2005.11.27 Wisła Kraków - Legia Warszawa 0:0

Z Historia Wisły

2005.11.27, Orange Ekstraklasa, 15. kolejka, Kraków, Stadion Wisły, 20:00
Wisła Kraków 0:0 Legia Warszawa
widzów: 14.000
sędzia: Hubert Siejewicz z Białegostoku
Bramki
Wisła Kraków
Radosław Majdan
Marcin Baszczyński
Tomasz Kłos
Grafika:Zk.jpg Maciej Stolarczyk
Dariusz Dudka
Jakub Błaszczykowski
André Barreto grafika: Zmiana.PNG (85’ Konrad Gołoś)
Mauro Cantoro
Piotr Brożek grafika: Zmiana.PNG (46’ Grafika:Zk.jpg Marek Zieńczuk)
Marcin Kuźba
Paweł Brożek grafika: Zmiana.PNG (64’ Paweł Kryszałowicz)

trener: Tomasz Kulawik
Legia Warszawa
Łukasz Fabiański
Wojciech Szala
Dickson Choto
Moussa Ouattara
Tomasz Kiełbowicz Grafika:Zk.jpg
Sebastian Szałachowski
Veselin Đoković grafika: Zmiana.PNG (45’ Jakub Rzeźniczak)
Marcin Rosłoń
Marcin Burkhardt grafika: Zmiana.PNG (90’ Aleksandar Vuković)
Tomasz Sokołowski II
Piotr Włodarczyk grafika: Zmiana.PNG (79’ Dawid Janczyk)

trener: Dariusz Wdowczyk

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

O mistrzostwo jesieni

Cała piłkarska Polska w niedzielny wieczór wstrzyma oddech i zwróci swoje oczy na Kraków. Na Reymonta przyjeżdza Legia Warszawa, aby wywieźć komplet punktów i zapewnić sobie tytuł mistrza jesieni. Co na to wiślacy?

Ostatni trening przed meczem z Legią przyniósł dobre wieści. - Wszyscy są zdrowi - powiedział przed zajęciami trener Tomasz Kulawik, lecz z ostateczną informacją chciał wstrzymać się do zakończenia treningu. - Chciałem po ćwiczeniach porozmawiać z piłkarzami. Z tego co się dowiedziałem, wszyscy są na sto procent gotowi - zawyrokował później. Na zgrupowanie przedmeczowe nie zabrał Jacka Kowalczyka. Jedyny potencjalny zastępca Tomasza Kłosa miał przez ostatnie dni problemy ze zdrowiem. Jego brak w kadrze oznacza, że Kłos wybiegnie w podstawowym składzie.

Tradycyjnie Kulawik nie chciał zdradzać wyjściowego składu. - A może coś mi się jeszcze przyśni - śmiał się w sobotę wieczorem przed wyjazem na zgrupowanie. Nie wiadomo więc czy Marek Zieńczuk wróci, kosztem Piotra Brożka, do wyjściowego składu.

Sobotnie zajęcia miały bardzo luźny charakter. W pewnym momencie piłkarze otrzymali coś w stylu "czasu wolnego". - Dałem chłopakom parę minut, by każdy mógł porobić co chce. Jeden woli pokopać piłkę z partnerem, drugi się porozciągać. Mieli czas dla siebie - przyznał później Kulawik. Wbrew wcześniejszym planom trening, w obawie przed zniszczeniem murawy, nie odbył się na głównej płycie.

Za drużyną Tomasza Kulawika przemawia statystyka. Wiślacy nie zwykli przegrywać u siebie z Legią. W ostatnich czterech meczach krakowianie trzykrotnie wygrywali. Do dobrej gry powinna mistrzów Polski zmobilizować także porażka 1:5 w poprzedniej rundzie. - Wiemy, że zostało to w pamięci kibiców. Chcemy zmazać plamę - mówi Marcin Kuźba.

W minionych latach patent na Legię miał Tomasz Frankowski, który raz po raz gnębił warszawiaków kolejnymi golami. Rolę kata po „Franku” być może przejmie Marek Zieńczuk. Wprawdzie 28-letni pomocnik w dwóch meczach w barwach Białej Gwiazdy nie wpisał się na listę strzelców, ale grając jeszcze w barwach Amiki czterokrotnie pokonywał bramkarzy Legii.

W drużynie trenera Wdowczyka zabraknie przede wszystkim Łukasza Surmy. Wychowanek Wisły nigdy nie miał łatwego życia, kiedy przyjeżdżał wraz z Legią pod Wawel. Fani Białej Gwiazdy nie mogli mu wybaczyć zmiany barw klubowych. - Kibic piłkarski ma to do siebie, że albo kocha, albo nienawidzi. Ciężko się gra w takiej atmosferze - mówił po jednym z meczów.

„Wdowiec” nie może także liczyć na Bartosza Karwana. Doświadczony pomocnik w poprzednim meczu otrzymał czwartą żółtą kartkę i przeciw Wiśle nie wystąpi. W Warszawie pozostali także Marcin Smoliński, Dariusz Zjawiński i Mirko Poledica. Na ławce rezerwowych usiądzie Dickson Choto, który wznowił treningi po kontuzji.

(wally, mat19)

Źródło: wislakrakow.com

Relacje meczowe

Bez bramek na szczycie. Wisła liderem na półmetku

Wisła Kraków nie znalazła recepty na twardą defensywę Legii i ciężkie warunki atmosferyczne bezbramkowo remisując w meczu na szczycie Orange Ekstraklasy.

Trener Legii Dariusz Wdowczyk nawet po meczu zarzekał się, że jego drużyna nie przyjechała do Krakowa bronić się. Niestety, choć gry warszawian nie można nazwać kurczową defensywą, to już samo ustawienie (pięciu obrońców i jeden napastnik) zapowiadało iż 15 tys. widzów obejrzy antyfutbol w wykonaniu gości. Legia niemal dwukrotnie częściej faulowała niż Wisła, gospodarze utrzymywali się przy piłce przez 64 procent czasu gry. Trener Wdowczyk zdążył już niestety przyzwyczaić, że nie jest zwolennikiem ładnej dla oka, ofensywnej gry, stawia zaś na skuteczność.

W pierwszych minutach wydawało się, że Wisła jest w stanie rozbić legijny mur. Zawodnicy Tomasza Kulawika natarli na Legię z podobną agresją jak uczynili to w meczu z Cracovią. Już w pierwszej minucie Marcin Kuźba odebrał piłkę Ouattarze, zagrał do Pawła Brożka, który odwdzięczył się niecelnym niestety zagraniem. W 4. minucie strzał Piotra Brożka zablokował Ouattara, zaś po rzucie rożnym niedokładnie strzelał Barreto, który w tym meczu zastąpił "wykartkowanego" Radosława Sobolewskiego.

Ciekawie wyglądał atak Pawła Brożka w polu karnym Legii w 12 minucie, jednak napastnik Wisły w decydującym momencie poślizgnął się. Bramki nie przyniosło też bardzo mocne dośrodkowanie z prawej strony w wykonaniu Błaszczykowskiego, gdyż Piotr Brożek nie zdołał sięgnąć piłki i wpakować ją z 5 metrów.

