2000.04.08 Wisła Kraków - Stomil Olsztyn 4:2
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 4:2 (1:0) | Stomil Olsztyn | ||||||||
| widzów: 3.500 | ||||||||||
| sędzia: Andrzej Należnik z Katowic | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Debiut Piekutowskiego: Trochę żałuję, że tak wyszło. Puściłem dwa gole, dlatego nie był to może mój najszczęśliwszy pierwszoligowy debiut w barwach Wisły. Jeśli kiedyś dostanę znów szansę, postaram się zaprezentować z jeszcze lepszej strony. Najbardziej boli ten karny - skomentował swój występ. Dziennik Polski z 10 kwietnia.
Dziennik Polski. 2000, nr 85 (10 IV) = nr 16968
PIŁKA NOŻNA I liga: Wisła - Stomil Olsztyn (s. 14.30
Dreszcz z happy endem Wisła - Stomil Olsztyn 4-2 (1-0) 1-0 Moskalewicz 40 min 2-0 Kałużny 54 min 2-1 Zajączkowski 70 min 2-2 Jurkowski 75 min karny 3-2 Żurawski 77 min 4-2 Żurawski 84 min WISŁA (4-4-2) STOMIL (3-5-2) Piekutowski 5 Małkowski 5 M. Zając 6 . Biedrzycki 5 B. Zając 7 Jurkowski 6 (58 Moskal) Januszewski 4 Głowacki 5 Holc 6 Kosowski 5 (88 Orliński) Pater 5 Gorszkow 5 Kałużny 7 Jankowski 5 Moskalewicz 7 (90 Kątek) Kulawik 4 Matuk 5 (46 Czerwiec 6) (83 Radziwon) Frankowski 5 Zajączkowski 6 Brasilia 6 Szulik 5 (46 Żurawski 8) Matys 0 Sędziował Andrzej Należnik (Katowice). Żółta kartka: Piekutowski (nieprzepisowe zatrzymanie rywala). Czerwona: Matys (43 min, uderzenie przeciwnika). Widzów 5 tys. Mecz zaczął się w śnieżycy, zrobiło się biało i chłodno, posypało jeszcze w drugiej części gry, ale kibicom Wisły najbardziej zimno zrobiło się, gdy w 75 min Stomil nagle wyrównał 2-2. Zamiast wyraźnego prowadzenia zdecydowany faworyt stanął przed groźbą utraty punktów. I to w sytuacji gdy od 43 min grał z przewagą jednego zawodnika! Dreszcz przebiegł wtedy po sympatykach Wisły i to nie z powodu śnieżycy. Na szczęście wtedy, swą skuteczność wykazał Żurawski i całe dreszczowisko skończyło się happy endem dla krakowian. Kilka zaskoczeń To był kolejny mecz z udziałem Wisły, w którym padło pół tuzina goli. Zanim do nich doszło, mieliśmy kilka niespodzianek. Do jednej przyczynili się młodzi widzowie ze środkowego sektora od strony parku Jordana, którzy postanowili nie wspomagać dopingiem swych pupili i przez długie minuty tak czynili. O przyczynie dziwnego zachowania części kibiców piszemy osobno. Drugim zaskoczeniem był skład Wisły. O absencji Węgrzyna za kiepski występ w Szczecinie mówiono od piątku, Lekki z kolei nie mógł grać za kartki, tymczasem doszło jeszcze do zmiany w zespole. W bramce Wisły brakło - i to po raz pierwszy w tych rozgrywkach - Sarnata. Remis z Pogonią pociągał więc dalsze konsekwencje. Powrót stopera Trener Adam Nawałka zaryzykował. Zamiast Sarnata bronił rezerwowy dotąd Piekutowski, był to jego ligowy debiut w Wiśle. Obrona miała sobie radzić bez wspomnianych Węgrzyna i Lekkiego, za to wrócił na pozycję stopera, po długiej przerwie spowodowanej kontuzją, Bogdan Zając, dla którego był to pierwszy występ w tym sezonie. Dotrwał do 58 min i spisywał się bardzo dobrze, przywrócił spokój poczynaniom defensywy krakowian. Interweniował pewnie, odbierał piłki w pojedynkach z rywalami. Wisła straciła gole, gdy B. Zająca na murawie nie było. Inna zmiana to powrót Głowackiego, który teraz zagrał u boku B. Zająca. „Pocisk” Moskalewicza Wszystkich ciekawiło, jak Wisła zagra w przemeblowanym składzie? Gospodarze zaczęli niemrawo, grali jakby spali. Gościom to odpowiadało. Ustawili blokadę - jak chłopaki Leppera - 30-40 metrów przed swoją bramką i starali się nie przepuszczać żadnego z wiślaków. Ponieważ gospodarze nie błyszczeli szybkością czy pomysłowością w grze, to niewiele się działo pod bramką Majkowskiego. To wtedy raczej Stomil tworzył więcej sytuacji, albo po kontrach, czy z kilku rzutów wolnych. Senna I połowa już się kończyła, kiedy energiczniej zalakował Moskalewicz. Obrońcy Stomilu rozgrywali piłkę między sobą, nie zauważając szarży wiślaka, który odebrał im piłkę i z 25 metrów mocno strzelił. Była to prawdziwa „bomba”, nie do obrony, pod poprzeczkę. Piękny gol, który może wynagrodził dotychczasowe senne minuty. Scysja na boisku Zaraz po tym doszło do przepychanki między B. Zającem i Matysem, graczem, który kiedyś grał w ŁKS i wsławił się tym, iż strzelił gola piętą w pucharowym meczu z Monaco mistrzowi świata Barthezowi. Teraz Matys uderzył wiślaka. Widział to asystent, czyli według dawnej nazwy: sędzia liniowy; od niego główny dowiedział się o zajściu i olsztynianin powędrował do szatni. Od 43 min Stomil grał w dziesiątkę. Po zmianie stron Kałużny podwyższył wynik. Czy teraz, grając z przewagą dwóch goli i jednego gracza faworytowi mogło. coś grozić? Okazało się tak. Sprawdziło się stare powiedzenie, że „gra się do końca”. W ciągu 5 minut osłabiony Stomil wyrównał. Katastrofalne chwile Najpierw Holc z prawej strony podał na środek, a Zajączkowski uprzedził kilku obrońców gospodarzy, i Piekutowski wyciągał piłkę z siatki. Następnie gospodarze zapędzili się do przodu, lecz zgubili piłkę, poszła szybka kontra gości. Gorszkow znalazł się sam na sam z wybiegającym Piekutowskim. Bramkarz zahaczył rywala ręką, Gorszkow upadł, a było to na polu karnym. Sędzia sięgnął po kartonik. Wiślacy, jej trenerzy, prezesi, kibice na stadionie i przy telewizorach przez sekundy myśleli tylko o jednym: jaki to będzie kolor? Bo karny był ewidentny, a jeśli dojdzie do wykluczenia bramkarza, Wisła nie dość, że dokończy mecz w dziesiątkę, to jeszcze na boisku nie będzie miała żadnego z bramkarzy. Limit 3 zmian został wyczerpany już w 58 min. Kto broniłby zamiast Piekutowskiego? Z zapytań do obozu wiślaków już po meczu wynikało, że byłby to Marek Zając... Sędzia wyciągnął w końcu żółtą kartkę, Piekutowski został na boisku i usiłował obronić karnego w wykonaniu Jurkowskiego. Bezskutecznie. Wynik brzmiał 2-2! Żurawski „ojcem zwycięstwa” Wisłę z głębokiego „dołka” wyciągnął Żurawski. Wprowadzony po przerwie najpierw nie miał szczęścia. Po jego główce w 48 min piłka trafiła w słupek. Z kolei w 66 min, kiedy1 wykonywał wolnego, znów piłka uderzyła w słupek. Potem wyregulował celownik i w 2 min po rzucie karnym przywrócił swej drużynie prowadzenie. Rzut wolny z boku boiska wykonywał Czerwiec, a Żurawski wspaniale wyskoczył do główki. W 7 min potem znów po podaniu Czerwca strzelił piłkę między nogami bramkarza Stomilu, ustalając wynik spotkania. Jeszcze w 88 min Żurawski bardzo ładnie uderzył z narożnika pola karnego, bramkarz z wysiłkiem wybił strzał na róg. Niewiele brakowało, a wiślak zaliczyłby klasyczny hat trick i to w ciągu 13 minut! Wisła zdobyła planowane 3 punkty, choć po nierównej grze. Jej trenerów jeszcze czeka sporo pracy nad ustabilizowaniem formy zespołu. We wtorek wiślacy grają o Puchar Polski w Bełchatowie, a następny ich mecz ligowy odbędzie się w Warszawie z Polonią! JAN OTAŁĘGA
Mecz w statystyce WISŁA STOMIL gole 4 2 kartki 1 • 1 strzały celne 9 6 niecelne 9 3 kornery 8 3
Opinie trenerów Bieda z ambicją BOGUSŁAW KACZMAREK (Stomil): - Gratuluję Wiśle, niech walczy o mistrzostwo Polski! Byłem na tym stadionie 22 lata temu, gdy Adam Nawałka z kolegami zdobywał mistrzostwo Polski. Na pewno lepsza wtedy była publiczność. A mój zespół dzisiaj to połączenie biedy z ambicją, wolą walki. Od zimy ubyło nam 7 zawodników. Nie mamy pieniędzy, odeszli tak znaczący gracze jak Bykowski czy Prekszaitis, nawet na wypożyczenie Michała Stolarza nie znaleziono środków. Ramelis nie gra, bo nikt mu nie zapłaci. W dodatku Kucharski leczy kontuzję. Matys za dzisiejszą czerwoną kartkę powinien uiścić karę, ale ponieważ klub zalega z wypłatami zawodnikom, to oczywiście Matys nie musi płacić. A swoją drogą nie wiem, czy czerwona kartka należała się Matysowi, czy nie był prowokowany, to trzeba spokojnie przejrzeć na wideo. Czerwoną kartkę za to powinien ujrzeć Piekutowski, kiedy faulował na polu karnym. Wtedy Adam Nawałka miałby problem ze znalezieniem zastępcy do bramki. W tym meczu pozostało nam tylko walczyć, to zespół uczynił i nawet zagroził bramce krakowian. Tylko nie mamy takiego napastnika jakim był kiedyś w Wiśle Kaziu Kmiecik, on strzeliłby w takim meczu ze trzy gole. Spadły na nas wszystkie nieszczęścia, ale zespół nie poddaje się i chwała mu za to. Warmia i Mazury zasługują, by mieć I ligę. Postaramy się ją obronić. W krakowskim meczu naszego bramkarza obserwowali wysłannicy Feyenoordu. Może ten transfer uratuje finansowo Stomil?
ADAM NAWAŁKA (Wisła): - My też nie mamy teraz Kmiecika, ale cieszę się, że odnalazł się Żurawski i być może odtąd będziemy oglądać tylko udane jego występy. W I połowie meczu mieliśmy atakować, grać agresywnie, ale tego zabrakło. Na szczęście mamy zawodników, którzy w każdej chwili potrafią niekonwencjonalnie zagrać i tak uczynił Moskalewicz. W II połowie gra zaczęła się nam dobrze układać i dalsze gole wydawały się kwestią czasu. Niestety, po zejściu Bogdana Zająca nasza obrona nie była tik pewna. Np. młody Głowacki lepiej gra, gdy ma obok siebie doświadczonego partnera, jakim jest Bogdan, ale ten po długim leczeniu kontuzji nie mógł występować do końca. Cieszę się z udanej końcówki meczu, drużyna pokazała wtedy na co ją stać. Było kilka zmian w zespole. Nie wystawiłem do bramki Sarnata, bo nie byłem zadowolony z jego występu w Szczecinie, podobnie było z Węgrzynem. Po krótkim odpoczynku zapewne ten zawodnik znów zagra na swoim poziomie. W Wiśle do gry kandyduje 20 piłkarzy, wszyscy muszą potwierdzać swą wartość. (JOT)
Bogdan Zając Piłkarskie cwaniactwo - Cieszę się z powrotu na boisko i ze zwycięstwa nad Stomilem - mówił w sobotę Bogdan Zając. - Nadal walczymy o najwyższe cele. Zszedłem wcześniej, bo zaczęły mnie łapać skurcze od opaski na łydce. W starciu z Piotrem Matysem, po którym dostał czerwoną kartkę, wyszło trochę moje piłkarskie cwaniactwo. Dotknąłem go głową i powiedziałem mu parę słów, które tak go zdenerwowały, że zachował się jak junior, uderzył mnie ręką w głowę. Upadłem. Dał się sprowokować, ale czasami w sporcie także o to chodzi. Myślimy już o następnym meczu ligowym z Polonią, ale we wtorek zagramy jeszcze w Pucharze Polski z Bełchatowem. I bardzo serio podchodzimy także do tego spotkania. O ustawieniu obrony przeciwko Stomilowi zadecydowała chyba końcówka ostatniego treningu. Myślę, że zagram także w Bełchatowie. A na Polonię przygotowujemy swój wariant gry i zobaczymy, co z tego wyniknie. Bogdan Zając, którego nie było już na murawie, gdy Wisła straciła gole, starał się usprawiedliwiać kolegów: - Nie doszukiwałbym się naszych błędów. Piłkarze Stomilu bardzo dobrze zaatakowali z głębi pola. Debiut Adama Piekutowskiego wypadł - moim zdaniem - pozytywnie, na pewno nie ponosi winy za stracone bramki. (SAS)
