1946.06.18 Wisła Kraków - Reprezentacja Armii Renu 2:2

Z Historia Wisły

1946.06.18, mecz towarzyski, Kraków, Stadion Garbarni, 18:30, wtorek
Wisła Kraków komb. 2:2 (1:1) Reprezentacja Armii Renu
widzów: ok 30.000
sędzia: Mohyła
Bramki

Eugeniusz Różankowski I 40'

Władysław Giergiel (k)
0:1
1:1
1:2
2:2
7' Davis

62' (g) Parsons

Wisła Kraków komb.
2-3-5
Henryk Rybicki (Cracovia)
Władysław Gędłek (Cracovia) Grafika:Zmiana.PNG (Władysław Filek (Wisła))
Stanisław Flanek (Wisła)
Edward Jabłoński I (Cracovia)
Tadeusz Legutko (Wisła) Grafika:Zmiana.PNG (Tadeusz Parpan (Cracovia))
Michał Filek (Wisła)
Władysław Giergiel (Wisła)
Mieczysław Gracz (Wisła) Grafika:Zmiana.PNG (Tadeusz Legutko (Wisła))
Artur Woźniak (Wisła)
Eugeniusz Różankowski I (Cracovia)
Henryk Bobula (Cracovia)

trener:
Reprezentacja Armii Renu
2-3-5
Dawson (Bristol City)
Mac Dougal (Blackpool)
Rickaby (Midlesbrogugh)
Hodkinson (Leeds)
Campton (Arsenal)
Williams (Chester)
Earle (Celtic Glasgow)
Parsons (Westham United)
Davis (Sunderland)
Steele (Morton)
Lewis (Cardif City)

trener:

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Drużyna Armii Renu przed meczem z Wisłą
Drużyna Armii Renu przed meczem z Wisłą

Spis treści

Relacje prasowe

"Start" z 1946.06.07

Bogaty program

Zaledwie kilkanaście godzin dzieli nas od oczekiwanego z niecierpliwością i zrozumiałym zainteresowaniem występu piłkarzy Kamraterma, mistrza Szwecji, w Krakowie, a już możemy podać wiadomość o mającym nastąpić wkrótce występie piłkarzy angielskich w Krakowie. W dniu 18 czerwca rozegrany zostanie na boisku Wisły mecz piłkarski: Reprezentacja Armii Angielskiej — Wisła. Czy potrzeba pisać, czym będzie dla Krakowa występ najlepszych piłkarzy Europy? Mieliśmy możność raz dopiero gościć Anglików u siebie. Było to 10 lat temu, gdy na jubileuszu 30-iecia Wisły bawiła w Krakowie słynna drużyna angielska, Chelsea, demonstrując football w najprzedniejszym gatunku. Mieliśmy także możność przekonać się ostatnio jaką klasę przedstawiają angielscy piłkarze. Oto najlepsza w obecnej chwili reprezentacja Warszawy uległa im w dwóch spotkaniach na terenie Niemiec tracąc 18 bramek: Anglicy — jak podają sprawozdania — grali tylko „na pół pary", gdyż dzieliła ich różnica kilku klas od przeciwnika.

Kraków, kolebka piłkarstwa polskiego, roszczący sobie słusznie pretensje do tytułu niepokonanego i najsilniejszego Okręgu będzie chciał zmyć hańbę Warszawy. Rzecz zrozumiała, że tak jak przeciw Kamraterme, — ze wzglądu na wysoką klasę przeciwnika — trzeba uzupełnić Cracovię najlepszymi piłkarzami Wisły — tak i Wisła w meczu przeciw Anglikom zasilona zostanie graczami Cracovii.

W meczu Jutrzejszym i w meczu w dniu 18 czerwca będą piłkarze nasi bronić nie tylko barw Cracovii czy Wisły, lecz honoru piłkarstwa krakowskiego I polskiego. Występ Anglików w Krakowie nie zakończy jednak bogatego programu spotkań międzynarodowych. W pięć dni później w dniu 23 czerwca gościć będzie w murach naszego miasta znakomita drużyna Jugosłowiańska Partyzant, z Belgradu. O wysokiej formie piłkarzy Jugosłowiańskich świadczy najlepiej niedawne zwycięstwo reprezentacji Jugosławii nad Czechosłowacją w Pradze (2:0) — zwycięstwo odniesione po grze, o której cała prasa zagraniczna pisze w samych superlatywach. Występ Jugosłowian będzie więc dalszym ewenementem i sensacją, po której czeka nas w bieżącym miesiącu jeszcze jedna. Jak się bowiem dowiadujemy w dniu jubileuszu 25- lecia swego istnienia ma zamiar sprowadzić Garbarnia drożynę Dynamo i pertraktacje w tej sprawie są już na ukończeniu.

