1997.09.20 Widzew Łódź - Wisła Kraków 1:1

Z Historia Wisły

1997.09.20, I Liga, 8. kolejka, Łódź, Stadion Widzewa, 17:30
Widzew Łódź 1:1 (0:1) Wisła Kraków
widzów: 4.000
sędzia: Mirosław Milewski z Warszawy
Bramki

Dariusz Gęsior 57’
0:1
1:1
33' Tomasz Kulawik

Widzew Łódź
Arkadiusz Onyszko
Mirosław Szymkowiak
Tomasz Łapiński
Daniel Bogusz grafika: Zmiana.PNG (46’ Artur Wichniarek)
Dariusz Gęsior
Radosław Michalski
Maciej Terlecki
Alexandru Curteian grafika: Zmiana.PNG (83’ Piotr Szarpak)
Rafał Siadaczka
Marcin Zając grafika: Zmiana.PNG (83’ Marek Szemoński)
Andrzej Kobylański

trener: Franciszek Smuda
Wisła Kraków
Artur Sarnat
Paweł Adamczyk
Bogdan Zając
Grzegorz Kazimierski
Jacek Matyja Grafika:Zk.jpg
Grzegorz Pater
Paweł Weinar grafika: Zmiana.PNG (46’ Marcin Pasionek)
Tomasz Kulawik
Wiktor Sydorenko Grafika:Cz.jpg 76’
Feutchine grafika: Zmiana.PNG (46’ Surma) grafika: Zmiana.PNG (79’ Biskup)
Marek Koniarek

trener: Wojciech Łazarek

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy



Dziś 8. kolejka spotkań ekstraklasy. Krakowska Wisła wyjechała do Łodzi, w sobotę o godz. 17.30 gra z mistrzem Polski Widzewem. Sędziuje Mirosław Milewski z Warszawy. Spotkanie bezpośrednio transmituje Telewizja Canal Plus. Dwa walczące dziś w Łodzi zespoły ostatnio miały dobre notowania. Widzew wygrał w Pucharze UEFA z Udinese 1-0, a Wisła stoczyła zaciętą walkę w Zabrzu, remisując z Górnikiem 1-1. Czy piłkarze utrzymają wysoką formę? - Liczę, że nasz zespół potwierdzi w Łodzi dobrą dyspozycję z Zabrza - mówi kierownik drużyny „Białej Gwiazdy” Kazimierz Antkowiak. - Każdy, kto oglądał spotkanie z Górnikiem mógł się przekonać, że krakowianie postawili rywalowi duże wymagania i nie ugięli się przed jego atakami. - Czy zajdą w składzie jakieś zmiany? - Jeśli tak, to raczej niewielkie. Trener Łazarek opiera grę na trzonie z Zabrza. Do Łodzi pojechało 17 zawodników, nową twarzą - ale tylko w sensie powrotu do I drużyny - jest Feutchine. Ten czarnoskóry piłkarz ostatnio dużo grał w rezerwowej drużynie, dochodził do formy po długiej, spowodowanej kontuzją, nieobecności na boiskach. Czy jednak wyjdzie na łódzką murawę, zadecyduje trener. Nie mamy w zespole absencji za kartki czy z powodu urazów. - Zapowiada się dla Was jeszcze trudniejszy mecz niż w Zabrzu! - Tak, ale nie zakładamy porażki. W Łodzi podejmiemy walkę i jeśli postawa wiślaków nie będzie słabsza od tej demonstrowanej w Zabrzu, nie powinno być źle. Myślę, że obecność na stadionie kamer telewizyjnych jeszcze zmobilizuje chłopców. Remis byłby naszym sukcesem. Inne mecze, wszystkie w sobotę: Groclin - ŁKS, Odra Wodzisław - Górnik Zabrze, Polonia Warszawa - KSZO Ostrowiec, Raków - Zagłębie Lubin, Ruch - Lech, Petrochemia Płock - Amica Wronki, Stomil Olsztyn - Katowice, natomiast mecz Pogoń - Legia został przełożony. (JOT)

Dziennik Polski. 1997, nr 221 (22 IX) = nr 16191

WIDZEW Onyszko 6 - Szymkowiak 6, Łapiński 6, Bogusz 5 (46 Wichniarek 3) - Gęsior 8, Michalski 6, Terlecki 7, Curtian 6 (83 Szarpak), Siadaczka 7 .1 - M. Zając 7 (83 Szemoński), Kobylański 5 WISŁA Sarnat 8 - Kazimierski 7, B. Zając 7, Matyja 7 - Pater 6, Sydorenko 5, Kulawik 7, Adamczyk 6, Weinar 5 (46 Pasionek 4) - Feutchine 6 (46 Surma, 79 Biskup), Koniarek 6

Ambicja nagrodzona Remis z mistrzem Widzew Łódź - Wisła Kraków 1-1 (O-1) 0-1 Kulawik, 33 min. 1-1 Gęsior, 58 min, głową. Sędziował: M. Milewski (Radom). Żółte kartki: Matyja i Sydorenko. Czerwona: Sydorenko (76 min). Widzów 4 tys. Piłkarze spod znaku „Białej Gwiazdy” rzucili na szalę całą ambicję i wolę walki, na jaką ich stać. II połowa była niesłychanie dramatyczna, trzymała w napięciu do samego końca. W 76. min kontratak w wykonaniu Sydorenki mógł przynieść drugiego gola dla wiślaków, ale będący w sytuacji sam na sam z bramkarzem zawodnik przewrócił się w polu karnym, co arbiter potraktował jako niesportowe zachowanie i ukarał go drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką. W efekcie przez ostatni kwadrans krakowianie musieli odpierać falowe ataki mistrza Polski. Na szczególne wyróżnienie w tym okresie zasłużył golkiper Artur Sarnat, który demonstrował kapitalny refleks i udane interwencje. Przed sobotnim spotkaniem bardzo mile został przyjęty przez łódzkich kibiców Marek Koniarek, który dla Widzewa strzelił w niedawnej przeszłości 65 bramek. - Kibice powitali mnie oklaskami, to bardzo sympatyczne - powiedział napastnik Wisły. - Zawsze jak wychodzę na boisko, to chcę zdobyć bramkę, ale to będzie dzisiaj trudne, gdyż na razie gra mi się ciężko, bo nie przepracowałem okresu przygotowawczego - dodał na krótko przed pierwszym gwizdkiem. Zaległości treningowe pana Marka były rzeczywiście widoczne później w trakcie spotkania na tle szybkich, wybieganych łodzian, ale i tak Koniarek, choć nie zdobył osobiście gola, to przynajmniej pośrednio do tego się przyczynił. To właśnie jego podanie zainicjowało akcję, po której padła bramka. Pierwsze dwa strzały oddali wiślacy. Najpierw w 7. min Kameruńczyk Feutchine (powrócił do podstawowego składu), ale zbyt lekko i Onyszko obronił bez trudu, a następnie 2 minuty później Matyja, ale aż z ponad 30 metrów i bardzo wysoko nad poprzeczką. Potem kilka groźnych sytuacji stworzyli gospodarze. W 10. min Siadaczka dostał bardzo dobre podanie od Curtiana, ale w ostatniej chwili jego strzał został zablokowany. Niebezpiecznie było w 17. min po centrze Michalskiego. Adamczyk nie upilnował Kobylańskiego, a ten „główką" strzelił minimalnie obok słupka. Niebawem zza „szesnastki” próbował chytrze przelobować Sarnata Gęsior, ale piłka przeleciała nad bramką. Gdy w 22. min B. Zając wdał się w zabawę na własnym polu karnym i niewiele brakowało, aby Kobylański skorzystał z tej niefrasobliwości, trener Wojciech Łazarek z ławki przywołał obrońców do porządku. Bardzo groźne były w wykonaniu łodzian zwłaszcza dośrodkowania na pole karne, tudzież tzw. stałe fragmenty gry. W 24. min po rzucie wolnym z ok. 25 m Szymkowiak zacentrował do Terleckiego, a ten okazał się szybszy od Weinara i uderzył natychmiast z woleja. Na szczęście piłka poszybowała metr od słupka. Za chwilę Terlecki zrewanżował się podaniem Szymkowiakowi, który z 12 metrów uderzył z pierwszej piłki, a Sarnat wykazał się refleksem, piąstkując piłkę w pole. W 33. min Wisła sensacyjnie objęła prowadzenie! Koniarek podał z lewej strony boiska do Feutchine, ten, stojąc już w polu karnym, zacentrował do środka. Próbował mu w tym przeszkodzić Bogusz, ale piłka odbiła się od jego ręki, zmieniła nieco kierunek i wpadła prosto pod nogi nie pilnowanego Kulawika, który ze stoickim spokojem wpakował ją z 5 metrów do siatki, pod pachą padającego na murawę Onyszki. Do końca I połowy przeważał Widzew, ale obrona „Białej Gwiazdy” grała bardzo spokojnie i pewnie. Tuż przed przerwą po centrze Terleckiego z lewej strony, prawe skrzydło zamknął Kobylański i gdyby nie ofiarna interwencja Adamczyka, mogłoby być 1-1. Schodzący do szatni strzelec jedynego gola w I połowie Tomasz Kulawik powiedział: - Podeszliśmy do tego meczu bardzo bojowo, chcąc uzyskać jak najlepszy wynik z naszym reprezentantem w pucharach. Na razie realizujemy plan trenera. Graliśmy ambitnie i tak samo ambitnie będziemy grać w II połowie... Zaraz po wznowieniu gry po przerwie okazało się, że widzewiacy - mimo bardzo ciężkiego meczu z Udinese w minioną środę - mają jeszcze duże pokłady sił. Przez pierwszy kwadrans II połowy przewaga łodzian była chwilami przygniatająca. Sarnat w pięknym stylu obronił jednak strzały Siadaczki i Michalskiego. W 58. min bramkarz Wisły musiał skapitulować. Z kornera dośrodkowa! M. Zając, a Gęsior z 13 metrów precyzyjnie uderzył piłkę głową, tuż przy prawym słupku. 1-1. Za chwilę kolejne okazje łodzian. Terlecki przymierzył w długi róg, chybiając o centymetry. M. Zając „zakręcił” Kazimierskim i strzelił w krótki róg, ale Sarnat. instynktownie sparował piłkę na róg. W 65. min Wichniarek (nowy nabytek, zakupiony z Lecha ponoć za 900 tys. złotych?!) z 8 metrów uderzył wysoko nad poprzeczką. Gra się trochę uspokoiła i wiślacy coraz częściej szukali szansy w kontratakach. W 69. min podanie Surmy do wybiegającego na czystą pozycję Koniarka w ostatniej chwili przeciął Siadaczka. W 76. min nastąpiła sytuacja, która mogła mieć wpływ na końcowy wynik. Po kapitalnej kontrze wiślaków sam w kierunku bramki Onyszki biegł z piłką Sydorenko. Zbyt daleko jednak wypuścił ją przed siebie, ale nie na tyle, by ją stracić na rzecz golkipera łodzian. Onyszko wybiegł z bramki, ale piłki nie złapał, natomiast Sydorenko padł jak długi na trawę. Było jasne, że sędzia Milewski, albo podyktuje karnego, albo wyrzuci wiślaka z boiska, gdyż 4 minuty wcześniej pokazał mu już żółty kartonik (za ostrą grę). Stało się to drugie, arbiter uznał, że Sydorenko zachował się niesportowo, chcąc wymusić karnego. W powtórkach telewizyjnych widać było, że Onyszko chyba nie dotknął padającego na murawę piłkarza Wisły... Grając w dziesiątkę wiślacy ograniczali się w ostatnim kwadransie do obrony, destrukcji. (K)

