1995.08.20 Wisła Kraków - Pomezania Malbork 5:0
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 5:0 (2:0) | Pomezania Malbork | ||||||||
| widzów: 3.000-4.000 | ||||||||||
| sędzia: Stanisław Grzesiczek z Katowic | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Galeria
Dziennik Polski. 1995, nr 190 (19/20 VIII) = nr 15556
W II lidze także nie powinno zabraknąć emocji. WISŁA spotka się dziś na własnym stadionie z POMEZANIĄ (początek meczu o godz. 16.30). Gospodarze w pierwszych trzech meczach raz wygrali, raz zremisowali i raz przegrali, co oczywiście nie zadowoliło ani ich kibiców, ani szkoleniowców. Kierownictwo sekcji nie ukrywało niepokoju kiepską, mało ambitną grą wiślaków. Zapowiadało mocny wstrząs zespołem. Niektórzy kibice sugerowali, że dojdzie do zmian personalnych w drużynie, a nawet do zmiany trenera. Nic takiego jednak, na szczęście, nie nastąpiło. Ja nie jestem zwolennikiem rewolucji, ale ewolucji. Powiedziałem zawodnikom, że nie interesuje mnie minimalizm, że nie tędy droga. Przed meczem z Pomezanią panuje w drużynie twórczy spokój. Chłopcy pracują jak nigdy. Pater skręcił staw kolanowy i jego występ stoi pod znakiem zapytania. Jeśli Kaliciak i Świerad mają tak grać jak ostatnio, to niech lepiej nie wychodzą na boisko. Pomezania w poprzedniej rundzie nie przegrała meczu na własnym stadionie, ale na wyjazdach spisywała się różnie. Pod względem fizycznym prezentuje się dobrze, ma groźnego Strzelca Lizaka. Musimy ją jednak pokonać, bo nie możemy sobie pozwolić na tracenie punktów u siebie - powiedział trener wiślaków Lucjan Franczak.
Dziennik Polski. 1995, nr 191 (21 VIII) = nr 15557
Zwiastun odnowy? Wisła -Pomezania Malbork 5-0 (2-0) 1-0 Kaliciak 24 (z wolnego) 2-0 Kaliciak 36 (z karnego) 3-0 Kaliciak 57 4-0 Kaliciak 64 (głową) 5-0 Świerad 80 (głową) Sędziował: S. Grzesiczek (Katowice). Żółte kartki: Głownia - Barnat, Boros. Widzów ok. 4 tys. WISŁA: Mucharski - Głownia, Zając, Matyja - M. Wójcik (61 Surma), Sydorenko, Kozak, Kulawik (74 Lenard), Goszowski (64 Giszka) - Świerad, Kaliciak. W ubiegłym tygodniu wiele się działo u wiślaków. M. in. zapowiadano roszady w zespole. Ale gdy przed meczem przestudiowaliśmy skład „Białej Gwiazdy" to, w zasadzie, wszystko zostało po staremu... Trener Lucjan Franczak stwierdził wówczas: - Byłem, i jestem za zmianami ewolucyjnymi, a nie rewolucyjnymi. Dziś do rezerwy desygnowałem Giszkę. Gdyby nie pewne perturbacje zdrowotne niektórych graczy to obok niego usiadłby przynajmniej jeszcze jeden, tzw. podstawowy, zawodnik. Po meczu zaś wiślacki szkoleniowiec oświadczył: - Było u nas gorąco w ostatnich dniach, twardo rozmawialiśmy z zawodnikami. Chcemy spowodować, aby co niektórzy nie nosili głów w chmurach, ale stąpali po ziemi. Dziś mogę być tylko zadowolony, chłopcy zrobili co do nich należało. Wszystko przed nami... Czy spotkanie z Bractwem Piłkarskim Pomezania (tak brzmi pełna nazwa klubu założonego w roku 1990) można więc traktować jako zwiastun odnowy w futbolowej ekipie z ul. Reymonta? Teraz, naturalnie, nie sposób odpowiedzieć na to pytanie. Ale też - w porównaniu do trzech wcześniejszych gier, szczególnie tej z Radomskiem - była wczoraj Wisła trochę inna. Po pierwsze nie zauważyliśmy w jej szeregach „stójkowych”; grano choć z różnym skutkiem, ze sporym poświęceniem. Po drugie większość akcji pozbawiona była raczej cech przypadkowości. Po trzecie wreszcie przeciwnik w żadnym, w zasadzie, momencie, nie mógł liczyć na tzw. ulgowe potraktowanie. Że sam nie miał wielu argumentów to już inna sprawa. Zresztą poziom zaprezentowany przez Pomezanię jakże obrazowo scharakteryzował jej trener Stanisław Stachura: - Pozostaje nam tylko zdjąć czapki z głów. Byliśmy wyraźnie słabsi pod każdym względem. Ciężko będzie jechać do domu z takim bagażem goli, ale przecież mogło być ich dużo więcej. Żeby była całkowita jasność - Wisła zdecydowanie przeważała, ale nie było w jej wykonaniu szaleńczych szturmów czy też ofensywnej nawałnicy. Raczej gra spokojna, wręcz dostojna. Jakby gospodarze byli świadomi, że z jednej strony forma nie jest jeszcze ustabilizowana, z drugiej zaś, że rywal specjalnie „nie podskoczy”. Zresztą goście tylko raz rzeczywiście zagrozili krakowianom - w 30 minucie źle wybił piłkę Mucharski, zaskakując tym współpartnerów; futbolówka trafiła w końcu do Lizaka, który samotnie pognał w kierunku wiślackiej bramki, ale strzelił (przy interwencji goniącego go Zająca) tuż koło słupka. Szczupłość naszych łamów nie pozwala na bardziej szczegółowy opis bramkowych szans „Białej Gwiazdy”. Wielu gospodarze nie wykorzystali; choćby Świerad, Kulawik, Matyja, Kaliciak (m. in. w 54 minucie trafił piłką w słupek). Pięciokrotnie jednak bramkarz Wyłupski musiał kapitulować... 1-0 (24 min.) - Kaliciak egzekwował rzut wolny z ok. 18 metrów (w okolicach prawego narożnika pola karnego), efektowny „balonik” zatrzymał się dopiero w siatce. 2-0 (36 min.) - centra z lewego skrzydła Kaliciaka do Świerada, ale w walce o piłkę dotknął jej ręką obrońca Misarko. „Jedenastka” była formalnością dla Kaliciaka. 3-0 (57 min.) - z lewej strony centrował Goszowski, piłka trafiła do Kaliciaka, nastąpił wolej połączony z tzw. półnożycami. Gol wyjątkowej urody! 4-0 (64 min.) - centra Kulawika z lewej flanki i spokojna „główka” nieobstawionego „Kalego”. 5-0 (80 min.) - rajd Sydorenki prawym skrzydłem (od połowy boiska), centra, „główka” Świerada w tzw. długi róg. Był to 250 gol Wisły w historii jej drugoligowych spotkań. WOJCIECH BATKO
