1996.04.20 Wisła Kraków - KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 2:1
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 2:1 (0:1) | KSZO Ostrowiec Świętokrzyski | ||||||||
| widzów: 5.000 | ||||||||||
| sędzia: Grzegorz Kasperkowicz z Poznania | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Dziennik Polski. 1996, nr 95 (22 IV) = nr 15761
Szczęściarze Wisła - KSZO Ostrowiec 2-1 (0-1)
Sudół 23 min. 1-1 Świerad 61 min. 2-1 Marzec 90 min. Sędziował G. Kasperkowicz (Poznań). Żółte kartki: Świerad, M. Wójcik - Zajda, Montsko. Widzów ok. 4,5 tys. WISŁA: Sarnat - M. Wójcik, Zając (60 R. Wójcik), Pasionek - Pater (83 Matyja), Surma (46 Goszowski), Łętocha, Marzec, Kulawik - Świerad, Kaliciak. „Przewrotka” Kaliciaka na nic się zdała. Akcji „Kalego” przypatrują się Nieradka (nr 5), Marzec (7) i sędzia Kasperkowicz. Fot. Anna Głód Dochodziła czwarta minuta przedłużonego czasu gry, kiedy Wisła przeprowadziła akcję rozpaczy. W jej rezultacie, po kotłowaninie na polu karnym gości, piłka trafiła do Marca, który płasko strzelił, a futbolówka po rykoszecie zmyliła Zajdę i wylądowała w prawym dolnym rogu bramki KSZO! W tych superszczęśliwych okolicznościach „Biała Gwiazda” zdobyła trzy niezwykle cenne punkty, ale po grze - biorąc pod uwagę jej jakość - nad wyraz nędznej. - Wypada pochwalić zawodników za ambicję w drugiej połowie - powiedział trener Kazimierz Kmiecik. -Było sporo emocji i żebyśmy zawsze tak wygrywali, ale może przy innym scenariuszu... Przyszło nam grać bez Giszki, Głowni i Sydorenki i to odbiło się na postawie zespołu. Można dodać, że odbiło się aż za bardzo, gdyż tylko sporadycznie wiślacy zrywali z futbolowym chodzonym, grą pozbawioną elementów zaskoczenia, monotonną, niedokładną, wręcz niechlujną. Na tym tle goście prezentowali się jako drużyna poukładana, zadziorna i szybsza. Ten ostatni element mogą scharakteryzować: gol dla KSZO (Brytan zawiązał dryblingiem Pasionka, ostro dośrodkowa! i Sudół strzelał z ok. 6 metrów); rajdy Graby (nad podziw łatwo ogrywał krakowian) oraz żółta kartka dla M. Wójcika za faul na Żelazowskim (wiślak ciął rywala, gdyż „maluchowi” przyszło się ścigać z punto...). - Mamy „farta”, można było z tak dysponowaną Wisłą nawet wygrać! - oświadczył po meczu bramkarz gości Jerzy Zajda. - Kiedy graliśmy z kontry, było nieźle. Ale kiedy się odsłoniliśmy, to dostaliśmy pierwszego gola. A potem za wcześnie poczuliśmy się pewni remisu... Wyrównujący gol, w 61 min, padł właśnie po jednej z nielicznych sensownych akcji wiślaków, po kontrze - Marzec podał do Kulawika, ten pognał z piłką przez 40 metrów, ograł obrońcę, płasko zacentrował z lewej strony i Świerad tylko dołożył nogę. Inne, podobnie zaskakujące rozwiązania? Raptem było ich może dwa lub trzy. Ale ponoć wszystko dobre, co się dobrze kończy... WOJCIECH BATKO
