1935.04.07 Wisła Kraków - Śląsk Świętochłowice 4:1

Z Historia Wisły

1935.04.07, I Liga, 2. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 16:00
Wisła Kraków 4:1 (2:1) Śląsk Świętochłowice
widzów: 2-4.000
sędzia: Seemann ze Lwowa
Bramki

Stanisław Obtułowicz (k) 22'
Artur Woźniak 42'
Stanisław Obtułowicz (w) 54'
Bolesław Habowski 68'
0:1
1:1
2:1
3:1
4:1
17'(w) Hubert Gad




Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Józef Kotlarczyk
Władysław Szumilas
Grafika:Kontuzja.pngMieczysław Jezierski
Jan Kotlarczyk
Stanisław Obtułowicz
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Artur Woźniak
Grafika:Kontuzja.pngJulian Samborski
Antoni Łyko

trener: brak
Śląsk Świętochłowice
2-3-5
Alfred Mrozek
Alojzy Bryła II
Wilhelm Seifert
Ernest Dembski
Józef Hanusik
Szymon Waluś
Maksymilian Więcek
Jerzy Gieroń
Hubert Gad
Ewald Cebula
Artur Olbrich

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Według "Polski Zachodniej" wśród 4.000 kibiców było 500 Ślązaków.

Spis treści

Galeria

Relacje prasowe

Śląsk organizuje pociąg popularny na mecz z Wisłą
Ilustrowany Kurier Codzienny, 24 marca 1935
Pierwszy mecz banjaminka ligi K.S. Śląska wywołał na całym Śląsku zrozumiałe zainteresowanie. Śląsk spotka się bowiem w dniu 7 kwietnia z renomowanym przeciwnikiem krakowską Wisłą na obcym boisku. Będzie to dla Ślązaków pierwszy chrzest bojowy, a zarazem pierwsza poważniejsza próba ich umiejętności. Z tego względu K.S. Śląsk, przywiązując do tego spotkania znaczną wagę, urządza pociąg popularny do Krakowa dla swych sympatyków. Zgłoszenia przyjmuje sekretarz klubu p. Marek w Urzędzie gminnym w Świętochłowicach do dnia 25 bm. Przejazd w obie strony kosztować będzie 4 zł. 50 gr.

(kl)



Popularny pociąg na mecz Śląsk - Wisła do Krakowa
Polska Zachodnia, 04 kwietnia 1935
W związku z zawodami o mistrzostwo Ligi między Wisłą a Śląskiem, które odbędą się w dniu 7 bm - Zarząd KS Śląsk urządza dla swych licznych sympatyków wycieczkę do Krakowa. Cena przejazdu w obie strony wynosić będzie 4.50. Odjazd nastąpi w niedzielę o godz. 6,45 rano ze Świętochłowic, wyjazd z Krakowa o godzinie 20, a powrót do Katowic nastąpi o godzinie 21,30. Zgłoszenia - do soboty - przyjmuje sekretarz klubu p. Marek, Urząd gminny Świętochłowice.



Sensacyjne zawody ligowe Śląsk - Wisła
Ilustrowany Kurier Codzienny, 06 kwietnia 1935
Zapowiedź pierwszego meczu ligowego banjaminka Ligi, drużyny Śląska ze Świętochłowic z Wisłą obudziła niezwykłe zainteresowanie w Krakowie. O Śląsku słyszeli wszyscy sportowcy tak wiele i to z najlepszej strony, iż każdy pragnie zobaczyć ten rewelacyjny zespół. Znakomite wyniki Ślązaków, uzyskane w ostatnim czasie, dalej całkowita rekonstrukcja drużyny, która w ciągu zimy pięciu pierwszorzędnych graczy, czyni ze Śląska zespół, po którym nawet trener związkowy PZPN-u, Kurt Otto oczekuje wiele i zapowiada mu zajęcie jednego z najwybitniejszych miejsce w Lidze.

Wiśle przypadło zatem ciężkie zadanie, jeśli zechce zrehabilitować się za porażkę doznaną w Warszawie i wykazać formę, usprawiedliwiającą jej tournee wiosenne po Belgji i Francji.

Niewątpliwie niedzielne zawody uznać należy jako wyjątkową atrakcję, przyczem ogólne zaciekawienie budzi występ najlepszego gracza Śląska, środkowego napastnika Goda. Początek meczu na boisku Wisły o godz. 4-tej popołudniu. Bilety są już w przedsprzedaży.



Śląsk - Wisła
Ilustrowany Kurier Codzienny, 08 kwietnia 1935
Dzisiaj w niedzielę odbędzie się, jak już donosiliśmy, pierwszy mecz ligowy na boisku Wisły, który z miejsca wzbudził niezwykłe zainteresowania.

Przeciwnikiem bowiem Wisły jest doskonała drużyna śląska, a mianowicie benjaminek Ligi, Śląsk ze Świętochłowic, którego występu (pierwszego w Lidze), dzięki rewelacyjnym jego ostatnim wynikom oczekuje cały ogół z niesłabnącem zaciekawieniem.

Początek meczu o godz. 4 po południu, na boisku Wisły, poprzedzi mecz w razie pogody drużyn młodszych.



Mecz Śląsk - Wisła wielką atrakcją sezonu sportowego
Ilustrowany Kurier Codzienny, 07 kwietnia 1935
Pierwszy występ drużyny Śląska w Krakowie wzbudził niebywałe zainteresowanie. Ze Śląska odchodzi specjalny pociąg popularny, który wyjedzie w niedzielę o godz. 7-mej rano ze Świętochłowic. W Krakowie dał się zaznaczyć niezwykle ożywiony zakup biletów w miejscach przedsprzedaży.

Zresztą nic w tem dziwnego, gdyż doskonała forma Śląska, bijącego leadera ligi śląskiej Dąb 5:0, a ostatni piękny sukces w meczu z mistrzem niemieckiego Śląska Preussen z Hindenburga 5:1 gwarantują wysoką klasę Ślązaków.

Przyjeżdżają też oni w swym najsilniejszym zespole ze słynnym środkowym napastnikiem Godem na czele. Znakomite jednostki stanowią Olbrich na prawym skrzydle i łącznicy Smol i Więcek. W bramce jeden z najlepszych bramkarzy Śląska Mrozek, obrona Seifert i Bryła dopełniają doskonałej całości zespołu.

Początek meczu o godz. 4-tej popołudniu na boisku Wisły, w razie pogody poprzedzą zawody drużyn młodszych.



Wisła - Śląsk 4:1 (2:1)
Ilustrowany Kurier Codzienny, 09 kwietnia 1935
Pierwszą pełną niedziele ligową mamy już za sobą. Już wszystkie drużyny startowały, choć nie wszystkie straciły punkty. Na czoło jednak wyszła Garbarnia mimo, iż straciła cenny punkt w spotkaniu z Pogonią. Potem kroczy w równej linji za nią trzy zespoły Ruch, Legja i Warta, które wszystkie mogą się poszczycić jedną tylko grą, ale zato pięknem zwycięstwem w identycznym stosunku 4:0. Na samym końcu znalazła się Cracovia, ale to jeszcze niczego nie oznacza. Dopiero jedna gra i szanse dla wszystkich jeszcze właściwie równe. Horoskopy snuć jakiekolwiek teraz jest jeszcze przedwcześnie.

Pierwszego występu Benjaminka Ligi oczekiwano z wielkiem zainteresowaniem, to też mimo przenikliwego zimna na widowni zebrało się około 3.000 widzów. Drużyna śląska nie sprawiła zawodu publiczności, gdyż była przeciwnikiem, który zagrozi napewno jeszcze niejednemu zespołowi ligowemu, a już napewno na własnym terenie może odebrać punkty nawet i leaderom.

Gra stała przedewszystkiem na wysokim poziomie do pauzy, a tempo było rzadko oglądane na naszych boiskach, jak na początek sezonu. Ślązacy przerzucaniem ustawicznem piłki z jednego skrzydła na drugie stwarzali raz po raz niebezpieczne sytuacje, z których ratowały cały zespół dobrze grająca obrona i Koźmin w bramce. Zwycięstwo Wisły było zasłużone, jej lepsza technika, rutyna zadecydowały o zwycięstwie.

Już sam początek meczu zapowiada się sensacyjnie, gdy następuje piękny przebój prawoskrzydłowego Ślązaków i jego piękną centrę skierowuje lewoskrzydłowy na bramkę tak celnie, iż robinsonujący Koźmin z najwyższym trudem broni na korner. Zaraz potem Koźmin interweniuje w drugiej podobnej groźnej sytuacji, poczem do głosu dochodzi Wisła, której dwa piękne ataki kończą się dwiema celnemi "główkami" Samborskiego, ale Mrozek broni za każdym razem bez zarzutu.

Gra wyrównuje się coraz bardziej, a nawet Wisła jest częściej pod bramką gości, piękny rzut wolny Obtułowicza trafia jednak w poprzeczkę, dobija coprawda Samborski, lecz znowu broni Mrozek przytomnie.

Pomimo pewnej przewagi Wisły pierwszy goal pada dla Śląska z rzutu wolnego, podyktowanego w 15 min. za rękę Szumilasa. Rzut egzekwuje b. celnie God tak, iż Koźmin musi kapitulować. Na dobitek w następnej minucie Jezierski doznaje kontuzji tak, iż od tej pory gra cały czas nieco utykając. Wisła nie deprymuje się tem niepowodzeniem, a energiczna gra Kopecia zmienia sytuację na jej korzyść.

W 32 min. jego wypad kończy się strzałem, który stojący w golu obrońca odbija ręką. Sędzia dyktuje rzut karny, który zamienia pewnie w bramkę Obtułowicz. Jeszcze następują dwa strzały Kopecia i Łyki, obronione przez Mrozka, poczem dopiero 40 minuta decyduje o nowym sukcesie Wisły. Energiczny atak Kopecia powoduje, iż całe trio obronne Śląska zostaje jego osobą zaprzątnięte tak, iż Artur może bez trudu skierować piłkę do pustej bramki. 2:1 dla Wisły.

Po pauzie gra jest wyrównana, owszem Ślązacy mają nawet okresy przewagi, lecz dyspozycja strzałowa Wisły jest lepsza. Przebój Kopecia w 7 min. kończy się rzutem wolnym, który pewnie egzekwuje celnym strzałem Obtułowicz. Śląsk nie daje dalej za wygraną i w dalszym ciągu atakuje, nieraz nawet groźnie, lecz tyły Wisły są zawsze na stanowisku.

Dopiero w 20 min. następuje załamanie Śląska, kiedy Habowski wspaniałym voleyem z centry Łyki strzela czwartego gola. Obie drużyny wyczerpane nie są w stanie zmienić wyniku, choć sposobności zwłaszcza pod bramką Śląska było po temu sporo. Pod koniec meczu na kilkanaście minut opuszcza boisko z powodu kontuzji Samborski, lecz wraca jeszcze napowrót.

Na wyróżnienie zasługują: z drużyny zwycięzców trio obronne, zwłaszcza Kotlarczyk II i Koźmin, w pomocy Kotlarczyk I (choć jeszcze tempa nie wytrzymuje) i Obtułowicz, zaś w napadzie najlepszy Kopeć, potem Łyko, Artur nie wrócił jeszcze do formy, Habowski poza wspaniałym golem nienadzwyczajny, a Samborski jeszcze słaby.

Ze Śląska najlepszy w napadzie God, choć więcej po nim spodziewaliśmy się i Olbrich, w pomocy Waluś, a w trio obronnem Mrozek w bramce. Skład drużyny był następujący: Mrozek, Bryła, Seifert, Dembski, Hanuszek, Waluś, Więcek, Gieroń, God, Cebula i Olbrich.

Sędziował dobrze p. Seeman.



Nieudany debiut Śląska w Krakowie
Polska Zachodnia, 08 kwietnia 1935
Wisła bije K.S. Śląsk Świętochłowice 4:1 (2:1)

Kraków. W obecności ponad 4000 osób Wisła krakowska pokonała zasłużenie na własnym gruncie zespół KS Śląsk z Świętochłowic.

Gra stała pod znakiem stałej przewagi Wisły, która okresami grała wprost koncertowo, podczas gry Śląsk grał słabo i chaotycznie.

Debiut Śląska w rozgrywkach ligi śląskiej [zapewne błąd - powinno być polskiej - przyp. historiswisly.pl] uważać należy za nieudany, nie należy jednak z góry przesądzać, że odegra on w polskiej ekstraklasie rolę kopciuszka. To pierwsze niepowodzenie nie powinno Świętochłowiczan zrażać, przeciwnie, wiedząc o tem, że bardziej rutynowane zespoły, dobrze już zaprawione w bojach ligowych, przegrywały z Wisłą w identycznym stosunku.

Śląsk będzie miał jeszcze dużo okazyj do zdobycia punktów.

