habowski, Kopeć, Artur, Łyko, Balcer.

Jak widzimy obie drużyny nie zmieniły niemal przez zimę swych składów osobowych, w przeciwieństwie do innych zespołów ligowych. Tak jedyną zmianą w Legii było wystawienie Gburzyńskiego w miejsce przymusowo pauzującego (dyskwalifikacja) Przeździeckiego, zaś w Wiśle obok nieobecności zdyskwalifikowanego Fereta wstawiono Obtułowicza do pomocy. Pozostały poza tym te same nazwiska stąd podobne systemy, podobne właściwości techniczne.

Po pierwszym meczu

trudno odważyć się na jakiś sąd

czy też ewentualne przypuszczenia odnośnie układu sił w tegorocznym sezonie. Na razie skonstatować można tylko jedno. Legia okazała się

lepiej przygotowaną od Wisły.

Widać to było przede wszystkim w lepszym w starcie do piłki, umiejętności wyrabiania pozycji do strzału, dokładności podań i opanowaniu piłki. U Wisły tych wszystkich zalet piłkarskich nie było widać, szczególnie w pierwszej połowie meczu. Gracze dopiero podczas gry oswoili się z boiskiem i piłką i po pauzie zaczęli grać znacznie lepiej, a przede wszystkim spokojnie i mniej chaotycznie. W drugiej połowie meczu Wisła była przeciwnikiem równorzędnym, ale tego co straciła na początku odrobić już nie była w stanie. Nadto szczęście bynajmniej nie było po stronie gości. Jedna bramka samobójcza, jedna z wątpliwego spalonego (i to pierwsza) wskazują na pecha. Nie chcemy tutaj bynajmniej osłabiać zasłużonego stuprocentowego zwycięstwa Legii, ale naszym zdaniem było ono cyfrowo nieco za wysokie, gdyż napad Wisły, mimo że grał bardzo chaotycznie i był o klasy słabszym niż linia ataku Legii, zasłużył na jedną bramkę po przerwie.

Głównym powodem porażki Wisły była

słaba gra ataku

który poza niedokładnościami w stopowaniu piłki i podaniach nie potrafił wyrobić sobie dogodnych pozycji do strzału. Już sam fakt oddania pierwszego strzału dopiero po pół godzinie świadczy że luka w tej dziedzinie była bardzo znaczna.

Po przerwie szło w prawdzie nieco lepiej, ale również do strzałów raczej nie dochodziło, a poprawa gry uwidoczniła się jedynie w grze w polu, spokojniejszej i bardziej planowej.

Legia sprawdziła doskonałe wrażenie

szczególnie w pierwszej połowie, gdy gracze imponując świeżością przeprowadzali raz po raz bardzo ciekawe, a przede wszystkim skuteczne akcje. Trzy bramki zdobyte i poza tym dwie poprzeczki Łysakowskiego to dorobek bardzo znaczny. Bardzo dobrze spisali się z prawej strony młodzi napastnicy Legii Drabiński - Gburzyński. Ci dwaj zawodnicy okazali duże zgranie i pomysłowość i w znacznym stopniu przyczynili się do zwycięstwa Legii. Nawrot dobry w polu, ale w momentach podbramkowych nie dochodził do strzału, natomiast dobrze usposobiony strzałowo był Łysakowski. Jego trzecia bramka była w swoim rodzaju majstersztykiem. Wypijewski na lewym skrzydle słabszy niż w roku ubiegłym. W pomocy Kubera pracowity, ale nie dokładny w podaniach. Przeździecki II głównie defensywny, natomiast najlepiej spisał się Szaller, który nie tylko pieczołowicie przeszkadzał Balcerowi, ale także wzorowo wspomagał napad.

W obronie Martyna jest w doskonałej formie i o niezawodnym wykopie. Szczotkowski pracowity, ale technicznie posiada jeszcze spore braki. Keller w bramce uratował kilka trudnych sytuacji po przerwie.


