1935.06.13? Reprezentacja Rotterdamu - Wisła Kraków 10:3

Z Historia Wisły

1935.06.13?, Turniej w Belgii, Bruksela,
Reprezentacja Rotterdamu 10:3 (5:1) Wisła Kraków
widzów: 10.000
sędzia:
Bramki
Henryk Kopeć
(k) Stefan Lubowiecki
Antoni Łyko
Reprezentacja Rotterdamu
Wisła Kraków
2-3-5
Maksymilian Koźmin
Eugeniusz Feret
Władysław Szumilas
Józef KotlarczykGrafika:Kontuzja.png
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Artur Woźniak
Stefan Lubowiecki
Antoni Łyko
Według "IKC" skład taki jak w meczu w Brukseli.

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

Relacje prasowe

Piłka nożna. Wisła przyjechała do Rotterdamu.
De Telegraaf, 12 czerwca 1935
Rotterdam, 11 czerwca. Wielu polskich dygnitarzy, włącznie z sekretarzem ambasady K. Trembickim, attache S.S. Roczyńskim, polskim konsulem w Rotterdamie p. H.J.A. Hoogeweegen i sekretarzem B. Tabakiem, było obecnych dzisiejszego popołudnia w "Atlanticu" na zapoznaniu polskiego zespołu "Wisła" z graczami drużyny Rotterdamu, które to zespoły zagrają ze sobą w środę na stadionie Feyenoordu.

Prezes Rotterdamskiego Związku Piłki Nożne, p. Weekenstroo, starał się zbliżyć graczy do polskich piłkarzy, którzy z dobrej strony pokazali się na turnieju w Brukseli, zważywszy że w dużej części grali składem rezerwowym, oszczędzając siły na mecz przeciwko Rotterdamowi.


tłumaczenie własne


Przegląd Sportowy nr 60, s.5, 17 czerwca 1935:

Obrona, klęską Wisły podczas wyprawy do Belgji i Holandji.

Bruksela, w czerwcu.

Bilans tournee Wisły po Belgii i Holandii zakończył się trzema porażkami i jednem tylko zwycięstwem. W czterech spotkaniach strzelono Wiśle 23 bramki, a więc prawie po 6 na jednym meczu. Normalnie podobną porcję otrzymuje się po kilku miesiącach mistrzostw ligowych. Przeciwnicy Wisły byli jednak niemiłosierni i jeden tylko Liersche zachował miarę. Z bramkarzy Wisły Koźmin posiada ich na sumieniu 20, podczas gdy Madejski 3.

Wisła jednak strzelała również bramki. W czterech meczach zdobyła ich 15, a więc przeciętnie po 4. Jak na polską drużynę - nieźle.

Bilans ten najlepiej może mówi o wartości poszczególnych linji. Najlepszą częścią Wisły był atak i pomoc, najsłabszą obrona i bramkarz. Koźmin grał poprostu katastrofalnie w Rotterdamie, gdzie każdy strzał wchodził do bramki. Był on jednak czasami bardzo dobry. Na meczu z Kamienicą w pierwszych minutach gry puścił bez najmniejszej reakcji 3 bramki, potrafił jednak potem przezwyciężyć okres słabości i grał doskonale.

Klęską Wisły była obrona. Mając innych beków drużyna krakowska bez najmniejszego trudu zakwalifikowały się do finału, a przy pewnej dozie szczęścia mogła go nawet wygrać, gdyż gra powolna Sochaux Wiśle bardzo odpowiadała.

W Rotterdamie drużyna krakowska została pobita w rekordowym stosunku. Dwucyfrowego bowiem wyniku nie wyniosła ona jeszcze z żadnego spotkania. Nie można tego tłumaczyć brakiem szczęścia, gdyż rezultat meczu jest zbyt wymowny. A jednak faktem jest iż różnica siedmiu bramek była stanowczo zbyt wielka. Po przerwie miała może więcej z gry nawet Wisła, ale Holendrzy mając w zapasie pół tuzina bramek nie byli dla krakowian wyrozumiali. Napastnicy Wisły zaprzepaszczali pod bramką Holendrów wprost nieprawdopodobne sytuacje. Celował w tem Kopeć, który strzelając do bramki z dwóch czy trzech kroków zawsze potrafił w ostatniej chwili wyszukać miejsce, gdzie się znajdował bramkarz.

