2001.10.03 Wisła Kraków – KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 4:0

Z Historia Wisły

2001.10.03, Puchar Ligi, IV runda - rewanż, Kraków, Stadion Wisły, 15:00
Wisła Kraków 4:0 (1:0) KSZO Ostrowiec Świętokrzyski
widzów: 3.000
sędzia: Robert Werder z Warszawy
Bramki
Mirosław Szymkowiak 33’
Grzegorz Pater 66’
Kamil Kosowski 71’
Sunday Ibrahim 75’
1:0
2:0
3:0
4:0
Wisła Kraków
Artur Sarnat
Kamil Kuzera
Bogdan Zając
Łukasz Nawotczyński
Marcin Baszczyński
Grafika:Zk.jpg Grzegorz Pater
Kazimierz Moskal
Mirosław Szymkowiak grafika: Zmiana.PNG (45’ Sunday Ibrahim)
Piotr Brożek grafika: Zmiana.PNG (61’ Grafika:Zk.jpg Kamil Kosowski)
Tomasz Frankowski grafika: Zmiana.PNG (46’ Grzegorz Niciński)
Olgierd Moskalewicz

trener: Franciszek Smuda
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski
Paweł Kapsa
Marcin Wróbel I grafika: Zmiana.PNG (46’ Zbigniew Wyciszkiewicz Grafika:Zk.jpg)
Zbigniew Kowalski
Mariusz Unierzyski Grafika:Zk.jpg
Marcin Kaczorowski Grafika:Zk.jpg
Marek Sokołowski grafika: Zmiana.PNG (13’ Jarosław Popiela)
Łukasz Gorszkow
Artur Toborek
Daniel Grębowski Grafika:Zk.jpg grafika: Zmiana.PNG (70’ Tadeusz Krawiec)
Bogdan Pikuta
Dariusz Solnica

trener: Krzysztof Tochel

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy
Bilet meczowy
Bilet meczowy
Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Relacje meczowe

Puchar Ligi

Sroga zemsta

WISŁA Kraków - KSZO Ostrowiec 4:0 (1:0)

Bramki: Szymkowiak 33, Pater 66, Kosowski 71 i Sunday 75 min. Sędziował R. Werder z Warszawy. Żółte kartki: Pater, Kosowski - Kaczorowski, Wyciszkiewicz i Unierzyski. Widzów 3 tys. Pierwszy mecz wygrała 3:2 Wisła i uzyskała awans do dalszych gier.

WISŁA: Sarnat - Kuzera, Nawotczyński, B. Zając, Baszczyński - Pater, Moskal, Szymkowiak (44. Sunday), Piotr Brożek (61. Kosowski) - Moskalewicz, Frankowski (46. Niciński).

KSZO: Kapsa - Wróbel (46. Wyciszkiewicz), Kowalski, Unierzyski, Kaczorowski - Sokołowski (13. Popiela), Gorszkow, Toborek, Grębowski (70. Krawiec) - Pikuta, Solnica.

Mając w pamięci gorzki smak ligowej porażki (0:1) wiślacy przygotowali zespołowi KSZO srogą zemstę, bo tak chyba należy odberać te cztery bramki strzelone Kapsie, który od pewnego czasu marzy o grze w Wiśle, ale wczoraj na ul. Reymonta nie zrobił dobrego wrażenia. Reprezentant Polski juniorów przepuścił do siatki piłki właściwie po każdym z groźniejszych strzałów gospodarzy. To już nie tylko brak szczęścia, ale chyba i umiejętności.

Wisła chciała wczoraj wygrać jak najmniejszym nakładem sił. Trudno się dziwić podopiecznym Franciszka Smudy, skoro właściwie już jedną nogą byli w następnej rundzie Pucharu Ligi. Ale kiedy tylko powstała okazja do strzelenia gola, to w jednej chwili decyzje podejmowane przez wiślaków stawały się tak groźne, że rywale w żaden sposób nie potrafili się naporowi Wisły przeciwstawić. Kapitalny strzał Szymkowiaka przyniósł Wiśle prowadzenie, mimo że jeszcze na linii bramkowej próbował piłkę zatrzymać Toborek. Po strzale Moskala nikt nawet o takiej próbie pomyśleć nie zdążył, na szczęście dla gości piłka trafiła w poprzeczkę.

Po przerwie podopieczni trenera Smudy zagrali ze znacznie większym zaangażowaniem i na efekty takiego podejścia do gry nie trzeba było długo czekać. Trzy gole w niespełna 10 min., to była deklasacja rywala, który nie radząc sobie z nazbyt szybkimi rywalami nastawił się na grę faul. O słabości KSZO świadczy fakt, że jedyny groźny strzał w światło bramki oddali oni dopiero w 87 min., ale Sarnat nie przepuścił piłki uderzonej przez Toborka.

Zarówno Wisła jak i KSZO w tym meczu nie zagrały w podstawowych składach. Najgroźniejsi strzelcy obu zespołów, Żurawski z Wisły i Żelazowski z KSZO, przesiedzieli cały mecz na ławce. Próbowali ich zastąpić piłkarze z szerokich kadr obu zespołów, jak widać po wyniku ta sztuka udała się tylko krakowianom. Jeszcze raz przydatność dla zespołu potwierdził Kuzera, więcej niż poprawnie grał Nawotczyński. A drugi z braci Brożków, Piotr, chyba zasłużył sobie na kolejną szansę. Bardzo się też starał Bogdan Zając, który po dwóch nieudanych meczach - m.in. z Barceloną - popadł w niełaskę i najprawdopodobniej ten występ był dla niego ostatnim w barwach Wisły. Zając żegnając się z publicznością w geście podziękowania za razem spędzone lata rzucił kibicom swoją koszulkę.

Janusz KOZIOŁ



Źródło:gazetakrakowska.pl

Wisła 4-0 KSZO

Rozegrany dziś w piknikowej atmosferze mecz 4. rundy Pucharu Ligi zadecydował o awansie Wisły do kolejnej fazy rozgrywek. Odpowiednie warunki do gry sprawiły, że podopieczni Franciszka Smudy mogli udowodnić wyższość swych umiejętności technicznych i wysoko wygrali z KSZO Ostrowiec 4-0. Bramki zdobywali: Szymkowiak 33', Pater 66', Kosowski 71' i Sunday 75'.

Obaj trenerzy wpuścili na boisko kilku rezerwowych. W Wiśle zagrał Piotr Brożek (nie zachwycił) oraz Łukasz Nawotczyński (dobry występ). W pierwszym składzie pojawił się też Bogdan Zając, a także Kamil Kuzera. W KSZO brakowało kilku podstawowych graczy: Żelazowskiego, Małochy, czy Krawca i Wyciszkiewicza (dwaj ostatni pojawili się na boisku w 2. połowie). Na trybunach stadionu przy ul. Reymonta, mimo obniżki cen biletów (10 i 20 zl) zasiadło nie więcej niż 3 tys. widzów. O takim stanie rzeczy zadecydowały: pora rozgrywania meczu oraz niezbyt wysoka ranga spotkania, jak również wygrany przez Wisłę pierwszy mecz - w Ostrowcu.

Wielu kibiców uznało, że taki mecz nie będzie emocjonujący i niestety nie pomyliło się, w odniesieniu do pierwszej połowy spotkania. Pierwszy strzał na bramkę rywala oddał Mirosław Szymkowiak dopiero w 17 minucie, po ładnej kontrze - uderzenie obronił Kapsa. Minutę później strzelał Baszczyński, ale nad bramką. W 33 minucie meczu pada pierwsza bramka dla Wisły. Po rzucie rożnym do piłki dopadł Szymkowiak i mocnym uderzeniem skierował ją do siatki /futbolówka pół metrów przed bramką odbiła się jeszcze od nogi B. Zająca, jednak to 'Szymkowi' należy przypisać zdobytego gola/. Do końca 1-ej połowy odnotować należy jeszcze niecelny strzał Szymkowiaka w 36 minucie oraz 'poprzeczkę' po pięknym uderzeniu Kazimierza Moskala (39 min). Goście ani razu nie zagrozili poważnie bramce Wisły w pierwszej odsłonie.

Druga połowa była nieco ciekawsza, a to głównie za sprawą trzech bramek. W 53 minucie Grzegorz Niciński zdobywa bramkę, która słusznie nie zostaje uznana, ze względu na pozycję spaloną wiślaka. Szkoda, że 'Nitka' nie zostawił piłki wybiegającemu z czystej pozycji Kuzerze... W 61 minucie pierwsza i jedyną okazję w tym meczu mieli goście - 'sam na sam' wyszedł Unierzyski, jednak świetny powrót Nawotczyńskiego zapobiegł utracie gola.

W 64 minucie miała miejsce sytuacja, która w moim mniemaniu zadecydowała o losach spotkania. Otóż przy linii bocznej boiska, po jednym z wślizgów Kosowskiego na boisko padł z głośnym okrzykiem "auaaa!" Daniel Grędowski. Źle spisujący się tego dnia arbiter (zupełnie nie panował nad tym co dzieje się na boisku w drugiej połowie) nie widział całej sytuacji, jednak nie konsultując się nawet z sędzią liniowym, postanowił "wręczyć" Kosowskiemu żółtą kartkę. Rozsierdzona zachowaniem Ostrowianina i arbitra publiczność każde dojście do piłki któregoś z zawodników KSZO kwitowała okrzykiem podobnym do tego, jaki wydał Grędowski. Sytuacja ta tak zdeprymowała gości, że w ciągu 10 minut stracili 3 bramki!!!

Festiwal strzelecki rozpoczął się w 66 minucie od ślicznej akcji. Piłkę z autu wyprowadzał Kosowski, przepuścił ją Niciński do Moskalewicza. "Olo" został ostro zaatakowany nakładką, jednak zdołał podać wcześniej na prawo do Moskala, ten oddał jeszcze piłkę Paterowi, który z dość ostrego kąta skierował ją do bramki! 2 minuty później sędzia liniowy "popisał się" niezrozumieniem przepisu o spalonym sygnalizując tę pozycję Paterowi. 3 minuty później było już 3-0! Piłkę 10 metrów przed bramką, z lewej strony pola karnego otrzymał Kosowski i pewnym strzałem w krótki róg pokonał Kapsę. Minutę później "Kosa" znów został złapany na urojonym spalonym... Jednak nie zrażeni błędami i nieporadnym zachowaniem arbitra wiślacy nadal atakowali. Tego efektem wykorzystana sytuacja "sam na sam" Sunday'a, który ustalił wynik meczu na 4-0. Później szansę miał jeszcze Pater, oraz celny, ale obroniony przez Sarnata strzał oddał Popiela i sędzia mógł zakończyć mecz.

(Rafał Oramus)

Źródło: wislakrakow.com

Od 1 do 90 minuty

  • 2 - zagranie w polu karnym Moskalewicza do Frankowskiego, szybszy był Kapsa, który zagarnął piłkę


  • 8 - zagranie Solnicy do Pikuty, ten oddał silny strzał, lecz minimalnie niecelny
  • 17 - po akcji Moskalewicza i Patera piłkę dostał Szymkowiak, który jednak strzelił w środek bramki, prosto w ręce Kapsy
  • 18 - podanie Frankowskiego do Patera, ale ten niecelnie zagrał piłkę w polu karnym. Baszczyński uderzył ją tuż nad poprzeczką


  • 23 - Nawotczyński zażegnał niebezpieczeństwo, uprzedzając w polu karnym Pikutę


  • 33 - po centrze Patera z rogu silny strzał z lewej strony boiska oddał Szymkowiak, na linii bramkowej próbował jeszcze wybić piłkę Toborek, ale tylko podniósł jej lot i ta wpadła do siatki pod poprzeczką - 1:0
  • 35 - potężne uderzenie z rzutu wolnego Szymkowiaka, piłka odbiła się od muru i wyszła na róg
  • 36 - po rzucie rożnym głową strzelał Szymkowiak, piłka przeleciała tuż obok słupka
  • 37 - ostre zagranie wzdłuż bramki Patera, łapie piłkę Kapsa
  • 39 - Moskalewicz zagrał z rzutu wolnego do nadbiegającego Moskala, a ten w pełnym biegu oddał potężny strzał, po którym piłka trafiła w poprzeczkę. Próbował jeszcze z dobitki strzelić gola Baszczyński, ale piłka przeleciała nad poprzeczką


  • 53 - do piłki zagranej za plecy obrońców wyszedł Kuzera, niepotrzebnie włączył się do akcji będący na "spalonym" Niciński, bo jego gola sędzia nie uznał. Gdyby strzelał Kuzera zapewne arbiter wskazałby na środek boiska
  • 56 - ofensywna akcja Moskalewicza, niestety zakończona niecelnym podaniem do Nicińskiego
  • 58 - strzał z rzutu wolnego Moskalewicza, łapie piłkę Kapsa
  • 61 - szarżującego na bramkę Wisły Pikutę powstrzymał Nawotczyński
  • 66 - podanie Moskala na prawą stronę do Patera, a ten strzałem w długi róg zdobywa gola - 2:0
  • 71 - kapitalne uderzenie z lewej strony Kosowskiego i piłka znów w siatce - 3:0
  • 74 - Moskal rzucił podkręconą piłkę w pole karne KSZO, Moskalewicz próbował strzelać wślizgiem, lecz nie zdążył


  • Sunday znalazł się w sytuacji "sam na sam" i pewnie przypieczętował sukces Wisły - 4:0
  • 81 - kiks Patera, który był tuż przed bramkarzem i zamiast strzelać, podał piłkę Kapsie
  • 85 - Moskalewicz z rzutu wolnego uderzył nad poprzeczką
  • 87 - groźny strzał po ziemi Toborka, łapie piłkę Sarnat
  • 89 - Popiela z rzutu wolnego uderzył tuż nad poprzeczką
  • 90 - Kosowski z rzutu wolnego trafił w mur

Źródło:gazetakrakowska.pl

Zdaniem trenerów

Bez usprawiedliwień

Krzysztof TOCHEL (KSZO):

- Nie było wody i dlatego przegraliśmy...(żart trenera był nawiązaniem do ligowej potyczki, kiedy to na zalanym boisku lepsze okazało się KSZO - przyp. red.). Prawda jest taka, że nie ma się co usprawiedliwiać, jesteśmy od Wisły zespołem znacznie słabszym. Z góry wiedziałem, że gdy przyjdzie się nam potykać na normalnym boisku, to nasze szanse są minimalne. Choćby z racji tego postanowiłem kilku podstawowym zawodnikom dać odpocząć przed dalszymi zmaganiami w lidze. Jedno zostali w domu, inni przesiedzieli cały mecz na ławce rezerwowych. Patrząc na to co się działo na boisku jestem przekonany, że od ludzi, którzy uważają się za profesjonalistów można zdecydowanie więcej wymagać.

Franciszek SMUDA (Wisła):

- Pierwszy mecz wygraliśmy 3:2, więc zaczynaliśmy tę rewanżową potyczkę Pucharu Ligi z jednobramkową przewagą. Cieszy mnie efektowna wygrana, ale przyznam, że nie spodziewałem się, iż damy dziś radę strzelić rywalowi aż tyle goli. Wolałbym, żeby taki wynik padł w meczu z...Interem! Wracając do meczu, pierwsza połowa była słaba. My graliśmy głównie z myślą, by bramki nie stracić. Po przerwie było już znacznie ciekawiej, było kilka ekstra kombinacji z piłką, co ważne było też sporo goli. Najważniejsze, że osiągnęliśmy zamierzony cel i awansowaliśmy do następnej rundy PL. To jest niejako wymóg wobec obrońcy tego trofeum. Co do kontuzji Szymkowiaka, to nie ma jeszcze ostatecznej diagnozy lekarskiej, ale wiadomo, że jest to uraz kolana. (Ja)

Źródło:gazetakrakowska.pl


Trener Franciszek Smuda postanowił dać szansę Bogdanowi Zającowi w dzisiejszym, rewanżowym meczu IV rundy Pucharu Ligi z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski (początek o godz. 15). Pięć tygodni temu, w pierwszym spotkaniu tych drużyn obrońca ten został ukarany czerwoną kartką (po drugiej żółtej) i od 30 minuty wiślacy grali w dziesiątkę. Mimo osłabienia zwyciężyli jednak 3-2, a świetną partię rozegrał zdobywca dwóch bramek Grzegorz Niciński. Dziś jego występ w podstawowej „11” stoi pod znakiem zapytania. Grę powinna Wisła rozpocząć w składzie: Sarnat - Kuzera, Nawotczyński, B. Zając, Baszczyński - Pater, Moskal, Szymkowiak, Piotr Brożek - Moskalewicz, Żurawski. Zwraca przede wszystkim uwagę eksperymentalne ustawienie obrony. Arkadiusz Głowacki został powołany do reprezentacji młodzieżowej na mecz z Ukrainą i przebywa na zgrupowaniu. Kazimierz Moskal będzie tym razem defensywnym pomocnikiem. - Chcemy przejść do następnej rundy, jeśli coś nie będzie wychodziło, najwyżej dokonamy zmian w przerwie - powiedział Franciszek Smuda

Dziennik Polski. 2001, nr 232 (4 X) = nr 17418

Wisła - KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 4-0 (1-0) 1-0 Szymkowiak 33 min 2-0 Pater 66 min 3-0-Kosowski 71 min 4-0 Sunday 75 min Wisła: Sarnat - Kuzera, Nawotczyński, B. Zając, Baszczyński - Pater, Moskal, Szymkowiak (45 Sunday), Piotr Brożek (61 Kosowski) - Moskalewicz, Frankowski (46 Niciński). KSZO: Kapsa - Wróbel (46 Wyciszkiewicz), Kowalski, Unierzyski, Kaczorowski - Sokołowski (13 Popiela), Gorszkow, Toborek, Grębowski (70 Krawiec) - Pikuta, Solnica. Sędziował Robert Werder z Warszawy. Żółte kartki: Pater (26, za faul na Unierzyskim), Kosowski (64, za faul na Grębowskim) - Kaczorowski (69, za faul na Kosowskim), Wyciszkiewicz (70, za faul na Paterze), Unierzyski (85, za faul na Kuzerze). Widzów 2,5 tys. Mistrzowie Polski, piłkarze Wisły, awansowali do V rundy Pucharu Ligi i w dwóch następnych meczach zmierzą się z Zagłębiem Lubin. Broniący trofeum krakowianie we wczorajszym rewanżu nie dali szans KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Pokonali beniaminka ekstraklasy 4-0. Zwyciężyli także w pierwszym spotkaniu, na wyjeździć, 3-2.

Mecz we wczesnych godzinach popołudniowych nie przyciągnął na trybuny dużej liczby widzów. Kibice wiedzieli, że zespoły nie wystąpią w najsilniejszych składach. Poza tym wygrana Wisły w pierwszym spotkaniu w Ostrowcu Świętokrzyskim była zapowiedzią jej udanej walki o awans do następnej rundy Pucharu Ligi. Wszystkie przewidywania się sprawdziły, miłym dla sympatyków „Białej Gwiazdy” zaskoczeniem były może tylko rozmiary wczorajszego zwycięstwa. W tym sezonie bowiem mistrzowie Polski toczyli do tej pory twarde boje z beniaminkiem ekstraklasy (1-0 na wyjeździe i 0-1 u siebie w I lidze, 3-2 w Pucharze Ligi). Wisła- przystąpiła do gry bez Macieja Żurawskiego i Kamila Kosowskiego. Obaj wraz z Markiem Zającem, Grzegorzem Nicińskim, Sundayem, Kału Uchę i Jackiem Przybylskim zajęli miejsca na ławce rezerwowych. W KSZO zabrakło Sergia Bataty i Wojciecha Małochy. Tomasz Żelazowski był tylko rezerwowym, Jarosław Popiela wszedł na murawę w 13 min tylko dlatego, że kontuzji kolana doznał Marek Sokołowski. Pierwsze pół godziny meczu - nieciekawe, wręcz senne, a sprzyjało temu wspaniałe słońce - nie zapowiadało emocji i ostrego strzelania gospodarzy. Dopiero w 17 min Mirosław Szymkowiak zakończył niezbyt mocnym uderzeniem koronkową akcję Kamila Kuzery, Olgierda Moskalewicza i Grzegorza Patera. Bramkarz KSZO Paweł Kapsa bez trudu 'złapał piłkę. W 33 min nie miał już żadnych szans, gdy po rożnym w wykonaniu' Patera Szymkowiak strzelił lewą nogą z 16 m w przeciwległy, prawy róg bramki. Na linii lotu piłki znaleźli się jeszcze Artur Toborek i Bogdan Zając. Szczęśliwy strzelec nie doczekał na boisku przerwy. Musiał je opuścić w 45 min z powodu urazu lewego kolana. Bliski podwyższenia wyniku był w 39 min Moskal, ale trafił z 20 m w poprzeczkę. Nieliczne ataki gości w pierwszej połowie skutecznie likwidowali obrońcy Wisły, m.in. w 22 min Łukasz Nawotczyński był szybszy na polu karnym od Bogdana Pikuty. W drugiej części spotkania krakowianie uzyskali sporą przewagę. W ciągu 10 minut zdobyli aż trzy bramki.) W 66 min Pater zamknął akcję, rozpoczętą wrzutem z autu Kosowskiego do Nicińskiego, w której uczestniczyli także faulowany przed linią pola karnego Moskalewicz i Moskal. Ten ostatni właśnie przekazał piłkę do nadbiegającego prawą stroną Patera, który nie zmarnował znakomitej okazji. Bardzo skuteczne były dwie szybkie kontry wiślaków lewym skrzydłem. W 71 min bardzo aktywny, starający się udowodnić swoją przydatność Kamil Kosowski wykorzystał prostopadłe podanie Grzegorza Nicińskiego, a gdy wpadł w pole karne, zupełnie zmylił Kapsę, posyłając półgórną piłkę przy słupku. Z kolei w 75 min Kosowski zagrał w tempo do wybiegającego na wolne pole Sundaya. Nigeryjczyk do końca zachował zimną krew i strzelił dokładnie obok bramkarza KSZO. Poprzedniego gola dla Wisły zdobył 11 sierpnia 1998 w wyjazdowym meczu Pucharu UEFA z Trabzonsporem (2-1). A wydawało się, że po zderzeniu głowami z Łukaszem Gorszkowem w 62 min Sunday nie będzie mógł kontynuować gry. Najsłabszym aktorem wczorajszego piłkarskiego widowiska na stadionie przy Reymonta był arbiter Robert Werder, który m.in. nie zauważył, że Marcin Kaczorowski i Tadeusz Krawiec łapali za koszulki Grzegorza Patera i Marcina Baszczyńskiego, a Zbigniew Wyciszkiewicz uderzył Kazimierza Moskala, ukarał za to Kamila Kosowskiego, sugerując się krzykiem (nie widział bowiem starcia) Daniela Grębowskiego. JERZY SASORSKI

Krzysztof Tochel (trener KSZO): - Nie było wody, dlatego przegraliśmy. Ale, tak na serio, nie ma co się usprawiedliwiać, choć najlepszych zawodników zostawiłem w domu albo posadziłem na ławce rezerwowych. Jeśli ci, którzy grali, chcą być profesjonalistami, to powinni jednak coś zaprezentować, podjąć walkę. Na suchym boisku Wisła nas po prostu rozklepała. Franciszek Smuda (trener Wisły): - Naszym celem było przejście do następnej rundy. Nie spodziewałem się, że wygramy 4-0. Gdyby tak z Interem... 25 minut pierwszej połowy było słabe, po przerwie mieliśmy wyraźną przewagę.