1995.11.11 Jeziorak Iława - Wisła Kraków 2:0
Z Historia Wisły
| Jeziorak Iława | 2:0 (2:0) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 5.500-6.000 | ||||||||||
| sędzia: Andrzej Dymek z Wrocławia | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Relacje prasowe
Dziennik Polski. 1995, nr 257 (7 XI) = nr 15623
Niezłe nastroje panują też po drugiej stronie Błoń. Wisła wygrała w II lidze trzeci mecz pod rząd, a w piątym nie poniosła porażki. Jest na 2 miejscu o 2 punkty za Jeziorakiem Iława. Kibice oglądający jej mecz z Lublinianką byli już myślami przy jej pojedynku z Jeziorakiem. Kalendarz rozgrywek tak się ułożył, że mecz ostatniej kolejki Jeziorak - Wisła urósł do wydarzenia rundy. Kto wygra, zostanie mistrzem jesieni, ponadto gospodarzom do tego wystarczy remis. Spotkanie z Lublinianką było zarazem „przetarciem” wiślaków przed tą decydującą batalią. Trener gości Janusz Gałek chwalił krakowian: - Drugi raz w tym sezonie widzę Wisłę i znów bardzo dobrze gra. Strzał Świerada na początku meczu był fantastyczny i ustawił mecz. Przy braku w mym zespole M. Pisza, Wójtowicza i Szczawińskiego mogłem przeciwstawić gospodarzom tylko młodzież. Aż pięciu 18-latków grało w Lubliniance, w tym bramkarz Wierzchowski, do którego nie ma zastrzeżeń mimo przepuszczenia czterech goli. Wisła podyktowała wysokie warunki, jest drużyną zdolną do awansu. Nie pierwszy to trener zespołu gości, który tak komplementuje wiślaków. A oto opinia trenera Lucjana Franczaka: - Zakładaliśmy sukces nad lublinianami, nie mogliśmy zawieść nadziei swoich i kibiców. Młodzież gości spisywała się nieźle, ale więcej atutów miała Wisła. Po cichu liczyliśmy, że Jeziorak zgubi jakieś punkty w Tarnowie, jednak okazał się odporny, nawet przegrywając 0-2. Został nam mecz z liderem, traktujemy go z całą powagą. Spotkanie z Jeziorakiem ustawi czołówkę na przyszły sezon, marzy nam się jak najwyższa lokata... JAN OTAŁĘGA
Pociągiem do Iławy W najbliższą sobotę w Iławie dojdzie do drugoligowego meczu piłkarskiego pomiędzy liderem tabeli grupy II Jeziorakiem a wiceliderem krakowską Wisłą. Wychodząc naprzeciw dużemu zainteresowaniu tym meczem sympatyków „Białej Gwiazdy” sekcja piłkarska Towarzystwa - przy współdziałaniu z PKP oraz KW Policji - organizuje wyjazd do Iławy. Kibice pojadą specjalnymi wagonami, które zostaną doczepione do pociągu ekspresowego relacji Kraków - Gdynia (odjazd z Dworca Głównego o godz. 6.15). Zapisy w biurze sekcji piłkarskiej Wisły do czwartku, do godziny 12. Uwaga! Do pociągu wpuszczone zostaną tylko osoby figurujące na liście sporządzonej przy przyjmowaniu zgłoszeń
Dziennik Polski. 1995, nr 261 (13 XI) = nr 15627
Oskrzydleni Jeziorak Iława Wisła 2-0 (O-O) 1-0 Sobociński 30 min. 2-0 Płoski 40 min. Sędziował: A. Dymek (Wrocław). Widzów ok. 7 tys. WISŁA: Sarnat - Głownia, Zając, Matyja (73 Płonka) - Pater, Sydorenko, Kozak, Kulawik, Goszowski (53 M. Wójcik) - Świerad, Kaliciak (34 R. Wójcik). W ostatni piątek, dzień przed meczem z Jeziorakiem, piłkarze Wisły z niecierpliwością oczekiwali na wypłatę zaległych premii. Niestety, klubowy kasjer akurat gdzieś zaginął... Na dodatek żaden z działaczy nie był w stanie odpowiedzieć zawodnikom, kiedy otrzymają pieniądze. Podopieczni trenera Lucjana Franczaka wyjeżdżali więc do Iławy w niezbyt wesołym nastroju. Tak zwani wtajemniczeni gotowi byli nawet