Wynik tego spotkania mógł brzmieć śmiało 10:8. Kałuże wody i śliski teren były wiernymi sprzymierzeńcami strzelców. Piłki wchodziły do siatki rekoszetami i trzy czwarte strzałów napastników holenderskich uwięzło w bramce Koźmina.

T. Garda.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1935, nr 164 (15 VI)

Rotterdam—Wisła 10:3 (5:1)

Czwarte spotkanie Wisły na jej tournée zagranicznem zakończyło się dotkliwą porażką drużyny krakowskiej. Przeciwnik jej był wprawdzie bardzo wysokiej klasy. Reprezentacja Rotterdamu licząca 5 reprezentacyjnych graczy holenderskich była najsilniejszym zespołem, jaki wogóle Wisła na tym turnieju spotkała. Mimo to nikt nie przypuszczał jednak, aby Wisła zeszła z boiska pokonana w tak wysokim stosunku. Nawet gdy Holendrzy prowadzili 5:0, przypuszczano, iż Polacy potrafią zmniejszyć porażkę. Tymczasem bezustanna ulewa na której w sposób iście heroiczny stało wytrwale pod gołem niebem zgórą 10.000 widzów, uczyniła boisko niezwykle śliskie m. Cały szereg bramek padł na skutek upadków i poślizgnięć się graczy.

Na graczach Wisły znać było zmęczenie z poprzednich spotkań, grali już bowiem trzy mecze, w czterech dniach, przytem jeden z półgodzinną dogrywką. Do dajmy do tego, że mecze odbywały się w Brukseli przy niezwykłym upale. Wisła była przygotowana do dwóch spotkań, lecz organizatorzy turnieju chcąc przyciągnąć ostatniego dnia więcej publiczności na finał, urządzili dodatkowe spotkanie między drużynami wyeliminowanemi w półfinałach i to odbiło się fatalnie na kondycji Wisły.

Wynik 10:3 dla Holendrów jest zbyt wysoki, Rotterdam wygrał zasłużenie, lecz sądząc z gry i sytuacyj podbramkowych obie drużyny nie powinna dzielić większa różnica, niż dwu bramek. Holendrom wychodziły najbardziej śmiałe kombinacje i każdy a nich był przytem doskonałym strzelcem, nic też dziwnego, że bramka Wisły zasypywana była bez przerwy strzałami. Mecz Rotterdamu z Wisłą wykazał raz jeszcze dobrą formę Holendrów, z którymi ostatnio tylko z trudem wygrała reprezentacja zawodowa Anglji.

Holendrzy do tego meczu wystąpili w zapowiedzianym składzie z pięciu reprezentacyjnymi graczami, Wisła zaś w składzie normalnym w takim, w jakim grała poprzednio w Brukseli. Po kilku minutach gry miejsce Fereta w obronie zajął Kotlarczyk II, którego zastąpił Jezierski. Holendrzy przypuszczają szturm na bramkę Wisły i pierwszego goala zdobywają przypadkowo. Piłka podana przez lewego łącznika odbija się od kałuży wody i rikoszetem wpadła do bramki. W chwilę później Holendrzy zdobyli trzy dalsze goale. Dopiero przy stanie 4:0 dla Rotterdamu, Wisła otrząsnęła się z przewagi przeciwnika i sama przeszła do ataku. Od tej chwili gra była przez cały czas wyrównana. Niezwykle jednak szybka gra Holendrów spowodowała, że niemal każda akcja ich ataków kończyła się goalem lub niebezpiecznym strzałem na bramkę. Jedyną bramkę dla Wisły zdobył przed przerwą Kopeć.

Po przerwie Wisła atakuje coraz groźniej, lecz bramkarz i obrona Holendrów grają doskonale. Drugą bramkę dla Krakowian zdobywa Lubowiecki x karnego, za rękę obrońcy, trzecią zaś z przeboju Łyko. Potem jednak zmęczenie Wisły ujawnia się coraz bardziej i Holendrzy ustanawiają wynik 2-cytrowy 10:3.

Trzeba podkreślić niezwykle serdeczne przyjęcie Wisły przez naszych przedstawicieli dyplomatycznych, i konsularnych w Holandji. W Rotterdamie konsol polski wydał w dniu przyjazdu drużyny krakowskiej przyjęcie, na którem obok przedstawicieli poselstwa z sekretarzem Trembickim i attache Sroczyński byli obecni przedstawiciele holenderskiego Związku Piłki Nożnej i wybitni działacze sportowi Holandji. Następnego dnia Wisłę podejmował śniadaniem attache poselstwa Sroczyński. W śniadania tem wziął odział poseł R. P. w Hadze dr Babiński.

Przyjazd Wisły do Krakowa nastąpi w piątek o g. 11-tej rano. Kotlarczyk II został kontuzjonowany w Rotterdamie, i nie weźmie udziału w meczu Liga — Lipsk w Lipsku.

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Kuryer Sportowy. 1935, nr 25

MECZ ROTTERDAM—-WISŁA rozegrany był przy świetle dziennem między godziną 7—8.30 wieczorem, a nie przy elektrycznem, jak to pisała część prasy codziennej i wyciągała z lego faktu dziwne wnioski, nie zaznajomiwszy się z istotnym stanem rzeczy.

Relacje prasowe

Raz, Dwa, Trzy: Ilustrowany Kuryer Sportowy. 1935, nr 26

GOŚCINA WISŁY W ROTTERDAMIE

Rotterdam Wisła 10:3 (5:1).

Rotterdam, w czerwcu.

Występ Wisły krakowskiej w Rotterdamie wywołał tam, mimo dnia powszedniego bardzo duże zainteresowanie wśród publiczności. Fatalna pogoda nie odstraszyła zwolenników piłki nożnej, którzy w liczbie około 10.000 zgromadzili się na trybunach i galerji. Z Hagi przybyli specjalnie pierwszy sekretarz poselstwa R. P. p. Trebicki i attache Sroczyński. Wisła, która nigdy nic przypuszczała, iż będzie grać w Brukseli aż trzy mecze, co zostało wprowadzonem przez organizatorów' w ostatniej chwili, wystąpiła w Holandji z graczami kontuzjonowanymi w poprzednich spotkaniach.

Grę ponadto utrudniała olbrzymia ulewa, padająca z małemi przerwami przez cały niemal czas meczu. Wynik meczu 10:3 brzmi dla drużyny krakowskiej fatalnie, lecz porażka jej, choć zasłużona, jest za wysoka. Trudno zresztą wymagać od drużyny, która rozegrała -1 mecze b. ciężkie w 6 dniach (w tern jeden z półgodzinną rozstrzygającą dogrywką, a drugi znów przy niezwykłym upale o godz. t-tej popołudniu), aby mogła się zdobyć na jakiś poważniejszy wysiłek. Drużyny holenderskie są teraz niezwykłej klasy, o czem zresztą mówią najlepiej wyniki spotkań.

Kilka tygodni temu najlepsza zawodowa reprezentacja Anglji z trudem pokonała Holandję 1:0. Zwycięstwo Anglików było jednak tak wątpliwem, iż zaprosili oni natychmiast Holendrów do siebie, uważając, iż należą oni obecnie w Europie do państw, które w piłkarstwie przodują. Ponadto zwycięstwo mistrza Amsterdamu Ajara w międzynarodowym turnieju w Brukseli, gdzie klub ten po pobiciu Wisły i Kickersa rozgromił również zawodowego mistrza Francji Sochaux ,mówi najlepiej o klasie fotbalu holenderskiego. Ten, kto widział jednak mecz Wisły z Rotterdamem, musi przyznać, że rezultat końcowy spotkania nie odpowiada bynajmniej przebiegowi gry.

Wisła mimo wszystko mogła strzelić przeciwnikowi również bardzo wysoką porcję bramek. Atak jej miał jednak w tym dniu niezwykłego poprostu „pecha" w strzałach. Kopeć zmarnował trzykrotnie pozycje tak murowane, iż trudno było poprostu zrozumieć, w jaki sposób nie można z nich było strzelić bramek. Tak samo i reszta napastników licytowała się poprostu w niestrzelaniu goli. Tak wyglądało z trybuny, w rzeczywistości napastników nie stać już było na końcowy ostateczny wysiłek. Śliskie i zalane wodą boisko czyniło ponadto bramkarzy na cały szereg strzałów bezradnymi, stąd leż wynik bramkowy jest tak duży. O ile Wisła zawiodła, reprezentacja Rotterdamu stanowiła znów prawdziwi; rewelację.

