1936.11.08 Wisła Kraków - Cracovia 3:2

Z Historia Wisły

1936.11.08, Mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły, 11:30
Wisła Kraków 3:2 (2:2) Cracovia
widzów: 5.000
sędzia: Sławikowski
Bramki
Artur Woźniak (k) 12'

Władysław Szewczyk 33'

Jan Natanek 58'
1:0
1:1
2:1
2:2
3:2

23' Czesław Szeliga

Józef Korbas

Wisła Kraków
2-3-5
Stanisław Geruli
Władysław Szumilas
Stanisław Szczepanik
Józef Kotlarczyk
Franciszek Gierczyński
Mieczysław Jezierski
Bolesław Habowski
Mieczysław Gracz
Władysław Szewczyk
Artur Woźniak
Jan Natanek

trener: brak
Cracovia
2-3-5
Władysław Pawłowski
Stefan Lasota
Jan Pająk
Józef Ziszka
Klemens Majeran
Wilhelm Góra Grafika:Zmiana.PNG 45' (Alojzy Bialik)
Józef Korbas
Józef Stępień
Stanisław Malczyk Grafika:Zmiana.PNG 33' (Roman Grunberg)
Czesław Szeliga
Józef Zembaczyński

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1936/numer094/imagepages/image2.htm - przed derbami.

Relacje Prasowe

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 311 (8 XI)

Mecz dwóch starych rywali Cracovia-Wisła.

Zapowiedź niedzielnego meczu dwu rywalizujących z sobą drużyn Krakowa, wywołała wyjątkowo zainteresowanie w kolach sportowych. Doskonała forma Cracovii, która idąc od zwycięstwa do zwycięstwa, wkroczyła triumfalnie napowrót do ekstraklasy polskiej, oraz tytuł wicemistrza Polski, zdobyty przez drużynę Wisły, dzięki ostatnim jej zwycięstwom, zapewniają, iż mecz niedzielny będzie stał na wysokim poziomie.

Obie drużyny przygotowują się starannie do niedzielnych zawodów, utrzymując skład swych drużyn w tajemnicy. Prawdopodobnie Wisła grać będzie w tym zespole, w którym pokonała nie dawno mistrzowski Ruch, zaś Cracovia wzmocni już swój skład z ostatniego meczu z Brygadą zawodnikami, którzy wyleczyli się z doznanych kontuzyj.

Początek zawodów w niedzielę na boisku Wisły o godz. 11.30 przed południem; poprzedzą zawody drużyn młodszych


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1936, nr 313 (10 XI)

Wisła—Cracovia 3:2 (2:2)

Kraków, 8 listopada.

(jr) Nie ulega wątpliwości, że gdyby ktoś pod jął się trudu opracowania zbiorowego wydania... spotkań piłkarskich Cracovii z Wisłą, znalazłby nietylko wydawcę, ale i duży zastęp chętnych czytelników. Spotkania te przesiąknięte są na wskroś tak swoistą atmosferą i stanowią dla obu klubów tak dalece kwestję prestiżową, że trudno byłoby znaleźć dziś w Polsce równorzędny odpowiednik w naszym światku sportowym.

Psychoza spotkań Cracovia—Wisła na brała w tym wypadku jeszcze zupełnie wyjątkowej prężności, ze względu na wyjątkowe również okoliczności, w jakich odbył się mecz niedzielny.

Cracovia wróciła do nielicznego grona wybrańców ligowych po pełnym znoju i trudów sezonie, wydostawszy się w bez przykładnie triumfalny sposób z mgławicy mistrzowskich walk w klasie A i następujących potom spotkań kwalifikacyjnych o wejście do Ligi. Wspinając się żmudnie stopień po stopień ku, kroczyła Cracovia od zwycięstwa do zwycięstwa, nie przegrawszy w ciągu całego roku ani jednego spotkania (poza meczem z reprezentacją klubów ligowych Krakowa, złożoną z Garbarni i jednego gracza Wisły Habowskiego). Nie było nikogo w Polsce, kto potrafił by powstrzymać ten zwycięski pochód, choć imały się tego nawet i kluby ligowe.

