2004.08.11 Wisła Kraków – Real Madryt 0:2

Z Historia Wisły

2004.08.11, Liga Mistrzów, III runda eliminacyjna, Kraków, Stadion Wisły, 20:45
Wisła Kraków 0:2 (0:0) Real Madryt
widzów: 12.000
sędzia: Massimo Busacca (Szwajcaria)
Bramki
0:1
0:2
72' Fernando Morientes Sánchez
90' Fernando Morientes Sánchez
Wisła Kraków
Radosław Majdan
Marcin Baszczyński
Tomasz Kłos
Arkadiusz Głowacki
Nikola Mijailović
Kalu Uche grafika: Zmiana.PNG (63’ Damian Gorawski)
Mirosław Szymkowiak
Mauro Cantoro
Marek Zieńczuk grafika: Zmiana.PNG (82’ Mariusz Kukiełka)
Maciej Żurawski
Tomasz Frankowski grafika: Zmiana.PNG (77’ Marcin Kuźba)

trener: Henryk Kasperczak
Real Madryt
Iker Casillas
Míchel Salgado
Walter Samuel Grafika:Zk.jpg
Francisco Pavón Grafika:Zk.jpg grafika: Zmiana.PNG (85’ Albert Celades)
Roberto Carlos
Luis Figo
Iván Helguera
David Beckham
Zinédine Zidane grafika: Zmiana.PNG (68’ Jose Maria Guti)
Raúl
Ronaldo grafika: Zmiana.PNG (68’ Fernando Morientes)

trener: Jose Antonio Camacho

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Przed meczem

Kasperczak i Żurawski przed meczem z Realem

- To najważniejszy dwumecz Wisły w tym roku - mówił na konferencji przedmeczowej Maciej Żurawski. Trener Henryk Kasperczak podkreślił, że ma do dyspozycji niemal wszystkich zawodników, nie chciał zdradzić czy jutro zagra Mijailović czy Stolarczyk.

Henryk Kasperczak:

- To wielkie wydarzenie dla naszego klubu i całej Polski, chciałbym spotkać się z tym zespołem troszeczke później, ale los tak się ułożył. Oceniamy naszych przeciwników bardzo wysoko. Szanujemy naszych rywali, ale nie boimy się. Real to klub z wielką tradycją i wielkimi zawodnikami.

Miałem okazję grać przeciwko Realowi, teraz po raz pierwszy skonfrontuję się z tym zespołem jako trener.

Co do pomysłów na Real - nie trzeba ich wiele. Nasz zespół jest stworzony do zwycięstw bez względu na rozgrywki, w których występujemy. Wszystko zrobimy by wygrać. Boisko zadecyduje, jaki będzie wynik.

Real, jak każdy zespół ma dobre i słabe punkty. Trudno tu jednak coś mówić przed meczem. To zespół z bardzo dobrymi zawodnikami, na czele z najlepszym z nich - Zidanem. Musimy liczyć na siebie i nie kalkulować.

Zespół Realu będzie się jeszcze docierał, zaczęliśmy mecze mistrzowskie i europejskie wcześniej. Będzie to miało znaczenie, ale w jakim stopniu - trudno powiedzieć. Zwykle lepiej jednak grać wcześniej w meczach o stawkę przed ważnym pojedynkiem. Inaczej gra się takie mecze niż spotkania towarzyskie.

W moim zespole na dzień dzisiejszy prawie wszyscy są zdrowi. Jedyny problem jest z Dawidowskim, ale to wiadomo. Kontuzjowany jest też Ekwueme. Nasze przygotowania są zawsze takie same, wyjeżdżamy do jednego z hoteli, przebywamy tam do meczu, spacerujemy, dyskutujemy. Nie ma żadnych zajęć treningowych. Jedyny kłopot mam z obsadą skrzydłowych. Z lewą obroną nie mamy kłopotu, tu sytuacja jest najbardziej komfortowa. Trener Wisły nie chciał zdradzić czy zagra Mijailović czy Stolarczyk.

Maciej Żurawski:

- To najważniejszy dwumecz Wisły w tym roku. Nie padniemy przez Realem na kolana, choć oczywiście darzymy tą drużynę respektem. Jako kapitan zespołu bardzo wierzę w Wisłę i wiem, że stać ją na zwycięstwo w jutrzejszym spotkaniu. Drużyna Realu ma bardzo klasowych zawodników i ciężko znaleźć ich słabe punkty. Szansy upatruję w tym, że rywale robią błędy w defensywie i stworzymy sobie sytuacje, które uda się wykorzystać. Rozegraliśmy już kilka spotkań i to lepiej dla nas. Forma Realu jest dużą niewiadomą, oni dopiero rozpoczynają gry mistrzowskie meczem z nami. Ale każdy mecz jest inny i nie wiadomo jak jutrzejsze spotkanie się potoczy. Ja jestem dobrej myśli.

(rav)

Źródło: wislakrakow.com

Realem o Ligę Mistrzów

Gdy przed rokiem Wisła walczyła o awans do Ligi Mistrzów z Anderlechtem Bruksela, pisaliśmy, że oto nadarza się świetna okazja, by w końcu zagrać w tych elitarnych rozgrywkach. Dziś nie możemy tak twierdzić, gdyż naszym rywalem jest drużyna, która teoretycznie nie powinna obawiać się żadnego rywala. A my tylko chcemy pier***ć system, lecz robić to stylowo.

Rok temu Wisła nie poradziła sobie z Anderlechtem, który w każdym aspekcie był drużyną słabszą od Realu. Warto jednak pamiętać, że słabsza była wtedy także Wisła. Dziś w wyjściowym składzie ujrzymy tylko czterech zawodników z "11", która wybiegła na pierwszy mecz z Anderlechtem. Na pozostałych pozycjach dysponujemy teraz lepszymi zawodnikami.

O meczu z Realem napisano już wszystko. Wczoraj już od południa czuć było w Krakowie atmosferę wielkiego piłkarskiego święta. O spotkaniu z Realem mówi całe miasto, przez cały dzień zniecierpliwieni fani futbolu krążyli wokół stadionu Wisły. Ci fani "Białej Gwiazdy", których zwabiła nie tylko obecność Figo i spółki, są pewni, że Wisła stawi czoła sławnym gościom.

Tej samej pewności nie brakuje Henrykowi Kasperczakowi, który obrusza się, gdy ktoś pyta, czy przypadkiem jego drużyna nie przegra jeszcze przed wyjściem z szatni. - Szanujemy naszych rywali, ale nie boimy się ich - przekonuje. - Napewno jest jakiś sposób na Real. Być może poznamy go na odprawie przedmeczowej - zastanawiał się wczoraj Mariusz Kukiełka. - Wiemy, że nie jesteśmy faworytem, jednak nie jeden faworyt przegrał już mecz. Trener Kasperczak już od wczoraj ma zapewne w głowie wyjściowy skład. Do meczowej "11" wróci Marek Zieńczuk, który wczoraj zapewniał nas, że już wszystko w porządku i jest gotowy do gry przez pełne 90 minut. Praktycznie jedynym znakiem zapytania jest obsada prawego skrzydła. Ani Damian Gorawski, ani Kalu Uche nie są jeszcze gotowi do gry przez całe spotkanie. Wydaje się, że Kasperczak od początku postawi na "Gorę", który w ostatnim czasie prezentuje wyższą formę niż jego konkurent do miejsca w składzie. W meczu napewno nie zagra Aleksander Kwiek, dla którego zabrakło miejsca w meczowej kadrze.

Real do Krakowa przyjechał w najsilniejszym składzie. Trener Jose Antonio Camacho ma do dyspozycji wszystkich zawodników i z pewnością pośle na boisko najsilniejszy skład. "Królewscy" w meczu z Wisłą nie mogą ryzykować, gdyż do stracenia jest zbyt wiele, a wciąż jeszcze nie ma pewności co do obecnej formy "królewskich". Trudno, po meczach z drużynami z Azji, ostatecznie wyrokować co do aktualnej dyspozycji. Tym bardziej, że dzisiejsze spotkanie będzie pierwszym oficjalnym meczem Realu w tym sezonie.

Wisła walcząc z Realem ma do zyskania nie tylko awans do Ligi Mistrzów. - Jeśli wyeliminujemy Real, będą o tym wiedzieć dzieci w nawet najdalszej afrykańskiej wiosce - przekonuje Mirosław Szymkowiak. Pokonanie "królewskich" dałoby nie tylko przepustkę do fazy grupowej Ligi Mistrzów, ale także do najpiękniejszych kart polskiego futbolu.

Kibicom, dla których będzie to pierwsza wizyta na stadionie Wisły, przypominamy, że na obiekcie tym nie są tolerowane tzw. trąbki.

(mat19)

Źródło: wislakrakow.com

Relacje meczowe

Wisła Kraków - Real Madrid 0:2

Żurawski w pojedynku z Pavonem
Żurawski w pojedynku z Pavonem
Niestety nie udało się piłkarzom Białej Gwiazdy osiągnąć korzystnego wyniku w meczu z Realem. Dobrze grający zespół Wisły pogrążył rezerwowy Królewskich, Fernando Morientes, który strzelił obydwa gole.

Praktycznie, chociaż przed wiślakami jest jeszcze rewanż, Wisła zamknęła sobie drogę do Ligi Mistrzów. Trudno przypuszczać, żeby mistrz Polski strzelił 3 bramki w Madrycie nie tracąc ani jednej.

Przy okazji tego spotkania okazało się, ile wart jest dla Realu strzelec bramek Morientes, tak bardzo niedoceniany przez Fiorentino Pereza.

III runda kwalifikacyjna Ligi Mistrzów, sezon 2004/2005

Kraków, ul. Reymonta, 11 sierpnia 2004 r., godz. 20:45

Widzów: 11000, sędziował: Massimo Busacca (Szwajcaria)

Wisła Kraków - Real Madrid 0:2

Bramki:

0:1 Morientes (72.)

0:2 Morientes (90.)


Składy:

Majdan

Baszczyński

Głowacki

Kłos

Mijailović

Uche (63. Gorawski)

Cantoro

Szymkowiak

Zieńczuk (82. Kukiełka)

Żurawski

Frankowski (77. Kuźba)


Casillas Roberto Carlos

Samuel

Pavon

(85. Celades)

Salgado

Zidane (68. Morientes)

Helguera

Beckham

Figo

Raul

Ronaldo (68. Guti)


Piłkarz meczu:

Arkadiusz Głowacki i Mauro Cantoro, jednak na słowa uznania zasłużyła cała drużyna!

• Oba zespoły rozpoczęły spotkanie w składach, których powszechnie się spodziewano, dlatego główne pytanie dotyczyło stylu, w jakim zagrają w pierwszych minutach. Początek był obiecujący dla Wisły, bo już w 2. minucie aktywny Marek Zieńczuk próbował prostopadłym podaniem wyprowadzić na pozycję sam na sam Tomasza Frankowskiego, ale zagrał piłkę nie w tempo. Po trzech minutach dał znać o sobie Roberto Carlos, najpierw uderzając - choć niezbyt groźnie - z dystansu, następnie dynamicznie wdzierając się pod bramkę Wiślaków. Tylko zdecydowana interwencja Radosława Majdana uchroniła nas od straty gola. Real począł dyktować warunki na boisku, umiejętnie przenosząc ciężar akcji z prawej na lewą stronę i odwrotnie. Wisła grała zbyt pasywnie w drugiej linii i choć parze Zieńczuk - Maciej Żurawski udało się jeszcze przeprowadzić groźny atak, po którym dobra interwencja Samuela zagrodziła drogę do piłki Tomaszowi Frankowskiemu, to jednak raziło wolne tempo gry naszego zespołu i zbyt luźne krycie w środku pola. Stąd uwijać się musieli nasi obrońcy, zwłaszcza para stoperów Arkadiusz Głowacki i Tomasz Kłos, którzy rozgrywali bardzo dobre spotkanie. Przecinali oni groźne dośrodkowania z bocznych sektorów boiska i w porę blokowali prostopadłe podania w stronę Raula i Ronaldo. Inna sprawa, że aktywniej grająca druga linia powinna była nie dopuścić do takich sytuacji ze strony Realu. Wisła próbowała odgryzać się strzałami dystansu, ale tylko raz, po chytrym uderzeniu Zieńczuka miał kłopoty Casillas. W 30. minucie bliski zdobycia gola był Zidane, ale jego strzał zablokował Marcin Baszczyński, który naprawił tym samym swój błąd, gdy dał się chwilę wcześniej ograć Francuzowi. Chwilę później szansę na bramkę miał Kalu Uche. Przejął on zbyt krótkie wybicie obrońców Realu i znalazł się praktycznie oko w oko z bramkarzem Królewskich. Niestety, miast próbować podcinać piłkę ponad interweniującym Casillasem, Nigeryjczyk strzelił na siłę i piłkę zdołał zablokować Pavon. Była to najlepsza okazja dla Wisły. W 35. minucie kolejna interwencja Głowackiego omal nie zakończyła się samobójczym trafieniem. Do przerwy gra toczyła się już raczej w środkowej strefie boiska. Real kontrolował przebieg wypadków na boisku, ale niezła defensywa Wiślaków nie pozwalała mu rozwinąć skrzydeł. Niestety, o ile postawa defensorów mogła się podobać, o tyle zawodnicy ofensywni, zwłaszcza Kalu Uche, Maciej Żurawski i Mirosław Szymkowiak zawodzili, grając apatycznie i niedokładnie. Żuraw co prawda szarpnął parę razy na skrzydle, ale zbyt często źle przyjmował piłkę i niecelnie podawał. Szymek był zaskakująco pasywny, jakby sparaliżowała go stawka meczu. Uche miał kilka niezłych zagrań, ale zaliczył za dużo prostych strat i generalnie poruszał się po boisku nad wyraz ospale. Wisła nie przynosiła wstydu swoim kibicom, ale nie można było też zachwycać się jej postawą. Przede wszystkim można było się spodziewać większej determinacji w poczynaniach naszych ulubieńców. Chwilami odnosiło się jednak wrażenie, jakby zbyt dużą wagę przywiązywali do asekuracji, nie próbując wykorzystać swojego wielkiego atutu - szybkich akcji oskrzydlających. Inna sprawa, że Real, uchodzący za drużynę miękką, tym razem zaprezentował w I połowie bardzo dobrą grę pressingiem i nie zostawił Wiśle zbyt dużo swobody.

Druga połowa zaczęła się bardzo obiecująco. Znakomicie strzelał z dystansu Mauro Cantoro, obok pary środkowych obrońców, najjaśniejsza postać naszego zespołu. Piłka o metr minęła lewy słupek bramki Realu. Ekipa z Hiszpanii szybko kontrowała, ale to Wiślacy mieli kolejne dobre okazje. Bodaj najlepszą w pierwszych minutach drugiej odsłony meczu zaprzepaścił Maciej Żurawski. W stylu tak doskonale znanym choćby ze spotkań z Parmą ograł na prawym skrzydle Pavona, zszedł do środka i kropnął w stronę słupka bramki rywala - niestety chybił. W 55. minucie groźnie strzelał Ronaldo, a w 58. minucie niezłym strzałem z wolnego popisał się Szymkowiak. W 65. minucie mogło być 1:0 dla Wisły, ale Zieńczuk nie opanował piłki w polu karnym Realu. W odpowiedzi strzelał Ronaldo, ale z wyczuciem interweniował Głowa.

Mecz rozstrzygnął się ok. 70. minuty. Na boisku pojawił się, w miejsce Ronaldo, Fernando Morientes i po ledwie czterech minutach wykorzystał dogranie z prawej strony Davida Beckhama i z bliska wpakował piłkę do bramki. Spóźnił się tym razem nieźle dotąd grający Baszczyński. Gol dla Realu padł dwie minuty po tym, jak w znakomitej sytuacji znalazł się Żuraw. Opanował on piłkę sześć metrów od bramki Realu, nieco jednak za wolno składał się do strzału i Królewscy zablokowali piłkę.

Po stracie gola Wisła próbowała odrobić straty, ale nie tworzyła już tak groźnych sytuacji. Wprowadzony w miejsce Uche Damian Gorawski szarpał na skrzydle, ale niewiele z tego wychodziło. Pozostali zmiennicy, Marcin Kuźba i Mariusz Kukiełka nie zdołali wnieść nic do gry. Real spokojnie rozbijał nasze ataki, a gdy nadarzała się okazja, starał się atakować. Obrońcy Wisły spisywali się dobrze prawie do końca meczu. Niestety, zabrakło im koncentracji w 90. minucie, gdy lewym skrzydłem urwał się Roberto Carlos, celnie, płasko dośrodkował, a Morientes wbił piłkę do pustej bramki. Tym razem źle ustawili się Głowacki i Kłos, a na skrzydle zbyt wiele miejsca rywalom zostawił Baszczyński.

Po meczu trudno o radość. Postawa Wiślaków nie do końca zadowoliła, można się było bowiem spodziewać z ich strony aktywniejszej gry. Gdy Wisła poczęła próbować grać w swoim stylu, zdołała na początku II połowy zepchnąć Real do obrony. Niestety, przez większą część meczu Wiślacy grali nieco zbyt asekuracyjnie. Z drugiej strony gole zdobyte przez Real pokazują, że otwarta wymiana ciosów mogłaby się skończyć wysoką porażką. Piłkarze z Madrytu, banalna to konstatacja, ale jakże prawdziwa, to świetnie wyszkoleni zawodnicy i nawet chwila nieuwagi może drogo kosztować. Obrona Wisły na ogół świetnie sobie radziła z napastnikami i pomocnikami Realu. Nie pograł sobie Raul, poza paroma wyjątkami Nikoli Mijailovicowi udało się powstrzymać Figo. Poza jednym, choć kosztownym błędem, na wysokie noty zasłużyła para stoperów - godzi się zauważyć, że bronili z wyczuciem, a przy tym nie faulowali przed polem karnym. Real nie miał w związku z tym żadnej okazji do groźnego strzału z rzutu wolnego. Baszczyński niestety nie ustrzegł się błędów, ale za to parę razy świetnie interweniował ślizgiem, ratując nas przed tarapatami. Słowa uznania należą się Majdanowi, który nie popełnił żadnego błędu. Bardzo dobrą partię rozgrywał Cantoro. Zidane nie pograł sobie przy Argentyńczyku, który zaprezentował wiele zagrań, jakich nie powstydziliby się piłkarze z Madrytu. Zieńczuk zaczął dobrze, ale w drugiej połowie opadł z sił. Szymkowiak zawiódł w pierwszej części meczu, po przerwie wypadł lepiej, ale nie na tyle, aby zmazać złe wrażenie z pierwszych 45. minut. Trzeba też jednak pamiętać, że miał nie lada przeciwników. Frankowski nie miał tym razem okazji do wykazania się swoim instynktem snajpera, po części będąc ofiarą sposobu gry Wisły. Ewentualnym krytykom Franka trzeba jednak uzmysłowić, że jego rywal - Walter Samuel to ścisła czołówka obrońców świata i urwać się mu nie jest bynajmniej łatwo. Maciej Żurawski ożywił się po przerwie. Trudno mieć do niego pretensje za niewykorzystane sytuacje, choć oczywiste jest, że widzieliśmy Żurawia w lepszej formie strzeleckiej.

Szanse na awans są już nikłe, choć trzeba zagrać w rewanżu na wysokim poziomie, aby zadbać o prestiż klubu i polskiej ligi. Hiszpanom wizyty naszych klubów nie muszą się przecież kojarzyć wyłącznie z rezultatami 6:1. Mimo wszystko żal straconej szansy na dobry wynik w Krakowie. Real był lepszy, wygrał zasłużenie, ale Wisła mogła strzelić dwie, trzy bramki. Mogła też niewątpliwie zagrać nieco lepiej, choć i tak wzniosła się na poziom dla innych polskich klubów na razie nieosiągalny. Cóż, najlepsi polscy piłkarze na razie jednak odstają od światowej czołówki i porażka nie jest w tym kontekście niespodzianką. Pewne jest też jednak, że gdyby rywalem Wisły był zespół nieco słabszy, walka byłaby bardzo wyrównana. Zbudowano pod Wawelem bardzo dobrą drużynę. Miejmy nadzieję, że niepowodzenie z Realem nie będzie impulsem do jej gruntownej przebudowy. Poczekajmy zresztą z generalną oceną do rewanżu. Trzeba w nim wypaść godnie. Dziś było nieźle. Na Real to jednak za mało.

Dodał: J75 (2004-08-11 21:45:25)

Źródło:wislaportal.pl

Morientes przesądził o wygranej

Wisła rozegrała dobry mecz, ale porażka 0:2 na własnym stadionie była zasłużona. Ta brzmiąca niedorzecznie opinia miała w środowy wieczór wielu zwolenników. Tak niestety jest, gdy rywalem "Białej Gwiazdy" był Real Madryt. Wyrok na Wiślakach wykonał Fernando Morientes.

Piłkarze Realu od samego początku meczu chcieli udowodnić, że ich kryzys z zeszłego sezonu minął bezpowrotnie i ten sezon będzie należał do nich. Już w 3 minucie pierwszy strzał na bramkę Majdana oddał Roberto Carlos. Drugi uderzenie Realu również było dziełem Carlosa, tym razem golkiper Wisły odbił piłkę na róg.

Wisła zaatakowała po raz pierwszy w 11 minucie, gdy Samuel musiał się sporo natrudzić by powstrzymać Frankowskiego po podaniu "Żurawia". Kolejne strzały Wiślaków na bramkę Realu w wykonaniu napastników z numerami 9 i 21 obrońcy "Królewskich" skutecznie blokowali. Ze zbyt lekkim strzałem Zieńczuka poradził sobie natomiast Casillas.

To jednak Real miał optyczną przewagę. "Królewscy" imponowali przyjęciem piłki, grą w pojedynkach jeden na jeden, podaniami z dokładnością co do milimetra i rozsądnym rozgrywaniem piłki. Gdy tylko zbyt dużo tłoku robiło się na lewej stronie, następował dokładny przerzut na drugie skrzydło i tak co chwila. Ofiarnie grająca defensywa Wisły starała się przerywać te akcje, wtedy też dochodziło do kontrataków, które jednak rzadko kończyły się strzałem. Gracze Realu szybko bowiem wracali do defensywy, nie pozwalając Wiśle na stworzenie liczebnej przewagi z przodu.

W 28 minucie Marcin Baszczyński zapobiegł utracie bramki, blokując strzał Zinedine Zidane'a po rozegraniu akcji z Ronaldo. W odpowiedzi swoją kontrę przeprowadziła Wisła i w dobrej sytuacji znalazł się Uche, tyle że będąc 3 metry od bramki Realu jego strzał został zablokowany przez Casillasa i dwóch obrońców. Ostatnie minuty należały do Realu. Gości na szczęście nie wyręczył Kłos, który miał szansę pokonać Majdana po swoim kiksie - piłka minęła słupek o 2 metry. Ze strzałami Ronaldo i Roberto Carlosa Majdan sobie radził.

Tuż po przerwie, bo w 47 minucie duża część stadionu widziała piłkę w bramce Realu gdy na uderzenie zdecydował się Mauro Cantoro. Futbolówka minęła jednak bramkę i odbiła się od słupka podtrzymującego konstrukcję. Swoje dwie szanse miał też Żurawski: za pierwszym razem Casillas poradził sobie, za drugim - napastnik Wisły chybił.

Real był dłużej w posiadaniu piłki i raczej panował nad sytuacją. Zacięte pojedynki na wiślackim polu karnym toczyli Głowacki z Ronaldo i Baszczyński z Raulem. Wisła miała jeszcze dwie szanse na zmianę wyniku. W 60 minucie z rzutu wolnego (ostry kąt) strzelał Szymkowiak, zaś Casillas wypiąstkował na róg. Później strzał "Żurawia" z kilku metrów zablokował powracający Beckham.

Wtedy na boisku był już Fernando Morientes, który zmienił zmęczonego, ale też męczącego wcześniej obrońców Wisły Ronaldo. Arek Głowacki i Tomek Kłos nie dali rady powstrzymać Hiszpana w 72 minucie. Doskonałym podaniem z prawej strony na długi słupek popisał się David Beckham, zaś Morientesowi nie wypadało spudłować. Tuż przed zakończeniem spotkania "sęp" Morientes wykorzystał dobre podanie Roberto Carlosa i ustalił wynik meczu na 2:0.

Za wysokie progi na wiślackie nogi - możnaby rzec po tym spotkaniu. Tyle, że mało jest drużyn na świecie, które nawiązałyby równorzędną walkę ze zdeterminowanymi "Królewskimi". Dziś w Krakowie nadkomplet widzów zobaczył wielki futbol wielkich gwiazd. By do nich dołączyć potrzebne będzie większe szczęście w losowaniu 3. rundy eliminacyjnej bądź rozstawienie. Na 95 procent przyjdzie o nie walczyć Wiślakom w Pucharze UEFA.

(rav)

Źródło: wislakrakow.com

Konferencja pomeczowa

Jose Antonio Camacho nie ukrywał zadowolenia z wyniku pierwszego meczu z Wisłą. Trener Realu Madryt chwalił swój zespół za dokładne rozgrywanie piłki. - Real posiada zawodników, którzy wykorzystują sytuacje w najważniejszych momentach - stwierdził trener Kasperczak.

Jose Antonio Camacho:

- Myślę, że mecz rozpoczął się dobrze dla nas. Coraz bardziej zwiększała się nasza dokładność, brakowało ducha walki. Trzeba posiadać te cechy. Mieliśmy braki w strefie obronnej. Doszło do zmian w 2. połowie. Rezultat uważam za bardzo dobry, mam nadzieję, że taki wystarczy.

Zmieniłem Ronaldo na Morientesa ze względu na jego zmęczenie. Był to dobry wybór, Morientes bardzo chce grać. Świetnie sprawdził się pod koniec meczu. Strzelając dwie bramki i nie tracąc żadnej trudno nie być zadowolonym. Wisła to drużyna, która dobrze podchodzi do futbolu, lubi atakować. Po naszych stratach potrafiła wyprowadzić groźne akcje. Mają pecha, że trafili na nas, bo mieliby większe szanse na awans do Ligi Mistrzów. Odnośnie ewentualnego przyjścia Owena słyszałem to co wszyscy. Nie słyszałem też, by odchodził Morientes.

Henryk Kasperczak:

- Potwierdziło się to co wczoraj powiedziałem - spotkały się drużyny, które grają w piłkę. Wiedziałem, że ta drużyna, która strzeli pierwszego gola - zwycięży. I dla Realu w pewnych momentach szczęścia nie było, również dla nas w pewnych momentach go zabrakło. Real wykorzystał dwie szanse w końcówce. Był to mecz dwóch dobrych drużyn. Real potwierdził swoją jakość indywidualną i kolektywną. Posiada zawodników, którzy wykorzystują sytuacje w najważniejszych momentach. Po akcji której nie wykorzystał Żurawski, poszła kontra i rywal strzelił gola.

Pozostał mecz rewanżowy. Mogą być głosy, że nie mamy żadnych szans. Zrobię jednak wszystko by grać o zwycięstwo w Madrycie i pokazać się z jak najlepszej strony. Wiadomo, że nasze szanse teraz są minimalne. Trzeba jednak wierzyć, że pokażemy się z jak najlepszej strony.

Trzeba poprawić skuteczność ofensywną. Trzeba będzie też lepiej rozgrywać piłkę, były momenty gdy dobrze to wychodziło, dobrze kombinowaliśmy. Myślę, że mój zespół będzie grał z meczu na mecz coraz lepiej. Chciałem serdecznie podziękować pani Agacie, która tłumaczyła przez te dwa ostatnie dni. Była pani wspaniała. Dziękuję :-)

Źródło: wislakrakow.com

Fernando Morientes: Podania były znakomite

- Podania przy obu zdobytych przeze mnie bramkach były znakomite. Najpierw idealne zagranie Beckhama, przy tym golu udało mi się wymanewrować obrońcę. Zagranie Roberta Carlosa tuż przed końcem było jeszcze bardziej precyzyjne. Wystarczyło tylko dostawić nogę – powiedział po meczu z Wisłą Morientes.

- Wisła grała zdecydowanie i przez większą część meczu toczyła z nami wyrównany pojedynek - dodał zdobywca dwóch goli dla Realu. - Wiedzieliśmy, że mogą tak zagrać, bo przeciwko Realowi mobilizuje się dodatkowe siły. Zaraz po przerwie podyktowali nam naprawdę trudne warunki. Potrafiliśmy jednak wykorzystać ich błędy i przede wszystkim dlatego wygraliśmy

Źródło: wislakrakow.com

Wiślacy po meczu Realem

Smutne miny mieli piłkarze Wisły po wczorajszym spotkaniu. Bardzo żałowali dwóch straconych bramek, z której przynajmniej jednej można było uniknąć. - Do Madrytu pojedziemy walczyć o korzystny rezultat - zapowiada Arkadiusz Głowacki.

Radosław Majdan:

- Szkoda tego meczu. Stworzyliśmy kilka sytuacji, których niestety nie wykorzystaliśmy. Trudno teraz na gorąco ocenić, kto zawinił przy stracie goli. Przy sytuacjach bramkowych zawodnicy Realu bardzo dobrze rozgrywali piłkę. Piłkarz zamykający akcję strzelał praktycznie do pustej bramki (TVN)

Arkadiusz Głowacki:

- Chcieliśmy nie przegrać. Real jest jednak znakomitym zespołem. Potrafi wykorzystać praktycznie każdy błąd. Nam przydarzyły się dwa, stąd taki wynik. Bardzo chcieliśmy uzyskać tutaj korzystny rezultat. Planowaliśmy nie stracić gola, ale wiadomo że z Realem nie jest to łatwe. Przez większą część spotkania wszystko układało się po naszej myśli, dopiero w końcówce zabrakło koncentracji i trochę zdrowia. Przez 70 minut walczyliśmy, odbieraliśmy piłki, atakowaliśmy. W pewnym momencie coś się skończyło. Real nie cofa się, jak większość drużyn przyjeżdżających na nasz stadion. Trudno wyprowadzało się akcje, nawet kontrataki. Wiedzieliśmy, że Morientes jest napastnikiem, który atakuje piłkę po dośrodkowaniach kolegów. Wiedzieliśmy, że Morientes w każdym momencie może być groźny - to typowy snajper. Niestety, nie udało nam się go powstrzymać. Do Madrytu pojedziemy walczyć o korzystny rezultat. Mam nadzieję, że wyjdziemy z tego z podniesionym czołem. Ewentualne odpadnięcie z walki o Ligę Mistrzów nie będzie początkiem końca naszej drużyny. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, jak trudnym rywalem jest Real. Trzeba wyciągnąć wnioski i pracować dalej. Mam nadzieję, że wszystko będzie w należytym porządku. (Dziennik Polski)

Tomasz Kłos:

- Stworzyliśmy dwie, trzy sytuacje, po których mogły paść dla nas bramki. Do momentu straty gola, graliśmy naprawdę nieźle, byliśmy zdyscyplinowani taktycznie. Bramka Morientesa podłamała nas. Pokazaliśmy w tym meczu wszystko na co nas stać, ale niestety przegraliśmy. Na pewno nie przynieśliśmy wstydu. Szkoda, że trafiliśmy na Real już teraz. Gdybyśmy zmierzyli się z innym zespołem, jakimś europejskim średniakiem, wynik na pewno byłby lepszy

Kalu Uche:

- Przegraliśmy 0:2, nie ma problemu. Będziemy gotowi na rewanżowy mecz w Madrycie. Mam nadzieję, że tam będzie dobrze. Owszem nie wykorzystałem dobrej sytuacji, ale naprawdę ciężko było podbić piłkę. Następny mecz będzie lepszy (interia.pl)

Maciej Żurawski:

- Spodziewałem się więcej po grze Realu. Są to tacy sami jak my ludzie i można było nawiązać z nimi równorzędną walkę. Myślę, że pokazałem się z dobrej strony, choć nie strzeliłem bramki, wiem, co zrobiłem dobrze, umiem ocenić siebie obiektywnie. Wiem, jakie popełniłem błędy. Real zagrał tak, by zwyciężyć 2:0. Szkoda, bo do Madrytu pojedziemy nie w takich nastrojach, jakbyśmy sobie tego życzyli. (Dziennik Polski)

Marcin Kuźba:

- Szkoda tych dwóch goli, które straciliśmy, bo gdyby skończyło się na 0:0, nie byłoby to krzywdzące dla żadnej ze stron. Na pewno przewaga Realu nie była tak duża jak się mówiło przed meczem.

Gdyby grała tutaj trochę inna drużyna, nie tak doświadczona w pucharowych bojach, jestem przekonany, że byśmy wygrali. Wiary nam nie zabrakło. Cały czas mieliśmy nadzieję, że zdołamy strzelić przynajmniej jedną bramkę. Nie udało się. A po drugiej stronie Real bezlitośnie wykorzystał wszystkie nasze błędy. (Dziennik Polski

Źródło: wislakrakow.com

Po meczu z Realem: UEFA chwali lecz karze...

Dziś do sekretariatu klubu dotarło pismo z Europejskiej Unii Piłkarskiej sygnowane przez Belga Fernanda Meese. Wisła została pochwalona za organizację meczu i zachowanie kibiców podczas meczu z Realem Madryt. Niestety, nie obędzie się bez kary dla naszego klubu.

Pan Meese podkreślił znakomity doping kibiców i sportową atmosferę podczas spotkania zarówno na trybunach jak i na boisku. Nie wytknięto też żadnych niedociągnięć organizacyjnych klubowi.

Niestety, doskonałą laurkę psuje opis incydentu z początku pierwszej połowy spotkania, kiedy to w pobliżu sędziego liniowego wybuchła petarda rzucona z sektora "X" (C4). Czyn ten spotkał się z ostrą reakcją większości fanów, w tym prowadzącego doping. Niestety, incydent zauważył też obserwator meczu, opisał go w protokole i Wisłę czeka kara finansowa. Jak wysoka? Prawdopodobnie od 3 do 10 tys. franków szwajcarskich.

Oby tendencja prowadzenia żywiołowego, acz kulturalnego dopingu wyraźnie dostrzegalna na meczach Wisły z Górnikiem Łęczna, Polonią Warszawa, WIT Tbilisi i Realem, wyeliminowała tego typu nieodpowiedzialne zachowania ze stadionu "Białej Gwiazdy". Przykro, że za chwilę bezmyślności zapłaci klub, gdyż sensowniejszym rozwiązaniem byłoby opłacenie kary z kieszeni winowajcy.

(rav)

Źródło: wislakrakow.com

Komentarze prasowe

Wisła przegrała w Krakowie z Realem Madryt 0:2 (0:0) i według większości gazet, które ukazały się w czwartek, straciła już szanse do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Oto pomeczowa prasówka:

Gazeta Wyborcza: Liga Mistrzów nieRealna

Świat nie będzie musiał wyobrazić sobie Champions League bez "Królewskich". Dwa gole superrezerwowego Fernando Morientesa dały galaktycznym zwycięstwo nad Wisłą, co rozstrzyga sprawę awansu.

Rzeczpospolita: Cudów nie ma

Przed rewanżem w Madrycie szanse Wisły są praktycznie zerowe. Zapewne zobaczymy ją nie w Lidze Mistrzów, lecz w rozgrywkach o Puchar UEFA. Mimo to trudno mieć pretensje do mistrza Polski - z Realem Wisła zagrała najlepiej, jak umiała, ale to nie wystarczyło, by pokonać najsławniejszą klubową jedenastkę świata.

Życie Warszawy: Dwa ciosy Fernando Morientesa

Po dwóch golach rezerwowego Fernando Morientesa Real Madryt pokonał w Krakowie Wisłę w pierwszym meczu trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów. Rewanż odbędzie się za dwa tygodnie na stadionie Santiago Bernabeu.

Dziennik Polski: Królowa uległa królowi

Wisła Kraków przegrała wczoraj z Realem Madryt 0-2 (0-0) w meczu trzeciej rundy kwalifikacji piłkarskiej Ligi Mistrzów. Obydwie bramki dla Realu Madryt strzelił Fernando Morientes. Rewanż za dwa tygodnie na stadionie im. Santiago Bernabeu.

Przegląd Sportowy: Nie tym razem

Real Madryt to dla Wisły Kraków jednak zbyt wysokie progi. Mimo walki i starań mistrzowie Polski nie byli w stanie dorównać "Królewskim". Liga Mistrzów bardzo się od Krakowa oddaliła.

SuperExpress: Księżycowa Liga Mistrzów

W Krakowie nie było niespodzianki. Wisła nie sprostała "galaktycznemu" Realowi. Choć długo grała z nim jak równy z równym, o Lidze Mistzów może zapomnieć na kolejny rok.

Fakt: Załatwił nas Morientes

Osiem lat czekają kibice w Polsce na Ligę Mistrzów i... będą dalej czekać. Wisła Kraków przegrała w pierwszym meczu III rundy eliminacji LM z Realem Madryt 0:2. Rewanż w Madrycie za dwa tygodnie będzie dla Hiszpanów formalnością.

Źródło: Onet

Za:wislaportal.pl

Komentarz pomeczowy

Za nami najpoważniejszy – w tym sezonie - sprawdzian umiejętności piłkarzy Białej Gwiazdy, mecz z Realem Madryt w ramach eliminacji do Ligi Mistrzów. Choć wiślacy spotkanie przegrali 0:2 to jednak wstydu polskiej piłce nie przynieśli. Wręcz przeciwnie rozegrali bardzo dobry mecz, ale niestety to co wystarczyłoby na dowolnie wybrany krajowy zespół, nie wystarczyło na wakacyjnych Los Galacticos.

Sami piłkarze Realu komplementują naszych zawodników, zgodnie twierdząc, że Wisła postawiła twarde warunki. Ile w tym kurtuazji, a ile prawdy, tego się już nie dowiemy, chyba, że oceny piłkarzy Realu boleśnie - dla wiślaków - zweryfikuje boisko w Madrycie.

Niemniej jednak nie mamy się czego wstydzić. Kilku zawodników Wisły pokazało poziom europejski. Niestety zabrakło wiary we własne umiejętności i przekonania, że zespół Królewskich jest jak najbardziej do pokonania. Z drugiej strony, trzeba pamiętać, że Wisła jest obecnie w rytmie ligowym, a Real dopiero powrócił z wakacji. Niestety okazuje się, że zespół grający najlepszą piłkę w Polsce nie jest w stanie, po dobrym meczu, pokonać balujący zespół z czołówki ligi hiszpańskiej. Tak było parę lat temu, gdy potknęliśmy się na Barcelonie i tak było w środowy wieczór, gdy bujających w obłokach kibiców Białej Gwiazdy sprowadził na ziemię Fernando Morientes. Czy jednak można było się przeciwstawić Raulowi i spółce? Można było. Wiślacy, szczególnie w drugiej połowie – do momentu utraty bramki – zagrali znacznie odważniej niż w pierwszej połowie, śmielej atakowali i przy odrobinie szczęścia mogli zdobyć bramkę. Jak ta bramka wpłynęłaby na losy spotkania, tego już się nie dowiemy. Pozostaje mieć nadzieję, że w Madrycie wywalczą korzystny wynik. Nie będzie to jednak zadanie proste. Nie należy też „korzystnego wyniku” rozpatrywać wyłącznie w kategoriach rezultatu na miarę awansu. Raczej strzelenia Realowi jakiejkolwiek bramki na ich własnym terenie, oraz postaranie się o wywalczenie choćby remisu. Mając w pamięci mecz w Barcelonie, gdy nasi zawodnicy praktycznie nie przekraczali linii środkowej, trzeba założyć podobny scenariusz w Madrycie, wynikający z przewagi piłkarskiego potencjału Realu, a nie z bojaźliwości trenera. Trener Kasperczak dysponując bardzo dobrymi zawodnikami – jak na polskie realia – nie ustawi zespołu za podwójną gardą, wychodząc z założenia, że należy jak najmniej przegrać, ale postanowi odważnie zaatakować. Choć po wczorajszym spotkaniu dyżurny optymizm należy odłożyć na półkę z bajkami to jednak – ach ten niepoprawny kibicowski irracjonalizm – nie należy odbierać zawodnikom Białej Gwiazdy szans na sukces. Tak, tak – na sukces. To jest tylko sport, a sport w przeciwieństwie do pralki automatycznej, nie jest w pełni programowalny. Zachowując odpowiednie proporcje pragnę przypomnieć że dwa lata temu zremisowaliśmy u siebie z Schalke 1:1, a zespół niemiecki grał znacznie lepiej od Wisły i tylko dużemu szczęściu Wisła zawdzięczała to, że nie przegrała tego meczu 1:4. W rewanżu niewielu fachowców dawało nam szanse. Tymczasem wyprawa na Arena auf Schalke zakończyła się miażdżącą wygraną Białej Gwiazdy. Czy historia się powtórzy? Nie myślę wcale o wygranej 4:1, ale wynik 2:0 jest możliwy, a jako, że sport to także nie matematyka, to takiego wyniku nawet rachunek prawdopodobieństwa nie potrafi wykluczyć.

Wracając do meczu w Krakowie wypada odnotować kilka spraw. Po pierwsze widać, że Camacho zmienił nieco styl gry Realu. Poszczególne formacje Królewskich grają znacznie bliżej siebie, w związku z czym jest mniej miejsca dla rywali na swobodne rozpędzenie się z piłką. Sytuację znacznie poprawił dodatkowo pozyskany niedawno z Romy Walter Samuel. Jaki to znakomity zawodnik mogliśmy się przekonać na własne oczy. Twardy, nieustępliwy, wybornie ustawiający się, wyprzedzający akcję rywali. Po prostu kompletny stoper. Defensywę powinien jeszcze wydatnie wzmocnić transfer Vieiry, który będzie znakomitym uzupełnieniem ofensywnie usposobionego Zidane tym bardziej, że obydwaj panowie znają się ze wspólnych występów w reprezentacji Francji. Jak doskonała to będzie para tego się na szczęście nie dowiemy, bo po pierwsze transfer Francuza nie doszedł jeszcze do skutku, a po drugie nawet gdyby to się stało przed rewanżem to i tak nie mógłby wystąpić, gdyż Królewscy nie zgłosili tego zawodnika do eliminacji Ligi Mistrzów.

Druga sprawa odnosi się do gry Wiślaków. Nadal nasi zawodnicy nie potrafią wystarczająco agresywnie grać w środku pola. Jeden Cantoro to zbyt mało, aby bezwzględnie opanować środek boiska. Finezja i technika wystarczą na naszych ligowych przeciwników – choć niekoniecznie na wszystkich. W konfrontacji z takim zespołem jak Real, dysponujący zawodnikami o niespotykanym sportowym potencjale, zwycięstwo trzeba sobie wybiegać, umiejętnie skracając pole gry już na połowie przeciwnika. To można osiągnąć głównie przez agresywną grę drugiej linii, która powinna podchodzić głęboko, stosując wysoki pressing. Innymi słowy, nie można dać przeciwnikowi oddychać. Tego w wykonaniu naszych zawodników zabrakło. Co prawda wspomniany Cantoro, skutecznie odbierał ochotę do gry Zidane’owi, ale już Szymkowiak był bardziej pasywny, mniej widoczny. To samo można powiedzieć o bocznych pomocnikach. Kalu Uche w niczym nie przypomina tego zawodnika, który w Rzymie ośmieszał defensywę Lazio. W środę nie potrafił poradzić sobie z Roberto Carlosem, który poczuł się w konfrontacji z wiślakiem na tyle pewnie, że pozwalał sobie na dalekie wyjścia do przodu. Znacznie lepiej od nigeryjczyka zaprezentował się w drugiej połowie Gorawski, który wprowadził wiele ożywienia na prawej flance, kilkakrotnie groźnie dośrodkowując. Poprawnie natomiast grał Zieńczuk i tylko wypada żałować, że w meczu z Realem zagrał po kontuzji. Na pochwały na pewno zasłużył duet naszych środkowych stoperów. Co prawda Kłosowi przytrafiła się jedna poważna wpadka w I połowie – na szczęście bez konsekwencji –, niemniej jednak zarówno on jak i Głowacki zadziwiająco dobrze radzili sobie z duetem Raul - Ronaldo, nie dopuszczając ich do klarownych sytuacji. Dopiero wejście świeżego Moreintesa skutecznie rozmontowało wiślacką defensywę. Za utratę pierwszego gola odpowiada Marcin Baszczyński, który w kilku innych sytuacjach uratował nasz zespół od utraty gola udanymi wślizgami. W 72. minucie spotkania przysnął jednak ewidentnie, co bezwzględnie wykorzystał Morientes Przy drugim golu również część winy spada na barki Marcina. Spóźnił się z interwencją, przez co pozwolił na dokładne dośrodkowanie Carlosowi, po którym Fernando zdobył drugiego gola. Nieźle zagrał Mijailovic, który tym razem nerwy trzymał na wodzy, a parokrotnie popisał doskonałymi interwencjami. Wreszcie czas na zawodnika, którego mówiąc eufemistycznie, nie darzę sympatią. Mowa o Radosławie Majdanie. I tu wypada naszego bramkarza pochwalić, pomimo dwóch straconych goli, przy których nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Zagrał nieźle na linii i na przedpolu. Parokrotnie uratował nas od straty gola.

Na sam koniec zostawiłem ocenę napastników. Najpoprawniej z trójki atakujących zaprezentował się Tomasz Frankowski. Rozmumiem, że trener Kasperczak, szukał pod koniec drugiej połowy szansy na zdobycie bramki, ale akurat wprowadzenie Kuźby za Franka nie było najlepszym posunięciem. Ruchliwy zawodnik został zastąpiony przez nieruchliwego. Niestety zarówno kontuzja jak i wygrzewanie ławki rezerwowych Olympiakosu Pireus, nie przysłużyły się Marcinowi. To nie ten sam zawodnik, którego pamiętamy z rundy wiosennej sezonu 2002/03. Również w pierwszej połowie niczym szczególnych nie popisał się Żurawski. Gdzie ten zawodnik, który w bojach z Parmą, Schalke, Lazio, nie miał absolutnie żadnego respektu ani litości dla przeciwników? Lepiej Żuraw zagrał w drugiej połowie spotkania, choć nie potrafił wykorzystać doskonałej sytuacji na strzelenie gola, który być może odmieniłby losy spotkania. Przypomnę, że właśnie po tej nieudanej akcji wiślaka, Morientes strzelił pierwszego gola.

Dużym mankamentem w grze Wisły jest sposób, a raczej jego brak, wykonywania rzutów rożnych. Ten stały fragment gry w wykonaniu piłkarzy Białej Gwiazdy nie stwarza absolutnie żadnego zagrożenia pod bramką rywala, zarówno tego z Madrytu, jak i tego z Łęcznej. A były już czasy, gdy po kornerze zdobywaliśmy całkiem sporo goli (I kadencja Franciszka Smudy, egzekutorzy Kazimierz Węgrzyn i Marek Zając). Jest to element gry, z którym Henryk Kasperczak musi coś zrobić, tym bardziej, że w naszym zespole nie brakuje zawodników dobrze grających głową (Kłos, Uche).

Ogólnie jednak Wisła zagrała dobry mecz. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że żadna drużyna polska nie zbliżyłaby się do tego poziomu, który w środę zaprezentowali wiślacy. Jak już jednak pisałem w komentarzu do meczu Wisła – Polonia, to co w zupełności wystarcza na ligowych przeciwników niekoniecznie musi wystarczyć na Real. I nie wystarczyło. Niemniej jednak nie odbieram naszym ulubieńcom szans w rewanżu. Na strzelenie dwóch goli będą mieli 90. minut. Przy stanie 2:0 dla Wisły w szeregi Realu wkradnie się nerwowość i niepewność, którą będą musieli uspokoić w ciągu 30. minut dogrywki. Zdeterminowana, twardo walcząca Wisła jest w stanie nie dopuścić do utraty gola. A w karnych... a w karnych to my mamy Żurawia (na szczęście), a Real Beckhama (też na szczęście.

Niemożliwe? Prezes Tadeusz Czerwiński zaraz odpowiedziałby: odkąd Amerykanie wylądowali na Księżycu, to nie ma rzeczy niemożliwych! I ja się z nim zgadzam... Niech żywi nie tracą nadziei...

Źródło:wislaportal.pl

Relacja kibicowska z meczu:

Relacje kibicowskie z meczów Wisły-Sezon 2004/2005

Galeria - na boisku i na trybunach oraz program meczowy