1945.07.29 Wisła Kraków - Slavia Moravska Ostrava 2:4

Z Historia Wisły

1945.07.29, mecz towarzyski, Kraków, Stadion Wisły, 18:00
Wisła Kraków 2:4 (2:2) Slavia Moravska Ostrava
widzów: 15.000
sędzia: Giergiel
Bramki
Mieczysław Gracz (k) 5'

Kazimierz Cisowski 27'



1:0
1:1
2:1
2:2
2:3
2:4

25' Blaciasky

41’ Bouzek
77’ Bouzek
73’ Radimec
Wisła Kraków
Jerzy Jurowicz
Michał Filek
Władysław Filek
Jan Wapiennik
Tadeusz Legutko
Tadeusz Kubik
Eugeniusz Wandas
Józef Kohut
Mieczysław Gracz
Wiktor Cholewa
Kazimierz Cisowski

trener:
Slavia Moravska Ostrava
Schaefer
Maryncak
Foldyna
Vnenk
Radinec
Kristek
Cerveny
Blanicky
Bonzek
Krizak
Pacolka
Rogi: 7:5

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Spis treści

Relacje prasowe

"Dziennik Polski" nr 171 z 1945.07.28

29 Wisła gra „pierwsze międzynarodowe zawody” z SK Morawska Ostrawa o godz. 18:00 na b. Wisły

"Start" z 1945.07.30

Niech żyje sport czeski
Po raz pierwszy w nowej odrodzonej Polsce gościł Kraków sportowców czeskich. Fakt ten witamy z niekłamaną radością, mimo, a może właśnie dlatego, że stosunki polityczne pomiędzy Polska a Czechosłowacją nie układają się tak. jakby tego sobie życzyły demokracje obu krajów. … Pamiętamy doskonale rozmowę, jaką prowadził z nami, kierownikami ekipy polskiej w r. 1927 na Olimpiadzie robotniczej w Pradze, ówczesny minister spraw zagranicznych prezydent Benesz. Przytaczamy dosłownie zdanie przez niego wypowiedziane: „Niech pan pozdrowi po powrocie Polskę, niech pan powie, że oba narody: polski i czeski, jako narody słowiańskie powinny żyć ze sobą jak najserdeczniej, gdyż interes i bezpieczeństwo obu tych krajów tego wymagaj". A następnego dnia prezydent Massaryk na przyjęciu powtórzył mniej więcej te same słowa: „Nie zapomnimy nigdy tego wspaniałego pochodu sportowców Europy, jaki z okazji Olimpiady i święta narodowego czeskiego, ku czci Hussa, przesuwał się przez kilka godzin ulicami Pragi". Kiedy zbliżała się do trybuny, na której przyjmowali defiladę przedstawiciele władz państwowych. grupa polska, tłumy, znajdujące się w gęstych szpalerach ulicznych, gorąco, entuzjastycznie wiwatowały na cześć Polski. Na głowy maszerujących Polaków sypały się kwiaty, i wołano bez przerwy: „Niech żyje Polska!" Tak reagowały masy ludzi, masy demokratyczne na widok polskich biało-czerwonych sztandarów. Potem niestety stosunki się zepsuły. …

