1935.10.13 Wisła Kraków - Pogoń Lwów 3:1

Z Historia Wisły

200 mecz Wisły w I lidze
1935.10.13, I Liga, 14. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 11:30
Wisła Kraków 3:1 (1:1) Pogoń Lwów
widzów: 4.000
sędzia: Alfons Raettig z Łodzi
Bramki
Henryk Kopeć (g) 20'

Antoni Łyko 47'
Artur Woźniak 71'
1:0
1:1
2:1
3:1

43' Edmund Majowski Niechcioł


Wisła Kraków
2-3-5
Edward Madejski
Stanisław Szczepanik
Władysław Szumilas
Józef Kotlarczyk
Grafika:Kontuzja.pngJan Kotlarczyk
Mieczysław Jezierski
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Artur Woźniak
Kazimierz Sołtysik
Antoni Łyko

trener: brak
Pogoń Lwów
2-3-5
Spirydion Albański
Czesław Bereza
Wacław Jerzewski
Leon Hanin
Jan Wasiewicz
Stanisław Deutschman
Edmund Majowski Niechcioł
Mieczysław Luchter
Adolf Zimmer
Michał Matyas (II)
Antoni Borowski

trener: György Molnár (HUN)

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Galeria

Relacje prasowe

Pogoń - Wisła
Ilustrowany Kurier Codzienny, 12 października
Zapowiedź niedzielnego meczu lwowskiej Pogoni z Wisłą, która wystąpi w Krakowie po paromiesięcznej przerwie, obudziła ogromne zainteresowanie w kołach sportowych całego kraju.

Wyjątkowa stawka tego meczu, który zadecydować może a tytule mistrzowskim Pogoni i zepchnięciu Wisły do rzędu klubów, walczących z ostatnim wysiłkiem o utrzymanie się w Lidze, sprawia, iż spotkanie niedzielne pobije wszystkie inne mecze ligowe dotychczas rozegrane, pod względem zainteresowania.

Początek meczu o godz. 11:30 przed południem na boisku Wisły, na którym będzie już oddana do użytku P. T. publiczności kryta trybuna, odbudowana już w nieco skromniejszych rozmiarach w stosunku do poprzedniej. Główne zawody poprzedzi interesujące spotkanie o mistrzostwo kl. A okręgu krakowskiego Makkabi - Wisła Ib.



Krakowskie drużyny ligowe przed doniosłymi rozstrzygnięciami
Ilustrowany Kurier Codzienny, 12 października 1935
Kraków, 12 października.

Nadchodzi gorąca niedziela dla Ligi. Dnia 13 b.m. aż 10 drużyn ligowych stanie na starcie zaciętej walki o punkty, walki niejednokrotnie o byt towarzystwa.

Dla Krakowa niedziela jutrzejsza może być przełomowa, gdyż wszystkie trzy drużyny zagrożone jeszcze spadkiem z Ligi staną przed ciężkim zadaniem - zadaniem, które zadecydować ich losie. W najkorzystniejszej sytuacji jest Garbarnia, która ma i punktów najwięcej i słabszego przeciwnika, a mianowicie drużynę Śląska ze Świętochłowic. Obcy jednak teren i znana zaciętość Ślązaków u siebie w domu będzie trudną zaporą dla Krakowian w wygraniu meczu.

Najgorszą jest sytuacja Cracovii, której walczyć przyjdzie z Legią w Warszawie. Jest to dla niej z pozostałych czterech meczów na obcych boiskach stosunkowo najłatwiejsze. Do tego osłabienie Legii brakiem Łysakowskiego stwarza dla Cracovii szansę na wygranie. Reszta wyjazdów biało-czerwonych, a to do Pogoni, Ruchu i ŁKSu będzie jeszcze cięższym problemem do rozwiązania.

W bardzo ciężkiej sytuacji jest także i Wisła, która ma najmniej punktów zdobytych, ale i też najwięcej jeszcze meczów do rozegrania, i to głównie na własnym boisku. Zadanie jej jest bardzo trudne, gdyż Pogoń jest liderem ligi, gra znakomicie i w Krakowie dała tego dowód dwukrotnie, raz remisując z Garbarnią, a drugi bijąc Cracovię. Wiśle zatem przyjdzie zadanie rehabilitacji sportu krakowskiego.

Czy potrafi ona odpowiedzieć swemu zadaniu, odpowiedź dostaniemy na boisku Wisły w niedzielę o godzinie 11:30 przed południem.

Główne zawody poprzednim mecz o mistrzostwo klasy A okręgu krakowskiego Makkabi - Wisła 1b. Pozostałe w drobnej ilości bilety w tym i na krytą trybunę są jeszcze do nabycia w przedsprzedaży. Dotychczasowe legitymacje wolnego wstępu zostały unieważnione i będą wymieniane w kasie na boisku na nowe karty.




Pogoń - Wisła.
Ilustrowany Kurier Codzienny, 14 października 1935
Przypominamy, że w dniu dzisiejszym, tj. w niedzielę odbędą się sensacyjne zawody ligowe między drużynami Wisły i Pogoni, które będą miały decydujące znaczenie dla ukształtowanie się tabeli ligowej tak na górze, jak i na dole. Początek meczu o godz. 11.30 przed południem na boisku Wisły, poprzedzą zawody Makkabi - Wisła Ib o mistrzostwo Krakowa.


