2005.08.23 Panathinaikós Ateny - Wisła Kraków 4:1

Z Historia Wisły

2005.08.23, Liga Mistrzów, III runda eliminacyjna - rewanż, Ateny, Olimpiakó Stádio Athínas Spýros Loúis, 20:45
Panathinaikós Ateny 4:1 (0:0, 3:1) Wisła Kraków
widzów: 60.000
sędzia: Michael Andrew Riley z Leeds (Anglia)
Bramki
Nasief Morris 62'
Emmanuel Olisadebe 65'

Dimítrios Papadópoulos 87'
Ilías Kótsios 114'
1:0
2:0
2:1
3:1
4:1


78' Radosław Sobolewski


Panathinaikós Ateny
Grafika:Zk.jpg Mario Galinović
Loukás Výdra
Nasief Morris
Grafika:Zk.jpg Ilías Kótsios
Grafika:Zk.jpg Anthony Šerić
Nordin Wooter grafika: Zmiana.PNG (61’ Grafika:Zk.jpg Dimítrios Papadópoulos)
Grafika:Zk.jpg Flávio Conceição
Igor Bišćan grafika: Zmiana.PNG (74’ Sotírios Leontíou)
Konstantínos Charalambídis
Grafika:Zk.jpg Emmanuel Olisadebe grafika: Zmiana.PNG (70’ Srđan Andrić)
Theofánis Gékas

trener: Alberto Malesani
Wisła Kraków
Radosław Majdan Grafika:Zk.jpg
Marcin Baszczyński
Tomasz Kłos
Arkadiusz Głowacki
Dariusz Dudka
Kalu Uche grafika: Zmiana.PNG (75’ Marcin Kuźba)
Mauro Cantoro
Radosław Sobolewski Grafika:Zk.jpg Grafika:Zk.jpg Grafika:cz.jpg 90'
Marek Zieńczuk grafika: Zmiana.PNG (61’ Jean Paulista)
Tomasz Frankowski Grafika:Zk.jpg
Paweł Brożek grafika: Zmiana.PNG (63’ Marek Penksa Grafika:Zk.jpg)

trener: Jerzy Engel
4' minuty przed końcem meczu arbiter nie uznał prawidłowo strzelonego gola przez Marka Penksy. Bramka dawała awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Przedmeczowa otoczka

Radek Majdan - łzy po meczu z PAO
Radek Majdan - łzy po meczu z PAO
Radek Majdan - łzy po meczu z PAO
Radek Majdan - łzy po meczu z PAO

- Tylko nie faulujcie od tyłu - przekazali angielscy sędziowie... Ryszardowi Szulowi i Mariuszowi Urbanowi przed meczem. Oficjalne kontakty arbitrów UEFA z przedstawicielami klubu rywalizującego w europejskim pucharze są zabronione, jednak tym razem do spotkania doszło przypadkowo.

Anglicy wpadli na lekarza i specjalistę od przygotowania fizycznego w Wiśle w środowe południe przed wejściem do Akropolu. Święte wzgórze, matecznik greckiego narodu, było w dniu meczu miejscem pielgrzymek wielu fanów Wisły.

Wśród turystów był kierownik drużyny Marek Konieczny. Raportował, iż na żądanie Wisły zdjęto i poprawnie zawieszono polską flagę przed Stadionem Olimpijskim. Przez chwilę wydawało się bowiem, że zagrają Grecy z... Indonezyjczykami. - Ochroniarz w naszym hotelu ("Intercontinental") przyznał, że jest kibicem Panathinaikosu, ale dodał, że za niedługo znów się zobaczymy. Zapytałem, dlaczego? Bo w grupie Ligi Mistrzów wpadniecie na Olympiakos Pireus - opowiadał ze śmiechem Konieczny.

Zdania ochroniarza nie podzielały greckie kolektury. Wczoraj za każde euro postawione na zwycięstwo gospodarzy płacono zaledwie 1,30, za remis - 4, za triumf "Białej Gwiazdy" - aż 7,5.

Piłkarzy mistrza Polski, którzy wyszli na rozgrzewkę o 19.45, powitał huragan gwizdów. Burza wyrazów akceptacji podniosła się za to kilka minut później, gdy z tunelu wyszli zawodnicy PAO. Ten schemat powtórzył się, gdy spiker prezentował składy.

O 20.10 na łuku, który zajmowali kibice Wisły (gremialnie zignorowali zbiórkę wyznaczoną im przez organizatorów na pięć godzin przed meczem i w małych grupach dotarli na stadion), zaczęła interweniować policja. Zepchnęła ona w głąb własnych sektorów agresywnych fanów PAO. Trudno powiedzieć, na ile sami wykazali "inicjatywę", a na ile zawinili przybysze z Krakowa, którzy przemycili na trybunę transparent o obraźliwej wobec miejscowych treści.

Wiślacy na 18 minut przed rozpoczęciem zawodów zbiegli do szatni. Przed nimi był najpoważniejszy egzamin od czasu, gdy Tele-Fonika objęła mecenatem sekcję piłkarską.

... niestety, nasi piłkarze go nie zdali...

Źródło: Dziennik Polski Dodał: Piotr (2005-08-24)

Za: wislakrakow.com

Frankowski zagra na 100%

Tomasz Frankowski zagra w jutrzejszym spotkaniu z Panathinaikosem. - O ile trener mnie wystawi - z właściwą sobie skromnością przyznał napastnik Wisły podczas konferencji prasowej przed jutrzejszym spotkaniem w Atenach.

Wcześniej "Franek" wziął udział w treningu podopiecznych Jerzego Engela na murawie Stadionu Olimpijskiego. - Były pewne problemy, lecz już ustąpiły i jestem gotowy do gry - dodał snajper "Białej Gwiazdy".

W trakcie ostatniego, przed jutrzejszym meczem, treningu, wiślacy rozegrali krótką gierkę na połowie boiska. Trening miał charakter typowego przedmeczowego rozruchu. Wiślacy pograli m.in. w "dziadka", a część piłkarzy ćwiczyła wykonywanie stałych fragmentów gry.

maciejko (mat19)

Źródło: wislakrakow.com

Alberto Malesani przed meczem rewanżowym

Trener Panathinaikosu Ateny, Alberto Malesani na konferencji prasowej nie chciał za wiele mówić o wtorkowym meczu z Wisłą Kraków. Włoski szkoleniowiec raczej tłumaczył się ze słabej postawy swojego zespołu i z niekorzystnego wyniku w Krakowie.

- Mamy wielu nowych zawodników. Przyszli młodzi gracze i jak starsi, bardziej doświadczeni. Aby to wszystko poukładać potrzebny jest czas. Zawodnicy muszą sobie uświadomić, że nie grają wyłącznie dla siebie, ale dla zespołu. Musimy być bardziej zgrani, a na to potrzeba czasu. Przez ostatnie dni ciężko pracowaliśmy i wierzę, że jutro pokażemy owoce tej pracy - powiedział Malesani.