Dopiero po kwadransie gry skontrowała Legia. Najpierw nad bramką uderzył Burkhardt a w 18 minucie w świetnej pozycji do strzału znalazł się Tomasz Sokołowski. Były gracz Amiki na szczęście zdecydował się na uderzenie głową, a że trafił wprost w Majdana ten nie miał kłopotów z wyłapaniem futbolówki. W 25 minucie atakującego Włodarczyka w ostatniej chwili powstrzymał Stolarczyk zaś 5 minut później przed świetną szansą stanął Djoković, który nieobstawiony wbiegając z lewej strony pola karnego oddał niecelny strzał.

W ostatnim kwadransie znów zaatakowała Wisła. Pierwszy przypomniał o sobie Barreto, który minął na 20 metrze rywala i oddał strzał nad bramką z lewej nogi. Szansę miał też Paweł Brożek, uderzający z lewej strony (dość ostry kąt), Legię uratował Fabiański. Mocny strzał na bramkę Legii oddał w ostatniej minucie pierwszej części gry Mauro Cantoro, który chwilę wcześniej przypadkowo nastąpił na nogę Djokovicia. Pomocnik Legii doznał kontuzji i jeszcze przed przerwą został zmieniony na Rzeźniczaka.

Na drugą połowę Wisła wyszła z Markiem Zieńczukiem w składzie, który zmienił Piotra Brożka. Nasz zespół rozpoczął od ataków, ale to Legia pierwsza stworzyła sobie sytuację bramkową. Po wrzutce z rzutu wolnego Majdan faulowany przez Włodarczyka wypuścił piłkę z rąk. Arbiter nie dojrzał tego przewinienia, na szczęście Włodarczyk nie sięgnął piłki i bramkarz Wisły zdążył zakryć ją ciałem zanim drugą próbę uderzenia wykonał napastnik gości.

Na polu karnym Legii kotłowało się dość często, nie brakowało nisko bitych dośrodkowań, ale padający w pierwszej połowie deszcz, a w drugiej śnieg skutecznie utrudniały dokładniejsze rozgrywanie piłki. Śliską nawierzchnię mógł wykorzystać w 56 minucie Andre Barreto, który oddał bardzo mocny strzał zza pola karnego. Niestety, półgórna piłka stała się łupem Fabiańskiego; bramkarz Legii miałby jednak spore problemy gdyby okrągły przedmiot skozłował przed nim.

Wpuszczenie na boisko Pawła Kryszałowicza i w samej końcówce Konrada Gołosia nie pomogło w zdobyciu gola. Tymczasem w 77 minucie przed świetną szansą stanął Piotr Włodarczyk, który z 8 metrów strzelał głową po centrze Szałachowskiego. Odbitą od ziemi piłkę znakomicie odbił Majdan. W 85 minucie Rzeźniczak nie dał się ograć jak Michał Karwan w meczu derbowym i powstrzymał atakującego Marcina Kuźbę. Pod bramką Legii w dalszym ciągu działo się więcej, tyle że z upływającym czasem ataki Wisły stawały się coraz bardziej nieporadne. W ostatnich sekundach strzał rozpaczy oddał Marcin Baszczyński.

Na półmetku rozgrywek Orange Ekstraklasy Wisła ma tyle samo punktów co Legia i prowadzi w tabeli dzięki lepszej różnicy bramek. W rundzie rewanżowej nasz zespół czeka jednak mecz na Łazienkowskiej - lepiej by nie trzeba było rozstrzygać kwestii mistrzostwa podczas tej konfrontacji. Legia po trzech i pół roku wywozi pierwsze punkty z Krakowa - 24 kwietnia 2002 warszawski zespół osiągnął przy Reymonta ostatni remis 1:1.


Statystyki (za Canal+)

                 Wisła   Legia

Sytuacje: 5 6

Strzały: 11 8

Strzały celne: 3 2

Posiadanie piłki: 64% 36%

Faule: 19 34

(rav)

Źródło: wislakrakow.com

Wisła Kraków - Legia Warszawa 0:0

W meczu na szczycie Orange Ekstraklasy Wisła zremisowała z warszawską Legią 0-0. "Biała Gwiazda" nie zagrała tym razem aż tak agresywnie, jak w wtorkowych derbach, ale też na taką grę nie do końca pozwolili ambitnie usposobieni goście. Wiślacy przeprowadzili więcej akcji, ale zabrakło tym razem skuteczności. Szkoda tylko, że do prowadzenie takich meczów nie dorósł sędzia, który odgwizdał wiele kontrowersyjnych sytuacji... Wisła tym remisem zdobyła mistrzostwo jesieni 2005, ale wiosna zapowiada się bardzo ciekawie!

XV kolejka ligi polskiej, sezon 2005/2006

Kraków, ul. Reymonta, 27. listopada 2005 r., godz. 20:00

Widzów: 15 000, sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)


Wisła Kraków - Legia Warszawa 0:0

Składy:

Majdan

Baszczyński

Kłos

Stolarczyk

Dudka

Błaszczykowski

Barreto (85. Gołoś)

Cantoro

Piotr Brożek (46. Zieńczuk)

Kuźba

Paweł Brożek (64. Kryszałowicz)


Fabiański

Szala

Choto

Ouattara

Rosłoń

Kiełbowicz

Szałachowski

Đoković (45. Rzeźniczak)

Burkhardt (90. Vuković)

Sokołowski

Włodarczyk (79. Janczyk)


Piłkarze meczu:

Cantoro, Kłos, Majdan

Legia zapowiadała, że w Krakowie powalczy o zwycięstwo, a to zdaniem warszawiaków oznaczało grę... jednym tylko napastnikiem, którym był Piotr Włodarczyk. W Wiśle od pierwszych minut zagrał Piotr Brożek, a Marek Zieńczuk musiał zająć miejsce na ławce rezerwowych.

Początek meczu należał do Wisły, która szybko chciała uzyskać prowadzenie. Szybko też – podobnie jak w meczu z Cracovią – wiślak obejrzał żółtą kartkę. Już od 2. minuty uważniej grać musiał Maciej Stolarczyk.

Po raz pierwszy pod bramką Legii zakotłowało się w 4. minucie gry, jednak dośrodkowanie Piotra Brożka w ostatniej chwili na róg wybił jeden z czarnoskórych obrońców Legii. Wisła ma dwa kolejne kornery, ale nic – poza zamieszaniem – z nich nie wynikło.

W 10. minucie na granicy pola karnego przewracany jest Kuźba, ale gwizdek sędziego milczy - jak się okazało, nie pierwszy raz w tym spotkaniu i nie ostatni!

Pechowa dla warszawiaków mogła być minuta 13., ale żaden z naszych napastników nie zdążył do kapitalnego dośrodkowania Kuby Błaszczykowskiego.

