1945.07.15 Wisła Kraków – Cracovia 1:2

Z Historia Wisły

1945.07.15, mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły, 18:00
Wisła Kraków 1:2 (1:2) Cracovia
widzów: 18.000
sędzia: Zacharczenko
Bramki
Wiktor Cholewa 6'


1:0
1:1
1:2

16’ Pawlik
36’ Korbas
Wisła Kraków
Jerzy Jurowicz
Michał Filek
Władysław Filek
Jan Wapiennik
Tadeusz Legutko
Tadeusz Kubik
Władysław Giergiel
Wiktor Cholewa
Mieczysław Gracz
Artur Woźniak
Kazimierz Cisowski

trener:
Cracovia
Hymczak
Gędłek
Górecki
Jabłoński I
Parpan II
Jabłoński II
Pawlik
Biernacik
Korbas (Zbroja)
Szeliga
Henryk Bobula

trener:
Rogi: 4:11

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

15.07 niedziela 18:00 na b. Wisły mecz z Cracovią. Do tej pory Wisła nie przegrała żadnego spotkania.

"Start" z 1945.07.16

Niepokonana dotąd Wisła ulega na własnym boisku, wspaniale grającej Cracovii 1:2. Pomoc biało-czerwonych z doskonałym środkowym, Parpanem, decyduje o zwycięstwie. Bramki strzelili: Pawlik i Korbas dla Cracovii, a Cholewa dla Wisły. Mecz oglądało 18.000 widzów.

Okazało się, że stadion Wisły, może pomieścić jeszcze więcej widzów, aniżeli zebrało się ich na finałowym meczu pucharowym Wisła-Garbarnia. Tym razem bowiem wchłonął on w siebie ponad 18.000 zwolenników footballu, dla których mecz Cracovia—Wisła, uświęcony tradycją czterdziestu lat. Jest przeżyciem, o jakim myśli się i mówi na długo przed — jak i po zawodach. I bez względu na to, jakie będzie oblicze drużyn, jaką będzie ich forma i o jaką stawkę będzie szła gra — „święta wojna" starych rywali rozpali do białości temperaturę widowni wśród której nie ma wtedy „neutralnych". Są zwolennicy jednej czy drugiej drużyny, dający znać o sobie głośnym wiwatowaniem w chwili zdobycia bramki przez ich „pupilów" i z dumną wyniosłością spoglądający wówczas na obóz przeciwny. W meczu dzisiejszym wiwatować zaczęli zwolennicy Wisły — a rozpromienieni' triumfem białoczerwonych opuścili boisko zwolennicy Cracovii.

Triumf Cracovii Jest w istocie wielkim, jeśli się zważy, jaki respekt u przeciwnika wzbudzić musiała Wisła, która nie przegrała w bieżącym sezonie żadnego spotkania, wykazała na poprzednich zawodach wspaniałą formę, stanowiła trzon reprezentacji Krakowa we wszystkich rozegranych w bieżącym roku spotkaniach międzymiastowych i... miała wielki handicap w postaci własnego boiska.

Cracovia udowodniła znów dziś, że poziom, jaki zademonstrowała na meczu przeciw bytomskiej Polonii, nie był dziełem przypadku, lecz wynikiem zespolenia drużyny, w której młodzi, ambitni, a utalentowani zawodnicy u boku rutynowanych kolegów wnoszą do gry te elementy, które zadecydować mogą o klasie. Mecz dzisiejszy jako jeden z najpiękniejszych rozdziałów, które przejdą do historii Cracovii, stanowił będzie słuszny powód do dumy zarówno dla drużyny jak i kierownictwa klubu, a potwierdził przytym słuszność starej maksymy, że piłka jest okrągła i nie ma w niej „pewniaków". Ambicję, ofiarnością i zdecydowaną wolę zwycięstwa pokonała dziś Cracovia przeciwnika, którego „hegemonia" w piłce nożnej w ostatnich sześciu latach zdawała się być bezsporną.