Lider ligi pokonany w Krakowie. Zacięta walka o tytuł mistrza jak i utrzymanie się w lidze Lidze.
Ilustrowany Kurier Codzienny, 15 października 1935
Kraków, 14 października

13 października może dla niejednego klubu ligowego być datą, która zaważy silnie na jego losach. Niedziela zebrała na starcie aż 10 drużyn, których spotkania ze względu na końcowe stadium rozgrywek mogą być bardzo doniosłe.

Przegrana Pogoni z Wisłą może dla pierwszej przynieść zachwianie w jej zwycięskim marszu ku górze, dla drugiej zaś oznaczać renesans i początek finiszu, który u tej drużyny w porze jesiennej był corocznie stałym zjawiskiem.

Ruch, przez zwycięstwo nad Polonią, której los właściwie został już przesądzony, zagroził poważnie Pogoni w jej pochodzie naprzód, ku zdobyciu tytułu mistrzowskiego. Wiele zależeć tu będzie od wyniku meczu najbliższej niedzieli między Ruchem a Wisłą w Krakowie.

[...]

Wisła - Pogoń 3:1 (1:1).

Już dawno nie oglądaliśmy tak emocjonującego meczu, jak w dniu wczorajszym na boisku Wisły. Spotkały się dwie drużyny, z których jedna to lider Ligi, druga to przedostatni chwilowo zespół w ekstraklasie polskiej. Gdyby sądzić należało tylko z wyczynów i klasy gry, jaką zaobserwowaliśmy na boisku Wisły w dniu wczorajszym, to klasyfikacja tych dwóch drużyn śmiało mogłaby brzmieć odwrotnie.

Nie oznacza to jednak, żeby Pogoń była złą drużyną i grała marnie. Owszem starała się za każdą cenę zwyciężyć, przecież chodziło jej o to, gdyż wygrana zapewniała jej właściwie już tytuł mistrzowski na rok bieżący, ale jeśli tego nie zdołała dokonać, to przyczyna tego leży w wyjątkowej grze Wisły, która wzniosła się na szczyt niejednokrotnie umiejętności i osiągnęła klasyczną formą. Nie będzie przesadą wyrażenie, że w tej formie drużyna krakowska nie napotkałaby przeciwnika pośród drużyn krajowych.

Zwycięstwo różnicą dwu bramek nie odpowiada całkiem przebiegowi gry i różnicy sił dzielących oba zespoły. Pogoń miała właściwie tylko jedną pozycję i tą wykorzystała, natomiast Wisła najwyżej jedną trzecią ze stuprocentowych sytuacji podbramkowych przemieniła w gole. Tylko pechowi podbramkowemu i niewykorzystaniu kilku murowanych pozycji zawdzięcza Pogoń, iż nie wyjechała z Krakowa ze znacznie większą porażką.

Już od początku dała się zauważyć pewna przewaga Wisły, która rozpoczyna grę z niebywałą ambicją. Po kilku rzutach wolnych bitych przez Szumilasa nastąpiły kornery, jednak niewyzyskane przez gospodarzy. Pogoń ogranicza się raczej do wypadów, które kończą się niecelnymi strzałami Niechcioła i Matiasa. Pierwszy i zarazem

najpiękniejszy gol meczu

pada w 20 minucie, kiedy po pięknej centrze Łyki piłkę idącą niemal ziemią Kopeć głową, robinsonując skierowuje w sam róg siatki. Wyjątkowo emocjonujący moment spotkał się z aplauzem na całej widowni.

Wisła gra coraz lepiej i nadarza się jej atakowi cała moc sytuacji dla polepszenia wyniku, lecz w ostatniej chwili lekkie i nieplasowane strzały Kopecia i Artura grzęzną w rękach Albańskiego.

Pogoń jest stroną raczej broniącą się, a posunięcia jej ataku są całkiem niegroźne. Wisła pod koniec pierwszej części ma znowu okazję na podwyższenie wyniku, lecz znowu w ostatnim momencie bądź Artur nie wykorzystuje, słabo startując centry Habowskiego, bądź też piękna główka Sołtysika po rzucie rożnym przechodzi tuż ponad słupkiem. Natomiast Pogoń dochodzi do głosu w ostatniej minucie pierwszej części gry, kiedy po nietrafieniu w piłkę przez Szczepanika Borowski dochodzi z piłką pod bramkę Wisły, skąd j jego centry Niechcioł strzela wyrównująca bramkę. Jeszcze za chwilę po rzucie wolnym bitym przeciw Pogoni z odległości 20 m nadarza się znakomita okazja na zdobycie zwycięskiej bramki, lecz napastnicy Wisły nie mogą na czas strzelić wskutek złego ustawienia się, aż wreszcie Wasiewicz broni w ostatnim momencie na samej linii bramkowej.

Po pauzie początkowo gniecie silnie Pogoń gdyż Wisła przeszła do obrony, i to obrony niezdecydowanej, jedynie Kotlarczyk II umiejętnie przerzuca piłkę na skrzydła i odciąża przepracowane tyły. Niedługo jednak trwa ten nacisk. Wisła szybko się oswobadza i zaraz w pierwszych minutach strzela drugą bramę przez Łykę, który wykorzystał dobre podanie naprzód ze strony Kopecia. Nacisk napastników Wisły staje się coraz energiczniejszy, Pogoń broni się niejednokrotnie faulami, w czym celuje Deutscheman. Kotlarczyk II, który jeszcze nie przyszedł do siebie po kontuzji na meczu z Austrią, staje się często ofiarą i pada na ziemię, lecz zdobywa się na daleko idącą ofiarność i wraca do gry z powrotem.

Groźne pociągnięcia Wisły wychodzą albo od skrzydłowych, al bo od Kopecia, podczas gdy drugi łącznik Sołtysik spełnia często rolną defensywną czwartego pomocnika. Rozgrywa się czasami Artur, który jednak traci często piłkę na skutek braku startu i zbytniego wózkowanie. Jego współgranie z Łyką umożliwia mu dojście pod bramkę Pogoni i oddanie pięknego strzału w 20 minucie w słupek.

Następnie Kopeć i Artur mają kolejno możliwość podwyższenia wyniku, Lecz Albański broni ostatnim momencie wybiegami. W 26 minucie po centrze Łyki pada trzeci gole, który zdobywa silnym strzałem w róg Artur. Jeszcze w ostatnich minutach Kopeć nie wykorzystuje okazji na polepszenie wyniku, po czym Pogoń uzyskuje parę rzutów rożnych i wolnych, z których jednak nie umie uzyskać żadnego cyfrowego efektu.

Mecz kończy się zasłużonym zwycięstwem Wisły, która dopisała na całej linii. Słabych punktów nie było, ale w szczególności zasługują na wyróżnienie Kotlarczyk II, Łyko i Kopeć. Kotlarczyk I wytrzymał do końca, był on znacznie lepszy od swojego vis a vis Wasiewicza i wystawił najlepsze świadectwo swych umiejętności. Jezierski sekundował dzielnie obu internacjonałom. Obrona (za wyjątkiem błędu Szczepanika), jak i Madejski, bez zarzutu. W ataku doskonale spisał się Łyko, jak również Kopeć i Habowski. Pewien zarzut co do powolności postawić tylko można Arturowi, który nie wytrzymał tempa meczu. Sołtysik zadowolił.

W Pogoni, która nie mogła dojść do głosu, wyróżnić należy Niechcioła, który był jej najgroźniejszym graczem. Reszta nie wzniosła się ponad miarę przeciętną. Sędziował dobrze p. Rettig z Łodzi. Widzów około 4000.




Wisła - Pogoń 3:1 (1:1)
Raz, Dwa, Trzy, 15 października 1935
Kraków, 14 października

Stanowisko obu przeciwników w piłkarstwie polskim, rywalizacja, pamiętająca czasy zaborców, były zawsze momentami, które czyniły ze spotkań tych drużyn coś więcej, niż zwykłe zawody mistrzowskie.

W niedzielę zakres zainteresowania zwiększył się jeszcze. Stawką bowiem była nie tylko tradycyjna rywalizacja, ale przede wszystkim aspiracje przeciwników, znajdujących się w danym dniu na krańcowo różnych biegunach. Dwaj byli mistrzowie Polski zetknęli się w dniu, który jednego miał ewentualnie utrwalić w pozycji najgodniejszego kandydata na mistrza, to zaś miało się stać kosztem ewentualnego spadku z Ligi drugiego. Odwrotność natomiast zmniejszała widoki mistrzowskie Pogoni, a dawała za to Wiśle najpewniejsze widoki ucieczki z dołu tabeli. Przed zawodami Kraków wierzył w drugą możliwość i i słusznie, bo mimo wszystko nie przypisywano Pogoni tyle zasobów umiejętności, by pokonała Wisłę na jej własnym boisku.

Przebieg zawodów potwierdził optymizm Krakowa w zupełności. Wisła zwyciężyła pewnie w stosunku, który wcale nie krzywdzi gości. Owszem Ilość posiadanych pozycji strzałowych napastników krakowskich dawała idealne możliwości

znacznego przekroczenia uzyskanego wyniku

Jedynie słaba gra pod bramką napastników zmarnowała te liczne okazje.

Gra niedzielna nie odbiegała typowością od innych mistrzowskich. Skuteczność za wszelką cenę była i tu dewizą, a tylko przygotowanie poszczególnych ludzi do niej przynosiło odchylenia od tej zasady. Twarda gra doprowadzała często do złośliwości, która miła dla całości zawodników nie była. Piłka nie zawsze była obiektem dążeń graczy, nierzadko stawał się nim przeciwnik, a raczej jego nogi. Na szczęście tym razem sędzia dopisał w zupełności, a pomoc otrzymywał ze strony liniowych. W tej formie pragnęlibyśmy wiedzieć zawsze wszystkich arbitrów.

Sukces Wisły przyjęła widownia z radością, a chętnie widziałby go wyższym. Niemniej jednak opuszczała boisko zawiedziona grą Pogoni, przepuszczalnego Mistrza Polski. Istotnie trudno było doszukać się w grze drużyny lwowskiej walorów uprawniających do zaszczytu mistrza

Zawód sprawiła cała drużyna,

nie wyłączając reprezentacyjnych zawodników. Patrząc na niedzielną grę Lwowian ze zdumieniem przypominało się ich dobre wyniki i tak wysoką lokatę w tabeli mistrzowskiej.

Ostrożność nakazała obu drużynom asekurację własnej bramki i stąd łącznicy grali wybitnie w tyle. Pozostali skrzydłowi i środkowy jako ich motor pozostawieni zostali sobie, bo łącznicy rzadko dochodzi do tej linii, by zwiększyć napór ofensywny. Brak im do tego po prostu siły i szybkości. Wisła posiadała energiczniejszą trójkę przednią, skuteczniejszych skrzydłowych, którzy każdą sposobność umieli wykorzystać do szybkiego przedostania się pod bramkę Albańskiego. Pogoń natomiast miała jednego odpowiedniego do potrzeb napastnika, Niechcioła, a to było za mało.

Ciekawość koncentrowała się na obu środkowych pomocnikach. Kotlarczyk I, przedstawiciel gry wybitnie ofensywnej, taktycznej i obliczonej w każdym uderzeniu piłki, miał przeciwnika w swym następcy Wasiewiczu, przykrawanym na grę defensywną.

Który z nich? Na to pytanie gra niedzielna odpowiedzieć musiałaby negatywnie w obu kierunkach. Żaden bowiem nie spełnił zadania w formie, która obejmowała by kondycję, skuteczność defensywną i równoczesne współgranie z własnym atakiem. Siła Kotlarczyka rozpoczyna się z chwilą otrzymania piłki, bo ta szła już dalej planowo do ataku. Trudniej było w walce o nią, bo szybkość i zwrotność zmalała. Przy znacznie większym wysiłku i ruchliwości efektywność Wasiewicz nie była większa, bo jakość gry dla ataku miała chwilami duże braki. Poza tym grubym błędem było uporczywe trzymanie się tyłów w chwilach, gdy należało i można było iść naprzód za atakiem.

Wisła zaimponował

doskonałym usposobieniem moralnym.

Drużyna w całości nastawiona była na walkę do ostatniej minuty i tak ją przeprowadziła. Nastrój jej wobec równoczesnego opadnięcia na duchu Pogoni dał przewagę inicjatywy, a potem i lepszej gry.

Jako całość przedstawiali się Czerwoni równiej, bo choć mieli słabsze pozycje, różnica między nimi zbyt wyraźną nie była, w każdym razie nie tak wyraźna, jak u Pogoni. W ataku dobrze role swe spełnili skrzydłowi Łyko i Habowski. Artur znacznie od nich miększy, długi czas był niewidoczny, a podciągnął się po przerwie, dają znać o sobie kilku solowym akcjami. Łącznicy należeli do najpracowitszych gracz na boisku, szczególnie Kopeć.

Przeciw trzem napastnikom Pogoni pomoc Wisły miała ułatwione zadanie. W zupełności spełnił je młodszy Kotlarczyk, zmniejszając do minimum niebezpieczeństwo ze strony Borowskiego. Na drugiej stronie Jezierski staczał boje z Niechciołem ze zmiennym szczęściem, ale dla własnego ataku pożytecznym nie był. Gra środkowego stała pośrodku między obu skrzydłowymi.

Gra obrońców Wisły była na poziomie, jaki skutecznym mógł być tylko przeciw niedzielnej Pogoni. Częste błędy stwarzały niebezpieczne sytuacje i z nich padła jedyna bramka Pogoni. Bramkarz grał dobrze.

W Pogoni najsłabszą była trójka obronna. Jeżewski i Bereza pod żadnym względem nie mogli zadowolić. Ostatni swą żółwią powolnością dawał Łyce ustawicznie sposobności do groźnego podchodzenia pod bramkę Albańskiego, który niedzielnego występu do szczęśliwych zaliczyć nie może. Słaba gra obrońców tłumaczy go tylko częściowo. Widocznie nerwowo nie wytrzymał.

Pomoc nastawiona była głównie na defensywę. Podania do ataku rzadko było właściwe, ponieważ wszyscy pomocnicy trzymali się zbyt w tyle, a ich długie podania celne nie były. Tak Hanin, jak i Deutschman tylko przy największym wysiłku zdołali przeszkadzać skrzydłowym.

W ataku, rozerwanym grą łączników, nie było zawodnika w pełni wartościowego. Matjas skarżył się na nogę i dlatego pewnie był wolny, a to mimo klasy w opanowaniu technicznym było przeszkodą w wyzyskaniu skrzydłowych. Przez pierwszą połowę wartościowym graczem był Niechcioł, strzelający wcale dobrze. Natomiast po przerwie puścił się na wózkowanie, rzadko efektywne. Borowski trafił na dobrze usposobionego Kotlarczyka i znikł przy nim. Z łączników operujących przeważnie na tyłach Zimmer wykazał więcej dążności do współgrania. Luchter znów do solowych akcji. Dla ataku zdziałali mało.

Skład drużyn i przebieg gry.

Wisła: Madejski, Szczepanik, Szumilas, Kotlarczyk II, I, Jezierski, Habowski, Kopeć, Artur, Sołtysik, Łyko. Pogoń: Albański, Bereza, Jeżewski, Hanin, Wasiewicz, Deutschman, Niechcioł, Luchter, Matias, Zimmer, Borowski.

Po ataku Wisły na pewien czas do głosu dochodzi Pogoni. Madejski wybiegiem ratuje. Zaraz potem ratuje Albański strzał... Berezy do własnej bramki. Wisła staje się groźniejsza, uzyskuje tylko dwa kornery. W 20 minucie z bardzo trudnej pozycji centruje Łyko na bramkę Pogoni, a nadbiegający Kopeć rzuca się całkiem ku nadlatującej piłce i padając na ziemię kieruje ją głową do siatki. Nadchodzi okres przewagi Wisły, której atak stwarza niebezpieczne sytuacje, ale nie umie ich wyzyskać. Pogoń w tym czasie operuje wypadami, wyzyskując złe ustawienie się obrońców Wisły. Uzyskuje też w ten sposób bramkę w 44 minucie. Długie podanie z pomocy do Borowskiego fatalnie przepuszcza pod nogą Szczepanik. Skrzydłowy dochodzi do piłki, oddaje ją do środka, gdzie czeka już Niechcioł i pewnie strzela. Tuż przed gwizdkiem napastnicy Wisły nie wyzyskują momentu opuszczenia bramki przez Albańskiego.

Po przerwie zatrudniony zaraz jest Albański w skutek błędów obrony. Tak pada też druga bramka Wisły, gdy wlokący się Bereza nie umie dojść do łatwej piłki i puszcza ją Łyce, który mija Albańskiego wyciągniętego z bramki. Pogoń tym podniecona przejmuje grę, ale brak jej należytego przygotowania pozycji do skuteczności. Powoli Wisła otrząsa się z tej przewagi i poczyna atakować. Artur trafia w poprzeczkę, potem Habowski z trzech metrów psuje wyczekiwaniem. Wreszcie w 26 minucie podanie Łyki wyzyskuje dobrym strzałem Artur na trzecią bramkę. Wisła w dalszym ciągu ma więcej z gry, a gdy potem Pogoń nabiera energiczności, Czerwoni poprzestają na skutecznej defensywie do końca gry.

Widzów 3000. Sędzia p. Rettig.


J.K.



Sensacyjna porażka Pogoni lwowskiej w Krakowie. Wisła (Kraków) - Pogoń (Lwów) 3:1 (1:1)
Polonia, 14 października
Mało było takich, którzy spodziewali się porażki lidera Ligi Państwowej w Krakowie. Jednak drużyna Wisły, zagrożona spadkiem z Ligi, wydała wszystko z siebie, by zdobyć tak bardzo jej potrzebne punkty. Gdyby nie nadzwyczajna forma Albańskiego, który był bohaterem spotkania, drużyna lwowska byłaby wywiozła z Krakowa o wiele większą porcję bramek, aniżeli faktyczny wynik to odzwierciadla.

Początek meczu należy do Wisły, lecz Pogoń po paru minutach przychodzi do siebie i gra staje się równorzędną. Szczęście sprzyja jednak drużynie gospodarzy, która w 20 minucie przez Kopcia zdobywa pierwszą bramkę. Gra w dalszym ciągu zyskała na wartości i tempo się wzmagało. Wisła naciera nadal, Kopeć dwukrotnie ma świetną okazję do podwyższenia wyniku, ale w skandaliczny sposób przenosi ponad bramką. Wspaniały strzała Artura wyłapuje brawurowo Albański. W 44 minucie Pogoń ze strzału Niechcioła wyrównała, przy czym nie bez winy był w tym wypadku Kotlarczyk I.

Po przerwie już w 2 minucie znowu Kopeć zdobywa prowadzenie dla Wisły, dalekim strzałem. W 29 minucie atak Pogoni stwarza bardzo niebezpieczną sytuacją pod bramką Wisły, jednak niezaradność środkowej trójki napadu marnuje tę stuprocentową akcję. Natomiast lepiej powodzi się Wiśle, która ze strzału Artura podwyższa wynik do 3:1, który do końca meczu pozostaje niezmieniony.

Pogoń usiłuje zdobyć dalsze bramki, jednak obrona miejscowych staje na wysokości zadania i niweczy wszelkie wysiłki przeciwnika. Spotkanie zakończyło się sensacyjną porażką Pogoni, która w ten sposób poważnie zagrożona została w walce o mistrza - przez Ruch, który dzisiejszą rozgrywkę z Polonią społeczną rozstrzygnął na swoją korzyść.

Z graczy Wisły na wyróżnienie zasługują Artur, Łyko, Bracia Kotlarczykowie, a przede wszystkim Kopeć, strzelec dwóch bramek. W Pogoni pierwsze skrzypce zagrał Albański, bohater spotkania, poza tym dobrze spisali się Matias, Niechcioł i Zborowski.

Sędzia p. Retich nienadzwyczajny. Widzów około 4000.




Przegląd Sportowy, 12 października 1935
Wisła nie pozostaje również w tyle i mobilizuje najsilniejszą gwardię przeciw Pogoni. Bajorka w pomocy zastąpi młodszy od niego Jezierski, Artur wraca na środek. Łyko będzie przesunięty na łącznika, a na skrzydle zadebiutuje Kozłowski. Jest to dawny gracz Grzegórzeckiego. Wisła wystąpi w składzie: Madejski, Szumilas, Szczepanik, Jezierski, Kotlarczyk I, Kotlarczyk II, Habowski, Kopeć, Artur, Łyko, Kozłowski. Mecz odbędzie się na boisku Wisły, gdzie wystawiono trybunę na kilkaset osób. Początek o 11.30 przed południem.



Jak za dawnych lat...
Przegląd Sportowy, 12 października 1935
zapowiada się natomiast spotkanie w Krakowie. Różnica tkwi jedynie w tym, że teraz Pogoń walczy o mistrzowskie laury, a Wisła o prawo pobytu w Lidze. Fakt ten stawia też lwowian przed bardzo ciężkim zadaniem, gdyż nie ulega wątpliwości, że czerwoni zmobilizują wszystkie siły, byle tylko nie uronić ani jednego punktu. Dla Pogoni ma mecz niedzielny kto wie czy nie decydujące znaczenie. Jest to jej przedostatni występ na obcym boisku, gdyby się więc udało złapać choćby jeden punkt, można by znacznie spokojniej spoglądać w przyszłość. Teoretycznie rzecz biorąc sytuacja Lwowian nie jest beznadziejna.

Albański reprezentuje lepszą klasę niż jego vis a vis. Obrona Pogoni nie jest w najlepszym gatunku, jednak i Wisła nie ma się czym specjalnie szczycić na tej pozycji. W pomocy lepiej wypaść powinna Wisła, o ile... Kotlarczyk I wróci do formy, a brat jego przemógł już kontuzję. W ataku większe walory reprezentuje Pogoń, pod warunkiem, że uczestniczyć w nim będzie Matyas w pełnej formie. W przeciwnym wypadku należałoby linie te uznać za mniej więcej równe.

Wiele zależeć będzie naturalnie od dyspozycji psychicznej. Pogoń jest w o tyle wygodniejszej sytuacji, że zasadniczo nic jej nie grozi i nawet przegrana z Wisłą nie przekreśla jeszcze widoków na mistrzostwo. Własne boisko i publiczność krakowska jest atutem wzmacniającym szansę gospodarzy. Spodziewać się w każdym razie należy, że drużyny o wielkiej tradycji zdobędą się na odpowiednią grę i nawet w ogniu gorącej walki potrafią zachować godny umiar.




Wisła Pogoń 3:1 (1:1)
Czas, 15 października 1935
Obie drużyny w pełnych składach. Przebieg gry wykazał dobrą formę zawodników Wisły, którzy startem, szybkością i ambicją górowali nad nad zespołem lwowskim. Początkowo gra była otwarta. Atak Wisły części niepokoił bramkarz Pogoni. W 20 minucie ostry strzał Łyki skierowany został przez Kopcia głową do bramki i - 1:0 dla Wisły. W 44 minucie wyrównał Niechcioł.

W drugiej połowie gry przewaga Wisły jest jeszcze większa. Już w 2 minucie Łyko podnosi wynik, a w 24 minucie Artur celnym strzałem ustala wynik dnia.

Cała drużyna Wisły grała ofiarnie. W Pogoni wyróżnili się Albański, Niechcioł i Wasiewicz.

Sędziował Rettig z Łodzi. Widzów 3500.




Wspaniała gra i zwycięstwo Wisły.
Nowy Dziennik, 14 października 1935
Wisła - Pogoń 3:1 (1:1).

Już dawno nie byliśmy świadkami tak pięknego meczu, jak wczorajsze spotkanie Wisły z Pogonią. Oba zespoły doceniając ważność spotkania wystąpiły w najsilniejszych składach. Zawody lidera z drużyną stojącą na szarym końcu tabeli przyniosły zaciętą i emocjonującą walkę. Z jednej strony stawką było umocnienie szans na zdobycie mistrzostwa, z drugiej ratunek przed degradacją.

Trudno było się wczoraj na pierwszy rzut oka zorientować, kto jest tutaj liderem a kto outsiderem. Przebieg gry wskazywałby, iż Wisła jest obecnie najlepszym polskim zespołem. Nie można byłoby sobie wyobrazić jej chwilową lokatę. Czerwoni grali pod każdym względem wspaniale, nie było tam słabych punktów. Brylował Kotlarczyk II w tyłach, a Kopeć i Łyko w ataku, obok reszty dobrze dysponowanych graczy, ale specjalnie jako zespół Wisła zrobiła miłą niespodziankę, grając pięknie i płynnie, a przy tym szybko i ambitnie, odnosząc w całej pełni piękne i zdecydowane, chociaż dość ciężko wywalczone zwycięstwo. Przeciwnik - Pogoń prezentował się dość przeciętnie. Obok doskonałego Albańskiego w bramce oraz Niechcioła, dobrze wypadła obrona oraz Zimmer w ataku. Matjas tak I jak i II grali leniwie. Jako całość Pogoń ustępowała znacznie Wiśle.

Gra od pierwszej chwili prowadzona jest w silnym tempie, przy czym początkowo Pogoń jest groźniejsza, gospodarze jednak z wolna opanowują teren i zdobywają prowadzenie z pięknej główki Kopecia. Wisła ma jeszcze kilkakrotnie sposobność podwyższyć wynik, lecz Albański zawsze w porę interweniuje. W 44 minucie niespodziewanie Matias II dostaje piłkę i po fatalnym zagrania Szczepaniaka centruje, piłkę chwyta Niechcioł i pewnie lokuje w siatce.

W drugiej części ma Wisła przez całe niemal pół godziny silną przewagę. Efektem jej są dwie bramki zdobyte przez Łykę i Artura, przy czym napastnicy nie wykorzystali wielu pewnych sytuacji. W dalszym ciągu również Albański bronił wyśmienicie, wykazując bardzo wysoką klasę. Pod koniec Pogoń napiera, lecz nie jest w stanie przełamać defensywę przeciwnika. Mecz kończy się przy entuzjastycznych oklaskach czterotysięcznej publiczności.

Zawody prowadził p. Rettig z Łodzi.




Sensacyjna porażka Pogoni lwowskiej w Krakowie. Wisła (Kraków) - Pogoń (Lwów) 3:1 (1:1)
Siedem Groszy, 14 października 1935
Mało było takich, którzy spodziewali się porażki lidera Ligi Państwowej w Krakowie. Jednak drużyna Wisły, zagrożona spadkiem z Ligi, wydała wszystko z siebie, by zdobyć tak bardzo jej potrzebne punkty. Gdyby nie nadzwyczajna forma Albańskiego, który był bohaterem spotkania, drużyna lwowska byłaby wywiozła z Krakowa o wiele większą porcję bramek, aniżeli faktyczny wynik to odzwierciadla.

Początek meczu należy do Wisły, lecz Pogoń po paru minutach przychodzi do siebie i gra staje się równorzędną. Szczęście sprzyja jednak drużynie gospodarzy, która w 20 minucie przez Kopcia zdobywa pierwszą bramkę. Gra w dalszym ciągu zyskała na wartości i tempo się wzmagało. Wisła naciera nadal, Kopeć dwukrotnie ma świetną okazję do podwyższenia wyniku, ale w skandaliczny sposób przenosi ponad bramką. Wspaniały strzała Artura wyłapuje brawurowo Albański. W 44 minucie Pogoń ze strzału Niechcioła wyrównała, przy czym nie bez winy był w tym wypadku Kotlarczyk I.

Po przerwie już w 2 minucie znowu Kopeć zdobywa prowadzenie dla Wisły, dalekim strzałem. W 29 minucie atak Pogoni stwarza bardzo niebezpieczną sytuacją pod bramką Wisły, jednak niezaradność środkowej trójki napadu marnuje tę stuprocentową akcję. Natomiast lepiej powodzi się Wiśle, która ze strzału Artura podwyższa wynik do 3:1, który do końca meczu pozostaje niezmieniony.

Pogoń usiłuje zdobyć dalsze bramki, jednak obrona miejscowych staje na wysokości zadania i niweczy wszelkie wysiłki przeciwnika. Spotkanie zakończyło się sensacyjną porażką Pogoni, która w ten sposób poważnie zagrożona została w walce o mistrza - przez Ruch, który dzisiejszą rozgrywkę z Polonią społeczną rozstrzygnął na swoją korzyść.

Z graczy Wisły na wyróżnienie zasługują Artur, Łyko, Bracia Kotlarczykowie, a przede wszystkim Kopeć, strzelec dwóch bramek. W Pogoni pierwsze skrzypce zagrał Albański, bohater spotkania, poza tym dobrze spisali się Matias, Niechcioł i Zborowski.

Sędzia p. Retich nienadzwyczajny. Widzów około 4000.




Wisła pokonała lwowską Pogoń.
Tygodnik Sportowy Bydgoszcz, 15 października 1935
Kraków. W niedzielę w meczu piłkarskim o Mistrzostwo Ligi krakowska Wisła wygrała z lwowską Pogonią w stosunku 3:1 (1:1). Obie drużyny wystąpiły w pełnych składach. Przebieg gry wykazał dobrą formę zawodników Wisły, którzy startem, szybkością i ambicją górowali nad zespołem lwowskim.

Cała drużyna Wisły grała ofiarnie. W Pogoni wyróżnili się Albański, Niechcioł i Wasiewicz.

Sędziował pan Rettik z Łodzi. Widzów około 3500.




Pogoń przegrała w Krakowie 1:3 (1:1).
Kurjer Lwowski, 15 października 1935
Kraków 13.10. Zawody powyższe o Mistrzostwo Ligi wykazały dobrą formę zawodników Wisły, którzy szybkością i ambicją znacznie górowali nad drużyną Pogoni. Początkowa gra była otwarta i toczyła się przeważnie na środku boiska. W 20 minucie ostrym strzałem zdobywa Łyko prowadzenie dla Wisły, po czym Pogoń przeprowadza kilka energicznych ataków.

Wyrównanie dla Pogoni uzyskuje Niechcioł w 44 minucie. Po zmianie pól przewaga Wisły jest znaczna. Już w drugiej minucie tej połowy Łyko strzela drugą bramkę dla Wisły, zaś w 24 minucie Artur celnym strzałem ustala wynik zawodów. W drużynie Pogoni wyróżnili się Albański, Niechcioł i Wasiewicz. Sędziował p. Rettig z Łodzi. Widzów około 3500.

[...]



Pogoń straci dwa punkty w Krakowie
Przegląd Sportowy, numer 111, str. 4, poniedziałek 14 października 1935:
Kraków, 13.10 - Tel. wł. - Wisła - Pogoń 3:1 (1:1). Bramki dla Wisły Kopeć, Łyko i Artur, dla Pogoni - Niechcioł. Sędzia p. Rettig. Publiczności 4000.

Wisła: Madejski, Szczepanik, Szumilas, Kotlarczyk I, Jezierski, Chabowski, Kopeć, Artur, Sołtysik, Łyko.

Pogoń: Albański, Bereza, Jeżewski, Hanin, Wasiewicz, Deutschmann, Niechcioł, Luchter, Zimmer, Matyas, Borowski

Biedniutka trybuna na kilkaset osób sterczała na gruzach potężnej budowli zniszczonej kataklizmem. Rozsiadło się na niej paręset widzów, reszta musiała tłoczyć się na "stojaka". A wszyscy nie wierzyli, nie przypuszczali, iż będą świadkami pięknego boju, jaki roztoczy się przed ich oczyma. Ktoby bowiem przypuszczał, iż Wisła, zespół z szarego końca, potrafi u schyłku sezonu wspiąć się na szczyty swych możliwości i narzucić prawie że mistrzowi Ligi swój styl, zapanować nad nim niepodzielnie. Nie było ani jednej osoby, która opuszczając boisko nie powiedziałaby: było 3:1, ale równie dobrze mogło być i więcej. Mogło być, gdyż nadarzały się ku temu liczne okazje, gdy piłka o włos ocierała się o sztangi.

