2006.04.21 Korona Kielce - Wisła Kraków 1:0

Z Historia Wisły

2006.04.21, Orange Ekstraklasa, 26. kolejka, Kielce, Stadion Miejski, 20:00
Korona Kielce 1:0 (0:0) Wisła Kraków
widzów: 14.525
sędzia: Hubert Siejewicz z Białegostoku
Bramki
Krzysztof Gajtkowski 46’ 1:0
Korona Kielce
Maciej Mielcarz
Paweł Golański
Grafika:Zk.jpg Marcin Drzymont grafika: Zmiana.PNG (21’ Marek Szyndrowski)
Grafika:Zk.jpg Hernâni
Robert Bednarek
Grzegorz Bonin grafika: Zmiana.PNG (81’ Jarosław Piątkowski)
Hermes
Mariusz Zganiacz
Paweł Sasin
Grafika:Zk.jpg Krzysztof Gajtkowski grafika: Zmiana.PNG (85’ Marcin Robak)
Grzegorz Piechna

trener: Ryszard Wieczorek
Wisła Kraków
Radosław Majdan
Marcin Baszczyński
Tomasz Kłos
Dariusz Dudka
Nikola Mijailović
Jakub Błaszczykowski grafika: Zmiana.PNG (53’ Marek Penksa)
Jacob Burns grafika: Zmiana.PNG (53’ Konrad Gołoś)
Radosław Sobolewski
Marek Zieńczuk grafika: Zmiana.PNG (72’ Piotr Brożek Grafika:Zk.jpg)
Paweł Kryszałowicz
Paweł Brożek Grafika:Zk.jpg

trener: Dan Petrescu

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Przed pierwszym gwizdkiem

Dla kogo korona?

Data publikacji: 19-04-2006 23:12


Korona - to właśnie łączy Wisłę Kraków i Koronę Kielce, gdyż oba te zespoły mają ją w swoim herbie. Czy coś jeszcze..? Tak! Chęć zwycięstwa w 26. kolejce Orange Ekstraklasy. Beniaminek z Kielc jest kolejnym zespołem, który stanie naprzeciw naszym piłkarzom w walce o jakże ważne zarówno dla jednego zespołu, jak i drugiego, trzy punkty, Spotkanie to powinno pokazać, która z koron bardziej błyszczy.


Historia

10 lipca 1973 roku z połączenia dwóch klubów: Iskra i SHL - kontynuatorów przedwojennych tradycji Granatu i Ludwikowa - powstało Kieleckie Stowarzyszenie Sportowe Korona. W roku 1975 drużyna piłki nożnej wywalczyła pierwszy w historii klubu awans do II ligi. W sezonie 1998/99 MKS SF Korona zajęła 6 miejsce w II lidze, a w Pucharze Polski kielczanie doszli do ćwierćfinału, eliminując m.in. Polonię Warszawa i GKS Katowice. Podczas obchodów 30-lecia klubu, które odbyły się w lipcu 2003 roku, działacze klubu oraz trenerzy określili drużynie cel na kolejny sezon - awans do drugiej ligi. Sezon 2003/2004 rozpoczął się niefortunnie - porażką na własnym boisku z rezerwami Wisły 0:1. 29 maja 2004 roku po meczu z Hutnikiem Kraków cel został osiągnięty - zespół awansował do II ligi. Beniaminek nie miał zamiaru spoczywać na laurach i po raz pierwszy w historii wywalczył awans do ekstraklasy na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu.

Korona Kielce w liczbach:

Korona Kielce po 25 spotkaniach zajmuje czwarte miejsce w tabeli, odnosząc: dziesięć zwycięstw, dziewięć remisów i sześć porażek, strzelając czterdzieści bramek, tracąc dwadzieścia osiem.

Spotkania na własnym stadionie przedstawiają się następująco: pięć zwycięstw, cztery remisy i trzy porażki, osiemnaście bramek strzelonych i dwanaście straconych.

Spotkania pomiędzy Wisłą Kraków a Koroną Kielce:

Sezon 2005/2006

Wisła Kraków 2:2 Korona Kielce

Ostatnie spotkanie:

W zaległym spotkaniu 20. kolejki Orange Ekstraklasy, Korona Kielce podejmowała Lech Poznań. Choć spotkanie zakończyło się remisem 1:1, to trzeba otwarcie przyznać, że stroną dominującą w tym spotkaniu była drużyna gospodarzy. Pierwsze minuty meczu to wysoko ustawiona linia obrony w obydwu zespołach, a co za tym idzie- chaotyczne ataki z obu stron. Lecz w 16 min. meczu na lewej stronie podanie ze środka obrony otrzymał Marcin Wachowicz, wykorzystał niezdecydowanie Marcina Drzymonta i dośrodkował na prawy słupek, a Piotr Reiss pięknym strzałem z woleja nie dał szans Maciejowi Mielcarzowi. Po tej bramce zawodnicy Korony "mocno usiedli" na połowie Lecha. Do przerwy gospodarze oddali aż 15 strzałów, ale po ani jednym piłka nie zawitała w siatce. Druga połowa to wręcz ogromna przewaga zespołu z Kielc, ale pozwoliła ona na strzelenie tylko jednego gola. W 63 min. po prostopadłym podaniu Hernaniego "Kiełbasa", dla którego była to już 21 gol w tym sezonie, wpakował piłkę do bramki. Od 69. minuty Lech grał w osłabieniu po drugiej żółtej kartce dla Tomasza Szewczuka, ale to i tak nie pomogło "Złocisto-krwistym" w podwyższeniu rezultatu. W całym spotkaniu goście oddali pięć strzałów na bramkę, Korona - sześć razy więcej.


Ciekawostki

W oficjalnych spotkaniach Wisła spotkała się z Koroną pięć razy. W sezonach 1985/86 i 1986/87 w rozgrywkach II ligi były to cztery spotkania. Każde z nich wygrała Wisła i co ciekawe, w tych czterech meczach nie straciła ani jednej bramki.

Przygotował: Przemysław Rączka

Biuro Prasowe Wisła Kraków SSA

Moi zawodnicy walczą o miejsce w składzie

Data publikacji: 20-04-2006 18:11


Dzień przed meczem z Koroną Kielce Dan Petrescu spotkał się z dziennikarzami. Szkoleniowiec wytłumaczył czemu w meczowej '18' nie ma Mauro Cantoro, ponadto był pytany o sposób na powstrzymanie Grzegorza Piechny, oraz oskrzydlających ataków Korony. Petrescu raz jeszcze podkreślił że dla Wisły najważniejsza jest dobra gra a nie oglądanie się na przeciwnika. Przedstawiamy zapis z tego spotkania.

- Kłopoty ze zdrowiem miał Radosław Majdan i Radosław Sobolewski, czy istnieje możliwość, że nie zagrają w piątek?

- Wydaje mi się, że obydwóch zawodników zobaczymy jutro na boisku.

- Czy oglądał Pan trener Koronę? Jak ocenia Pan tą drużynę?

- Jutrzejszy mecz będzie bardzo trudny.Podoba mi się ta drużyna. Ma młodych i ambitnych zawodników. Gra bardzo dobry futbol, ofensywny, co jest zasługą bardzo dobrego trenera. Widziałem wiele meczy w ich wykonaniu, zarówno na żywo, jak i w telewizji, i naprawdę zaimponowała mi ta drużyna. Klub wybudował bardzo dobry stadion, na meczach mają fantastyczną atmosferę.

- Jesienią Grzegorz Piechna potrafił znaleźć sposób na obronę Wisły, czy Pan ma z kolej na niego jakiś sposób? - To nie ja, ale moi zawodnicy muszą wiedzieć, jak się nim zaopiekować. To nie ja go będę kryl. Jest to bardzo dobry napastnik. W każdym meczu, który widziałem, miał 3, 4 okazje do zdobycia bramki. Gra podobnie, jak Inzaghi, jest w ostatniej linii, razem z napastnikami, czekając na swoją okazję.

- Pewnym dyskomfortem dla Wisły jest fakt, że na nowym stadionie u siebie nie przegrała jeszcze żadnego meczu. A Wisła w ostatnich dwóch meczach uzyskując stosunek bramek 6 do 0, dwa zwycięstwa, może nie mieć takiego głodu na zwycięstwo, jak w poprzednich meczach.

- W takim razie, mam nadzieję, że jutro przegrają po raz pierwszy. W każdy meczu chcą zdominować grę. W ostatnich 5 meczach, w których ich widziałem przytrzymywali piłkę, mieli dużo okazji. Gra na ich stadionie nie będzie łatwa. Jednak nie mamy wyboru. Nie możemy sobie pozwolić na utratę punktów, bo szanse na zdobycie tytułu się zmniejszą. Jedynym sposobem na zdobycie tytułu jest wygrana w kolejnych 5 meczach.

- Korona grała ostatni mecz w bardzo szybkim tempie. Czy sądzi Pan, że sil może im zabraknąć jutro?

- Jestem przekonany, że silę jutro mieć będą? To młoda drużyna, która jest dobrze przygotowana. Mają piłkarzy, którzy mogą grać kilka meczy pod rząd. Są to drobni i szybcy zawodnicy, którzy mogą grać po 3 mecze w tygodniu i nic im nie jest.

- Czy trener mógłby podać powody, dla których na meczu w kadrze zabrakło Mauro Cantoro?

- W ostatnim meczu, nie podobała mi się jego postawa. Chcę od niego więcej zaangażowania. Moi zawodnicy muszą ciężko trenować, by zagrać w meczu. Ja nie sugeruję się nazwiskami. Chcę, aby walczyli o miejsce w składzie. A uważam, że na chwilę obecną w drużynie są zawodnicy, którzy chcą grać bardziej niż Mauro.

- Na treningach obserwujemy, że dobre momenty ma Tomek Dawidowski. Czy jest szansa, że w Kielcach zagra więcej niż 10 minut?

- Oczywiście, że ma szansę zagrać. Przyglądałem mu się w tym tygodniu i trenował bardzo ciężko. W zeszłym tygodniu nie było go w składzie, ale po tym jak wykazał się na treningach ma szansę.

- We wtorkowym meczu można było zauważyć, że Korona ma momentami problemy z grą na spalonym. Czy będzie Pan trener próbował to wykorzystać?

- Oglądam mecze i zawsze biorę wiele rzeczy pod uwagę. Jednak zauważyłem, ze, gdy polskie drużyny grają z Wisłą, grają inaczej, nie jak za zwyczaj. Nie sądzę, żeby odważyli się na wysoko obstawioną obronę, ale jeśli się zdecydują, to oczywiście to wykorzystamy.

- Przed meczem z Legią są jeszcze 4 spotkania. Wydaje, mi się, że Korona jest drużyną, która najprędzej może zabrać punkty Legii. Czy trener zgadza się z tą opinią?

- Korona ma takie same szanse pokonać Legię, jak i Wisłę. Teraz pytanie jak bardzo chcą wygrać oba te mecze. Ale my nie powinniśmy oglądać się na Legię, lecz skoncentrować się na własnej grze. Jeśli nie wygramy tych meczy, nie mamy szans na tytuł. A jutrzejszy mecz, jak już mówiłem, będzie ciężkim do rozegrania, ponieważ Korona jest dobrą drużyną. Lubię ją oglądać i sądzę, że może pokonać każdą drużynę w Polsce.

- Obserwując mecz z Koroną można wywnioskować, że dla nich jest najważniejszy atak oskrzydlający. Czy w tych właśnie sektorach mecz z Wisłą będzie się rozgrywał?

- Atutem Korony jest gra skrzydłami. Numery 8 i 15 (nie mówię nazwiskami, bo nie chcę ich źle powiedzieć) bardzo dobrze radzili sobie w meczu z Lechem. Musimy ich pokonać, musimy postawić ich pod ścianą. Lech postawił na obronę, my nie mamy takich możliwości. Musimy zdobywać bramki.


Biuro Prasowe Wisła Kraków SSA

Źródło: wisla.krakow.pl

W Kielcach kolejny mecz o życie

Wyjazdowy mecz z Koroną Kielce to jeden z najtrudniejszych spośród tych, które Wisła musi wygrać. - Wygrana to jedyna opcja - mówi Dan Petrescu. Wisła do Kielc pojechała bez Mauro Cantoro, za to ze zdrowymi Radosławami: Sobolewskim i Majdanem.

- Tylko pięć zwycięstw w najbliższych pięciu meczach może nam jeszcze dać szansę na mistrzostwo - twierdzi trener Petrescu.

Jesienią Wisła prowadziła z Koroną już 2:0, lecz w drugiej połowie dwie bramki zdobył Grzegorz Piechna i mecz zakończył się remisem 2:2. - Strzelił te bramki głównie przez nasze gapiostwo. Coś trzeba zmienić, by w Kielcach nie stracić bramki. I nie ważne kto miałby ją strzelić - mówi przed piątkowym meczem stoper Wisły Tomasz Kłos.

Na Piechnę uwagę zwrócił także Petrescu. - Gra jak Inzaghi - na równi z obrońcami, czekając na piłkę w polu karnym. W każdym meczu ma trzy, cztery dogodne okazje, a to znaczy o klasie napastnika. Nie wyznaczę jednak indywidualnego krycia. Mam nadzieję, że moi piłkarze sobie poradzą, bo ja na boisko już nie wybiegnę - mówi trener Wisły.

Piechna nie ukrywa, że z niecierpliwością czeka na mecz z Wisłą. - W meczu z Lechem bardzo uważałem, by nie dostać kartki, która eliminowałaby mnie z udziału w tym meczu - mówi lider ligowych strzelców. - Trudno byłoby mi się z tym pogodzić.

Oprócz Piechny, Petrescu wyróżnił skrzydłowych Pawła Golańskiego i Grzegorza Bonina. - Tak dobrze grający zespół musi mieć dobrego trenera. Podoba mi się też praca klubu, potrafili wybudować piękny stadion, na którym panuje świetna atmosfera.

Petrescu podoba się ofensywna gra Korony, jednak wątpi, by kielczanie zagrali w ten sposób przeciwko Wiśle. - Podoba mi się ich styl, wysoko ustawiają obronę, lecz wątpie, by z nami zagrali w ten sposób. Oni lubią rozgrywać piłkę, lecz to my musimy podyktować warunki. Musimy zagrać ofensywnie, postawić ich pod ścianą - zapowiada rumuński szkoleniowiec.

Petrescu ma do dyspozycji praktycznie wszystkich zawodników. W ciągu tygodnia na kłopoty zdrowotne narzekali Sobolewski i Majdan, jednak Petrescu zapowiada: - W piątek powinniśmy zobaczyć obu na boisku. Zaskakuje brak miejsca w kadrze dla Mauro Cantoro. Wyraźnie widać, że Argentyńczyk nie należy jeszcze (?) do ulubieńców Petrescu. Trener woli stawiać na Jacoba Burnsa, którego sprowadził do Krakowa i który w dwóch ostatnich meczach zanotował dwie asysty. Być może decyzja o pozostawieniu Argentyńczyka w Krakowie ma także charakter psychologiczny.