Legia po raz pierwszy groźniej przedostaje się pod naszą bramkę w minucie 16., to tak ucieszyło Sokołowskiego, że próbował strzelać na bramkę Radka Majdana, trafił jednak w stojącego metr od niego Włodarczyka, co wywołało salwy śmiechu na trybunach. Mniej śmiesznie mogło być jednak dwie minuty później, gdy po błędzie Stolarczyka Legia szybko wykonała wyrzut z autu, i po zagraniu Burkhardta do Sokołowskiego ten ostatni strzelił jednak słabo i Majdan spokojnie obronił. Choć to Wisła częściej jest przy piłce, to jednak Legia próbuje znów zagrozić kolejną kontrą naszej bramce. W 25. min. przy piłce Włodarczyk, Maciej Stolarczyk ubiega jednak rywala i kończy się to rzutem rożnym. Była to jednak groźna akcja gości.

W końcówce I połowy to jednak wiślacy znów zagrażali bramce strzeżonej przez Fabiańskiego, jednak uderzenie z dystansu Barreto (33. min.) przeleciało nad bramką, a strzał Pawła Brożka (37. min.) broni Fabiański.

Na II połowę Wisła wychodzi z jedną zmianą, Piotra Brożka zastępuje Marek Zieńczuk. Wiślacy zaczynają też grać składniej, odważniej, atakują większą ilością zawodników. Mimo to, pierwsi groźnie zaatakowali goście. W 50. min. po dośrodkowaniu Sokołowskiego w "piątce" faulowany jest Majdan, który wypuszcza piłkę z rąk, na nasze szczęście faulujący Włodarczyk nie zorientował się w sytuacji i futbolówkę złapał nasz bramkarz...

Wisła szybko odpowiada silnym, lecz niecelnym, strzałem Kuźby.

W 57. min. na uderzenie z dystansu decyduje się Barreto, a że padający przez cały mecz deszcz solidnie zmoczył murawę, więc Fabiański ma sporo kłopotów z obroną tego uderzenia, choć "na raty", to jednak łapie piłkę.

W 60. min. kolejna błyskotliwa akcja Kuby Błaszczykowskiego, którego dośrodkowanie w ostatniej chwili wybija Ouattara. Nie mijają kolejne dwie minuty, a tylko wyjściu Fabiańskiego zawdzięcza Legia, że nie przegrywa po ładnej akcji Pawła Brożka.

Przewaga Wisły jest bardzo duża, ale Legia też nie próżnuje i próbuje groźnie kontratakować, wykorzystują zwłaszcza swoje prawe skrzydło i fakt, że Dariusz Dudka zbyt często schodził do środka naszej obrony, zostawiając legionistom sporo miejsca. I właśnie w 65. min. na akcję po skrzydle zdecydował się Szałachowski, a że chciał zostać bohaterem swojej drużyny, więc zamiast podać, strzelał – trafił jednak tylko w boczną siatkę.

W 70. minucie – nie po raz pierwszy – najwięcej pretensji można mieć do sędziego, który (nie bójmy się tego stwierdzenia) solidnie faworyzował gości! Po rzucie rożnym i strzale Kłosa piłkę ręką (!) zablokował Ouattara, sędzia z Białegostoku nie dyktuje jednak jedenastki, wszak trzeba "pilnować wyniku"!

Dwie minuty nie mijają, a sędzia znów daje swoisty popis. Z piłka w pole karne wbiega Zieńczuk, przewraca się po wejściu obrońcy, sędzia gwiżdże... wszyscy spodziewają się "jedenastki", ale nasze niedoczekanie... Arbiter pokazuje żółtą kartkę Markowi, za próbę wymuszenia karnego (?), ale dlaczego w takim razie zagwizdał?! Skoro "Zieniu" przewrócił się "symulując", to akcję się "puszcza", wszak wiślacy nadal byli przy piłce! Bardzo kontrowersyjna sytuacja!

Dwie kolejne akcje Wisły to nieskuteczne próby Marcina Kuźby.

W końcu mamy 77. minutę gry i najlepsza okazja gości! W nasze pole karne zagrywa Sokołowski, do piłki wyskakuje Włodarczyk, strzela, a Radek Majdan popisuje się kapitalną interwencją, broniąc strzał legionisty! Mogło być naprawdę niewesoło...

Do końca meczu trwają nieskuteczne próby wiślaków. Na nic zdają się prostopadłe podania, na nic wrzutki. Świetnie gra para czarnoskórych stoperów Legii, którym w ich faulach solidnie pobłaża sędzia. Kibice na stadionie Wisły licytowali się w ogóle, ile fauli musi popełnić Choto, aby sędzia dał mu wreszcie żółtą kartkę. Nie mówiąc już o faulach Ouattary. W końcówce najbliższy pokonania Fabiańskiego był Stolarczyk, szkoda tylko, że po jego wślizgu piłka zatrzymała się w zalegającym przez deszcz błocie i bramkarz Legii mógł złapać piłkę.

Tak kończy się ten mecz na szczycie, w którym remis na pewno bardziej satysfakcjonuje Legię. Tym bardziej, że przed nami cała runda rewanżowa, szereg "korespondencyjnych pojedynków" i na koniec sezonu mecz Legia – Wisła w Warszawie. Zaliczka 0-0 to lepsza pozycja wyjściowa dla naszego rywala. Czy o mistrzostwie zadecyduje właśnie ten ostatni mecz? Oby nie... zwłaszcza po tym co pokazał sędzia Siejewicz...

Wiślacy nie zagrali dzisiaj z aż takim "zębem" jak we wtorek, ale też widać było po nich, że derby mają "w nogach". Walki było dzisiaj także co niemiara i naprawdę szkoda, że najwięcej – poza padającym deszczem, a później śniegiem – piłkarzom przeszkadzał (pomagał – niepotrzebne skreślić) właśnie sędzia.

Wisła jest mistrzem jesieni, a piłkarska wiosna zaczyna się już za... tydzień. W najbliższą sobotę "Biała Gwiazda" podejmuje Górnik Łęczna i będzie to pierwszy, wspomniany, "korespondencyjny pojedynek" o mistrzostwo. Parze Wisła – Legia w tym sezonie chyba już nikt nie pokrzyżuje planów walki o mistrzowską paterę! Na razie jest "na remis"!

Dodał: Piotr (2005-11-27 22:23:53)

Źródło:wislaportal.pl

Konferencja pomeczowa

- Zagraliśmy konsekwetnie - podkreślał po meczu z Wisłą trener Legii Dariusz Wdowczyk. Tomasz Kulawik tłumaczył natomiast dlaczego musiał zmienić obu braci Brożków. Obaj szkoleniowcy przyznali, że wynik spotkania był sprawiedliwy.

Dariusz Wdowczyk (trener Legii)

- Zagraliśmy od początku bardzo konsekwetnie, odebraliśmy Wiśle atuty w postaci prostopadłych piłek. Sami mogliśmy pokusić się o zdobycie bramki, nasze kontry były groźne. Wisła na tym trudnym terenie była groźna przy stałych fragmentach gry. Wywozimy zasłużony remis z Krakowa. Wszystko wskazuje na to, że Djoković doznał kontuzję więzadeł. Musięsliśmy dokonać zmiany. Po wstępnej diagnozie wydaje się, że do końca tej rundy nie zagra. Było to trudne spotkanie do prowadzenia, ale sędzia rażących błędów nie popełnił. Należało dać żółtą kartkę Cantoro, gdy przerwał akcję ręką.

