1954.11.07 AKS Chorzów - Wisła Kraków 1:1

Z Historia Wisły

1954.11.07, I liga, 17. kolejka, Chorzów,
Budowlani Chorzów 1:1 (0:1) Gwardia Kraków
widzów: 10.000
sędzia: Antoni Gorączniak z Poznania
Bramki

Janduda 88'
0:1
1:1
43' Wiesław Gamaj

Budowlani Chorzów
3-2-5
Janik
Durniok
Wieczorek
Janduda
Król
Gajdzik
Skrzypiec Grafika:Zmiana.PNG (Lizurek)
Weczerek
Barański Grafika:Zmiana.PNG (Powala)
Olszówka
Lizurek Grafika:Zmiana.PNG (Barański)

trener:
Gwardia Kraków
3-2-5
Jerzy Jurowicz
Edward Szymeczko
Mieczysław Szczurek
Stanisław Flanek
Leszek Snopkowski
Ryszard Jędrys
Marian Machowski Grafika:Zmiana.PNG (Zbigniew Kotaba)
Zbigniew Kotaba Grafika:Zmiana.PNG (Józef Kohut)
Stanisław Adamczyk
Wiesław Gamaj
Józef Mamoń

trener: Czesław Skoraczyński i Mieczysław Gracz

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

mecz transmiotwany przez radio.

Relacje prasowe

"Przegląd Sportowy" z 1954.11.08

Janduda zawstydził atak Budowlanych i strzelił bramkę Gwardii

Stalinogród 7.11 (tel. wł.) Budowlani Chorzów – Gwardia Kraków 1:1 (0:1). Bramkę dla Gwardii zdobył w 43 min. Gamaj, wyrównał w 88 min Janduda. Sędziował Gorączniak z Poznania. Widzów ponad 10.000

Budowlani: Janik, Durniok, Wieczorek, Janduda, Król, Gajdzik, Skrzypiec (Lizurek), Weczerek, Barański (Powala), Olszówka, Lizurek (Barański).

Gwardia: Jurowicz, Szymeczko, Szczurek, Flanek, Snopkowski, Jędrys, Machowski (Kotaba), Kotaba (Kohut), Adamczyk, Gamaj, Mamoń.

Jeszcze raz potwierdziła się opinia, głosząca, iż Budowlani na swoim boisku nie potrafią zdobywać bramek. Z Gwardią zremisowali oni znowu z największym trudem, zdobywając wyrównującą bramkę w 88 min. gry. Strzelcem przypadkowej zresztą bramki był obrońca Janduda, który stawiając wszystko na jedną kartę opuścił swój posterunek i na 10 min. przed końcem meczu przeniósł się do ataku. Szczęście, którego brak było napastnikom chorzowskim w licznych sytuacjach podbramkowych na 2 min przed końcem meczu uśmiechnęło się Jandudzie. Wykorzystał on fatalny kiks Szczurka i z 3 metrów strzelił obok znieruchomiałego z wrażenia Jurowicza.

Musimy dodać, że i bramka zdobyta dla Gwardii przez Gamaja też była dziełem przypadku. Winę za jej utratę ponosi Durniok, który zamiast zaopiekować się nieobstawionym Gamajem poszedł zupełnie niepotrzebnie z pomocą Wieczorkowi, walczącemu o piłkę z Adamczykiem. Skorzystał z tego środkowy napastnik Gwardii i podał całkiem wolnemu partnerowi. Gamaj nie miał już trudnego zadania i piłka pewnie zatrzepotała w siatce.

Remisowy wynik meczu krzywdzi w zasadzie walczących o utrzymanie w lidze piłkarzy chorzowskich. Byli oni bezsprzecznie zespołem lepszym, posiadali przede wszystkim szybko grający atak. Formacja ta po raz pierwszy od niepamiętnych czasów atakowała planowo, szybkimi podaniami zdobywała teren, stwarzając płynnymi zagraniami wiele kłopotu defensorom Gwardii. Wyróżniał się skrzydłowy Lizurek, który był najlepszym napastnikiem na boisku. Piłkarz ten zagrał bardzo dobry mecz i był prawdziwym postrachem Jurowicza. Niestety, ani on, ani jego partnerzy nie potrafili się zdobyć na solidny, nieuchronny strzał. Atak Budowlanych zasłużył na wyższą notę, niż defensywa tej drużyny. Tym razem piątka defensorów Chorzowa grała niepewnie, szczególnie słabą formą razili Durniok i Gajdzik. O Gwardii trzeba powiedzieć, że jest to zespół wyrównany, walczący ambitnie. Wadą drużyny jest mała szybkość poszczególnych graczy, a przede wszystkim napastników, przeprowadzających akcje prawie na stojąco. Adamczyk o Kotaba prezentowali się w napadzie najlepiej. W defensywie dobrze spisywał się Flanek, natomiast pozostali grali niepewnie. Słaby dzień miał Szczurek, który swą nieudolną grę „ukoronował” kiksem, z którego Budowlani zdobyli wyrównującą bramkę.

Mecz był ciekawy i stał na całkiem niezłym poziomie. Gwardziści po przerwie dali krótki koncert gry na czas.