Omawiająć charakterystykę zespołu Wisły trzeba uwzględnić oddzielnie pierwszą i drugą połowę meczu. W pierwszej cała drużyna wypadła bardzo słabo, atak nie mógł się zdobyć na spokojniejsze akcje, a przede wszystkim na strzał. Pomoc nie mogła sobie dać rady z szybkimi napastnikami przeciwnika. Koźmin chwytał niepewnie, a obrona miała trudności z ustawieniem się.

Po pauzie nastąpiła

znaczna poprawa we wszystkich liniach

zwłaszcza od chwili, gdy bracia Kotlarczykowie rozegrali się na dobre. W tej fazie gry linia pomocy nie była gorsza od linii pomocy Legii, a nawet pod względem ofensywnym spełnia swe zadanie zupełnie poprawnie.

Niestety napad, który zaczął nieźle funkcjonować w polu, pod bramką nie umiał sobie dać rady z twardą postawą obrony Legii i rzadko dochodził do strzału. Brak startu spowodowany przerwą zimową dawał się tutaj poważnie we znaki. Wisła nie miała tym razem ani jednego gracza, który by specjalnie się wyróżniał. Spodziewano się przed meczem, że Balcer i Artur będą najgroźniejszymi z napadu, tymczasem obaj trzymani pilnie przez przeciwników niewiele mogli zdziałać. Z łączników wyróżnić można raczej Kopecia, bardziej przebojowego i zdecydowanego od reszty. Obtułowicz zawinił fatalną samobójczą bramkę. W obronie Szumilas pewniejszy w wykopie i ustawianiu się od Oleksika. Koźmin czasem niezdecydowany i niezbyt pewnie łapiący piłki. Pierwsza połowa należy niemal całkowicie do Legii. Ataki gospodarzy prowadzone są głównie prawą stroną, często zagrażają bramce przeciwnika. Już w 1-szej minucie strzał Łysakowskiego idzie w słupek, a następnie w 7 min. Nawrot w biegu łapie piłkę bitą na bramkę przez Gburzyńskiego i z paru kroków zdobywa prowadzenie dla Legii. Na trybunach odnosiło się wrażenie że był to minimalny spalony. Wisła nadal nie może dojść do głosu, podczas gdy Legia atakując zaciekle zdobywa w 14 min. drugą bramkę przez Bburzyńskiego głową z pięknie mierzonej centry Drabińskiego. W 23-ciej min. rzut wolny bije Drabiński ale strzał głową Łysakowskiego broni przytomnie Koźmin. Powoli Wisła rozgrywa się nieco. W 28 min Kopeć oddaje daleki strzał, który idzie tuż nad poprzeczką. Następują dwa rzuty wolne bite w 29 i 31 min przez Szumilasa i Obtułowicza - oba idą w aut. Legia znów obejmuje inicjatywę. W 35 min Łysakowski strzela powtórnie w poprzeczkę, zaś w dwie minuty później również Łysakowski z podania Wypijewskiego znajdując się w pełnym biegu zdobywa ładnym skośnym strzałem w dolny róg trzecią bramkę dla Legii. W 43 min strzał Łyki idzie obok słupka.

Po przerwie w 2 min. następuje dramatyczny moment dla Wisły. Wypijewski centruje do środka, a Obtułowicz przez nikogo nie atakowany przyjmuje piłkę na głowę tak niefortunnie, że nie przewidziawszy fałszu skierowuje ją do własnej bramki. Piłka szła tak szybko, że Koźmin nie zdążył się zupełnie zorientować. Legia prowadzi zatem szczęśliwie 4:0 i ma zwycięstwo zapewnione. Drużyna gospodarzy zwalnia skutkiem tego nieco na tempie, a tymczasem Wisła nie zrażona pechem zbiera się i zaczyna grać znacznie lepiej niż w pierwszej połowie. Atak jej przeprowadza kilka ciekawszych posunięć, do strzału jednak dochodzi rzadko, gdyż obrońcy Legii i dobrze pracująca pomoc stale są na stanowisku. Jedynie w 6 min. strzał Artura broni Kellner, który w 39 min. ostrym rzutem pod nogi Kopciowi ratuje w bardzo trudnej pozycji. Druga połowa była znacznie powolniejsza w tempie, Co Wiśle lepiej odpowiadało. Wynik pozostał jednak niezmieniony.

Sędziował pan Andrzejak z Łodzi. Widzów 2500.

Na marginesie tych spotkań kilka ostrych słów warto wypowiedzieć pod adresem Polskiego Kolegium Sędziów. Oto dano naszym arbitrą silną władzę do rąk, bo możność zawieszenia gracza w jego prawach przez zwykłe usunięcie z boiska, lecz dano te prawa w ręce... nieodpowiednie. To, czego byliśmy świadkami na meczu Garbarnia - Pogoń nie przekonało nawet jednego z widzów, żeby sędzia tych zawodów nadawał się do prowadzenia rozgrywek ligowych. Szczęście nawet, że ten brutalny mecz tak się skończył, gdyż mogło łatwo dojść do gorszych jeszcze wykroczeń i częstej interwencji ze strony policji, która po zawodach ingerowała.

Nie lepiej było i w Warszawie, słabe sędziowanie znanego z niefortunnych występów w ubiegłym roku pana Andrzejaka, którego drużyna i kierownictwo Wisły wini w wysokim stopniu o porażkę tak dotkliwą (konsternacja całego zespołu po uznaniu dwóch pierwszych bramek z pozycji spalonej) powoduje, iż zarząd tego klubu wnosi o niewyznaczanie więcej tego arbitra na zawody ligowe jego drużyny. Charakterystycznym też jest postępowanie PKS-u który na ten mecz aż trzechkrotnie wyznaczał sędziego, zanim doszło do rzeczywistej obsada zawodów (pp. Wardęszkiewicz, Otto i Andrzejak).



Legia - Wisła 4:0 (3:0)
Ilustrowana Republika, 01 maja 1935
Warszawa, 31 marca.

Długa przerwa zimowa mocno stęskniła ludzi za piłkarstwem, toteż mimo wczorajszego mrozu na stadion Legii przybyło ponad 3000 widzów, by być świadkami pierwszego w tym roku spotkania ligowego.

Wisła zawiodła na całej linii, wykazujący zupełny brak zaprawy i ustępując pod tym względem znacznie zespołowi stołecznemu. Warszawianie przewyższali wyraźnie krakowian, mając zwłaszcza do przerwy dużą przewagę.

Już w 7 minucie zdobyła Nawrot pierwszą bramkę, a w kilka minut potem Gburzyński głową drugą z podania Drabińskiego.

Legia ma ciągle inicjatywę, a Wisła ogranicza się w tej fazie do jednego tylko dalekiego strzału Kopecia. Przed samą przerwą zdobywa Łysakowski z podania Wypijewskiego trzecią bramkę.

Po przerwie Legia wychodzi już na boisko z mniejszą werwą, zdobywa jednak natychmiast po rozpoczęciu czwartą bramkę wpakowaną samobójczo przez bramkarza krakowian Szumilasa... głową.

Ataki Legii słabną i widać teraz u niektórych graczy słabszą kondycję. Wisła przechodzi w tej fazie do ofensywy, ale obrona warszawian z Martyną i Kellerem w bramce udaremnia wszelkie zresztą dosyć anemiczne zakusy krakowian.

W Legii na pierwszy plan wybili się Keller i Martyna, a w ataku do przerwy lewa strona Gburzyński - Drabiński.

W Wiśle bodajże najlepiej grał Łyko. Dość dobrze wypadli też bracia Kotlarczykowei, grający jednak znacznie słabiej niż w roku ubiegłym. Balcer jest zupełnie bez formy, a już bardzo słabo grała obrona, przyczyniając się w znacznej mierze do tak wysokiej porażki.

Sędziował p. Andrzejak z Łodzi.



Tabela wypełnia się cyframi…
Przegląd Sportowy, numer 27 (1035) 1935 rok strona 1:
1 Kwietnia. Legja – Wisła 4:0

Na nieskalanie czystej do niedzieli tabeli tegorocznych mistrzostw Ligi, wpisaliśmy wczoraj dwa pierwsze wyniki: Legja – Wisła 4:0 i Garbarnia – Pogoń 1:1. Obecnie każda prawie niedziela czy dzień świąteczny znaczyć się będzie w pochodzie z jednej strony do wielkiego tytułu, a z drugiej do spadku w otchłań klasy A, cyferkami nowych wyników.

Pozostało ich do wypełnienia – drobnostka: jeszcze „tylko” 108 meczów mamy przed sobą.

Sto osiem meczów – 164 godziny gry – niemal 7 dni bezustannej walki piłkarskiej na boiskach Warszawy, Krakowa, Wielkich Hajduków, Lwowa, Poznania i Łodzi. Sto osiem meczów, które wypełnią nową kartę w historii polskiej piłki nożnej, których przebieg zdecyduje o stanie i pełnej klasie jednych klubów, a o zapomnieniu i upadku drugich.

Mecze niedzielne nie powiedziały naogół wiele: spotkanie krakowskie utopiło technikę, szybkość i strzał w grzęzawisku boiska i z tego też względu nie dało prawie żadnego materiału porównawczego. Wiemy tylko tyle, że Pogoń jest groźna w napadzie, a Garbarnia dysponuje dobrymi tyłami. Ale wiemy również i to, że w normalnych warunkach zarówno tyły lwowian, jak ofenzywa krakowian mogą odzyskać swą zachwianą na błocie kondycję i wyrównać swe niedzielne braki.

O meczu warszawskim, który odbył się na boisku prawie normalnem, można mówić już bardziej konkretnie. Tak więc Legia zademonstrowała formę, która powinna jej w pierwszym okresie mistrzostw przynieść piękną wiązankę punktów. Zespół wojskowych jest dobrze przygotowany, wyrównany, kompletnie pozbawiony punktów wybitnie słabych.

Natomiast z Wisłą nie jest dobrze: zespół krakowski posiada wyraźne luki w tyłach, a w napadzie dysponuje kwintetem zbyt mało zcementowanym, aby mógł być groźny dla przeciętnie nawet dobrej obrony przeciwnika.

Ta nieciekawa forma Wisły jest tembardziej przykra, że krakowianie wybierają się na Wielkanoc do Belgii. Drużyna ta w formie niedzielnej jechać zdaniem naszem, nie powinna.

Być może, że najbliższe dwa tygodnie wpłyną decydująco na obraz tej drużyny. W każdym razie PZPN musi ją bacznie obserwować, aby w razie czego nie dopuścić do wyjazdu, który zamiast pożytku mógłby przynieść tylko szkodę naszej propagandzie



WISŁA KRAKÓW nie zastartowała szczęśliwie w tegorocznych walkach o mistrzostwo Ligi. Pierwszy mecz z Legją w Warszawie przyniósł wiślakom dotkliwą porażkę 0:4. Stoją od lewej: Delekta (kier. sekcji), Oleksik, Koźmin, Kotlarczykowie, Artur, Szumilas, Kopeć, Balcer, Habowski, Łyko, Obtułowicz.
WISŁA KRAKÓW
nie zastartowała szczęśliwie w tegorocznych walkach o mistrzostwo Ligi. Pierwszy mecz z Legją w Warszawie przyniósł wiślakom dotkliwą porażkę 0:4.
Stoją od lewej: Delekta (kier. sekcji), Oleksik, Koźmin, Kotlarczykowie, Artur, Szumilas, Kopeć, Balcer, Habowski, Łyko, Obtułowicz.
Smaczny kąsek dla Nawrota (na prawo) sprzątnął napastnikowi Legji z przed nosa bramkarz Wisły Koźmin. Na lewo wiślacy Obtułowicz i Szumilas.
Smaczny kąsek dla Nawrota (na prawo) sprzątnął napastnikowi Legji z przed nosa bramkarz Wisły Koźmin. Na lewo wiślacy Obtułowicz i Szumilas.