Tomasz Kulawik (trener Wisły)

- Mimo złych warunków atmosferycznych mecz był szybki, dlatego mógł się podobać. Legia grała mądrze w defensywie, w kontrach zagroziła nam dwukrotnie w drugiej połowie. Był jednak moment, gdy mogliśmy pokusić się by rozpocząć strzelanie, gdy Paweł Brożek uderzył w krótki róg. Skoro jednak tak zostało powiem, że mecz zakończył się zasłużonym remisem.

Paweł Brożek "nie wszedł" dobrze w mecz. Nie pomagał nam w grze defensywnej, a do ofensywnej mało wniósł. Był bardzo rozkojarzony, dlatego wpuściłem Pawła Kryszałowicza.

Co do Piotrka Brożka - chciałem by grał od początku i powtórzył mecz z Cracovią. Niestety, nie udało się i zmieniłem go. Nie komentuję pracy sędziego. Cały czas jeszcze przeżywam ten mecz.

Źródło: wislakrakow.com

Piłkarze po meczu

Mauro Cantoro: Ważne, że Legia też nie wygrała

- Mimo, że nie udało się wygrać jestem zadowolony z naszej gry - mówił po meczu z Legią Mauro Cantoro. - Przecież Legia też nie wygrała i pozostajemy na pierwszym miejscu w tabeli. W spotkaniu na szczycie Argentyńczyk walczył nawet leżąc na boisku.

- Szkoda, że nie wygraliśmy. Legia nie była trudniejszym rywalem niż Cracovia. Różnica polegała tylko na tym, że dzisiaj nie udało się zdobyć ani jednego gola - przyznał Cantoro po wyjściu z szatni. - Barreto udanie zastąpił w środku pola Sobolewskiego.

- Było pare okazji, strzelaliśmy kilka razy z dystansu, cały czas graliśmy na połowie Legii. To był dobry mecz Wisły. Udowodniliśmy, że na własnym boisku jesteśmy bardzo silni - dodał waleczny Argentyńczyk.

Źródło: wislakrakow.com

Piłka krążyła w polu karnym

Data publikacji: 03-12-2005 12:00

Marcin Kuźba był najczęściej faulowanym zawodnikiem Wisły. Obrońcy Legii nie dali mu choć raz spokojnie przyjąć piłki.

Po meczu „Kuźbik” tłumaczył, czego zabrakło do zwycięstwa.


- Czy liczył Pan, ile razy był faulowany?

- Nie liczyłem, ale na pewno dużo.

- Ta gra faul obrońców Legii chyba wam przeszkadzała.

- Na pewno. Poza tym Legia zagrała bardzo cofnięta, ciężko było coś zrobić w środku. Sytuacje były, ale brakowało trochę szczęścia. We wtorek szczęście nam sprzyjało, potrafiliśmy się znaleźć w polu karnym. Dzisiaj tymczasem piłka w polu karnym krążyła, ale jakoś nikt nie potrafił tego wykorzystać.

- Mieliście bardzo dużą przewagę w posiadaniu piłki. Czego zabrakło, żeby zdobyć gola?

- Trochę farta. Piłka kilka razy leciała wzdłuż bramki, ale żaden z nas nie znalazł się tam, żeby dołożyć nogę. Czasami takie mecze się zdarzają.

- Legia zapowiadała walkę o zwycięstwo, a grała głęboko cofnięta do obrony.

- Zgadza się. Legia przed meczem zapowiadała walkę o trzy punkty, a tymczasem w składzie wychodzi siedmiu obrońców i jeden napastnik. Zdecydowanie była to gra na remis.

- Czy ten remis jest sprawiedliwy?

- Raczej nie. Mamy duży niedosyt, bo mogliśmy ten mecz wygrać. Były sytuacje i szkoda, że nie udało się nam ich wykorzystać.

- Mistrzostwo Jesieni jest, ale chyba szkoda, że nie udało się wypracować przewagi.

- Kilka kolejek temu mieliśmy przewagę i niestety ją roztrwoniliśmy. W kilku meczach straciliśmy głupio punkty, ale trzeba grać dalej.

M. Górski Biuro Prasowe Wisła Kraków SSA

Źródło: wisla.krakow.pl

Z tyłu na zero, bardzo mnie cieszy - R.Majdan

Data publikacji: 03-12-2005 12:00


Fantastyczną interwencją w drugiej połowie ustrzegł nasz zespół przed utratą gola. Radek Majdan był zadowolony ze swojej postawy i ma nadzieję, że na rewanż do stolicy pojedzie w glorii Mistrza Polski.

- Legia była trudniejszym rywalem niż Cracovia?

- Legia zagrała lepiej niż Cracovia i łatwiej radziła sobie z naszym pressingiem. Wysocy obrońcy nie pozwalali na zbyt wiele naszym napastnikom. Legia grała ostro. Zarówno oni, jak i my chcieliśmy wygrać.

- W drugiej połowie wybroniłeś kapitalnie uderzenie Włodarczyka.

- Cieszę się z tego bardzo. Piłka zeszła troszkę Piotrkowi i dzięki temu miałem czas na skuteczną interwencję. Wcześniej była też sytuacja, gdzie uciekła mi piłka. Miałem zmarznięte ręce, popełniłem błąd, ale szczęśliwie nie skończyło się to golem.

- Legia atakowała jednak groźniej niż Wisła

- Na pewno goście miele groźniejsze kontry, po naszej stracie piłki, i dwukrotnie piłka przechodziła tuż obok słupka.

- Warunki atmosferyczne bardzo przeszkadzały w grze?

- Nie powiem, że grało się łatwo. W drugiej odsłonie, gdy zaczął sypać śnieg, był ciężko grać i trudno wymagać, aby spotkanie było wówczas ładne i ciekawe.

- Czego Wiśle zabrakło do zwycięstwa?

- Uważam, że nie do końca dobrze graliśmy pressingiem. Z Cracovią nie było zawodnika, który by się spóźnił z dojściem do rywala. Dziś były takie momenty, gdy jeden czy drugi kolega nie doszedł do legionisty i w ten sposób ci, którzy byli pokryci, mieli do kogo zagrać piłkę.

- Ze swojej postawy jesteś jednak zadowolony?

- Wisła nie traciła gola, więc ja i koledzy z obrony, możemy być zadowoleni. Szkoda, że nie udało się czegoś strzelić.

- Mistrzostwo rozstrzygnie się na Łazienkowskiej?

- Liczę, ze już wcześniej zapewnimy je sobie.

Grisza

Biuro Prasowe Wisły Kraków SSA

Źródło: wisla.krakow.pl


Paweł Brożek: Rozregulowane celowniki

Data publikacji: 03-12-2005 12:00


Pawłowi Brożkowi znów nie udało się pokonać bramkarza przeciwnika. Tym razem miał zadanie wyjątkowo utrudnione, bo obrońcy Legii grali wyjątkowo agresywnie.

