1936.10.25 Wisła Kraków - Ruch Chorzów 3:1

Z Historia Wisły

1936.10.25, I Liga, 17. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 14:30
Wisła Kraków 3:1 (1:0) Ruch Hajduki Wielkie
widzów: 4-5.000
sędzia: Alfons Raettig z Łodzi
Bramki
Władysław Szewczyk 41'

Mieczysław Gracz 62'
Władysław Szewczyk 75'
1:0
1:1
2:1
3:1

58' Ernest Wilimowski


Wisła Kraków
2-3-5
Stanisław Geruli
Władysław Szumilas
Stanisław Szczepanik
Mieczysław Jezierski
Franciszek Gierczyński
Józef Kotlarczyk
Grafika:Kontuzja.pngBolesław Habowski
Mieczysław Gracz
Władysław Szewczyk
Artur Woźniak
Jan Natanek

trener: brak
Ruch Hajduki Wielkie
2-3-5
Tatuś
Giemza
Czempisz grafika:kontuzja.png 49'
Dziwisz
Panhirsch
Zorzycki
Kubisz
Górka
Peterek
Wilimowski
Wodarz

trener: Gunther Ringer
Ruch od 49' po kontuzji Czempisza grał w 10

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Relacje Prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 297 (25 X)

Wisła przeciwnikiem mistrzowskiego Ruchu

Zapowiedź niedzielnego występu w Krakowie Ruchu, który już zdobył mistrzostwo Polski, wy wołała nieprawdopodobne wprost zainteresowanie w kołach sportowych Krakowa i Śląska, skąd przyjeżdża specjalny pociąg popularny ze zwolennikami śląskich piłkarzy. Świadczy to najlepiej, iż Ślązacy traktują mecz niedzielny, jako walkę o prestige, walkę o wyższość między piłkarstwem Śląskiem i krakowskiem. Stąd też drużyna Ruchu zjeżdża do Krakowa w pełnym składzie, gdyż na szczęście wszystkie dyskwalifikacje, jakie spadły na nią, liczą się dopiero z dn. 27 bm., a więc w dwa dni po meczu.

Wisła, która tak dobrze zadebjutowała w nowym zespole na ostatnim meczu z Dębem, będzie napewno walczyć energicznie o zwycięstwo, o cenne dwa punkty, które mogą jej przynieść nawet tytuł wicemistrza Polski.

Początek tych atrakcyjnych zawodów w niedzielę na boisku Wisły o godz. 2.30 popołudnia. Bilety, celem uniknięcia natłoku przy kasie radzimy zakupić w przedsprzedaży. Dla młodzieży szkół średnich w mundurkach ceny biletów przy kasie zniżone.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 299 (27 X)

Kraków, 26 października.

Niedziela rozgrywek ligowych stała bez wątpienia pod znakiem spotkania nowozamianowanego mistrza Polski Ruchu z Wisłą, która kandyduje do tytułu wicemistrza. Wbrew oczekiwaniom Wisła, grająca do tego w składzie osłabionym, rozprawiła się z mistrzem Polski, zwyciężając go w stosunku 3:1. Była to jedna z największych sensacyj niedzielnych. Dzięki temu zwycięstwu szanse Wisły na zdobycie drugiego miejsca w tabeli wzrosły znacznie, ponieważ ma ona do rozegrania tylko mecz z Legją, wiec znajduje się w lepszej pozycji, niż jej najgroźniejszy rywal — Warszawianka, która ma do rozegrania ciężki mecz z Pogonią w0 Lwowie. Ta rywalizacja o drugie miejsce zaostrzyła znacznie ostatek rozgrywek ligowych.

Podobnie jest i dołu tabeli, gdzie tylko Spadek Legji został już definitywnie prze sądzony. Pozostała jeszcze tylko otwarta kwestja, który klub podzieli dole Legji: Śląsk czy Dąb. Szanse tego ostatniego wzrosły znacznie, gdyż zdołał on pokonać swego dzielnicowego rywala na jego własnem boisku i zdobyć dwa cenne punkty, które wysunęły go na trzecie od końca miejsce w tabeli, a natomiast Śląsk spadł na przedostatnie miejsce. O pozostaniu Dębu w lidze zadecyduje mecz z Garbarnią w Krakowie, oraz spotkanie Dąb-Ł. K. S. w Katowicach.