A więc Szwedzi. Anglicy. Jugosłowianie i Dynamo, oto program piłkarzy w przeciągu jednego miesiąca! Jeśli dodamy do tego Węgrów na koncie Cracovii i trzy turnieje jubileuszowe Wisły, Cracovii i Garbarni, z których dwa mamy już poza sobą, to stwierdzimy z zadowoleniem, że wchodzimy już w okres równy, a może nawet przewyższający najlepsze przedwojenne czasy.
Oby tylko postawa, poziom i wyniki naszych reprezentantów były równie zadowalające.

„Start” z 1946.06.17

WE WTOREK DNIA 18 CZERWCA ODBĘDĄ SIĘ MIĘDZYNARODOWE ZAWODY PIŁKI NOŻNEJ
Reprezentacja Armii Angielskiej (Armia Renu) - T. S. Wisła
Poprzedzą zawody drużyn młodszych
Początek o godz. 18:30
Szczegóły w afiszach

„Start” z 1946.06.17

Witamy Anglików
45 tysięcy widzów, zebranych na stadionie w Chorzowie witało w dniu wczorajszym piłkarską reprezentację Armii Angielskiej. 45 tysięcy widzów, gdyż stadion chorzowski nie mógł więcej pomieścić. Tych samych piłkarzy Angielskich powitamy jutro w Krakowie. W Jedynastce, która wybiegnie na boisko, by zmierzyć się z piłkarzami polskimi, powitamy przedstawicieli potężnego narodu i państwa, które swą siłę i potęgę czerpie z radości życia jaka może dać uprawianie sportu. W Anglikach widzieliśmy zawsze dotąd i widzieć będziemy zawsze przedstawicieli kultury sportowej i tej fair play, która wysiłek mięśni zamieni na hart ducha i charakteru.

Nie tak to dawne — ale jakże już odległe czasy, gdy w głuchą noc naszej niedoli wdzierać poczęły się jawno promienie lepszej przyszłości, kiedy na falach eteru przez „zakonspirowane" aparaty radiowe dochodzić poczęły nas wieści, których nie miała siły dementować propaganda niemiecka, że Anglicy i Amerykanie lądują na ziemi francuskiej. Że wał Atlantycki, bunkry, twierdze i umocnienia sypią się w gruzy — że nic ma siły, by powstrzymać niezwyciężonych. Że są coraz bliżej nas i że dziejowa Nemezys ich rękami i ich sprzymierzeńców kładzie kres potędze, która nie znała uczuć miłości bliźniego, która siłę przed rozumem i sercem stawiała Z jakąż to radością śledziliśmy wówczas przebieg inwazji zazdroszcząc Francji, że zrzuca z siebie pęta hańbiącej niewoli i do nowego budzi się życia.

Inwazja na Zachodzie. Historia i strategia wojenna będą tu miały kiedyś szerokie pole popisu. My — z naszą wiedzą laików — ograniczmy się tylko do tego, że widząc umocnienia w naszych miastach zdawaliśmy sobie dobrze sprawę z tego, o ileż potężniejsze i doskonalsze muszą być te, które chronią Niemcy przed potęgą Angielską. I mogło wówczas zrodzić się nieraz zwątpienie, czy poza tymi potężnymi fortyfikacjami wróg ich i nasz na zawsze nie będzie bezpieczny. Lecz było coś, co nakazywało nam odrzucać to zwątpienie. Była wiara w słowo Anglików sportowców-dżentelmenów. Było przeświadczenie, że nie ma dla nich zbyt wielkich ofiar dla zadokumentowania, że najwyżej cenią swe przyrzeczeniu. A przecież zapowiadali, że Niemcy przez nich we własnym kraju zostaną pobici. Tak się też stało.

Fair play! Czyż może być większa od tej, gdy nie morduje się pokonanych, nie rabuje mienia zwyciężonych i podbitych? Walka z wrogiem — lecz walka na polu bitwy. Bo tak nakazuje honor żołnierzy- sportowców, którzy zawiśli w powietrzu nad „cudzą" ziemią, by za chwilę dotknąć jej i pozostać tak długo, dopóki nie naprawione zostaną krzywdy, nie pomszczone zbrodnie.

