2001.11.03 Wisła Kraków - GKS Katowice 3:0
Z Historia Wisły
| Wisła Kraków | 3:0 (1:0) | GKS Katowice | ||||||||
| widzów: 6.000 | ||||||||||
| sędzia: Antoni Fijarczyk (Stalowa Wola) | ||||||||||
| ||||||||||
| ||||||||||
O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - przegladsportowy.pl
Spis treści |
Przed meczem
WSTĘP DO MECZU
14 kolejka ekstraklasy, 03.11.2001, godz. 13:30 Wisła - GKS
Strona będzie uaktualniana aż do chwili rozpoczęcia meczu.
Transmisja: Canal+ oraz LIVE! na www.futbol.pl
Ostatni mecz: 08.09.01 - GKS 1:5 Wisła
Przewidywane składy:
Wisła:
Trabalik (Przybylski)
Baszczyński, Głowacki, B.Zając, Kaliciak
Pater, Szymkowiak, Czerwiec, Kosowski
Frankowski, Żurawski
GKS:
Moskała, Bała
Kubisz, Andruszczak, Gajtkowski, Widuch
Janus, Sadzawicki, Świerczewski, Sznaucner
Lech
W Wiśle nie zagrają: Szczęsny, Nawotczyński (kontuzje), Moskal (pauzuje za kartki)
W GKS-ie nie zagrają:
Wisła o punkt, GKS o awans
Jeden mecz, dwie rożne stawki. Wisła pewna awansu do grupy mistrzowskiej może w sobotę wywalczyć maksymalnie jeden punkt. W chwili obecnej ma ich 25 - w rundzie rewanżowej taki wynik daje 13 punktów (w przypadku liczby nieparzystej, po podzieleniu zaokrągla się w górę). Gdy wygra z GSK-em zgromadzi 28 punktów co daje 14 punktów na początek rundy wiosennej. Różnica minimalna. Jedyną korzyścią może być zrównanie punktami z Odrą (jeśli ta przegra z KSZO).
Dla GKS-u ten mecz to "być albo nie być". Oprócz wyniku w Krakowie katowiczan interesować będą także rozstrzygnięcia pojedynków Górnik - Zagłębie i KSZO - Odra. Bowiem właśnie Zagłębie i KSZO mają jeszcze obok GKS-u szanse na awans do grupy mistrzowskiej. W sytuacji wyjściowej najlepszy jest GKS, który ma 18 punktów, Zagłębie ma ich 17, a KSZO 15.
Wisła: czas pożegnań
W Wiśle nastąpił czas odświeżania kadry. Tyle tylko, że zabrano się do tego od... złej strony. Pozbywanie się dwóch piłkarzy z podstawowego składu, ba! Dwóch filarów drużyny nie jest chyba optymalnym posunięciem. W meczu nie wystąpi Artur Sarnat, którego zastąpi Jacek Przybylski, bądź Słowak Ivan Trabalik. Ten drugi zaliczył ostatnio fatalny występ w drużynie rezerw, a Przybylski nie grał w pierwszej lidze już parę lat. Sytuacja z obsadą bramki wygląda więc na dzień dzisiejszy niezbyt optymistycznie.
Kibiców równie mocno boli potencjalna strata Ola Moskalewicza. Ten dynamiczny zawodnik często był (jest?) inicjatorem szybkich wypadów na bramkę przeciwnika. Istnieje jeszcze szansa, że Olo zagra w sobotę. Tak czy inaczej kontynuujemy akcję OLO, w której liczymy na wsparcie wszystkich kibiców.
Można liczyć na występ Cantoro. Argentyńczyk jest wypożyczony tylko do końca listopada, więc pozostało już niewiele czasu na sprawdzenie jego przydatności. Występ w Lubinie mimo strzelonej bramki nie był na tyle udany, by zapewnić mu angaż w Wiśle. Podobnie ma się sprawa z Kalu, który jednak wyjechał do Nigerii i zgodnie ze zwyczajem piłkarzy z tego kraju, jego powrót znacznie się opóźnia.
Z pewnościa nie zagra Kazimierz Moskal. Kapitan "Białej Gwiazdy" w Lubinie ujrzał swoją 4. kartkę w lidze w tym sezonie i będzie musiał jedne mecz pauzować. Pewny występu jest natomiast Maciej Żurawski, który w Katowicach zaaplikował gospodarzom zabójczą dawkę pięciu goli. Powtórka mile widziana w sobotę.
GKS:
W ostatnim meczu ligowym GKS pokonał w derbach Górnego Śląska Górnik Zabrze 1:0. Jedyną bramkę strzelił niezawodny Tomasz Moskała, którego grze w Krakowie będzie przyglądano się ze szczególnym zaciekawieniem. Tomek już od dłuższego czasu pozostaje na liście życzeń Wisły. Jednak ostatnio sprawie łeb uciął Smuda, który stwierdził, że Moskała go nie interesuje. Zapewne sam zainteresowany będzie chciał pokazać co potrafi, a do tego stadion przy ulicy Reymonta nadaje się najlepiej.
Będzie mógł liczyć na wsparcie Andruszczaka i Gajtkowskiego, którzy wracają do gry po dłuższej nieobecności. Pod znakiem zapytania stoi natomiast występ Sadzawickiego, który w zeszłej kolejce bardzo brutalnie zaatakował Adama Kompałę.
Włodarzom "Gieksy" bardzo zależy na awansie do grupy mistrzowskiej. Trener Janusz Białek ma wreszcie warunki do spokojnej pracy. GKS uregulował długi i na stadionie wreszcie pojawiła się ciepła woda. Zniknęło także widmo gry na innym stadionie.
Mateusz Miga
Źródło: wislakrakow.com
Relacje meczowe
Przegrani też się cieszyli
Refleks Szymkowiaka
WISŁA Kraków - GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Żurawski głową 22, Szymkowiak głową 64 i Cantoro 86 min. Sędziował A. Fijarczyk ze Stalowej Woli. Żółta kartka: B. Zając. Widzów 6 tys.
WISŁA: Trabalik - Baszczyński, B. Zając, Głowacki, Kaliciak - Pater (77. Szałęga), Szymkowiak (81. Sunday), Czerwiec, Kosowski -Frankowski (60. Cantoro), Żurawski.
KATOWICE: Lech - Sadzawicki, Świerczewski, Widuch, Sznaucner - Janus, Kowalczyk (79. Wysocki), Kubisz (74. Andruszczak), Gajtkowski - Bała (77. Umukoro), Moskała.
Po bardzo dobrym meczu z Interem - bzdurne próby porównań wygranej Wisły z klęską Legii na gruncie warszawskim może i są powodem do śmiechu, ale tylko przez łzy - trener Franciszek Smuda słusznie obawiał się ligowej potyczki z Katowicami. To był mecz z innej, niższej półki i zawodnicy podświadomie tak właśnie mogli do niego podejść. Pierwsza połowa spotkania zdawała się potwierdzać te obawy, ale w końcu Wisła rozkręciła się i wszelkie podejrzenia, iż krakowianie mogą wejść w układ z potrzebującymi punktów katowiczanami prysły w jednej chwili. Przeciętna gra dała wiślakom efektowne zwycięstwo, a co ciekawe nawet przegrany w tym meczu GKS też miał swoje powody do radości. A to dlatego, że Zagłębie nie wygrało w Zabrzu i dzięki temu w grupie mistrzowskiej grać będą właśnie katowiczanie. W Krakowie akurat z tego się cieszą, bo jak mówią Wisła ma "abonament" na wygrywanie z GKS, podczas gdy dla Legii czy Amiki jest to rywal bardzo niewygodny.
W tej słabszej, pierwszej połowie spotkania, wiślacy strzelili gola po "główce" Żurawskiego. Poza tym golem było jeszcze kilka zrywów, które kończyły się strzałami na bramkę Lecha, ale piłka do siatki już wpaść nie chciała. Szczególnie groźne były strzały z dystansu Szymkowiaka i Kosowskiego, lecz to nie był jeszcze czas na doprowadzenie bramkarza gości do rozpaczy.
Ta chwila nastąpiła w 64 min., kiedy to wyśmienitym refleksem popisał się Szymkowiak. Wykorzystując niezdarność wybijającego piłkę z własnego pola karnego (z rzutu wolnego) Świerczewskiego i gapiostwo Lecha, który wyszedł z bramki, Szymkowiak wyskoczył do piłki i odbijając ją głową przelobował bramkarza Katowic. Było w tym wszystkim wiele przypadku i szczęścia po stronie "Szymka", ale szczęście zwykle sprzyja lepszym.
Wisła wygrała 3:0, drugi występ i drugi gol Argentyńczyka Cantoro, teraz przygotowuje się do decydującej batalii o punkty w grupie mistrzowskiej. Jeżeli będzie grała tak jak z Interem, to niech się Legia boi, by nie pobiła kolejnego rekordu. Na razie skandowanie kibiców "Legia! Co? 6:1!" szybko się na trybunach przy ul. Reymonta przyjęło. Ale by ten mistrzowski tytuł wywalczyć na pewno nie można sobie zbyt często pozwalać na taką grę jak ta z Katowicami. W sobotę tak naprawdę tylko wynik był dobry, nawet bardzo dobry. Reszta jest materiałem do przemyśleń i dyskusji, choćby z racji tego, że Wisła bez Moskalewicza w takiej formie jak był ostatnio jest już zespołem innym, wcale nie lepszym. A po tym jak trener Smuda tak zdecydowanie wypowiedział się o możliwościach Moskały, który był kandydatem do gry w Wiśle, jakoś innego następcy dla "Ola" w polskiej lidze nie widać. Chyba, żeby powrócił temat Drumlaka...
Janusz KOZIOŁ
Źródło:gazetakrakowska.pl
Oddajcie nam Ola!
Wisła wygrała z GKS-em Katowice 3:0, po bramkach Macieja Żurawskiego, Mirosława Szymkowiaka i Mauro Cantoro. Trzeba jednak przyznać, że bez Olgierda Moskalewicza i Artura Sarnata, nie była to Wisła do której przyzwyczili się kibice. Wiśl@cy koordynowali akcję OLO, która bardzo spodobała się innym piłkarzom Wisły.
W bramce Wisły zadebiutował Słowak Ivan Trabalik. Ponad dwumetrowy bramkarz nie popełnił błędu, lecz trzeba przyznać, że piłkarze gości nie zmusili go do wytężonego wysiłku. Całe sczeście - można napisać - gdyż tydzień temu w trakcie meczu dryżyny rezerw zaprezentował wiele niepewnych interwencji. Po raz drugi w Wiśle wystąpił Argentyńczyk Mauro Cantoro i po raz drugi trafił do siatki. Trzeba jednak przyznać, że jego gra wciąż wywiera mieszane uczucia.
Zanim padła pierwsza bramka obserwatorzy spotkania byli świadkami akcji OLO. Koordynowana przez Wiśl@ków akcja miała na celu protest przeciwko pozbyciu się z klubu Olgierda Moskalewicza. Na sektorach C-4 i B łącznie znalazło się 500 kartek A3 z dużym napisem "OLO". Kibice wielokrotnie podczas meczu wznosili kartki do góry skandując zgodnie "Olo! Olo!". Akcja bardzo spodobała się zarówno piłkarzom Wisły (szczególnie spontanicznie mówił o niej Grzegorz Kaliciak), jak i dziennikarzom i chyba wszystkim kibicom. Nie zrobiła natomiast podobno większego wrażenia na prezesie Koźmińskim. Jemu, jak i Bogdanowi Basałajowi od kibiców oberwało się dziś bardzo mocno.
Od pierwszych minut spotkania inicjatywę przejąła Wisła, której nie oddała aż do ostatniego gwizdka sędziego. W szeregach gości dwoił się i troił Moskała, lecz nie zdołał wykorzystać żadnej okazji. Po meczu trener Wisły Franciszek Smuda po raz kolejny stwierdził, że nie jest zainteresowany tym piłkarzem...
Do 22 minuty trwało obustronne badanie przeciwnika. Widać było, że w doskonałej formie znajduje się Maciej Żurawski, który był bardzo widoczny. I to właśnie on pierwszy wpisał się na liste strzelców. Mirosław Szymkowiak wrzucił piłkę z rzutu wolnego, a Maciej Żurawski uprzedził Lecha i głową skierował piłkę do siatki (asysta: Szymkowiak).
Gol nie wpłynął na zmianę obrazu gry - wciąż atakowała Wisła. W 29 minucie silno uderzył Kamil Kosowski, a Tomasz Frankowski bliski był przejęcia piłki "wyplutej" przez Lecha. 6 minut później zaskakująco z lewej strony uderzył Kaliciak. Mocno bita piłka zakręciła w stronę bramki i uderzyła w wewnętrzną część słupka. Mimo to z tej akcji powinien paść gol, lecz Frankowski źle przyjął piłkę odbitą od słupka i stracił ją na rzecz Lecha. Tak więc na przerwę wiślacy schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.
Po przerwie groźniej zaatakowali goście. W 53 minucie Moskała w dogodnej pozycji źle trafił w piłkę i ta przeszła obok bramki. Później dwukrotnie strzelał Kubisz. Za pierwszym razem z rzutu wolnego za wysoko, a później po ładnej akcji strzelał po ziemii, lecz znów niecelnie. Chwilę później drugą bramkę uzyskała Wisła. Ryszard Czerwiec zagrał ręką w polu karnym gości, więc sędzia podytkował rzut wolny. Ten szybko i mocno chciał wykonać Świerczewski, jednak trafił w głowę Mirka Szymkowiaka, po czym piłka przelobowała Lecha i wpadła do siatki (bez asysty). Kuriozalna bramka... Coś bramkarze i obrońcy "gieksy" nie mają szczęścia do Wisły.
Wiślacy nie zwalniali tempa. W 70 minucie mocny strzał Żurawskiego obronił Lech, a dobitka Patera była niecelna. 4 minuty później Moskała po raz pierwszy ograł Głowackiego i uderzył piłkę z pola karnego, lecz ta przeszła pół metra nad poprzeczką Trabalika. Trenerzy dokonali kilku zmian - lepiej wyszedł na tym Smuda. W 86 minucie Cantoro ustalił wynik spotkania. Kaliciak zagrał z lewej strony w pole karne, tam obrońcy najpierw zablokowali strzał Kosowskiego, jednak druga próba okazała się udana - piłka trafiła na piąty metr skąd do siatki wepchnął ją Argentyńczyk (asysta: Kosowski).
Wynik spotkania próbowali zmienić jeszcze Moskała i Baszczyński, jednak oba strzały okazały się niecelne. Po meczu wszyscy mogli być zadowoleni. Wisła, bo po raz drugi zaprzeczyła spiskowej teorii dzielenia się punktami. GKS, bo mimo porażki zdołał awansować do grupy mistrzowskiej. Tak więc blisko 300 osobowa grupa kibiców z Katowic opuszczała stadion przy ulicy Reymonta w wesołych nastrojach.
Mateusz Miga
Źródło: wislakrakow.com
Od 1 do 90 minuty
- 7 - strzał z dystansu Szymkowiaka, łapie piłkę Lech
- 9 - Kubisz strzela z dystansu, piłka przelatuje obok bramki
- 12 - podanie Frankowskiego do nadbiegającego Kosowskiego, minimalnie szybszy od pomocnika Wisły był bramkarz Lech
- 13 - po rzucie rożnym z 30 m strzelił silno Kosowski, piłkę lecącą przy słupku łapie bramkarz
- 22 - Szymkowiak z rzutu wolnego z lewej strony boiska podał piłkę na głowę Żurawskiego, ten był szybszy od bramkarza i po jego "główce" Wisła wychodzi na prowadzenie - 1:0
- 26 - potężne uderzenie Szymkowiaka z 20 m, piłka przelatuje tuż nad poprzeczką
- 27 - strzał Moskały z ostrego kąta, łapie piłkę Trabalik
- 29 - potężne uderzenie z 30 metrów Kosowskiego, Lech wypuścił piłkę z rąk, ale jeszcze zdążył zagarnąć ją sprzed nosa wiślakom
- 31 - z bliska głową strzela Żurawski, zbyt lekko i piłkę łapie Lech
- 33 - strzał z dystansu Kosowskiego, łapie piłkę Lech
- 35 - silny strzał Kaliciaka, piłka odbija się od słupka, w zamieszaniu Lech zagarnął ją spod nóg Frankowskiego
- 41 - Gajtkowski z dystansu strzela obok bramki
- 42 - naciskany przez rywala Głowacki strzela obok słupka
- 48 - Szymkowiak z rzutu wolnego z 30 m strzelił pod poprzeczkę, zbyt lekko i bramkarz zdołał złapać piłkę
- 53 - po akcji Bały idealną sytuację miał Moskała, ale strzelił z 11 m obok słupka
- 55 - Kubisz z rzutu wolnego z 20 m strzela nad poprzeczką
- 61 - Kubisz strzela po długim rogu tuż obok słupka
- 64 - GKS wybija piłkę z rzutu wolnego z własnego pola karnego, po faulu Czerwca. Lech wyszedł z bramki, a Świerczewski tak nieszczęśliwie wybił piłkę, że na linii jej lotu znalazł się Szymkowiak. Wiślak trafił w piłkę głową, ta przeleciała nad wracającym do bramki Lechem i znalazła się w siatce - 2:0
- 68 - Moskała z rzutu wolnego z 18 m strzela wysoko nad poprzeczką
- 70 - szarża Żurawskiego, wiślak strzela z ostrego kąta, a Lech odbija piłkę nogami
- 71 - Pater w dogodnej sytuacji strzela nad poprzeczką
- 74 - Moskała uderzył ładnie, ale tuż nad poprzeczką
- 79 - Trabalik odbił piłkę po groźnym strzale Moskały
- 82 - strzał Wysockiego, pewnie interweniuje Trabalik
- 86 - pierwszą próbę dośrodkowania Kosowskiego, zablokował jeden z rywali. Poprawka i piłka spada pod nogi Cantoro, który ustala wynik spotkania - 3:0
- 90 - Baszczyński uderzył z 20 m bardzo ładnie, ale piłka przeleciała nad poprzeczk
Źródło:gazetakrakowska.pl
Konferencja prasowa
Janusz Białek (trener GKS):
Dzisiejszą rywalizację podsumuję tak: przegrani, ale wygrani. Ważne dla nas było dobrze pokazać się na krakowskim stadionie po ciekawym meczu z Interem. Wisła jest na fali, widać olbrzymie zaangażowanie jej zawodników oraz rozmach w prowadzeniu gry. Ciężko zatem marzyć tu o punktach. Myślę, że wstydu nie przynieśliśmy, choć bramki straciliśmy w kuriozalny sposób, wydatnie pomagając Wiśle w odniesieniu zwycięstwa. Wisła wygrała, jednak my bardzo cieszymy się z gry w grupie mistrzowskiej.
Jeśli chodzi o przyszłość naszej drużyny: z całą pewnością odejdzie Moskała, jego wypożyczenie kończy się w listopadzie, właścicielem jego karty jest Ceramed. W klubie są kłopoty, staramy się im przeciwdziałać, myślę, że powoli wracamy do normalności. To, że udało nam się zakwalifikować, również powinno pomóc. Jest to z pewnością sukces zawodników, rolą działaczy jest, żeby zapewnić im godne warunki.
Jak będziemy grać w drugiej rundzie? Na pewno nie będziemy dostarczycielem punktów. Proszę zauważyć, że punkty zdobywaliśmy głównie na mocnych zespołach: z Polonią dwukrotnie wygraliśmy, zabraliśmy punkty Odrze, Zagłębiu. Traciliśmy punkty z Widzewem czy Górnikiem. W drużynie śmiejemy się, że z urzędu powinniśmy grać z lepszymi. Tylko Wisła ma na razie patent na nas, ale to też musi się skończyć; jest tego jakiś powód, musimy go znaleźć i wyeliminować. Sporo jest jeszcze do zrobienia.
Franciszek Smuda:
Początkowo nie wyglądało to dobrze, źle prezentowaliśmy się po meczu z Interem. Myślałem już, że ponownie przegramy po dobrym pucharowym meczu. Później, z minuty na minutę, wyglądało to coraz lepiej, w efekcie czego wygraliśmy. Bardzo chcieliśmy wygrać, żeby nie było żadnych podtekstów, podobnie było w Lubinie. Gramy o zwycięstwo, punkty i premie, mam nadzieje, że nie będzie już żadnych podejrzeń.
Musimy się teraz skoncentrować na dwóch ostatnich meczach ligowych nowej rundy.
Dobrze, że Trabalik nie miał dziś wiele do roboty, miał okazje spokojnie wprowadzić się do zespołu. Gdyby od razu dostał dwie petardy, na pewno nie czułby się dobrze. Powinien być wzmocnieniem dla drużyny, ma ku temu warunki.
Cantoro zagrał dobrze w Lubinie, dziś zdobył gola. Jest wypożyczony do końca listopada, w tym czasie mamy mu się przyglądać. Trzeba się nad nim poważnie zastanowić, by nie popełnić błędu.
Moskała nie interesował mnie od początku i dziś nie zmieniam zdania. Widzieliśmy, jak Tomek Frankowski 'wisiał w powietrzu' przy zawodnikach Interu. Musimy budować zespół zdolny do walki w europejskich pucharach, to muszą być piłkarze zdolni włożyć nogę czy ciało. Jeśli się tego nie ma - jest problem.
Źródło: wislakrakow.com
Dziennik Polski. 2001, nr 258 (5 XI) = nr 17444
Wisła Kraków - GKS Katowice 3-0 (1-0) Zdaniem trenerów Wszyscy zadowoleni Pierwszą część rywalizacji w ekstraklasie piłkarze Wisły zakończyli efektownym zwycięstwem. Wysoka porażka w Krakowie nie zepsuła dobrych nastrojów katowiczanom, awansowali bowiem do ósemki zespołów, które będą walczyć o mistrzostwo Polski. I bardziej niż na grze przeciwko wiślakom skupiali się na nasłuchiwaniu wieści z Zabrza i Ostrowca Świętokrzyskiego. Pretendenci do premiowanego miejsca w grupie A ekstraklasy - Zagłębie Lubin i KSZO - nie zdołali wyprzedzić GKS-u. Nic więc dziwnego, że przeciwnicy krakowian w sobotnim meczu opuszczali stadion przy Reymonta w geście triumfu. Oddajcie Ola! Szalikowcy „Białej Gwiazdy” bardzo spontanicznie zareagowali na wymuszony wyjazd Olgierda Moskalewicza do-Turcji. Na trybunach pojawiło się 500 białych kartoników z napisem „Olo”. Kibice długo skandowali pseudonim ulubieńca. - Oddajcie Ola! - krzyczeli. Po raz kolejny w wulgarny sposób obrazili prezesa zarządu Bogdana Basałaja i wiceprezesa Zbigniewa Koźmińskiego. Apelowali do właściciela klubu Bogusława Cupiała o powrót Olgierda Moskalewicza do drużyny Wisły. Podziękowali Arturowi Sarnatowi, który razem z Moskalewiczem będzie występował w Diyarbakirsporze. Ciepło powitali debiutującego w zespole mistrzów Polski słowackiego bramkarza Ivana Trabalika. W Wiśle zabrakło nie tylko Sarnata i Moskalewicza. Nie grał pauzujący za żółte kartki Kazimierz Moskal. Za podwójną gardą Katowiczanie doskonale pamiętali wrześniowy pogrom przy Bukowej (1-5) i pięć goli Macieja Żurawskiego, dlatego choć bardzo potrzebna była im wygrana, skupili siły na własnej połowie boiska. Nawet nominalny partner Tomasza Moskały w ataku GKS-u Adam Bała często się cofał, wzmacniał drugą linię. Mimo dopingu około 200 sympatyków, goście rzadko zbliżali się pod pole karne wiślaków. A jeśli już się na to decydowali, nie grzeszyli skutecznością. W 8 min Moskała zgubił piłkę w bezpośrednim sąsiedztwie bramki, w 9 min Marek Kubisz strzelił niecelnie z 20 metrów. W 14 min Moskała główkował nad poprzeczką, po szybkiej akcji prawą stroną z Bałą. Dopiero w 19 min musiał interweniować Trabalik, wyłapując piłkę po uderzeniu Kubisza. Krakowianie wolno się rozkręcali. W 7 min, po strzale Mirosława Szymkowiaka piłka odbiła się od nogi obrońcy, ale rykoszet nie zaskoczył Piotra Lecha. Bramkarz katowiczan był szybszy od Kamila Kosowskiego w 12 min, po zagraniu Tomasza Frankowskiego. Nie dał się też zaskoczyć Kosowskiemu w 13 min, z 25 metrów. Wolny i gol Aktywny Kosowski, który nie miał w nogach trudnego, wtorkowego spotkania z Interem Mediolan (pauzował z powodu czerwonej kartki), został sfaulowany w 21 min przez Marcina Wisła Kraków - GKS Katowice 3-0 (1-0) 1-0 Żurawski 22 min . 2-0 Szymkowiak 64 min 3-0 Cantoro 86 min WISŁA (4-4-2) Trabalik 6 Baszczyński 7 B. Zając 6 Głowacki 7 Kaliciak 6 Pater 6 (77 Szałęga) Szymkowiak 7 (81 Sunday) Czerwiec 6 Kosowski 7 Żurawski 7 Frankowski 5 (Cantoro 6) Sędziował Antoni Fijarczyk ze Stalowej Woli. Żółta kartka: B. Zając (68, za faul na Moskale). Widzów 6 tys. Janusa. Kilkadziesiąt sekund później, po precyzyjnym wolnym Szymkowiaka, Maciej Żurawski wyskoczył wysoko i głową zdobył prowadzenie dla Wisły. Był to już 11. gol w tym sezonie ligowym lidera klasyfikacji snajperów. Za ciosem Jeszcze przed przerwą Piotr Lech znalazł się kilka razy w poważnych tarapatach. Z dalszej odległości starali się zaskoczyć: Szymkowiak (w 26 min, nad poprzeczką) i Kosowski (w 29 min). W tym drugim przypadku katowicki bramkarz wypuścił piłkę z rąk, ale Frankowski nie zdołał jej dobić. Lech zażegnał niebezpieczeństwo. W 31 min obronił „główkę” Żurawskiego, GKS (3-5-2) Lech 4 Sadzawicki 4 Świerczewski 4 Sznaucner 5 Janus 4 Kowalczyk 4 (79 Wysocki) Kubisz 6 (74 Andruszczak) Widuch 4 Gajtkowski 5 Moskała 5 Bała 5 (77 Umukoro) po dośrodkowaniu Szymkowiaka, a także zbyt słaby strzał Kosowskiego w 33 min. Zupełnie zdezorientowany był natomiast Lech w 35 min. Arkadiusz Głowacki wspaniałym, długim przerzutem zagrał na lewe skrzydło do Grzegorza Kaliciaka. Obrońca Wisły łatwo poradził sobie z Janusem i strzelił z bardzo ostrego kąta. Trafił w słupek! W następstwie tej akcji starał się przechytrzyć Lecha Frankowski. Bezskutecznie. Na te liczne ataki gospodarzy goście odpowiedzieli zaledwie trzema. W 27 min strzał Moskały obronił Trabalik. W 41 min spudłował Krzysztof Gajtkowski, a w 44 min będący na spalonym Bała posłał piłkę do siatki i nie poniósł konsekwencji, bo kwalifikowało się to do ukarania go żółtą kartką. Kuriozalna bramka Na początku drugiej połowy meczu groźny był wolny Szymkowiaka z 30 m pod poprzeczkę w 48 min, a znakomitą okazję zmarnował w 53 min Moskała, który w sobotę za wszelką cenę chciał udowodnić, że Wisła popełnia błąd, rezygnując z jego usług. Filigranowy napastnik źle uderzył piłkę w polu karnym, po efektownej akcji lewym skrzydłem Gajtkowskiego i Bały. O wiele bliższy zdobycia bramki był w 61 min Kubisz, który posłał piłkę w tzw. długi róg, tuż przy prawym słupku. Zupełnie nieoczekiwanie wiślacy podwyższyli rezultat w 64 min. Marek Świerczewski przy wyprowadzaniu piłki przypadkowo trafił nią w głowę Szymkowiaka. Piotr Lech znalazł się daleko od linii bramkowej i został przelobowany. Nic dziwnego, że krakowscy szalikowcy podziękowali mu za ten prezent. Znów Cantoro Lech jeszcze dwa razy znalazł się w poważnych tarapatach. O ile w 70 min zdołał obronić mocny strzał Żurawskiego, to w 86 min był zupełnie bezradny, bo Argentyńczyk Mauro Cantoro z 4 metrów zakończył skutecznie akcję Kaliciaka i Kosowskiego. Cantoro był jednym z trzech rezerwowych, wprowadzonych do gry przez trenera Franciszka Smudę pod koniec spotkania. Po udanym debiucie 26 października w Lubinie, gdzie zdobył swoją pierwszą bramkę w polskiej lidze, znów wpisał się na listę strzelców. Jego wyczyny są godne uwagi. Bezradny Moskała Z trzech kolejnych prób strzeleckich Moskały najbardziej udaną była ta w 79 min. Trabalik wypuścił wtedy piłkę z rąk, a atakującego Słowaka Gajtkowskiego zdecydowanie powstrzymał Marcin Baszczyński. Żadnych sentymentów Katowiczanie nie mogli liczyć w sobotę na taryfę ulgową. Wiślacy, choć nieco zmęczeni potyczką z Interem, musieli wykrzesać siły. Zdobycie przez gospodarzy aż trzech bramek zrekompensowało widzom przeciętny poziom gry. Przed mistrzami Polski wciąż najtrudniejsze zadanie - obrona tytułu. JERZY SASORSKI
Janusz Białek (trener GKS-u Katowice): - Powiedziałbym tak - przegrani, ale wygrani. W naszym przypadku ważne było, aby dobrze wypaść w meczu z mistrzem Polski. Zaprezentować się odpowiednio szczególnie po spotkaniach Wisły z Interem. Wisła jest na fali, widać rozmach w prowadzeniu gry i ogromne zaangażowanie zawodników w to, co robią. Na pewno nie jest łatwo grać przeciwko takiej drużynie. Marzyć o jakichś punktach. Ale myślę, że ani swoją grą nie przynieśliśmy sobie wstydu, ani końcowym wynikiem. Chociaż bramki traciliśmy w kuriozalny sposób. I wydatnie pomagaliśmy zawodnikom Wisły. Jeszcze raz podkreślam, na pewno wygrał zespół lepszy. Natomiast my i tak jesteśmy szczęśliwi, bo osiągnęliśmy upragniony cel, jesteśmy wśród drużyn, które będą walczyć o mistrzostwo kraju, a nie bronić się przed spadkiem z ligi. Na pewno z naszego zespołu odejdzie Moskała, inny klub jest właścicielem jego karty zawodniczej. Został wypożyczony do końca listopada. Jeśli natomiast chodzi o GKS, to są kłopoty, nie .ma co tego ukrywać. Staramy się powoli przeciwdziałać temu. Coś zaczyna się dziać. Wracamy do normalności. To, co osiągnęliśmy w lidze, na pewno pomoże zarówno nam, jak i działaczom. W zasadzie to tylko Wisła ma patent na wygrywanie z GKS-em, ale wiele punktów zdobyliśmy na zespołach z czołówki. Franciszek Smuda (trener Wisły): - Początkowo nie wyglądało to tak, jak każdy z nas by to widział. Po rozegraniu dobrego spotkania z Interem, pierwsze minuty meczu z GKS-em były trudne dla nas. Obawiałem się nawet, czy nie powtórzy się inny mecz, przegrany po pucharowym występie. Na szczęście, z minuty na minutę zaczęło być trochę lepiej. W efekcie wygraliśmy to spotkanie. Chcieliśmy wygrać, żeby nie było żadnych podtekstów. Podobnie jak w Lubinie. Myślę, że już nigdy nie zdarzy się coś takiego, żeby ktoś zarzucał nam układy. Musimy być skoncentrowani już na początku nowej części rozgrywek. W listopadzie odbędą się dwa mecze. Czekamy na losowanie. Dobrze, że Trabalik nie miał za dużo do roboty. Spokojnie wszedł do zespołu. Nie dostał od razu dwóch „petard”. Uważam, że z meczu na mecz będzie bronił lepiej i stanie się naszym wzmocnieniem. Ma warunki ku temu. Jeśli chodzi o Cantoro, do końca listopada musimy zdecydować, czy u nas zostanie. Musimy starannie go obserwować, żeby nie popełnić błędu. (SAS)