Aż nagle Wisła powiedziała zdecydowanie — stop! Przeciw młodości stanęła młodość, przeciw nadmiernej ambicji i zapałowi tyleż zaciętości i ochoty, rzetelny wysiłek sportowy przeciw takiemuż wysiłkowi po przeciwnej stronie. Cóż dziwnego, że spotkanie przemieniło się w fascynujący, uparty i nieustępliwy bój, w którym wkońcu stało się zadość najwyższemu przy kazaniu sportowemu — zwyciężył lepszy. Nie było w tym meczu jednej rzeczy: walki o punkty. Pozbawiło go to może pewnego specjalnego posmaku i dreszczyku emocji, bez którego pewna część publiczności, uczęszczającej na zawody sportowe ciężko już tylko może się obejść, ale zato nie było też tego dręczącego balastu ubocznego, który uciska w takim wypadku zawodników, nakładając na nich bezwzględny obowiązek zdobycia tych punktów. Pozostała czysta walka o honor barw klubowych, po jęta tym razem przez obie strony niemal bez zarzutu.

Losy spotkania ważyły się długo i raz w tę, raz w ową stronę przechylały się szale, na które 22 graczy rzuciło wszystkie swe umiejętności.

Wkońcu jednak nadszedł moment, który możnaby nazwać punktem psychologicznym meczu. Dwa razy z rzędu prowadziła Wisła i po dwakroć wyrównywała Cracovia ten handicap. Gdy po raz trzeci zatrzepotała piłka w siatce Pawłowskiego, nie starczyło Cracovii już pobudek psychicznych do dalszego zmagania się z losem. Że nie brak jej było sił, że nie była u kresu swych możliwości — świadczy o tem dowodnie fakt, że właśnie dopiero po tej trzeciej bramce zerwali się „białoczerwoni do ataku, wymknąwszy się wreszcie ze zwartego kręgu oblężenia, w jaki zamknęła ich Wisła przez początkowych 15 minut drugiej połowy.

Serja ataków Cracovii, która nastąpiła teraz pozbawiona była jednak wiary we własne siły. Była zupełnie zrozumiałym odruchem, któremu brak było jednak wewnętrznego prze świadczenia w możliwość sukcesu. Motor tych ataków, jakie waliły przez jakiś czas taranem rozpaczliwych wysiłków na bramkę Wisły, pracował tylko automatycznie, rozmachem szablonu, a więc bez kompresji, jaką stanowiła u Wisły zdecydowana wola zwycięstwa.

I choć spotkanie do ostatniej chwili nie przestało być ciekawem, choć nie straciło ono nic z rumieńców życia, jasnem było, że wynik może zmienić się tylko ma — korzyść Wisły. Skoro kwestja zwycięstwa, stale niepewna i stale zmieniająca się, została wreszcie przesądzona trzecią bramką, uzyskaną przez Natanka dla Wisły, opadły fale nadziei — ale i ambicji — zarówno w samej drużynie, jak i w licznym obozie zwolenników Cracovii. W ostatnich 30 minutach gry zabrakło Cracovii choćby szczypty tego zapału i ochoty do gry, jaką wykazywała przez cały czas młoda drużyna jej przeciwnika, która w końcowej fazie zawodów przeszła jeszcze raz do generalnego ataku.

W sumie wypadła drużyna Cracovii trochę niedociągnięta i nie pomógł tu nawet retusz doskonałej techniki, demonstrowanej z powodzeniem przez Korbasa, Szeligę, czy Górę, który na pierwszy rzut oka wyrównywał te luki. Wisła, jako całość robiła wrażenie bardziej zwarte i bardziej jednolite.