- Postawa Legii chyba was zaskoczyła?

- Legia nie przyjechała tu grać w piłkę, tylko się bronić. Czekali wyłącznie na kontrataki – w dwóch sytuacjach im się to udało, ale uratowały nas dobre interwencje Radka Majdana. Trudno było dziś rozwinąć skrzydła, bo Legia grała w jedenastu na swojej połowie. Dodatkowo nie sprzyjała nam pogoda, boisko było bardzo grząskie. Remis 0:0 nikogo nie krzywdzi.

- Chyba trudno grało się przeciw obrońcom Legii.

- Ouattarę i Choto bardzo trudno było minąć. Nawet jak to już się udało, to nas faulowali albo ciągnęli za koszulkę. Ciężko było przeciw nim grać.

- W czym Legia była lepsza od Cracovii?

- Chcieliśmy zagrać, jak z Cracovią. Graliśmy agresywnie, ile mieliśmy sił, więc pod tym względem nie mamy sobie nic do zarzucenia. Niestety nie graliśmy tak oskrzydlająco, jak w meczu derbowym., ponieważ przeciwnik nam na to nie pozwolił.

- Czego zabrakło, żeby zdobyć gola?

- Prowadziliśmy grę, zabrakło ostatniego podania i bramki, która otwarła by wynik.

- Czy ma to dla was jakieś znaczenie, że jesteście Mistrzami Jesieni?

- Mamy jeszcze dwa mecze, chcemy je wygrać, żeby potem móc spokojnie przepracować zimę. Później na wiosnę rozpoczniemy z Legią grę o mistrzostwo.

- Trener Kulawik powiedział, że zmienił Cię, bo nie wszedłeś dobrze w mecz.

- Nie był to dzisiaj mój najlepszy mecz. Trener chyba miał rację, że mnie zmienił.

- W takich warunkach chyba zabrakło strzelaliście z dystansu?

- Mieliśmy kilka strzałów z dystansu, ale zamiast strzelać dołem waliliśmy 3, 4 metry nad bramką. Strzelał i Mauro i Andrea i Kuźbik, ale celowniki były dziś rozregulowane.

- Pogoda nie zachęca do gry. Będzie się wam chciało zagrać kolejne spotkania?

- Oczywiście. To jest nasz zawód, będziemy profesjonalnie podchodzić do kolejnych spotkań. Mamy w środę mecz w Pucharze Polski z Zagłębiem i musimy sprowadzić ich na ziemię.

M. Górski

Biuro Prasowe Wisła Kraków SSA


Źródło: wisla.krakow.pl

Analiza meczu z Legią

Nie udało się pokonać warszawskiego rywala. W meczu „na szczycie” nie zabrakło Wiśle woli, ale sił i możliwości, by wywalczyć komplet punktów. Niebo płakało deszczem ze śniegiem nad daremnymi próbami rozbicia defensywnego muru Legii, obnażającymi palące potrzeby „Białej Gwiazdy” na bliższą i dalszą przyszłość.

Zapraszam do analizy meczu Wisła-Legia

1. faza meczu (od 1 do 15 minuty):

Początkowy kwadrans był jakościowo najlepszy w wykonaniu Wisły. Nasi piłkarze podobnie jak z Cracovią rozpoczęli wysokim, choć nie aż tak bardzo agresywnym pressigniem, wymuszającym straty i niedokładne podania Legii, oraz spychającym „wojskowych” głęboko na własną połowę. Goście przez ten czas nie zawiązali ani jednej składnej akcji - nie byli w stanie, bo nie dawali rady utrzymać się przy piłce. Wiślacy szybko doskakiwali do rywali, a dzięki wyższemu wyszkoleniu technicznemu, wygrywali większość pojedynków indywidualnych. Środek pola zdobył pięknie walczący Cantoro, którego dobrze w destrukcji wspierał Barreto – niestety, w ofensywie Brazylijczyk już nie był wsparciem dla najlepszego pomocnika polskiej ekstraklasy, natychmiast pozbywając się piłki nic nie wnoszącymi podaniami w bok i do tyłu. Na prawej stronie zaczynał rządy młody Błaszczykowski, zmuszający Kiełbowicza do najwyższego wysiłku, a pozostałych legionistów do podwajania go.

Niestety, mimo wysokiego pressingu i przygniatającej przewagi w czasie posiadania piłki Wisła nie stworzyła poważnego zagrożenia dla Legii, bo brakowało żądeł w ofensywie. Żaden z naszych piłkarzy nie był zdolny do rzucania sprytnego prostopadłego podania, brakowało dynamicznego, kombinacyjnego rozegrania po odbiorze, płynnego ataku pozycyjnego i „cwanych” jak Frankowski napastników, potrafiących oszukać obrońców sprytnym ustawieniem się „w szesnastce”. Dodatkowo lewa strona „Białej Gwiazdy” w ogóle nie funkcjonowała. Brożek z Dudką przez całą połowę fatalnie współpracowali i tracili piłki. W efekcie nie mieliśmy lewego skrzydła i musieliśmy „pchać się środkiem”, tudzież liczyć na indywidualne zrywy „Błaszcza”. Mauro nie miał gdzie rozrzucać piłek ze środka, dlatego dominowała bezproduktywna, „krotka gra” na 40 metrze od bramki Fabiańskiego, która później miała nasilać się z każdą kolejną minutą.

2. faza meczu (od 15 do 30 minuty):

Zaczyna się od poważnego i symptomatycznego, niewymuszonego błędu Piotra Brożka, który nie atakowany przepuścił na aut prostą piłkę od Cantoro. W tej i w kolejnych akcjach nasz lewy pomocnik potwierdzał, że jest bardzo słabym piłkarsko zawodnikiem, niezdolnym do prawidłowego kreowania gry, nieefektywnym, nie dającym zespołowi nic w ofensywie. Mnożył tylko straty, psując szanse i męcząc Błaszczykowskiego z Cantoro, bo ciężar ataków Wisły siłą rzeczy przeszedł na środek i prawą stronę. W dodatku chwilę później nasi piłkarze wyraźnie odpuścili, pressing zelżał. Z Cracovią Wiślacy utrzymali go prawie 70 minut, tu tylko 17-18. Wytraciliśmy impet i już później nie wróciliśmy do stosowania równie wysokiego oraz aktywnego krycia i doskoku. Legia dostała więcej miejsca i czasu na organizowanie własnych kontr, mogła nieco mocniej odrzucić nas od własnego pola karnego.

Niewiele brakło, aby szybko je wykorzystała – w 18 minucie pressing gości wymusza bezmyślną stratę Dudki. Legioniści szybko wyrzucają aut i korzystając ze złego ustawienia naszych zawodników oraz chwilowej przewagi liczebnej w strefie ataku, wprowadzają piłkę w pole karne. Futbolówka trafia na głowę do Sokołowskiego, który na szczęście „głupieje” i zamiast spokojnie ją przyjąć, od razu strzela – wprost w Majdana. Następną szansę warszawiacy mają w 22 minucie, kiedy dynamicznie wchodzący Szałachowski jest faulowany przez naszych obrońców w odległości „skutecznego strzału” z rzutu wolnego. Jednak uderzenie Włodarczyka zostaje zablokowane.

Legia cały czas broni się skutecznie, mądrze ustawiona w tyłach przez Wdowczyka. Szkoleniowiec stołecznej jedenastki sprytnie zneutralizował taktyką mocno osłabioną letnimi transferami ofensywę Wisły. Nakazał krótkie, indywidualne krycia Brożka i Kuźby, co niemal całkowicie odcięło słabo walczącego tyłem do bramki rywala Pawła i mocno utrudniło Kuźbie rozprowadzanie piłki w strefie ataku po jej przyjęciu, odcinając im możliwość dwójkowych zagrań. Parę obrońców kryjących dodatkowo ubezpieczał cofnięty Choto, chroniący zespół przed niebezpieczeństwem prostopadłych podań na wolne pole na dobieg, a skrzydła blokowali skrajni obrońcy z pomocnikami (na lewe całkowicie wystarczyło), natomiast Djokovic został „cieniem” Cantoro. Tym samym wszystkie teoretyczne możliwości skonstruowania skutecznej akcji, którymi nasz zespół obecnie dysponuje po personalnych stratach w ofensywie, zostały przez Wdowczyka odcięte. Wobec braku innych, klasowych piłkarzy w drugiej linii (np.: typu Szymkowiaka, czy Kosowskiego), pozwalających na dynamiczniejsze operowanie piłką, większą różnorodność podań, grę na 1 kontakt, gubienie krycia, oraz umiejących kreować akcje kombinacyjnie - a także wobec braku lepszych napastników - Wiśle pozostała już tylko wiara w szczęście i stałe fragmenty gry. A te niestety znów nie były dobrze dopracowane i ustawione.

3. faza meczu (od 30 minuty, do końca I połowy):

31 minuta przynosi świetną indywidualną akcję Blaszczykowskiego, który ośmiesza Kiełbowicza, zmuszonego do faulu na żółtą kartkę. Niestety, mimo ambitnej gry Jakuba, nasze ataki oskrzydlające mają się źle, brakuje celnych dośrodkowań, wypracowywania sytuacji napastnikom. Paweł Brożek poza 1-2 zrywami nie robi nic, by to zmienić, Fatalnie ustawia się w polu karnym Legii, gdzie stanowi zupełne przeciwieństwo nieobecnego już w Wiśle Frankowkskiego – albo idąc w największy gąszcz, albo ustawiając się za zawodnikiem, zamiast „od piłki”. Nie potrafi zamarkować zmiany kierunku, nagle cofnąć się, antycypować lotu piłki, reakcji rywali i rozwoju akcji. Dlatego legioniści nie mają problemu z odcięciem go i zablokowaniem. Tylko raz zdołał uciec „opiece” – w 37 minucie wyszedł na pozycję strzałową, ale ponieważ ma słabą lewą nogę, zamiast strzelać z niej płasko w długi róg, kopie piłkę zewnętrzną częścią prawej stopy wprost w Fabiańskiego. Tak długo, jak długo będzie dysponował tylko dwoma rodzajami uderzeń z prawej nogi, nie będzie klasowym napastnikiem. Musi nauczyć się strzelać też w inny sposób. Również Kuźba gaśnie po początkowym okresie gry, w którym dość udanie podawał z pierwszej piłki, o ile doń dotarła. Twarda, fizyczna walka z Ouattarą wyraźnie go wyczerpuje. Nasze akcje nie są płynne, lecz rwane, brakuje wejść „bez piłki” zawodników z drugiej linii lub nawet obrony w strefę ataku.

W ofensywie nie ma automatyzmów i pomysłu, coraz bardziej szwankuje ruchliwość, wspomniana gra „bez piłki” i tempo rozegrania – Cantoro samodzielnie, w dodatku z Djokovicem, a później Rosłoniem na plecach, nie daje rady być w pięciu miejscach na raz i rozgrywać za trzech. Nie ma wsparcia poza Błaszczykowskim, który z kolei nie ma wsparcia od Baszczyńskiego, skoncentrowanego na pilnowaniu dostępu do bramki Majdana. Nawet, gdy gubi Kiełbowicza i schodzi do środka robiąc miejsce „Baszczowi” na wbiegnięcie prawą stroną i zaabsorbowanie odkrytego prawego skrzydła, Marcin go nie wykorzystuje. Z kolei lewa strona dalej jedynie wszystko psuje. Na szczęście trochę w ofensywie uaktywnia się Barreto, pokazując, że gdy ustawia się wyżej, potrafi balansem ciała zgubić krycie i wypracować sobie miejsce na uderzenie z dystansu. Niestety, celownik ma całkowicie rozregulowany.

Obniżenie tempa gry Wisły, brak początkowego pressingu i coraz większa ilość strat skutkuje kolejnymi szansami dla Legii. Goście mocno utrudniają nam zawiązywanie akcji i wyprowadzenie piłki, sami przechodzą do prób wysokiego pressingu. Na szczęście również bez bramkowego efektu, bo brakuje im wykończenia, a słabość techniczna mocno utrudnia dokładne operowanie piłką na mokrej i śliskiej murawie. Zresztą, również Wiślacy mają problemy z przyjmowaniem mocnych podań adresowanych po ziemi.

4. faza meczu (od 46 do 60 minuty):

Wisła na drugą połowie wychodzi z jedną zmianą – słabiutkiego Piotra Brożka zastępuje Marek Zieńczuk. Niestety, nie wnosi wiele pozytywów do naszej gry, bo Legia na własnej połowie kryje krotko i ciasno, a były pomocnik Amiki jak wiemy pod takim kryciem reaguje kiepsko. Podobnie jest i tym razem – Zieńczuk nie gubi opieki indywidualnymi akcjami 1 na 1 i nie jest produktywny, choć w przeciwieństwie do poprzednika częściej schodzi do środka, pomagając tam Cantoro „zabieraniem mu” rywali i otwierając drogę Dudce. Ale kolejny były zawodnik Amiki gra tak, jakby nie chciał Legii zrobić krzywdy, popełniając liczne błędy w kryciu, podaniach, nie próbując dynamicznego wychodzenia na obieg. Jest najsłabszym obrońcą Wisły.

W grze „Białej Gwiazdy” nadal nie ma odpowiedniego pressingu, choć piłkarzom na pewno nie można odmówić waleczności i zaangażowania. Niemniej, nie atakują rywali z równą determinacją i agresją jak pięć dni wcześniej, zapewne podświadomie bardziej kalkulując ubytek sił i bojąc się szybkich wyjść z kontrami Legii. Przy lepszej organizacji gry obronnej przeciwnika niż we wtorek, brakuje też pomysłu na rozegranie zdobytych w środku pola piłek, głównie przez Barreto. Legia nadal ma więc sporo miejsca na kreowanie własnych akcji, na szczęście bardzo czujnie gra trójka Baszczyński, Kłos, Stolarczyk. Zwłaszcza najbardziej doświadczony, Kłos, imponuje spokojem i skutecznością interwencji. Nie popełnia na razie żadnych błędów, jak profesor ustawia się, asekuruje, walczy 1 na 1, przecina podania „górą”, mądrze wyprowadza piłki. Nikt z legionistów nie może mu podskoczyć.