- Jednak nawet jeśli zostaniemy wyeliminowani, to nie ma się czym przejmować, bo w stosunku do piłkarzy, mamy aż pięcioletni plan. Wierzę, że realizacja tego planu przyniesie największe sukcesy w historii Panathinaikosu. Kiedy w zespole zachodzą zmiany - a takie przecież tu zaszły - czas naprawdę nie jest przyjacielem - dodał Włoch.

- Wtorkowy mecz zaczynamy z takiego samego poziomu jak Wisła. Jesteśmy przygotowani, bo w pracy z zespołem kierujemy logiką, a nie emocjami. Przypominam, że nasz plan dotyczący drużyny ma aż pięcioletnie horyzonty. Jednak jeśli uda nam się wyeliminować Wisłę to wierzę, że nasza forma eksploduje w dalszej części tego sezonu. Co do samego spotkania z Wisłą, chcę powiedzieć tylko, że musimy uważać, aby nie stracić żadnej bramki i grać swoją piłkę.

Interia.pl (mat19)

Źródło: wislakrakow.com

Ostatni krok

W roku 1998 Bogusław Cupiał powiedział: - Naszym celem jest Liga Mistrzów. Wtedy brzmiało to jak bajka. Dzisiaj marzenia mogą stać się rzeczywistością.

Awans do fazy grupowej nabrał realnych kszałtów dopiero przy czwartej próbie. Poprzednie trzy podejścia były zupełnie nieudane. Wygrana z Panathinaikosem 3:1 w Krakowie rozbudziła wielkie nadzieje. - Wygraliśmy z Grekami w pierwszym meczu. Nie widzę przeszkód, by dokonać tego także w rewanżu - powiedział w Atenach dzień przed drugim spotkaniem trener Wisły Jerzy Engel. Pewność siebie wiślackiego szkoleniowca to część gry psychologicznej, która toczy się na długo, nim piłkarze wybiegną na boisko.

W sobotę zaczęła Wisła strasząc, że w meczu może nie wystąpić Tomasz Frankowski, mimo, że ten dzień wcześniej zapewniał, że czuje się świetnie. Zagranie wzbudziło pożądany efekt - greccy dziennikarze skupili się na spekulacjach na temat występu kapitana Wisły. Trener Panathinaikosu Alberto Malesani zaskoczył wszystkich na konferencji prasowej. - Ta drużyna budowana jest z pięcioletnim planem. Mecz z Wisłą nie jest dla nas najważniejszy - wypalił, choć doskonale wie, że tak nie jest. - Panathinaikos jest pod ścianą. Wydali kupę kasy na transfery, a teraz ta Liga Mistrzów, a więc i wielkie pieniądze, może im uciec - zauważa Jacek Gmoch, który na codzień mieszka w Atenach.

To nie koniec wymiany zdań pomiędzy obiema ekipami. - Zaskoczymy Wisłę! - zapewnia Malesani. - Nikt tu nikogo nie zaskoczy, bo obie drużyny znają się bardzo dobrze - ripostuje Engel. Polski trener zapewnia, że zmiana taktyki z 3-5-2 na 4-4-2 także nie będzie dla niego zaskoczeniem. Włoski szkoleniowiec zwiększa liczbę obrońców, by ukryć brak filara obrony Yannisa Goumasa. - Nasza obrona to dramat - nie ukrywają greccy dziennikarze.

Uderzają rozbieżności między tym, co miejscowi dziennikarze mówią w luźnych rozmowach, a tym co piszą w gazetach. Gdy słyszymy od nich, że PAO nie jest jeszcze przygotowane na taką rywalizację, a piłkarze "zdychają" po 65 minucie, w gazetach możemy przeczytać, że jedyna drużyna z szansami na awans to właśnie Panathinaikos. "Chodź droga Wisło. Czekamy na Ciebie" - pisze "Derby Sports". W podobnym tonie oficjalnie wypowiadają się zawodnicy wicemistrza Grecji. - Nie wyobrażam sobie, byśmy mogli nie awansować. Dopiero w fazie grupowej pokażemy na co nas stać naprawdę - mówi Elias Kotsios. - Awansujemy - pewnym tonem zapewnia Emmanuel Olisadebe.

Mecz rozegrany zostanie na zmodernizowanym Stadionie Olimpijskim. I choć obiekt to piękny, piłkarze Panathinaikosu woleliby podjąć Wisłę na swoim starym stadionie w centrum miasta. Tam kibice mają zawodników na wyciągnięcie ręki, więc presja wywierana na drużynę rywali jest ogromna. Stadion Olimpijski niewiele ma wspólnego z typowo piłkarskimi obiektami. Między boiskiem, a trybunami mieści się szeroka, nowoczesna bieżnia lekkoatletyczna.

Ciąg dalszy gry psychologicznej to ostatnie treningi obu drużyn przed wtorkowym meczem. Panathinaikos trenował za zamkniętymi drzwiami, zajęcia Wisły dostępne były dla dziennikarzy przez pełen czas trwania.

Do rewanżu z Panathinaikosem Wisła przystąpi w niemal identycznym składzie, w jakim podejmowała Greków dwa tygodnie temu. Do wyjściowego składu powróci Marcin Baszczyński, który w Krakowie nie mógł zagrać, gdyż pauzował za czerwoną kartkę. Zastąpi on kontuzjowanego Jakuba Błaszczykowskiego, który tydzień temu przeszedł operację kości śródstopia.

Alberto Malesani również nie dokonał rewolucji. Jedynie operujący z lewej strony boiska Antony Seric ma zostać obciążony większą ilością zadań defensywnych. Zwiększenie liczby obrońców ma zabezpieczyć Greków przed możliwościami skontrowania przez Polaków. - Zadaniem numer jeden przed rewanżem z Wisłą jest poprawienie gry obronnej - mówił włoski szkolenkiowiec jeszcze w zeszłym tygodniu. Do gry, obok Goumasa, gotowi nie są także Sanmartean, Nilsson i Tziolis, wciąż zawieszony jest Gonzalez. Niespodzianką może być natomiast występ utalentowanego bułgarskiego pomocnika, Vladimira Gadhzeva, który miesiąc temu skończył 18 lat.

Wiślacy do rywalizacji z Grekami muszą przystąpić maksymalnie skoncentrowani. Jeśli ci zdobędą bramkę zaraz na początku spotkania, mecz może zamienić się w istny koszmar.

Ekipa Wisły do Krakowa wraca bezpośrednio po meczu. Na lotnisku w Balicach spodziewana jest około godziny 2:30.