przyjmować zakłady, że krakowianie zwrócą się o pomoc do... działaczy Jezioraka. Tym razem jednak łowcy taniej sensacji mogą się czuć zawiedzeni. Wisła podjęła bowiem walkę i przy odrobinie szczęścia wcale nie musiała przegrać. Szkopuł w tym, że w futbolu liczenie jedynie na szczęście na ogół nie popłaca. Bowiem pod względem umiejętności czysto piłkarskich „Biała Gwiazda”, niestety, dość wyraźnie ustępowała Jeziorakowi. Trener Franczak stwierdził po meczu, że jego drużyna przegrała na własne życzenie... - Popełniliśmy błąd, w efekcie którego straciliśmy bramkę. Później jeden z moich obrońców ponownie się nie popisał. Na dodatek przy stanie 0-1 nie wykorzystaliśmy dwóch okazji do zdobycia wyrównującego gola. Gdyby jednak w każdym innym meczu rundy jesiennej Wisła zagrała z podobną ambicją jak w spotkaniu w Iławie, to bylibyśmy liderem półmetka. Powyższa konkluzja świadczy o tym, że rozważania na temat szczęścia (lub jego braku) udzieliły się także krakowskiemu szkoleniowcowi. Jednak wypowiedź Franczaka jedynie zaciemnia obraz iławskiego meczu. Goście od początku meczu mieli problemy z dokładnym rozegraniem piłki w środkowej strefie boiska. Niestety, Kozak i Kulawik nie potrafili zaskoczyć rywali nieszablonową akcją, krzyżowym czy prostopadłym podaniem. A boczni pomocnicy Pater i Goszowski zapomnieli (?), że ich zadaniem jest przeprowadzanie akcji oskrzydlających. Zresztą Ukrainiec Goszowski był zdecydowanie najsłabszym zawodnikiem Wisły. Jego vis ś vis (były wiślak!) Przytuła całkiem bezkarnie, a przy tym skutecznie, napędzał strachu krakowskiej obronie. Niczym szczególnym nie wyróżnił się także Sydorenko, o którego pozyskanie Wisła stoczyła batalię. Nie wolno nie zaakcentować słabiutkiej postawy obrońców (zwłaszcza kryjących) gości. Zarówno forma Głowni, jak i Matyi zapewne ucieszyła piłkarzy Jezioraka. W każdym razie gospodarze, szczególnie w I połowie, permanentnie zaskakiwali Wisłę, głównie akcjami prowadzonymi ze skrzydeł. A atak gości? Powiedzmy, że istniał tylko nominalnie. Pierwszy gol dla Jezioraka padł po indywidualnym błędzie Matyi, który stracił piłkę w pojedynku z Sobocińskim. 21-letni napastnik z Iławy nie zaprzepaścił okazji, strzelając w róg bramki. Drugie trafienie poprzedzone zostało płynną akcją (lewą stroną) iławian, ale w decydującym momencie piłka odbiła się od... pleców Głowni. DARIUSZ ŁUSZCZYNA „PIŁKA NOŻNA"
O „zgrzytach” na linii działacze - piłkarze Wisły mówiło się po raz pierwszy w sierpniu. Potem sytuacja miała ulec normalizacji, by na powrót się skomplikować na finiszu rundy jesiennej. Czy rzeczywiście? - Nie będę zaprzeczał, powstały małe opóźnienia w wypłatach premii należnych zawodnikom za ostatnio zdobyte punkty - powiedział nam wiślacki szkoleniowiec Lucjan Franczak. - Ale nie traktowałbym tego w kategoriach aferalnych. Absolutnie też odrzucam twierdzenie, jakoby wzmiankowane opóźnienie wpłynęło na postawę drużyny w meczu z Jeziorakiem! Przy okazji, szkoda, że niektórych działaczy Towarzystwa nie było z nami w Iławie. Zobaczyliby po prostu jaka jest różnica pomiędzy Wisłą, która organizacyjnie tkwi w przeszłości, a Jeziorakiem prowadzonym ze wszech miar profesjonalnie... Dużo się mówiło o autonomii sekcji przy Reymonta. To już ostatni dzwonek, by od słów przejść do czynów! Przecież Piotrowi Skrobowskiemu może się znudzić rola dobroczyńcy... (BAT)