Poważny błąd popełnia za to Majdan, który w 50 minucie krzyczy „moja!”, po czym fatalnie wypuszcza piłkę z rąk przy ataku Włodarczyka. Dobrze, że śliska murawa utrudniła utrzymanie równowagi i złożenie się napastnikowi Legii do strzału po spadnięciu piłki, bo gdyby szybciej zareagował i trafił nogą w futbolówkę, Majdan nie zdążyłby naprawić koszmarnej wpadki.

Wisła próbuje przyspieszyć i odpowiedzieć, ale nie ma argumentów w ofensywie. Brakuje kunsztu napastnikom, nie rozgrywamy piłki na tyle dobrze, by oszukać obrońców ze stolicy i pokonać opisaną wcześniej taktykę Wdowczyka. Stwarzamy tylko dwie w miarę klarowne sytuacje – w 52 minucie Dudka zdołał strzelić głową po rzucie rożnym, ale zbyt lekko i w środek bramki. Natomiast w 56 minucie na kolejne uderzenie z dystansu decyduje się Barreto, ładnie zwodząc balansem ciała znajdującego się obok zawodnika Legii – strzał jest mocny i w światło bramki, niestety, dobrze ustawiony Fabiański na raty łapie piłkę. Szkoda, że Barreto nie posłał piłki „w kozioł”, bo wówczas na śliskiej murawie młody i niedoświadczony bramkarz ze stolicy (o bardzo niepewnym chwycie) mógłby jeszcze mocniej „wypluć” futbolówkę lub po prostu się z nią minąć. Tym uderzeniem Barreto potwierdził, że ma bardzo dobrą technikę uderzenia – dynamiczną, po krótkim, szybkim ruchu nogą, nadającym piłce odpowiednią rotację w locie. Krótko mówiąc faktycznie kopie piłkę, a nie jak przytłaczająca większość polskich ligowców „pcha” :-). Tak jak Zurawski z prawej nogi. Musi tylko poprawić precyzję.

5. faza meczu (od 60 do 75 minuty):

Przynosi akcję Legii, po której w dobrej pozycji do uderzenia znajduje się „komentator” Rosłoń. Na szczęście to zwykły piłkarski rzemieślnik, który ofensywne decyzje podejmuje wolno, a technicznie jest na tyle toporny, że musi uderzać ze stojącej piłki, by w nią czysto trafić – więc nasi obrońcy kasują akcję. Dwie minuty później próbuje Brożek, mija obrońcę przerzuceniem nad nim piłki, ale Fabiański szybko wychodzi z bramki i łapie futbolówkę przed młodym napastnikiem. Ta akcja zdradza coraz większe problemy wytrzymałościowe warszawiaków, których siły zaczynają opuszczać – reagują wolniej, dają trochę więcej miejsca Wiślakom. Legia powoli staje, zamiera w grze bez piłki. Kiełbowicz nadal nie potrafi powstrzymać Błaszczykowskiego, a Ouattara coraz częściej musi faulować aktywnego Kuźbę. Niestety, nasza konstrukcja w ofensywie jest zbyt słaba, by dobić rywali i wykorzystać narastające błędy. Również podopieczni Kulawika opadają z sił, nie ma należytego ruchu bez piłki, a pressing skończył się w 17 minucie pierwszej połowy. „Błaszczu” nie szuka wolnego pola, tylko przyjmuje piłki w miejscu i gra z „oddychającym rękawami” Kiełbowiczem niemal „w zwarciu”, dopiero po otrzymaniu piłki próbując gubić go zejściami do środka. To zbyt czytelne zagranie, dlatego asekuracja „wojskowych” nadąża. Nowy impuls mogła dać bardziej ofensywna postawa Baszczyńskiego, ale reprezentant kraju nadal źle współpracuje z prawym pomocnikiem.

Lewa strona mimo upływu minut ciągle nie pomaga, Zieńczuk wyraźnie boi się łokci Szali, unika gry kontaktowej, woli schodzić bezproduktywnie do centrum boiska - a Dudka tradycyjnie wyhamowuje akcje, nie rozgrywa piłki kombinacyjnie, nie wychodzi na obieg i centrę z lewej nogi, bo nie umie się nią posługiwać. Nie ma prostopadłych podań z głębi pola, dynamiacznego rozegrania, są więc straty i próżne pchanie się środkiem w nadziei na cud

Kulawik próbuje reagować i za Pawła Brożka wpuszcza Kryszałowicza, który już przy wejściu na murawę motorycznie i szybkościowo wygląda tak, jakby przed chwilą rozegrał całym mecz wraz z dogrywką. Rusza się ciężko, wychodzi na pozycje topornie, nie potrafi uciec nawet nieruchawemu Choto. Dlatego zmiana nic nie daje, bo nie jest tez „sępem” pola karnego jak Frankowski, by ustawieniem nadrobić braki w dynamice. Wynik się nie zmienia.

6. faza meczu (od 75 do ostatniej minuty):

Wiślakom bardzo zależy na zwycięstwie, dlatego ciągle próbują atakować, walczą, robią co mogą – niestety, nie jest to pułap możliwości wystarczający na równie zdeterminowaną Legię. Nie ma dobrego rozegrania i podań do napastników, wypracowujących okazje pojedynków 1 na 1, ataku pozycyjnego. Następna zmiana Kulawika nic nie wnosi do gry – Gołoś nie przeprowadza żadnej akcji.

Warszawiacy od czasu do czasu groźnie kontratakują, korzystając z „wysokiego” ustawienia naszego zespołu. I w 77 minucie dzięki Dudce mogą wygrać – nasz lewy obrońca niczym junior pozwala piłce spaść za własne plecy i „skozłować”, przepuszczając zagranie do Szałachowskiego, którego przepuścić nie miał prawa. W efekcie pomocnik Legii spokojnie dośrodkowuje na piąty metr do Włodarczyka, na szczęście napastnik gości w doskonałej sytuacji strzelił głową zbyt lekko i Majdan zdołał odbić piłkę prawą ręką.

