1949.05.26 Wisła Kraków - Cracovia 0:1

Z Historia Wisły

1949.05.26, I ligi, 8. kolejka, Kraków, Stadion Wisły,
Gwardia - Wisła Kraków 0:1 (0:1) Cracovia
widzów: 25.000
sędzia: Bukowski z Radomia
Bramki
0:1 82 Radoń
Gwardia - Wisła Kraków
3-2-5
Jerzy Jurowicz
Mieczysław Dudek
Stanisław Flanek
Leszek Snopkowski
Tadeusz Legutko
Jan Wapiennik
Kazimierz Cisowski
Mieczysław Gracz
Józef Kohut
Mieczysław Rupa
Józef Mamoń

trener: Josef Kuchynka
Cracovia
3-2-5
Rybicki
Gędłek
Glimas
Jabłoński I
Parpan
Jabłoński II
Palonek
Różankowski II
Poświat
Radoń
Henryk Bobula

trener:
Rogi: 5:3
Rzuty wolne: 25:29
Strzały: 7:10
Auty: 24:27

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl


Afisz zapowiadający mecz
Afisz zapowiadający mecz

Spis treści

Relacje prasowe

"Przegląd Sportowy" z 1949, nr.42

Cracovia zabiera Wiśle pierwsze punkty Stało się zadość tradycji podwawelskiej

KRAKÓW, 26.5 (Tel. wł.). Cracovia - Wisła 1:0 (0:0). Bramkę zdobył Radoń w 82 min. gry. Sędzia Bukowski z Radomia. Widzów ponad 25.000.

Cracovia: Rybicki, Gędłek, Glimas, Jabłoński I, Parpan, Jabłoński II, Palonek, Różankowski II, Poświat, Radoń, Bobula.

Wisła: Jurowicz, Dudek, Flanek, Snopkowski, Legutko, Wapiennik, Cisowski, Gracz, Kohut, Rupa, Mamoń.

Derby Krakowa mają już ustaloną tradycją atmosferę, a nawet i nazwę "święta wojna". Tym razem na długo przed meczem rozpoczęła się prawdziwa wojna o bilety wstępu, których zabrakło po półgodzinnej przedsprzedaży i, których ilość z uwagi na pojemność stadionu ograniczono do 22.000 (płatnych).

Przed zawodami nosili juniorzy Wisły dookoła stadionu transparenty z napisami wzywającymi do sportowego zachowania. Apel nie pozostał bez skutków.

Dzień przed meczem słyszało się o fantastycznej sumie 5.000 zł płaconej za bilet na trybunę. Dobrze byłoby ofiarodawcom tak wysokich cen wytłumaczyć, że gdyby wielu z nich płaciło takie sumy i odprowadzało do innej kasy, to stadion, na który czekamy zostałby szybko wzniesiony. Równolegle z wojną o bilety rozgorzała wojna nerwów.

Obie drużyny zakonspirowały swoje składy i tylko z mniej kompetentnych źródeł można było otrzymać wieści o rzekomych sensacjach w zestawieniach osobowych. Rzeczywistość pokazała jednak, że drużyny wystąpiły w takich samych składach, jak w niedzielę jedynie miejsce Giergiela zajął Cisowski.

TEORIA I RZECZYWISTOŚĆ

Teoretycznie biorąc szanse były po stronie Wisły. Z uwagi na jej niepokonalność w bieżących rozgrywkach ligowych oraz własny teren. Po stronie Cracovii zaś było przysłowiowe szczęście specjalnie do meczów z Wisłą. Powiedzmy odrazu, że szczęście to uśmiechnęło się i dziś Cracovii. Przebieg meczu nie wskazywał zwycięstwa, a porównanie sił nie wykazywało przewagi Cracovii. To prawda, że miała ona w swych szeregach w doskonałej formie znajdujących się zawodników jak Gędłek, Parpan, Rybicki, ale na poziomie wymienionych grali w Wiśle Gracz, Dudek. Trzeci z niezawodnej trójki Jurowicz tym razem drogo okupił jeden nieopatrzny wybieg, po którym... poszła bramka.

ODWROTNA STRONA MEDALU

Oprócz tych najlepszych wymieńmy najgorszych. Rupa po jednej stronie a Palonek po drugiej zdyskredytowali się zupełnie. Rupa, typowy tchórz i kunktator, hamuje każdą akcję własnego napadu i w ogóle unika walki, woli np. egzekwować rzut wolny z dalszej odległości niż być pod bramką, gdzie trzeba walczyć o piłkę. Będąc zaś sam pod bramką przeciwnika tracił wiele razy piłkę w dziecinny sposób i stwarzał sytuacje dla groźnego przeciwnatarcia, z uwagi na wysuniętych do przodu własnych partnerów.

Palonek był zaledwie kilka razy w akcji, nie mniej jednak ani razu zagrał celowo. Bardzo słabo również wypadli Poświat i Cisowski. Różankowski był przez dłuższy czas niewidoczny, a jego najbliższy sąsiad Radoń nie wybił się ponad przeciętność. Wiele dobrych, ale równocześnie i wiele słabszych momentów mieli: Flanek, Wapiennik, Mamoń i Kohut po jednej a Jabłońscy, Glimas i Bobula po drugiej stronie.