Drużyna jej, która zresztą liczyła pięciu graczy reprezentacyjnych, pokazała grę, stojącą nietylko na bardzo wysokim poziomie technicznym, opartym o najlepsze wzory angielskie, lecz bardzo szybką i skuteczną. Reprezentacja Rotterdamu, jak to usłyszeliśmy z ust członków zarządu związku holenderskiego piłki nożnej, grała przeciw Wiśle może najlepszy swój mecz. Atak holenderski przedzierał się przez pomoc i obronę poprostu fenomenalnie. Każdy wypad kończył się strzałem i to zawsze bardzo niebezpiecznym.

W pierwszym kwadransie gry Wisła grała poprostu jak nieprzytomna. Feret popełniał bezustannie błędy, wprowadzając zamieszanie w całej drużynie. Po kilkunastu minutach zmieniono go i miejsce prawego obrońcy zajął Kotlarczyk II, podczas gdy na pomocy zagrał Jezierski. Gra Wisły zmieniła się wówczas na lepsze, lecz nie tak, ażeby móc skutecznie zrewanżować się Holendrom za strzelone w międzyczasie bramki.

Skład Wisły: Koźmin, Feret, Szumilas, Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Bajorek, Habowski, Kopeć, Lubowiecki, Artur i Łyko. Skład Rotterdamu: Van Male, Petlinga. Van Dyke, Vrauwdeunt, Paauwe, Van Heel, De Jong, Drok, Voormolen, Spoedonck i Seton.

Już w pierwszych minutach gry Holendrzy strzelają niespodziewanie pierwszego gola, w czem zresztą było bardzo dużo winy Koźmina. W kilka minut później pada ze strzału Droka druga, a za chwilę trzecia bramka. Wisła jest kompletnie zdezorjentowana i traci głowę.

Feret, który robił największe zamieszanie na boisku zostaje zamienionym. Jego miejsce obejmuje Kotlarczyk II, podczas gdy na pomoc wchodzi Jezierski. W tym okresie gry jedynym graczem Wisły, grającym celowo jest Bajorek, będący tego dnia zresztą najlepszym pomocnikiem Wisły. Dopiero, gdy środkowy napastnik holenderski strzelił czwartą bramkę, Wisła przyszła nieco do siebie. Kilka ataków' Krakowian zatrzymanych zostało dopiero na polu bramkowem i reprezentacyjny bramkarz Holandji Van Małe, grający w bramce Rotterdamu, miał kilka okazyj do wykazania swego talentu. W tym okresie gry Habowski z dwóch kroków strzela obok słupka. Holendrzy mają natomiast więcej szczęścia, zyskując piątą bramkę. Dopiero gdy Rotterdam prowadził 5:0, Wiśle udało się strzelić przez Kopecia pierwszą bramkę.

Po przerwie obraz gry zmienił się o tyle, iż Wisła miała nieprawdopodobną poprostu ilość sytuacyj, z których mogła strzelić Holendrom conajmniej sześć bramek. Strzały z dwóch łub trzech metrów trafiały w bramkarza, podczas gdy z przeciwnej strony atak holenderski dokazywał istnych cudów. Kotlarczyk II i Jezierski zawiniają, iż Holendrzy zdobywają dalsze dwie bramki. Przy stanie 7:1 dla Rotterdamu strzał Kopecia zatrzymuje już w bramce ręką jeden z obrońców, za co sędzia dyktuje rzut karny, wykorzystany pewnie przez Lubowieckiego.

Holendrzy strzelają jednak ósmą, a później dziewiątą bramkę. Przy stanie 9:2 Łyko się przebija i strzela trzecią bramkę dla Wisły. Publiczność krzyczy głośno 19! Wisła broni się dość długo przed dziesiątą bramką, lecz i ta wkońcu zostaje strzelona przy braku odpowiedniej reakcji ze strony Koźmina. Hajot