Wisła, wobec braku indywidualności w ofensywie i skrzydeł, potrafiących skonstruować akcje kombinacyjną na 1-2 kontakty, próbuje odpowiedzieć w jedyny dostępny w tej sytuacji sposób – poprzez stałe fragmenty gry. Mamy kilka kornerów, ale ciągle nic nie przynoszą, brakuje dobrze dopracowanego taktycznego pomysłu na ich wykonanie. Zawsze czegoś braknie – albo skutecznego „wybloku” osłaniającego szykującego się do strzału Wiślaka, albo siły i dokładności, albo zawodnika „na dobitkę” przed bramkarzem (mistrz takich uderzeń gra teraz w Elche), albo piłkarza na 12-14 metrze na uderzenie sytuacyjne po zbyt krótkim wybiciu piłki głową przez obrońców, albo wreszcie synchronizacji. Taktycznie Kulawik całkowicie oblewa ten element, bo to trenerzy mają odpowiednio ułożyć sposób rozegrania kornerów i rozpisać zadania poszczególnym zawodnikom. Gdy patrzy się na powyższą bezradność, wyrażoną zwłaszcza nieprawdopodobnym marnotrawstwem możliwości Kłosa, do którego znów nie doszło ani jedno dośrodkowanie (!), trzeba żartobliwie skomentować, że zarząd powinien dodatkowo zatrudnić jakiegoś trenera od koszykówki. Tam jak wiadomo potrafią skutecznie przygotować ustawienie i reakcje zespołu umożliwiające wyprowadzenie zawodnika na pozycję rzutową przy wznawianiu gry z boku boiska. To naprawdę jest do zrobienia również w futbolu. Ale trzeba mieć pomysł i trochę popracować na treningach.

Rozpaczliwe ataki Wisły w końcówce nie dają gola, bo coraz bardziej brakuje też sił. Dlatego Legia osiąga swój cel – nie przegrywa na Reymonta. Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że jeśli wzmocni się zimą, a my znów zanotujemy osłabienia, lub „prześpimy” okres transferowy, niestety będzie faworytem w walce o tytuł.


PIŁKARZE :

Radosław Majdan

Gra na linii (wszędzie skala od 0-10) : 8
Gra na przedpolu: 1
Gra nogami: 5
Zaangażowanie i waleczność: 9
Błędy: Jeden, ale bardzo poważny
Skuteczność pozycyjna: przeciętna
Ogólna ocena gry : 6

Marcin Baszczyńśki

Postawa w defensywie : 8
Postawa w ofensywie:2
Błedy i niewymuszone straty : Mało
Zaangażowanie i waleczność: 8
Skuteczność pozycyjna: Przeciętna
Ogólna ocena gry: 5,5

Tomasz Kłos

Postawa w defensywie : 9,5
Postawa w ofensywie: 6
Zaangażowanie i waleczność: 9
Błędy i niewymuszone straty : Dwa w drugiej połowie przy wykopie piłki
Skuteczność pozycyjna: Bardzo wysoka
Ogólna ocena gry: 9

Maciej Stolarczyk

Postawa w defensywie : 8,5
Postawa w ofensywie: 5
Zaangażowanie i waleczność: 9
Błędy i niewymuszone straty : Mało
Skuteczność pozycyjna: Wysoka
Ogólna ocena gry: 8

Dariusz Dudka

Postawa w defensywie :3
Postawa w ofensywie:1
Zaangażowanie i waleczność: 6
Błedy i niewymuszone straty : Dużo
Skuteczność pozycyjna: Zła
Ogólna ocena gry: 2,5

Jakub Błaszczykowski

Postawa w defensywie: 8
Postawa w ofensywie: 8
Zaangażowanie i waleczność: 10
Błedy i niewymuszone straty : Śladowe
Skuteczność pozycyjna: Dobra
Ogólna ocena gry: 8,5

Andre Barreto

Postawa w defensywie: 8
Postawa w ofensywie: 3
Zaangażowanie i waleczność: 8
Błedy i niewymuszone straty : Mało
Skuteczność pozycyjna: Przyzwoita
Ogólna ocena gry: 7

Mauro Cantoro

Postawa w defensywie: 9
Postawa w ofensywie: 8
Zaangażowanie i waleczność: 10
Błedy i niewymuszone straty : Śladowe
Skuteczność pozycyjna: Wysoka
Ogólna ocena gry: 9

Piotr Brożek

Postawa w defensywie: 3
Postawa w ofensywie: 1
Zaangażowanie i waleczność: 4
Błedy i niewymuszone straty : Bardzo dużo
Skuteczność pozycyjna: Zła
Ogólna ocena gry: 2

Marcin Kuźba

Postawa w defensywie: 6.
Postawa w ofensywie:6,5.
Zaangażowanie i waleczność: 8
Błedy i niewymuszone straty : Sporo
Skuteczność pozycyjna: Słaba
Ogólna ocena gry: 6

Paweł Brożek

Postawa w defensywie: 4
Postawa w ofensywie: 5,5.
Zaangażowanie i waleczność: 7
Błedy i niewymuszone straty : Sporo
Skuteczność pozycyjna: Bardzo słaba
Ogólna ocena gry: 4,5

I rezerwowi:

Marek Zieńczuk

Postawa w defensywie: 0,5
Postawa w ofensywie: 3,5
Zaangażowanie i waleczność: 3
Błedy i niewymuszone straty : Dużo
Skuteczność pozycyjna: Bardzo słaba
Ogólna ocena gry:3

Paweł Kryszalowicz

Postawa w defensywie: 0,5
Postawa w ofensywie: 0,5
Zaangażowanie i waleczność: 6
Błedy i niewymuszone straty: Dużo
Skuteczność pozycyjna: Zła
Ogólna ocena gry:1

Konrad Gołoś - grał zbyt krotko, aby go oceniać

Wisła nie zdołała sforsować dobrze zorganizowanej defensywy Legii, bo zabrakło jej kilkunastu podstawowych elementów gry w ofensywie. Silniejszy od Cracovii przeciwnik obnażył słabość ataku pozycyjnego, gry kombinacyjnej, ataków oskrzydlających, napastników i brak kreatywnych indywidualności w drugiej linii - czyli spraw, o których nie tylko ja piszę od dawna. Potwierdziło się, że Wiśle pilnie potrzeba wzmocnień w każdej formacji, a zwłaszcza sprowadzenia minimum dwóch bramkostrzelnych napastników (w drużynie musi być minimum 4 takich zawodników, na razie nie mamy de facto ani jednego), ofensywnego pomocnika na środek drugiej linii zdolnego kreować grę i dzięki dużemu przeglądowi pola podawać prostopadle nawet w realiach krótkiego krycia rywali, lewego pomocnika, zmienników dla obrońców – lista niestety jest długa. Ale jeśli mamy obchodzić historyczną datę 100-lecia klubu w atmosferze triumfu i radości, musi zostać zrealizowana, bo do wygrywania w lidze i zdobycia mistrzostwa nie wystarczy sama waleczność i determinacja. Przekonaliśmy się o tym poniekąd również w meczu z Koroną (2-2). Muszą być jeszcze umiejętności i jakość gry, których w niedzielę zabrakło. Nie wystarczy też przypadkowy, „tymczasowy” trener. Jeśli nie daj Boże Legia lub wzmocniona zimą Cracovia wykorzysta okazję i wyprzedzi na koniec sezonu Wisłę, będzie to wyjątkowo upokarzające doświadczenie i najgorszy policzek z możliwych w dobie uczczenia 100-lecia istnienia „Białej Gwiazdy”. Oby Bogusław Cupiał nie dopuścił do tego dyshonoru i poniżenia, lecz wzmocnił drużynę na miarę jej potęgi i ambicji. .

(Markus)

Źródło: wislakrakow.com


Galeria sportowa

Galeria kibicowska: