1936.05.10 Wisła Kraków - Warta Poznań 1:4

Z Historia Wisły

1936.05.10, I Liga, 5. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 16:30
Wisła Kraków 1:4 (0:4) Warta Poznań
widzów: 2-3.500
sędzia: Zygmunt Lange z Łodzi
Bramki




Artur Woźniak 53'
0:1
0:2
0:3
0:4
1:4
15' Fryderyk Scherfke
18' Kajetan Kryszkiewicz
27' Fryderyk Scherfke
30' Fryderyk Scherfke

Wisła Kraków
2-3-5
Grafika:Kontuzja.pngEdward Madejski Grafika:Zmiana.PNG31' (Maksymilian Koźmin)
Władysław Szumilas
Stanisław Szczepanik
Mieczysław Jezierski
Jan Kotlarczyk
Karol Bajorek
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Artur Woźniak
Henryk Zatorski
Antoni Łyko

trener: brak
Warta Poznań
2-3-5
Marian Fontowicz
Konrad Ofierzyński
Klemens Pawlak
Zbigniew Dembiński
Piotr Danielak
Franciszek Sobkowiak
Edmund Słomiak
Józef Nawrat
Fryderyk Scherfke
Kajetan Kryszkiewicz
Hieronim Schwartz

trener: Adolf Riebe

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Relacje prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 128 (9 V)

„Warta — Wisła.

Zapowiedź niedzielnych zawodów wywołała ogromne zainteresowanie w kołach sportowych nietylko Krakowa, ale i w całym kraju. Na fact ten wpłynęły w szczególności dwie okoliczności, a mianowicie prowadzenie w tabel ligowej Wisły, która dotąd nie przegrała żadnego meczu i grała doskonale ub. niedzieli w Warszawie, a ponadto sensacyjne zwycięstwo w zeszłym tygodniu Warty nad ŁKS-em (5:1), które jest najwyższem w bież. roku w Lidze.

Jest to powodem niezwykłego zainteresowania niedzielnym meczem, który się odbędzie o godz. 16.15 na boisku Wisły. Poprzedzą zawody drużyn młodszych. Bilety do nabycia w przedsprzedaży.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 131 (12 V)

Niedziela sensacyj ligowych. Kraków, 11 maja.

Jeszcze żadna dotychczas niedziela nie przy niosła tyle sensacyj, co ostatnia. Za największą niespodzianką uchodzi niewątpliwie porażka Wisły na własnem boisku, poniesiona w spotkaniu z Wartą. Porażka ta kosztowała Wisłę nie tylko utratę dwóch punktów, ale także utratę pozycji leadera, którą objął Ruch, po spodziewanem zwycięstwie nad Legją w Warszawie. Za drugą sensację większego kalibru uchodzi zwycięstwo Śląska nad Pogonią. Po zwycięstwie nad Ruchem Śląskowi udało się pokonać drugiego groźnego przeciwnika, co dowodzi, że Śląsk na własnem boisku jest w obecnej formie wręcz nie do pokonania.

Warta-Wisła 4:1 (4:0).

Kraków, 11 maja.

Mecze ligowe mają to do siebie, iż wynik ich jest zawsze niepewny. Trudno przecież było o większą niespodziankę, aby Warta zdołała pokonać Wisłę od roku przeszło niepokonaną przez nikogo na własnem boisku w tak wysokim stosunku, jak się udało to jej w dniu wczorajszym. Wprawdzie na sukces ten gości poznańskich złożyły się różne okoliczności, ale to nie umniejsza faktu, iż grali w tym dniu doskonale, a gospodarze gorzej, jak zwykle i byli dotkliwie osłabieni, bo brakiem Kotlarczyka II, a nadto kontuzjonowany na meczu z Warszawianką Łyko nie mógł stanąć na zwykłym poziomie. Błędy sędziego zaważyły też na wysokości porażki Wisły, które wedle przebiegu gry winna była być jednak niższą.

Do meczu niedzielnego wystąpiły drużyny w następujących składach: Warta — Fontowicz, Pawlak, 0fierzyński, Sobkowiak, Danielak, Dembiński, Szwarc, Kryszkiewicz, Szerfke, Nowak i Słomiak. Wisła: Madejski (Koźmin), Szumilas, Szczepanik, Bajorek, Kotlarczyk I, Jezierski, Łyko, Zatorski, Artur, Kopeć i Habowski.

Już w pierwszych minutach dała się zaznaczyć wielka przewaga ofensywna Warty której napad kierowany umiejętnie przez Szerfkego stwarzał raz po razu groźne sytuacje pod bramką Wisły. Groźne strzały napastników Warty broni jednak brawurowo Madejski.

W końcu jednak tyłowe formacje zostają przełamane przez iłuję ofensywną napadu Warty, który cztery razy umieszcza piłkę w bramce Wisły.

Początek daje Szerfke w 15 min., strzelając z odległości około 20 m pierwszego goala w górny róg bramki. Zaraz potem ma Artur doskonałą sposobność po podaniu Łyki do wyrównania, lecz jej nie wykorzystuje, strzelając obok słupka. Tymczasem w 18 minucie nieobstawiony i wysunięty naprzód lewoskrzydłowy Warty Szwarc dostaje niespodziewanie piłkę i strzela drugiego goala. I teraz ma Habowski możność poprawienia rezultatu, gdy po rzucie rożnym strzela, ale piłka przeszła tuż obok słupka. W 23 min. pada trzeci goal strzelony przez Szerfkego z centry prawoskrzydłowego. Wynik podwyższa dla Warty Szerfke, który wyzyskuje złe podanie Szczepanika ku Madejskiemu, ten ostatni doznaje kontuzji i opuszcza boisko. Na jego miejsce wchodzi Koźmin.

Po pauzie Wisła wychodzi z silnem postanowieniem rehabilitacji. Ustawicznie stawiają się groźne sytuacje pod bramką Warty, lecz atak Wisły nie umie ich w ostatnim momencie wykończyć. Jedyny goal pada w 9 min. po centrze Habowskiego ze strzału Artura. Następnie i Łyko ma podobnie, jak Kopeć tuż przed samą pauzą doskonałe okazje do strzału, ale trafia niecelnie. Zwolna ofenzywa Wisły załamuje się, ponieważ za słabo jest wspierana przez pomoc. Ta linja nie idzie za atakiem, ale nie potrzebnie pozostaje wtyle, ułatwiając zadanie przeciwnikowi. Jednak zdołał on tylko jeden raz być groźnym, ale i wówczas 15 min. Koźmin broni z powodzeniem strzału prawoskrzydłowego. Jeszcze kilka doskonałych sytuacyj podbramkowych nie wyzyskuj napad Wisły, lecz piłka staje się łupem Fontowicza i sędzia odgwizduje koniec zawodów.

Warta grała bardzo dobrze, ale tylko do pauzy. Grała też z dużą dozą szczęścia, bo wszystko jej do przerwy się udawało. Inaczej było już w drugiej połowie meczu. Zwycięstwo jej, choć stanowczo za wysokie, uznać trzeba oczywiście za zasłużone właśnie, ze względu na wielka ambicję i wykazaną wolę zwycięstwa w pierwszej części meczu. Na wyróżnienie zasługują z jej drużyny przedewszystkiem Szerfke, dalej Fontowicz, Ofierzyński i Danielak. W Wiśle bardzo dużo punktów było słabych, głównie linja pomocy, w której zawiódł przedewszystkiem Bajorek. W napadzie słabo wypadli Kopeć t przedewszystkiem nieruchliwy Łyko. Obrona słaba. Jedynie bramkarzom Habowskiemu i Arturowi nie wiele można zarzucić. Nowy łącznik Zatorski, jako debjutant nie sprawił specjalnie zawodu.

Sędziował p. Lange, który tolerował grę „faul“. Błędy jego wypadały więcej na niekorzyść gospodarzy. Widzów ponad 3.500.


Przegląd Sportowy numer 40/1936 strona 2

Szerfke, polski Sindelar
twórca sensacyjnego zwycięstwa Warty w Krakowie


KRAKÓW, 10.05. - Tel. wł. - Warta - Wisła 4:1 (4:0). Bramki dla Warty: Szerfke 3 i Szwarc jedną, dla Wisły Artur. Sędzia p. Lange. Publiczności ponad 2.000.

Warta: Fontowicz; Ofierzyński, Pawlak; Dębiński, Danielak, Sobkowiak; Słomiak, Nawrat, Szerfke, Kryszkiewicz, Szwarc.

Wisła: Madejski (później Koźmin); Szumilas, Szczepanik; Jezierski, Kotlarczyk I, Bajorek; Chabowski, Kopeć, Artur, Zatorski, Łyko.

Wielki dzień Warty.

W powodzi rozgrywek ligowych meczów o mniej lub bardziej wybitnem piętnie szarej przeciętności, spotkanie Warta - Wisła jaśnieć winno przez długi czas, jako punkt świetlany. Winno być pokrzepieniem dla tych wszystkich, co stracili już wiarę w umiejętności naszych piłkarzy, winno dodać otuchy pesymistycznie nastrojonym zwolennikom polskiego futbolu.

Po szeregu już nie tygodni, ale doprawdy miesięcy ujrzeliśmy na boisku technikę piłkarską w jej doborowem wydaniu, a co najważniejsze pochodzenia krajowego. To co zademonstrowała nam dziś Warta to było nietylko najlkepsze ze wszystkich dotychczasowych rozgrywek ligowych w Krakowie; to był futbol, jakiego nie powstydziłby się żaden zespół, przyjeżdżający do nas za grube dolary.

Nie wdajemy się narazie w ocenę szans i możliwości, nie mówimy jeszcze o tem, dlaczego tak, a nie inaczej; stwierdzamy jednak na wstępie: Warta pokazała nam kunszt piłkarski wysokiej wartości. Jej zagrania w pierwszej połowie meczu były prowadzone w sposób niewidziany od długiego czasu w grodzie podwawelskim. Na pierwszy plan w zespole poznańskim wybijała się przedewszystkiem jego jednolitość. Bez słabego punktu, bez luk w gardzie, którędyby prześlizgnął się atak przeciwnika, ale co najważniejsze, wspaniała w swej ofensywie, zbierała Warta rzęsiste oklaski nawet wtedy, gdy na boisku Wisły strzeliła gospodarzom w kilkanaści minut cztery bramki, a nad trybunami powiało grozą klęski.

Szerfke - twórca zwycięstwa

Oklaski zbierał przedewszystkiem atak warciarzy, a raczej jego mąż sztandarowy - Szerfke. On jest bohaterem meczu i byłby napewno zniesiony na rękach sympatyków, gdyby mecz odbył się w Poznaniu. Zasłużył sobie na to zarówno sposobem wykonania swych zamierzeń, jak i inteligencją w nadawaniu tonu całej linji ofensywnej. A wreszcie on też zasypywał bramkę przeciwnika gradem strzałów, z których trzy trafiły do siatki, dwa otarły się o słupek, a dalszych 15 przeszło tuż obok. On z Kryszkiewiczem stanowili podstawę wszelkich poczynań, a uzupełniał je Szwarc na skrzydle.

Ich doborowe akcje wreszcie sprawiły, że zatarły się niedociągnięcia Nawrata oraz cierpiąca na tem wartość jego partnera Słomiaka.

Reszty drużyny nie analizujemy szczegółowo. Byli jednolici, stanowili zgrane tło dla koncertującego ataku. Pomoc szczególnie pod koniec spotkania wykazała duże wartości kondycyjne, walcząc do ostatniej chwili i współpracując ze swym atakiem.

Wisła pomaga Warcie

Ten doskonały wizerunek Warty nie jest bez "zasługi" przeciwnika. To prawda: Wisła do przerwy staiwała tak słaby opór, że i drużyna gorzej grająca od Warty miałaby ułatwione zadanie. Przyczyn tego załamania szukać należy przedewszystkiem w zmianach personalncyh, a więc w peirwszym rzędzie w braku Kotlarczyka II. As pomocy czerwonych nie wylizał się jeszcze z ran i nie mógł stanąć na boisku, miejsce jego zajął stary weteran Bajorek, gracz bezsprzecznie o dużej historji, ale niepomiernie mniejszych wartościach bojowych. Ucierpiała na tem nie tylko boczna strona pomocy, odbiło się to na akcjach środkowego Kotlarczyka, a wziąwszy pod uwagę, że Jezierski też nie jest gwiazdą, zrozumiemy, dlatego Wisła stojąca i padająca ze swą linją pomocy, tym razem wygrała właśnie swój zły los.

W tych warunkach padły prędko cztery bramki, które rozstrzygnęły o losie spotkania. Straciwszy tyle punktów Wisła załamała się psychicznie i nie było już mowy o odwecie, jakkolwiek pierwsze chwile drugiej połowy wskazywały na to, że zespół czerwonych nie stracił swych wartości, a przechodzi jedynie przesilenie, spowodowane kryzysem personalnym.

Określiwszy w ten sposób pracę pomocy i przyjąwszy, że linja defensywy nie grała inaczej, niż zwykle, zatrzymamy się chwilę nad atakiem. Tutaj również nastąpiła zmiana: Sołtysika na lewym łączniku zastąpił młody Zatorski, gracz może niegorszy, który w normalnych warunkach zaawansowałby może na stałe do pierwszej drużyny: w obliczu dokonywującego się pogromu stracił on jednak do reszty głowę. Zadowolić z całej piątki mogli jedynie Artur i Łyko, którzy nie dali się porwać fali pesymizmu i do ostatniej chwili walczyli bohaterski.

Sam przebieg meczu jest wcale ciekawty. Kilka obustronnych utarczek podjazdowych i w 6-ej min. inauguracja serji strzałów. Ostra bomba Kryszkiewicza ląduje na piersi Madejskiego. Za chwilę strzelcem jest Szerfke. Warta strzela coraz częściej i gęściej. Szerfke przechodzi ładnie kilkakrotnie przez obrońców, a oklaski na trybunie witają jego poczynania.

4 bramki w 15 minut

Widać, że Warta jest w "sztosie", lada chwila padnie bramka. W 15-ej minucie piłka idzie do Szerfkego: wspaniały strzał i jeszcze piękniejsza bramka: piłka siedzi w górnym rogu. Wisła reaguje szybko. Potężny strzał Artura muska słupek, ale na tem kończy się.

Znów Warta jest przy głosie. Piłkę dostaje Szwarc, stojący zresztą lekko na spalonym i plasuje ją w róg. 2:0.

Najpękniejsza bramka

I znów dwa rogi, któremi rewanżują się gospodarze. Akcje ich nie noszą jednak w sobie grozy, podczas gdy Warta atakuje zaciekle. Szerfke strzela teraz najpiększniejszą bramkę dnia: ustawiony tyłem do bramki dostaje piłkę z prawego skrzydła. Obraca się momentalnie na pięcie lewej nogi i wspaniałym wolejem lokuje piłkę w siatce. W 27-ej minucie Warta prowadzi 3:0.

Ataki trwają w dalszym ciągu. Za chwilę Szerfke jest znów przy piłce, prowadzi ją od połowy boiska, mija Madejskiego i wjeżdża do bramki.

Serja sukcesów poznańskich skończona: skończona jest również rola Madejskiego. Zderzywszy się z Szerfkiem, pada na ziemię i wije się z bólu. Znoszą go z boiska, a do końca meczu zastępuje go Koźmin. Opuchnięta noga i silny ból nie wróżą nic dobrego.

Wisła ma jeszcze przed przerwą stuprocentową szansę, ale strzał Kopecia nie trafia celu.

Z dużym imptetem ruszają wiślacy do boju w drugiej połowie: z miejsca uzyskując trzy kornery. Zanosi się na coś poważnego, a wyjaśnienie przynosi ósma minuta. Wolej Artura usiłuje Fontowicz nonszalancko odepchnąć nogą. Kończy się to bramką. Teraz Wisła atakuje przez kilkanaście minut, warciarze grają jednak defensywnie, by w ostatnich minutach wyrównać znów grę.

Sędzia p. Lange popełnił kilka błędów, nie można jednak powiedzieć, aby wpłynęło to na grę.


źródło: http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1936/numer040/imagepages/image2.htm