Z niedalekiej tej ziemi stron przybywają w mury naszego miasta piłkarze Anielskiej Armii Renu. Obojętne są dla nas ich nazwiska — obojętne wyniki. Przybywają nie po zwycięstwo — choć i to może łatwo stać się ich udziałem — lecz by wstąpić w szranki w równej i szlachetnej walce, w której silniejsi i lepsi będą zwycięzcami, bo takie są zasady fair play.

Był taki mecz: Brutalny mecz o honor polskiej piłki. Wisła Kraków - Reprezentacja Armii Renu 2:2

Data publikacji: 15-08-2018 16:17


W roku 1946 nie było jeszcze powojennych rozgrywek ligowych, a odbudowujące się zespoły, które podczas II wojny światowej nie mogły brać udziału w oficjalnych starciach, raz po raz mierzyły się z różnymi zagranicznymi ekipami przyjeżdżającymi w ramach tournée do Polski. Wśród ekip tych były profesjonalne zespoły, były też reprezentacje złożone z żołnierzy. W dzień Święta Wojska Polskiego warto przypomnieć jedną z takich gier - 18 czerwca na ówczesny stadion Garbarni przy ulicy Barskiej przyjechała Reprezentacja Armii Renu, złożona z brytyjskich piłkarzy przywdziewających kamasze. Wśród nich znajdowali się gracze takich marek, jak Arsenal, Middlesbrough, Leeds, Sunderland czy Celtic Glasgow. To wtedy Kraków poznał brutalny angielski styl gry!



Lato 1946 roku mimo braku krajowych rozgrywek ligowych, było dla Krakowa wyjątkowo udane. To właśnie wtedy pod Wawel zawitały takie tuzy, jak mistrz Szwecji, Kamraterna (dziś znana jako… IFK Göteborg) czy Partizan Belgrad. Największym zainteresowaniem sympatycy futbolu obdarzyli jednak przyjazd do Krakowa Reprezentacji Armii Renu - drużyny angielskich sił okupacyjnych stacjonujących w Niemczech po zakończeniu II wojny światowej. Wszyscy zawodnicy RAR byli profesjonalnymi piłkarzami z angielskich klubów, kilku z nich miało na koncie tytuły mistrza Anglii - a kapitan, Leslie Compton wraz z Arsenalem zdobył ich aż pięć! W drużynie występowali też choćby: Billy Steel, późniejszy kapitan reprezentacji Szkocji oraz Stan Rickaby, legenda West Bromwich Albion, która po zakończeniu sportowej kariery wyemigrowała do Australii by walczyć o prawa Aborygenów!

Razem naprzeciw Synom Albionu

Powiedzieć, że to Anglicy byli faworytami, to nic nie powiedzieć! Uznawana za najlepszą w kraju reprezentacja Warszawy w dwumeczu straciła aż 18 goli, w Krakowie również postanowiono połączyć siły. W wyjściowym składzie pojawiło się więc sześciu piłkarzy Białej Gwiazdy, których wspierała piątka z Cracovii. Z ławki w drugiej części spotkania weszło zaś dwóch Wiślaków i jeden piłkarz Pasów. Wspólna drużyna miała stawić czoła niesamowicie wyszkolonym technicznie oraz fizycznie wojskowym Synom Albionu.

„W Jedynastce, która wybiegnie na boisko, by zmierzyć się z piłkarzami polskimi, powitamy przedstawicieli potężnego narodu i państwa, które swą siłę i potęgę czerpie z radości życia jaka może dać uprawianie sportu. W Anglikach widzieliśmy zawsze dotąd i widzieć będziemy zawsze przedstawicieli kultury sportowej i tej fair play, która wysiłek mięśni zamieni na hart ducha i charakteru” - pisał redaktor gazety „Start”. Jak jednak bardzo się mylił! Brytyjczycy zaczęli bardzo ostro, wręcz brutalnie i wślizgami walczyli o każdy centymetr boiska. Na nic zdawały się interwencje gwizdkiem sędziego Romana Mohyli - Anglicy przyjechali pokazać, że ich porażka w Chorzowie z reprezentacją Śląska była wypadkiem przy pracy.

Gol-faul-gol

Tak też zaczęło to wyglądać w 7. minucie spotkania, kiedy to zawodnik Sunderlandu, Dickie Davis wykorzystał niezdecydowane wyjście do piłki Rybickiego, uprzedził go i ze stoickim spokojem wbił piłkę do bramki. Po osiągnięciu prowadzenia Anglicy nieco zwolnili grę, co za wszelką cenę próbowali wykorzystać krakowianie. Strzał Gracza z rzutu wolnego oraz Giergiela po indywidualnej akcji mijają jednak bramkę strzeżoną przez golkipera Bristol City, Dawsona. Wyrównanie przynosi dopiero 41. minuta - pod własną bramką piłkę przejął Flanek, który uruchomił akcję zaczepną połączonej drużyny Białej Gwiazdy i Cracovii. Futbolówka trafiła do Woźniaka, który sprytnym zwodem wyminął pięciokrotnego mistrza Anglii, Comptona i posłał ją do Eugeniusza Różankowskiego. Napastnik na co dzień reprezentujący Pasy pokusił się o płaski strzał, a piłka przeleciała pod rękami interweniującego bramkarza. 30 tysięcy widzów zgromadzonych na stadionie Garbarni przy ulicy Barskiej z radości krzyczało w niebogłosy. W drugiej połowie jednak krzyki zamieniły się w gwizdy. Anglicy bowiem bardziej niż na piłce, skupili się na robieniu krzywd rywalom. Pierwszą „ofiarą” Synów Albionu był Bobula, który został odepchnięty przez Rickaby’ego, następnym poszkodowanym był zaś… arbiter, który rozdzielając przepychających się rywali został powalony na ziemię. Sędzia po chwili przerwy wznowił zawody, by… zatrzymać je w momencie, gdy uderzony w twarz został słynący z gry fair play Mieczysław Gracz. Przepychankom nie było końca, lecz ostatecznie udało się dograć to iskrzące spotkanie. W 62. minucie na prowadzenie wyszli goście - po dośrodkowaniu Lewisa w polu karnym najwyżej skoczył napastnik West Hamu, Eric Parsons, który głową umieścił piłkę w siatce.

Osiem minut później zrobiło się jednak 2:2. Oddajmy głos mediom: „Wtem, po jednym z ataków gospodarzy obrońca angielski Dougal dotyka piłki ręką na polu podbramkowym. Gwizdek: karny. Do sędziego podbiegają Anglicy, gestykulując i żywo wyrażając swój sprzeciw. Przewinienie było jednak zbyt jaskrawe i arbitrowi zawodów nie pozostało nic innego, jak zdecydowanym ruchem raz jeszcze wskazać na „jedenastkę”. W zupełnej ciszy jaka zaległa stadion Giergiel ustawił piłkę na białym punkcie. Cofnąwszy się kilka kroków oparł szpic buta o murawę i spojrzał w stronę przyczajonego w bramce Dawsona. Rozpęd - i strzał! Widownia szaleje z radości - wspaniała robinsonada bramkarza gości okazała się daremna. Na tablicy pod zegarem zmieniono numery. 2:2. Wynik utrzymał się już do końca spotkania”.

Wygwizdane święto

Anglicy nie mogąc pogodzić się z ostatecznym rezultatem dążyli do pomeczowej awantury, jednak żaden z krakowian nie dał się już sprowokować. Piłkarskie święto, jakim bez wątpienia był przyjazd tak utytułowanych piłkarzy, zakończyło się niesmakiem, a goście na pożegnanie zostali wygwizdani przez kibiców. „Wtedy poznaliśmy prawdziwy angielski styl gry” - przyznał po latach w swoich wspomnieniach Stanisław Flanek. Z prasowych opisów wynika, że Reprezentacja Armii Renu mogła być prekursorem stylu, jaki w latach 90-tych prezentował szalony gang z Wimbledonu pod wodzą Vinniego Jonesa. Tym bardziej cieszył fakt, że nie mająca jeszcze powojennych rozgrywek ligowych polska ekipa była w stanie zremisować z tak godnymi rywalami, jak i wrócić do domów bez żadnej kontuzji!

Wisła Kraków + Cracovia - Reprezentacja Armii Renu 2:2 (1:1)

0:1 Davis 7’

1:1 Różankowski 40’

1:2 Parsons 62’

2:2 Giergiel 70’

Wisła: Rybicki - Gędłek (Filek), Flanek - Jabłoński, Legutko (Parpan), Filek - Gracz (Legutko), Woźniak, Różankowski, Bobula

Armia Renu: Dawson - Dougal, Rickaby - Hodkinson, Campton, Williams - Earle, Parsons, Davis, Steele, Lewis

Sędziował: Roman Mohyła z Krakowa

Widzów: 30 000

Jakub Pobożniak

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

„Dziennik Polski” z 1946.06.18

http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=17629

Dziś Armia Renu—Wisła
Po sensacyjnej porażce, poniesionej w niedzielę w Chorzowie z repr. Śląska (2:3), repr. angielskiej armii okupacyjnej w Niemczech w liczbie 22 osób przyleciała wczoraj w godzinach popołudniowych samolotem do Krakowa. Dziś na Stadionie Garbami o godz 18.30 odbędzie się spotkanie Armii Renu z TS Wisła (w wzmocnionym składzie). Ze względu na spodziewany wielki natłok publiczności wskazane jest wcześniejsze zajmowanie miejsc siedzących na trybunie. TS Wisła dołoży niewątpliwie starań, aby na stadionie Garbarni nie powtórzyły się owe przykre sceny z biletami, które miały miejsce na niedzielnych zawodach Warszawa—Kraków, organizowanych przez KOZPN, na które nie chciano wpuścić przedstawicieli prasy, a m. i. przybyłego z Warszawy przedstawiciela „Przeglądu Sportowego" (I). Poza tym zarezerwowaną stale przez KS Cracovia lożę dla prasy KOZPN, dbając o swoją kasę, sprzedał do ostatniego miejsca. Komentarze zbyteczne!

„Dziennik Polski” z 1946.06.19

http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=17631

„Dżentelmeństwo” Anglików

Armia Renu - Wisła-Cracovia 2:2
Wtorkowy mecz na boisku Garbarni wyleczył na pewno wielu z tzw. „choroby angielskiej"! Jeśli zwykliśmy uważać Anglików za uosobienie „fair play" w najwyższym tego słowa znaczeniu, to wtorkowa gra „Armii Renu" w Krakowie (reprezentacji armii okupacyjnej w Niemczech) była najwymowniejszym tego zaprzeczeniem. Tak brutalnej drużyny Kraków jeszcze nie oglądał i nie chce więcej oglądać! Armia Renu zapisała się jak najgorzej w pamięci 30 tysięcy widzów wczorajszych zawodów. Okazała się nie tylko drużyną nie karną i nie zdyscyplinowaną (najbardziej niekarny był sam kapitan drużyny Compton), lecz zdolną do najbrutalniejszych wyczynów na boisku, gdy spostrzegła, że zwycięstwo trudno jest jej wywieźć z Krakowa.

Toteż druga połowa wczorajszych zawodów była niesłychanie burzliwa, ustawicznie dochodziło do niemiłych incydentów, które prowokowali goście, zachowując się przy tym skandalicznie zarówno wobec zawodników polskich, jak i wobec sędziego. Zawody były kilkakrotnie przerywana i toczyły się do samego końca w atmosferze niezwykle naprężonej, tym bardziej, że w ostatnich minutach gry nasza drużyna dwukrotnie dosłownie o krok tylko była bliska zwycięstwa (Artur i Gracz nie wykorzystali „murowanych" pozycyj podbramkowych). Ta sama publiczność, która niezwykle serdecznie przyjmowała drużynę angielską, gdy ona wkraczała ma boisko, gwizdała, gdy goście opuszczali boisko, zostawiając po sobie nieprzyjemne wspomnienie.

Zawody zakończyły się wynikiem remisowym 2:2 (1:1). Pierwsza bramka padła już w 8 min. Zdobył ją dla Armii Renu Davis, środkowy napastnik, jeden z jej najlepszych graczy (obok olbrzymiego Comptona — środk. pomocnika, a następnie obrońcy) nie bez winy Rybickiego, który niepotrzebnie wybiegł z bramki. Wyrównanie nastąpiło w 41 min. ze wspaniałego nie do obrony strzału Różankowskiego. Po pauzie Davis w 17 min. znów uzyskał prowadzenie. Lecz już 25 min. przyniosła wyrównanie z rzutu karnego, egzekwowanego przez Giergiela. Mordercze tempo utrzymuje się do końca zawodów, nasi atakują niezmordowanie, mają wybitną przewagę, lecz szczęście sprzyja Anglikom. Team Wisła—Cracovia w całości zasłużył na najwyższe słowa pochwały za grę ofiarną, ambitną i nieustępliwą z zawodowcami angielskimi. Również sędziemu p. Mohyle należy się uznanie za doskonałe poprowadzenie zawodów. Organizacyjnie zawody wypadły fatalnie. Boisko Garbarni nie było przygotowane do tak wielkiej ilościowo imprezy (dlaczego nie urządzono tych zawodów na boisku KS Cracovii?).

Drużyny grały w składach:
Armia Renu: Dawson — Rickaby, Mac Dougall — Hodgkinson, Compton, Wilkirts — Erll, Pareons, Davis, Steel, Levis.
Team Wisła—Cracovia: Rybicki, Gędłek (Filek II), Flanek — Jabłoński I, Legutko (Parpan), Filek I — Giergiel, Gracz, Artur, Legutko, Różankowski, Bobuła.

Wspomnienia

Stanisław Flanek

Wspomnienia Stanisława Flanka o meczu Wisła Kraków - Armia Renu w 1946 roku.

Jerzy Jurowicz

Pierwszy po wojnie występ piłkarzy angielskich w Krakowie nie przyniósł im sukcesu. Przeciwnie, ponad 30 tysięcy widzów opuszczało największe wówczas w naszym mieście boisko Garbarni z niesmakiem, komentując niekulturalne zachowanie się gości.

Anglicy narzucili z miejsca mordercze tempo, grali ostro, atakując ciałem. Niestety, kiedy drużyna krakowska przetrzymała impet przeciwnika, a górując nad zespołem gości ambicją i sercem ruszyła do kontrataku – futboliści Armii Renu stracili przysłowiową flegmę i panowanie nad nerwami. Grali teraz już nie ostro, ale po prostu brutalnie.

Zaczęło się od incydentów w pierwszych minutach gry, kiedy obrońca Rickaby odepchnął brutalnie Bobulę.

- Oho, kto wie czy nie powtórzy się wypadek z meczu z Chelsea – myślałem leżąc za bramką i przypominając sobie wrażenia z występu Anglików sprzed 10-ciu laty na jubileuszu Wisły.

Me przypuszczenia sprawdziły się niestety w zupełności. Należący zawsze do najbardziej fair grających Artur został w chwilę później sfaulowany, to samo spotkało Gracza, który otrzymał uderzenie w twarz. Tylko dzięki wysokiej kulturze kapitana Wisły – Filka I – udało się zażegnać incydenty, ale nadużywający siły fizycznej gości stracili sympatię widowni, która wygwizdała Anglików w chwili opuszczania przez nich boiska.

Nic dziwnego, że w tych warunkach sama gra straciła na wartości. A szkoda, bo jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie, to widać było że Anglicy są doskonałymi zawodnikami i umieją dosłownie wszystko.

Prowadzenie zdobyli goście już w 7 minucie. Pod koniec pierwszej połowy wyrównującą bramkę uzyskał Różankowski. Po pauzie prowadzenie objęła ponownie Armia Renu.

…Do końca meczu już nie wiele minut. Doping widowni zmusza graczy krakowskich do największego wysiłku. Wtem, po jednym z ataków gospodarzy obrońca angielski Dougal dotyka piłki ręką na polu podbramkowym. Gwizdek: karny. Do sędziego podbiegają Anglicy, gestykulując i żywo wyrażając swój sprzeciw. Przewinienie było jednak zbyt jaskrawe i arbitrowi zawodów nie pozostało nic innego, jak zdecydowanym ruchem raz jeszcze wskazać na „jedenastkę”.

W zupełnej ciszy jaka zaległa stadion Giergiel ustawił piłkę na białym punkcie. Cofnąwszy się kilka kroków oparł szpic buta o murawę i spojrzał w stronę przyczajonego w bramce Dawsona. Rozpęd – i strzał! Widownia szaleje z radości – wspaniała robinsonada bramkarza gości okazała się daremna. Na tablicy pod zegarem zmieniono numery. 2:2. Wynik utrzymał się już do końca spotkania.

Źródło: Jerzy Jurowicz, Pamiętniki

Władysław Giergiel

Tadeusz Orzelski był dla mnie najlepszym prezesem, jakiego Wisła miała w całej swojej historii. No, w każdym razie za ten okres, który ja pamiętam, czyli od 1931 roku. Człowiek wysokiej kultury i wiedzy. Graliśmy po wojnie z Anglikami na Garbarni. Przyjechała drużyna Armii Renu. On ich wtedy witał płynną angielszczyzną. Był przecież absolwentem Oxfordu!

Źródło: Tempo 13 sierpnia 1991