1938.09.11 Wisła Kraków - Warta Poznań 5:7

Z Historia Wisły

1938.09.11, I liga, 14. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 16:00
Wisła Kraków 5:7 (2:4) Warta Poznań
widzów: 3-4.000
sędzia: Walenty Gerblich z Lipin
Bramki
Antoni Łyko 6'
Antoni Łyko (k) 15'




Artur Woźniak 61'

Władysław Filek 82'


Bolesław Habowski 89'
1:0
2:0
2:1
2:2
2:3
2:4
3:4
3:5
4:5
4:6
4:7
5:7


18' Stanisław Kaźmierczak
21' Bolesław Gendera
25' Aleksander Schreier
43' Fryderyk Scherfke

70' Aleksander Schreier

83' Bolesław Gendera
85'? Bolesław Gendera

Wisła Kraków
2-3-5
Jerzy Jurowicz
Władysław Szumilas
Alojzy Sitko
Józef Kotlarczyk
Franciszek Gierczyński
Michał Filek
Bolesław Habowski
Mieczysław Gracz
Władysław Filek
Artur Woźniak
Antoni Łyko

trener: brak
Warta Poznań
2-3-5
Zbigniew Schulz
Konrad Ofierzyński
Edmund Twórz
Kazimierz Lis
Piotr Danielak
Franciszek Sobkowiak
Aleksander Schreier
Bolesław Gendera
Fryderyk Scherfke
Stanisław Kaźmierczak
Hieronim Schwartz

trener:
Według Dziennika Poznańskiego bramkę na 4:5 strzelił Artur Woźniak.

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Spis treści

„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1938, nr 251 (11 IX)

Warta czy Wisła?

Niedziela przyniesie zwolennikom piłki nożnej w Krakowie jedno z najbardziej interesujących spotkań ligowych, które się cieszy doskonały marką, a mianowicie między Wartą a Wisłą. — Mecze tych drużyn obfitowały zawsze w wiele niespodzianek i dostarczały widzom moc emocyj. Dość wspomnieć, iż największa prze grana w tym roku Wisły wypada właśnie na spotkanie z Wartą, która w Poznaniu wygrała z Krakowianami w stosunku 6:2.

Wisła ma zatem porachunki do uregulowania i niezawodnie będzie się starać zrehabilitować za tę porażkę, niezależnie od tego, że wy grana utrzymuje ją na drugiem miejscu i pod trzyma jej aspiracje w kierunku rywalizacji z Ruchem. Obie drużyny, rywalizujące w niedzielę, dysponują dobrą linją ataku, pięknie kombinującą, co zapewnia wysoki poziom zawodów, które rozpoczną się na boisku Wisły o godz. 4-tej popołudniu, poprzedzi mecz drużyn młodszych o godz. 2.5 popoł. Bilety do na bycia w przedsprzedaży.


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1938, nr 253 (13 IX)

Warta Wisła 7:5 (4:2).

Kraków, 12 września.

Wisła, która w bież. sezonie nie poniosła żadnej porażki na w ja snem boisku, musiała tym razem ugiąć się przed Wartą i to w nienotowanym w Lidze stosunku 5:7. Tak wysoki wynik jest tylko po części usprawiedliwiony błotnistym terenem, który spowodował ulewny deszcz tuż przed zawodami, w większej zaś mierze miała nań wpływ marna gra defensywy Wisły.

Warta wykazała dobrą formę i zaimponowała doskonała grą w linji napadu, który przeprowadzał niejednokrotnie piękne kombinacje. Również i gra napadu Wisły wy padła dobrze, tylko różnica między atakiem Warty leżała w tem, iż graczom Wisły brakowało w decydujących momentach startu i śmiałości w decyzji. Mecz sam był dla drużyny Wisły nieszczęśliwy nietylko ze względu na pierwszą stratę na własnem boisku dwu cennych punktów, ale także ze względu na pozbawienie szans na zajęcie wybitnego stanowi ska w tabeli ligowej Pozatem sam początek meczu zapowiadał wysokie zwycięstwo Wisły, która już w pierwszych 11 minutach prowadziła 2:0.

Wynik mógł być nawet znacznie wyższy, gdyż pierwszy kwadrans meczu stał pod znakiem zupełnej przewagi Czerwonych, którzy poprostu bombardowali bramkę przeciwnika.

Pierwszy goal padł w 7 min. z pięknej akcji Łyki, który minąwszy kilku graczy Warty, skierował z bliska obok wybiegającego bramkarza piłkę do siatki. W trzy minuty później podwyższa wynik na 2:0 Łyko z rzutu karnego podyktowanego za nieprzepisowego potrącenie go na polu karnem przez obrońcę Warty. Drużyna poznańska reklamuje prze dłuższy czas przeciwko przyznaniu rzutu karnego, ale sędzia był nieubłagany.

Jak łatwo Wiśle przyszedł sukces, tak samo i łatwo straciła go w ciągu pięciu minut Warta bowiem nie załamała się, ale przeciwnie, przeszła do ofensywy, która na skutek słabej gry Wisły daje efekt. Pierwszą bramkę dla Warty zdobywa w 17 min. Kazimierczak, nie bez błędu Jurowicza, zaś druga jest dziełem Gendery w 21 min. Sytuacja zmieniła się całkowicie i Warta zachęcona tym sukcesem, nadal jest w przewadze. Wyrazem tego bramka w 25 min., zdobyta przez Szreiera. Wisła protestuje przeciwko ostatnim bramkom, którym można zarzucić, iż albo ich egzekutorzy byli na pozycji „spalonej”, względnie inicjatywa wyszła od graczy, którzy byli w niezgodzie z temi przepisami. Chociaż przewaga wyraża się tym okresie bezsprzecznie po stronie Wisły, która nie biła ani jednego rzutu od bramki do pauzy, to jednak jeszcze na dwie minuty przed końcem pada bramka dla Warty, zdobyta głową przez Szerfkego.

Po pauzie Warta przechodzi do ofensywy i przesiaduje przez dłuższy czas pod bramką Wisły, której defensywa nie może zdobyć się na odpowiedni wykop i przerzucenie piłki do swego napadu. Dopiero po kilkunastu minutach przechodzi Wisła do ofensywy i zdobywa przez Artura z podania Gracza trzeciego goala w 15 min. Publiczność dopinguje Wisłę, której atak jest za wsze groźny. Nie stoi natomiast na wysokości defensywa, błąd lewej jej strony wy zyskuje prawoskrzydłowy Warty Szreier, zdobywając w 25 min. piątą bramkę dla swoich barw. Pomimo to Wisła nie daje znowu za wygraną i już w 34 min. Filek strzela czwartą bramkę dla swych barw. Stan meczu opiewa 5:4 dla Warty. Ora zaostrza się coraz bardziej, następują utarczki coraz częstsze między graczami, których zdenerwowanie (zwłaszcza u Wisły) nie pozwala im wykorzystać nieraz bardzo łatwych sytuacyj podbramkowych. Końcowy okres stoi pod znakiem błędów, głównie obrony Wisły, która gra nonszalancko i zaprzepaszcza wynik meczu. Błędy te zostały wyzyskane przez Wartę, która strzela w 38 i 39 min. dalsze dwa goale przez Genderę i Szreiera, Na minutę przed końcem zawodów zmniejsza klęskę Wisły Habowski, strzelając piątą bramkę dla swych barw.