Białoczerwoni dwoili się dziś i troili na boisku; nie było dla nich straconych, beznadziejnych piłek, nie było przeciwników, przed którymi respekt mógłby odebrać wiarę we własne siły. To oni raczej zmusili do respektu i zepchnęli — zwłaszcza w drugiej połowie zawodów — gospodarzy do defensywy, zjednując sobie podziw i uznanie widowni. I — o ile Cracovia oczarowała publiczność — o tyle Wisła rozczarowała. Jak u białoczerwonych wszystko się zazębiało — tak w drużynie Wisły wszystko nagle się rozkleiło. Bo też jak z jednej strony duszą drużyny był najlepszy zawodnik na boisku, środkowy pomocnik Cracovii, Parpan — tak z drugiej strony w środkowym pomocniku Wisła miała najsłabszego gracza. „Wszędobylski" Parpan wiązał w harmonijną całość wszystkie, zarówno ofensywne, jak i defensywne poczynania swego zespołu; szybki, zdecydowany doskonale plasujący do ataku, grający głową i z głowę, był zawsze na czas na własnym polu karnym jak i przed polem karnym przeciwnika. Jego vis a vis nie tylko jemu, ale i pozostałym ustępował o klasę; dopóki boczni mieli na tyle sił, by pomóc mu w środku, luka, stworzona b. słabą grą Legutki nie była widoczną — kiedy jednak i skrajnym sił zabrakło, mogło łatwo skończyć się katastrofą. W porę jednali „rozkręcił się" Filek I — a i Jurowicz nie popełnił w drugiej połowie żadnego błędu, mimo że trening, jaki podyktowali mu w tym czasie napastnicy Cracovii, według sposobności do interwencji z dotychczasowych zawodów, wystarczyć może za kilka meczów.

Drugim najjaśniejszym punktem Cracovii był Gędłek; dawał on sobie łatwo radę z napastnikami Wisły, a sposób, w jaki „zablokował" najgroźniejszego napastnika Wisły, Gracza, zasługuje na najwyższą pochwałę. Poza tym na pochwałę zasługuje cała, bez wyjątku drużyna Cracovii i wymienić któregoś przed innymi byłoby niesprawiedliwością wobec drugich. Stwierdzić tylko trzeba, że najgroźniejsza dwójka; Szeliga-Bobula ma obecnie poważnych konkurentów w dwójce Biernacik-Pawlik po przeciwnej stronie napadu, — a zarówno Korbas jak i Zbroja wiązali poczynania całej piątki w mądrą, skuteczne i b. często piękne dla oka całość, me zapominając nigdy o celu tych poczynań: o celnym — choćby nawet i zdaleka strzale. Młodszy Jabłoński dorównuje już niemal bratu, a partner Gędłka w obronie poprawia się z meczu na mecz. Hymczak bronił doskonale i z pełnym poświęceniem.

Aby wyczerpać sumę pochwał pod adresem Cracovii z wielkim uznaniem i radością trzeba podnieść, niestety tak rzadko na naszych boiskach spotykany fakt, zarówno sportowego, jak i dżentelmeńskiego zachowania się kapitana Cracovii, Szeligi: oto, kiedy w 22 minucie po przerwie sędzia mylnie zasądził rzut wolny przeciw Cracovii i zawodnicy tajże remonstrowali przeciw zarządzeniu sędziego, wówczas Szeliga ruchem ręki nakazał partnerom powrót na stanowiska, a skłoniwszy się przed sędzią - uznał słuszność jego decyzji.

Drużyna Cracovii może być dumną z wyboru kapitana.

Ocenę zawodników Wisły zawiera już jedno powiedziane poprzednio słowo: rozczarowali. Jurowicz ma właściwie obie bramki na sumieniu: przy pierwszej robinsonował prostopadle do kierunku biegu piłki — przy drugiej wypuścił piłkę z rąk. Obronił jednak szereg groźnych strzałów, a parada strzału Zbroji na słupek była pierwszorzędnej marki.

Obaj bracia Filkowie popełniali tak rażące błędy taktyczne, jakich wstydzić mogą się nowicjusze. Młodszy "skiksował" przytym parę razy niebezpiecznie.

Skrajni pomocnicy, gdyż o środkowym już pisałem, — mieli bardzo „ciężki żywot", mając przeciw sobie zdecydowanie szybszych napastników Cracovii.

O grze napadu Wisły powiedzieć można krótko, że poza kilkoma minutami, w których padła bramka, napastnicy czerwonych nie tylko nie uzyskali drugiej bramki, lecz nie stworzyli nawet szans na jej uzyskanie. Oczywiście najsłabszym był tu — jak zwykle, Cisowski — a reszta... dostroiła do niego.

Przebieg gry:

Po ceremoniach powitalnych, w czasie których przemawiali kpt. Bober im. Wisły i dr Moroz im. Cracovii oraz kpt. P. Z. P. N., H. Reyman — i po wręczeniu sobie nawzajem kwiatów przez kierowników sekcyj obu klubów, drużyny ustawiły się w następujących składach: Cracovia: Hymczak; Gędłek, Górecki; Jabłoński I, Parpan, Jabłoński II, Bobuła, Szeliga, Korbas, (po przerwie Zbroja), Biernacik, Pawlik. Wista: Jurowicz; Filek I, Filek II, Kubik, Legutko, Wapiennik, Cisowski, Artur, Gracz, Cholewa, Giergiel Grę rozpoczyna Wisła (przeciw słońcu) o przeprowadza atak prawą stroną: centrę Giergiela przejmuje jednak Gędłek i odbija piłkę w pole; następny atak Wisły lewą stroną kończy się złym podaniem Artura do Cisowskiego. Trzeci atak Wisły przynosi już jej pierwszy róg – niewykorzystany, podobnie jak i drugi w trzy minuty później.

Pierwszy groźny strzał na bramkę Cracovii oddaje Legutko – Hymczak jednak jest na stanowisku. W 6 minucie popełnia Parpan – jedyny zresztą w ciągu całego meczu błąd: zwleka z oddaniem piłki i w pobliżu własnego pola karnego próbuje „objechać” przeciwnika, co kończy się jednak utratą piłki, którą otrzymuje Gracz, - wystawia Cholewę, który z bliskiej odległości strzela ponad rzucającym się mu pod nogi Hymczakiem.

Wisła prowadzi 1:0

Odpowiedź Cracovii przynosi daleki strzał Szeligi, obroniony przez Jurowicza (8 min.); w następnej minucie „urywa się” brzydko Bobula na polu karnym Wisły – a w chwilę potem czyni to samo Biernacki. W tym okresie tempo gdy – mimo upału – jest szalone, a akcje przenoszą się z jednej bramki pod drugą. W 11 minucie wstrzymuje sędzia urojonym spalonym piękny atak Cracovii – a w dwie minuty później broni Jurowicz wybiegiem w groźnej sytuacji. W 14 min. Artur wystawia Cisowskiego, który podaje do środka; Hymczak rzuca się jednak ofiarnie pod nogi Cholewy i zabiera piłkę. W następnej minucie psuje znów Cisowski dobre podanie Gracza, który w chwilę potem decyduje się na przebój, jednak Parpan i Gędłek stają mu na drodze. Po przeciwnej stronie dokładnie mierzone centry Pawlika nie znajdują wykonawców (Szeliga pracuje w tyle). W 17 minucie odbiera Jabłoński pikę Cholewie, podaje do Bobuli, który rwie do przodu i centruje półgórnie; Jurowicz robinsonując do przodu, nie dosięga piłki, którą Pawlik lokuje w pustej bramce

1:1

Zaanimowana sukcesem Cracovia atakuje gwałtownie i uzyskuje kilkuminutową przewagę. W 21 minucie Hymczak robinsonując, kieruje na róg wspaniały strzał Artura, a w następnej minucie wyłapuje daleki strzał Gracza. W 24 min. przeocza sędzia offside – ale Pawlik strzela obok wybiegającego Jurowicza w aut. Następne minuty przynoszą dwa rogi dla Cracovii – a riposta Wisły kończy się spalonym Cholewy. W 29 minucie zawinia Filek rzut wolny; bije go Parpan, a odbitą piłkę otrzymuje Jabłoński i strzela na bramkę Wisły, uzyskując dalszy korner. W 31 minucie po pięknej kombinacji: Korbas-Biernacik-Pawlik centruje skrzydłowy Cracovii do środka, a daleka „bomba” Korbasa przechodzi nad poprzeczką. W trzy minuty później daleką bombę Pawlika piąstkuje Jurowicz w pole – piłkę otrzymuje Bobula, przechodzi z nią ze skrzydła do środka, lecz tu Filek II zamyka mu drogę. Kontratak Wisły kończy się strzałem Artura, obronionym przez Hymczaka.

W 36 minucie broni Jurowicz wybiegiem – wypuszcza jednak piłkę z rąk, którą nadbiegający Korbas skierowuje do siatki.

Cracovia prowadzi 2:1

Gra staje się nerwowa. W tym okresie obrońcy Wisły „tracą głowę” i pozwalają napastnikom Cracovii „obgrywać się” dowolnie. Tuż przed przerwą ucieczka Artura kończy się dobrą centrą do środka, lecz Hymczak „zbiera” piłkę z głowy Cholewy.

Już pierwsze minuty po przerwie zapowiadają przewagę Cracovii, która atakuje głównie skrzydłami. Sporadyczne ataki Wisły w tym okresie likwiduje doskonale usposobiony Gędłek, którego akcje nagradzane bywają oklaskami. Wisły uzyskuje w tym okresie rzut wolny (za faul na Arturze), bity przez Giergiela, a obroniony przez Hymczaka. Przewaga Cracovii uwidacznia się w miarę, jak skrajni pomocnicy wyczerpani ze sił nie mogą sobie dać rady z groźnymi przebojami skrzydłowych Cracovii. W tym okresie Jurowicz ma „pełne ręce” roboty. W 16 minucie broni on w pięknym stylu strzał Zbroi, a później kilkakrotnie rzuca się w pełnym poświęceniu pod nogi napastników Cracovii. Wyrazem przewagi Cracovii w tym okresie są liczne zdobyte rogi; po jednym z nich popisuje się Zbroja b. efektownym – jednak bezskutecznym „majstersztykiem”.

Wisła próbuje tymczasem przegrupowań w linii ataku. I tak: Cholewa przechodzi na środek, a Gracz na prawego łącznika – później znów Cholewa gra na lewym skrzydle, Cisowski na lewym łączniku, a Artur w środku. Zmiany te nie przynoszą jednak pożądanego rezultatu. Cracovia przeważa nadal i utrzymuje swą przewagę do końca; przewaga ta wyraża się w sumie 11 zdobytych kornerów prze 4 straconych w ciągu całego meczu.

Z b. trudnego zadania – poza wymienionymi 3-ma błędami – sędzia inż. Zacharczenko wywiązał się zupełnie dobrze.

W przedmeczach juniorzy II Cracovii pokonali kolegów z Wisły 4:0 – a starsi ich koledzy pomścili porażkę, bijąc pierwszą drużynę juniorów Cracovii 6:0 (3:0). Sędzia ob. Dyras dał lekcję poglądową, jak najbardziej można krzywdzić drużyny, dyktując rzuty karne.

"Dziennik Polski" nr 160 z 1945.07.17

http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=12686

obszerna relacja z derbów 2:1 (2:1) Hymczak-Gędłek, Górecki-Jabłoński I, Parpan II, Jabłoński II-Pawlik, Biernacik, Korbas (Zbroja), Szeliga, Bobula.

Jurowicz-Filkowie-Wapiennik, „Legutko, /Kubik- Giergiel, Cholewa, Gracz, Artur, Cisowski. S. Zacharczenko. 18.000. 6’ Cholewa, 16’ Pawlik, 36’ Korbas. 11:4 w rogach dla Cracovii.

"Przegląd Sportowy" z 1945.07.19

18.000 Widzów na boisku Wisły oklaskuje zwycięstwo Cracovii 2:1

(od własnego korespodenta) Kraków 15.7 Cracovia-Wisła 2:1 (2:1) W obecności 18 tysięcy widzów rozegrano na stadionie Wisły zawody starych rywali Cracovii i Wisły zakończyły się zasłużonym zwycięstwem Cracovii 2:1, przy czym wynik ustalono już do przerwy. Wisła która nie przegrała w bież. sezonie ani jednego meczu i była w czasie okupacji najsilniejszą drużyną krakowską uległa przeciwnikowi górującemu nad nią szybkością, ambicją i ofiarnością. Zawodnicy Cracovii wygrywali każdy niemal pojedynek z przeciwnikiem, który grał w dniu tym o wiele słabiej, niż we wszystkich dotychczasowych zawodach. Dotyczy to głównie trójki obronnej (Jurowicz i bracia Filkowie) środkowego pomocnika Legutki oraz napastników Gracza, Gergiela i Cholewy. W Cracovii zaś pomoc a zwłaszcza środkowy Parpan, była najlepszą częścią drużyny i rozstrzygnęła o zwycięstwie. Atak Cracovii zaimponował żywiołowym ciągiem na bramkę oraz ilością celnych, groźnych strzałów które zwłaszcza w drugiej połowie obronił w pięknym stylu bramkarz Wisły. Z trójki obronnej Cracovii ponad poziom wybijał się prawy obrońca Gędlek gracz wysokiej klasy. Przebieg meczu był następujący: Pierwsze minuty należą do Wisły. Gości ona często na polu karnym Cracovii i zaznacza swą przewagę dwoma rogami. Po jedynm z nich Parpan zwlekając z oddaniem piłki, traci ją na korzyść Gracza. Ten momentalnie wypuszcza Cholewę, którzy strzela z bliskiej odległości pierwszą bramkę dla Wisły powitaną przez zwolenników "czerwonych" burzą oklasków. Niezrażona Cracovia opanowuje zwolna pole gry i przeprowadza szereg groźnych ataków zakończonych strzałem Bobuli, Korbasa i Pawlika. Stają się one łupem bramkarza lub mijają cel o centrymetry. W 7-mej min. uzyskuje Cracovia wyrównanie ze strzału Pawlika po centrze Bobuli. Bramkarz Jurowicz źle wybiegł i źle interweniował. Podniecona sukcesem drużyna biało-czerwonych spycha gospodarza do defensywy. Pięknymi atakami doprowadza w 36-ej min. do uzyskania zwycięskiej bramki, której strzelcem jest Korbas. Wobec doskonałej gry Cracovii, Wisła nie może powiązać swoich akcji i aż do przerwy broni się przed groźnie następującym przeciwnikiem. Po przerwie Cracovia panuje niepodzielnie na boisku. Nie wyzyskuje kilku rogów. Tempo chwilami błyskawiczne opada pod koniec zawodów. Wisła przegrupowuje linię napadu, lecz bez widocznego efektu, gdyż defensywa Cracovii nie daje się pobić. Tak więc po 6 latach odniosła Cracovia pierwsze zwycięstwo nad Wisłą i to na jej własnym boisku. Sędziował ob. Zacharczenko.


Galeria

Wspomnienia

Jerzy Jurowicz

W spotkaniach towarzyskich Wisła kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa. Pierwszej porażki doznaliśmy dopiero 15 lipca w derbach z Cracovią, której ulegliśmy 1:2. W drużynie naszej wystąpił wówczas po raz pierwszy po kilkuletniej przerwie Artur, który okres wojny przeżył w faszystowskich obozach koncentracyjnych. Okupacja pozostawiła na nim niezatarte ślady, ale mimo to Artur zadziwiał swą ruchliwością i wniósł do gry elementy, które zjednały mu już od kilkunastu lat sławę na wszystkich boiskach Polski.

Po przegranej z Cracovią nie było jednakże czasu na żale i lamenty. W kilkanaście dni później lotem błyskawicy obiegła Kraków wieść: przyjeżdżają piłkarze Sleskiej Ostravy. Nasz mecz z Czechosłowakami miał być pierwszym po wojnie międzynarodowym spotkaniem w Polsce.


Źródło: Jerzy Jurowicz, Pamiętniki