W środku tabeli nastąpiły znaczne prze grupowania. Wisła wysunęła się na trzecie miejsce, natomiast Garbarnia spadła na szóste miejsce. Czwarte miejsce dostało się Warcie, piąte objął Ł. K. S-, na siódme spadła Pogoń.

Wisła-Ruch 3:1 (1:0).

Kraków, 26 października.

Tradycji stało się zadość! Ruch, który dotychczas nie wygrał żadnego meczu na boisku Wisły i tym razem musiał opuścić boisko krakowskie z porażką. Nie pomogło nic, że Wisła wystąpiła tym razem osłabiona brakiem 3 wybitnych zawodników: Madejskiego, Łyki i Sitki, zdyskwalifikowanych wewnętrznie za brak dyscypliny i wstawiła młode siły. Świadczy to wybitnie o wspaniałych rezerwach Wisły, jak i o wielkiej sile moralnej tego klubu.

Znakomita gra Wisły, która spotkała się z ogólnem uznaniem i zadowoleniem widowni, przyniosła tej drużynie wielki sukces. Zasłużyła tez nań w całej pełni jedenastka krakowska, która w całości zdobyła się na niezwykle ofiarną i energiczną grę, której Ruch nie po trafił się zupełnie przeciwstawić.

Młodzi gracze Wisły przewyższali znacz nie swego przeciwnika szybkością i star tem, górując też nad nim kondycją fizyczną i ambicją. Wśród zwycięzców widziało się jednostki, które wykazały wspaniałą formę, jak np. Kotlarczyk II w pomocy, który „unieszkodliwił” zupełnie reprezentacyjną dwójkę Wilimowski—Wodarz, następnie Szumilas w obronie, który wykazał doskonałą orjentację w najtrudniejszych momentach podbramkowych i zupełny spokój.

Godnymi współpartnerami ich w defenzywie byli w pomocy Jezierski i młody następca Kotlarczyka I Gierczyński. Tak samo i Szczepanik, który wrócił po paromiesięcznej pauzie na stanowisko obrońcy, udowodnił w pełni swe prawa przynależności do pierwszej drużyny.

Inne. Jak zwykle oblicze miała linja napadu. Nowe, młode twarze to nie tylko młodzieńczość, ale i zapał, ambicja. Tu nie widziało się często dokładnego wykańczania pozycyj, rutyny podbramkowej, wyrafinowania, ale za to śmiałość, ruchliwość górowały nad tymi brakami. Przy większej rutynie tych młodych zawodników może byłoby więcej bramek, ale me można było od nich więcej wymagać po zagraniu dotąd bardzo nielicznych zawodów w Lidze. Na czoło wybijali się Szewczyk, Habowski i Gracz. Ambitnie walczył Artur, a wielką poprawę wykazał Natanek. z którego center padły dwie pierwsze bramki. Rezerwowy bramkarz Gierula miał mało pracy, ale wykazał naogół zadawalającą formę. Przeciw doskonale grającej Wiśle Ślązacy nie mieli wiele do powiedzenia.

Wielkie „gwiazdy” Wilimowskiego, Wodarza, Peterka i in. zbladły wobec dzielnej gry młodych zawodników „czerwonych”. Oczywiście, iż widziało się ich rutynę, spokój i często dobrze przemyślane akcje, ale wszystko to było zamało, jak na mistrza Polski. Od większej porażki obronił go dobrze grający bramkarz Tatuś. Przed meczem powitała mistrzowską drużynę Ruchu delegacja akademików śląskich, która wręczyła kapitanowi zespołu Peterkowi bukiet kwiatów. Skład drużyn był nast.; Wisła — Gierula, Szczepanik, Kotlarczyk II (na lewo) i Wodarz (na prawo) w karykaturze. Ci dwaj reprezentacyjni pracze stoczyli na meczu Ruch—Wisła pojedynek z, z którego zwycięsko wyszedł pomocnik Wisły.

