1996.08.18 Lech Poznań - Wisła Kraków 1:0
Z Historia Wisły
| Lech Poznań | 1:0 (0:0) | Wisła Kraków | ||||||||
| widzów: 1.500 | ||||||||||
| sędzia: Andrzej Czyżniewski z Gdańska | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
LECH - WISŁA, niedziela, godz.13, sędziuje Czyżniewski z Gdańska. - Jedziemy do Poznania pokazać jak najlepszą grę - mówi trener Wisły Henryk Apostel. - Czy to jednak wystarczy na dobrze grającego Lecha - zobaczymy. W każdym razie dzisiaj remis przyjąłbym z dużym zadowoleniem. W Wiśle nie zagra jeszcze drugi Kameruńczyk - Ferdinand Chi Fon, najwcześniej będzie potwierdzony dopiero na mecz o PP w środę. Kibice krakowscy będą mogli obejrzeć grę Wisły w relacji telewizyjnej w niedzielę w TVP, pr. 2, godz.14 (druga połowa na żywo).
Dziennik Polski. 1996, nr 193 (19 VIII) = nr 15859
Bark Majewskiego Lech - 1-0 Majewski 66 min. Sędziował Andrzej Czyżniewski z Gdańska. Żółta kartka: Surma (Wisła). Widzów 2 tys. LECH: Onyszko - Zawadzki, Bosacki, Kryger - Majewski, Bocian, Piskuła, Dramę, Wichniarek (75 Augustyniak) - Reiss (64 Mbwando), Prabucki (85 Drajer). WISŁA: Sarnat - Pasionek, Zając, Matyja - Sydorenko, Surma (61 Marzec), Łętocha (46 Pater), Kulawik, Giszka - Feutchine, Świerad (79 Owca). W ostatnim spotkaniu ekstraklasy rozegranym w niedzielę Lech pokonał Wisłę i dzięki temu objął prowadzenie w tabeli. Na boisku nie widać było jednak różnicy dzielącej oba zespoły w tabeli. Gospodarze grali słabo, ślamazarnie, toteż Wisła przez długie minuty była równorzędnym partnerem i do 66 minuty utrzymywała wynik bezbramkowy. W tej właśnie minucie gospodarze przeprowadzili atak lewym skrzydłem, strzelał głową ciemnoskóry Mbwando, Sarnat zdołał odbić na poprzeczkę, piłka spadła na 2 metr skąd usiłował ją wybić Pasionek. Trafił w... bark nadbiegającego Majewskiego i piłka znalazła się w siatce. W takich pechowych okolicznościach Wisła straciła gola. Gospodarze przeważali w 1 połowie, ale strzały dwukrotnie Reissa, Dramę, Bociana bronił Sarnat. W 43 min wyborną sytuację miała Wisła, po rzucie rożnym główkował Świerad i zmierzającą do siatki piłkę wybił z bramki Wichniarek. Po przerwie przez 20 minut dominowała na boisku Wisła, w 51 min po podaniu Sydorenki, Świerad z 11 m uderzył jednak mało precyzyjnie i Onyszko złapał piłkę. Potem Lech strzelił gola i parę razy groźnie zaatakował, najlepszą okazję zmarnował Majewski, nie wykorzystując w 74 min pozycji sam na sam z Sarnatem. Końcówka meczu należała do krakowian, którzy mocno przyciskali, ale bez rezultatu. W Wiśle znowu trzeba pochwalić Sarnata i obronę (z wyjątkiem feralnej 66 min), nadal mało przekonywująco grają pomocnicy, skuteczność pomocników i napastników równa zeru. W ataku walczył za trzech Feutchine. Świerad nie może marnować takich sytuacji jaką miał w 51 minucie RYSZARD POLAK, trener Lecha: - Rozegraliśmy najsłabszy mecz w tej rundzie. Brakowało naszym akcjom szybkości, dynamiki, byliśmy za mało aktywni. Mamy młody zespół, który wiele się jeszcze musi uczyć. HENRYK APOSTEL, trener Wisły: - Przegraliśmy to spotkanie na własne życzenie. Lech w formie jaką zaprezentował w niedzielę był do ogrania. Nie można jednak tracić takiej głupiej bramki. Znowu nie popisali się nasi napastnicy, seryjnie marnujemy pozycje strzeleckie. (AS