Prowadzenie zdobyła Wisła z rzutu karnego strzelanego przez Artura w 14 min. W dziesięć minut później wyrównała Cracovia przez Szeligę po ładnie przeprowadzonym ataku. Niedługo potem w 32 min. znów strzela Wisła bramkę, tym razem przez Szewczyka i znowu wyrównuje w trzy minuty później Cracovia. Daleką centrę Stępienia odbija Gierula wybiegnąwszy daleko przed swą bramkę i nadbiegający Korbas pakuje odbitą przez bramkarza piłkę ponownie do siatki. Przedtem jeszcze zeszedł z boiska Malczyk, za którego zjawia się Gruenberg.

Zwycięska bramka pada w 15 min. po przerwie, w okresie dużej przewagi Wisły. Uzyskuje ją Natanek po dwukrotnem strzelaniu na bramkę z bardzo bliskiej odległości.

Usiłowania Cracovii w celu wyrównania tego wyniku są zbyt mało energiczne, by mógł im wkońcu towarzyszyć realny suk ces. Przeciwnie, pod koniec gry Wisła znowu przechodzi do ataku i ma jeszcze kilka ładnych sytuacyj niewyzyskanych. Składy drużyn były nasi: Wisła: Gierula, Szczepanik, Szumilas, Kotlarczyk II, Gierczyński, Jezierski, Habowski, Gracz, Szewczyk, Artur, Natanek. — Cracovia: Pawłowski, Lasota, Pająk, Góra (Bialik), Majeran (Grunberg), Żiżka, Korbas (Góra), Stępień, Malczyk (Majeran, Korbas, Szeliga, Zembaczyński.

Drobiazgowa analiza gry poszczególnych zawodników i formacyj obu drużyn nie do prowadziłaby w tym wypadu do celu, bo byłaby zbyteczna. Przy równych prawie umiejętnościach zadecydowała lepsza dyspozycja psychiczna, której rezultatem była w konsekwencji przewaga formalna i faktyczna, jeśli wziąć pełnych 90 minut gry w przekroju ogólnym.

Niemniej nie można pominąć ruchliwości i zadziwiającego spokoju z jakim pracowała w napadzie Wisły dwójka Szewczyk Gracz, oraz stale poprawiającego się poziomu gry Gierczyńskiego na śr. pomocy. Korzystał on zresztą wiele z ofiarnej współpracy Kotlarczyka II. Na uwagę zasługuje również wkraczanie w grę Szumilasa. To właśnie bowiem szwankowało jeszcze nieco u obrońcy Wisły. Bramkarz Gierula miał, tak samo jak Pawłowski momenty doskonałej orjentacji i chwile nieco słabsze. W zespole Cracovii wykazał Korbas znowu swe wysokie walory techniczne, podczas gdy Szeliga nie całkiem wypadł tak, jak można się było spodziewać. Góra grał pod koniec na prawem skrzydle i grał tam jeszcze lepiej może niż w pomocy..Wznowie nie eksperymentu z wstawieniem Majerana na środek pomocy nie udało się: równie bezbarwnie wypadł Grunberg, który go po tem nastąpił. Najlepszy jeszcze w tej linji był Żiżka. Dwójka obrony miała niekiedy chwile poważnej słabości.

Sędzia p. Sławikowski nie odpowiedział niestety zadaniu. Zważywszy jednak na strój i atmosferę tych spotkań, przyjdzie stwierdzić, że nie znajdą one prawdopodobnie nigdy arbitra, któryby podobał się obu stronom.

Niestety zgoda obu klubów na sprowadzenie śląskiego sędziego spotkała się z odmową krakowskiego Kol. Sędziów. Za najcięższe przewinienie uważa obóz Cracovii podyktowanie rzutu karnego, z którego padła pierwsza bramka Wisły, ale i pozatem padały pod adresem sędziego czyste protesty z obu stron.

Przy pełnem uznaniu dla dobrych chęci sędziego, któremu udało się przynajmniej powściągnąć nieliczne, ale nieprzyjemne przebłyski ostrej gry, musimy jednak powiedzieć, że najbardziej emocjonujące momenty spotkania następowały przeważnie po... gwizdku sędziego: prawie bowiem nigdy nie wiadomo było jak uzasadni sędzia przerwanie gry i jaką decyzję poweźmie.

Zawodom przypatrywało się około 5.000 widzów.



Tym razem - Wisła!
Tradycyjna walka o supremację w Krakowie


KRAKÓW, 8.11. - Tel. wł. - Wisła - Cracovia 3:2 (1:0). Bramki dla Wisły zdobyli Artur z karnego, Szewczyk i Natan, dla Cracovii Szeliga i Korbas. Sędzia p. Sławikowski. Widzów 5.000.

Wisła: Gierula; Szumilas, Szczepanik; Kotlarczyk, Gierczyński, Jezierski; Habowski, Gracz, Szewczyk, Artur, Natanek.

Cracovia: Pawłowski; Lasota, Pająk; Ziszka, Majeran, Góra; Korbas, Stępień, Malczyk, Szeliga, Zembaczyński.

W kronikach notujących "święte wojny krzyżackie" staną obok siebie dwie skromne cyferki, wskazujące, że 8-go listopada 1936 roku Wisła pokonała Cracovię w stosunku 3:2. Współcześni dziennikarze dodadzą jeszcze, że był to pierwszy mecz, jaki drużyna Cracovii przegrałą w owym roku. W tym kierunku opinie nie będą się różniły. Różnice powstają zwykle na temat, czy wynik był sprawiedliwy i czy odzwierciedlił przebieg spotkania oraz stosunek sił.

Jasny wyrok

Tym razem nie powinny pod tym względem zaistnieć poważniejsze różnice. Można bowiem kwestionować prawomocność pierwszej bramki, uzyskanej przez Wisłę z rzutu karnego, podyktowanej zbyt pochopnie przez sędziego, ale równocześnie przyznać należy, że Wisła była zespołem lepszym, który na wygraną zasłużuł i to właśnie w stosunku jednej bramki. Wynikało to nie tylko z porónania oby rużyn, ale przede wszystkim z fakty, że o ile Wisła była jedenastką skonsolidowaną, pozbawioną poważniejszych luk, o tyle chwiejna i chimeryczna była postawa jej przeciwnika.

Ciągłe zmienianie składu, przesuwanie graczy z jednej pozycji na drugą, nie pozwoliło na nieprzerwany tok pracy.

Gdzie szukać przyczyny tych ciągłych zmian. Chyba w bladej formie trójki rekonwalescentów, którzy po dłuższej przerwie ukazali się na murawie. Malczyk i Góra nie wytrzymali trudów twardej walki. Do końca wytrzymał tylko Stępień, nie starczyło sił do walki w pomocy Górze, to też musiał przenieść się na skrzydło. Malczyk najkrócej utrzymał się na boisku, daleki jeszcze od normalnego poziomu. W tych warunkach brakło Cracovii atutów, stanowiących główny walor w ostatnich występach. Brakło elastyczności i rzutkości.

Skuteczny w obronie Pająk i ruchliwy w pomocy Ziszka nie mogli utrzymać na sobie ruchliwej ofensywy przeciwnika, tym bardziej, że bramkarz Pawłowski miał duży udział w przegranej. Dwie bramki - padły nie bez jego wybitnego udziału. Atak Cracovii stanowił osobny dział. Początkowo na środku grał Malczyk, Korbas stał na skrzydle. Stał tam dosłownie, gdyż koledzy prawie zupełnie o nim zapomnieli. W sumie atak nie szedł, gdyż wysiłki ambitnego Szeligi nie starczyły na uruchomienie pełnej piątki. Inaczej wyglądało wszystko, gdy Korbas przeszedł na środek, a Góra na skrzydło. Korbas miał dużą dozę inicjatywy, było już jednak za późno na poprawę wyniku.

Atak przede wszystkim

Wisła utrzymała się na poziomie zademonstrowanym ostatnio w szeregu meczów. Młody atak nie tylko wytrzymał ciężar wielkiego meczu, ale grałz werwą i zapałem. W chwili obecnej prawa jego strona i środek są zupełnie bez zarzutu. Habowski, pełen inicjatywy czuje się coraz lepiej obok Gracza, który rzutkością i skutecznym przebojem wybija się na czoło całej linji. Doskonale prezentuje się również Szewczyk, którego kilka wspaniałych rzutów omal nie trafiło celu.

Słabiej gra lewica. Skrzydłowy Natanek nie idzie w postępach na równi z kolegami, a Artur cierpi zdaje się z tego powodu.

W pomocy podkreślić należy poprawiający się poziom młodego Gierczyńskiego. Kotlarczyk - jak Kotlarczyk, a jedynie Jezierski trochę słabszy, niż zwykle. Wreszcie w defensywie wybija się Szumilas, ratujący swą postawą w kilku groźnych pozycjach.

Pan z gwizdkiem

Omawiając uczestników spotkania kilka słów poświęcić należy arbitrowi p. Sławikowskiemu, który, niestety, nie stanął na wysokości zadania. Nie tylko dlatego, że na wstępie podyktował niepotrzebnie karnego, potęgując tym samym animozje i nastroje, ale poprostu z tej przyczyny, że szereg razy rozstrzygał źle, obojętnie na czyją korzyść. Cracovia straciła przed pauzą bramkę, Wisła po pauzie kilka poważnych okazyj. W sumie zawinił temu sędzia, który nie umie sędziować.

Samo spotkanie zapowiadało się początkowo wcale dobrze.

Miły nastrój trwał krótko

Na boisku nastrój był serdeczny, "czerwoni" powitali przeciwnika wracającego do ligi wspaniałym bukietem, gracze po faulach podawali sobie ręce. Zdawało się, iż atmosfera będzie doskonała i poziom odpowiedni. Niestety, w 12 min. sędzia dytkuje nieptrzebnie karnego przeciw Cracovii za foul Pająka. Artur uzyskuje prowadzenie na widowni powstaje zdenerwowanie, a gracze ostrzej przystępują do dzieła.

Skuteczność decyduje

Na boisku toczy się gra równa, znać jednak, że skuteczność wyższa jest w Wiśle. W równym tempie przenosi się akcja od bramki do bramki i zupełnie niespodziewanie z poza dalekiego lasu nóg uzyskuje Szeliga wyrównanie w 23 min. Nie długo utrzymuje się ten rezultat. Atak Wisły nie daje za wygraną i przy wybitnej pomocy Pawłowskiego prowadzi Wisła ze strzału Szewczyka w 33 min. Białoczerwoni zmieniają swój skład. Malczyk opuszcza boisko. Majeran idzie do pomocy do ataku a miejsce jego zajmuje Grunberg. Pomoc Cracovii jest obecnie skuteczniejsza, co odbija się na całości i szybka akcja Korbasa przynosi wyrównanie.

Kontredans białoczerwonych

Po pauzie Craociva znów w nowym zestawieniu. Miejsce Góry w pomocy zajął Bialik. Gra toczy się obecnie z przewagą Wisły, zadokumentowaną w 13 min. Natanek nieobstawiony strzela na bramkę, a piłkę odbitą przez Pawłowskiego jeszcze raz posyła w stronę siatki. Cracovia znów zmienia skład, góra wraca na skrzydło. Korbas do środka. Majeran schodzi z boiska. Do końca toczy się gra ze zmiennym szczęściem, obie strony mają jeszcze pozycje. Wisła jest jednak naogół skuteczniejszym zespołem.



źródło: Przegląd Sportowy 95/2