1935.07.07 Polonia Warszawa - Wisła Kraków 3:2

Z Historia Wisły

1935.07.07, I Liga, 9. kolejka, Warszawa, Stadion WP,
Polonia Warszawa 3:2 (3:2) Wisła Kraków
widzów: 4.000
sędzia: Gruszka z Katowic
Bramki

Kurt Bieniok 26'
Jerzy Kulla 32'

Stanisław Puchniarz 40'
0:1
1:1
2:1
2:2
3:2
25' Artur Woźniak


33' Henryk Kopeć

Polonia Warszawa
2-3-5
Piotr Korniejewski
Władysław Szczepaniak
Jerzy Bułanow
Bronisław Seichter
Stefan de Jelski
Zenon Odrowąż
Ewald Kruk
Jerzy Kulla
Stanisław Puchniarz
Józef Ciszewski
Kurt Bieniok

trener:
Wisła Kraków
2-3-5
Edward Madejski
Stanisław Szczepanik
Władysław Szumilas
Karol Bajorek
Jan Kotlarczyk
Józef Kotlarczyk
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Stefan Lubowiecki
Artur Woźniak
Antoni Łyko Grafika:Kontuzja.png

trener: brak

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Relacje prasowe

Polonia - Wisła 3:2 (3:2)
Ilustrowany Kurier Codzienny, 9 lipca 1935
Cztery mecze ligowe zmieniły nieco tabelę ligową, w której zmienia się ciągle nazwa prowadzącego klubu Obecnie leaderem jest Pogoń po pięknem zwycięstwie nad warszawską Legją. Z innych rozgrywek na uwagę zasługuje zwycięstwo Polonji nad Wisłą, co oznacza, iż drużyna warszawska nie tak łatwo da się zepchnąć z Ligi.

Warszawa 7 lipca. Składy drużyn: Polonia - Korniejewski, Szczepaniak, Bułanow, Seichter, Jelski, Odrowąż, Kruk, Kulla, Puchniarz, Ciszewski, Biniok. Wisła - Madejski, Szczepanik, Szumilas, Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Bajorek, Habowski, Kopeć, Lubowiecki, Artur, Łyko. Drużyna Wisły była w polu zespołem nieco lepszym od przeciwnika, zwłaszcza pod względem kombinacyjnym. Widać było poprawne akcje pomocy, współpracę z napadem i na ogół dokładne podania trójki środkowej. Pod względem jednak szybkości i ambicji Wisła ustępowała znacznie przeciwnikowi.

Napadowi krakowskiemu brakowało przede wszystkim siły przebojowej oraz wykończenia pod bramką. Najproduktywniejszymi okazali się obaj łącznicy Artur i Kopeć, podczas gdy pozostali napastnicy nie potrafili ani dojść do strzału, ani wyrobić dogodnych pozycji

Po przerwie napad Wisły grał właściwie w czwórkę, gdyż Łyko okulawiony statystował. W linii pomocy obaj Kotlarczykowie spełnili swe zadanie w zupełności, natomiast Bajorek nie mógł sobie zupełnie dać rady z lotną prawą stroną ataku przeciwnika. Słabym punktem Wisły była trójka obrony, bardzo niepewna i ponosząca główną winę porażki.

Polonia sprawiła o wiele lepsze wrażenie niż na poprzednich meczach, zwłaszcza zmieniona linia napadu wypadła korzystnie. Na pierwszy plan wybił się niedawno pozyskany Kulla, zawodnik rozporządzający dużą szybkością, doskonałym startem i orientacją. Dzielnie sekundował mu ruchliwy Kruk, Puchniarz wyróżniał się pracowitością, Ciszewski miał tylko krótkie okresy dobrych akcji, a debiutujący Biniok na ogół bezbarwny.

W pomocy najproduktywniejszym był Seichter, Odrowąż ograniczył się do defensywy, a słabo zaprezentował się Jelski. Obrona Polonii stanęła na wysokości zadania i była znacznie lepszą od obrony Wisły.

W pierwszej połowie początkowo gra dość chaotyczna, w piątej minucie strzał Kulli broni Madejski. Wisła przeprowadza kilka ataków, ale napastnicy jej dwukrotnie psują dogodne pozycje. W 14 minucie sędzia nie uznaje z powodu spalonego bramki Artura. W 19 minucie Odrowąż w ostatniej chwili ratuje. W 25 minucie po wolnym bitym przez Kotlarczyka II Artur ładnym strzałem z powietrza zdobywa prowadzenie dla Wisły.