W ogólności mecz dostarczył widowni wiele emocyj, która dawno już nie oglądała takiej porcji bramek na jednym meczu. Przebieg jego wykazał mimo wszystko dość duże luki w drużynie Wisły i to głównie w pomocy i w trio obronnem, linia napadu na ogół dobra, lecz grała z małą dozą szczęścia. Najsłabsi gracze to Sitko w obronie i Gracz w napadzie, który ordynarnie reaguje na „faul” przeciwnika. W Warcie na wyróżnienie zasługuje Gendera, Szerfke, Szreier oraz z pomocy Danielak i Twórz w obronie. Sędziował p. Gerblich, który miał zły dzień. Widzów około 3000.

Skład drużyn był nast.: Warta Szulc, Twórz, Ofierzyński, Sobkowiak, Danielak, Lis, Szreier, Szerfke, Kazimierski i Szwarc. Wisła — Jurowicz, Szumilas, Sitko, Kotlarczyk, Gierczyński, Filek i, Habowski, Gracz, Filek II, Artur i Łyko.


12 bramek w Krakowie

Brawurowe zwycięstwo Warty nad Wisłą


Kraków, 11.9. Tel. wł. Warta-Wisła 7:5 (4:2). Bramkami podzielili się: Kaźmierczak, Gendera i Schreier po dwie, Szerfke jedną. Dla Wisły: Łyko dwie, Artur, Filek i Chabowski. Sędzia p. Gerblich. Publiczności 4.000.
Warta: Szulc, Ofierzyński, Twórz, Lis, Danielak, Sobkowiak, Schreier, Gendera, Kazimierczak, Szwarc.
Wisła: Jurowicz, Szumilas, Sitko, Kotlarczyk, Gierczyński, Filek I, Chabowski, Gracz, Filek II, Artur, Łyko.

Tego jeszcze w Krakowie nie było. Spokojny i flegmatyczny zazwyczaj kibic krakowski oniemiał wprost od gradu bramek, jaki posypał się w tym meczu. Sytuacje zmieniały się jak w kadejoskopie [tak!]. To Wisła prowadziła 2:0, to za chwilę była przegraną 2:4. Świtał znów promień nadziei gdy na tablicy widniały cyfry 3:4, a za chwilę horyzont był czarny i ponury – było 7:4.
Widz opuszczał boisko, uświadamiał sobie końcowy rezultat, i klął co sił na sędziego. Nie było dziś chyba człowieka na boisku, który nie gderałby na arbitra tych zawodów p. Gerblicha, a już chyba najbardziej niezadowolony był obserwator z Warszawy p. Krukowski, który skrzętnie notował w swym notesie i był widocznie speszony formą swego kolegi po gwizdku.
Że mecz skończył się spokojnie, że gracze nie pobili się do krwi – to jest raczej zasługą ich kultury, a nie umiejętności arbitra. Owszem, był taki moment, gdy zanosiło się na bójkę, a to wtedy gdy Gracz zdzielił Lisa pod bramką Warty. Ale to się jakoś rozeszło po kościach i mecz skończył się spokojnie. W każdym jednak razie nie jest to zasługą arbitra.
Wybitny udział przypadł sędziemu natomiast w ustaleniu stosunku bramkowego. Tak jak to wyglądało naprawdę, po odliczeniu spalonych, wynik byłby niższy po obu stronach. Zwycięstwo Warty uzyskano jednak w sposób legalny.
Z kolei przechodzimy do roli obu zespołów. Była ona bardzo zróżniczkowana, zmienna, uzależniona w dużym stopniu od warunków terenowych. Na ciężkim, błotnistym boisku start Wisły wypadł znacznie lepiej. Zerwała się lotnie do walki, szybo prowadziła atak i w 15 minucie miała już 2:0.
Ale nie tylko sukces cyfrowy był udziałem gospodarzy. Mieli przewagę psychiczną nad przeciwnikiem, który gorąco protestował przeciw arbitrowi, zarzucając mu nieuwzględnienie spalonego przy pierwszej bramce i pochopne podyktowanie karnego. Wyprowadzeni z równowagi, mający dwie bramki w zanadrzu, warciarze okazali godny pozazdroszczenia hart ducha. Nie załamali się psychicznie, prowadzili grę tak, jakby nic nie zaszło. Tylko silniej zaciskali zęby, szybciej byli przy piłce, bardziej parli naprzód.
I stał się cud. W przeciągu 30 minut Warta odrobiła stracony teren, gdyż schodziła na przerwę wśród oklasków z boiska, prowadząc znów 4:2. Miała połowę zwycięstwa w kieszeni. Po pauzie nie dała go sobie wydrzeć i mimo krytycznych chwil potrafiła wynik utrzymać.
W pierwszym rzędzie jest to zasługą ataku, który w dzisiejszym spotkaniu grał pierwsze skrzypce. Zdawał sobie chyba sprawę Szerfke, że spoczywa dziś na nim czujne oko kapitana związkowego i ważą się losy nie tylko punktów Warty, ale też kierownictwa ataku na mecz z Niemcami.
Szerfkego oceniamy dziś b. dobrze. Nie umiał jeszcze pozbyć się powolności swej kardynalnej wady. Ale był to jedyny minus na jego koncie. Naszym zdaniem potrafił go zrównoważyć, a nawet przewyższyć precyzją podań i skutecznością zróżnicowanych akcyz. Niemniej dobrze wypadł dziś Gendera na prawym łączniku. On był najszybszym w swej linii, umiał zawsze wpaść w lukę i wypatrzyć słaby punkt w tyłach przeciwnika. Pochwalić wreszcie należy zarówno Schreiera, jak też Kazimierczaka i Szwarca.
Niemniej celowo grała pomoc Warty gdzie Daniela, a szczególnie Lis należeli do silnych punktów. Bramkarz na ogół bez winy. Natomiast [obaj] obrońcy chwilami słabi, do czego przyczynił się może ciężki teren.
Wisła nie potrafiła utrzymać zwycięstwa w swych rękach. Miała korzystny rezultat w 15 minucie i to przegrała. Stało się to przede wszystkim z powodu gwałtownego spadku formy obrońców, a szczególnie [Sitka], który zagrał katastrofalnie. Dodajmy do tego słabą dyspozycję [Fil]ka na lewej pomocy, a wówczas uzmysłowimy sobie, że 90 proc. ataku Warty szło właśnie w tę stronę.
Mimo dobrej gry Gierczyńskiego, mimo wysiłków dysponowanego dzisiaj Łyki i mimo biegów Chabowskiego, Wisła nie mogła utrzymać stanu posiadania. Artur zagrał z bólem gardła. Gracz zupełnie niepotrzebie po[ddawał] się nieproduktywnym zmaganiom, wybrykom, zamiast myśleć o działaniu z partnerami i sko[?]nym wysiłku.
Przechodząc do oceny sił stwierdzić należy, ze o ile w polu obie jedenastki rozegrała partię na równo, o tyle Warta była zespołem skuteczniejszym i orientującym się lepiej pod bramką. Inicjującym groźniejsze poczynania i realizującym lepiej swe szanse. Podkreślony wyżej luki w defensywie Wisły ułatwiały jej zresztą zadanie. [… mi]nucie. Wynik opiewa 7:5.

Źródło: Przegląd Sportowy nr 73.

Wspomnienia

Jerzy Jurowicz

Rekord bramek padł na meczu Wisły z Wartą. Tego jeszcze w Krakowie nie było. Spokojni i flegmatyczni zazwyczaj krakowscy zwolennicy piłki oniemieli wprost od gradu goli. Sytuacje zmieniały się jak w kalejdoskopie. To Wisła prowadziła 2:0, to za chwilę przeważała już Warta 4:2. Świtał znów promień nadziei, gdy na tablicy widniały cyfry 4:3, ale nadzieja się rozwiała gdy przewaga gości wyrażała się rezultatem bramkowym 7:4. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Warty 7:5.

Źródło: Jerzy Jurowicz, Pamiętniki