Wiślacy na mecz wyjechali z Krakowa już w czwartek. Noc przed meczem spędzili w hotelu "Przedwiośnie" pod Kielcami. Mecz obejrzy komplet publiczności. Nowy stadion Korony może pomieścić 15 tysięcy sympatyków futbolu.

Źródło: wislakrakow.com

Relacje z meczu

Gdy się nie wykorzystuje okazji...

Data publikacji: 21-04-2006 19:24


Wisła znowu nie potrafiła poradzić sobie z przeciwnikiem w meczu wyjazdowym i z Kielc nie przywiezie ani jednego punktu. Choć Biała Gwiazda dobrze grała w pierwszej połowie i stwarzała sobie szanse, to po stracie gola w 46 minucie nie potrafiła odrobić strat. - "Wygląda na to, że jeśli na wyjeździe nie strzelimy dwóch bramek, to nie wygramy" - powiedział po meczu Tomasz Kłos.

Biała Gwiazda rozpoczęła bardzo dobrze. Błaszczykowski przejął piłkę jeszcze na swojej połowie, zagrał do Kryszałowicza, który po chwili odegrał „Błaszczowi”. Kuba znalazł się w dobrej pozycji, ale jego strzał z ostrego kąta przeszedł obok słupka. To była pierwsza świetna szansa Białej Gwiazdy, niestety nie ostatnia nie wykorzystana. Wisła mogła mieć kolejną szansę w 17 minucie, ale Sobolewski źle wychodził do piłki i ta odbiła mu się od szyi. Potem Korona nie dała już Wiśle rozwinąć skrzydeł. Grała ostrym, wysoko ustawionym pressingiem, czym nie pozwalała Białej Gwieździe na rozegranie dokładnych akcji. Gospodarze jednak nie potrafili stworzyć sobie dobrej szansy pod bramką Majdana. Dopiero w 30 minucie gra nabrała rumieńców. Ładną akcję lewą stroną przeprowadził Zganiacza, wycofał piłkę do Gajtkowskiego, ale ten posłał futbolówkę w trybuny. Po chwili na celnie już strzelał Hermes, ale zbyt lekko, by zaskoczyć Majdana. W odpowiedzi w 37 minucie Sobolewski uderzał z 30 metrów, ale jego strzał przeszedł niedaleko okienka bramki Mielcarza. W chwilę później, po dobrym podaniu Błaszczykowskiego, Kryszałowicz miał problemy z utrzymaniem się przy piłce i futbolówkę na rzut rożny wybił Mielcarz. Gorąco było także w ostatnich 60 sekundach pierwszej połowy. Najpierw Korona, po dobrze wyprowadzanej kontrze, dwukrotnie mogła próbować strzałów na bramkę Majdana, ale ostatecznie piłkę przechwycił Kłos. W rewanżu, w sytuacji sam na sam znalazł się Paweł Brożek, ale naciskany przez obrońcę uderzył prosto w bramkarza gospodarzy.

Zanim kibice zdążyli usiąść na swoich miejscach po pierwszym gwizdku sędziego w drugiej połowie, już padła bramka dla gospodarzy. Niezdecydowanie krakowskiej obrony wykorzystał Gajtkowski i uderzył z pola karnego. Piłka jeszcze minimalnie zmieniła lot odbijając się od Dudki i wpadła do bramki Majdana. Po tej akcji gospodarze zaczęli liczyć głównie na kontry, ale nie stworzyli sobie po nich klarownej sytuacji. Wisła miała 44 minuty na odrobienie strat, a mimo to nie udało jej się wyrównać. Swoje szansy w tej części gry Biała Gwiazda miała głównie po stałych fragmentach gry. Wisła kilkakrotnie wykonywała rzuty wolne z okolicy pola karnego gospodarzy, ale świetnie zachowywał się Mielcarz. Bramkarz gospodarzy wybronił strzały Kłosa, Zieńczuka, a Radosław Sobolewski tylko łapał się za głowę po kolejnych obronach bramkarza Korony. „Sobol” mógł też złapać za głowę w 60 minucie, kiedy sam znalazł się w świetnej sytuacji po podaniu Konrada Gołosia, ale z 16 metrów uderzył obok słupka. W doliczonym czasie gry przy rzucie rożnym dla Wisły pod bramkę rywali pobiegł nawet Majdan, ale i to nie dało rezultatu.

Po meczu piłkarze Wisły podeszli do sektora zajmowanego przez swoich kibiców i podziękowali za doping prowadzony przez fanów Białej Gwiazdy przez cały mecz. Kuba Błaszczykowski, Marcin Baszczyński i Konrad Gołoś rzucili w sektor swoje koszulki. „Przynajmniej to należało się naszym kibicom, bo co innego” – powiedział po spotkaniu „Baszczu”.

Korona Kielce - Wisła Kraków 1:0(0:0)

1:0 Gajtkowski 46’

Korona: Mielcarz - Golański, Hernani, Drzymont (Szyndrowski 21'), Bednarek- Bonin (Piątkowski 81’), Hermes, Zganiacz, Sasin - Piechna, Gajtkowski (Robak 84’).

Wisła: Majdan - Baszczyński, Kłos, Dudka, Mijailovic – Błaszczykowski (Penksa 53’), Sobolewski, Burns (Gołoś 53’), Zieńczuk (Piotr Brożek 72’)- Paweł Brożek, Kryszałowicz

Żółte kartki: Drzymont, Gajtkowski (Korona) - Paweł Brożek, Piotrek Brożek (Wisła)

Sędziował: Hubert Siejewicz

Widzów 15000


M. Górski

Biuro Prasowe Wisła Kraków SSA


Źródło: wisla.krakow.pl

To by było na tyle...

...w temacie mistrzostwo Polski dla Wisły w sezonie 2005/2006. Wisła przegrała w Kielcach 0:1 z Koroną po bramce Krzysztofa Gajtkowskiego.

Jeśli w sobotę Legia pokona na własnym stadionie Zagłebie Lubin wówczas będzie miała siedem punktów przewagi nad "Białą Gwiazdą". Szanse Wisły na obronę tytułu pozostaną tylko matematyczne.

Wisła lepiej zaprezentowała się w pierwszej części spotkania. Niestety, żadna z trzech bardzo dobrych okazji do zdobycia gola nie zakończyła się pokonaniem bramkarza Macieja Mielcarza. Już w 4 minucie Jakub Błaszczykowski popędził na bramkę Korony, minął jednego z obrońców i oddał strzal w długi róg, obroniony przez golkipera Korony. Później strzału z dystansu próbował Radosław Sobolewski, piłka o centymetry minęła bramkę rywala.

W 37 minucie po dobrym zagraniu do Kryszałowicza napastnik Wisły źle przyjął piłkę mając przed sobą tylko Mielcarza. W ostatnich sekundach pierwszej części gry znakomitą dwójkową akcję przeprowadzili Kryszałowicz z Brożkiem, ten drugi znalazł się przed bramkarzem Korony, który wybronił nogą uderzenie wiślaka.

Korona z trudem konstruowała akcje ofensywne, ale Wisła nie pozwalała rywalom na zbyt bliskie podejście do swego pola karnego. Właściwie jedyną dobrą okazję strzelecką miał Krzysztof Gajtkowski, ale piłka po jego strzale z 30 minuty poszybowała wysoko nad bramką Majdana. Zupełnie niewidoczny był natomiast ściśle pilnowany Grzegorz Piechna, który nie oddał w całym spotkaniu celnego uderzenia.