Szumilas, Kotlarczyk II, Gierczyński, Jezierski, Habowski, Gracz, Szewczyk, Artur i Natanek. Ruch: Tatuś, Czempisz, Giemza, Dziwisz, Panhyrz, Zorzycki, Kubisz, Górka, Wilimowski i Wodarz.

Piękny słoneczny dzień sprzyjał przebiegowi zawodów, toteż na widowni zjawiło się około 5.000 widzów.

Pierwsze minuty toczą się przy grze zmiennej i równorzędnej. Zwolna ustępuje zdenerwowanie młodych zawodników Wisły, którzy ujmując coraz częściej inicjatywę w swe ręce i puszczą w grę swoje lotne skrzydła. Tu najczęściej Habowski jest tym, który sprawia zamieszanie na tyłach Ruchu. W 15 min. dwukrotnie Szewczyk ma sposobność zdobycia bramki, lecz w ostatnim momencie zawodzi. Ruch „odgryza” się przez Wodarza, z którego center Peterek dwukrotnie strzela obok słupka. W 25 min. Habowski przedziera się przez tyły przeciwnika i z kilku kroków oddaje skośny strzał, lecz Tatuś broni przytomnie. Napady Wisły znacznie częściej od swego vis a vis gości pod bramką przeciwnika, lecą niezbyt dokładne podania lub rutyny niweczą wielokrotnie jak najlepsze akcje. Dopiero w 40 min. dzielny wypad Szewczyka, po podaniu piłki przez Natanka, który minął obronę, a następnie i bramkarza Ruchu wyciągnął z bramki, kończy się Po pauzie gra jest w dalszym ciągu o żywiona i emocjonująca. W pierwszych minutach następuje zderzenie między Czempiszem a Habowskim, w wyniku którego Ślązak opuszcza aż do końca meczu boisko, zaś Habowski doznaje kontuzji i odtąd już nie walczy z takim impetem, jak do pauzy.

W 5 min. Tatuś broni z trudem strzał Gracza. Ruch teraz na pewien czas osiąga przewagę nad Wisłą, która ma chwilowy okres słabości. Wyrazem tego jest bramka zdobyta w 13 min. przez Wilimowskiego, który wykorzystał zamieszanie w tyłach Wisły.

Ten sukces gości podnieca graczy Wisły, którzy przechodzą do energicznej kontrofensywy. Piękna akcja skierowania piłki na bramkę, zakończona „głową” Gracza, zostaje uratowana na samej linji bramkowej przez obrońcę Ruchu. Za chwilę Kotlarczyk II wstrzymuje przebój Wilimowskiego, który już minął nawet bramkarza Wisły. W 16 min. Wisła zdobywa drugiego goala, przez Gracza z podania Natanka. W kilka minut potem Artur nie wykorzystuje doskonałej szansy na poprawienie wyniku.

Udaje się to natomiast Szewczykowi, który pięknym strzałem z podania Gracza uzyskuje trzeciego i ostatniego goala. Jeszcze pod koniec ma Wisła możność podwyższenia zwycięskiego wyniku, lecz Szewczyk przenosi ponad poprzeczką. Ruch po stracie trzeciej bramki zrezygnował niemal ze zwycięstwa i przestał walczyć z ambicją, ograniczając się raczej do utrzymania wyniku.

Sędziował dość dobrze p. Rettig.


Zdrowy odruch.

(jr) Zarząd krakowskiej Wisły zdobył się w niedzielę na decyzję, której znaczenie i skutki przerastają tak dalece granice czy sto klubowe, że głośno będzie o nich za pewne w całym polskim światku sportowym. Wisła zrezygnowała w ub. tygodniu z usług gracza, który uważał za stosowne w przeddzień zawodów sportowych spędzić długą część nocy w lokalu rozrywkowym. Gdy dwaj jego koledzy z pierwszej ligowej drużyny Wisły dali wyraz swej solidarności ze zdyskwalifikowanym przez klub graczem — zarząd Wisły zrezygnował również i z ich udziału w niedzielnem spotkaniu z Ruchem, mimo, że wszyscy trzej wspomniani zawodnicy wyrazili przed zawodami z powrotem gotowość wzięcia soli darnie udziału w zawodach.

Ta stanowcza postawa zarządu klubu sportowego, który wystąpił ostro nietylko przeciw niesubordynacji, ale — i to przedewszystkiem — przeciw wypaczonemu dziś pojęciu obowiązków wychowawczo społecznych, jakie mają ki by sportowe wobec należącej do niej młodzieży, nie wy maga dłuższych komentarzy. Jasne, że żaden gracz nie jest niewolnikiem i nie każdy z nich może rozporządzać dowolnie swem życiem prywatnem. Równie jednak jasne, że klub rezygnuje z zawodnika, który „przygotowuje“ się do zawodów w lokalu rozrywkowym i z takich graczy, którzy nie rozumieją, że nakazy koleżeństwa nie polegają bynajmniej na solidaryzowaniu się z tego rodzaju wybrykami.

Eksperyment zarządu Wisły zakończył się zwycięstwem tem większem, że mimo wstawienia młodych, niedoświadczonych zawodników, Wisła wygrało z mistrzem Polski, dzięki właśnie ambicji i umiłowaniu barw klubowych tych młodych graczy, W dzisiejszych warunkach ten zdrowy odruch zarządu Wisły, który z początku wyglądał niemal na gest samobójczy, jest jednym z jaśniejszych punktów na horyzoncie sportu polskiego, w którym dotychczas tak rzadko niestety stawiało się ponad interes własnego klubu moralne wartości idei sportowej.




Nowy mistrz Polski pokonany przez odmłodzoną Wisłę



KRAKÓW, 25.10. - Tel. wł. - Wisła - Ruch 3:1 (1:0). Bramki dla Wisły: Szewczyk 2 i Gracz; dla Ruchu Wilimowski. Sędzia p. Rettig z Łodzi. Publiczności 5 tys.

Wisła: Gierula; Szumilas, Szczepanik; Jezierski, Gierczyński, Kotlarczyk II, Habowski, Gracz, Szewczyk, Artur, Natanek.

Ruch: Tatuś, Giemza, Czempisz; Dziwisz, Panhirsch, Zorzycki; Kubisz, Górka, Peterek, Wilimowski, Wodarz.

Zaczęło się to w piękną noc jesienną. W jednym z krakowskich lokali tanecznych bawiono się ochoczo, a jednym z uczestników zabawy był nie kto inny jak lewo-skrzydłowy Wisły, Łyko. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby zabawa nie trwała do 4 rano i gdyby nazajutrz nie było niedzieli i meczu ligowego Dąb - Wisła. Kierownictwo Wisły, dowiedziawszy się o bezsennej nocy Łyki, zrezygnowało z jego usług, aczkolwiek skład był i tak odmłodzony, a brak reprezentacyjnego piłkarza mógł odbić się na wyniku.


Brawo zarząd Wisły!


"Porządek musi być" - powiedzieli jednak włodarze Wisły i w konsekwencji nie wystawili Łyki również przeciw Ruchowi. Ten pochwały godny krok wywołał jednak reakcję. Inni dwaj gracze pierwszego zespołu Madejski i Sitko postanowili solidaryzować się (!) z ukaranym kolegą i zagrozili strajkiem w razie niewystawienia Łyki. W powietrzy wisiało widmo klęski. Odmłodzony jeneralnie atak, młody środkowy pomocnik, a w dodatku brak bramkarza i jednego obrońcy - nie rokowało to nic dobrego. Zastanowili się kierownicy Wisły i postanowili niezbaczać z obranej drogi. Zrezygnowali z udziału Madejskiego i Sitki (brawo! przyp. Redk.1), jakkolwiek ci skłaniali się już przed meczem do zmiany powziętej pochopnie decyzji. Ważniejsze zdrowie moralne drużyny, ważniejsza karność i dyscyplina, aniżeli kilka głupich bramek - i buntujący się gracze znaleźli się poza boiskiem! W obliczu spotkania z mistrzem Polski zarząd Wisły zdobył się na czyn godny pochwały. Czyn taki należy opublikować, aby stanowił przykład dla innych.


Młodzi nie zawodzą


Omówiwszy w ten sposób ciekawe antecedencje meczu zajmiemy się z kolei spotkaniem.

Młodzi gracze Wisły zdali egzamin ze swych umiejętności. Zdali go dobrze, a klasyfikatorem był nie kto inny, tylko czterokrotny mistrz Polski. I tym razem atak był najlepszą częścią drużyny, a nowicjusze Gracz i Szewczyk coraz lepiej czują się w szeregach ligowych. Oni nadają trzon ofenzywie czerwonych, wnosząc w grę duże zasoby energii i ambicji. Biorąc pod uwagę poprawiającą się formę Habowskiego, który zainicjował szereg groźnych i ciekawych posunięć należy optymistycznie ocenić ofenzywę czerwonych, tym bardziej, że i Artur na lewej stronie wpływa dodatnio na grę niezbyt jeszcze zaawansowanego Natanka.

Lepiej, niż w ubiegłym tygodniu wypadła również gra pomocy. Gierczyński mile rozczarował, wytrzymując tempo do końca. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że lepszy był w drugiej połowie, wykazując większą ruchliwość i bardziej współpracując z atakiem. Wyraziła się tak poprawa również w grze Jezierskiego w pomocy, co przy ustabilizowanym poziomie Kotlarczyka dało w sumie zadawalający obraz.

Defenzywa nie miała zbyt ciężkiego zadania. Atak Ruchu nie sprawiał jej poważniejszych trudności, to też ograniczyła się trójka ta do liwkidacji niegroźnych posunięć. Kilka akcji Gieruli w bramce wykraczało ponad poziom.

Mizerny popis mistrza


Chcąc mówić o grze Ruchu wystarczy wspomnieć o kilku jednostkach. Są to Tatuś w bramce, Giemza i Czempisz w obronie oraz Zorzycki w pomocy. Ich praca była w terenie widoczna, reszta grała mizerniutko. Taki peterek i Wodarz w ogóle nie istnieli na boisku, a Wilimowski poza sposobem, w jaki zdobył bramkę również niczego nie pokazał.

Przed rozpoczęciem meczu akademicy śląscy, studiujący w Krakowie, wręczyli mistrzowi Polski wiązankę kwiatów. Po tym rozpoczęły się zawody przy lekkiej przewadze gospodarzy. Coraz bardziej krystaluje się stosunek sił, wyrażający się w słabości Ruchu i dobrej grze Wisły, której atak kilkakrotnie zatrudnia poważnie Tatusia. Cyfrowo wyraża się to dopiero w 41-ej min., gdy Szewczyk mija wybiegającego bramkarza i podjechawszy do linji spokojnie plasuje. Tuż po przerwie Ruch traci Czempisza, który w 4 min. schodzi rozbity z boiska. Wraca on po tym jeszcze na chwilę, nie wytrzymuje jednak tempa i opuszcza wnet boisko. W tym stanie rzeczy Ślązacy grają w 10 zmieniając raz po raz skład. To Peterek idzie do tyłu, to znów Giemza do napadu, jednym słowem w drużynie śląskiej panuje lekki zamęt, nie pozwalający na skuteczne opanowanie sytuacji.

Wisła gra obecnie lepiej i nie załamuje się w 13 minucie, gdy Wilimowski z wypracowanej sytuacji uzyskuje wyrównanie. Wprost przeciwnie, młodzi napastnicy Wisły coraz energiczniej prą naprzód, zdobywając z powrotem prowadzenie. W 17 min. po centrze Natanka, Gracz dostaje piłkę i spokojnie lokuje ją w siatce. Wisła przeważa obecnie do końca, ustalając wynik piękną bombą Szewczyka w 30 min. Zdecydowana przewaga miejscowych trwa do końca spotkania.



źródło: http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1936/numer091/imagepages/image1.htm