1956.08.12 Wisła Kraków - Ruch Chorzów 1:2

Z Historia Wisły

1956.08.12, I liga, 13. kolejka, Kraków, Stadion Wisły,
Wisła Kraków 1:2 (0:0) Unia-Ruch Chorzów
widzów: 15.000
sędzia: Gronowski z Warszawy
Bramki


Marian Machowski 76’
0:1
0:2
1:2
Drozdziok
75' Gerard Cieślik

Wisła Kraków
3-2-5
Stanisław Kalisz
Fryderyk Monica
Leszek Snopkowski
Władysław Kawula
Adam Michel
Ryszard Jędrys
Marian Machowski
Włodzimierz Kościelny
Stanisław Adamczyk
Wiesław Gamaj
Marian Morek

trener: Artur Woźniak
Unia-Ruch Chorzów
3-2-5
Wyrobek
Ksol
Bartyła
Bomba
Suszczyk
Pieda
Alszer
Drozdziok
Cieślik
Polok
Pala

trener: Adam Niemiec

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Relacje prasowe

"Przegląd Sportowy" z 1956.08.13

Dobry mecz w Krakowie. Ruch Chorzów coraz konsekwentniej dąży do prymatu w piłkarstwie polskim.

Kraków. 12.8 (tel. wł.) Wisła Kraków – Ruch Chorzów 1:2 (0:0). Bramki dla Ruchu zdobyli Drozdziok i Cieślik, dla Wisły Machowski. Sędziował Gronowski z Warszawy, widzów ponad 15.000.

Wisła: Kalisz, Monica, Snopkowski, Kawula, Michel, Jędrys, Machowski, Kościelny, Adamczyk, Gamaj, Morek.

Ruch: Wyrobek, Ksol, Bartyła, Bomba, Suszczyk, Pieda, Alszer, Drozdziok, Cieślik, Polok, Pala.

Kiedy po bezbramkowej pierwszej połowie obie drużyny wśród oklasków schodziły do szatni, nie było chyba nikogo wśród widzów, kto na podstawie przebiegu pierwszej połowy spotkania przyznawałby większe szanse na zwycięstwo drużynie chorzowskiej.

Wisła po krótkim okresie wzajemnego badania się ruszyła do generalnej ofensywy i na długie okresy zepchnęła przeciwnika do rozpaczliwej nieraz obrony.

Także po przerwie rozpoczęła Wisła grę od gwałtownego szturmu na bramkę Wyrobka. Wydawało się, że zdobycie bramki jest tylko kwestią czasu. Jakoż istotnie bramka padła, lecz… zdobył ją Ruch. Cieślik „uciekł” lewą stroną, podał płasko do środka, Kalisz miał piłkę w ręku, ale ułamek sekundy później zatrzepotała ona w siatce.

Chorzowianie zdobyli nie tylko prowadzenie, ale i wynikające z niego dobre samopoczucie, podczas gdy zespół Wisły grając z balastem utraconej bramki był wyraźnie speszony. Podania wiślaków tak dokładne w poprzednim okresie coraz częściej dostawały się do nóg przeciwnika, który czujnie strzegąc swojej zdobyczy bramkowej, nie ograniczał się jednak do obrony, ale jeszcze śmielej poczynał nacierać.

Długo niewidoczny Cieślik xxxx [nieczytelne] znów – jak za swych najlepszych dni – batutę ofensywy chorzowian, a wykorzystując bojowość i dobre przygotowanie techniczne swoich partnerów wyrastał jak spod ziemi pod bramką Kalisza. Mały łącznik Ruchu zdobył także drugą bramkę, w czym pokaźny udział miał bramkarz Wisły, który odbił idącą wzdłuż bramki centra Suszczyka pod nogi Cieślika. Była wówczas 75 minuta gry.

Świetny strzał Machowskiego, który natychmiast po rozpoczęciu gry od środka znalazł się w pobliżu pola karnego Ruchu i posłał bombę na bramkę Wyrobka, ustalił – jak się to później okazało – wynik meczu. Jest on dla Ruchu nader szczęśliwy.

Chorzowianie potwierdzili w Krakowie wieści o renesansie swojej formy. Szereg zagrań Cieślika, Alszera, Suszczyka, Piedy – przypominało nam żywo najlepsze czasy naszych internacjonałów. Znakomicie spisywał się Wyrobek mający walny udział w zwycięstwie swojej drużyny, a i Bartyła stanowił zaporę nie do przebycia dla trójki wewnętrznej Wisły.

Gorzej natomiast było z postawą sportową zawodników chorzowskich. Pomijając zakonspirowane faule i prowokacyjne przeciąganie gry na czas, piłkarze Ruchu odzywali się do swoich przeciwników w gwarze, od której mogły zwiędnąć uszy. Celowali w tym Wyrobek i Suszczyk popisujący się rynsztokowym słownictwem.

Wisła zagrała w wiele lepiej, niż w ostatnich spotkaniach mistrzowskich, lecz nie stanowiła takiego monolitu, jak wtedy, kiedy bezapelacyjnie zwyciężała CWKS, ŁKS i innych przeciwników. Bramkarz Wisły ma na usprawiedliwienie dwóch fatalnie przepuszczonych bramek tylko tę okoliczność, że Monica, Kawula czy Michel po szeregu świetnych zagrań popełniali nagle sztubackie błędy, w wyniku których Kalisz znajdował się nagle sam jak palec w otoczeniu białych koszul. To go więcej denerwowało aniżeli wysoka stawka zawodów oraz zawsze trudny dla bramkarza śliski teren i takaż piłka. Duże zastrzeżenia budzi również powolność Gamaja i Adamczyka oraz nieproduktywna gra wszerz Kościelnego i Morka.

”Dziennik Polski” z 1956.08.14

http://mbc.malopolska.pl/dlibra/doccontent?id=9299

GDYBY WIĘCEJ SZCZĘŚCIA.

Gdyby... Kalisz nie puścił dwóch bramek, gdyby atak Wisły ostrzej i celniej strzelał a Wyrobek z Ruchu bramki puszczał, gdyby itd. — wtedy dwa punkty zdobyłaby Wisła, a nie Ruch. No tak, ale powtarzamy chroniczny błąd ataku Wisły (i nie tylko Wisły), grającego środkową trójką i mętlikującego tak zaraźliwie, że nawet skrzydłowi ciągną do środka — nie daje żadnego pozytywnego efektu w postaci bramek. Trzeba przecież stale pamiętać, że przy systemie wzmocnionej obrony trzech obrońców, kombinacje środkowej trójki z reguły skazane są na niepowodzenie. A skrzydłowi, którzy mogliby rozciągnąć, grę i zdobywać teren drepczą bezczynnie. Aby zaś kopnąć piłkę, muszą po nią udać się do — środka. I nie jest to jednak „złoty środek" i skąd by można zdobywać bramki, i bez których nie ma zwycięstwa. Swoją drogą, gdyby Wisła miała więcej... szczęścia, byłaby mimo , braków taktycznych wygrała.