PIERWSZE STRZAŁY

Od pierwszej chwili meczu widać było, że siły są równe, że ciężar gry spocznie na formacjach defensywnych. Atak Wisły w pierwszych minutach zjawił się kilkakrotnie pod bramką Rybickiego, lecz linia pola karnego obstawiona przez Gędłka, Parpana, obu Jabłońskich okazała się murem, w którym trudno było zrobić wyłom, trzem napastnikom Wisły (Gracz, Kohut, Mamoń). Pozostali dwaj napastnicy odznaczali się raczej bierną rolą. W tych warunkach pierwszy strzał na bramkę Cracovii oddał dopiero Wapiennik z pomocy. Nie o wiele lepiej było z napadem po przeciwnej

Gracz sfaulowany przez Jabłońskiego II podbiegł natychmiast do zawodnika Cracovii i wyciągając rękę powiedział "przepraszam, że ci się nie zrewanżuję". Gracz dostał rzęsiste brawa od widowni. Trzeba przyznać, że dotrzymał słowa.

stronie, trzeba było całego kwadransa, zanim po raz pierwszy po strzale Bobuli bramka Wisły znalazła się w niebezpieczeństwie. Minął słynny pierwszy kwadrans rozluźniania napiętych nerwów przez chwilę zaczęliśmy wierzyć, że lider tabeli i jego groźny rywal zademonstrują poziom, uzasadniający wysoką lokatę. Nastąpiło kilka szybkich i zmiennych ataków, które przyniosły Cracovii dwa kornery, a Wiśle jeden, i... znów zaczęła się gra pomiędzy liniami pól karnych. Bramkarze zatrudnieni byli w tym czasie przy wyłapywaniu dalekich podań; po dwa rzuty wolne, niecelnie, bite przez Bobulę i Różankowskiego oraz Gracza i Kohuta.

SŁOŃCE DODAŁO WIGORU

Po przerwie Wisła grając ze słońcem ruszyła od razu do natarcia. Mamoń, Gracz i Kohut byli stale przy piłce w okolicy pola karnego Cracovii. Zablokowani dobrze przez defensywę przeciwnika musieli strzelać z trudnych pozycji, względnie wysuwać piłkę do nieobstawionego Cisowskiego. Prawoskrzydłowy Wisły zdołał raz tylko strzelić ostro i celnie, dając możność popisania się Rybickiemu. Bramkarzowi Cracovii przyszło w chwilę po tym z pomocą szczęście, kierując bliski strzał Kohuta na słupek pod nieobecność Rybickiego, który przegrał pojedynek z Mamoniem. Strzał Mamonia przeszedł tuż obok słupka. Zrażona niepowodzeniem Wisła oddała na chwilę inicjatywę Cracovii. Ta zdobyła dwa kolejne rzuty rożne. Przy drugim niezaradność obrońców Wisły tylko dlatego nie kosztowała Wisłę utraty bramki, że Poświat i Felonek byli jeszcze bardziej niezaradni od Dudka i Flanka.

DRAMATYCZNY WYŚCIG

W chwili, gdy wydawało się, że zerowy rezultat będący najlepszym wykładnikiem wartości napadów i dobrej defensywy obu drużyn, pozostanie niezmieniony, zdobyła Cracovia w 37 min. gry po przerwie rzut wolny, mniej więcej na połowie boiska. Bił go Gędłek, posyłając wysokim łukiem piłkę na pole bramkowe Wisły. Obrońcy Wisły widząc wybiegającego Jurowicza odsłonili mu drogę, przez co osłonili Radonia, który dopadł piłkę o ułamek sekundy

- Mamy już dwóch aktorów - kandydatów do piłkarskiej reprezentacji. Łącz - pierwszy, a Rybicki - drugi - powiedziała jedna z pań w czasie meczu, widząc jak Rybicki po zderzeniu się z Kohutem "udaje trupa". Tradycyjne sztuczne oddychanie i łyk wody sodowej "przywróciły mu życie".

przed Jurowiczem i główką posłał ją do siatki. Wisła postawiła w ostatnich minutach wszystko na jedną kartkę i przeszła do rozpaczliwych kontrataków. Można bramkę odbić w ciągu 8 minut, lecz nie w chwili, gdy przeciw sobie ma się tak rutynowych piłkarzy jak Jabłońscy, Gędłek, Glimas i Parpan. W dodatku Cracovia cofnęła swoje flanki do tyłu i postanowiła uchronić się przed przykrą zmianą. Piłka była raczej poza boiskiem niż w grze, a Wisła musiała zaznać goryczy pierwszej porażki.

"Piłkarz" z 1949.05.27

Kraków powinien mieć stadion na 50 tysięcy widzów

Będący na meczu Gwardii Wisły ze Spartą praską, Minister Pracy i Opieki Społecznej Kazimierz Rusinek, w rozmowie z przedstawicielem "Piłkarza" powiedział co następuje:

— W Krakowie, w mieście o tak wielkiej tradycji sportowej. Winien stanąć jak najprędzej wielki stadion sportowy, który by pomieścił co najmniej 50 tys. widzów.

Na meczu Cracovia — Wisła, byłem świadkiem jak wiele tysięcy osób stało na Błoniach, poza ogrodzeniem, nie mogąc dostać biletu wstępu na ten mecz. Na razie jednak, dopóki nie pobudujemy domów dla świata pracy i nie odbudujmy warsztatów i fabryk, budowa stadionów musi zejść na plan dalszy.

Cieszę się ze zwycięstwa Wisły, która wygrała zasłużenie. Czesi grali ładnie, ale nie skutecznie.

Jak wiadomo, minister Rusinek, był ongiś zawodnikiem i grał w krakowskiej Koronie.

Wspomnienia

Ludwik Miętta-Mikołajewicz

Pamiętam też mecz z 1949 roku, kiedy to Wisła miała przygniatającą przewagę, ale grała nieskutecznie. W końcówce natomiast, po dośrodkowaniu w pole karne, piłka spadła na plecy Radonia i wpadła do siatki. Śmialiśmy się wtedy, że Radoń strzelił bramkę garbem.

Źródło: gazetakrakowska.pl
Autor: Bartosz Karcz