Wydawało się, że taka gra musi prędzej czy później przynieść powodzenie Wiśle. Tymczasem tuż po przerwie bramkę po fatalnym błędzie Tomasza Kłosa zdobył Krzysztof Gajtkowski. Piłka po strzale napastnika Korony odbiła się jeszcze od rozpaczliwie interweniującego Dariusza Dudki i zmyliła Radosława Majdana.

Wisła postawiła wszystko na jedną kartę, ale sił starczyło jej tylko na pół godziny ataków. Najgroźniejsze były rzuty wolne wykonywane przez Nikolę Mijailovicia, Marka Zieńczuka i Tomasza Kłosa. Za każdym razem fantastycznie bronił Maciej Mielcarz, którego gospodarze uznali za bohatera spotkania. Oczywiście na równi ze strzelcem jedynej bramki, Krzysztofem Gajtkowskim, który w następnym meczu z Legią nie zagra z powodu czwartej żółtej kartki.

Nasz klub znów czekają ostre słowa prasy i nerwowe decyzje. Jeszcze przed meczem z Koroną mówiło się o powrocie do Wisły Franciszka Smudy. Plotki te na pewno wzmogą się po informacjach o fiasku rozmów Smudy w Lubinie i piątkowym wyniku Wisły. Na niekorzyść Petrescu przemawiać też może pozostawienie w Krakowie Mauro Cantoro i opadnięcie jego zespołu z sił na kwadrans przed końcowym gwizdkiem. Oby jednak doświadczenia z ostatnich dwóch lat wybiły z głowy szefostwu klubu pomysł zmiany szkoleniowca.

Statystyka pomeczowa (za Canal+)

                  Korona        Wisła

Sytuacje 9 12

Strzały 9 12

Strzały celne 4 4

Posiadanie piłki 46% 54%

Faule 22 12

(rav)

Źródło: wislakrakow.com

Korona Kielce - Wisła Kraków 1:0

Po ciekawej i wyrównanej pierwszej części meczu, zakończonej bezbramkowym remisem, można było być optymistą i wierzyć, że po przerwie piłkarze "Białej Gwiazdy" będą w stanie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, grali bowiem całkiem nieźle. Niestety, już pierwsza akcja w drugiej połowie dała bramkę gospodarzom. Gol ustawił dalszą część gry, w której wiślacy nie byli w stanie pokonać świetnie dysponowanego bramkarza Korony, Macieja Mielcarza. Po tej porażce bieżący sezon można poniekąd uznać za... zakończony. Niestety...

XXVI kolejka ligi polskiej, sezon 2005/2006

Kielce, Stadion Piłkarski, 21. kwietnia 2006 r., godz. 20:00

Widzów: 14 525, sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)

Korona Kielce - Wisła Kraków1:0

Bramka:

1:0 Gajtkowski (46.)


Składy:

Mielcarz

Golański

Drzymont

(21. Szyndrowski)

Hernani

Bednarek

Bonin (81. Piątkowski)

Hermes

Zganiacz

Sasin

Gajtkowski (85. Robak)

Piechna


Majdan

Baszczyński

Kłos

Dudka

Mijailović

Błaszczykowski (53. Penksa)

Burns (53 Gołoś)

Sobolewski

Zieńczuk (72. Piotr Brożek)

Kryszałowicz

Paweł Brożek


Piłkarz meczu: Maciej Mielcarz

• Piękny stadion, wypełniony po brzegi. Do gry fajna pogoda, nawet zwykle skupiony i poważny Dan Petrescu uśmiechał się do telewizyjnych kamer... Sam mecz także mógł się podobać, zwłaszcza w I połowie, choć już końcowy jego wynik w żaden sposób nie zadowala fanów „Białej Gwiazdy”... Trzy wyjazdowe mecze: z Cracovią, Lechem i Koroną zadecydowały o tym, że w 100-lecie istnienia Wisła nie obroni już mistrzowskiego tytułu. Można było po cichu liczyć, że legioniści jakimś cudem zgubią jeszcze punkty. Można było liczyć, że nasi piłkarze wygrają potem na Łazienkowskiej. Po kolejnej naszej porażce, raczej ciężko wierzyć, że w najbliższych czterech meczach Legia aż dwa przegra. Sprawa mistrzostwa została praktycznie przesądzona... Szanse są tylko - jak to mówi Petrescu - matematyczne, ale kto zna naszą ligę i obserwuje dokładnie rundę wiosenną, może przestać się łudzić...

Wiślacy nie zaczęli źle meczu w Kielcach. Graliśmy bowiem to co umiemy najlepiej, a więc szybkiej wymiany podań oraz pressing, który mógł zrobić na rywalu wrażenie. Już w 4. minucie mogło być zresztą 1-0 dla Wisły, kiedy to Kuba Błaszczykowski minął Hermesa, ale strzał, po rękach bramkarza, przeszedł obok słupka. Sędzia nawet nie dopatrzył się odbicia piłki, i rzutu rożnego nie podyktował.

Korona wyszła swoją obroną wysoko i nadziała się na kolejne dwie akcje Wisły. Znów nie mieliśmy jednak szczęścia do decyzji arbitra, bo tak w 9. min. Błaszczykowski, jak i w 10. Kryszałowicz nie byli na pozycjach spalonych! Po chwili sędzia nie odgwizduje nam kolejnego rzutu rożnego... Wisła gra z polotem, nasi piłkarze starają się rozmontować obronę gospodarzy, i choć mecz można uznać za wyrównany, to na pewno ze wskazaniem na „Białą Gwiazdę”.

Trzy niecelne zagrania Darka Dudki powodują wprawdzie trochę zamieszania w szeregach wiślaków, ale o wiele większe sprawia kontratak, po którym pechowo piłka odbija się od głowy Radka Sobolewskiego, a miał on szansę wyjść sam na sam z bramkarzem...

W 25. min. obronę Korony rozrywa „Kryszał”, który niezłym dryblingiem wpada między defensorów beniaminka ligi, jeszcze próbuje strzału „Błaszczu”, ale i to nie daje skutecznego rezultatu. Po dwóch kwadransach - choć mecz musi się podobać - nie mamy z obydwu stron nawet celnego strzału w światło bramki. Na taki, w 28. min., mógł pokusić się Paweł Brożek, który dostał świetne podanie głową od Kryszałowicza, ale dzisiejszego jubilata (23 lata) bardzo dobrze powstrzymał Golański.

Po pół godzinie po raz pierwszy groźniej za to pod naszą bramką. Aktywny Sasin podaje z lewej strony do Gajtkowskiego, a ten z 14. metra strzela na wiwat.

W 32. min. pierwszy celny strzał na bramkę. Jego autorem Hermes, ale uderzenie w środek bramki, choć po koźle, spokojnie łapie Majdan.

O wiele szybciej zabiły za to serca kibicom Korony w 36. min. Wtedy zza pola karnego kropnął „Sobol”, i choć w bramkę nie trafił, to uderzenie mogło się podobać.

Minutę później Paweł Kryszałowicz powinien jednak lepiej przyjąć piłkę w polu karnym, ta bowiem odskoczyła wiślakowi na tyle, że Mielcarz spokojnie wyszedł i wygarnął piłkę Pawłowi. Szkoda. Jeszcze w 42. min. z dystansu próbuje Sasin, Majdan broni, i w końcu mamy minutę 45. Znów świetne zgranie Pawła Kryszałowicza do Pawła Brożka, jednak ten ostatni, naciskany przez obrońcę, nie strzela na tyle precyzyjnie, aby pokonać Mielcarza. Bramkarz Korony odbija strzał wiślaka nogą i kończy się tylko na rzucie rożnym! Była to na pewno najlepsza okazja do zdobycia gola w I połowie! Po wspomnianym rzucie rożnym próbuje jeszcze Błaszczykowski, ale strzał odbija się od obrońcy.