Miłośnicy pięknego footbalu mieli wczoraj nielada biesiadą; zawdzięczają ją pierwszemu, po długich latach, występowi piłkarzy czeskich w Krakowie. „Morawska" — jak głosiły afisze — a właściwie Slęzasa Ostrowa, klub cieszący się dobrą sławą przed wojną, ma nadal w sporcie nie tylko czeskim zresztą, dobrą swą marką. Ostatnie jego wyniki w t. zw. pucharze „Odrodzenia", w którym między 14 klubami czeskimi ze Spartą (zdobywcą pucharu) i Slavią praską na czele uplasował się na 6-tym miejscu, ulegając Sparcie na jej boisku po zażartej grze, w której losy ważyły się do ostatniej chwili 5:6 — mają swoją wymowę. I rzeczywiście, piłkarze czescy pokazali wczoraj na czym polega footbal pierwsze klasy i na rozumnej, zespołowej, popartej doskonałym wyrobieniem technicznym grze jedynastki, w której akcje ofensywne należy nieraz wiązać już od własnego pola karnego, wciągając w nie zarówno pomocników jak i obrońców. Przewyższali oni przytym piłkarzy naszych startem tą ekonomią ruchów, wynikającą z doskonałego ustawienia się, , z bezbłędnego krycia i idealnego wprost wybiegania na pozycje. Ich dokładne precyzyjne podania trafiały zawsze do „adresata" i stosowali przytym często taktykę „trójkątów" tj. podań między skrzydłowym pomocnikiem i łącznikiem. Ich skrzydłowi dali naszym piłkarzom lekcję jak należy przyjmować piłkę podaną od tyłu, by z miejsca przejść do ataku i jak należy w biegu centrować. Miękkie ich dośrodkowania padały zawsze pod nogi łącznika z przeciwnej strony, a wyrównujące bramki, przed przerwą padły po takich szkolnych powiedzieć można zagraniach: centrą prawoskrzydłowego umieścił w siatce Wisły lewy łącznik, a centrę lewoskrzydłowego prawy łącznik. Z pośród doskonałego zespołu gości na pierwszym planie wymienić trzeba znakomitego bramkarza Schafera. Sposób, z jakim obronił szereg piłek, oraz jego wspaniale robinzonady nieraz na kilka metrów wprzód, znamionowały talent t klasę. Patrząc na grę obrońców można było odnieść miejscami wrażenie, jak gdyby grali trochę nonszalancko nie była to jednak nonszalancja, lecz byle to rozsądna taktyka rutynowanych graczy — długość wykopów zaś zależną zawsze byle od odległości, w jakiej znajdował się własny partner. Gra pomocy uzasadniła w sposób namacalny wprost nazwę tej linii drużyny, trójka: Vnenk, Radlmec, Kristek pomagała obrońcom na własnym polu bramkowym, rozbijała ataki przeciwnika i pomagała własnym napastnikom dostarczając im niezliczonej ilości doskonałych piłek. O grze napadu drużyny czeskiej mówić można tylko w superlatywach; misterna, koronkowa robota wewnętrznej trójki, wspaniałe biegi i dośrodkowania skrzydłowych, strzał z każdej pozycji i odległości oto zalety jakie rzadko widziało się na naszych boiskach nawet w czasach, gdy przeciwnikami naszych zespołów ligowych były słynne zespoły zagraniczne ze słynną angielską Chelseą na czele. Wisła grając przeciw takiemu przeciwnikowi wzniosła się na najwyższy poziom, a jeśli idzie o ambicję i ofiarność, przewyższyła nimi gości. Kondycyjnie wypadli również Wiślacy bez zarzutu i wytrzymali do końca tempo gry, a atakując do końca mogli nawet w ostatnich minutach poprawić swój stan posiadania. Jurowicz, mimo czterech puszczonych bramek, zasłużył na szczere pochwały; wspaniałą była zwłaszcza obrona strzału lewego łącznika w 30 min. po przerwie, którą widownia nagrodziła długo niemilknącymi oklaskami: Obaj obrońcy — mimo nawału pracy — ale popełnili tym razem żadnego poważniejszego błędu; nie mogli jednak długi czas po przerwie zdobyć się na oswabadzający wykop (nie „asekurują" nadto przy rzutach z rogu linii bramkowej). Miłą niespodzianką była tym razem gra pomocy, a zwłaszcza środkowego. Musi jednak popracować nad dokładnością podań i po utracie piłki szybciej zdążać pod własną bramkę. W napadzie Wisły pojawił się nowy zawodnik na lewym łączniku (były gracz Nadwiślanu) Kohut. Niewątpliwie będzie on cennym nabytkiem dla drużyny czerwonych; zdradza bowiem istotne walory napastnika, jak ciąg na bramkę i chęć strzału. Wandas na lewym skrzydle przewyższył o wiele Cisowskiego, któremu nie pomogło przesunięcie na prawą stronę, Bardzo słabo grał tym razem Cholewa, który zaprzepaścił moc piłek, wypracowanych przez Gracza, najgroźniejszego z całej piątki. Skład drużyn. Slezka Ostrawa: Schaefer, Maryncak, Foldyna — Vnenk, Radinec, Kristek — Cerveny, Blanicky, Bonzek, Krizak, Pacolka Wisła: Jurowicz — Filek I i II – Kubik, Legutko, Wapiennik – Cisowski, Cholewa, Gracz, Kohut, Wandas. Stadion Wisły jak zwykle wypełniony po brzegi. W loży honorowej zasiedli: poseł czechosłowacki Dr Hejret, wojewoda krakowski mgr Ostrowski, wiceminister kultury i sztuki Kruczkowski, konsul czeski Wessely, przedstawiaciele Armii Czerwonej z majorem Niemirowskim na czele, przewodniczący Wojewódzkiego Komitetu Sportowego red. M. Statter. przedstawiciele Partyj, Związków Zawodowych. Na boisko wbiega jedynastka czeskich piłkarzy; prowadzi chłopiec ze sztandarem i czeskich barwach narodowych. Jedynastka wita publiczność, która to powitanie przyjmują długo aplauzem. Orkiestra gra hymn czeski. Stadion zamiera w bezruchu; obnażają się głowy — żołnierskie ręce wędrują ku daszkom czapek. Za chwilą burza oklasków towarzyszy wbiegającym na bosko zawodnikom Wisły. Płynie, najmilsza uszom naszym muzyka: „Jeszcze Polska nie zginęła" — prężą się postacie w granatowych i czerwonych koszulkach na boisku, wyprostowały się szeregi wokół boiska. Nim gwizdek sędziego rozpocznie zawody, wchodzą na boisko przedstawiciele T. S. Wisły z dyr. Orzelskim na czele i witają gości, wręczając im piękny proporzec z emblematem Wisły. Gwizdek sędziego; losowanie. Wisła gra z wiatrem i ze słońcem. Pierwsze minuty upływają na wzajemnych atakach, które dochodzą do linii pola karnego, gdzie obrońcy z powodzeniem interweniują. W czasie takiejinterwencji w 5-tej minucie piłka dotyka ręki Boldyny; sędzia zbyt pochopnie dyktuje rzut karny, który Gracz zamienia na pierwszą bramkę dla swych barw.
Wisła prowadzi 1:0.
Czesi odpowiadają atakiem prawą stroną i strzałem środkowego napastnika przechodzącym ponad bramką. Następne ataki Czechów wstrzymują bracia Filkowie i po przeciwnej stronie słaby, strzał Cholewy i główkę Kohuta wyłapuje Schafer. W 9 min. zdobywają Czesi pierwszy rzut rożny, po którym zdaleka strzela środkowy pomocnik na bramkę Wisły; w następnej minucie broni Jurowicz wybiegiem, udaremniając prawemu łącznikowi strzał z bliskiej odległości. W 14 min. zawiniają Czesi rzut wolny; silny niski strzał Filka II idzie tuż obok bramki. Za chwilę rzut wolny do Wisły, bity przez środkowego pomocnika daje Jurowiczowi możność popisania się pięknym stylem obrony. W 19 minucie po kombinacji Cholewa—Gracz- Kohut strzela ten ostatni tuż nad poprzeczką, a w następnej minucie przebój środkowego napastnika Wisły i strzał z trudnej pozycji broni bramkarz gości. Skrajni pomocnicy Wisły nie mogą sobie w tym okresie poradzić z szybkimi i doskonałymi technicznie skrzydłowymi przeciwnika, którzy raz po raz zapędzają się pod bramkę Wisły i zmuszają Jurowicza do częstych interwencyj. Jeden z ataków wstrzymuje nadto sędzia urojonym spalonym. 26 minuta przynosi groźny moment pod bramką czeską; po wybiegu bramkarza strzela Wandas do pustej bramki, jednak wyrosły spod ziemi obrońca odbija piłkę z linii. Następny atak Wisły kończy się faulem środkowego pomocnika na przedpolu karnym, w obronie dobrze mierzonego strzału Gracza pomaga Schaferowi poprzeczka. W 27 minucie zdobywa Wisła pierwszy korner, który Wandas bije w aut. 28 minuta przynosi gościom wyrównanie: środkowy napastnik wysyła w bój prawoskrzydłowego, który przechodzi pomocnika Wisły i centruje do środka a nadbiegający lewy łącznik strzela półgórnie w sam róg.
1:1.
Zaraz w następne minucie broni Jurowicz silny, daleki strzał lewego łącznika, lecz wypuszcza piłkę z rąk. którą zdobywa prawoskrzydłowy, podaje wzdłuż linii bramkowej, skąd z trudem odbija ją w pole Filek I, podaje do Gracza, ten wysyła do Wandasa, którego centrę przejmuje Cholewa i strzela. Bramkarz czeski robinsonując podbija piłkę w górę na linii bramkowej, a nadbiegający Cisowski umieszcza ją głową w siatce. Wisła prowadzi po raz drugi. Ataki Czechów stają się coraz groźniejsze, obaj obrońcy Wisły i bramkarz ratują kilkakrotnie w groźnych sytuacjach podbramkowych, nie mogą jednak przeszkodzić, gdy po centrze lewoskrzydłowego prawy łącznik strzela w 41 min. gry mimo rozpaczliwej interwencji Jurowicza wyrównującą bramkę.
2:2
Po przerwie już pierwsze minuty dają nam poznać możliwości Czechów kilka doskonałych zagrań skrzydłowych i łączników, popartych dalekimi, skutecznymi strzałami — obronionymi zresztą przez Jurowicza, to taka maleńka próbka repertuaru, który demonstrować nam będą przez pozostałe 45min. gry. Wisła nie będzie dłużna gościom i walczyć będzie do końca, zadziwiając dobrym przygotowaniem kondycyjnym, wtedy mecz w żywym barwnym kalejdoskopie zmiennych akcyj do końca trzymał będzie w napięciu widzów. W 5 min. broni Jurowicz w pięknym stylu silny strzał z wolnego — odbitą piłką dostaje Gracz — idzie z nią na przebój i strzela... tuż obok słupka. W chwilę po tym silny strzał Cholewy broni bramkarz czeski, a po przeciwnej stronie wybieg Jurowicza wyjaśnia groźną sytuację pod bramką miejscowych. Czesi forsują swe lotne i groźne skrzydła — w Wiśle Gracz i Kohut raz po raz inicjują przeboje. W 20 min. prowadzi Kohut piłkę od środka, mija z nią pomocnika, obrońcę i strzela wspaniale; bramkarz czeski broni jednak kapitalnie. Jurowiczowi znów przychodzi z pomocą poprzeczka w obronie dalekiego strzału prawego łącznika. Dopingowana przez widownię, która bierze żywy udział w grze, zwiększa Wisła tempo i gości przez kilka minut na polu karnym Czechów; zdawało się nawet, że w tym okresie zdobędą czerwoni zwycięską bramkę, gdy w 26 min. silny i doskonale mierzony strzał Gracza broni bramkarz robinzonadą, a nadbiegający Cholewa... strzela obok bramki. Powoli słabnie nacisk Wisły i goście dochodzą do głosu, lewy ich łącznik popisuje się pięknym przebojem i strzałem z dalekiej odległości, który Jurowiez wspaniale paruje, 32 minuta przynosi Czechom trzecia bramkę. Po rzucie rożnym środkowy pomocnik Czechów „lobuje" z olimpijskim spokojem piłkę ponad głowami obrońców i bramkarza, ustawionych na linii bramkowej, piłkę w siatce Wisły, Slezska Ostrawa prowadzi 3:2. Już w następnej minucie daleki strzał prawego łącznika broni trudną robinzonadą Jurowicz, lecz nie kryty przez obrońców musi przepuścić do siatki „odbicie" lewego łącznika.
Jest 4:2.
Wisła zrywa się znów do ataku, lecz poza nowymi rogami, którymi przez cały ciąg meczu zaznaczyła swą przewagę (7:5) nic więcej zdobyć nie jest w stanie. Końcowy gwizdek sędziego ob. Giergiela, który ogółem zasłużył na b. dobrą notę zastaje piłkę pod bramką czeską.

"Dziennik Polski", nr 174 z 1945.07.31

http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=12703

Slezska Ostrowa—Wisła 4:2
Zasłużone zwycięstwo czechosłowackich piłkarzy Wracamy szybkim krokiem do normalnych warunków w Polsce. Niedzielne zawody na stadionie Wisły byty tego dowodem. Zaledwie pół roku minęło od oswobodzenia Krakowa z pod niewoli okupanta, a już możemy rozgrywać zawody 6portowe o charakterze międzynarodowym. Z inicjatywy T. S. Wisła przyjechała do Krakowa ligowa drużyna czechosłowacka „S. K. Slezska Ostrawa" z Morawskiej Ostrawy. W niedawno ukończonym w Czechosłowacji turnieju „puchar Oswobodzenia", w którym Sparta 1 Slavia zajęły pierwsze miejsca, Slezska Ostrawa uplasowała 6ię na szóstym miejscu. Goście z Morawskiej Ostrawy potwierdzili w zupełności tę opinię, która ich poprzedziła. Zademonstrowali wysoką klasę gry, śmiało ryzykujemy twierdzenie, bardzo, bardzo dawno nie widziany na naszych boiskach, doskonały, wyrównany we wszystkich liniach zespół piłkarski, świetne opanowanie piłki z wszystkimi finezjami technicznymi, przytym jednak grę zupełnie fair dżentelmeńską. Już pierwsze zagrania dały poznać, że goście będą zwycięzcami. Zwycięstwo, które odnieśli, było w całej pełni zasłużone. Goście dali poglądową lekcję, jak się gra (przy największej ekonomii ruchów) i wygrywa. Wszystkie bramki strzelone były swego rodzaju majstersztykami piłkarskimi. Wisła zagrała lepiej, aniżeli przeciw Cracovii, jednak w sumie nie starczyło to do osiągnięcia sukcesu. Wisła miała momenty 1 zagrania piękne 1 efektowne obok również bardzo słabych. Kie- 1 dy w drugiej połowie w ciągu dwóch minut padły dwie bramki dla gości, wynik meczu był dla Wi6ły już przesądzony. Pierwsze minuty gry przynoszą Wiśle pierwszą bramkę, zdobytą przez Gracza z rzutu karnego. Wyrównanie pada w 25 min. ze 6trzału prawego skrzydłowego Blaclasky'ego. W 2 min. później Cisowski z podania Cholewy uzyskuje znów prowadzenie dla Wisły. Na 4 min. przed pauzą prawy łącznik Bouzek ostro strzela na bramkę Wisły, Jurowicz puszcza piłkę w bramie. Pauza 2:2. Po przerwie koncertowa gra gości uwieńczona zostaje w 32 i 33 min. dwoma bramkami. Bouzcka i świetnego środkowego pomocnika Radlmeca, które przesądzają wynik zawodów. Przy stanie rogów 7:5 sędzia ob. Giergiel odgwizduje koniec tego emocjonującego meczu. Zawody, które zgromadziły ponad 15 tys. widzów, miały charakter uroczysty. Przed rozpoczęciem meczu odegrane zostały hymny państwowe, następnie odbyła się ceremonia powitania, przemówienia oraz wymiana upominków. W loży honorowej zasiadł poseł Czechosłowacji z Warszawy dr Hejret, woj. Ostrowski, konsul Wessely, wiceminister Kruczkowski, generalicja - radziecka, przedstawiciele władz sportowych itd. Zwycięstwo gości przyjęła publiczność żywiołowymi oklaskami, dając tym wyraz swej bezstronności. Spodziewać 6ię należy, że po tym udanym początku nastąpią dalsze 6potkania z czołowymi dtużynami czechosłowackimi.

"Przegląd Sportowy", Nr 4 z 1945.07.31

Piłkarze czescy na boisku Krakowa Sleska Ostrava wygrywa z Wisłą 4:2 Kraków 29.7. W obliczu 16.000 widzów odbyło się pierwsze międzynarodowe spotkanie piłkarskie, któremu nadano szczególnie uroczystą oprawę. Zawody zaszczycił poseł Republiki Czesko-słowackiej min. Hejret z Warszawy oran konsul Vesely. Na trybunach zjawił się wicemin. Kultury i Sztuki ob. Kruczkowski, wojewoda krakowski Ostrowski. Zawody poprzedziło odegranie hymnów narodowych obu państw, po czym gości przywitał prezes Wisły dyr. Orzelski. Przemawiali również Wojewoda Krakowski i min. Hejret. Mecz dał sportowej publiczności krakowskiej, mimo przegranej własnej drużyny, pełne zadowolenie. Był to pokaz piłkarski pierwszej klasy ze strony gości, którym Wisła przeciwstawiła niepowszednią ambicję i zapał. Miejscowi prowadzili dwukrotnie, musieli jednak w końcu ustąpić lepszemu kunsztowi przeciwnika. Już w 5-ej min. pada pierwsza bramka dla Wisły z rzutu karnego, podyktowanego dość pochopnie. Czesi wyrównują w trzy minuty później ze strzału lewego łącznika Blatyńskiego, który ładnie przejmuje dośrodkowanie prawoskrzydłowego. Wiśle udaje się mimo to ponownie zdobyć prowadzenie, kiedy Cholewa przejąwszy centrę strzela. Bramkarz wprawdzie odbija, jednak Cisowski umieszcza piłkę w siatce. Na cztery minuty przed przerwą pr. łącznik Kriżak wyrównuje ponownie. W drugiej części gry, goście wyraźnie grają na pokaz spychając Wisłę na jej własną połowę. Mimo to krakowianie dopingowani przez publiczność uzyskują na krótki czas przewagę bez wyraźnego efektu. W 32-ej min. dopełnia się przeznaczenie. Po rzucie z rogu środkowy pomocnik przerzuca piłkę lobem ponad bramkarzem a w minutę później prawy łącznik ustala wynik dnia. Mecz ten odsłonił braki i słabe strony naszego powojennego piłkarstwa.


Wspomnienia

Jerzy Jurowicz

Po przegranej z Cracovią nie było jednakże czasu na żale i lamenty. W kilkanaście dni później lotem błyskawicy obiegła Kraków wieść: przyjeżdżają piłkarze Sleskiej Ostravy. Nasz mecz z Czechosłowakami miał być pierwszym po wojnie międzynarodowym spotkaniem w Polsce.

Krakowscy entuzjaści piłki, którzy przybyli by obserwować ten mecz, mieli nie lada biesiadę. Piłkarze Ostravy pokazali futbol pierwszej klasy, imponowali zwłaszcza misterną, koronkową robotą środkowej trójki napadu.

Wisła grając przeciw tak rutynowanej drużynie wzniosła się na najwyższy poziom, przewyższając gości ambicją i ofiarnością. W linii napadu „Czerwonych” zadebiutował w tym meczu na lewym łączniku Kohut – były gracz Nadwiślanu. Mimo że prowadziliśmy 1:0 a następnie 2:1, zeszliśmy z boiska pokonani 2:4. Źródło: Jerzy Jurowicz, Pamiętniki