1998.04.04 Wisła Kraków - Lech Poznań 2:0
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 2:0 (1:0) | Lech Poznań | ||||||||
| widzów: 10.000 | ||||||||||
| sędzia: Andrzej Szczełkun z Jeleniej Góry. | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
| Ławka rezerwowych: Jakub Wierzchowski, Krzysztof Bukalski, Ibrahim Sunday Kapitan: Tomasz Kulawik | ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Gazeta Krakowska. 1998, nr 80 (4/5 IV) = nr 15200
Piłka nożna I liga — Wisła — Lech Poznań, sobota godz. 16, stadion przy ul. Reymonta.
Gazeta Krakowska. 1998, nr 81 (6 IV) = nr 15201
Minuta po minucie
5 — zamieszanie w polu karnym Lecha, ale Niciński nie trafił w piłkę 6 — Łukasik wybił piłkę prosto pod nogi Nicińskiego, ten strzelił tuż przy słupku 13 — Matyja strzelał z dystansu, bramkarz łapie piłkę 15 — Węgrzyn strzela nad poprzeczką 18 — Bykowski z ostrego kąta strzelił bardzo silnie, ale Sarnat wybija piłkę na róg 21 — Dubicki ograł Borykina, podał do stojącego w polu bramkowym Nicińskiego, ten zwlekał z oddaniem strzału i został zablokowany, po dobitce w wykonaniu Kaliciaka piłka została wybita na róg 23 — podanie Kaliciaka, w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem Dubicki, ale naciskany przez obrońców nie wykorzystuje tej super okazji, Mioduszewski wybija piłkę nogami. Ta wybita piłka zapolem karnym trafiła do Czerwca, który uderzył pięknie fałszem z pierwszej piłki w górny róg bramki i Wisła prowadzi 1:0 27 — Kałużny strzela z dystansu, piłka przelatuje przy słupku31 — Niciński próbował centrować, ale wyszedł z tego strzał i piłka zmierzała pod poprzeczkę. Mioduszewski wybijają na róg 35 — strzał Reissa zablokowany przez B. Zająca, po chwili Węgrzyn wybija piłkę 36 — świetne podanie Czerwca, a Węgrzyn przeniósł piłkę nad poprzeczką 47 — zamieszanie pod bramką Lecha, Dubicki wycofuje piłkę z pola karnego, Pater natychmiast podaje ją do Kałużnego, a ten z około 20 metrów oddał potężny strzał. Bramkarz wprawdzie dotknął piłkę, ale nie zdołał jej wybić i jest 2:0 50 — padający na ziemię Węgrzyn zdołał jeszcze oddać strzał z półobrotu i piłka odbija się od słupka 54 — Łukasik wybija spod nóg piłkę Dubickiemu 66 — Araszkiewicz strzela głową, Sarnat łapie piłkę 90 — Pater strzela z ostrego kąta, piłkę łapie Mioduszewski
Jaki był mecz z Lechem? Goście nastawili się na zmasowaną obronę, a Wisła musiała robić wszystko, by przez ten mur się przebić. Przez około 50 min. gospodarzom rzeczywiście zależało na pognębieniu Lecha, grali szybko, i pomysłowo, stworzyli sporo sytuacji, z których bramki mogły padać. Sytuacje wykorzystali Czerwiec i Kałużny, szczęścia zabrakło, by do nich dołączyć Węgrzynowi, trochę inaczej można by określić fakt marnowania strzeleckich pozycji przez Nicińskiego, Kaliciaka czy Dubickiego. Sam fakt, że Wisła gra trzema napastnikami wszystkich cieszy, ale wymagania wobec całej trójki są trochę większe. Udany powrót do zespołu po kontuzji miał Czerwiec, z niecierpliwością czekamy więc kiedy „zaskoczy” w środku pola para Czerwiec — Bukalski, nadzieje na posiadanie najlepszych rozgrywających w polskiej lidze nie są bowiem bezpodstawne. Lech był tak skoncentrowany na obronie własnej bramki, że nie dał okazji pokazania swoich możliwości Sarnatowi i obrońcom Wisły.
Wojciech Łazarek (Wisła)
- — I połowa w naszym wykonaniu była więcej niż przyzwoita, a w drugiej chłopaki grali jakby chcieli wszystkim przypomnieć ten kawał „czarny bez”. Oczywiście nie o roślinę chodzi, tylko o brak w ich grze czegoś, co świadczy o mężczyźnie. Lech grał konsekwentnie w obronie, ciężko byłoją sforsować. Mimo wszystko po pierwszej połowie powinniśmy prowadzić wyżej. Absencja Bukalskiego wyniknęła zjego zdrowotnych perypetii. Chłopak nie może dojść do siebie po grypie, ma problemy z okiem i urazem nogi. Mimo to był gotów wyjść na boisko w razie potrzeby. Wierzę, że wyleczy się przed środą i w Lubinie będzie naszym liderem. Zejście z boiska Czerwca też było podyktowane dbałością o jego zdrowie. No cóż pa nowie, Wisła dalej jak te szaraki goni ze wszystkich sił rywali w tabeli...
Sędzia błędów nie popełnił, można powiedzieć że przyzwoicie wywiązał się z obowiązków, ale Reiss twierdzi, że jest to wyjątkowy gaduła szukający zaczepki z piłkarzami. Przy tym używa określeń, które—jeżeli to prawda — Reiss musiał uznać za obraźliwe, bo przecież nikt nie chće być „złamanym ch.... ”, który zostanie wymiksowany.
Gazeta Krakowska. 1998, nr 81 (6 IV) = nr 15201
Galeria kibicowska
