1957.04.28 Lech Poznań - Wisła Kraków 0:1

Z Historia Wisły

1957.04.28, I liga, 4. kolejka, Poznań, Stadion Lecha,
Lech Poznań 0:1 (0:1) Wisła Kraków
widzów: ok. 20.000
sędzia: Edmund Sperling z Łodzi
Bramki
0:1 15' Wiesław Gamaj
Lech Poznań
3-2-5
Henryk Skromny
Władysław Sobkowiak
Tadeusz Szafczyk
Henryk Pietrzak
Zygfryd Słoma
Henryk Wróbel
Florian Wojciechowski
Zygmunt Maciejak
Włodzimierz Lisiecki
Tadeusz Sędziak
Jan Kaczmarek

trener: Mieczysław Tarka
Wisła Kraków
3-2-5
Bronisław Leśniak
Jerzy Piotrowski
Władysław Kawula
Ryszard Budka
Adam Michel
Ryszard Jędrys
Marian Machowski
Antoni Rogoza
Wiesław Gamaj
Kazimierz Budek
Marian Morek

trener: Artur Woźniak
Debiut ligowy Bronisława Leśniaka

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Relacje prasowe

”Przegląd Sportowy” z 1957.04.29

http://buwcd.buw.uw.edu.pl/e_zbiory/ckcp/p_sportowy/1957/nr061/directory.djvu

POZNAŃ. 28.4. (tel. wł.). Lech Poznań — Wisła Kraków 0:1 (0:1).

Bramkę dla Wisły zdobył w 15 min. Gamaj. Sędziował Sperling z Łodzi. Widzów ok. 20.000.

LECH: Skromny, Sobkowiak, Szafczyk, Pietrzak, Słoma, Wróbel, Wojciechowski, Sędziak, Lisiecki, Maciejak, Kaczmarek.

WISŁA: Leśniak, Piotrowski, Kawula, Budka. Michel, Jędrys, Machowski, Rogoza, Gamaj, Budek, Morek.

20-tysieczna widownia opuściła zawiedziona stadion Warty. Zawiedziona nie tylko słabą grą miejscowych, lecz również przeciętnym poziomem meczu, toteż pod adresem gospodarzy padało wiele przykrych słów takich jak „patałachy" oraz „nie mają co szukać w I-lidze". Sąd taki jest zbyt surowy.

Chłopcy Lecha grali bowiem ambitnie, żywiołowo, ale nie mieli nikogo w ataku, który by pokierował ich zagraniami. Gogolewskiemu bowiem nałożono gips na nogę, i piłkarz ten będzie musiał jeszcze przynajmniej 3 tygodnie pauzować, a Anioła uległ w katastrofie samochodowej nadwerężeniu obojczyka. Nie ulega wątpliwości, że gdyby któryś z nich brał udział w meczu z Wisłą, wynik byłby inny, bo okazji do zdobycia bramek było dużo, ale brak częstokroć decyzji względnie obawa przed niecelnym strzałem zniweczyły te okazje i najlepsze starania poszły na marne. Na nic więc były wysiłki defensywy, która dość skutecznie rozbijała ataki gości, zwłaszcza w drugiej połowie, kiedy wiślacy zaczęli się pod wpływem silnego natarcia miejscowych gubić. O ile defensywa gospodarzy zdała egzamin na dobrze, o tyle w ataku kierownictwo Lecha musi znaleźć jakieś cudowne lekarstwo, by do wyzdrowienia Gogolewskiego i Anioły nie stracić dalszych punktów zwłaszcza na własnym boisku.

Drużyna Wisły zagrała w pierwszej połowie wcale ładnie. Wszystkie zagrania nosiły jakąś myśl przewodnią, a poszczególne akcje ładnie się wiązały. Z jednej takiej akcji padła właśnie w 15 minucie bramka. Niektórzy twierdzili, że Skromny ponosił trochę winy, ale strzał Gamaja był tak szybki, i płaski, że trzeba było dużego refleksu dobrego bramkarza by piłkę zatrzymać. Niewiele brakowało, a Machowski byłby minutę wcześniej uzyskał prowadzenie dla Wisły po pięknym strzale z woleja, przy czym piłka otarła się o zewnętrzną stronę słupka. W drużynie gości najlepszą częścią zespołu była linia obronna, przy czym zadziwił spokojem i pewnym chwytem młody bramkarz Leśniak, nagrał on również bezbłędnie na przedpolu bramkowym. Pomoc była niezmordowana w rozbijaniu ataków miejscowych i w zasilaniu własnego napadu w celne podania. Podobał się tutaj Jędrys.

W linii napadu najlepszymi byli Machowski i Gamaj. Dodać jeszcze trzeba, że obu drużynom nie sprzyjało szczęście. Strzał Lisieckiego w 50 min. potoczył się wolno do pustej bramki. I w ostatniej chwili piłka odbiła się o słupek i poszła w aut. Natomiast w 78 min. daleki silny strzał Budka odbił się od słupka i poszedł w pole. W ten sposób konta „pechowe" obu drużyn zostały wyrównane.

E. Olachowski