Polonia rewanżuje się natychmiast, Kulla strzela na bramkę Wisły, piłkę wypuszczoną z rąk przez Madejskiego dobija skutecznie Biniok. W 29 minucie Ciszewski podaje piłkę do Puchniarza, który centruje do środka, a nadbiegający Kulla zdobywa głową drugą bramkę dla Polonii. W 31 minucie Kopeć ładnym strzałem pod poprzeczkę wyrównuje.

Gra jest obecnie bardzo żywa i ciekawa. W 35 minucie w skutek błędu Szumilasa Puchniarz zdobywa trzecia bramkę dla Polonii.

Po przerwie początkowo Wisła wyraźnie przeważa. W piątej minucie strzał Kopcia głową broni Korniejewski. W 8 minucie ładny strzał Ciszewskiego z 20 m. idzie w poprzeczkę. W 11 minucie strzał Kulli idzie obok bramki. Wisła przeważa nadal, przy czym Kotlarczyk II gra na środku ataku, a Lubowiecki na pomocy. Polonia broni się doskonale, a atak jej stosuje częste wypady. Pod koniec zawody mniej ciekawe. Sędzia p. Gruszka z Katowic. Widzów 2500.


(ASz)


Polonia zwycięża Wisłę 3:2.
Polska Zachodnia, 9 lipca 1935
Na stadionie Wojska Polskiego wobec 4 tysięcy widzów rozegrany został mecz o Mistrzostwo Ligi pomiędzy Polonią a Wisłą. Zwyciężyła niespodziewanie Polonia w stosunku 3:2 (3:2). Walka była przez cały czas bardzo zacięta i emocjonująca. Zwycięstwo drużyny warszawskiej było usprawiedliwione wysiłkiem całego zespołu, który walczył bardzo ambitnie i ofiarnie. Wszystkie bramki padły w ciągu 10 minut pierwszej połowy. Pierwszą bramkę zdobył Artur w 14 minucie, ale bramka ta nie została uznana. W 25 minucie Artur zdobywa prowadzenie, w minutę później Biniok wyrównał. W 29 minucie Kula podwyższa wynik 2:1 dla Polonii. W 33 minucie Kopeć znowu wyrównał. W 35 minucie Puchniarz strzela decydujący o zwycięstwie punkt. Na ogół w pierwszej połowie Wisła była groźniejsza, natomiast po przerwie więcej z gry miała Polonia. Zawody prowadził p. Gruszka.


Przegląd Sportowy, 8 lipca 1935
W czasie meczu Polonia - Wisła zdarzył się bardzo niemiły wypadek. Z szatni Polonii skradziono ubranie Jelskiego i pieniądze Seichtera. Policja prowadzi dochodzenie celem znalezienia sprawcy kradzieży.


Polonia Warszawa - Wisła Kraków 3:2 (3:2).
Polonia, 8 lipca 1935
Na meczu w tym Polonia wykazała znacznie lepszą formę jak na poprzednich spotkaniach ligowych, zwłaszcza gracze śląscy jak Biniok, Kula i Kruk byli podporami drużyny i im w głównej mierze Polonia ma do zawdzięczenia wczorajsze zwycięstwo. Wisła typowana w spotkaniu tym na pewnego zwycięzcę zawiodła zwłaszcza w obronie. Jedynie bracia Kotlarczykowie w pomocy oraz Artur w ataku przewyższali resztę graczy Wisły. Gra toczyła się do 25 minuty - kiedy to Artur zdobywa prowadzenie dla gości - bez niczyjej przewagi. Od tej chwili jednak tempo gry się wzmaga i już w następnej minucie Biniok uzyskuje wyrównanie. W 29 minucie Kula ładnym strzałem uzyskuje prowadzenie dla Polonii, jednak krótko potem Kopeć z przeboju strzela wyrównującą bramkę dla Wisły. Wynik dnia ustala w 35 minucie Puchniarz z podania Binioka. Po przerwie gra staje się mniej interesująca, a wynik 3:2 ustalony do przerwy pozostaje niezmieniony. Sędziował p. Gruszka z Katowic b. dobrze.


Polonia - Wisła 3:2 (3:2)
Ilustrowana Republika, 8 lipca 1935
Warszawa, 7 lipca.