(mat19)

Źródło: wislakrakow.com

Blisko tysiąc kibiców dopinguje Wisłę w Atenach

Większość polskich kibiców wspomagających Wisłę w meczu z Panathinaikosem, pojawiło się już na stadionie olimpijskim. Jak informuje nasz wysłannik fanów "Białej Gwiazdy" jest już na trybunach około 800. Przed rozpoczęciem spotkania można się spodziewać ponad tysiąc wiślaków.

Piłkarzy Wisły, którzy wyszli przed godziną 19 by zapoznać się z murawą, przywitało gromkie "Jazda, jazda, jazda" oraz "Jesteśmy z Wami". Trener Engel nie musi się więc już martwić o zagrzanie swoich graczy do boju.

Na półtorej godziny przed meczem tylko sektor kibiców Wisły jest mocno wypełniony, reszta stadionu jest jeszcze pusta. Wiślakom na stadion kazała wejść grecka policja. Szkoda tylko, że organizatorzy nie zapewnili naszym fanom ani kateringu ani nawet toalet. Gdy na boisku pojawili się na chwilę gracze Panathinaikosu powitały ich głośne gwizdy.

Około godziny 19:20 w sektorze kibiców Wisły pojawiły się stoiska z pożywieniem i napojami.

(rav)

Źródło: wislakrakow.com

Relacje meczowe

Jednak Panathinaikos...

Brakowało bardzo niewiele... Panathinaikos Ateny pokonał 4:1 po dogrywce Wisłę Kraków i to Grecy zagrają w fazie grupowej najważniejszego europejskiego pucharu.

Wisła świetnie zaczęła, stawiając Panathinaikos w szachu i tworząc kilka sytuacji bramkowych, w których wykorzystaniu przeszkodziła chyba paraliżująca stawka meczu. Później Panathinaikos przejął inicjatywę, ale tak naprawdę groźne w wykonaniu wicemistrzów Grecji były przede wszystkim strzały z dystansu. Źle wyglądało rozgrywanie piłki przez Wisłę na połowie rywala, ataki prowadzone były zbyt małą ilością graczy. Najważniejsze było jednak, że najlepsza drużyna w Polsce żadnego gola nie straciła.

Po przerwie padły bramki, niestety dla gospodarzy. W trzy minuty Panathinaikos odrobił straty i wyszedł na prowadzenie 2:0. Wynik otworzył w 62 minucie kapitan zespołu Morris finalizując strzałem głową dośrodkowanie z rzutu wolnego. Po chwili do pustej bramki również głową trafił Emmanuel Olisadebe, który dobił potężny strzał Sericia.

Uspokojony prowadzeniem i niemal pewnym awansem trener Malesani dokonał kilku pro-defensywnych zmian w składzie. Zszedł m.in. Olisadebe, którego zastąpił pomocnik - Andrić. W Wiśle natomiast weszli na boisko Penksa, Kuźba i Paulista. Ten ostatni zmienił Marka Zieńczuka, który miał we wtorkowym meczu pięć(!) sytuacji bramkowych - najlepszą w 48 minucie, gdy oddał strzał z bliskiej odległości obroniony przez Galinovicia.

W 78 minucie szczęście uśmiechnęło się do Wisły - bramkę na 2:1 zdobył Sobolewski (piękny strzał lewą nogą zza pola karnego). W tym momencie znów byliśmy w fazie grupowej Lidze Mistrzów. Niestety, na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry arbiter nie uznał gola Marka Penksy (podobno Słowak pomógł sobie ręką przyjmując piłkę, choć mamy co do tego wątpliwości). Zdekoncentrowana drużyna gości najpierw pozwoliła sobie strzelić gola na 3:1 (solowa akcja Papadopoulosa i strzał po którym piłka rykoszetem odbiła się od Głowackiego lobując Majdana). Później boisko za drugą żółtą kartkę opuścić musiał Sobolewski.

W dogrywce Wisła liczyła już tylko na utrzymanie wyniku i ewentualne rzuty karne. Zespół grał w osłabieniu, w dodatku urazy zgłaszali Frankowski, Dudka i Cantoro. Nic więc dziwnego, że wicemistrzowie Grecji konsekwetnie nacierali w wiślackie pole karne. Przed utratą decydującej bramki dwukrotnie piłkę po strzałach głową wybijał z linii bramkowej Cantoro. Wreszcie w 114 minucie Kotzios uprzedził Dudkę i strzałem z 7 metrów pokonał niepewnie interweniującego Majdana.

Szkoda szansy po pierwszym meczu, szkoda długich momentów, w których Wisła była jedną nogą w Lidze Mistrzów, szkoda wreszcie odrobiny szczęścia, bo wystarczyło by Zieńczuk wykorzystał jedną ze swych okazji, arbiter uznał gola Penksy w 87 minucie bądź Paulista uderzenieme ze szpica pokonał Galinovicia i to my cieszylibyśmy się z historycznego sukcesu. Klubowi przed nosem uciekła gigantyczna jak na polskie warunki premia. A nam pozostaje czekać na kolejną dużą szansę...

(rav)

Źródło: wislakrakow.com

Trenerzy po meczu

Jerzy Engel: - Sędzia wypaczył wynik meczu

Piłkarze Wisły w minorowych nastrojach pojawili się w środę w godzinach popołudniowych na treningu na własnym stadionie. Byli załamani przegraną z Panathinaikosem Ateny i odpadnięciem z Ligi Mistrzów.

Uczestnicy wtorkowego meczu poddani zostali zabiegom rehabilitacyjny,

- Przełomowym momentem meczu w Atenach było zdobycie przez Penksę drugiego gola, którego sędzia nie uznał z niewiadomych dla mnie przyczyn - powiedział trener Wisły Jerzy Engel. - Moi zawodnicy najpierw się cieszyli, a potem byli zdziwieni, że bramka nie została uznana i zapomnieli, że trzeba wracać na własną połowę i bronić się. To nasze gapiostwo wykorzystali Grecy, zdobywając trzeciego gola. Drugi ważnym momentem była czerwona kartka, za dwie żółte, Radka Sobolewskiego, który był najlepszym zawodnikiem w zespole Wisły. Wiadomo było, że w dogrywce w dziesiątkę nasze szanse są niewielkie.

- Zabrakło kilku minut do tego, aby zgarnąć naprawdę dużą pulę pieniędzy. Dzięki temu Wisła mogłaby zostać wzmocniona i byłaby jeszcze silniejszym, ciekawszym zespołem. Nic więc dziwnego, że właściciel drużyny, także ja oraz zawodnicy, przeżywaliśmy to niepowodzenie - na swój sposób - dodał Jerzy Engel.

Sędzia Michael Riley z Anglii nie ustrzegł się kilku błędów. Wiślacy mają do niego duże pretensje i zarzucają mu, że wypaczył wynik meczu w Atenach.

- Trudno nie mieć pretensji do sędziego - tłumaczy Jerzy Engel. - Popełnił błędy na naszą niekorzyść w kluczowych momentach. Jak choćby w momencie, gdy Grecy zdobyli trzeciego gola. Gekas ewidentnie sfaulował Baszczyńskiego i dzięki temu zdobył piłkę. Sędzia nie mylił się przy stanie dwa do zera. Zaczął się mylić dopiero, gdy było dwa do jednego, który to wynik dawał nam awans. Sędzia nie uznał wtedy zdobytej przez nas drugiej bramki. W zamieszaniu podbramkowym mógł gwizdnąć co chciał. Nikt nie wie, co gwizdnął. Gdy Grecy prowadzili trzy do jednego i zanosiło się na dogrywkę, nasz najlepszy zawodnik Sobolewski otrzymuje czerwoną kartkę. Sędzia zabiera w tym momencie wszelkie szanse Wiśle.

Piłkarze Wisły są podłamani - byli tak blisko Ligi Mistrzów, która wymknęła im się w dramatycznych okolicznościach z rąk.

- Czuję ból, niedosyt i ubolewam nad tym, co wydarzyło się w Atenach - stwierdził Tomasz Kłos. - Jeszcze nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Już w pierwszej połowie meczu mieliśmy kilka doskonałych okazji do zdobycia gola, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Natomiast trzy gole straciliśmy po stałych fragmentach gry. To nasza słaba strona, której nie potrafimy wyeliminować. Zabrakło nam też trochę cwaniactwa boiskowego. W każdym razie zmarnowaliśmy olbrzymią szansę gry w Lidze Mistrzów.

- Po meczu nie wytykaliśmy sobie nawzajem błędów. Wszyscy wygrywamy, wszyscy przegrywamy. Nastroje w szatni były minorowe i nikt nie miał ochoty na dyskusje. Zresztą gadanie nic już nie zmieni - powiedział bramkarz Radosław Majdan.

Wisła powróciła z Aten rozbita, załamana i zmęczona. W najbliższą sobotę czeka ją mecz ligowy - z odrą w Wodzisławiu.

- Musimy zrobić wszystko, aby drużyna jak najszybciej stanęła na nogi - powiedział Jerzy Engel. - Moją rolą jest, aby zespół odbudował się psychicznie. A lekarze postarają się usunąć w miarę szybko urazy zawodników i odbudować ich fizycznie. Wisła będzie grała nadal bardzo dobrze, a nawet coraz lepiej.

Źródło: PAP

Dodał: Piotr (2005-08-24)

Za:wislaportal.pl

Jerzy Engel: Grecy byli lepsi od nas

24. sierpnia 2005, 01:53

- Nie mam wątpliwości, Grecy byli lepsi od nas - przyznał po meczu trener Jerzy Engel. Szkoleniowiec "Białej Gwiazdy" jest zdania, że on, sztab szkoleniowy i zawodnicy zrobili wszystko co możliwe by awansować. - Będziemy teraz z determinacją walczyć o wejście do fazy grupowej Pucharu UEFA - powiedział trener Wisły.

Dlaczego nie udało się awansować?

- Były w tym meczu dwa krytyczne momenty. Pierwszy to utrata bramki przy stanie 2:1 - tego nie powinniśmy zrobić, Papadopoulos rzeczywiście przeprowadził fantastyczną akcję indywidualną i zabrakło nam doświadczenia, bo taką akcję trzeba "skasować" dużo wcześniej, nie dać dojść do strzału. Drugim takim momentem była sytuacja Paulisty "sam na sam" przy 3:1, uderzał ze szpica a bramkarz to obronił. Troszkę spokojniej, inaczej... taka sytuacja bardzo boli, bo gdyby udało się wtedy strzelić to my byśmy się teraz cieszyli.

Ma pan pretensje do Zieńczuka za niewykorzystane sytuacje i Sobolewskiego za czerwoną kartkę?

- Piłkarze wykonali dziś wielką pracę. Przegraliśmy dziś z zespołem lepszym. Nie ma wątpliwości, że Grecy byli lepsi od nas, dysponują lepszymi zawodnikami. Nam udało się dobrze zagrać w Krakowie, niestety tutaj nie ustrzegliśmy się błędów, które spowodowały że w końcu dociągnęliśmy do dogrywki. A w niej grając w "dziesiątkę"... Tomek Frankowski już asystował na boisku, podobnie Darek Dudka, Mauro Cantoro również... mieli urazy, nie mogli zejść bo wykorzystaliśmy już zmiany. Heroiczna walka i cieszę się, że ci zawodnicy tak walczyli by przejść dalej. Nie udało się, taki jest sport, taki jest futbol, cieszą się dziś Grecy, a nie my.

Czy Wisła była dobrze przygotowana kondycyjnie na 90 minut i dogrywkę?

- Mówiłem już wcześniej - trudno jest grać w "dziesiątkę". Zejście Sobolewskiego... rozumiem decyzję sędziego, ale również powinna być druga żółta kartka dla Conceicao - pytaliśmy, dlaczego jej nie ma. Nie ma co na niego zwalać, powinniśmy dociągnąć ten wynik 2:1 do końca. Nie udało się i dlatego przegraliśmy.

Ma pan może jakieś pretensje do siebie, że coś pan zaniedbał, niedopilnował?

- Od strony organizacyjnej i szkoleniowej zrobiliśmy co wszystko było możliwe, przewidzieliśy wszystko, ale przeciwnik był dziś lepszy. Oczywiście będziemy jeszcze analizować ten mecz, zobaczymy jakie błędy popełniliśmy, bo zawsze jakieś się robi. Ale przyznać trzeba, że Grecy zagrali dziś naprawdę wspaniale?

Bardzo panu szkoda, że nie awansowaliście?

- Tak, bardzo mi szkoda, bo Wisła jest dobrym zespołem. Sądzę, że gdyby dziś udało się przejść, to ten zespół nabrałby klasy, byłby jeszcze lepszy. A tak wracamy do punktu wyjścia, będziemy teraz z determinacją walczyć o wejście do fazy grupowej Pucharu UEFA.

TVP1 (rav)

Źródło: wislakrakow.com

Piłkarze po meczu

Najdotkliwsza porażka Marka Zieńczuka

Mógł być bohaterem, ale zabrakło mu odporności psychicznej, precyzji. Marek Zieńczuk... praktycznie w pojedynkę mógł pogrążyć Panathinaikos. Miał ku temu nie jedną, ale aż cztery okazje. Nie wykorzystał żadnej i w LM zagrają Grecy.

- Dlaczego nie wykorzystał Pan tylu okazji strzeleckich?

Marek Zieńczuk: - Dlaczego... ciężko znaleźć uzasadnienie, może za bardzo chciałem i dlatego się nie udało.

- Niecelne strzały można przebaczać, ale sytuacji sam na sam z Galinoviciem... To już trzeba było trafić.

- Rzeczywiście, to była bardzo dobra sytuacji po znakomitym podaniu Pawła Brożka. Nie wiem, może zabrakło mi zimnej krwi "Franka", może trzeba było poszukać innego rozwiązania. Może powinienem podciąć piłkę i przerzucić nad bramkarzem, skoro nie wychodziły mi strzały po długim słupku.

- Czy schodząc z boiska przeczuwał Pan, że te niewykorzystane szanse zaważą na wyniku spotkania?

- Nie schodziłem z boiska z obawami, bo było 0-0. Byłem jednak wściekły na siebie, bo przy jednym moim trafieniu mecz pewnie inaczej by się ułożył. Byłem też zły, że w ogóle schodzę, a potem siedząc na ławce, że nie mogę pomóc, gdy tracimy kolejne bramki.

- Cztery z pięciu goli straciliście po stałych fragmentach. Taki zespół nie może grać w Lidze Mistrzów.

- Nie wiem, dużo ich w ten sposób tracimy. Nie wiem z czego to się bierze, bo trener nas uczulał, gazety o tym pisały. Tyle się o tym mówiło! I trenowaliśmy to długo. Na treningach to wychodziło przyzwoicie, ale trening to nie jest mecz o dużej stawce.

- Żal tej straconej szansy?

- Żal bardzo. Przeżywamy to strasznie, tak jak tysiące kibiców w Polsce. Nie wiem co powiedzieć na otarcie łez. Było bardzo blisko po bramce Radka Sobolewskiego i potem znów wszystko odwróciło się na niekorzyść. Na pewno zabrakło nam szczęścia.

- Po takiej porażce dochodzimy do wniosku, że nad Wisłą wisi klątwa i ta drużyna nie potrafi wejść do Ligi Mistrzów.

- Grać trzeba, bo są inne cele do zrealizowania, może mniej zaszczytne, jak występ w Pucharze UEFA. Tam można się jeszcze pokazać i zatrzeć to złe wrażenie po meczu w Atenach.

- Czy nie obawia się Pan, że właściciel SSA Bogusław Cupiał straci do Was cierpliwość?

- Bardzo byśmy tego nie chcieli. Szkoda, bo awans do Ligi Mistrzów byłby dodatkowym bodźcem dla niego i świeżym oddechem po tych wszystkich nieudanych próbach. Wszystko w rękach prezesa Cupiała.

- W jakim stanie opuszcza Pan Stadion Olimpijski?

- Jestem wkurzony. Była to najdotkliwsza porażka w mojej karierze.

Źródło: Dziennik Polski

Dodał: Piotr (2005-08-24)

Za:wislaportal.pl

Radosław Majdan: - Brakowało nam tak niewiele

Radosław Majdan pół godziny po ostatnim gwizdku nie ronił już łez, ale i tak rozmowa przychodziła mu z trudem. Stał pod autokarem wiślaków, starając się wytłumaczyć, dlaczego doszło do klęski.

- Sen o Lidze Mistrzów zamienił się w koszmar.

Radosław Majdan: - Ta porażka jest dla nas dużym ciosem. Jest przygniatająca. Chciałbym, żebyśmy jak najszybciej z tego wyszli, ale na pewno przez najbliższe dni będziemy w minorowych nastrojach. Słowa, jakie najszybciej przychodzą mi na myśl po tym meczu, to żal, niemoc i rozczarowanie. A była taka wielka szansa...

- Stanęliście po godzinie i straciliście dwie szybkie bramki.

- Piłka nożna ma to do siebie, że zdarzają się w niej różne fazy. I o ile na początku mieliśmy przewagę, ale nie wykorzystaliśmy jej, to później Grecy wykorzystali swoją.

- Ma Pan pretensję do siebie o którąś z bramek?

- Musiałbym to jeszcze raz spokojnie zobaczyć. Czy przy czwartym golu mogłem przechwycić dośrodkowanie? Nie wiem, na gorąco ciężko mi było powiedzieć.

- Jest Pan tragicznym bohaterem. Z jednej strony interweniował Pan w beznadziejnych momentach, ale z drugiej - cztery bramki wpadły.

- Najgorsze jest to, że przegraliśmy. Zabrakło nam pięciu minut do awansu... Nie mogę się z tym pogodzić. Sukces był tak bliski, a zamiast niego jest wielka porażka. Udało się obronić kilka sytuacji, ale nic to nie zmienia. Mógłbym się czuć bohaterem tylko w wypadku awansu.

- Pan ją najbardziej przeżył. Tuż po ostatnim gwizdku nie powstrzymał Pan łez.

- Byłem załamany, że znowu nie udało się osiągnąć czegoś naprawdę dużego. Wyeliminować Panathinaikos, zagrać w Lidze Mistrzów, to naprawdę coś. O ile w ubiegłym roku nie mieliśmy na to właściwie szans, byliśmy bardzo daleko, to teraz brakowało nam tak niewiele, zaledwie krok. Pięć minut drogi, której nie udało się przebyć.

- Co Panu mówił Maciej Stolarczyk?

- Mówił, że taki jest sport, starał się mnie pokrzepić.

- Jak w takiej sytuacji czuje się zawodnik?

- Strasznie samotnie. Ktoś kiedyś powiedział, że najbardziej samotnymi ludźmi na świecie po tak bolesnych porażkach, jak ta z Aten, są sportowcy. Nie wiem, ile czasu upłynie zanim dojdziemy do siebie.

Źródło: Dziennik Polski

Dodał: Piotr (2005-08-25)

Za:wislaportal.pl

Majdan i Zieńczuk po meczu z Panathinaikosem

24. sierpnia 2005, 10:03

Wielu "kibiców" obwołało ich autorami wtorkowej porażki, co widzimy po spływających na naszą stronę komentarzach. Radosław Majdan i Marek Zieńczuk byli załamani po meczu z Panathinaikosem. Oto co mówili zaraz po końcowym gwizdku arbitra.

Radosław Majdan:

- Nie potrafię nawet nazwać tego, co czuję. Żal, niemoc, rozczarowanie. Teraz sami będziemy się musieli gryźć z tą porażką. W ubiegłym roku, w meczach z Realem, byliśmy od początku bardzo daleko od Ligi Mistrzów. Teraz już ją widzieliśmy w wyobraźni, była o pięć minut drogi. I znów nie doszliśmy. Trzeba się jakoś zmobilizować na mecze w Pucharze UEFA, może w ten sposób zapracujemy na rozstawienie w eliminacjach w przyszłym sezonie. Czy nie powtórzą się takie mecze jak z Dynamem Tbilisi? Zrobimy wszystko, żeby się nie powtórzyły.

Marek Zieńczuk:

- Sam miałem pięć szans na zdobycie gola. Nie wiem dlaczego, się nie udało. Może za bardzo chciałem, w dwóch przypadkach zamiast strzelać, powinienem podawać do kolegów. Nie wiem, jak znajdziemy motywację przed następnymi meczami. Trudno mi to sobie teraz wyobrazić.

Rzeczpospolita (rav)

Źródło: wislakrakow.com

Trener, piłkarz i dziennikarz po wygranej nad Wisłą

24. sierpnia 2005, 10:08

Trener Panathinaikosu Alberto Malesani uważa, że mecz z Wisłą pokazał iż wicemistrzowie Grecji są godni grać w Lidze Mistrzów. - Strasznie przeżyliśmy ten mecz - mówił natomiast jeden z bohaterów "Koniczynek", Emmanuel Olisadebe. Publikujemy również pomeczowy komentarz jednego z greckich dziennikarzy.

Alberto Malesani (trener PAO):

- Pokazaliśmy, że jesteśmy godni grać w Lidze Mistrzów. To był jeden z moich najtrudniejszych meczów, od kiedy prowadzę Panathinaikos, bo Wisła grała dobrze i nie poddawała się. Wszystko potoczyło się po mojej myśli. Chciałem dać się Wiśle wyszumieć, bo wiedziałem, że moi piłkarze odeprą ataki i jeszcze bardziej naładują się energią. I tak właśnie było. Po strzeleniu dwóch bramek miałem pewność, że to my awansujemy. Stało się to, co się miało stać.

Emmanuel Olisadebe:

- Nie rozmawiałem w ostatnich tygodniach z Jerzym Engelem, ani osobiście, ani przez telefon. Jestem piłkarzem Panathinaikosu i nie ma żadnych sentymentów. Nie czuję szczególnej satysfakcji, że strzeliłem gola jego drużynie, ale też żadnych wyrzutów sumienia. Strasznie przeżyliśmy ten mecz. Przy 2:0 wydawało się, że nie może się nam stać żadna krzywda, i nagle ten piękny gol dla Wisły zmienił wszystko. Dobrze, że jeszcze zdążyliśmy na niego odpowiedzieć.

Yotis Panayiotas - Komentator ateńskiego dziennika "To Wima":

- Spodziewaliśmy się, że Panathinaikos może odrobić straty, ale nie w tak niesamowity sposób. Tak naprawdę wyrok na Wisłę zapadł jeszcze przed dogrywką, w chwili gdy czerwoną kartkę dostał Sobolewski. Wiele drużyn grało już w Atenach, ale żadna nie zareagowała gorzej na stratę piłkarza. Wisła sprawiała wrażenie, jakby przyjechała do Aten bez trenera. Nikt nie cofnął się, by zająć miejsce Sobolewskiego. W środku została wielka dziura i piłkarze Panathinaikosu robili tam, co chcieli. Nie wierzyliśmy własnym oczom, bo do tego czasu Wisła wcale nie była gorsza. To Panathinaikosowi brakowało szybkości i spokoju. Widać było też brak największej gwiazdy, Ezequiela Gonzaleza. Trener Malesani z konieczności musiał ustawić drużynę w systemie 4-4-2, który nigdy nie sprawdza się na treningach, występ Igora Biscana był złym żartem. A mimo to udało się strzelić cztery bramki szczęśliwie, ale kto o tym chce pamiętać? Bohaterem meczu uznano nie żadnego ze strzelców bramek, ale prawego pomocnika Kostasa Charalambidesa. Szalony wieczór.

Rzeczpospolita (rav)

Źródło: wislakrakow.com

Wojciech Łazarek: Kurczę pieczone, szkoda!

24. sierpnia 2005, 15:58

Gorsze przygotowanie siłowe i motoryczne zadecydowały o wysokiej porażce Wisły Kraków w rewanżowym meczu kwalifikacji Ligi Mistrzów z Panathinaikosem Ateny (1:4) - uważa były selekcjoner reprezentacji Polski i trener tego zespołu Wojciech Łazarek.

- Strasznie żal mi Wisły, bo pod względem umiejętności piłkarskich była lepsza - dodał.

- Nie mogę wciąż dojść do siebie po tym, co się stało wczoraj w Atenach - powiedział Wojciech Łazarek. - Jak każdy polski kibic życzyłem Wiśle tego awansu z całego serca. Poza tym bardzo miło wspominam swój okres pracy w tym klubie, kiedy m.in. z Bogusławem Cupiałem zaczynaliśmy budować podwaliny pod dzisiejszy zespół.

- Uważam, że suma umiejętności piłkarskich poszczególnych zawodników i całych drużyn wypadła w tym dwumeczu na korzyść Wisły i ten element wyszkolenia na pewno nie zadecydował o porażce - dodał szkoleniowiec. - Sedno sprawy tkwi w przygotowaniu siłowym i motorycznym. Powtarzam od lat, że w tym elemencie nasze zespoły odstają od rywali z zachodu Europy. Nawet od takiej drużyn ze średniej półki, czyli takich, jak Panathinaikos.

- Musimy więcej pracować nad przygotowaniem fizycznym, bo jak zaczyna brakować sił, to szwankuje krycie, asekuracja, a w grze ofensywnej nie ma polotu. I nawarstwiają się błędy, które trudno jest naprawić - podkreślił.

Zdaniem Łazarka duży wpływ na porażkę Wisły miały też niewykorzystane przez Marka Zieńczuka dogodne sytuacje na początku pierwszej i drugiej połowy. - Zabrakło mu cwaniactwa, zimnej krwi. Szczególnie w tej akcji z 48 minuty, kiedy miał piłkę na "swojej" lewej nodze. Myślę, że gdyby Wisła zdobyła pierwszą bramkę w meczu, to Grecy by się nie podnieśli - stwierdził.

- Bardzo mi żal wszystkich wiślaków, bo wiem, że zrobili wszystko, by wywalczyć upragniony awans. Wszystko w klubie było podporządkowane kwalifikacji do piłkarskiej elity, jaką bez wątpienia jest Liga Mistrzów. Żal mi wszystkich, a szczególnie Arka Głowackiego, bo to dobry zawodnik, wspaniały, ułożony chłopak, a w newralgicznych momentach brakuje mu piłkarskiego fartu. Albo trapią go kontuzje, albo przytrafi mu się 'swojak', jak w meczu reprezentacji z Anglią, albo taka nieszczęśliwa interwencja, jak w Atenach, kiedy piłka poszła w górę i poszybowała nad Majdanem do bramki - powiedział Łazarek, który przyznał, że bramkarzowi Wisły w kilku momentach zabrakło zdecydowania.