Jeszcze jeden moment wpłynął na porażkę Śląska: mianowicie grali bez dwóch swych najlepszych graczy, ostatnio pozyskanych, których im PZPN nie zatwierdził.

Tu przypominamy śląskim drużynom, że na walnem zebraniu PZPN, kiedy rozstrzygała się kwestja za karencją czy przeciw, Śląsk głosował za jej utrzymaniem.

Oto konsekwencje.

Bramki dla Wisły zdobyli w 32 min. Obtułowicz, w 42 min. Artur, po przerwie w 20 min. Habuś [Hobowski - przyp. historiawisly.pl] i w 30 min. Łyko.

Jedyną bramkę uzyskał Śląsk już w 17 minucie pierwszej części meczu ze strzału Goda z rzutu wolnego.

Sędziował p. Seemann ze Lwowa.

Śląskowi towarzyszyło do Krakowa około 500 osób, które wyjechały pociągiem popularnym.



Sport. Wisła - Śląsk 4:1 (2:1)
Głos Narodu, 08 kwietnia 1935
Wisła wygrała zasłużenie, choć w zbyt wysokiem stosunku. Pierwszą bramkę zdobyli Ślązacy z rzutu wolnego w 15 minucie przez Goda. Wyrównał Obtułowicz w 31 minucie z rzutu karnego za rękę obrońcy. Na 6 minut przed przerwą Artur podwyższył wynik do 2:1 dla Wisły. Już w pierwszej połowie przeważała na ogół Wisła. W drugiej części gry przewaga ta uwidoczniła się jeszcze bardziej. Wykładnikiem jej były dwie dalsze bramki Obtułowicza z rzutu wolnego w 9 min i Habowskiego najpiękniejsza bramka dnia zdobyta w 22 minucie. Oba zespoły nie zadowoliły zgromadzonej w liczbie 3 tysięcy publiczności, znajdują się one bowiem w prawdziwie wiosennej formie.


Wisła - Śląsk 4:1 (2:1)
Siedem Groszy, 08 kwietnia 1935
Spotkanie to było wielką atrakcją dla Krakowa i zgromadziło około 3.500 osób, z czego około 500 przyjechało specjalnie ze Śląska. Goście zabierają się z miejsca do ataku, jednak bezskutecznie. Wisła skonsternowana, gra chaotycznie, w 15 minucie God, najlepszy gracz Śląska, z wolnego uzyskuje prowadzenie dla swoich barw. Na trybunach nieopisany entuzjazm. Zwolennicy Śląska wypuszczają gołębie pocztowe, które donieść mają do Świętochłowic wiadomość o uzyskaniu prowadzenia przez ich pupilków. Wisła otrząsa się z opresji i przechodzi do kontrataku. W 31 minucie z rzutu karnego Obtułowicz wyrównuje. Odtąd Wisła urządza częste wypady, które zagrażają bramce gości. Doskonały jednak bramkarz Mrozek, likwiduje wszystko. W 44 minucie z winy obrońców Artur strzela drugą bramkę. Po przerwie zaznacza się leka przewaga Wisły, która utrzymuje się do samego końca meczu. Wisła powtórnie przeprowadza piękne ataki i w 55 minucie Obtułowicz podwyższa wynik, zaś w 70 minucie Chabocki [Habowski - przyp. historiawisly.pl] ustala wynik dnia, przyczem strzelona przez niego bramka była najładniejsza. Z Wisły na wyróżnienie zasługują Artur i Koźmin, podczas gdy w drużynie gości bardzo dobrze spisał się bramkarz Mrozek oraz God w ataku.

Podkreślić należy, że tak drużyna miejscowych jak również goście, częstokrotnie mieli sposobność uzyskać bramkę, jednak nie wykorzystali tych możliwości. Po drużynie Śląska spodziewano się o wiele więcej jak ona faktycznie pokazała i nawet typowano ją na zwycięzcę, tembardziej że Wisła ostatnio znajduje się w nieszczególnej formie. Sędziował b. objektywnie p. Seemann ze Lwowa.



Wisła - Śląsk 4:1 (2:1)
Ilustrowana Republika, 08 kwietnia 1935
Kraków, 7 kwietnia

Pierwszy występ "banjaminka-recydywisty" w Krakowie oczekiwany był z wielkiem zainteresowaniem. Niestety licznie zebrana publiczność rozczarowała się grą obu zespołów, dającą w sumie najwyżej widowisko przeciętnego meczu A-klasowego.

Wisła poniekąd zrehabilitowała się cyfrowo za klęskę, doznaną w ubiegłym tygodniu w spotkaniu ze stołeczną Legją, lecz gra jej nie mogła absolutnie zadowolić. Rzadkie dobre zagrania i przemyślane kombinacje gubiły się w labiryncie bezplanowych i chaotycznych akcji. Spośród zawodników ataku najlepiej wypadli Kopeć i Chabowski. Artur gra jeszcze grubo poniżej swej zeszłorocznej formy. Pomoc przeciętna, najlepszy jeszcze Kotlarczyk I. Para obrońców Kotlarczyk II - Szumilas taktycznie bardzo dobra. Koźmin w bramce zadowolił.

Goście zaprezentowali się podobnie jak i inne śląskie zespoły. Szybkość i ambicja - oto ich cechy zasadnicze. Zdążają jednak do celu środkami zbyt prymitywnemi. Największą niedomogą ich jest brak skutecznych strzałów. Mimo tej kardynalnej wady atak był najlepszą i najbardziej technicznie zaawansowaną linją. Pomoc defenzywnie dobra oddawała niedokładne piłki. Trio obronne wywiązało się dobrze z zadania.

Strzelcami bramek dla Wisły byli Obtułowicz (2), Artur i Chabowski, a dla Śląska God.

Zawody prowadził pan Seeman ze Lwowa.



Wisła rehabilituje się...
Raz, Dwa, Trzy, 09 kwietnia 1935
Wisła - Śląsk (Świętochłowice) 4:1 (2:1)

Kraków, 8 kwietnia

Rola Ruchu w lidze w ostatnich dwu latach sprawiła, że każda poważniejsza drużyna śląska budzi respekt. Jest on tem większy, im rzecz dzieje się wcześniej na wiosnę, a więc w czasie, który uwydatnia różnice między grającymi w ciągu zimy Ślązakami a rozpoczynającymi sezon.

Nic więc dziwnego, że pierwszego występu nowego śląskiego klubu ligowego w postaci eksligowego Śląska, oczekiwano w Krakowie z zaciekawieniem. Głosy prasy, mówiące o solidnem przygotowaniu drużyny, doskonałej formie jej pojedynczych zawodników, wzmagały oczywiście zainteresowanie tem bardziej że ostatnio Wisła dobrze się nie czuła. Obawiano się zatem w Krakowie możliwości porażki, mając w pamięci spotkanie z Legją.

Skończyło się na strachu

który co prawda na krótko wzmógł się po strzeleniu pierwszej - a jak się okazało jedynej bramki Śląska - ale szybko potem całkowicie ustąpił miejsca przekonaniu o wyższości drużyny krakowskiej. Ta wygrała zasłużenie, opanowując boisko po okresie fizycznej przewagi Ślązaków, słabnących potem niemal z każdą chwilą. Goście ulegli metodzie, którą sami zastosowali. Pierwsze chwile należały do nich, jak długo starczyło im sił, zastępujących pewne braki w opanowaniu niezbędnych arkanów gry technicznej i rozumowej. Nawet ze stuprocentowym zapasem sił fizycznych trudno będzie przy brakach, ujawnionych w niedzielę, oczekiwać sukcesów.

Spotkanie to udowodniło raz jeszcze, że piłka nożna jest sportem wymagającym i należytych umiejętności piłkarskich w opanowaniu piłki i przygotowania fizycznego. Jedno bez drugiego prawdziwego piłkarstwa nie tworzy. W żadnym natomiast wypadku na same wartości kondycji fizycznej liczyć nie można.

Śląsk miał przeważnie kondycję Wisła natomiast pod tym względem posiadała luki, ale za to stworzyła całość, która mimo słabszych punktów pracowała celowiej, dokładniej. Przetrzymawszy pierwszy impet fizycznych wysiłków Śląska, gracze Wisły zdołali przeciwnika wymęczyć do tego stopnia, że poszczególni jego zawodnicy pod koniec nie znajdywali się na prosty odkop piłki. W tych warunkach wynik uważany być może jeszcze jako szczęśliwy.

Wisła poprawiła się

po ostatniej porażce z Legją, jednakże nie tak, by mogła zadowolić. Zmiany, przeprowadzone w drużynie, wpłynęły na jakość poszczególnych linji, na dotąd niescementowanych, a rezultacie tego kontakt tych linji.

Znać to najbardziej na pomocy, pozbawionej swego najmocniejszego oparcia, jakim był młodszy Kotlarczyk, przesunięty do obrony. Stracił przez to wiele środkowy Kotlarczyk, pozostawiony samemu sobie w chwilach, w których normalnie brat wydatnie mu pomaga. Słaba jego gra z tego niewątpliwie wynikła, że skrajni nim się nie interesowali. Jezierski i Obtułowicz na poziomie nie są, spełniając swe zadanie połowicznie. Najmniej wartości przedstawiali dla własnego ataku.

Niewystarczające poparcie ze strony pomocy widoczne było na ataku, który sam szukać musiał piłki w tyłach, rozluźniając tem samem linję ofensywną. W niej słabym punktem był Samborski, bez obycia w poważnych zawodach, powolny i niezdecydowany w chwilach, gdy należało samemu działać. Reszta rozkręcała się i w drugiej połowie przechodziła łatwo linje przeciwnika. Łyko i Habowski uwalniali się z opieki zmęczonych przeciwników łatwo i stworzyli wiele dobrych sytuacyj podbramkowych, której najczęściej starał się wyzyskać Kopeć, strzelając z każdej pozycji. Mniej zdecydowanym pod tym względem był Artur, zdawszy się głównie na uruchomienie skrzydeł długiemi podaniami.

W trójce obronnej zadowolił Kotlarczyk II, niesłychanie trudny do sforsowania. Dla własnego ataku dał więcej niż skrajni pomocnicy. Szumilas miał różne momenty. Bramkarz Koźmin interweniował kilka razy dobrze.

Na podstawie niedzielnego występu trudno byłoby przyznać Śląskowi cokolwiek poza tem, co już tylokrotnie zareprezentowały na terenie Krakowa kluby śląskie pośledniejszej sorty. Walor przygotowania fizycznego uderzał w pierwszej połowie, kiedy to byli oni szybsi, pracowitsi od Wisły. Wyczerpani okazali się gromadą bezładną, bez zdolności do skutecznej akcji. Poziom techniczny bardzo skromny, brak jakichś myśli niespodziewanych dla przeciwnika, nawet brak strzału, to wszystko postawiło benjaminka Ligi na poziomie przeciętności.

Wyjątkiem jest bramkarz i Olbrycht

Mrozek posiada nerw bramkarski, który pozwala mu na dobrą ocenę sytuacji i odpowiednią interwencję. Przykłady tego dał w grze pod bramką. Szczęście u bramkarza - a on je ma - jest bodaj najtęższym atutem. Olbrycht ma ciąg ku bramce, dysponuje szybkością i siłą. Jedynie gra Kotlarczyka II potrafiła uśmierzyć jego zamiary.

Dużo słyszano o środkowym Godzie. Temczasem wartość tegoż uwidoczniła się zaledwie w podaniach na skrzydło, i to tylko lewe, czasem zaś widziano solowe minięcie przeciwnika. Było to zbyt mało na to, by ruszyć ofensywę, w której jeszcze jako tako sprawiał się Więcek, podczas gdy obaj łącznicy, a specjalnie Gieroń, zawiedli gruntownie.

Linją, która najwcześniej wyładowała się, była pomoc. Stary Dębski już właściwie od początku grał chodząc, następnie środkowy - bardzo aktywny początkowo - przeważnie przyglądał się potem bezsilnym wysiłkom Walusia, bo tej najdłużej opierał się skutkom zmęczenia. Była to też najsłabsza linja.

Gra obrońców prymitywna, obliczona na daleki wykop spod własnej bramki.

Skład drużyn i przebieg gry

Wisła: Koźmin, Szumilas, Kotlarczyk II, Obtułowicz, Kotlarczyk I, Jezierski, Habowski, Kopeć, Artur, Samborski, Łyko. Śląsk: Mrozek, Bryła, Seifert, Dębski, Hanusik, Waluś, Więcek, Gieroń, God, Cebula, Olbrycht.

Od razu znać lepszą kondycje fizyczną gości, którzy startem zyskują przy każdej sposobności. Biegają też dużo, o wiele więcej, niż normalnie potrzeba. Przynosi im to korzyść w postaci ataków. Przy jednym Koźmin doskonale ratuje w ostatnim momencie na korner. Powolniejsza Wisła usiłuje grać kombinacyjnie, co częściowo się udaje, ale i Wisła poczyna być energiczniejszą. [...] (tekst urwany - przyp. historiawisly.pl) pozycję do strzału, a już w chwilę potem Szumilas ręką dotyka piłki. Wolny rzut pięknie strzela God w siatkę Koźmina. Impet Ślązaków nie ustaje, ale i Wisła poczyna być energiczniejszą. Kopeć i Habowski strzelają. Wyrównanie przychodzi w 33 min. z rzutu karnego za rękę. Wykonawcą był Obtułowicz.

Nastrój Wisły poprawia się

Atak zatrudnia coraz bardziej Mrozka i zmusza do wybiegów. Po jednym z nich gubi piłkę, a Artur wyzyskuje sytuację na strzelenie drugiej bramki w 42 min.

Ostra gra w drugiej połowie powoduje przerwy. Zawodnicy Wisły kuleją. W 9 min. obrońca Śląska w polu karnym "fauluje", a sędzie wycofuje piłkę na linję 16 m. Wolny rzut Obtułowicza pod porzeczkę koryguje świadomy błąd sędziego. Jakby dla wyrównania sędzia nie karze karnym przewinienia obrony Wisły na jej polu karnem. Teraz każda chwile zwiększa przewagę Wisły. Habowski uzyskuje voleyem najpiękniejszą bramkę w 24 min. Na tem kończy się dorobek Wisły, gniotącej do ostatniej chwili . Mrozek ma przytem wiele sposobności dobrego pokazania się.

Sędzia p. Seeman wiele przeoczył.


J.K.


Mimo przegranej - debjut udany
Przegląd Sportowy, numer 30/1935 strona 5
Śląsk nie zasłużył na wynik 1:4 z Wisłą

KRAKÓW. 7.4.

Wisła - Śląsk 4:1 (2:1). Bramki dla Wisły: Obtułowicz dwie, Artur i Chabowski po jednej, dla Śląska God. Sędzia p. Seemann ze Lwowa.

Mecz nie stał na poziomie, nie pokazał klasowego futbolu - oto pierwsze wrażenie po debjucie K.S. Śląska w szrankach ligowych. Wisła ciągle jeszcze grała słabo, Śląsk - "normalnie". Wynik, jak to nieraz bywa, nie jest odbiciem formy obu drużyn. O ile Wisła w Warszawie przegrała za wysoko, o tyle w Krakowie nieco za wysoko wygrała.

Goście są jedenastką o wyrównanym poziomie, za wyjątkiem Dębskiego na prawej pomocy. Jest to zespół graczy lotnych, dobrze ze sobą zgranych i zdobywających szybko teren. Drużyna o twardej defenzywie, wcale dobrym Mrozku w bramce, oraz przytomnej piątce napastników. Na czoło ich wybija się środkowy God, gracz może hołdujący nieco hyperkombinacji, może trochę zbyt ufny we własne siły, ale stanowiący motor wszelkich poczynać ślązaków. Obok niego zwrotny Cebulla na lewym łączniku i dwaj skrzydłowi, energicznie skracający teren. Słabiej trochę wypadł prawy łącznik Bieron. Ogółem sympatyczny zespół gości jest typowym reprezentantem gry śląskiej, opartej o szybkie, długie podania.

Na tem tle Wisła z trudem uwidocznić mogła swą przewagę. Zbyt duże są obecnie luki w jej zespole, aby zapanować wyraźnie nad przeciwnikiem. W pierwszym rzędzie pomoc, ta atutowa linia czerwonych, jest zaledwie bladem odbiciem swej przeszłości. Kotlarczyk I, trzon naszej reprezentacji, nawet zgrubsza nie przypomina swej dawnej formy. Dwaj jego partnerzy boczni jako tako jeszcze spełniała funkcje defenzywne, natomiast o współpracy z atakiem w pomocy Wisły narazie niema mowy.

O ile defenzywa wypada jeszcze jako tako, o tyle znów atak szwankuje i zawodzi w polu. Jedynie Artur porywa całą piątkę do przodu, ale jego sąsiedzi z trudem dotrzymują mu kroku, Samborski, jak i Kopeć nie dorośli jeszcze do poziomu swego kierownika ataku, a jedynie skrzydłowi ratują sytuację. Gra Wisły musi nadal budzić pewne zastrzeżenia.

Drużyny wystąpiły w składach:

Wisła - Koźmin; Kotlarczyk II, Szumilas; Jezierski, Kotlarczyk I, Obtułowicz; Chabowski, Kopeć, Artur, Samborski, Łyko.

Śląsk - Mrozek; Bryła, Seifert; Dębski, Hanusik, Balus, Więcek, Bieron, God, Cebulla, Olbrych.

Gra rozpoczyna się obustronnemi żywemi atakami. Koźmin z trudem broni piękną główkę Olbrycha, za chwilę wolny Obtułowicza odbija się od poprzeczki. Słaba gra Dębskiego umożliwia Łyce coraz częstsze wypady w teren podbramkowy przeciwnika. Obustronne zmagania przerywa rzut wolny za rękę w sąsiedztwie pola karnego Wisły. Wspaniały strzał Goda i piłka siedzi pod sztangą. Kolonja śląska manifestuje żywo.

Gra toczy się w ostrem tempie, przenosząc się z jednej strony na drugą. Ślązacy są groźniejsi. Bramkarz ich kilkakrotnie wykazuje dobrą orjentację. Pomimo to zmuszony jest w pewnym momencie wybiec, a rolę jego obejmuje obrońca. Kosztuje to karnego, którego w 22-ej minucie egzekwuje Obtułowicz. 1:1.

Powodzenie jest najlepszym dopingiem. Wisła strzela teraz częściej, ale świetny Mrozek broni bez zarzutu. Tuż przed przerwą powstaje zamieszanie pod bramką. Kłębi się kilku przewróconych graczy, a obok leży wolna piłka. Noga Artura posyła ją na miejsce przeznaczenia.

Pierwsze minuty po przerwie przynoszą dwie kontuzje graczy Wisły, pozbawione jednak cech premedytacji. W 9-ej min. za problematyczny zresztą faul na polu karnem ślązaków, sędzia dyktuje rzut wolny z linji szesnastki. Egzekwuje go znów Obtułowicz, tym razem celnie. Za chwilę faul pod bramką Wisły przechodzi niepostrzeżenie. Kilkanaście ataków śląskich i wreszcie pada najpiękniejsza bramka dnia: Chabowski dostaje piłkę na nogę i wspaniałym volejem lokuje ją w siatce. W 23-ej minucie pada ta czwarta i ostatnia bramka dla Wisły. Do końca spotkania gra toczy się z lekka przewagą gospodarzy.

Sędzia p. Seemann prowadził zawody nerwowo i chwilami niepewnie.



Wisła - Śląsk 4:1
Czas, 09 kwietnia 1935
Mecz rozegrany w Krakowie. W pierwszej połowie Wisła miała nieznaczną przewagę, pierwszą jednak bramkę zdobywa Śląsk z rzutu wolnego, bitego przez Goda. Wiśla udało się wyrównać dopiero z rzutu karnego, strzelonego przez Obtułowicza. Na parę minut przed przerwą Artur podwyższa wynik do 2:1. Po przerwie gra jest równorzędna, groźniejsze są jednak ataki Wisły. W dziewiątej minucie pada trzecia bramka dla Wisły, strzelona przez Obtułowicza. Ślązacy usiłują szybkością nadrobić braki techniczne, ale atak ich nie umie przełamać muru obrony miejscowych. W 23-ej minucie pada ostatnia bramka dnia ze strzału Habowskiego.

Ślązacy okazali się drużyną szybką, ambitną, ale z dość dużemi brakami technicznemi, najlepszym był bramkarz Mrożek i środek ataku God. W Wiśle wyróżnić należy grającego w obronie Kotlarczyka II. Pomoc na wysokości zadania. W ataku dobrym był Kopeć i Łyko. Sędziował Seeman ze Lwowa. Widzów zebrało się ok. 3000, w tem blisko 500 Ślązaków, którzy przyjechali specjalnym pociągiem na mecz.



Wspomnienia

Janusz Samborski (wnuk Juliana)

Mój dziadek nazywał się Julian Samborski (nie Kazimierz) zagrał jeden mecz w barwach Wisły Kraków w 1935 przeciwko Śląskowi Świętochłowice. Meczu do końca nie dograł gdyż bramkarz Śląska pan Mrozek w czasie wybicia piłki uderzył dziadka w twarz, a jako że grał w sygnecie na palcu zranił go dość poważnie. I praktycznie zakończył jego karierę piłkarską.

źródło: korespondencja mailowa historiawisly.pl