Tak kończy się I połowa. Na pewno ciekawa, na pewno emocjonująca, mogąca się podobać. Choć zabrakło w niej bramek...

Nie wiem jak na II część gry wyszli wiślacy, ale na pewno nie tak powinien grać mistrz Polski i pretendent do kolejnego tytułu!

Rozluźnienie? A może jeszcze coś innego, ciężko powiedzieć...

Jeszcze dobrze kibice nie zasiedli na trybunach, a było 1-0 dla Korony...

Lot górnej piłki źle obliczył Kłos, którego ubiegł Gajtkowski. Podciągnął pod „szesnastkę” i bez namysłu strzelił w stronę bramki. Po drodze futbolówkę podbił Darek Dudka, czym zmylił Majdana, jak Głowacki w Atenach – chciałoby się powiedzieć, i to Korona objęła prowadzenie. Co gorsze nie oddała go już aż do końca meczu.

Gol ustawił grę. Korona cofnęła się na własną połowę, ale broniła się mądrze, próbując przy okazji kontrataków.

Wisła grała za to źle. Jednym pomysłem były wrzutki i granie długich piłek, które nie przynosiły żadnego efektu. Drugim było holowanie piłki aż pod pole karne, gdzie wiślacy czekali na faule, które dawały rzuty wolne. Te jednak bite były bądź niecelnie, bądź padły łupem świetnie broniącego Mielcarza.

Dan Petrescu próbuje zmienić coś w grze Wisły. Wprowadza Penksę i Gołosia, ale niewiele to daje. Dwójka nowych, plus później Piotr Brożek nie odmienili dzisiaj gry... A ta wiślakom już się nie ułożyła.

Wprawdzie w 58. min. na rajd zdecydował się Sobolewski (nie pierwszy dzisiaj), ale skończyło się tylko na faulu. Z wolnego Nikola Mijailović strzela metr od bramki. Dwie minuty później Gołoś odgrywa do Sobolewskiego, a ten z 18. metra nie trafia w bramkę. Znów mijają 2 minuty i znów faul na „Sobolu”. Tym razem przymierza Zieńczuk, ale Mielcarz piłkę odbija. Po zamieszaniu wpada ona jeszcze pod nogi „Zienia”, ale kolejny jego strzał Mielcarz pewnie broni! Na kolejną akcję Wisły czekać musimy aż do 78. min. Znów kończy się na rzucie wolnym, którego tym razem egzekwuje Kłos. Mielcarz nie daje się pokonać.

Wiślacy nie mają już pomysłu na rozmontowanie obrony gospodarzy, a Ci choć próbują kontr, nie potrafią podwyższyć wyniku. Dobrze grają w defensywie zwłaszcza Mijailović i Baszczyński. Szkoda, że do ich poziomu nie dostosowała się reszta wiślaków...

Zrezygnowani piłkarze Wisły pozwalają jeszcze oddać groźny strzał Sasinowi (88 min.), ale Majdan nie ma z nim problemów.

Jeszcze w 90. min. z dystansu nie trafia Gołoś, jeszcze kolejną wrzutkę przecina Hermes, choć gdyby nie jego powrót sam na sam z Mielcarzem stanąłby Kryszałowicz... Jeszcze przy rzucie rożnym dla Wisły, pod bramkę Korony wędruje nawet Majdan, ale rozpaczliwe ataki wiślaków są po prostu... rozpaczliwe, nic więcej...

To Korona miała dzisiaj tą jedną akcję, która dała jej zwycięstwo. Pewnie zasłużone, bo wiślacy zagrali dobrze tylko do straty tej właśnie bramki.

Teraz przyjdzie pewnie dla Wisły czas rozliczeń. Oby zrobionych z głową, bo ostatnio właśnie „głowy” przy Reymonta brakowało.

Dlatego też na 100-lecie klubu mistrzostwo oddaliło się od Wisły zdecydowanie za bardzo...

Dodał: prz3m (2006-04-21 20:55:45)

Źródło:wislaportal.pl

Konferencja pomeczowa

Wisła przegrała dzisiaj w Kielcach i prawdopodobnie zaprzepaściła szansę na obronę mistrzostwa, choć szkoleniowiec Białej Gwiazdy przypomina, że są jeszcze matematyczne szanse na tytuł. Petrescu nadal chwali grę Korony, a Wieczorek cieszy się z komplementów.

Dan Petrescu:

- Przede wszystkim chcę pogratulować Koronie zwycięstwa. To był dobry mecz, graliśmy przeciwko bardzo dobrej drużynie. W pierwszej połowie przeważaliśmy, mieliśmy wiele okazji, ale w futbolu trzeba wykorzystywać sytuacje, a nie tylko stwarzać.

- Nie widziałem więcej sytuacji Korony, mieli tylko jedną okazję i ją wykorzystali. Najlepszym zawodnikiem na boisku był bramkarz Korony, co nie znaczy, że nie zasłużyli na zwycięstwo. Chciałbym aby w następnym meczu drużyna ta zagrała podobnie, ale zaobserwowałem już, że po meczach z nami drużyny grają słabiej w następnej kolejce.

- Moim piłkarzom mogę zarzucić to, że powinni strzelać bramki. Mimo porażki, musimy dalej iść z podniesiąną głową i dalej walczyć, mając nadzieję, że inne drużyny także popełnią błędy. Życie toczy się dalej, musimy nadal ciężko pracować.

- Wydaje mi się, że w ostatnim tygodniu drużynie brakowało koncentracji, a gdy zespół wychodzi na mecz nieskoncentrowany, często przegrywa. Życzę Koronie szczęścia w następnych grach.

Ryszard Wieczorek:

- Bardzo mnie cieszą słowa, że Korona jest dobrym zespołem. Zwłaszcza usłyszane z ust trenera mistrzów Polski, którzy przyjechali tutaj wygrać. Wiedzieliśmy, że Wisła przyjedzie tutaj zdeterminowana.

- Nie zagraliśmy do końca w naszym stylu. W pierwszej połowie wiele uwagi poświęciliśmy grze defensywnej, ale nie ustrzegliśmy się błędów, po których Wisła miała sytuacje. Wisła miała 2-3 sytuacje podbramkowe, ale nie umiała ich wykorzystać. Po bramce bardziej skupiliśmy się na utrzymywaniu wyniku. To nie jest nasz styl.

- Musimy jeszcze poprawić naszą grę, bo wychodzimy z kontrą, ale nie potrafimy jej wykorzystać.

(nikol)

Źródło: wislakrakow.com

Piłkarze po meczu

Dariusz Dudka: Wszystko uciekło

Statystycznie najlepszy Wiślak w piątkowym meczu, Dariusz Dudka, cieszy się z gry na środku zamiast na lewej stronie obrony, ale realnie oceniając szansę Wisły, obrońca nie łudzi się, że krakowianom uda się obronić mistrzowski tytuł.

- Korona oddała jeden strzał na bramkę, rykoszet i padł gol. W pierwszej połowie mieliśmy tyle sytuacji, że mogliśmy rozstrzygnąć wynik meczu, ale kolejny raz na wyjeździe nie potrafiliśmy zdobyć punktów - mówił po meczu Darek, jakby nie dowierzając w to co sie stało.

- Nie wiem czego to jest kwestia. Zawsze stwarzamy sobie okazje, dochodzimy do sytuacji, ale na wyjazdach nie potrafimy ich wykorzystać.

- Mówiłem ostatnio, że środek obrony będzie mi lepiej służył, ponieważ jestem prawonożny - twierdzi Dudka, który rozegrał swój trzeci mecz w środku defensywy. - Dobre jest więc ustawienie z Nikolą na lewej stronie, a ja będę walczył w środku.

Wisła nie zaprezentowała w Kielcach zbyt wysokiej formy, ale Darek był indywidualnie najlepszym zawodnikiem na boisku. Czy w reprezentacji Janasa też grałby na środku obrony?

- Chciałbym na razie zadomowić się na tej pozycji w Wiśle, a o reprezentacji pomyślę później. Teraz najważniejsza była dla mnie Wisła i mistrzostwo, a zdaje się, że wszystko uciekło.

Czy naprawdę już wszystko uciekło?

- Myślę, że Legia na pewno nie przegra jutro z Zagłębiem, wygra wszystkie mecze u siebie i na wyjazdach nie straci łatwo punktów. Można zdobyć jeszcze 12 punktów, a jutro nasza strata może wzrosnąć do 7 oczek.

Źródło: wislakrakow.com

Coś się należało kibicom

Data publikacji: 22-04-2006 11:51


Marcin Baszczyński znowu wychodził przybity z szatni po meczu wyjazdowym. Tym razem nie chciał nawet bezpośrednio po meczu rozmawiać z dziennikarzami telewizyjnymi. Trudno mu było tłumaczyć siebie i kolegów.

- Ta koszulka rzucona w trybuny to był taki gest rozpaczy, zrezygnowania? Coś należało się naszym kibicom, przynajmniej koszulka z tego meczu, bo co innego.

- Dlaczego na wyjazdach nie jesteście tak skuteczni, jak u siebie?

Nie wiem, pewnie dlatego, że dziś obrońca nie strzelił żadnej bramki. Do pewnego czasu to się może udawać, że gole zdobywają obrońcy. Dziś znowu były sytuacje - w pierwszej połowie dwie, mogła wpaść przynajmniej jedna bramka. Niestety, nie udało się. Nie wiem, co się stało, że znowu straciliśmy jakąś głupią bramkę. Korona oprócz gola może raz albo dwa groźnie strzelała, a tu jakiś odbity strzał wpada do bramki. My tymczasem bombardujemy bramkę przeciwnika: rzuty wolne, dwie sytuacje sam na sam, a nic nie chce wpaść. Nie wie już, jak to tłumaczyć, bo to się znowu powtarza.

- Tym razem udało się wam skutecznie wyłączyć z gry Piechnę. To jednak nie wystarczyło.

Korona to nie tylko Piecha, trzeba uważać na dwóch napastników. „Gajtek” też jest niezły. Cóż mogę więcej powiedzieć. Znów jakiś strzał, znów jakaś przebitka i wpadło.

- Trener Petrescu na konferencji zarzucił wam, że nie byliście odpowiednio skoncentrowani.

Nie skoncentrowani? Nie wiem na jakiej podstawie to powiedział. Czy to chodzi o brak koncentracji pod bramką przeciwników, przez które te bramki nie wpadły, może o to chodzi. To jest ocena trenera, ma do tego prawo.

- Tuż po meczu odmówiłeś wywiadu dla TVNu. Dlaczego?

Ciężko mi. Zawsze ta kamera jakoś trafia do mnie, ja muszę tłumaczyć drużynę. Dziś było mi wyjątkowo ciężko. Teraz już stroję z wami, rozmawiam, natomiast bezpośrednio po meczu byłoby mi trudno coś powiedzieć.

M. Górski

Biuro Prasowe Wisłą Kraków SSA


Źródło: wisla.krakow.pl

Paweł Brożek: Marzenia się oddaliły

Data publikacji: 22-04-2006 14:03


W dniu urodzin Paweł Brożek na pewno chciał zdobyć bramkę dla Wisły. Niestety po raz kolejny pokazał, że jest skuteczny głównie przy Reymonta i w Kielcach nie powiększył swojego jednobramkowego dorobku goli na wyjeździe.

- Paweł, pewnie chciałeś zdobyć gola w dniu swoich urodzin?

Chciałem przede wszystkim, żeby drużyna wygrała. Bramka byłaby na pewno dobrym prezentem, a tymczasem przegraliśmy 0:1 i zamiast radości jest smutek.

- Dlaczego Wisła przegrała w Kielcach?

Mieliśmy kilka sytuacji, może zabrakło trochę szczęścia. Strzał Krzyśka Gajkowskiego wpadł po rykoszecie, tu akurat Korona miała szczęście. Wydaje mi się, że nam w sytuacjach podbramkowych zabrakło trochę szczęścia, no i może umiejętności.

- Wisła powinna już chyba prowadzić po pierwszej połowie?

No tak. Między innymi ja miałem sytuację, miał Kuba Błaszczykowski. Cóż, gdy nie strzela się bramki, to to się mści i w końcu Korona strzeliła tą jedną bramkę, która zapewniła jej zwycięstwo.

- Chyba się jeszcze nie poddajecie? Do końca ligi jeszcze trochę zostało.

Wiadomo, będziemy walczyć do końca, ale szanse na mistrzostwo się oddaliły. Jest jeszcze nadzieja, że możemy dogonić Legię. Niestety, tak jak mówię, nasze marzenia dziś się trochę oddaliły.

- Jakie są przyczyny tego, że Wisła na wyjazdach gra gorzej, niż u siebie?

Trudno mi powiedzieć. Gdybyśmy strzelili w pierwszej połowie bramkę, to ta gra pewnie by się inaczej ułożyła. Wiadomo, że inaczej się gra na wyjazdach, a inaczej u siebie. U nas mamy 12 tysięcy kibiców za sobą, tu było 15 tysięcy przeciwko nam. Na pewno trudniej strzela nam się gole na wyjeździe, ale na pewno nie bierze się to z jakiegoś lęku. Na wyjeździe trochę inaczej gramy: zwracamy więcej uwagi na defensywę.

- Postawiłbyś swoją miesięczną albo półroczną pensję na to, że Wisła zdobędzie mistrzostwo?

Miesięczną bym postawił.

M. Górski

Biuro Prasowe Wisła Kraków SSA


Źródło: wisla.krakow.pl

Analiza meczu z Koroną Kielce

22. April 2006, 21:57

Ciężko pisać po takich meczach jak ostatni w Kielcach. Kiedy ukochany klub znów gubi punkty, bezradnie bijąc głową w mur defensywy rywali i najprawdopodobniej traci ostatnie szanse na dogonienie Legii Warszawa. Oto analiza piątkowego spotkania.

1. faza meczu (od 1 do 15 minuty):

Wiślacy wychodzą skoncentrowani i od początku próbują atakować Koronę pressingiem oraz ciasnym kryciem. Taktyka „Białej Gwiazdy” jest prosta: szybki odbiór i natychmiastowe przejście do ataku zanim gospodarze zdążą zareagować. Niestety, nawet jeśli udaje się odzyskać piłkę aktywnym i walecznym Sobolewskiemu oraz Burnsowi, nie mają komu jej podać i w efekcie źle rozgrywają. Boki są szczelnie kryte przez Golańskiego i Bednarka, Zieńczuk nie gubi krycia na skrzydle, Błaszczykowski nawet jak zgubi, niedokładnie podaje lub niecelnie strzela (np.: akcja z 4 minuty meczu), a napastnicy nie dochodzą do długich przerzutów górą, które padają łatwym łupem lepiej grających głową stoperów Korony. Brakuje dokładnych prostopadłych podań dołem, szybszej gry na 1-2 kontakty i lepszej dynamiki w grze bez piłki z przodu oraz na skrzydłach, aby stworzyć naszym defensywnym pomocnikom szanse na dobre zagranie za linię obrony „w tempo”.

Korona nie gra nic rewelacyjnego, po prostu krótko kryjąc i dużo biegając. Ma tez „ściągających” górne piłki stoperów. Wystarcza to na sparaliżowanie rozegrania Wisły, pozbawionego dynamiki i kreatywnych piłkarzy.

Największe plusy powyższej fazy gry: waleczność Wiślaków, odbiór, skracanie pola, stosowanie pressingu.

Największe minusy: rozegranie, akcje oskrzydlające, brak prostopadłych podań, schematyczność, częste straty i niedokładność, słabe reakcje w grze bez piłki.

2. faza meczu (od 15 do 30 minuty):

Pressing Wisły na razie działa, trzymając Koronę daleko od bramki Majdana. Niestety, zarazem „Biała Gwiazda” nadal nie jest skuteczna w ofensywie, dlatego dobra postawa obronna nie daje efektów. Za dużo gra „długa piłką”, ciągle padającą łupem stoperów gospodarzy. Brożek za słabo walczy w powietrzu, by wygrywać z nimi główki, źle też absorbuje wolne pole. Kryszyłowicz lepiej gra głową, ale zanim dobiegnie i ustawi się odpowiednio do spadającej futbolówki, obrońca już dawno tam jest. Nie posiadamy zawodnika potrafiącego rzucać niekonwencjonalne podania, szybko odnajdującego partnerów, dostrzegającego różne rozwiązania, płynnie stosującego arytmię gry, gotowego zmienić schematyczne przejście z obrony do ataku Brakuje dobrych akcji bokami, zakończonych płaskimi podaniami, prostopadłych zagrań za linię obrony, akcji na 1 kontakt. Stąd ofiarna walka w destrukcji Hermesa i Zganiacza, ciągle przynosi efekt – gospodarze rozbijają nasze ataki, tak samo efektywnie, jak my ich.

Największe plusy powyższej fazy gry: funkcjonowanie pressingu, zaangażowanie zawodników .

Największe minusy: błędy indywidualne, słabość ofensywy, rozegranie, dynamika reakcji i szybkość operowania piłką

3. faza meczu (od 30 minuty, do końca I połowy):

Przynosi dwie najlepsze okazje dla Wisła na zdobycie upragnionego gola. Najpierw w 37 minucie wreszcie następuje celne podanie za linę obrony Korony do Pawła Kryszyłowicza, który wyszedł sam na sam z Mielcarzem. Niestety, zachował się źle, bo mimo braków w szybkości i „słabych nóg” próbował przyjąć w pełnym biegu opadającą piłkę - w efekcie stracił równowagę i pozwolił jej uciec za bardzo do przodu, zamiast nieco w bok, by mógł jeszcze coś zrobić przed przewróceniem się. Inną opcją był tu strzał z pierwszej piłki, bez przyjmowania, ale do niego trzeba byłoby lepszego wyszkoleniem piłkarza od Kryszalowicza.

Drugą, jeszcze lepszą szanse miał Paweł Brożek. Akcja wyprowadzająca go na pozycję była bardzo dobra i efektowna – mocne prostopadłe podanie z głębi pola, dwukrotne przepuszczenie piłki ze zwodem i „ściągnięciem” obrońców z linii podania przez aktywnych w grze bez piłki napastników i wreszcie końcowe wyłożenie futbolówki przez Kryszalowicza na jeden kontakt. Niestety, końcowy strzał musiał oddać właśnie „Brozinho”, który z 7-8 metrów i nieco z boku osi od bramki zawsze „wali” płasko w bramkarza, zamiast podcinać piłkę i „technicznie” szukać „długiego rogu” (lub nawet ”walnąć”, ale w „krotki”). Tym razem zrobił to samo, identycznie jak zawsze, z identycznym skutkiem. Drugiego tak niereformowalnego i stałego w bliźniaczych błędach napastnika chyba nie ma w całej lidze. Dlatego miałem nadzieję, że wychodząc na pozycję po prostu wywróci się przed strzałem wymuszając karnego, bo był ewidentnie przytrzymywany za koszulkę przez obrońców. Mijał ich na szybkości, atakowany z tyłu i z boku, mając nacierających rywali za plecami. Gdyby padł, sędzia nie miałby wyjścia. Ale taktyczne myślenie i spryt też nie są domeną Brożka, tylko jego kolejną piętą Achillesową.

Największe plusy powyższej fazy gry: utrzymujący się pressing, dwie w miarę udane akcje ofensywne, gra Sobolewskiego Największe minusy: nieskuteczność, akcje oskrzydlające, ciągle słaba w ofensywie postawa drugiej linii, niewidoczny Zieńczuk, brak włączania się bocznych obrońców w akcje ofensywne

4. faza meczu (od 46 do 60 minuty):

Zaczyna się od straty gola. Gajtkowski dochodzi do górnej piłki, chyba lekko faulując Kłosa. Niestety, sędzia nie widzi przewinienia, dlatego napastnik gospodarzy ma miejsce na nabranie szybkości i zejście do środka. Niezdecydowany Dudka nie wie, jak się ustawić, czy wyjść do niego, czy pilnować Piechny. Za długo się zastanawia, dlatego ”Gajtek” oddaje strzał. Paradoksalnie zły jakościowo, dość lekki, wprost w Majdana, który zapewne zdołałby go odbić, gdyby nie nasz stoper. Dudka niczym Głowacki w Atenach tak dostawił nogę, że jedynie podbił piłkę i zmylił własnego golkipera.

Strata gola wyraźnie podłamuje Wiślaków, którzy tracą wiarę i resztki pomysłu. Czują, że ich jedynym atutem jest wyłącznie pressing oraz stałe fragmenty gry, a to za mało na dobrze dysponowaną Koronę. Hermes i Zganiacz nie tracą prosto piłek, narasta też zmęczenie, dlatego spada efektywność odbiorów. Burns w ofensywie w piątek nie istnieje, Zieńczuk podaje najczęściej niedokładnie i w sposób sygnalizowany, za wolno operujemy piłką. Błaszczykowski szarpie, próbuje akcji indywidualnych, ale tradycyjnie ma ogromny problem z ich wykończeniem. Pewnie tym kierował się trener Petrescu zmieniając pierwszego i ostatniego. Zmiana „Błaszcza” na Penkscę nic nie daje i dać nie może, bo Słowak nigdy bardziej efektywny na skrzydle nie był. Natomiast Gołoś to wciąż zbyt wolne rozgrywanie piłki i częste straty, których nie mogą zatrzeć chwilowe przebłyski w grze 1 na 1.

Największe plusy powyższej fazy gry: uparte i ambitne dążenie Wisły do zdobycia gola, wymuszanie fauli w rejonie „szesnastki” Największe minusy: nieskuteczność, złe akcje oskrzydlające, pasywni w ofensywie boczni obrońcy, mało kreatywna druga linia, przegrywający większość pojedynków napastnicy

5. faza meczu (od 60 do 75 minuty):

Wisła walczy, stara się, atakuje, ale z przodu ciągle brak armat. Dlatego wysiłek zespołu nie znajduje przełożenia na wynik. W 60 minucie szturm rozpoczyna ładna akcja Gołosia, który wystawił piłkę na 20 metrze Sobolewskiemu, ale reprezentant Polski uderzył obok słupka. Jeszcze tej samej minucie udaje się wreszcie rzucić dobre prostopadłe podanie z rejonu 30-40 metra od bramki Korony, wprost na nogę Brożka, ale ten w prostej sytuacji mimo asysty obrońcy nie daje rady opanować piłki. Przykre, że właśnie takie proste indywidualne błędy - nie tylko zresztą Pawła - najczęściej niweczą akcje Wisły. Dwie minuty później znów Sobolewski w roli głównej – wywalcza kolejny rzut wolny w odległości skutecznego strzału. Ale jak zwykle niewykorzystany. Czasy zamiany na bramki tych stałych fragmentów gry skończyły się wraz z odejściem Żurawia i Szymka, a ewentualnych następców w rodzaju Edsona zatrudniła konkurencja. Zieńczuk strzela mocno, ale blisko środka bramki, dlatego Mielcarz bez problemów broni. Podobnie jak późniejszą „dobitkę” po podaniu z lewej strony.

Wisła słabnie fizycznie, pressing powoli zamiera, brakuje wiary w strzelenie gola. Zmiany Petrescu jedynie pogarszają sytuację w drugiej linii, konstrukcja „Białej Gwiazdy” nadal leży. Napastnicy nie są zdolni do stworzenia zagrożenia indywidualną akcją, nie mają tez podań. Brak ataków oskrzydlających, ataku pozycyjnego i szybkiej gry kombinacyjnej. Stąd Korona bez większych problemów utrzymuje wynik.

Największe plusy powyższej fazy gry: wymuszanie rzutów wolnych, postawa Sobolewskiego Największe minusy: słaba gra wprowadzonych wcześniej przez Petrescu zawodników, nieskuteczność, złe rozegranie, liczne straty i indywidualne błędy, brak dokładności i pomysłu, bierni napastnicy, brak dobrego ataku pozycyjnego, oskrzydlającego i gry kominacyjnej.

6. faza meczu (od 75 do ostatniej minuty):

Wisłą słabnie coraz bardziej, przez ostatnie kilkanaście minut gry wyraźnie widać brak sił u naszych piłkarzy., którzy płacą cenę za długotrwałe próby gry pressingiem. Reagują wolno, ustępując wyraźnie rywalom w pojedynkach indywidualnych, nie potrafią zgubić krycia. Mimo to mamy jeszcze jedną dogodną okazję na wyrównanie, ale tym razem Mielcarz broni mocny strzał Kłosa z wolnego. Wisła do ostatniej minuty bezradnie bije głową w mur defensywy Kolportera, powielając wszystkie „grzechy” z poprzedniego kwadransa.

JAKOŚĆ GRY PIŁKARZY :

Radosław Majdan

Gra na linii (wszędzie skala od 0-10): 8
Gra na przedpolu: 5
Błędy: Kilka, nie pilnował należycie własnego ustawienia względem „wysokości” lini obrony
Skuteczność pozycyjna: Dobra
Ogólna ocena gry: 6,5

Marcin Baszczyński

Postawa w defensywie: 6,5
Postawa w ofensywie: 3
Błedy i niewymuszone straty: Mało
Skuteczność pozycyjna: Przeciętna
Ogólna ocena gry: 4,5

Tomasz Kłos

Postawa w defensywie: 2,5
Postawa w ofensywie: 2
Błędy i niewymuszone straty: Dużo
Skuteczność pozycyjna: Słaba
Ogólna ocena gry: 2,5

Dariusz Dudka

Postawa w defensywie: 5
Postawa w ofensywie: 2
Błedy i niewymuszone straty: Sporo
Skuteczność pozycyjna: Przeciętna
Ogólna ocena gry: 4

Nikola Mijailovic

Postawa w defensywie: 7
Postawa w ofensywie: 5,5
Błedy i niewymuszone straty: Sporo
Skuteczność pozycyjna: Przyzwoita
Ogólna ocena gry: 6

Jakub Błaszczykowski

Postawa w defensywie : 4
Postawa w ofensywie: 5,5
Błedy i niewymuszone straty: Sporo
Skuteczność pozycyjna: Słaba
Ogólna ocena gry: 4,5

Radosław Sobolewski

Postawa w defensywie: 8
Postawa w ofensywie: 7,5
Błedy i niewymuszone straty: Mało
Skuteczność pozycyjna: Dobra
Ogólna ocena gry: 7

Jacob Burns

Postawa w defensywie: 7
Postawa w ofensywie: 2
Błedy i niewymuszone straty: Sporo
Skuteczność pozycyjna: Przeciętna
Ogólna ocena gry: 4

Marek Zieńczuk

Postawa w defensywie: 3
Postawa w ofensywie: 3,5
Błedy i niewymuszone straty: Dużo
Skuteczność pozycyjna: Słaba
Ogólna ocena gry: 3

Paweł Brożek

Postawa w defensywie: 1
Postawa w ofensywie: 2,5
Błedy i niewymuszone straty: Dużo
Skuteczność pozycyjna: Zła
Ogólna ocena gry: 2

Paweł Kryszałowicz

Postawa w defensywie: 5
Postawa w ofensywie: 2
Błedy i niewymuszone straty: Dużo
Skuteczność pozycyjna: Zła
Ogólna ocena gry: 3,5

I rezerwowi:

Marek Penska

Postawa w defensywie: 2
Postawa w ofensywie: 3
Błedy i niewymuszone straty: Dużo
Skuteczność pozycyjna: Zła
Ogólna ocena gry: 2

Konrad Gołoś

Postawa w defensywie: 3,5
Postawa w ofensywie: 4
Błedy i niewymuszone straty: Sporo
Skuteczność pozycyjna: Słaba
Ogólna ocena gry: 3,5

Piotr Brożek - grał zbyt krótko, aby go oceniać.

Znów potwierdziło się, że nie można wygrać meczu z dobrze zorganizowanym i ambitnie walczącym w defensywie rywalem bez kreatywnej drugiej linii, dobrego rozgrywającego i efektywnych skrzydłowych, oraz skutecznych napastników. Wisła takich piłkarzy nie ma od bardzo dawna, dlatego gubi ważne punkty w lidze, a w pucharach ponosi jeszcze boleśniejsze porażki niż ta w Tbilisi (Vitoria, rewanż z Panathinaikosem). Dopóki zarząd klubu nie wzmocni drużyny tymi zawodnikami, nie można liczyć na dużo lepszą grę i nawiązanie do najlepszych lat „złotej ery”, bo nie da się wygrywać meczów z przyzwoicie dysponowanymi rywalami samym pressingiem i długimi podaniami z pominięciem drugiej linii, w dodatku do tak kiepsko grających w powietrzu napastników jak Paweł Brożek lub tak powolnych jak Paweł Kryszałowicz. „Biała Gwiazda” jest dziś po prostu bardzo słaba w ofensywie i płaci za to wysoką cenę, podobnie jak za politykę władz klubu w ubiegłym roku oraz bierność w ostatnim oknie transferowym. Zmiana jej i pilne wzmocnienia latem to podstawowe zadanie dla zarządu i Bogusława Cupiała, o ile jeszcze będzie chciał walczyć o coś z Wisłą w lidze i PUEFA. Bo udawanie, że nie ma problemu, lub że obecny skład jest wystarczający na odnoszenie sukcesów, a winni porażek są wyłącznie kolejni trenerzy, jest oszukiwaniem samego siebie.

(Markus)

Źródło: wislakrakow.com

Wzrasta strata do lidera

W obliczu wyników 26. kolejki Orange Ekstraklasy, w której Wisła poległa w Kielcach, a Legia pokonała Zagłębie u siebie 1:0, wiślaków dzieli do Legii już siedem oczek. Do zdobycia zostało jeszcze tylko 12 punktów.


Galeria kibicowska: