1939.06.18 Warszawianka - Wisła Kraków 0:1

Z Historia Wisły

1939.06.18, I liga, 9. kolejka, Warszawa, Stadion Wojska Polskiego,
Warszawianka 0:1 (0:0) Wisła Kraków
widzów: 2.800
sędzia: Władysław Chomyszyniec ze Stryja
Bramki
0:1 58' (g) Wiktor Cholewa
Warszawianka

Jan Ketz
Henryk Martyna
Juliusz Joksch
Zygmunt Sochan
Antoni Hankiewicz
Lech Hahn
Stanisław Baran
Adam Knioła
Rudolf Pyrich
Klemens Święcki
Marian Gamaj

trener: Leopold Kiesel
Wisła Kraków
2-3-5
Mieczysław Koczwara
Władysław Szumilas
Henryk Serafin
Józef Kotlarczyk
Tadeusz Legutko
Stanisław Liszka
Władysław Giergiel
Wiktor Cholewa
Artur Woźniak
Mieczysław Gracz
Władysław Filek

trener: Otto Mazal-Škvajn

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Zapowiedź meczu
Zapowiedź meczu
|thumb|right|200 px]]

Spis treści

Zapowiedź meczu

Przegląd Sportowy nr 48/1939, str. 2

Przed półmetkiem Ligi.

Samotny lider. Warszawa i Łódź na tyłach. Najbliższa niedziela.

Warszawianka w stolicy.

Prawie po miesięcznej przerwie zobaczymy znów Warszawiankę na boisku stołecznym. Mecz jej z Wisłą zwabić powinien sporo publiczności. Drużyna krakowska przełamawszy – jak zwykle – początkowe wahania formy gra coraz lepiej. Posiada dobry styl, kilku wybitniejszych indywidualistów, którzy w ramach macierzystego zespołu czują się bardzo dobrze i uzyskują lepsze rezultaty, niż w towarzystwie nawet bardziej renomowanych kolegów reprezentacyjnych.

Atak pod kierownictwem Artura pracuje bardzo sprawnie, mając w ,,murzynku” jak ochrzczono Gracza, cenną siłę. Coraz bardziej wybija się również Giergiel na l. skrzydle. W sumie atak krakowski jest dobry i dla przeciwnika męczący. Pomoc w całości zupełnie dobra. Stary rutyniarz Kotlarczyk daje sobie z przeciwnikami ligowymi doskonale radę, odczuje to zapewne Gamaj. Legutko rozwija się coraz lepiej, a Lis jest bardzo poprawny. Obrona Szumilas(?) – Serafin nie gra imponująco ale skutecznie. Poczwara należy do lepszych naszych bramkarzy, aczkolwiek forma wykazuje częstokroć silne wahania. Warszawianka poprawiła się w porównaniu z początkiem sezonu jednak wciąż jeszcze nie może odnaleźć właściwego stylu. Posiada wiele chęci i ambicji, ale też i sporo niejasnych punktów. Trio defensywne i pomoc dają sobie na ogół radę, natomiast atak mocno kuleje. Nie potrafi należycie odciążyć obronnych formacji ani też związać sił przeciwnika. Gra raczej zrywami, których efekt zależy w wielkiej mierze od szczęścia.

Spodziewamy się, że Warszawianka dołoży starań, by zaprezentować się wreszcie publiczności warszawskiej z lepszej strony, niemniej jednak zadanie nie będzie łatwe.

Relacje prasowe

Przegląd Sportowy nr 49/1939, str. 2:

Niby gra ale bez treści.

90 minut sporu o piłkę Wisły z Warszawianką.

WARSZAWA, 18.VI, - Wisła – Warszawianka 1:0 (0:0). Bramkę zdobył Cholewa. Sędzia p. Chomyszyniec. Widzów ok. 2.800.

Wisła: Koczwara: Szumilas, Serafin: Kotlarczyk II, Legutko, Liszka: Giergiel, Cholewa, Artur, Gracz, Filek.

Warszawianka: Ketz: Martyna, Joksz: Socha, Hankiewicz, Hahn: Baran, Knioła, Pirych, Święcki, Gamaj.

- Nie wiedziałbym, co napisać o takim meczu – powiada nam jeden ze znanych dawnych graczy stołecznych w drodze powrotnej ze stadionu.

Niestety sprawozdawca nie jest w tak wygodnym położeniu, by mógł ograniczyć się do identycznie lakonicznej uwagi. W rzeczywistości należałoby recenzje zbyć jednym słowem - ,,zero”. To bowiem, co działo się w ciągu 90 minut było tak beztreściwe, że doprawdy nie zasługuje na głębsza analizę. Warszawianka – jak Warszawianka. Ostatecznie nie oczekujemy od niej nic specjalnego! Ale lokata, którą zajmuje Wisła do czegoś obowiązuje! Tym większy był też zawód.

Cóż bowiem z tego, że Wisła niby gra, niby kombinuję, że w polu widzi się kilka powiązanych ze sobą podań, że indywidualnie(?) technika zawodników znajduje się niby na wyższym szczeblu? Wszystko to razem go niczego nie prowadzi! Wisła nie tylko nie umie(?) wykorzystać swych walorów, ale gra bez polotu, bez werwy, że już po dwudziestu minutach tych ,,popisów” chciałoby się wprost nieprzystojnie zakląć.

Wisła niby się zmodernizowała. Łącznicy, a przede wszystkim Gracz stoją w tyle i utrzymują kontakt z pomocą. Są to jednak formy zewnętrzne, za którymi nie kryje się… nowoczesna treść. Widzi się więc ustawiczne krótkie passingi raczej w tył i wszerz, niż do przodu. A już broń Boże, nikt nie waży się na długi przerzut w poprzek z boiska czy też obsłużenie skrzydeł bezpośrednio z centrum napadu lub pomocy!

Legutko na środku pomocy jest zawodnikiem utalentowanym, trzeba mu jednak jak najszybciej wytłumaczyć, że naśladowanie metod Kotlarczyk I było dobre 10 lat temu. Dziś do obowiązków środka należy przerzucanie gry do przodu i tu przede wszystkim przy pomocy długich piłek, których Legutko zdaje się w zupełności nie uznaje! W tych warunkach ,,najnowocześniejszym” graczem pomocy krakowian był ,,stary” niezmordowany Kotlarz II. Liszka ograniczał się bowiem prawie wyłącznie do stopowania Barana.

Należałoby również wytłumaczyć Graczowi, że nie po to cofa się do tyłu, by wózkowaniem i równoległymi podaniami hamował tempo, by przez niepotrzebne zabawki tracił często piłkę. Gracz prezentował się gorzej, niż przed rokiem.

Nie przekonała nas również gra Artura, ani Cholewy, mimo efektownej bramki, zdobytej przykładowo głową. Nie możemy poza tym zrozumieć dlaczego, bądź co bądź doświadczeni zawodnicy, przez 45 minut kurczowo unikali wciągania w akcję skrzydeł, mimo, że każdorazowa interwencja a tej strony była zawsze dla przeciwnika niebezpieczniejsza, niż beznadziejne przesuwanie piłki środkiem. Ze skrzydłowych Giergiel grał gorzej, niż w swoim czasie w teamie Krakowa. Filek był lepszy i niebezpieczniejszy.

W obronie Szumilas nie budził wielkiego zaufania, wykopy były wprost złe. Przy ataku Warszawianki i to wystarczało, ale w innym wypadku… Serafin zasłużył na lepszą notę. Koczwara dobry, aczkolwiek wybiegi nasuwały zastrzeżenia.

Również Warszawianka korzystniej prezentowała się w dalszych liniach, niż w ataku. Ketz grał bez zarzutu, bramki nie zawinił. Martyna dawał sobie dobrze radę, podobnie jak Joksz, który pod koniec zaczął znów atakować nieczysto. Dla starych rutyniarzy nie było rzeczą trudną szachować(?) marudzących napastników przeciwnika.

Nieźle trzymała się pomoc, Hankiewicz pracował bardzo uczciwie, starał się dobrze podawać, Hahn i Socha na ogół zadowolili. Tragicznie wyglądała natomiast linia napadu, gdzie nie było ani jednego gracza, który zasługiwałby na przychylniejszą ocenę. Pirych i Święcki tracili głowę i piłkę w najważniejszych sytuacjach, nie o wiele lepiej powodziło się Kniole, mało pożytku przynosiły wysiłki. Gamaja i Barana, którego specjalnie pilnowano i… źle wyzyskiwano. Jak widać z powyższej krytyki nie było się czym zachwycać. Mimo że Warszawianka, biorąc rzecz ,,bezwzględnie” reprezentował klasę niższa, gra bynajmniej nie była jednostronna, poza krótkim okresem po zdobyciu bramki, w którym zdawało się, że Wisła wygra jak zechce. Na ogół akcje były zmienne i gospodarze mieli sporo okazji do uzyskania znacznie lepszego wyniku. Jedyna bramka padła w 13-ej min. po przerwie po rzucie z rogu. Piłkę Filka przejął na głowę Cholewa i skierował ją pewnie do bramki.

Sędzia p. Chomyszyniec miał sporo przeoczeń. Wiele kładziemy na karb(?) braku rutyny. (n.s.)


„Ilustrowany Kuryer Codzienny”

1939, nr 168 (20 VI)

Wisła—Warszawianko 1:0 (0:0)

Zawody przyniosły zwycięstwo drużynie niewątpliwie lepszej, dokładniej sobie podającej, bardziej zharmonizowanej, a przedewszystkiem uprawiającej football o wiele więcej dojrzały. Warszawianka zagrała wprawdzie znacznie lepiej, niż ostatnio z AKS-em, ale ustępowała przeciwnikowi pod względem wiadomości piłkarskich wyraźnie. Gospodarze przeciwstawili drużynie krakowskiej dużo szybkości, cały s z e r e g mało skoordynowanych, ale bardzo groźnych akcyj i wytrzymałość. Okazało się to jednak za mało do zwycięstwa. Inna rzecz, że już w pierwszej połowie Warszawianka przy większem szczęściu mogła zdobyć jakieś dwie bramki przewagi, a wtedy nie wiadomo, jak wypadłby cały mecz i jaki byłby jego końcowy wynik.

Wisła miała przedewszystkiem znacznie lepszy napad, zwłaszcza w grze w polu, przez co mogła nadawać ton całej grze. Pod bramką napastnicy Wisły gubili się zbyt często jak na czołowy zespół ligowy i wogóle niezwykle rzadko dochodzili do strzału. Nie zrobimy omyłki, jeśli powiemy, że pierwszej połowie napad Wisły oddał najwyżej dwa groźniejsze strzały na bramkę Warszawianki, podczas gdy Koc zwara znajdował się bardzo często w opresji.# W sumie jednak Warszawianka, mimo stworzenia kilku prawdziwie groźnych pozycyj pod bramką gości w pierwszej połowie meczu, nie zdołała przez całe 90 min. strzelić ani jednej bramki. Dowodzi to zatem również niezaradności. Ponieważ zatem oba napady pod bramką nie wykazały specjalnych umiejętności i uzdolnień, stąd tak nikły rezultat cyfrowy.

W drużynie Wisły na wyróżnienie zasługuje przedewszystkiem trójka obrony. Koczwara zaprezentował olbrzymią pewność u chwytu piłki i szybkość, reakcji obaj obrońcy pewność w wykopie i doskonałe ustawianie się. To wystarczyło na żywiołowe choć niemające myślowej podstawy akcje napadu Warszawianki. W linji pomocy ciągle jeszcze najlepszym jest Kotlarczyk, którego wzorowe podania wzbudzały zachwyt widowni. Środkowy Legutko również bardzo poprawny.

W napadzie drużyny krakowskiej Gracz jest chyba najbardziej wartościowym zawodnikiem, głównie dzięki szybkości ruchliwości i pracowitości, a druga lokata należy się Arturowi, dzięki jego nienagannej technice. Drugi łącznik Cholewa popisał się pięknie strzeloną bramką i rozumną grą w polu. Obaj skrzydłowi nie mieli specjalnie jaśniejszych momentów. W Warszawiance zobaczyliśmy znów skład znacznie zmieniony.

Hogendorfa kontuzjowanego niedawno, zastąpił z powodzeniem na środku pomocy młody Hankiewicz. Na bocznej za gra ł Hahn, którego jednak nie należy identyfikować z dawnym graczem tego klubu, obaj spełnili swe zadanie, podobnie jak i Sochan na prawej pomocy. W obronie po dłuższej przerwie zobaczyliśmy znów Martynę, nagra ł on bardzo dobry mecz, popisując się zmów pewnym oswobadzającym wykopem, i niezłym startem. Joksz również zadowolił, podobnie jak i Ketz w bramce, który właściwie żadnego błędu nie popełnił.

Linja ataku Warszawianki grała właściwe bardzo słabo, choć często znajdowała się pod bramką. Ruchliwy i groźny Baran tym razem był wykorzystany, a ponadto dokładnie „przykryty” przez przeciwnika. Drugi skrzydłowy Gamaj, popisał się tylko parę razy w pierwszej połowie. W trójce najlepszym był Knioła. Święcki poza pracowitością niczem się nie zadeklarował. Pirych zaś nie bardzo nadaje się na kierownika napadu drużyny ligowe J. Przebieg zawodów.

W pierwszej połowie gra dosyć żywa i ciekawa. Warszawianka operuje głównie skrzydłami a Wisła środkiem. Do strzałów częściej dochodzą gospodarze. Do zanotowania mamy dwie poprzeczki Knioły i Gracza. Warszawianka marnuje dwie niemal pewne pozycje, wypracowane przez Barana. P o przerwie w 12 min. Cholewa po rzucie z rogu, bitym z lewej strony, zdobywa głową pięknym strzałem jedyną bramkę dnia.

Gra do samego końca żywo i obustronnie wyrównana, ale już bez zmiany wyniku. Sędziował p. Chomyszyniec ze Stryja.

Widzów 2500.