Wisła grała bardzo dobrze, przegrywając jednak mecz, gdyż nie mogła dać sobie rady z lepiej strzelającym przeciwnikiem. Przez cały czas spotkania gniotła drużyna krakowska, a mecz wygrała Polonia. Do porażki Wisły przyczyniła się przede wszystkim niezwykle słaba gra linii obrony. Nie pomogła tu nic znakomita gra braci Kotlarczyków i Artura, najlepszych zawodników na boisku, i zupełnie poprawnie grającego Koźmina w bramce i zespół krakowski zeszedł z boiska pokonany.

W drużynie warszawskiej grającej dość słabo najlepiej zaprezentował się Kula na łączniku, który jednak zdradza tendencję do góry Nawrota, hołdując hiperkombinacji. Mecz był bardzo ciekawy mimo iż stał na dość miernym poziomie.

Strzelcami bramek dla Polonii byli Kula, Biniok i Puchniarz, a dla Wisły Kopeć i Artur.



Polonia zwycięża Wisłę 3:2.
Tygodnik Sportowy Bydgoszcz, 9 lipca 1935
Warszawa. Na stadionie Wojska Polskiego, wobec 4000 widzów rozegrany został mecz o Mistrzostwo Ligi pomiędzy Polonią a Wisłą. Zwyciężyła niespodziewanie Polonia w stosunku 3:2 (3:2). Walka była przez cały czas bardzo zacięta i emocjonująca. Zwycięstwo drużyny warszawskiej było usprawiedliwione wysiłkiem całego zespołu, który walczył bardzo ambitnie i ofiarnie. Wszystkie bramki padły w ciągu pierwszej połowy. Pierwszą bramkę zdobył Artur w 14 minucie, ale bramka ta nie została uznana. W 25 Artur zdobywa prowadzenie, w minutę później Binok wyrównał. W 29 minucie Kula podwyższa wynik 2:1 dla Polonii. W 33 minucie Kopeć znowu wyrównał. W 35 minucie Puchniarz strzela decydujący o zwycięstwie punkt.

W pierwszej połowie Wisła była groźniejsza, natomiast po przerwie więcej z gry miała Polonia.

Zawody prowadził p. Gruszka.



Najlepszy mecz Polonii w sezonie. Polonia - Wisła 3:2 (3:2)
Raz, Dwa, Trzy, 9 lipca 1935
Warszawa, 7 lipca (tel). Skład Wisły: Madejski, Szczepanik, Szumilas, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II, Bajorek, Habowski, Kopeć, Lubowiecki, Artur, Łyko. Polonia: Korniejewski, Bułanow, Szczepaniak, Seichter, Jelski, Odrowąż, Kruk, Kulla, Puchniarz, Ciszewski, Biniok. Sędzia p.Gruszka. Widzów 4000.

Polonia winduje się do góry tabeli. Tym razem wygrała mecz z Wisłą, drużyną dobrą, po ładnej na ogół walce. Czynnikiem, który zadecydował o zwycięstwie, była szybkość. Przewagę w polu miała Wisła. Krakowiacy wykazali natomiast lepsze opanowanie piłki, lepszą kombinację. To jednak nie wystarczyło do zwycięstwa, ponieważ Polonia w decydujących momentach, czy to obrony, czy ataku, wykazywała ten minimalny plus startu, od którego zależało udanie się lub nie ustanie akcji.

Wisła

ma obecnie dobrą drużynę.

Z wyjątkiem linii pomocy wszystko ludzie młodzi, zaawansowani w technice dobrej krakowskiej szkoły, lecz jakże nieruchliwi. Poprawić im bieg na 100 metrów o sekundę, to wygrają z każdą polską drużyną. Niedotrenowanie w biegu jest najważniejszym mankamentem, jaki ta drużyna wykazuje.

Ciężar gry, jak to zresztą od wielu lat, spoczywał na barkach Kotlarczyków. Gra kotlarczyka I to prawdziwa uczta dla znawców. Jakże cudownie podaje piłkę. Jak się ustawia do podań przeciwnika, których na meczu z Polonia wyłapał chyba z 80%. Nie gorzej od brata wypadł Kotlarczyk II, który pod koniec zawodów przeszedł do ataku, zirytowany niedołęstwem napastników.

Bajorek był bardzo dobry jedynie w momentach gdy miał piłkę przy nodze. Gdy musiał biegać za szybkim Ślązakami, było z nim gorzej, to też wiele ataków przeciwnika szło jego stroną.

Linia pomocy Wisły była jedyną formacją, która pracowała na zwycięstwo i na nie zasłużyła. Gdy jednak piłka przedostała się za pomoc, natychmiast zrobiło się zamieszanie pod bramką Wisły.

Obrońcy grali taktycznie słabo.

Na starcie i pojedynkach łatwo ulegali przeciwnikowi. Madejski padał na ziemię do każdej piłki, czy trzeba było, czy nie, a gdy przeciwnik go atakował tracił głowę.

Nie bez winy jest atak

Gdyby grał przez cały mecz, tak jak w początku pierwszej połowy zawodów, to Polonia zeszłaby z boiska pokonana w wysokim stosunku bramek. Napad Wisły po przerwie zatracił niestety start i bez walki oddawał piłkę Polonii. Lubowiecki mało wykazał kwalifikacji na kierownika ataku. Artur trzymał się zbytnio tyłów, co było błędną taktyką, gdyż pomocy nie trzeba było pomagać, a w ataku brakło przebojowca. W drugiej połowie zawodów napad Wisły obrał błędną taktykę atakowania prostopadłymi podaniami (zamiast skrzydłami). Taktyka ta mogłaby przynieść pożądane rezultaty tylko wówczas, gdyby trójka środkowej Wisły górował szybkością nad defensywą Polonii.

Ta taktyka była wskazana dla Polonii, gdzie Kruk, Kula i Puchniarz okazali się szybszymi od obrońców Wisły. Puchniarz poprawia się z meczu na mecz. Dzięki startowi i szybkości był najniebezpieczniejszym graczem swego zespołu. Chodził na każdą piłkę, nie pozwalał obrońcom na swobodny wykop, słowem robił zamieszanie pod bramką Wisły, z czego Polonia wyciągnęła korzyść.

Dobrze grała również dwójka Śląska Kula i Kruk, natomiast trzeci Ślązak Biniok nie pokazał niczego, co jednak może jest zasługą Kotlarczyka II, który ani jemu, ani Ciszewskiemu nie pozwolił grać swobodnie.

Z pomocników Polonii najlepszym był Seichter, najsłabszy, lecz bynajmniej nie zły, był Jelski. Trójka obronna Polonii miała przeciętne dobry dzień.

Na ogół zwycięstwo Polonii nie było zasłużone. Wisła

przeważała prawie przez cały mecz.

Przez pierwsze 20 minut zawody są nieciekawe, gdyż gra toczy się bez tempa. Zawodnicy Wisły referują powoli i dokładnie. Polonia mniej dokładnie, ale za to szybciej. Publiczność dopingująca początkowo Polonię cichnie, gdyż mecz staje się mało interesujący, nie zanosi się na bramkę, czyli jak to mówią piłkarze, zmierza do dwóch zer. W 25 minucie Artur strzela niespodziewanie wolejem bramkę z rzutu wolnego bitego przez Kotlarczyka. Była to bardzo efektowna bramka. Polonia jednak z miejsca ripostuje. Po zaczęciu gry prawa strona Polonii podciąga piłkę pod bramkę Wisły, tam następuje zamieszanie i Biniok strzela z bliska wyrównującego gola. W 2 minuty później Puchniarz idzie na przebój i dobrze wypracowaną piłkę wykłada Kulli, który strzela drugiego gola dla Polonii.

Mecz staje się bardzo ciekawym. Po dłuższym szybowaniu piłki przed polem karnym Polonii Kopeć dochodzi do strzału i zdobywa z daleka efektowną bramkę.

Publiczność jest zachwycona tym deszczem bramek i żąda od Polanii trzeciego gola. Udaje się to w 35 minucie Puchniarzowi, który podanie Ciszewskiego kończy celnym strzałem. W 40 minucie Habowski ma możność wyrównania, gdyż mija Bułanowa i staje oko w oko z bramkarzem. Strzał jego przechodzi jednak koło słupka.

Po przerwie Wisła uzyskuje przewagę w polu, lecz atak jej nie potrafi sforsować Polonii. Tempo słabnie. W 16 minucie główkę Kopcia łapie Karniejewski. Polonia też rzadko atakuje. Ciszewski dalekim strzałem trafia w poprzeczkę. W 29 minucie Puchniarz, w 33 Biniok mają dobre sposobności podwyższenia wyniku, lecz strzelają bramkarzowi w ręce. Przez ostatnie 10 minut Polonia ogranicza się do murowania swej bramki. Łyko doznaje w tym czasie kontuzji, co jeszcze bardziej osłabia siłę ofensywną Wisły. Nie pomaga przesunięcie Kotlarczyka II do ataku. Polonia, grając "na czas" dobija do końca zawodów, inkasując dwa punkty i lepszą lokatę w tabeli mistrzostwa.


Dr. Stanisław Mielech



Polonia - Wisła 3:2 (3:2). Szczęście więcej znaczy niż umiejętności.
Czas, 9 lipca 1935
Kotlarczycy grali doskonale, zwłaszcza starszy na środku pomocy. Zamiast Jelskiego Polonia mogła wbić kołek na środku boiska - może by na tym nawet zyskała. Że się jest rudym to nie upoważnia do grania w berecie - Jelski nie wie, że środkowi pomocnicy grywają głową, swojej nie używa do tego.

Mimo gry w dziesiątkę Polonia wygrała. Chaotyczne, bezmyślne jej ataki były groźne, trio obronne Wisły jest beznadziejne, nie dziw, że Rotterdam palnął 10 goli. Atak Wisły dobry w polu, nie umie wyrobić sobie pozycji do strzału. Artur i Kopeć przyzwoici, skrzydłowi nędzni.

Pierwsza bramkę ładnie załadował z woleja Artur. W minutę później huraganowy atak Polonii przynosi jej wyrównanie przez Binioka. Parę tępych zagrań obrońców Wisły i Kulla zdobywa prowadzenie dla Polonii.

Wspaniały strzał Kopcia z 30 metrów, jest 2:2. Niezgrabny Korniejewski mógł jednak obronić.

Nieprzytomny Puchniarz kopie wiślaków po kostkach, bez przerwy, nagle wpada mu piłka pod nogę, kopie ją - gol!

Po przerwie przewaga Wisły wzrasta, ale Bułanow, Szczepaniak i nieudolny atak czerwonych utrzymują wynik. Wisła była lepsza. W ataku Polonii przyzwoity tylko Kulla.

Kar.



Polonia - Wisła 3:2. Słaba drużyna zwycięża beznadziejną
Przegląd Sportowy nr 69, s.4,, 8 lipca 1935 r.
WARSZAWA, 7.7. Polonia — Wisła 3:2 (3-2).

Bramki dla Polonii: Biniok, Kulli i Puchniarz. Dla Wisły: Artur I Kopeć.

Sędzia: p. Gruszka ze Śląska.

Polonia: Korniejewski, Szczepaniak, Bułanow, Seichter, Jelski, Odrowąż, Kruk, Kulla, Puchniarz, Ciszewski, Biniok.

Wisła: Madejski, Szczepanik, Szumilas, Bajorek, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II, Habowski, Kopeć, Lubowiecki, Artur, Łyko.

Im dalej postępują rozgrywki Ligi naprzód, tem trudniej jest się zorjentować kto może być istotnym, wartościowym kandydatem na tegorocznego mistrza.

Wszystkie drużyny naszej, pożal się Boże, ekstraklasy grają tak słabo, że doprawdy lepiejby schować berło mistrzowskie wogóle do lamusa.

W niedzielę ubiegłą "popisała się" w Warszawie Wisła. Nie przypuszczamy, aby zespół czerwonej gwiazdy zademonstrował choćby przeciętną swych umiejętności. Ale nawet przypuszczając, że był to jeden z najsłabszych ich meczów, trzeba stwierdzić objektywnie, że kandydat na mistrza takiej gry w swym repertuarze mieć nie może.

Wręcz tragiczne było przedewszystkiem trio obronne. Madejski chwytał piłkę jakby parzyła, Szczepanik nie oddał ani jednego oswabadzającego wykopu, a pozatem fatalnie się ustawiał. Najlepszy stosunkowo był Szumilas, ale i on nie osiągnął nawet Średniej wymaganej od dobrego obrońcy ligowego.

Do klasy obrony dostosował się tez Bajorek w pomocy. Sztywny, powolny, od czasu do czasu tylko dawał sobie radę z przeciwnikami i z - piłką.

Kotlarczykowie w tego rodzaju towarzystwie nie mogli wiele zrobić; mimo to obaj, zwłaszcza młodszy, pokazali szereg zagrań wysokiej klasy. Pod koniec meczu starszy jakby opadł na siłach, a młodszy zgubił swe walory na stanowisku kierownika napadu.

W ataku najlepiej wypadł Artur, gracz szybki, sprytny z ciągiem na bramkę i szybką decyzją strzałową. Łyko był bardzo przeciętny, zresztą pod koniec, kontuzjowany przez Seichtera, raczej statystował. Habowskiego było wogóle trudno zauważyć, taksamo niewiele pokazał Lubowiecki w charakterze dyrygenta napadu. Kopeć grał w typie Artura, tylko o pewien procent słabiej.

Jest rzeczą zrozumiałą, że zwycięstwo odniesione nad tak scharakteryzowaną drużyną i to z jedną tylko bramką przewagi, nie jest bynajmniej równoznaczne z wielką klasą i świetną grą pogromców.

O Polonii nie można nawet powiedzieć, że grała dobrze. Mimo to grała lepiej niż Wisła i zwyciężyła zasłużenie.

Do mocniejszych jej punktów należy zaliczyć przedewszystkim trzech górnoślązaków - Kullę, Kruka i Binioka. Wnieśli oni do walki element młodości i zapału, czego już w żaden sposób nie mógł wykrzesać z siebie Łańko, a nie potrafił - Herisch.

Ten sam typ gry, co górnoślązacy reprezentował zresztą Puchniarz, tylko że w dużo gorszem wydaniu. Grał on nieprzyjemnie faul, a pozatem ustępował swym kolegom w technice piłki.

Ciszewski o zupełnie innym stylu gry, sprawował się jak dobry ojciec wprowadzający w świat swe dzieci; cofał się po piłki, wystawiał innych, raz nawet pięknie strzelił w poprzeczkę.

W linji pomocy na plan pierwszy wybił się Odrowąż, który po służbie wojskowej, zdaje się, powraca do formy, Seichter był, jak zwykle, dokuczliwy dla przeciwników i defenzywnie naogół zadowolił.

Natomiast grubiejący z każdym tygodniem Jelski nie potrafił na środku pomocy zastąpić Szczepaniaka. Był powolny, bojaźliwy, niezwrotny i niedokładny w podaniach.

Z obrońców lepiej wypadł Szczepaniak, choć i Bułanow osiągnął formę wyższą niż na ostatnich meczach.

Korniejewski bynajmniej nas nie zachwycił; pierwszego gola wogóle się nie spodziewał, przy drugim, choć niewątpliwie trudnym, mógł jednak skutecznie interwenjować.

Początek gry zapowiadał raczej zwycięstwo Wisły, bardziej stylowej i lotnej w akcjach. Jej napad ciągnięty przez Artura raz poraz zjawiał się w przedpolu Polonii, a w 15-ej min. Odrowąż ostatnim wysiłkiem wybił w pole piłkę z samej linji bramkowej.

Kiedy w 10 min. później Artur po centrze Habowskiego pięknym voleyem ulokował piłkę w siatce, zdawało się że osoba zwycięzcy jest przesądzona.

Złudzenie to prysło jednak w ciągu niespełna minuty, kiedy wspólny wysiłek napadu Polonii i tria obronnego Wisły doprowadził do wyrównania: słaby strzał Kulli odbił Madejski w pole, a Biniok dokonał reszty.

Po siedmiu dalszych minutach stan gry brzmi już 2:2. Prowadzenie dla Polonii zdobywa po pięknej akcji Kulla, wyrównuje dalekim strzałem, puszczonym przez Korniejewskiego po palcach do siatki - Kopeć.

Punkt decydujący o zwycięstwie Polonii jest najczarniejszą plamą na sumieniu obrońców Wisły. Taką sobie dolną centrę Binioka puszczają tuż obok nóg obrońcy, a w rezultacie biegnący na stracone Puchniarz dochodzi do piłki i strzela w siatkę.

Po przerwie, to jedna to druga strona zdobywa zdecydowaną przewagę. Akcje Wisły są jednak coraz bardziej blade, podczas gdy zwłaszcza prawa strona napadu Polonii szerzy raz poraz zamęt w słabiutkich tyłach gości.

Pod koniec mecz zamienia się w grę na jedną bramkę, gdyż cała niemal Polonia cofa się na tyły.

Sędzia p. Gruszka wspaniale wychwytywał wszystkie wiedeńskie offside'y. Pozatem gwizdał zbyt wiele, ale naogół zadowolił. Widzów 4.000 osób.


Jotg