1936.09.27 Wisła Kraków - Warszawianka 0:3

Z Historia Wisły

1936.09.27, I Liga, 14. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 11:30
Wisła Kraków 0:3 (0:1) Warszawianka Warszawa
widzów: 2.000
sędzia: Seeman ze Lwowa
Bramki
0:1
0:2
0:3
17' Piliszek
49' Smoczek
87' Piliszek
Wisła Kraków
2-3-5
Edward Madejski
Alojzy Sitko
Władysław Szumilas
Józef Kotlarczyk
Jan Kotlarczyk
Mieczysław Jezierski
Bolesław Habowski
Henryk Kopeć
Artur Woźniak
Henryk Zatorski
Antoni Łyko

trener: brak
Warszawianka Warszawa
2-3-5
Rudnicki
Joksz
Ziemian
Socha
Sroczyński
Sak
Wieczorek
Knioła
Smoczek
Piliszek
Pirych

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Relacje Prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 268 (26 IX)

Warszawianka-Wisła.

Zapowiedź niedzielnych zawodów ligowych, które rozegra po dłuższej przerwie drużyna Wisły z kroczącą ostatnio od zwycięstwa do zwycięstwa Warszawianką, obudziła w kołach sportowych, nieprawdopodobne wprost zainteresowanie.

W wielkiej mierze wpływają na to okoliczności towarzyszące tym zawodom, a mianowicie wspomniał na już na, wstępie znakomita forma zespołu warszawskiego, który kroczy na otwartem miejscu w; Lidze i ma szanse poważne uzyskania jeszcze lepszej lokaty, apozatem Wisła, zwyciężając drużynę ŁKS.u w Łodzi wzbudziła oczywiście w kołach sportowych przekonanie, iż wróciła do swej formy, która w razie utrzymania się do końca sezonu pozwoliłaby odegrać doniosłą rolę w tegorocznych mistrzostwach Polski.

W każdym razie dla ukształtowania się tabeli ligowej mecz Warszawianka—Wisła będzie miał pierwszorzędne znaczenie.

Początek zawodów o godzinie 11.30 przedpołudniem na boisku Wisły Poprzedzi mecz junjorów mistrzowskiej drużyny Polski z junjorami Korony. Bilety już do nabycia w przedsprzedaży.




Przegląd Sportowy numer 83/1936 strona 1:

Warszawianka zwycięża w Krakowie Wisłę 3:0



Kraków, 27.9. - Tel. wł. - Warszawianka - Wisła 3:0 (1:0). Bramki dla Warszawianki Piliszek 2 i Smoczek. Sędzia p. Zenon ze Lwowa.

Warszawianka: Rudnicki; Joksz, Ziemian; Socha, Sroczyński, Sak; Wieczorek, Knioła, Smoczek, Piliszek, Pirych.

Wisła: Madejski; Sitko, Szumilas; Kotlarczyk II, Kotlarczyk I, Jezierski; Chabowski, Kopeć, Artur, Zatorski, Łyko.

Najśmielsze marzenia optymistów warszawskich nie przewidywały chyba, że uda się Warszawiance różnicą trzech bramek wygrać mecz z Wisłą na boisku krakowskim. Nie stało się to dlatego, iż Warszawianka miała przewagę tyle a tyle minut. W polu szanse były równe, nikt nie miał więcej z gry.

Coś innego przechyliło szalę na stronę gości. Wnieśli oni więcej atutów do gry i dlatego więcej z niej wynieśli. Byli lepiej zmontowanym zespołem, okazje były jednolitsze i bardziej celowe. Wreszcie, co najważniejsze, oni lepiej realizowali swe szanse, co było znów szczególnie słabym punktem u przeciwnika. Ba, warszawianie nie mieli bynajmniej więcej pozycyj podbramkowych, niż ich przeciwnik.

Mając świetnie dysponowanego bramkarza, który z brawurą złapał kilka ciężkich strzałów, znaleźli w defensywie drugie oparcie w Jokszu, który szczególnie w pierwszej połowie zadziwiał pewnością i czystością wykopów. Twarda i pracowita pomoc utrzymywałakontakt z atakiem, w którym znów Knioła był najbardziej wartościowym punktem: Smoczek nie pokazał tego, czego oczekiwano od niego jako kierownika ataku, gdyż zabłysnął tylko kilkoma precyzyjnymi podaniami. Reszta nie zademonstrowała niczego specjalnego poza szybkością i orjentacją w polu.

Wisła trzymała się dzięki swej pomocy - to stwierdziliśmy już nie raz. Tym razem, gdy obniżyła się klasa pomocników. Idąc od środka ku lewej stronie, gdy pozostał jedynie 100 - procentowy Kotlarczyk junior, który jednak zapędzał się raz po raz ku środkowi, aby wypełnić tu lukę, cała linia musiała szwankować, co z kolei odbiło się na ataku.

Odczuł to w pierwszym rzędzie Artur, musząc wracać po każdą piłkę, a że i sam nie jest w pełni forym, więc w sumie trójka środkowa chromała. Dodajmy jeszcze, że skrzydła, będące dotychczas podporą ataku, miały dziś słabszy dzień, że szczególnie Łyko był dziwnie niedysponowany, wówczas zrozumiemy tajemnice słabości ataku Wisły,a tym samym tajemnice jej porażki.

Sensacyjnego wyniku nie zapowiadał bynajmniej przebieg pierwszej połowy. Wisła była nawet chwilami lepszą w polu, to też, gdy Piliszek dostał od Smoczka piłkę w 17 minucie ostrym strzałem strzelił pod samą poprzeczkę, nikt nie wątpił, że gospodarzom uda się jeszcze wynik zmienić. Ale doskonale usposobiony Rudnicki unicestwił dwa wolne z granicy pola karnego, dwa rogi pod bramką gości nie przyniosły zmiany rezultatu, za to główka Sitki omal nie podwyższyła rezultatu dla Warszawianki, na szczęście piłka trafiła w poprzeczkę.

Przesadzeniem wyniku był początek drugiej połowy. Już w drugiej minucie potężny strzał Kopecia minął się z celem, a w chwilę później Smoczek pięknym wolejem wyzyskał centrę Knioły.

2:0 w czwartej minucie nie wróżyło gospodarzom żadnych szans. Tak się też stało. Zdopingowani sukcesem goście grają z sercem i często goszczą w okolicy Madejskiego. Ataki Wisły nie umieją wykończyć strzałowo sytuacji, a gdy pada już strzał, wówczas świetny Rudnicki jest na posterunku.

Akcja Piliszka w 42 minucie ustala wynik dnia.



źródło: http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1936/numer083/imagepages/image1.htm