- Przez cały mecz bronił wspaniale, ale przy trzeciej i czwartej bramce jego momenty zawahania drogo Wisłę kosztowały. Miałem wrażenie, że jest trochę roztrzepany, że zabrakło mu spokoju. Tak, jak Radkowi Sobolewskiemu, który po zdobyciu przepięknej bramki chyba w nadmiarze szczęścia sfaulował rywala w zupełnie niegroźnej sytuacji i osłabił drużynę - dodał.

- Kurczę pieczone, szkoda! Szkoda, bo było blisko, bo Wisła naprawdę nieźle grała i wreszcie szkoda, ponieważ ten Panathinaikos to nie był wielki zespół - zakończył Wojciech Łazarek.

PAP (mat19)

Źródło: wislakrakow.com

Bogusław Cupiał: Nie wycofam się, ale...

24. sierpnia 2005, 02:06

- Nie wycofam się, bo nawet nie mam komu oddać Wisły, ale już jutro wstrząśniemy kilkoma piłkarzami. Chłopaki na własne życzenie przegrali olbrzymią szansę - powiedział po meczu właściciel Wisły Bogusław Cupiał, którego wypowiedź cytuje Gazeta Wyborcza.

Wisła wskutek braku awansu do fazy grupowej Ligi Mistrzów nie zarobi ponad 3,5 mln euro.

gazeta.pl (rav)

Za: wislakrakow.com

Wiślacy już w Krakowie

24. sierpnia 2005, 08:06

Kilkanaście minut po godzinie 4 na podkrakowskim lotnisku w Balicach wylądował samolot z wiślakami na pokładzie. - Nic się nie stało, Wisełko nic się nie stało - śpiewała około 50-osobowa grupa kibiców. Piłkarzom ciężko było jednak zdobyć się choćby na jeden uśmiech w stronę fanów.

Samolot z Aten spodziewany był już około godziny 2. Czekanie na piłkarzy kibice umilali sobie wiślackimi przyśpiewkami. Gdy otwierały się drzwi hali przylotu tumult na lotnisku wzrastał. - Jazda, jazda, jazda - krzyczeli z taką siłą, że fundamenty terminalu w Balicach zdawały się trząść.

Piłkarzom nie udzielił się entuzjazm kibiców. Wiślacy ze spuszczonymi głowami pokonywali odcinek z sali przylotów do zaparkowanego przed lotniskiem autokaru. - Mauro, głowa do góry - poklepywał jeden z kibiców argentyńskiego pomocnika „Białej Gwiazdy, ale znany z pogody ducha Cantoro potrafił tylko zdobyć się na gorzki uśmiech.

Najwięcej spokoju spośród ekipy mistrzów Polski zachowywał Jerzy Engel - W pierwszej połowie mecz układał się po naszej myśli. Stworzyliśmy sobie kilka sytuacji, których niestety nie udało się zamienić na bramki. Szkoda, że po przerwie Zieńczuk zmarnował dobrą sytuację. Chwilę później dostaliśmy dwa gole i trzeba było rzucić się do ataku - ocenia szkoleniowiec „Białej Gwiazdy”.

Zdaniem trenera mistrzów Polski po golu Radosława Sobolewskiego sędzia wyraźnie pomógł gospodarzom. - Na boisku zaczęły dziać się cuda. Nieuznana bramka Penksy, wyrzucenie z boiska Sobolewskiego oraz niepodyktowanie dla nas jedenastki - wylicza pomyłki arbitra Marka Riley’a.

Złość, frustracja, niemoc – takie uczucia towarzyszyły Radosławowi Majdanowi po zakończeniu meczu. - Od upragnionego celu dzieliło nas sześć minut - nie może odżałować golkiper „Białej Gwiazdy”. 33-letniemu bramkarzowi ciężko pogodzić się z faktem, iż na kolejną szansę gry o Ligę Mistrzów trzeba będzie czekać przynajmniej rok.

Chyba największym pechowcem w ekipie Engela był Arkadiusz Głowacki. Stoper „Białej Gwiazdy” zaliczył całkiem udany występ przeciwko „Koniczynkom”, ale to właśnie od „Głowy” odbiła się piłka po strzale Gekasa i zmyliła interweniującego Majdana. Wiślakowi ciężko było komentować tą sytuację. - Trudno powiedzieć, jak powinniśmy się zachować w tamtym momencie. Niestety takie gole też czasem padają... Zdaniem Głowackiego wiślakom zabrakło sił dopiero w dogrywce. - Grając w dziesiątkę nie byliśmy w stanie nawiązać walki. Czekaliśmy na karne .

Wszyscy w Krakowie spodziewali się, że Wisła wróci z Aten jako uczestnik Ligi Mistrzów. Tak się jednak nie stało. Porażkę bardzo mocno przeżyli piłkarze. Gdy wiślacy zajęli już miejsca w autokarze każdy z zawodników w skupieniu i ciszy wbił wzrok w szybę. Jakie myśli im towarzyszyły? Chyba każdy jest w stanie sobie wyobrazić...

(wally)

Źródło: wislakrakow.com

Przekręceni w Atenach

25. sierpnia 2005, 00:41

W 84 minucie rewanżowego spotkania z Panathinaikosem sektor kibiców Wisły eksplodował radością. Do siatki Greków trafił Marek Penksa, a wynik 2:2 praktycznie zapewniał Wiśle awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Jakież było nasze zdziwienie, gdy chwilę później gola zdobyli Grecy, a na tablicy świetlnej ujrzeliśmy wynik 3:1.

Zespół Wisły nie analizował jeszcze dokładnie wczorajszego spotkania. W czwartek piłkarze będą oglądać wtorkowy mecz na wideo i wtedy po raz kolejny będą zastanawiać się, dlaczego sędzia nie uznał gola Marka Penksy. - Tego nikt nie wie. Całą sytuację analizowali wszyscy bardzo długo i nikt nie wie dlaczego sędzia nie uznał gola - mówi trener Wisły Jerzy Engel. - Moi zawodnicy najpierw się cieszyli, a potem byli zdziwieni, że bramka nie została uznana i zapomnieli, że trzeba wracać na własną połowę i bronić się. To nasze gapiostwo wykorzystali Grecy, zdobywając trzeciego gola. Drugi ważnym momentem była czerwona kartka, za dwie żółte, Radka Sobolewskiego, który był najlepszym zawodnikiem w zespole Wisły. Wiadomo było, że w dogrywce w dziesiątkę nasze szanse są niewielkie.

- Trudno nie mieć pretensji do sędziego - kontynuuje Engel. - Popełnił błędy na naszą niekorzyść w kluczowych momentach. Jak choćby w momencie, gdy Grecy zdobyli trzeciego gola. Gekas ewidentnie sfaulował Baszczyńskiego i dzięki temu zdobył piłkę. Sędzia nie mylił się przy stanie dwa do zera. Zaczął się mylić dopiero, gdy było dwa do jednego, który to wynik dawał nam awans. Sędzia nie uznał wtedy zdobytej przez nas drugiej bramki. W zamieszaniu podbramkowym mógł gwizdnąć co chciał. Nikt nie wie, co gwizdnął. Gdy Grecy prowadzili trzy do jednego i zanosiło się na dogrywkę, nasz najlepszy zawodnik Sobolewski otrzymuje czerwoną kartkę. Sędzia zabiera w tym momencie wszelkie szanse Wiśle.

Ostrożniejszy w osądach jest Tomasz Frankowski. - Sędzia nam nie przeszkadzał, przez większość meczu sędziował poprawnie - stwierdza, lecz zaraz dodaje: - Wydaje się jednak, że w tym przypadku się pomylił, podobnie jak wtedy, gdy pokazał pierwszą żółtą kartkę Radkowi Sobolewskiemu. To były ważne momenty spotkania. Sobolewski dostaje czerwoną kartkę, a Conceicao, który też parę razy ostro fauluje, nie. Tak bywa.

Piłkarze Wisły zwracają uwagę na jeszcze jeden szczegół. Jeśli sędzia odgwizdał przewinienie, gra powinna zostać wznowiona od rzutu wolnego. Tym czasem bramkarz wyrzucił piłkę ręką. - Bardzo dziwne. Właśnie z tego podania poszła akcja bramkowa na 3:1 - dziwi się Marcin Kuźba, który był z wiślaków był najbliżej Marka Penksy. - Faulu raczej nie było. Wszedłem przed zawodnika, włożyłem rękę, wyszedłem do piłki, bo chciałem przedłużyć jej lot. Piłka wyszła za mnie, a sędzia za chwilę gwizdnął. Nie wiem czy faul, czy rękę Marka, ale chyba się pomylił w tej sytuacji - ocenia były zawodnik Olympiakosu. - Był to kluczowy moment spotkania. Trudno powiedzieć skąd wzięła się taka decyzja. Czy sędzia pilnował wyniku...? W takiej sytuacji trzecia bramka dla PAO nie powinna zostać uznana! To ewidentne, bezdyskusyjne naruszenie przepisów, z którego drużyna gospodarzy odniosła korzyść!

Najwięcej pretensji do sędziego może mieć Marek Penksa, który mógł przejść do historii Wisły, jako ten, który celnym strzałem zapewnił jej pierwszy awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Słowak jest optymistą i człowiekiem z natury wesołym. - To wszystko już historia, czas myśleć o sobotnim meczu i Pucharze UEFA, ale czemu sędzia nie uznał mojej bramki, to kur*** naprawdę nie wiem. Jutro obejrzymy tą sytuację na wideo. Marcin Kuźba mówił mu po meczu, że sędzia odgwizdał chyba jego faul na obrońcy. Uważam też, że w innej sytuacji ja byłem popychany w polu karnym i powinień być faul.

- W obu meczach sędziowie nam nie sprzyjali - uważa Marcin Kuźba. Jeszcze przed wtorkowym meczem Jerzy Engel ostrzegał. - W Europie nie chcą naszej piłki. To samo przeżywaliśmy z reprezentacją. Po meczach takich jak wtorkowy, po sytuacjach takich jak opisana poniżej, w spiskową teorię dziejów można uwierzyć!

86 minuta meczu:

Rzut rożny z lewej strony wykonuje Tomasz Frankowski. Zagrywa do tyłu do Dariusza, ten w pole karne wrzuca piłkę, do której próbuje dojść Marcin Kuźba. Jest jednak trzymany przez jednego z obrońców PAO, któremu z pomocą przychodzi drugi zawodnik wicemistrzów Grecji. Interweniują jednak tak niefortunnie, że piłka trafia do Marka Penksy. Ułamki sekndy, nim piłkę przejmuje Słowak, słyszymy gwizdek sędziego. Penksa pakuje piłkę do siatki, lecz gol nie zostaje uznany. Jeśli Penksa był na pozycji spalonej, to spalonego być nie powinno, gdyż piłka do Słowaka została "podana" przez jednego z Greków. Sędzia główny nie mógł poprawnie ocenić, z odległości ponad 20 metrów, czy był faul Kuźby. Powtórki telewizyjne pokazują, że Teorii o zagraniu ręką przez Penksę (którego nie było) nie bierzemy w ogóle pod uwagę, gdyż gwizdek odezwał się ułamki seknudy wcześniej.


Źródło: wislakrakow.com

Prasa o meczu: Grecka tragedia

"Miało być tak pięknie, a skończyło się jak zwykle... W czwartym podejściu do fazy grupowej Ligi Mistrzów krakowskiej Wiśle znów nie udało się awansować do elitarnych rozgrywek" - napisał po porażce mistrzów Polski w Atenach "Dziennik Polski".

Oto nagłówki z innych polskich gazet:

"Gazeta Wyborcza": A miało być tak pięknie

Piłkarze Wisły Kraków nie zagrają w Lidze Mistrzów. W dogrywce toczyli heroiczny bój, bronili się w dziesiątkę, trzy razy wybijali piłkę z pustej bramki. Aż przyszła 114. minuta, koszmarny błąd popełnił bramkarz Radosław Majdan i zaczęło się szaleństwo Greków. Panathinaikos wygrał 4:1 i awansował. Wiśle na pocieszenie został Puchar UEFA.

"Przegląd Sportowy": Grecka tragedia

Niewiarygodne! Wisła wczoraj przez chwilę była w raju, ale ostatecznie wylądowała w piekle. Wypuściła z rąk niezwykłą szansę. Przegrała w dogrywce 1:4 i nie zagra w Lidze Mistrzów.

"Rzeczpospolita": Zejście z chmur

Kiedy na kilka minut przed końcem meczu Wisła Kraków przegrywała tylko 1:2, wydawało się, że sukces jest w zasięgu ręki. Niestety, po dogrywce cieszyli się piłkarze Panathinaikosu Ateny.

"Życie Warszawy": Koniec złudzeń Wisły

Dziewięć lat czekania i... znów odgłos zamykanych drzwi piłkarskiego raju. W kwalifikacjach Ligi Mistrzów Wisła Kraków nie obroniła dwubramkowej zaliczki z pierwszego meczu z Panathinaikosem.

"Gazeta Krakowska": Dramat pod Akropolem

Dramat na Stadio Olimpico? Tak to można ująć, gdyż do szczęścia brakowało tak niewiele - sześciu minut. Ktoś musiał przegrać, tylko dlaczego była to właśnie Wisła?!

Źródło: Onet

Dodał: Piotr (2005-08-24)

Za:wislaportal.pl


Relacja kibicowska z meczu:

Relacje kibicowskie z meczów Wisły-Sezon 2005/2006

Galeria kibicowska: