1938.10.02 Cracovia - Wisła Kraków 2:1

Z Historia Wisły

1938.10.02, I liga, 15. kolejka, Kraków, Stadion Cracovii, 15:00
Cracovia 2:1 (0:0) Wisła Kraków
widzów: 8-9.000
sędzia: Roman Sawaryn ze Lwowa
Bramki
Czesław Szeliga 52'

Józef Zembaczyński 77'
1:0
1:1
2:1

55' Mieczysław Gracz

Cracovia
2-3-5
Andrzej Radwański
Stefan Lasota
Jan Pająk
Wilhelm Góra
Roman Grünberg
Klemens Majeran
Zdzisław Skalski
Bronisław Młynarek
Stanisław Bartyzel
Czesław Szeliga
Józef Zembaczyński

trener Ferenc Plattkó
Wisła Kraków
2-3-5
Mieczysław Koczwara
Władysław Szumilas
Alojzy Sitko
Józef Kotlarczyk
Franciszek Gierczyński
Michał Filek
Bolesław Habowski
Mieczysław Gracz
Władysław Filek
Artur Woźniak
Antoni Łyko

trener: brak
Debiut ligowy Mieczysława Koczwary

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1938/numer079/imagepages/image2.htm anons

Spis treści

Relacje prasowe

"Przegląd Sportowy" z 1938.10.03

http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1938/numer080/imagepages/image2.htm

(…) Dominującym uczuciem. które owładnęło 8000 widzów, było uczucie zawodu. Mecz wielkiej klasy, wielkich wyładowań. Jednym słowem krakowskie derby, to pojęcie, które jakoś nie odpowiadało dzisiejszej imprezie. Była zbyt blada, zbyt anemiczna, aby mogła stanąć w jednym szeregu z tymi wielkimi bojami, które utrwaliły sławę pojedynku obu drużyn. Nie należy się więc dziwić, że gdy po 52 minutach gry bezbramkowej padła wreszcie pierwsza bramka oklaski nie były tak gorące jak zwykle.

Publiczność nie była rozpalona przebiegiem gry. Dopiero w ostatnich minutach nastąpiło ożywienie. Pod koniec gdy ważyły się losy meczu, zaczęło kotłować na widowni. Ale i teraz nie doszło do wielkich wzlotów. Mecz przeszedł bez większego echa. Przyczyna tego jest oczywiście forma aktorów. Obie drużyny nie są chyba zadowolone z przebiegu spotkania.

Cracovia wygrała, gdyż w decydującym momencie rzuciła na szale większą dozę ambicji i zacięcia. Gdy w końcu uzyskała prowadzenie. Wisła zerwała się z miejsca przycisnęła i wyrównała. Nie dość tego miała jeszcze przewagę uwydatnioną trzema rogami. Ale na tym się skończyło. Cracovia złapała drugi oddech i podyktowała z kolei tempa Była w następnych minutach strona hardziej atakującą, czuła się lepiej na boisku oślizgłym nagle od deszczu i wykorzystawszy jeden błąd Koczwary — zeszła jako zwycięzca, z boiska.

Tak więc moment raczej psychologiczny niż techniczny zadecydował o sukcesie. W ostatniej fazie gry Cracovia wniosła więcej zacięcia i woli zwycięstwa. i to rozstrzygnęło. Rozpoczynając przegląd drużyn, wspomnieć należy przede wszystkim o nowych twarzach, które debiutowały po obu stronach. Pozbawiona kierownika ataku Cracovia wystąpiła z napastnikiem A-klasowego Nadwiślanu Bartyzelem. Nie mniej ważną pozycję bramkarza zajął w Wiśle dotychczasowy gracz Podgórza Koczwara. Tak więc na samym wstępie mieliśmy małą sensacje. Starannie ukrywane przed meczem składy drużyn, zawierały dwie niespodzianki, w dwóch decydujących pozycjach. Oczywiście wywołało to na trybunach duże poruszenie. (…)

”IKC” z 1938.10.04

Cracovia zwycięża Wisłę 2:1 (0:0).

Kraków, 8 października. Piękna pogoda i znana lokalna rywalizacja dwu czołowych klubów krakowskich sprawiła, iż na boisku Cracovii zgromadziło się około 9.000 widzów. „Derby" krakowskie miały wygląd może nieco odmienny w porównaniu do podobnych meczów w zeszłych latach, albowiem nie szło tym razem o jakaś wielką stawkę i wynik meczu nie decydował bezpośrednio o losach zainteresowanych klubów w tabeli, aczkolwiek białoczcrwoni nie stracili jeszcze szans na mistrzostwo Polski. Stąd też i widownia nie była tym razem rozpalona „do białości” i większy spokój panował, niż dawniej. Walczono wprawdzie ostro o każdą piłkę, wkładano naogół dużo ambicji, ale nie oglądało się już tak zażartej walki, jak po inne lata.

Zwycięstwo przypadło drożynie biało- czerwonych, która pod koniec meczu lepiej wytrzymała tempo, aczkolwiek o dwu punktach Cracovii zadecydował raczej przypadek, którym było wyślizgnięcie się śliskiej piłki z rąk bramkarza Wisły. Naogół siły były równe, a przebieg: meczu nie wskazywał na wyższość którejkolwiek z drużyn. Z zainteresowaniem wyczekiwano debjutu w Lidze nowych graczy Cracovii Młynarka i Bartyzela oraz b. bramkarza Podgórza Koczwary, który wystąpił tym razem we Wiśle. Debiutanci naogół spełnili oczekiwania swych zwolenników Młynarek wypadł b. dobrze, a również Koczwara, poza jednym błędem już wyżej wspomnianym, dopisał. Najmniej może zadowolił Bartyzel, ale to był też jego pierwszy poważniejszy występ.

Do meczu wystąpiły drużyny w nast. składach:

Cracovia — Radwański, Lasota, Pająk, Góra, Grynberg, Majeran, Skalski, Młynarek, Bartyzel, Szeliga i Zembaczyński. Brakowało zatem kontuzjonowanego Korbasa na środku napadu.

Wisła: Koczwara, Szumilas, Sitko, Kotlarczyk, Gierczyński, Filek I, Habowski, Gracz, Filek II. Artur i Łyko.


Początkowo gra jest nerwowa, zawodnicy starają się pozbyć jak najprędzej piłki i stąd też wkraczają często obrońcy; przypada im zresztą łatwa rola odkopywania dalekich piłek, niemierzonych dokładnie przez napastników. Zwolna gra staje się coraz bardziej interesującą, gdy obie linje napadu zdobywają się chwilami na dobre kombinacje. O ile jednak atak Cracovii, skutkiem słabszego zgrania się gubi się w sytuacjach podbramkowychto czerwoni są groźniejsi.. Oni też mają dwie doskonałe okazje do zdobycia bramki, z których jedna, stracona przez Artura, była — wydawało się -stuprocentową. Cracovia nie miała w tym okresie podobnych sytuacyj, a w groźnych momentach interweniował parokrotnie z powodzeniem Koczwara . Po pauzie Szeliga przeszedł chwilowo na środek napadu, zaś Bartyzel na pozycję łącznika. Zmiana ta chwilowo wychodzi na korzyść, bo już w 8 min. po pięknej centrze Zembaczyńskiego, którego nie potrafił już dogonić Kotlarczyk, Szeliga w pełnym biegu strzela

pierwszego goala dla Cracovii.

Wyrównanie nie dało długo na siebie czekać, albowiem już ot trzy minuty później Artur, wykorzystuje błąd Lasoty i podaje pędzącemu na bramkę Graczowi, który obok wybiegającego Radwańskiego skierowuje piłkę do siatki przeciwnika. Stan meczu 1:1. Od tej pory inicjatywa należy raczej do Wisły, ale trwa do 21 min. do chwili, kiedy spadła ulewa.

Był to moment zwrotny i korzystny dla Cracovii, która lepiej dostosowała się do terenu i zaczęła pod koniec energicznie atakować, uzyskując w tym okresie przewagę. Bramkarz Koczwara ma teraz dużo pracy i musi nieraz wkraczać w pole, przyczem broni dobrym wybiegiem, po strzale Zembaczyńskiego. Parokrotnie wybija piłkę ręką ponad poprzeczkę, ale przy śliskich piłkach zdradza niepewność, spowodowaną zbyt krótkim treningiem.

W 81 min. następuje decyzja, gdy po centrze Młynarka Koczwara wypuszcza piłkę z rąk, a nadbiegający Zembaczyński dobija ją do siatki. 2:1 dla Cracovii. Wynik ten nie ulega zmianie, chociaż obie strony mają sposobność podwyższenia wyniku. Niezaradna gra napadu Wisły w końcowych momentach nie dozwoliła na wyrównanie. Na wyróżnienie zasługują z obu drożyn linje pomocy, w których doskonale wypadli Gierczyński, Grunberg, Góra i Filek I. Obrony dość dobre, przyczem najlepszy Pająk, przed którym napastnicy Wisły mieli zbytni respekt. Bramkarzom niewiele można zarzucić. Natomiast linje obu ataków naogół nie dopisały. W Cracovii najlepszym był Młynarek, reszta na średnim poziomie, zaś Bartyzel ustępował znacznie innym. W Wiśle najsłabszym graczem bezsprzecznie był Artur, który poza paroma nieudanemi zresztą „wózkami” niczego nie pokazał. Reszta napastników nie osiągnęła też swojej normalnej formy.

Sędziował p. Sawaryn, który wyszedł obronną ręką z tego trudnego i odpowiedzialnego zadania .


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1938, nr 269 (29 IX)

Wisła—Cracovia

Piłkarskie „derby“ Krakowa. Słynne krakowskie „derby“ piłkarskie, które wskutek wielu okoliczności straciły w poprzednich latach nieco ze swej dawnej atrakcyjności, w tym sezonie znowu emocjonują tłumy kibiców dwóch wielkich klubów krakowskich. Złożyło się na to wiele momentów, z których na pierwszy plan wybija się wielka szansa Cracovii na powtórne zdobycie mistrzowskiego tytułu, oraz forma Wisły wraz z ambitnem jej dążeniem do czoła tabeli.

Prócz tych walorów, wypływających z roli obydwóch klubów, jaką one odgrywają na krajowej arenie sportowej, w niedzielnem spotkaniu stworzy odpowiedni doping lokalna rywalizacja. Ona to już nieraz potrafiła zdziałać cuda i typowanego na zwycięzcę degradowała w momencie, gdy pozwolił sobie na lekceważenie przeciwnika lub brak ambicji. To też przesądzanie wyniku takiego spotkania na czyjąkolwiek korzyść okazać się może zawsze conajmniej lekkomyślnością.

Wielka nie-wiadoma wyniku meczów Wisły z Cracovią jest tym przemożnym magnesem, który i w najbliższą niedzielę napewno zgromadzi na boisku Białoczerwonych tłumy publiczności. Początek zawodów o godz. 15-tej,


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1938, nr 274 (4 X)



Kraków, 3 października.

Piękna pogoda i znana lokalna rywalizacja dwu czołowych klubów krakowskich sprawiła, iż na boisku Cracovii zgromadziło się około 9.000 widzów. Derby” krakowskie miały wygląd może nieco odmienny w porównaniu do podobnych meczów w zeszłych latach, albowiem nie szło tym razem o jakąś wielką stawkę i wynik meczu nie decydował bezpośrednio o losach zainteresowanych klubów w tabeli, aczkolwiek białoczerwoni nie stracili jeszcze szans na mistrzostwo Polski. Stąd też i widownia nie była tym razem rozpalona „do białości” i większy spokój panował, niż dawniej. Walczono wprawdzie ostro o każdą piłkę, wkładano naogół dużo ambicji, ale nie oglądało się już tak za żartej walki, jak po inne lata.

Zwycięstwo przypadło drużynie białoczerwonych, która pod koniec meczu lepiej wytrzymała tempo, aczkolwiek o dwu punktach Cracovii zadecydował raczej przypadek, którym było wyślizgnięcie się śliskiej piłki z rąk bramkarza Wisły.

Naogół siły były równe, a przebieg meczu nie wskazywał na wyższość którejkolwiek z drużyn. Z zainteresowaniem wyczekiwano debjutu w Lidze nowych graczy Cracovii Młynarka i Bartyzela oraz b. bramkarza Podgórza Koczwary, który wystąpił tym razem we Wiśle. Debiutanci naogół spełnili oczekiwania swych zwolenników' Młynarek wypadł b. dobrze, a -również Koczwara, poza jednym błędem już wyżej wspomnianym, dopisał. Najmniej może zadowolił Bartyzel, ale to był też jego pierwszy poważniejszy występ.

Do meczu wystąpiły drużyny w nast. składach: Cracovia — Radwański, Lasota, Pająk, Góra, Grunberg Majeran, Skalski, Młynarek, Bartyzel, Szeliga i Zembaczyński. Brakowało zatem kontuzjonowanego Korbasa na środku napadu. Wisła: Koczwara, Szumilas, Sitko, Kotlarczyk, Gierczyński, Filek I, Habowski, Gracz, Filek II. Artur i Łyko.

Początkowo gra jest nerwowa, zawodnicy starają się pozbyć jak najprędzej piłki i stąd też wkraczają często obrońcy; przy pada im zresztą łatwa rola odkopywania dalekich piłek, niemierzonych dokładnie przez napastników.

Zwolna gra staje się coraz bardziej interesującą, gdy obie linje napadu zdobywają się chwilami na dobre kombinacje.

O ile jednak atak Cracovii, skutkiem słabszego zgrania się gubi się w sytuacjach podbramkowych, to czerwoni są groźniejsi. Oni też mają dwie doskonałe okazje na zdobycie bramki, z których jedna, stracona przez Artura, była — wydawało się — stuprocentową. Cracovia nie miała w tym okresie podobnych sytuacyj, a w groźnych momentach interwenjował parokrotnie z powodzeniem Koczwara.

Po pauzie Szeliga przeszedł chwilowo na środek napadu, zaś Bartyzel na pozycję łącznika. Zmiana ta chwilowo wychodzi na korzyść, bo już w 8 min. po pięknej centrze Zembaczyńskiego, którego nie potrafił już dogonić Kotlarczyk, Szeliga w pełnym biegu strzela pierwszego goala dla Cracovii. Wyrównanie nie dało długo na siebie czekać, albowiem już w trzy minuty później Artur, wykorzystuje błąd Lasoty i podaje pędzącemu na bramkę Graczowi, który obok wybiegającego Radwańskiego skierowuje piłkę do siatki przeciwnika. Stan meczu 1:1. Od tej pory inicjatywa należy raczej do Wisły, ale trwa do 21 min. do chwili, kiedy spadla ulewa.

Był to moment zwrotny i korzystny dla Cracovii, która lepiej do stosowała się do termu i zaczęła pod koniec energicznie atakować, uzyskując w tym okresie przewagę. Bramkarz Koczwara ma teraz dużo pracy i musi nieraz wkraczać w pole, przyczem broni dobrym wy biegiem, po strzale Zembaczyńskiego. Parokrotnie wybija piłkę ręką ponad poprzeczkę, ale przy śliskich piłkach zdradza niepewność, spowodowaną zbyt krótkim treningiem.

W 31 min. następuje decyzja, gdy po centrze Młynarka Koczwara wy puszcza piłkę z rąk, a nadbiegający Zembaczyński dobija ją do siatki. 2:1 dla Cracovii. Wynik ten nie ulega zmianie, chociaż obie strony mają sposobność podwyższenia wyniku. Niezaradna gra napadu Wisły w końcowych momentach nie dozwoliła na wyrównanie.

Na wyróżnienie zasługują z obu drużyn linje pomocy, w których doskonale wypadli Gierczyński, Grunberg, Góra i Filek I. Obrony dość dobre, przyczem najlepszy Pająk, przed którym napastnicy Wisły mieli zbytni respekt. Bramkarzom niewiele można zarzucić. Natomiast linje obu ataków naogół nie dopisały. W Cracovii najlepszym był Młynarek, reszta na średnim poziomie, zaś Bartyzel ustępował znacznie innym. W Wiśle najsłabszym graczem bez sprzecznie był Artur, który poza paroma nieudałemi zresztą „wózkami” niczego nie pokazał. Reszta napastników nie osiągnęła też swojej normalnej formy.

Sędziował p. Sawaryn, który wyszedł obronną ręką z tego trudnego i odpowiedzialnego zadania.