Spotkanie Wisły wygrał atak. Nie pomoc, ta słynna ongiś linja, ale właśnie atak, montowany z młodych.

Z początku zdawało się że będzie inaczej: obaj obrońcy czerwonych "urywali" się, puszczając fatalnie piłkę między nogami. Rychło jednak rozkręcił się Szumilas i zapanował nad bramką, gdzie przytomny Madejski czujnie stał na straży. Jedynie Szczepanik wyprawiał karygodne harce, raz jeden kosztowało to bramkę ale naogół całość defenzywy wypadła udanie.

Inaczej było z pomocą. Tutaj różne były punkty i różne poziomy. Na froncie naturalnie Kotlarczyk II pewny, szybki i skuteczny. Obok niego brat starszy, debiutujący po paru tygodniach przerwy: niestety nie wrócił on jeszcze do dawnego poziomu, dopiero po pauzie pokazał formę, pozwalającą wierzyć w jego renesans. Jezierski który powinien na stałe zostać na tej pozycji. Jest szybki, ambitny i co najważniejszy młodszy od swych konkurentów.

Chluba ataku na meczu z Pogonią to lewoskrzydłowy Wisły, Łyko, szybki i zdecydowany, nie przepuszczający żadnej okazji. Dobrze wypadł Sołtysik, wykazujący wiele zrozumienia ze współpracy ze skrzydłem jaki i ze środkiem. Artur jako wódz ofenzywy był dobry, ale nie realizował jeszcze wszystkich swych możliwości. Poświęcił się głównie kierowaniu sąsiadami, co dobrze wpłynęło na Sołtysika i Kopecia, miał zato mniej przebojowości, aniżeli wtedy, gdy grał na łączniku. Kopeć na prawej stronie to wzór pracowitości: zawsze na przedzie, gdy piłka była pod bramką przeciwnika: zawsze na tyłach, gdy miał ją atak Pogoni. Słabiej natomiast wyglądała jego współpraca z Chabowskim, co odbiło się na całokształcie prawej strony.

Pogoń chyba nie w tej formie zdobyła punkty, które usadowiły ją na czele tabeli. Poza dobrze usposobioną defenzywą trudno było dopatrzeć się jakiegoś jaśniejszego punktu. Pomoc blada i bez wyrazu: nie było widać Wasiewicza, kandydata na stałe miejsce w reprezentacji. Boczni jego sąsiedzi niczem również się nie odznaczali. A atak? Nie wiele lepszy od pomocy. Do pauzy istniał szybki Niechcioł który był inicjatorem 80% poczynań lwowian: reszta mniej lub bardziej zdatnie dostrajała się do jego wysiłków. Po pauzie skład został przestawiony. Para Luchter-Borowski poprawiła się, ale pomimo tego nie było niczego szczególnego. Nie było tego czego oczekiwano po ofenzywie, prowadzonej do boju przez Matyasa.

Grę rozpoczynają lotne ataki obu stron. Niechcioł dwoma biegami szerzy postrach pod bramką Wisły. Za chwilę niebezpieczny przebój Matyasa likwiduje Madejski. Wisła nie próżnuje jednak: Artur w impecie omal nie wpada z piłką do siatki.

Zwolna krystalizuje się lekka przewaga Wisły. Gra przybiera na ostrości. W 20 m. następuje wspaniały bieg Łyki, niemal z ostatniego centymetra boiska centruje on do środka, a wspaniały wolej Kopecia lokuje piłkę pod sztangą. Żywiołowo wita publiczność sukces gospodarzy. Wisła jest coraz groźniejsza. W Pogoni pracuje tylko skutecznie prawoskrzydłowy. Po przeboju Artura - wyraźna ręka obrońcy na polu karnym Pogoni: sędzia nie reaguje jednak. Strzał Sołtysika ociera się o słupek.

Niespodziewanie pada jednak wyrównanie. W 43 minucie "urywa" się bok Wisły, a Matyas przerzuca piłkę nieobstawionemu Niechciołowi. który wyrównuje. Jeszcze dwie niebezpieczne pozycje pod bramką Pogoni i sędzia przerywa grę.

Początek drugiej połowy stoi pod znakiem bramek. Już w drugiej minucie piłka dostaje się w okolicy świątyni lwowskiej. Nikt o niej nie myśli, jedynie Łyko pędzi wspaniałym szpurtem, dobiega do piłki i błyskawicznym strzałem lokuje ją w bramce. Wisła znów prowadzi wśród entuzjazmu publiczności. Pogoń przechodzi do ofenzywy, uzyskuje kilka pozycyj. Po 20 m. jest jednak zdecydowanie słabsza. Wisłą przypuszcza generalny atak i bombarduje bramkę Pogoni. Strzał Łyki dwukrotnie odbija się od poprzeczki. Albański dwoi się i troi. Kornery, kornery, słupki, pozycje, wszystko to miesza się w jakimś zawrotnym tempie, a Wisła jest wciąż w przewadze. Trwa to dwie minuty, a kończy się celnym strzałem Artura. W 25-ej minucie jest 3:1. Znów Pogoń zrywa się do ofenzywy, ale jest to łabędzi śpiew. Wisła jest panem sytuacji i do ostatka panuje nad grą. Sędzia p. Rettig, aczkolwiek miał bardzo trudne zadanie, wywiązał się z niego bardzo dobrze.


Tel. wł.