W wiślackim obozie WOJCIECH ŁAZAREK (trener Wisły): - Nie pojechaliśmy do Łodzi murować bramkę, ale podjąć rękawicę. Poza napastnikami w II linii wystąpili gracze ofensywni: Pater, Sydorenko, Kulawik... Nie było to zestawienie ukierunkowane na defensywę. Graliśmy rozsądnie z rozłożeniem równych sił na atak i obronę. Uważam, iż gdyby w II połowie Wisła wystąpiła w tym samym zestawieniu, to kto wie, czy wynik nie byłby pomyślniejszy? Tymczasem już od 46 min musiałem dokonać dwóch wymuszonych zmian. Weiner doznał bolesnej kontuzji, a Feutchine brakło sił. Po zmianie stron niepotrzebnie oddaliśmy środkową strefę rywalowi. Widzew uzyskał przewagę, remis jest wynikiem sprawiedliwym. Sytuację z czerwoną kartką oceniam tak, że Sydorenko mógł wcześniej strzelać, jednak zbyt daleko wypuścił piłkę i doszło do zderzenia z bramkarzem. Wydawało się, że miał miejsce faul. Sędzia ocenił inaczej. I odtąd trzeba było grać w dziesiątkę. Cieszymy się dziś z remisu z mistrzem Polski, ale od poniedziałku poważnie myślimy o meczu z Odrą Wodzisław. WIKTOR SYDORENKO (piłkarz Wisły): - Cieszy punkt wywalczony na boisku Widzewa, martwi czerwona kartka, co eliminuje mnie z następnych meczów. Szkoda, że nie zagram z Odrą, bo coraz lepiej nam idzie. Remis w Łodzi ma swoją wymowę. Naszym atutem jest gra zespołowa, wychodzimy na boisko walczyć jeden za drugiego. Jeszcze trener Łazarek zmobilizował nas przed spotkaniem z Widzewem, mówiąc, że możemy nawet tam wygrać. Mieliśmy w I połowie atakować, a cały mecz rozegrać tak, jakbyśmy kartka nie grali przed własną publicznością. Zagraliśmy bez kompleksu. Widzew sprawiał wrażenie drużyny podenerwowanej, jakby atmosfera tam nie była w porządku. Być może nawet Wisła mecz by wygrała, gdyby sędzia inaczej ocenił sytuację w 76 min. Do piłki biegł bramkarz i ja. Onyszko zaczepił mnie ręką, przewróciłem się, nie symulowałem faulu. Jeśli nawet arbiter nie dostrzegł tu karnego, to nie powinien 'mnie karać. Kiedy leżałem na polu karnym, .podszedł mówiąc, abym szybko wstał, inaczej dostanę czerwoną kartkę. Pozbierałem się jak najprędzej, a tu ku mojemu zaskoczeniu sędzia pokazał żółty kartonik, co w konsekwencji, po wcześniejszej kartce za mój faul na Wichniarku, musiało się skończyć zejściem z boiska. (JOT)




Wojciech Łazarek: Dwie siły nieczyste sprzysięgły się dziś przeciwko nam. Pierwszą z nich jest zdrowie - musiałem zmienić dwóch zawodników. Ta siła przyszła z walki. Druga nadeszła od strony czorta, bo jak wiemy, czort jest czarny. Nie wolno w taki sposób krzywdzić tych młodych chłopaków. Tak po prostu nie można. Wiemy co się dzieje, wszyscy to widzieliśmy, nie będę więc rozwijał tej myśli. Widzew miał dziś przewagę, lecz niewiele z niej wynikało. W nasze szyki obronne trochę zamieszania wprowadziły wymuszone zmiany, ale na szczęście to rozluźnienie defensywy nie skończyło się tragedią. Źródło: "Biała Gwiazda" nr 2



Relacja kibicowska z meczu:

Relacje kibicowskie z meczów Wisły-Sezon 1997/1998