2011.04.10 Korona Kielce - Wisła Kraków 2:2

Z Historia Wisły

2011.04.10, Ekstraklasa, 21. kolejka, Kielce (Stadion Miejski Arena Kielce), 16:45
Korona Kielce 2:2 (0:1) Wisła Kraków
widzów: 7216
sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk)
Bramki


Maciej Korzym 69'
Cezary Wilk (sam.) 93'
0:1
0:2
1:2
2:2
12' Cwetan Genkow
65' Cwetan Genkow
Korona Kielce
4-5-1
Zbigniew Małkowski
Piotr Malarczyk Grafika:Zk.jpg Grafika:Zk.jpg Grafika:Cz.jpg
Pavol Staňo
Hernâni
Tomasz Lisowski
Paweł Sobolewski
Aleksandar Vuković Grafika:Zk.jpg
Grzegorz Lech grafika:Zmiana.PNG (85' Vlastimir Jovanović)
Andradina grafika:Zmiana.PNG (76' Maciej Tataj)
Maciej Korzym Grafika:Zk.jpg grafika:Zmiana.PNG (72' Dirceu)
Andrzej Niedzielan Grafika:Zk.jpg

trener: Marcin Sasal
Wisła Kraków
4-5-1
Sergei Pareiko
Erik Čikoš
Kew Jaliens
Osman Chávez
Dragan Paljić
Patryk Małecki grafika:Zmiana.PNG (62' Cezary Wilk)
Radosław Sobolewski Grafika:Zk.jpg Grafika:Zk.jpg Grafika:Cz.jpg
Tomáš Jirsák
Maor Melikson grafika:Zmiana.PNG (89' Wojciech Łobodziński)
Andraž Kirm
Cwetan Genkow grafika:Zmiana.PNG (75' Michaił Siwakow).

trener: Robert Maaskant
Patryk Małecki rozegrał swój setny mecz w ekstraklasie.
W 34. minucie Edi Andradina, napastnik Korony, nie wykorzystał rzutu karnego (Sergei Pareiko obronił).

W 51. minucie jubilat Patryk Małecki również zmarnował "jedenastkę", podyktowaną po faulu na Chavezie (Zbigniew Małkowski obronił).

Mecz odbył się bez udziału kibiców Wisły.

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Przed meczem

21. kolejka Ekstraklasy - zapowiedź

8. kwietnia 2011, 06:11

Za nami dwie trzecie sezonu, jednak do ostatecznych rozstrzygnięć wciąż daleka droga. Drużyny w obecnym sezonie mają tendencję do zdobywania i gubienia punktami całymi seriami. To, że dziś na dnie mamy Cracovię, Arkę i Polonie Bytom, wcale nie musi oznaczać, że tylko te trzy drużyny muszą martwić się o utrzymanie. Podobnie ma się sprawa z mistrzostwem, choć Wisła przewodzi w tabeli ze sporym zapasem punktowym nad drugą Jagiellonią, to wciąż nie może jeszcze czuć się mistrzem. Jeszcze mętniej wygląda kwestia gry w Europejskich pucharach, na którą wciąż realne szanse posiada reszta ligowej stawki. Drugą Jagiellonię i jedenasty Ruch dzieli jedynie dystans pięciu punktów, ale także zajmujące dalsze lokaty Widzew i Polonia Warszawa nie mogą jeszcze zostać skreślone - obie ekipy dysponują sporym potencjałem, a rywale nie kwapią się do zwiększania swojej przewagi nad nimi.


Kolejkę zaczniemy w Bełchatowie, gdzie GKS postara się wykorzystać atut własnego boiska i pokonać nieprzewidywalnego Górnika. Beniaminek ze Śląska zdołał wspiąć się aż na piątą lokatę i swoich najbliższych rywali wyprzedza o jeden punkt. Choć GKS nie imponuje formą na wiosnę, to jednak właśnie drużyna gospodarzy wydaje się być faworytem tego starcia. Przyjezdni z Zabrza ze swoich wypraw po polskich bezdrożach przywieźli jedynie 7 punktów i bagaż aż 23 straconych bramek. Nawet ostatnia Cracovia nie ma tak słabego bilansu bramkowego na wyjazdach. Z drugiej strony bełchatowianie to typowa drużyna własnego podwórka, na własnych "śmieciach" przegrali tylko raz, dwukrotnie remisowali i odnieśli aż siedem zwycięstw. Czy w piątek na boisku zwycięży bezwzględna statystyka, czy też zabrzanie pokuszą się o niespodziankę?

Drugi piątkowy mecz to spotkanie z podtekstami. W Warszawie Polonia podejmie Lecha Poznań. Obie drużyny miały już okazję spotkać się w tym roku, w dwumeczu w ramach Pucharu Polski górą byli poznaniacy, czy Poloniści wezmą rewanż na mistrzach Polski? Ciekawie wygląda sytuacja na ławkach trenerskich obydwu drużyn. Całkiem niedawno posadę trenera Czarnych Koszul objął Jacek Zieliński, na jesieni szkoleniowiec drużyny z Wielkopolski. Miejsce Zielińskiego w Poznaniu zajął Jose Maria Bakero, który sezon zaczynał w Warszawie na ławce Polonii. Sytuacja o tyle kuriozalna, że obaj szkoleniowcy posady tracili ze względu na niesatysfakcjonujące wyniki. Której z drużyn ta zamiana się opłaci, a która z ekip "zamieniła siekierkę na kijek"?

Sobotę z Ekstraklasą zaczniemy z Chorzowie, gdzie Ruch podejmie inną śląską drużynę - Polonię Bytom. Jeszcze niedawno obie drużyny były sąsiadkami w tabeli, dziś różnica pomiędzy obiema ekipami to już 7 punktów. W Ruchu, po ostatnim triumfie nad Legią zaczęto nawet mówić o europejskich pucharach. Czy jednak nie za wcześnie? Ruch dobrze radzi sobie przed własną publicznością i wydaje się być faworytem meczu, jednak Polonia Bytom ma już nóż na gardle. Arka ma już tyle samo punktów co bytomianie, a niżej jest już tylko Cracovia, która czyha z zaledwie czterema punktami mniej. Jeśli Polonia myśli o utrzymaniu, w meczach z takimi rywalami jak Ruch musi zacząć walczyć o pełną stawkę. Czy w sobotę uczyni krok w stronę utrzymania?

W środku tygodnia Lechia Gdańsk oddaliła się od zdobycia Pucharu Polski i musi poważnie potraktować mecz z Cracovią, jeśli marzą się jej europejskie puchary. Pasy niezmiennie okupują ostatnie miejsce w tabeli, jednak ich gra na wiosnę uległa poprawie, Również powrót na stadion przy Kałuży pomógł Cracovii w odrobieniu gigantycznych strat z początku sezonu. Od czasu meczu derbowego Cracovia nie przegrała na własnym obiekcie i tylko raz zremisowała. Czy podopieczni trenera Szatałowa podtrzymają dobrą passę i spróbują zbliżyć się do postawionego przed nimi celu - utrzymania w Ekstraklasie? Czy też może Lechia potwierdzi swoje aspiracje i zagra jak na faworyta przystało, rozprawiając się z ostatnią drużyną ligi?

Rywal Lechii w Pucharze Polski - Legia Warszawa - podejmie przed własną publicznością Zagłębie Lubin. Po trzech kolejnych ligowych porażkach mówiło się, że posada Macieja Skorży jako trenera Legii wisi na włosku. Wydarte w ostatnich minutach zwycięstwo pucharowe nieco polepszyło atmosferę w klubie, jednak wszystko na nic, jeśli Legia przegra kolejny mecz w lidze. Tym bardziej, że najbliższym rywalem warszawian będzie Zagłębie - drużyna nie dość, że mocno przeciętna, to jeszcze bardzo słabo spisująca się na wyjazdach i okupująca w miarę bezpieczne miejsce w środku tabeli. Teoretycznie wszystko przemawia za gospodarzami - atut własnego boiska, wyższe umiejętności i większa determinacja. Jednak podobne słowa można było napisać przed niemalże każdym meczem Legii w obecnym sezonie, tymczasem liczba porażek stołecznej drużyny wynosi już dziewięć i raczej na tej wartości nie poprzestanie. Czy i tym razem faworyzowana Legia zaskakująco zgubi punkty?

W ostatnim sobotnim meczu do Wrocławia przyjedzie Widzew Łódź by zmierzyć się z drużyną Śląska. Łodzianie pierwszy mecz wygrali zdecydowanie, bo aż 5:2. Jednak wtedy szkoleniowcem wrocławian był jeszcze Ryszard Tarasiewicz, a jego drużyna choć nie grała źle, przegrywała mecz za meczem. Pod wodzą trenera Lenczyka sytuacja jest zupełnie inna. Śląsk notuje wyniki wręcz ponad stan, bo choć gra nieźle, to w passie trzynastu kolejnych spotkań bez porażki, oprócz zasług piłkarzy i szkoleniowca, widoczny jest też pierwiastek sprzyjającego szczęścia. Mówi się, że los sprzyja lepszym, jednak fortuna jest też kapryśna. Kto wie, czy nie odwróci się od Śląska już w sobotę, bo jeśli wierzyć zabobonom trzynastka jest przecież pechowa.

W niedzielę do Kielc na mecz z Koroną wybierze się Wisła. Po zwycięstwie nad Jagiellonią drużyna trenera Maaskanta jest na fali wznoszącej, media już zaczynają przydzielać Wiślakom mistrzostwo. Jednak do tego wciąż daleka droga, czy stanie się ona nieco krótsza po powrocie z Gór Świętokrzyskich? Na pewno okazja do powiększenia dorobku punktowego jest wyśmienita, bo Korona to drużyna rozbita. Wiosną zupełnie się jej nie wiedzie i dzieje się tak chyba nie bez przyczyny. Już kilkukrotnie tej wiosny do uszu uważnych słuchaczy docierały pogłoski o zwolnieniu trenera Sasala. W środku tygodnia wydawało się nawet, że moment ten już nadszedł, jednak zwolniony z obowiązków trenera szkoleniowiec jeszcze następnego dnia został przywrócony do prowadzenia pierwszej drużyny. Widać ktoś w Kielcach bardzo wierzy w umiejętności szkoleniowca, choć raczej nie są to piłkarze, którzy zdecydowanie nie pomagają swojemu trenerowi w utrzymaniu posady.

Kolejkę zamknie starcie Jagiellonii Białystok z Arką Gdynia. Swoisty mecz prawdy dla trenera Probierza i jego podopiecznych. Do tej pory mogli się oni tłumaczyć kiepskim terminarzem i grą na wyjazdach, ktre od dawna wychodzą im gorzej Jednak w niedzielę staną na własnej murawie naprzeciw jednej z najsłabszych drużyn ligi. Jeśli chcą walczyć o najwyższe cele, to starcie muszą obrócić na swoją korzyść. Co wcale nie oznacza, e przyjdzie im to łatwo. Arka jest drużyną, która potrafi dobrze zabezpieczać dostęp do własnej bramki. W dodatku również gdynianom nie powinno zabraknąć motywacji, bowiem bez zwycięstw nie utrzymają się w Ekstraklasie. Jednak czy na tak trudnym terenie, jakim jest Białystok, Arkowcom uda się wywalczyć pierwszy wyjazdowy komplet punktów?

Źródło: wislakrakow.com

Robert Maaskant: Przywieźć punkty dla kibiców

8. kwietnia 2011, 12:00

Wielkimi krokami zbliża się 21. ligowa konfrontacja w tym sezonie. W niedzielę Wisła zmierzy się z Koroną. Poprzedni pojedynek między tymi zespołami wszystkim zapadł w pamięć, bo to właśnie 17 września Biała Gwiazda wróciła na Reymonta.


- Wciąż bardzo dobrze pamiętam naszą poprzednią konfrontację z Koroną. Grając tu w Krakowie byliśmy drużyną lepszą, ale Korona zdołała z nami zremisować - wspomina trener Robert Maaskant. - To był czas, w którym potrzebowałem jeszcze kilku tygodni, by poznać ligę polską, później zaczęliśmy zdobywać więcej punktów.

Obecnie Korona zajmuje 9. miejsce w tabeli. W pięciu meczach rundy wiosennej zdobyła tylko dwa punkty i z pewnością będzie chciała się pokazać w meczu z liderującą Wisłą. Zwłaszcza, że w poprzednich sezonach niejednokrotnie kielczanie psuli Wiśle sporo krwi, przyjmując ją na własnym stadionie. - Każdego tygodnia gramy ciężki mecz, bo dla każdego innego zespołu mecz z Wisłą jest najważniejszym spotkaniem roku. To będzie kolejny ważny mecz. Zwycięstwo jest dla nas bardzo istotne, bo chcemy utrzymać przewagę punktową - zapowiada holenderski szkoleniowiec.

W wywiezieniu z Kielc korzystnego wyniku wiślakom pomóc ma jedyny nominalny napastnik Cwetan Genkow. - To ważne, że Cwetan zdobył już pierwszego gola w lidze. Do tej pory pracował dla innych zawodników, teraz wreszcie zaczął strzelać i spodziewam się, że będzie robił to częściej. We wszystkich poprzednich klubach tak było, więc i w Wiśle powinno się to udać - spodziewa się Robert Maaskant.

Pod drugą bramką aktywny będzie z pewnością były zawodnik Wisły, Andrzej Niedzielan. - Przed ostatnim meczem też zastanawiałem się jak zatrzymać Niedzielana. To zawodnik, na którego zawsze trzeba uważać. Jest szybki, dobry, Korona liczy na niego podczas kontrataków. Zna się z Kew Jaliensem, bo grali w tym samym czasie w Holandii. Ale Korona nie gra tylko jednym zawodnikiem, więc nie skupiamy się tylko na Niedzielanie.

Mimo rozmaitych pism apelacyjnych oraz chyba nie do końca zgodnym z regulaminem Ekstraklasy terminem poinformowania o tej decyzji, na obiekt Korony nie zostaną wpuszczeni kibice Białej Gwiazdy. - Jesteśmy rozczarowani taką decyzję, bo chcielibyśmy, aby nasi kibice byli z nami. Klub wykonał wiele pracy, próbowaliśmy zmienić tę niekorzystną decyzję. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach nasi kibice będą nas wspierać. Mamy wspaniałych kibiców, wszyscy fani piłki przyjeżdżający na Reymonta są nimi zachwyceni. W Kielcach będzie nam brakowało kibiców, ale mamy nadzieję, że przywieziemy dla nich komplet punktów.

wislakrakow.com (nikol)

Źródło: wislakrakow.com

Korona Kielce-Wisła Kraków: w niedzielę starcie

Bartosz Karcz

Po wygraniu meczu na szczycie piłkarskiej ekstraklasy tym razem Wisła Kraków zagra z drużyną, która boryka się ostatnio z ogromnymi problemami. W takiej sytuacji cel rozpędzonej "Białej Gwiazdy" może być tylko jeden - zwycięstwo. I z takim właśnie zamiarem krakowianie wybiorą się do Kielc, gdzie w niedzielę o godz. 16.45 zagrają z Koroną. "Żółto-czerwoni" nie byli w stanie wygrać żadnego z ostatnich dziewięciu spotkań. Ostatni raz z trzech punktów cieszyli się 30 października, gdy pokonali w Gdańsku Lechię 1:0 . Na stadionie w Kielcach przerwa w zwycięstwach Korony trwa jeszcze dłużej, bo od 16 października (3:1 z Bełchatowem). Jeśli idzie o ostatnią wygraną podopiecznych Macieja Sasala, miała ona miejsce w 11. kolejce. Tej samej, w której Wisła przegrała w Poznaniu z Lechem aż 1:4. Od tamtej pory w dziewięciu rozegranych meczach Korona zanotowała cztery remisy i pięć porażek. Wisła ruszyła natomiast ostro do przodu i z dziewięciu spotkań wygrała osiem, a tylko jedno zremisowała.

O ile po 11. kolejce Korona była druga w tabeli z przewagą ośmiu punktów nad ósmą wtedy Wisłą, o tyle teraz krakowianie są liderem i mają nad kielczanami aż trzynaście punktów przewagi. Jak widać, wszystko się pozmieniało przez tych kilka miesięcy i w niedzielę zdecydowanym faworytem będzie "Biała Gwiazda".

Z problemów najbliższego rywala doskonale zdają sobie sprawę w Krakowie. - Wiem, że Korona ma pewne kłopoty - stwierdził Holender. - Mieli tam m.in. zamieszanie z trenerem. Ja jednak ciągle pamiętam nasz jesienny mecz z tą drużyną, w którym byliśmy lepsi, ale jednak przeciwnik zdołał wywieźć punkt z Krakowa [było 2:2- przyp. red.].

Maaskant był w piątek w dobrym nastroju. Być może z powodu tego, że poprawiła się sytuacja kadrowa w jego zespole. Do normalnych treningów wrócił już Michaił Siwakow i może być brany przy ustalaniu składu na niedzielny mecz. Trudno jednak spodziewać się, żeby doszło do zmian w wyjściowej jedenastce. Wszystko wskazuje na to, że przeciwko Koronie wybiegnie dokładnie ten sam skład co w niedanym meczu z Jagiellonią.

Wisła po tym jak odskoczyła rywalom w tabeli, ma komfortową sytuację. Żeby była ona jednak nadal bardzo dobra, trzeba konsekwentnie zbierać punkty, a takie spotkanie jak w niedzielę koniecznie wygrywać. I to niezależnie od faktu, że dla Korony będzie to jeden z najważniejszych meczów sezonu.

- To nie jest dla nas problem, bo takie mecze gramy co tydzień - tłumaczy trener Wisły. - Praktycznie dla wszystkich drużyn w tej lidze mecze z Wisłą są jednymi z najważniejszych w sezonie, więc nie jest to dla mnie żadna nowość ani zaskoczenie.

Maaskant jasno określił cel, z jakim jego zawodnicy wyjdą w niedzielę na boisko. - Dla nas ma to być kolejny wielki mecz. Wszyscy wiemy, na jakim miejscu w tabeli się znajdujemy i jaką mamy przewagę. Chcemy ją utrzymać, więc zwycięstwo w Kielcach będzie dla nas bardzo ważne.

Źródło: gazetakrakowska.pl

Zdobyć Kielce! Przed meczem Korona - Wisła

W 21. kolejce ligowej krakowską Wisłę czeka wyjazd do pobliskich Kielc. Niestety za drużyną tym razem nie pojadą kibice, bo na stadion Arena Kielc nie zostaną wpuszczeni. Trener Robert Maaskant zapowiadał jednak, że niejako w ramach rekompensaty - piłkarze postarają się przywieźć do domu trzy punkty. No to poprosimy!

21. kolejka ligowa znów układa się znakomicie. Znów bowiem punkty tracą zespoły, które marzą o podobnym do Wisły dorobku. Mamy więc kolejną okazję do powiększenia przewagi nad kilkoma zespołami.

O najwyższych laurach marzyła też Korona, w której przed wiosną zapowiadano skuteczną rywalizację o najwyższe lokaty. Rzeczywistość okazała się jednak dla kielczan bardzo brutalna. Wiosną Korona zapisała na swoim koncie zaledwie 2 punkty i z zespołu, który miał zaistnieć w czubie tabeli, stała się zespołem, który równie dobrze może za dwa-trzy tygodnie znaleźć się wśród tych drużyn, które są bezpośrednio zagrożone spadkiem. Dla Korony potyczka z liderującą Wisłą to najlepsza więc okazja na przełamanie.

I przyznać trzeba, że Wisła grając przeciwko kielczanom zawsze toczyła z nimi prawdziwe boje. Tym bardziej więc z należytą powagą i koncentracją powinniśmy podejść do tego spotkania. Wystarczy zresztą przypomnieć naszą rywalizację sprzed roku, kiedy to porażka w Nowej Hucie (0-1) była początkiem kłopotów Wisły, zakończonych tylko wicemistrzostwem.

Na dziś Korona jest wprawdzie cieniem zespołu z początku sezonu, bo tak jak Wisła ma na swoim koncie 9 kolejnych spotkań bez porażki, tak kielczanie aż 9 kolejnych spotkań zagrali bez zwycięstwa, ale to nie znaczy, że punkty dopiszemy za darmo.

Zapowiada nam się więc ciekawe widowisko i cóż – liczymy, że wspomniane serie Wisły i Korony, trwać będą nadal, a zapowiedź trenera Maaskanta rzeczywiście się spełni.

Źródło: wislaportal.pl

Tak gra Korona

Data publikacji: 10-04-2011 10:11


Kielecka Korona po dwóch porażkach z rzędu zagra z Wisłą z ogromną determinacją i wolą zwycięstwa. Dodając, że będą mieli za sobą całą publiczność, można spodziewać się, że Wiślaków czeka twardy orzech do zgryzienia.


Prawdopodobny skład Korony Kielce (ustawienie 1-4-4-2):


BRAMKARZ: Do bramki kielczan wraca Zbigniew Małkowski. W tym sezonie nie prezentuje się najlepiej i popełnia sporo błędów. Kontuzję odniósł jednak Krzysztof Pilarz i to Małkowski wróci do pierwszej jedenastki.

OBRONA: Absencje Golańskiego, Markiewicza i Kuzery sprawiły, że na prawej stronie defensywy zagra Piotr Malarczyk. Nominalnie jest stoperem, ale w niedzielę przyjdzie mu walczyć ze skrzydłowymi Wisły. Na środku obrony zagrają Pavol Stano i Hernani. Obaj to wysocy, rośli defensorzy, którzy grają twardo i ambitnie. Słowak, podobnie jak Brazylijczyk, jest także groźni przy stałych fragmentach gry. Z lewej strony zobaczymy Tomasza Lisowskiego, który nieźle czuje się w grze ofensywnej.

POMOC: Z prawej strony zagra Paweł Sobolewski – gracz szybki, lubiący mieć piłkę przy nodze i wykorzystywać technikę. Podobnie prezentuje się drugi skrajny pomocnik, czyli Maciej Korzym. Korzym wciąż szuka formy, ale potrafi zaskoczyć celnym, precyzyjnym podaniem bądź strzałem z dystansu. Środek pola to rejon Aleksandara Vukovicia i Vlastimira Jovanovicia. Obaj walczą w defensywie, ale Vukovic często gra także do przodu, kreując akcje Korony.

ATAK: Wydaje się, że trener Sasal w tej formacji desygnuje do gry swoje gwiazdy, czyli Ediego i Andrzeja Niedzielana. Brazylijczyk świetnie wykonuje stale fragmenty, stara się rozgrywać piłkę. Razem z szybkim i bramkostrzelnym Niedzielanem stanowią niezwykle groźny duet.

Rafał Młyński

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Relacje z meczu

Korona Kielce - Wisła Kraków: jeden punkt lidera

Kapitan Wisły, Radosław Sobolewski zakończył mecz przedwcześnie z powodu dwóch żółtych kartek
Kapitan Wisły, Radosław Sobolewski zakończył mecz przedwcześnie z powodu dwóch żółtych kartek

Bartosz Karcz, Kielce

Wisła tylko zremisowała w Kielcach z Koroną, mimo iż prowadziła już 2:0. Krakowianie mogą sobie pluć w brodę, bo mieli wystarczająco dużo sytuacji, żeby to spotkanie wygrać pewnie i wysoko.

Wisła tylko zremisowała w Kielcach z Koroną, mimo iż prowadziła już 2:0. Krakowianie mogą sobie pluć w brodę, bo mieli wystarczająco dużo sytuacji, żeby to spotkanie wygrać pewnie i wysoko.

Skoro jednak nie potrafili "dobić" "żółto-czerwonych", to stadion Korony musieli opuszczać z dużym poczuciem niedosytu.

Po tym jak prezentowały się ostatnio obie drużyny nie było trudno wskazać faworyta niedzielnej konfrontacji. Piłkarze Wisły mieli przy tym świadomość, że wygrywając znów mogą odskoczyć od grupy pościgowej. Jak się okazało powiększyli przewagę nad Lechią Gdańsk, utrzymali nad Legią Warszawa, ale pozwolili odrobić dwa punkty Jagiellonii Białystok.

Już w 5 minucie Małecki "opukał" poprzeczkę bramki Małkowskiego. Siedem minut później wiślacy przeprowadzili bardzo ładną akcję. Piłka krążyła między nimi jak po sznurku. W końcu trafiła do Małeckiego, który mocno wrzucił ją w pole karne, a tutaj snajperskim nosem wykazał się Genkow, który mocnym strzałem uzyskał prowadzenie dla gości. Ta bramka lekko wstrząsnęła Koroną...

Wiślacy zadowoleni natomiast z prowadzenia, cofnęli się nieco i czekali na kontry. Niewiele z nich jednak wychodziło, a kielczanie, którzy początkowo wyróżniali się jedynie licznymi faulami, po 25 minutach zaczęli składniej przeprowadzać swoje akcje. I pewnie Korona przynajmniej doprowadziłaby przed przerwą do wyrównania, gdyby w bramce Wisły nie stał Pareiko. To on był bohaterem ostatniego kwadransa pierwszej połowy. Estończyk najpierw obronił rzut karny strzelany przez Ediego (to już druga obroniona jedenastka przez bramkarza Wisły z rzędu), a chwilę później znakomicie interweniował gdy stanął oko w oko z Niedzielanem. Mogli więc być wiślacy zadowoleni po pierwszych 45 minutach, ale też pamiętać trzeba było, że to prowadzenie było dość szczęśliwe.

Inna sprawa, że gdyby wiślacy lepiej rozegrali końcówki kilku akcji, które zapowiadały się bardzo dobrze, to może jedna bramka nie byłaby ich jedynym zyskiem z pierwszej części. Początek drugiej połowy mógł ułożyć się dla wiślaków idealnie. W 51 minucie Lisowski zatrzymał w swoim polu karnym piłkę ręką i sędzia wskazał na jedenasty metr. Do karnego podszedł Małecki i strzelił fatalnie. Małkowski obronił i wciąż mieliśmy tylko jednobramkowe prowadzenie Wisły.

Jakby tych problemów było mało, sześć minut później czerwoną kartkę zobaczył Radosław Sobolewski i musiał powędrować do szatni. Grający w przewadze gospodarze ostro ruszyli do przodu, ale w 65 minucie nadziali się na kontrę Wisły, którą wyprowadził Melikson. Izraelczyk idealnie podał do Genkowa, a ten strzelił drugiego gola w tym spotkaniu. Wydawało się, że wiślacy wszystko w tym momencie mają pod kontrolą. Chyba jednak sami za bardzo w to uwierzyli, bo bardzo szybko pozwolili strzelić Koronie kontaktowego gola. Po rzucie rożnym Korzym miał stanowczo za dużo miejsca w polu karnym i na raty posłał piłkę do siatki.

Gospodarze jeszcze mocniej ruszyli do przodu, ale znów nadziali się na dwie kontry "Białej Gwiazdy". Znakomite sytuacje na podwyższenie prowadzenia mieli Genkow (trafił w poprzeczkę) oraz Wilk (obronił Małkowski). A jak się bramek nie strzela, to często się je traci. I tak też stało się w doliczonym czasie gry, gdy z wolnego uderzył Vuković, a Wilk pechowo zmienił tor lotu piłki. Po tej bramce radość zapanowała już tylko w obozie Korony, a w Wiśle dominowało poczucie ogromnego niedosytu…

Korona Kielce - Wisła Kraków 2:2 (0:1)

Bramki: Korzym 68, Wilk 90+3 samob. - Genkow 12, 65.

Sędziował: Dawid Piasecki (Słupsk).

Żółte kartki: Niedzielan, Malarczyk, Korzym, Vuković - R.Sobolewski.

Czerwone kartki: Piotr Malarczyk (78. minuta, za drugą żółtą) - Radosław Sobolewski (57. minuta, za drugą żółtą).

Widzów: 7500.

Korona: Małkowski 4 - Malarczyk 0, Hernani 3, Stano 3, Lisowski 3 - P. Sobolewski 4, Vuković 3, Lech 3 (85 Jovanović), Korzym 3 (72 Da Silva) - Niedzielan 3, Edi 3 (76 Tataj). Trener: Marcin Sasal.

Wisła: Pareiko 5 - Cikos 3, Jaliens 3, Chavez 3, Paljić 3 - Małecki 3 (62 Wilk), R. Sobolewski 0, Jirsak 3, Melikson 3 (89 Łobodziński), Kirm 4 - Genkow 3 (75 Siwakow). Trener: Robert Maaskant.

Źródło: gazetakrakowska.pl

Emocje, kartki, obronione karne... Remis w Kielcach

Wyniki spotkań 21. kolejki Ekstraklasy znów ułożyły się niezwykle korzystnie dla Wisły. W pierwszych meczach weekendu punkty straciły Legia, Lech i Lechia, tak więc zwycięstwo w Kielcach miało sprawić, że nasz zespół wykona podwójny krok w kierunku mistrzowskiego tytułu. Robert Maaskant znów nie zaskoczył składem. Wychodząc z założenia, że jeśli idzie, nie należy wiele zmieniać. Przecież Wisła, choć rzadko zachwycała stylem, wygrała osiem z dziewięciu ostatnich spotkań.

W Arenie Kielc walka od początku toczyła się cios za cios. Częściej wyprowadzali je gospodarze, jednak przed przerwą celnie trafiła tylko Wisła. W 12. minucie w drugim meczu z rzędu na listę strzelców zapisał się Cwetan Genkow. Płasko z prawego skrzydła dośrodkował Małecki, futbolówkę mądrze przepuścił Kirm, pozwalając dojść Bułgarowi do stuprocentowej okazji strzeleckiej. Okazji, której nie mógł zmarnować. Grę Wisły przez niedługi okres czasu oglądało się z przyjemnością. W środku pola mocno pracował tercet Sobolewski – Jirsak – Melikson. Groźny znów okazał się Małecki, który już na samym początku ostrzegł Małkowskiego, strzelając w poprzeczkę.

Nagle jednak, po upływie kwadransa od straty gola, sytuację raz za razem zaczęli stwarzać sobie kielczanie. Większość z nich Andrzej Niedzielan, próbujący szybkością górować nad silnym Chavezem. Wypracował sobie trzy okazje – jedną z nich przestrzelił, a dwukrotnie bronił Pareiko.

Estończyk z każdą minutą mocniej wyrastał na bohatera zespołu. W 38. minucie Chavez sfaulował w polu karnym Pawła Sobolewskiego, jednak golkiper Wisły znów nie dał się przechytrzyć z jedenastu metrów. Przed tygodniem powstrzymał Tomasza Frankowskiego, tym razem znakomicie wybronił strzał równie dobrego specjalisty od rzutów karnych – Ediego Andradiny.

Schodząc na przerwę, krakowianie odetchnęli z ulgą, bo ostatnie minuty pierwszej odsłony przyniosły pod ich bramką sporo nerwów. Także wówczas, gdy z pozycji spalonej wyrównującego gola strzelił Pavol Stano. Sędziowie jednak wychwycili tę sytuację.

Już sam początek gry po przerwie mógł dać wiślakom drugi oddech. W 49. minucie ręką w polu karnym zagrał Lisowski, zatrzymując uderzenie głową „Małego”. On sam podszedł do futbolówki na 11. metrze i zrobił to samo, co chwilę wcześniej Andradina. Trafił w Małkowskiego, który wybronił także lekką dobitkę Genkowa. Drugi rzut karny – drugi raz górą bramkarz. Nie minęło pięć minut, a Wisła skomplikowała sobie sytuację jeszcze mocniej. Po ostrym faulu na Paljiciu, na boisku wywiązała się szamotanina, po której drugi żółty kartonik obejrzał nasz kapitan – Radosław Sobolewski. Korona przez ponad trzydzieści minut miała grać w przewadze zawodnika.

Na murawie mnożyły się przewinienia, a Korona atakowała raz za razem. Jednak nieoczekiwany, indywidualny „błysk” Maora Meliksona sprawił, że to Wisła wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Izraelczyk wpadł w pole karne, mijając rywali i dograł piłkę na „długi” słupek, wprost pod nogi Genkowa. Wynik 2:0 mógł rozstrzygnąć losy meczu, gdyby nie fakt, że zaledwie trzy minuty później Korona znów złapała kontakt. Pareikę mocnym uderzeniem pokonał Korzym. Na 2:2 nie zdołał wyrównać Lisowski, przegrywając z Estończykiem pojedynek „sam na sam”. Pod przeciwległym polem karnym piłkę meczową miał też Genkow. Znalazł się tuż przed Małkowskim, ale technicznym lobem trafił w poprzeczkę.

Druga połowa w Kielcach przyniosła kibicom ogrom emocji. Niespełna kwadrans przed końcem siły na boisku znów się wyrównały, bo drugi żółty kartonik obejrzał obrońca Malarczyk. Wisła nieco uspokoiła grę i holowała korzystny wynik do ostatniego gwizdka...

Niestety, nie doholowała. W 93. minucie arbiter podyktował rzut wolny dla Korony na 20. metrze od bramki. Bezpośrednio uderzył Aleksandar Vuković, jednak lot piłki zmienił jeszcze Cezary Wilk, fatalnie myląc golkipera. Piłka wpadła do siatki, pozbawiając nasz zespół dwóch cennych punktów. Remis należy uznać za sprawiedliwy, choć to wiślacy nie wykorzystali dwóch piłek meczowych, które rozstrzygnęłyby spotkanie na naszą korzyść.

Korona Kielce - Wisła Kraków 2:2 (1:0)

0:1 Cwetan Genkow 12 min

0:2 Cwetan Genkow 65 min

1:2 Maciej Korzym 68 min

2:2 Cezary Wilk (sam) 90+3 min

Żółte kartki: Niedzielan, Malarczyk, Korzym, Vuković (Korona) - Sobolewski (Wisła)

Czerwona kartka: Malarczyk (Korona) - Sobolewski (Wisła)

Korona: Zbigniew Małkowski - Piotr Malarczyk, Hernani, Pavol Stano, Tomasz Lisowski - Paweł Sobolewski, Aleksandar Vuković, Grzegorz Lech (85. Vlastimir Jovanović), Maciej Korzym (72. Junior da Silva) - Andrzej Niedzielan, Edi Andradina (76. Maciej Tataj)

Wisła: Sergei Pareiko - Erik Czikosz, Kew Jaliens, Osman Chavez, Dragan Paljić - Radosław Sobolewski, Tomas Jirsak, Maor Melikson (89. Wojciech Łobodziński) - Patryk Małecki (62. Cezary Wilk), Andraz Kirm, Cwetan Genkow (75. Michaił Siwakow)

Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk) Widzów: 7216

wislakrakow.com (redakcja)

Źródło: wislakrakow.com

Wielkie emocje i podział punktów

Data publikacji: 10-04-2011 18:44


Rzadko się zdarza, by w jednym meczu Ekstraklasy były dwa karne, w dodatku dwa obronione, dwie czerwone kartki oraz mnóstwo emocji i walki. Ale się zdarzyło – w Kielcach, gdzie Biała Gwiazda zremisowała z Koroną 2:2.

Pierwsze kilka minut spotkania pomiędzy Koroną a Wisłą na stadionie w Kielcach nie zwiastowało tak zaciętego meczu, jaki mało licznie zgromadzona publiczność obserwowała później. Biała Gwiazda mogła prowadzić już w 5. minucie po strzale z 16 metrów Patryka Małeckiego, ale piłka trafiła w poprzeczkę bramki strzeżonej przez Zbigniewa Małkowskiego. Siedem minut później goście przeprowadzili akcję, po której Małkowski musiał wyciągać piłkę z siatki. Tomas Jirsak zagrał ze środka pola na prawo do Patryka Małeckiego, który posłał futbolówkę w pole karne do zamykającego akcję na drugim słupku Tsvetana Gankowa. Ten mocnym uderzeniem pokonał bramkarza drużyny Korony.


Wiślacy, zamiast iść za ciosem, pozwolili rywalom na złapanie drugiego oddechu. Gospodarze atakowali krakowską bramkę, co w 35. minucie przyniosło im rzut karny po tym, jak w obrębie pola 16 metrów Osman Chavez faulował Pawła Sobolewskiego. Naprzeciwko Sergeia Pareiki stanął Edi Andradina, kapitan Korony wziął rozbieg, strzelił, ale estoński golkiper obronił ten strzał! Cztery minuty późnij piłka wylądowała w siatce Wisły po strzale Andrzeja Niedzielana, ale sędzia nie uznał gola z powodu pozycji spalonej, na jakiej znajdował się obrońca. W 52. minucie z kolei publiczność kielecka mogła się cieszyć z interwencji swojego bramkarza. Sędzia główny podyktował rzut karny dla Wisły po zagraniu piłki ręką jednego z zawodników Korony, ale ‘jedenastkę’ wykonywaną przez Patryka Małeckiego obronił Małkowski.


Spotkanie niemal od początku obfitowało w ostre faule, zwłaszcza w wykonaniu gospodarzy. Arbiter pierwszą żółtą kartkę wyjął już w 12. minucie, kiedy Andrzej Niedzielan ostro sfaulował Erika Cikosa. W drugiej części spotkania doszło nawet do przepychanek po faulu na jednym z zawodników Wisły. Sędzia ukarał żółtymi kartkami Macieja Korzyma, Aleksandara Vukovicia i Radosława Sobolewskiego, a że to był drugi kartonik kapitana Wisły w tym meczu, to od 57. minuty krakowianie musieli grać w osłabieniu.

Mimo to podopieczni trenera Maaskanta zdołali strzelić rywalom drugiego gola. W 68. minucie po podaniu Maora Meliksona kolejne trafienie na swoje konto dopisał Tsvetan Genkov. Jednak gospodarze szybko zmniejszyli rozmiary prowadzenia Białej Gwiazdy. Trzy minuty po golu Genkowa Sergeia Pareikę pokonał celnym strzałem Maciej Korzym.

Na dwadzieścia minut przed końcem spotkania sam na sam ze Zbigniewem Małkowskim wyszedł Tsvetan Genkov. Napastnik przelobował bramkarza Korony, ale piłka trafiła w słupek. Gdyby zawodnik trafił do siatki, Wiślacy mogliby złapać trochę oddechu, grając w dziesięciu przeciwko jedenastu rywalom. W 78. minucie jednak siły na boisku się wyrównały, bo drugą żółtą kartkę obejrzał Piotr Malarczyk.

Ostatni kwadrans Biała Gwiazda grała bez nominalnego napastnika na boisku. Trener Maaskant, jeszcze przy przewadze Korony, zdjął z boiska Tsvetana Genkowa i wprowadził za niego Michaiła Sivakowa. Mimo to krakowianie mieli szansę na trzecią bramkę, ale będący w doskonałej sytuacji strzeleckiej Cezary Wilk trafił w Małkowskiego.

Do końcowego gwizdka na boisku trwała nerwowa walka Wisły o trzy punkty. Niestety, w doliczonym czasie gry gola na wagę remisu dla Korony zdobył po samobójczym strzale Cezary Wilk, który skierował piłkę do własnej bramki po strzale z rzutu wolnego Aleksandara Vukovicia i z Kielc Biała Gwiazda wyjechała tylko z jednym punktem.

Korona Kielce – Wisła Kraków 2:2 (0:1)

0:1 Genkov 12’

0:2 Genkov 65’

1:2 Korzym 68’

2:2 Wilk (sam.) 90+3

Korona Kielce: Małkowski – Malarczyk, Hernani, Stano, Lisowski – P. Sobolewski, Lech (85’ Jovanović), Vuković, Korzym (72’ Da Silva) – Niedzielan, Edi (76’ Tataj)

Wisła Kraków: Pareiko – Cikos, Jaliens, Chavez, Paljić – Małecki (61’ Wilk), Jirsak, R. Sobolewski, Melikson (88’ Łobodziński), Kirm – Genkov (75’ Sivakov)

Żółte kartki: Niedzielan, Malarczyk, Korzym, Vuković (Korona) – Małecki, R. Sobolewski (Wisła)

Czerwone kartki: R. Sobolewski, Malarczyk (za dwie żółte)

Sędziował: Dawid Piasecki (Słupsk)

Widzów: 7 500

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Minuta po minucie

Przed nami mecz w Kielcach. W 21. kolejce Wisła gra z Koroną. Do pierwszego gwizdka pozostało około 30 minut, a stadion w Kielcach świeci pustkami. Przypominamy - dzisiejszy mecz odbędzie się bez udziału kibiców z Krakowa.

W składzie Wisły bez niespodzianek - żelazna jedenastka trenera Maaskanta. Już kilka tygodni temu wskoczył do niej Jirsak, wygrywając rywalizację m.in. z Łukaszem Gargułą.

Ławka rezerwowych Wisły: Jovanić, Siwakow, Garguła, Łobodziński, Branco, Rios, Wilk.

Ławka rezerwowych Korony: Mech, Cebula, Jovanović, Bąk, Tataj, Janczyk, Dirceu.

Trwa rozgrzewka. Wiślacy, którzy zagrają w pierwszym składzie, ćwiczą dośrodkowania i wykończenie akcji. Rezerwowi grają w "dziadka"

Słyszeliście o powiedzeniu "piź.. jak w kieleckiem?". Dziś przekonujemy się o tym na własnej skórze :) wyjątkowo nieprzyjemna pogoda.

Jak wyliczyli skrupulatni statystycy, dzisiejszy mecz będzie setnym występem Patryka Małeckiego w Ekstraklasie. Mamy nadzieję, że o tym wie i uczci jubileusz jakimś golem :)

Spiker przedstawia ławkę rezerwowych Wisły. Przy nazwisku byłego piłkarza Korony Cezarego Wilka rozlegają się gwizdy.

Na żółte kartki dziś muszą uważać Czikosz, Jirsak, Kirm i Małecki. Każda kolejna eliminuje ich z występu za tydzień przeciwko GKS-owi Bełchatów.

Obie drużyny już na boisku.

Na trybunach zasiedli dziś między innymi Franciszek Smuda i Stefan Majewski.

Wisła zagra dziś na niebiesko, Korona w swoich w tradycyjnych trykotach.

Minuta ciszy dla uczczenia pamięci 96 osób, które zginęły rok temu w katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem.

  • 1’ Gospodarze rozpoczęli spotkanie.
  • 1’ Wisła zaczęła agresywnie, szybko atakując rywala będącego przy piłce.
  • 2’ Nieporozumienie między Jaliensem i Czikoszem, na szczęście Słowak w porę odgrywa do Pareiki.
  • 2’ Lech próbuje uderzać na bramkę z dystansu, piłka przechodzi jednak w bezpiecznej odległości od bramki Wisły.
  • 2’ Wiślacy mają problemy z utrzymaniem się przy piłce.
  • 5’ Ależ było blisko! Po bardzo dobrym zagraniu Palicjia w pole karne, świetnie z powietrza uderzył Małecki, a gospodarzy przed stratą bramki uratowała poprzeczką. Głową dobijać próbował jeszcze Genkow, ale trafił prosto w ręce Małkowskiego.
  • 8’ Chavez wyciął tuż przed polem karnym Niedzielana, ale sędzia nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki. Po chwili brutalny faul Niedzielana na Czikoszu i napastnik Korony ukarany żółtą kartką.
  • 9’ Sprzed pola karnego uderza Melikson, ale piłka szybuje nad poprzeczką.
  • 12’ Gooool dla Wisły! Świetna akcja Wisły. Jirsak zagrał na prawą stronę do Małeckiego, ten od razu płasko w pole karne, Kirm przepuścił piłkę, dopadł do niej Genkow z kilku metrów uderzył nie do obrony.
  • 12’ Niedzielan płasko uderza z około 20 metrów, Pareiko bez problemów broni.
  • 14’ Podanie z głębi pola i na spalonym Niedzielan. Błąd arbitra.
  • 16’ Rzut wolny dla Korony z boku boiska. Dośrodkowanie Ediego, ale piłkę wybija Genkow.
  • 17’ Posiadanie piłki w pierwszym kwadransie: 38% - 62%.
  • 17’ Rzut rożny dla Wisły, krótkie rozegranie i nieudane dośrodkowanie w pole karne.
  • 18’ Melikson ładnie zagrywa do wbiegającego w pole karne Czikosza. Słowak próbuje zagrywać na środek pola karnego, ale piłka ostatecznie ląduje w rękach Małkowskiego.
  • 22’ Małecki i Kirm zmienili się stronami.
  • 22’ Teraz dośrodkowanie w pole karne, z powietrza uderza Małecki, ale trafia w plecy Pawła Sobolewskiego.
  • 23’ Kolejne ostre wejście piłkarza Korony i kolejne ostrzeżenie sędziego.
  • 25’ Małecki wywalczył rzut rożny w pojedynku ze Stano. Po dośrodkowaniu Małeckiego bez większego zagrożenia.
  • 26’ Niezbyt dobrze rozegrana akcja przez Wisłę. Melikson długo holował piłkę, chyba zbyt późno zagrał do Kirma, który nie miał już miejsca na dokładnie dogranie w pole karne.
  • 28’ Groźnie pod bramką Wisły. Po dośrodkowaniu Pawła Sobolewskiego z prawej strony, do piłki doszedł Niedzielan, ale w trudnej sytuacji główkował niecelnie.
  • 30’ Dwie groźne sytuacje pod bramką Wisły. Najpierw po płaskim dośrodkowaniu Lisowskiego, jeden z wiślaków skutecznie interweniował. Po chwili piłka wróciła w szesnastkę, przy wybiciu skiksował Paljić, ale nie potrafił tego wykorzystać Paweł Sobolewski.
  • 30’ Żółta kartka dla Radosława Sobolewskiego za faul na Korzymie.
  • 33’ Rzut karny dla Korony po faulu Chaveza na Pawle Sobolewskim.
  • 33’ Rzut wolny dla Korony na wysokości pola karnego. Nieudane wstrzelenie piłki przez Ediego.
  • 34’ PAREIKO!!!! Estończyk kapitalnie broni uderzenie Ediego z jedenastu metrów.
  • 35’ Chavez znokautowany potężnym strzałem Lisowskiego. Gospodarze nie przerywają gry. Dośrodkowanie w pole karne, główka jednego z zawodników Korony, ale piłka ląduje w rękach bramkarza Wisły.
  • 37’ Dośrodkowanie Małeckiego z rzutu rożnego, gospodarze wybijają piłkę.
  • 38’ Kolejna kapitalna interwencja Pareiki, który wygrał pojedynek sam na sam z Niedzielanem.
  • 38’ Piłka w siatce Wisły. Głową celnie uderzył Niedzielan, ale gol nie został uznany. Napastnik Korony był na spalonym.
  • 40’ Brutalne wejście Lecha w nogę Genkowa. Sędzia nie przerywa gry. Bułgar wymaga interwencji medyków. To powinna być co najmniej żółta kartka dla piłkarza Korony.
  • 41’ Genkow wraca już na murawę.
  • 43’ Niedzielan po raz kolejny na spalonym.
  • 43’ Nieudane dośrodkowanie Jirsaka z rzutu wolnego.
  • 44’ Pareiko szybszy od Sobolewskiego po prostopadłym podaniu.
  • 45’ Ładna kontra Wisły. Genkow w pole karne do Kirma, który jednak nieczysto trafia w piłkę i nie sprawia problemów Małkowskiemu.
  • 45’ Sędzia doliczył dwie minuty.
  • 46+1’ Koronkowa akcja Małeckiego z Kirmem. Pierwszy z nich uderza obok bramki, ale wcześniej sędzia przerwał w grę. Kirm był na spalonym.

Koniec pierwszej połowy. Piłkarze Wisły wracają na boisko.

  • 46’ Wiślacy rozpoczynają drugą połowę.
  • 47’ Dziś na trybunach zasiadło 7216 widzów.
  • 47’ Kontra Wisły, ale Genkow traci piłki na skraju pola karnego.
  • 49’ Dwa dośrodkowania w pole karne Wisły i dobre interwencje Radosława Sobolewskiego oraz Paljicia.
  • 49’ Mocne uderzenie Lisowskiego z dystansu, Pareiko na posterunku.
  • 50’ Żółta kartka dla Malarczyka.
W swoim setnym meczu w Ekstraklasie Patryk Małecki nie wykorzystał rzutu karnego.
W swoim setnym meczu w Ekstraklasie Patryk Małecki nie wykorzystał rzutu karnego.
  • 51’ Nie ma gola! Małecki nie trafia z jedenastu metrów. Zły strzał pomocnika Wisły. Dobijał jeszcze Genkow, ale Małkowski ponownie skutecznie interweniował.
  • 51’ Rzut karny dla Wisły. Małecki uderza głową i trafia w rękę Lisowskiego.
  • 54’ Płaski strzał Korzyma z okolic narożnika pola karnego, piłka przechodzi obok brami Wisły.
  • 56’ Ostre spięcie pomiędzy zawodnikami obu drużyn po ostrym faulu Korzyma na Paljiciu.
  • 56’ Żółte kartki dla Korzyma i Vukovicia.
  • 57’ Boisko musi opuścić Sobolewski, dla kapitana Wisły druga żółta kartka.
  • 60’ Genkow wraca do gry. Gotowy do wejścia także Cezary Wilk.
  • 60’ Na murawie leży Genkow, potrzebna interwencja lekarza Wisły.
  • 61’ Cezary Wilk wchodzi na boisko zmieniając Małeckiego. Wilk przejmuje również kapitańską opaskę.
  • 62’ Krótkie podanie Chaveza do Pareiki, ale bramkarz Wisły zdążył z wybiciem piłki.
  • 63’ Niedzielan sam przed bramkarzem Wisły. Sędzia przerywa grę odgwizdując spalonego.
  • 65’ 2:0!!! Indywidualna akcja Meliksona, który wpada w pole karne, dogrywa na dalszy słupek, gdzie piłkę do bramki z najbliższej odległości pakuje Genkow.
  • 68’ Korona zdobywa kontaktowego gola. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzał Korzym, strzał zablokował Jaliens, ale trafiła pod nogi Korzyma. Ten potężnym strzałem trafił do siatki.
  • 70’ Rzut rożny dla Korony. Tym razem skutecznie interweniują wiślacy.
  • 71’ Genkow wybiega z własnej połowy boiska i jest sam na sam z Małkowskim. Bułgar uderzył nad bramkarzem, ale trafił w słupek.
  • 72’ Teraz groźnie pod bramką Wisły. Stano dochodzi do piłki po rzucie rożny, ale uderza nad bramką.
  • 72’ Zmiana w Koronie. Dirceu zmienia Korzyma.
  • 74’ Na boisko wejdzie Siwakow.
  • 75’ Pareiko ponownie ratuje Wisłę broniąc w sytuacji sam na sam z Lisowskim.
  • 75’ Zmiana w zespole Wisły. Siwakow zastępuje Genkowa.
  • 76’ Zmiana w zespole Korony. Tataj za Ediego.
  • 77’ Piłka trafia na prawą stronę pola karnego do Pawła Sobolewskiego, który uderza z woleja, ale nad bramką.
  • 78’ Druga żółta kartka dla Malarczyka za faul na Meliksonie.
  • 81’ Melikson zagrywa do Wilka, ten świetnie mija zawodnika, wpada w pole karne, ale piłkę po jego płaskim strzale wyłapał Małkowski.
  • 82’ Rzut wolny dla Korony na wysokości pola karnego. Lisowski ostro uderza, ale kilka metrów obok dalszego słupka.
  • 85’ Ostatnia zmiana w zespole Korony. Jovanović za Lecha.
  • 89’ Ostatnia zmiana w zespole Wisły. Melikson zmieniony przez Łobodzińskiego.
  • 90’ Sędzia dolicza cztery minuty.
  • 90’ Uff. Centra z rzutu wolnego i Hernani prosto w ręce naszego bramkarza.
  • 90+2’ Rzut wolny dla Korony z około 20 metrów.
  • 90+3’ Gol dla Korony. Vuković uderza z rzutu wolnego i fatalnie interweniuje Wilk, który myli Pareikę.

Koniec meczu.

Źródło: wislakrakow.com

Pomeczowe wypowiedzi trenerów

Robert Maaskant (trener Wisły):

- Jak w każdym meczu w polskiej lidze, o zwycięstwo nie było łatwo. Pierwsza połowa nie była dla nas udana. Jestem zadowolony z mniej więcej dziesięciu minut. W przerwie starałem się zmotywować zawodników do lepszej gry.

- Obroniony karny był dla nas niezwykle ważnym momentem. Gdy padł drugi gol, byłem pewien, że wygramy. Kontrolowaliśmy grę aż do momentu czerwonej kartki Sobolewskiego. Sądzę, że sędzia powinien pokazać tego dnia więcej kartoników i to nie dla moich zawodników.

- Ogólnie, jestem bardzo niezadowolony, bo mieliśmy okazje, by spotkanie rozstrzygnąć na swoją korzyść. Tak czy inaczej, uważam, że jesteśmy na dobrej drodze do mistrzostwa.

Marcin Sasal (trener Korony):

- Mój zespół charakterologicznie zagrał świetne spotkanie. Zawodnicy w najtrudniejszych momentach dążyli do wyrównania. Graliśmy dobrze, z zaangażowaniem. Widziałem już statystyki, stworzyliśmy aż 18 sytuacji.

- Muszę podziękować zawodnikom za ich podejście do gry. Wydaje mi się, że po ciężkim tygodniu pojawiło się dla nas światełko na poprawę tego, co wcześniej się popsuło.

wislakrakow.com
(PM)

Źródło: wislakrakow.com

Wypowiedzi zawodników

Melikson: To było szalone spotkanie

- Cztery gole, czerwone kartki, nietrafione karne... To było szalone spotkanie – podsumowywał starcie z Koroną pomocnik Wisły, Maor Melikson.

W pomeczowych rozmowach, podobnie jak i pozostali zawodnicy, podkreślał, że kluczowe okazały się niewykorzystane sytuacje, które powinny przesądzić o zwycięstwie Wisły. - Tak już jest w futbolu: jeśli nie wykorzystujesz swoich okazji, za chwilę tracisz gola. Ale nie ma czasu na złość i rozczarowanie. Już w piątek kolejny mecz - mówił Izraelczyk.

Po czerwonej kartce dla „Sobola” to właśnie Melikson raz po raz brał na siebie ciężar gry. Potrafił uspokoić poczynania zespołu, przenieść akcję na połowę rywala czy wywalczyć cenny rzut wolny. W końcu indywidualnym zrywem dał Wiśle prowadzenie 2:0.

- To była prosta sprawa. Pobiegłem skrzydłem, zobaczyłem wbiegającego Cwetana i zagrałem mu piłkę – komentował. Bułgar miał przed sobą już tylko pustą bramkę i musiał zrobić to, co do niego należy.

- Gola na 2:2 zbyt dobrze nie widziałem, ale co możemy poradzić? W poprzedniej rundzie ten sam zawodnik strzelił gola dla Korony w podobnej sytuacji. Sami jesteśmy sobie winni. Powinniśmy wcześniej wykorzystywać swoje okazje – zakończył.

wislakrakow.com
(PM)

Źródło: wislakrakow.com

Małecki: Biorę winę na siebie

- Całą winę za wynik biorę na siebie – zadeklarował Patryk Małecki po meczu w Kielcach. Przy prowadzeniu naszego zespołu, „Mały” nie wykorzystał rzutu karnego, który mógł ustawić spotkanie.

Pomocnik Wisły najbardziej obwiniał samego siebie, choć nie miał wątpliwości, że w kilku momentach cały zespół powinien zagrać inaczej i uniknąć błędów. - Po pierwszym golu, zamiast iść za ciosem, znowu stanęliśmy. Korona zaczęła stwarzać sobie sytuacje, choć to my powinniśmy kontrolować przebieg gry – analizował.

- Cieszyć może tylko, że Sergei znów obronił karnego, a my potrafiliśmy strzelić bramkę na 2:0, grając w dziesiątkę.

- Niestety, stałe fragmenty znów decydują o tym, że nie zdobywamy trzech punktów – mówił, mając na myśli swoją niewykorzystaną „jedenastkę” oraz piłkę meczową, którą do siatki Wisły wbili na spółkę Aleksandar Vuković i Cezary Wilk.

wislakrakow.com
(PM)

Źródło: wislakrakow.com

Pareiko: Nie jestem specjalistą od karnych

W drugim kolejnym meczu Sergei Pareiko obronił rzut karny
W drugim kolejnym meczu Sergei Pareiko obronił rzut karny

Choć Wisła rzutem na taśmę straciła dwa punkty w Kielcach, słowa pochwały zbierał po końcowym gwizdku Sergei Pareiko. Dwukrotnie wychodził zwycięsko z indywidualnych pojedynków z napastnikami i drugi mecz z rzędu obronił rzut karny.

- Niestety, nie mogę być zadowolony, bo straciliśmy dwa punkty. Cała drużyna jest na siebie bardzo zła. Dlatego nie czuję się żadnym bohaterem. I nie jestem wcale specjalistą od karnych. Pierwszy raz w życiu obroniłem dwa z rzędu – mówił Estończyk.

Po meczu z Jagiellonią przyznał, że oglądał na wideo, jak jedenastki uderza Tomasz Frankowski. Napastnika Korony – Ediego Andradiny nie wziął na swój celownik, ale intuicja znów go nie zawiodła. - Co powinno być dla nas najważniejsze, mogliśmy strzelić o dwa, trzy gole więcej i nie zrobiliśmy tego – podkreślał.

- Kibice obejrzeli dobry mecz. Wypada pogratulować Koronie, że walczyła do samego końca.

Przy drugiej bramce nie miał nic do powiedzenia. - Czarek chciał pomóc, ale zmienił lot piłki i nie mogłem już nic zrobić – podsumował Pareiko.

wislakrakow.com
(PM)

Źródło: wislakrakow.com

Wilk: Zadecydował mój błąd

Data publikacji: 10-04-2011 19:23


W ostatniej minucie meczu Korony z Wisłą po uderzeniu z rzutu wolnego Vukovicia piłkę do własnej siatki skierował Cezary Wilk. „Sergei powiedział mi, żebym chwilę przed uderzeniem „Vuko” cofnął się kilka kroków i spróbował wybić ta piłkę. Wszystko byłoby ok, gdyby piłka po moim uderzeniu nie wpadła do bramki” – mówił po spotkaniu pomocnik Wisły.

Dla Wisły ten remis na pewno nie jest satysfakcjonujący.

Przyjechaliśmy tu po trzy punkty, co było widać od początku. Potem w naszą grę wkradło się trochę nerwowości, a do tego doszła ta bardzo pechowa końcówka, w której popełniłem błąd. Strzeliłem bramkę samobójczą, więc biorę to na siebie.

Korona pokazała, że w piłce wszystko może się zdarzyć.

Dokładnie. Wydawało się, że mecz jest pod nasza kontrolą, ale w końcówce gra trochę wymknęła się nam spod kontroli. Decydujący był mój błąd przy strzale Vukovicia, stąd wziął się remis 2:2.

Sergei Pareiko powiedział, że prosił cię, żebyś stał w tym miejscu przy rzucie wolnym.

Tak zgadza się. Powiedział mi, żebym chwilę przed uderzeniem „Vuko” cofnął się kilka kroków i spróbował wybić ta piłkę. Wszystko byłoby ok, gdyby piłka po moim uderzeniu nie wpadła do bramki.

Koledzy mówią, że to był szalony mecz. Bardziej szalony był, gdy oglądałeś go z ławki, czy gdy wszedłeś na boisko?

To było otwarte spotkanie z jednej i z drugiej strony. Oba zespoły chciałby strzelać bramki i wygrać. Szczególnie w drugiej połowie można powiedzieć, że to było szalone i otwarte spotkanie.

Zanim strzeliłeś samobójczą bramkę, miałeś bardzo dobrą sytuację na 3:1.

Rzeczywiście. Nie udało mi się jej wykorzystać. Wydaje mi się jednak, że sytuacja z 93 minuty zadecydowała o takim, a nie innym wyniku.

M. Górski

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Pod szatnią Korony

Data publikacji: 10-04-2011 22:40


„Czasem małe marzenia się spełniają” – cieszył się po meczu z Wisłą pomocnik Korony, Aleksandar Vuković. To on wykonywał rzut wolny, który dał kieleckiej drużynie remis.

„W sobotę na treningu ustawiałem sobie piłkę do rzutów wolnych i mówiłem sobie, że to 90. minuta i trzeba strzelić. Gdy ustawiałem piłkę w trakcie meczu, przypomniałem sobie te treningowe uderzenia. Czasem małe marzenia się spełniają” – opisywał sytuację z doliczonego czasu gry pomocnik Korony.

Zdaniem Vukovicia ten mecz może wiele zmienić w grze Korony w rundzie wiosennej. „Myślę, że to powinien być dla nas przełomowy mecz. Fajnie jest w ostatnich sekundach zapewnić sobie wyrównanie. Cała drużyna dążyła do tego, żeby ten mecz wygrać. W końcu go zremisowaliśmy, ale po walce. Myślę, że o to chodzi” – mówił zawodnik gospodarzy.

Piłkarz był zadowolony z formy, jaką zaprezentowała w niedzielę Korona. „To był dobry mecz w naszym wykonaniu. Na tle wymagającego przeciwnika nie wyglądaliśmy gorzej. Uważam, że zasłużenie nie przegraliśmy tego meczu” – stwierdził po spotkaniu Vuković.

M. GórskiBiuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Paljić: Przepraszam wszystkich kibiców

Data publikacji: 11-04-2011 10:34


Dragan Paljić przeprasza wszystkich kibiców za swoje zachowanie, które miało miejsce tuż po stracie przez Białą Gwiazdę drugiego gola w meczu z Koroną. „Wynikało ono tylko z tego faktu, że jestem bardzo emocjonalnie reagującym zawodnikiem, a nie z tego, że obraziłem się na Wisłę lub coś w tym stylu” – powiedział obrońca Białej Gwiazdy.

„Wiem, że to nie było poprawne zachowanie z mojej strony i chciałem za nie bardzo przeprosić kibiców Wisły. W tej sytuacji byłem niesamowicie zdenerwowany, zupełnie nie panowałem nad emocjami. Jestem bardzo emocjonalnie reagującym człowiekiem, myślę, że wiele osób zdążyło już to zauważyć. Zawsze robię wszystko, żeby wygrać mecz, całe serce angażuję w grę dla Wisły” – tłumaczył się Paljić.

„Jeśli kogoś uraziłem moim zachowaniem, a wiem, że tak na pewno jest, bo dla wielu kibiców Wisła to dużo więcej niż klub, chciałem za nie bardzo przeprosić. W tej sytuacji byłem w furii. Obiecuję, że takie zachowanie więcej się nie powtórzy. Postaram się wymyślić jakiś sposób, w który będę mógł wynagrodzić kibicom moje zachowanie” – powiedział zawodnik Wisły.

„Nie chciałem kopnąć koszulki Wisły, chciałem po prostu kopnąć z całej siły w ziemię. Problem w tym, że wcześniej w złości zdjąłem z siebie koszulkę i niestety kopnąłem także ją. Jeszcze raz bardzo przepraszam za moje zachowanie” – zaznaczył Dragan.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



Źródło: wisla.krakow.pl

Video

Kibicowsko

Wisła interweniuje przeciw działaniom Korony

7. kwietnia 2011, 23:50

Prezes Wisły, pan Bogdan Basałaj, wysłał pismo do prezesa Stowarzyszenia Kibiców Wisły Kraków, w którym przedstawił działania klubu, które miały na celu zmianę niekorzystnej i niezrozumiałej decyzji dotyczącej niewpuszczania kibiców Białej Gwiazdy na stadion w Kielcach.

W dniu 23 marca 2011 roku, działając zgodnie ze standardową procedurą, opartą na przepisach PZPN Ekstraklasy SA, Wisła Kraków SA wysłała do Korony Kielce SA zamówienie na 770 biletów (5% pojemności Stadionu Miejskiego przy ul. Ściegiennego 8) dla kibiców swojej drużyny na mecz Korona Kielce - Wisła Kraków, która został zaplanowany na 10 kwietnia 2011 roku na godz. 16:45.

Klub Wisła Kraków SA nie otrzymał ani biletów, ani żadnej odpowiedzi ze strony Korony Kielce SA w sprawie wejściówek. W dniu 30 marca 2011 roku do klubu wpłynęło pismo z Wydziału ds. Bezpieczeństwa PZPN z decyzją o niewpuszczaniu kibiców Wisły Kraków na mecz w Kielcach. Jak się okazało, była to pozytywna odpowiedź PZPN na wniosek złożony przez kielecki klub, policję oraz Urząd Miasta Kielce dotyczący niewpuszczania kibiców gości na mecz Ekstraklasy pomiędzy Koroną a Wisłą.

Niezwłocznie po otrzymaniu decyzji Wydziału ds. Bezpieczeństwa PZPN Wisła Kraków SA wysłała do siedziby związku wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy i zmianę decyzji.

Niezależnie od powyższych działań Wisła Kraków SA poprosiła o interwencję Ekstraklasę SA, która wystosowała pismo do Wydziału ds. Bezpieczeństwa PZPN wspierające starania Wisły w sprawie przyjęcia na stadion w Kielcach jej kibiców. Ekstraklasa SA w swoim piśmie, przesłanym do WB PZPN, przychyliła się do zdania Wisły Kraków i wyraziła swój sprzeciw wobec praktyk niewpuszczania na stadion, spełniający wymogi licencyjne, także w zakresie bezpieczeństwa, fanów drużyn przyjezdnych.

W dniu 7 kwietnia 2011 roku do klubu wpłynęło kolejne pismo z Wydziału ds. Bezpieczeństwa, w którym podtrzymana została wcześniejsza decyzja o zakazie wyjazdu zorganizowanej grupy kibiców Wisły Kraków do Kielc. Klub ze zdziwieniem przyjął zarówno samą decyzję, jak i jej uzasadnienie.

W związku z otrzymaniem w dniu dzisiejszym takiego pisma Wisła Kraków SA będzie ponownie interweniować w Wydziale ds. Bezpieczeństwa PZPN oraz w Ekstraklasie SA. Prezes Bogdan Basałaj ma nadzieję, że ta niezrozumiała decyzja zostanie zmieniona.

wislakrakow.com / SKWK
(nikol)

21. kolejka Ekstraklasy – podsumowanie

Tabela ligowa jest bardzo spłaszczona, po części dlatego, że drużyny, które mają szansę przebić się do czołówki, zgodnie gubią punkty. Nie inaczej działo się w meczach 21. serii spotkań. Choć Wisła zaledwie zremisowała w Kielcach, to jedyną drużyną, która skorzystała na jej potknięciu, jest Jagiellonia Białystok. Lech Poznań wrócił z zerowym dorobkiem z Konwiktorskiej, Lechia dała się wysoko ograć Cracovii, GKS Bełchatów podzielił się punktami z Górnikiem Zabrze, podobnie jak Legia z Zagłębiem.

W Bełchatowie najlepiej na boisku prezentowali się bramkarze. Mimo to bramki padły, a miejscowy GKS zremisował 1:1 z Górnikiem Zabrze. Wynik otworzyli gospodarze już w 9. minucie gry. Dawid Nowak uruchomił dobrym podaniem Marcina Żewłakowa. Napastnik w sytuacji sam na sam nie uderzył najlepiej i dał szansę na dobrą interwencję Adamowi Stachowiakowi, jednak golkiper gości był bezradny przy dobitce byłego kadrowicza. Goście wyrównali w 26. minucie. Strzał głową Daniela Sikorskiego został wybroniony przez Łukasza Sapelę, jednak dobitka Grzegorza Bonina nie dała szans bramkarzowi. Obie drużyny umocniły swoją pozycję w środku tabeli. Powoli mogą przestać martwić się o ligowy byt, ale walka o wyższe cele również zdaje się od nich oddalać.

W Warszawie szansy na wskoczenie na podium nie wykorzystał Lech Poznań, który przegrał z Polonią 0:1. Jedyną bramkę meczu w 83. minucie zdobył Artur Sobiech, który niemal z linii bramkowej dobił ni to strzał, ni to podanie głową Bruno Coutinho. W całej sytuacji fatalnie zachowywali się defensorzy Lecha, którzy pomimo przewagi liczebnej miotali się pomiędzy trzema polonistami, którzy wymienili między sobą lekkie, długo zawieszone w powietrzu podania. Co ciekawe, Poloniści wyszli na prowadzenie pomimo gry w osłabieniu, bowiem w 62. minucie bezpośrednią czerwoną kartką ukarany został Euzebiusz Smolarek.

Były reprezentant został ukarany za celowe uderzenie Manuela Arboledy, nie było to zresztą pierwsze takie zagranie Smolarka w tym meczu. Po spotkaniu gracz Polonii tłumaczył, że była to reakcja na wsadzanie przez Arboledę palca, tam gdzie Smolarek sobie tego nie życzył. Po tym zajściu mecz się zaostrzył, arbiter był zmuszony pokazać sześć żółtych kartek, w tym dwie dla Rafała Murawskiego, który w doliczonym czasie gry również przedwcześnie opuścił boisko. Aktualny mistrz ma już tylko iluzoryczne szanse na dogonienie Wisły, tymczasem Polonia, nad którą jeszcze niedawno wisiało widmo spadku, dziś, po dwóch kolejnych zwycięstwach, traci już tylko 2 punkty do Lecha i zachowuje cień nadziei na walkę o europejskie puchary.

W Chorzowie w starciu dwóch śląskich ekip górą była Polonia Bytom, która pokonała Ruch 2:0. Pierwszą bramkę w 59. minucie gry zdobył Błażej Telichowski, który po ładnym prostopadłym podaniu Łukasza Tymińskiego stanął oko w oko z Matko Perdijiciem i pokonał bramkarza pewną podcinką. Wydaje się, że strzelec bramki w momencie podania był na równi z ostatnim obrońcą gospodarzy. Zwycięstwo gości przypieczętował powracający do gry Grzegorz Podstawek. W 90. minucie na rajd prawym skrzydłem zdecydował się Marcin Radzewicz, który swoja akcję zakończył prostopadłym podaniem do Podstawka, który precyzyjnym strzałem po długim rogu pokonał bramkarza. Zwycięstwo daje Polonii bardzo cenne trzy punkty, jednak tylko nieznacznie przybliża ją do utrzymania, bowiem Cracovia również wygrała swój mecz.

Pasy przed własną publicznością pokonały ospałą Lechię Gdańsk aż 3:0. Przy wszystkich trafieniach lepiej zachować mógł się bramkarz gości Sebastian Małkowski. W 18. minucie z rzutu rożnego centrował Mateusz Klich, a na drugim końcu dośrodkowania znalazł się Vule Trivunović. Stoper gości agresywnie zaatakował piłkę nakładką, jednak ponieważ bramkarz nie wyraził nawet zainteresowania interwencją, sędzia nie miał najmniejszych podstaw by odgwizdać niebezpieczną grę w polu pięciu metrów. Piłka obijając się jeszcze o nogi Łukasza Surmy wpadła do bramki Lechistów. W 48. minucie Małkowski postanowił zaskoczyć wszystkich brakiem interwencji przy "strzale" Klicha z rzutu wolnego. Zawodnik Cracovii kopał z przeszło trzydziestu metrów i miał w zamyśle raczej dośrodkowanie niż strzał. Mimo to Małkowski postanowił obserwować jak bardzo długo lecąca pika wpada mu za kołnierz.

Dziesięć minut później było już po meczu. Kontrę gospodarzy prawym skrzydłem Saidi Ntibazonkiza, odegrał w pole karne, a tam do piłki dopadł nadbiegający Aleksejs Visnakovs. Po jego strzale piłka skozłowała jeszcze o murawę i wpadła do bramki. Bramkarz gości tym razem uznał, że co prawda mógłby pójść za akcją do samego końca i spróbować utrudnić strzał rywalowi, ale przecież piłkarz Cracovii to taki wirtuoz futbolu, że i tak byłoby to całkiem bezcelowe. Cracovia wygrywa kolejny mecz na nowym stadionie i kolejne z wiosennych spotkań. Gospodarze nie zagrali fantastycznego spotkania, ale nawet przeciętne zawody wystarczyły w sobotę na grającą bez "zęba" Lechię.

Tymczasem w Warszawie Legia udowodniła, że pucharowa wygrana nad Lechią była tylko wypadkiem przy pracy. Rozczarowujące na wyjazdach Zagłębie Lubin przy Łazienkowskiej zremisowało z Legią 2:2 i było bliżej zwycięstwa. W 14. minucie przed szesnastką rywali dobrze obrócił się z piłką Mouhamadou Traore, zagrał do Łukasza Hanzela a ten rozciągnął akcję do Davida Abwo. Nigeryjczyk uderzył bardzo silnie i precyzyjnie z narożnika pola karnego w długi róg bramki gospodarzy i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Tuż przed przerwą wyrównał Ivica Vrdoljak strzałem z rzutu karnego. Jednak jedenastka się Legionistom nie należała. Michał Kucharczyk swoją bardzo dobrą akcję popsuł ordynarną "jaskółką", na którą w dodatku dał się nabrać arbiter.

W 87. minucie znów świetnie zachował się Traore, który znów zaczyna imponować na boiskach Ekstraklasy. tym razem perfekcyjnie przyjął piłkę na klatkę piersiową i obrócił się z nią w stronę bramki, a następnie odegrał do Kamila Wilczka. Pomocnik Miedziowych dwukrotnie był blokowany przez Inakiego Astiza, jednak po drugim uderzeniu piłka odbiła się na tyle niefortunnie dla Legionisty, że znalazła drogę do bramki. W doliczonym czasie gry wyrównał Michal Hubnik strzałem głową po dobrym dośrodkowaniu Alejandro Cabrala. Choć Legia znowu gubi punkty, to wraca na podium.

Równie ciekawie było w ostatnim sobotnim meczu. Śląsk Wrocław podtrzymał passę meczów bez porażki remisując u siebie z Widzewem Łódź 2:2. Jednak łodzianie byli o włos od przerwania passy gospodarzy. W 55. minucie gry po krotko rozegranym rzucie rożnym dobrze centrował Dudu, a idealną główką przy krótkim słupku popisał się Sebastian Madera. W 73. minucie było już 0:2. Dudu podał prostopadle do wprowadzonego w przerwie Niki Dzalamidze, a młody Gruzin z łatwością oszukał trzech rywali i strzałem w środek bramki ponad golkiperem zdobył swoją drugą bramkę w Ekstraklasie. W 85. minucie było już tylko 1:2 Piłkę wyrzuconą z autu przegłówkował Przemysław Kaźmierczak, a również zaczynający mecz z ławki Łukasz Madej silnym uderzeniem z ostrego kąta zdobył bramkę kontaktową.

Do dość nietypowej sytuacji doszło już w doliczonym czasie gry. Wychodzący sam na sam z mielcarzem Madej robił wiele by zostać sfaulowanym, jednocześnie naciskający go Wojciech Szymanek jak mógł starał się go nie sfaulować. Mimo usilnych starań w pewnym momencie doszło do kontaktu, po którym gracz gospodarzy padł na murawę, a arbiter raczej słusznie wskazał na jedenasty metr, jednocześnie musząc odesłać Szymanka do szatni z czerwoną kartką na koncie. Pewnym egzekutorem karnego okazał się Sebastian Mila, a sędzia zakończył mecz. Śląskowi nadal sprzyja szczęście, choć zawodnicy z Wrocławia jednym punktem zdobytym przed własną publicznością na pewno zadowoleni być nie mogą. Do Łodzi w smutnych nastrojach wraca też na pewno Widzew. Zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki, a zarówno Polonia Bytom jak i Cracovia nadrobiły do łodzian po dwa punkty.

Mecz w Kielcach z całą pewnością mógł się podobać bezstronnemu widzowi, jednak kibice Wisły raczej muszą zaparzyć sobie melisę. Piłkarze miejscowej Korony i Wisły Kraków zgotowali prawdziwy piłkarski dramat zakończony rezultatem 2:2. Mecz zaczął się od zdecydowanej przewagi gości udokumentowanej bramką Cwetana Genkowa z 12. minuty gry. Bułgar zamknął kontrującym uderzeniem bardzo dobre dośrodkowanie Patryka Małeckiego. Od tego momentu jednak gra Wisły nie mogła się już podobać, a do głosu coraz częściej dochodzili gospodarze. W 34. minucie podyktowany został rzut karny dla gospodarzy, jednak w drugim meczu z rzędu jedenastkę wybronił Sergei Pareiko, który tym razem sparował uderzenie Ediego Andradiny na słupek.

W 51. minucie Wisła mogła i powinna prowadzić wyżej. Po strzale Małeckiego piłkę ręką w polu karnym zablokował Tomasz Lisowski, a arbiter podyktował rzut karny. Jedenastkę źle wykonał Małecki, przy dobitce Genkowa popisał się jeszcze Zbigniew Małkowski i wynik pozostał bez zmian. Sześć minut później drugą żółtą kartkę po przepychankach dostał Radosław Sobolewski i Wisła musiała kończyć mecz w dziesiątkę. Warto w tym miejscu podkreślić, że cała sytuacja była pokłosiem brutalnej gry piłkarzy Korony, na którą od początku meczu przyzwalał arbiter.

Mimo to Wisła w 65. minucie podwyższyła prowadzenie. Kontrę Maora Meliksona zamknął ponownie Genkow, który z niedużej odległości nie miał problemów ze skutecznym wykończeniem. Niestety trzy minuty później Korona zdobyła bramkę kontaktową. Po rzucie rożnym słabo spisała się defensywa, która pozwoliła Maciejowi Korzymowi dwukrotnie uderzyć na bramkę Pareiki. Poprawka była na tyle silna i precyzyjna, że Estończyk musiał skapitulować. Wisła mogła jednak znowu odskoczyć Koronie. Po podaniu Erika Czikosza sam na sam z Małkowskim przez pół boiska biegł Genkow. Bramkarz gości zachował się najgorzej jak mógł miotając się gdzieś na środku pola karnego, jednak efektowny lob reprezentanta Bułgarii skończył jedynie na słupku.

W 78. minucie stan liczebny obu drużyn wyrównał się. Sędzia postanowił poniewczasie "naprawić" swoje błędy i nieco na wyrost pokazał drugą żółtą kartkę Piotrowi Malarczykowi. Gdy wydawało się, że Wisła opanowała pożar i spokojnie dowiezie skromne zwycięstwo do końca meczu, spełniła się stara piłkarska maksyma o niewykorzystanych sytuacjach. W trzeciej minucie doliczonego czasu rzut wolny z groźnej pozycji wykonywał Aleksandar Vuković, jednak jego uderzenie w kierunku przeciwnego słupka odbił Cezary Wilk, czym kompletnie zmylił Pareikę. Wisła może narzekać na kiepski poziom sędziowania tego meczu, jednak prawda jest taka, że w Kielcach zgubiła punkty przede wszystkim na własne życzenie, m.in. ze względu na własną nieskuteczność.

Co było do przewidzenia, z potknięcia Wisły skorzystała Jagiellonia Białystok, która na własnym obiekcie pokonała mizerni spisującą się Arkę Gdynia. Trzeba jednak podkreślić, że jest zbyt wcześnie, by mówić o przebudzeniu wicelidera. Gospodarze nie zaimponowali w meczu z outsiderem i wygrali bardzo skromnie 1:0, po golu Marcina Burkhardta z 72. minuty. Pomocnik Jagiellonii popisał się silnym uderzeniem po solowej akcji i dośrodkowaniu Tomasza Kupisza. W doliczonym czasie gry za drugą żółtą kartkę z boiska usunięty został pomocnik gości - Miroslav Bożok. Strata Jagiellonii do liderującej Wisły wynosi po tym meczu wciąż aż sześć punktów (de facto siedem, biorąc pod uwagę bilans bezpośrednich spotkań). Tymczasem w bardzo złej sytuacji znajduje się Arka Gdynia. nad ostatnią Cracovią ma już tylko oczko przewagi, a do bezpiecznego miejsca w tabeli traci już trzy punkty.


Kalendarz i wyniki spotkań 21. kolejki Ekstraklasy


8 kwietnia 2011 (piątek)
17.45 GKS Bełchatów - Górnik Zabrze 1:1
20.00 Polonia Warszawa - Lech Poznań 1:0
9 kwietnia 2011 (sobota)
14.45 Ruch Chorzów - Polonia Bytom 0:2
17.00 Cracovia - Lechia Gdańsk 3:0
18.15 Legia Warszawa - Zagłębie Lubin 2:2
19.15 Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 2:2
10 kwietnia 2011 (niedziela)
16.45 Korona Kielce - Wisła Kraków 2:2
17.15 Jagiellonia Białystok - Arka Gdynia 1:0

Tabela Ekstraklasy
(miejsce, klub, mecze rozegrane-punkty-bramki zdobyte:bramki stracone)
1.Wisła Kraków – 21-41-33:20
2.Jagiellonia Białystok – 21-35-25:20
3.Legia Warszawa – 21-32-28:31
4.Lechia Gdańsk – 21-31-27:24
5.Górnik Zabrze – 21-31-24:32
6.Śląsk Wrocław – 21-30-30:27
7.GKS Bełchatów – 21-30-24:22
8.Lech Poznań – 21-29-26:18
9.Korona Kielce – 21-28-28:32
10.Zagłębie Lubin – 21-28-21:25
11.Polonia Warszawa – 21-27-27:22
12.Ruch Chorzów – 21-27-21:22
13.Widzew Łódź – 21-26-29:24
14.Polonia Bytom – 21-23-21:26
15.Arka Gdynia – 21-20-12:22
16.Cracovia – 21-19-26:35


Liderzy klasyfikacji strzelców

10 bramek - Andrzej Niedzielan (Korona Kielce);
9 bramek - Tomasz Frankowski (Jagiellonia Białystok);
8 goli - Przemysław Kaźmierczak (Śląsk Wrocław), Artjoms Rudnevs (Lech Poznań), Artur Sobiech (Polonia Warszawa), Abdou Traore (Lechia Gdańsk);
7 goli - Andraż Kirm (Wisła Kraków), Patryk Małecki (Wisła Kraków), Marcin Robak (Widzew Łódź), Darvydas Šernas (Widzew Łódź);

wislakrakow.com
(Uran235)
Źródło: wislakrakow.com

Analiza meczu z Koroną. Oceny piłkarzy

Mecz w Kielcach okazał się nadspodziewanie dobrym widowiskiem... dla postronnego widza. Dla kibica Wisły musiał być prawdziwym horrorem. Fakt, że horror ten nie zakończył się happy-endem dodatkowo musi zniechęcać do powrotu do tego spotkania. Mimo to, jak po każdym meczu, szczególnie takim, który skończył się negatywnym dla nas wynikiem, warto wyciągnąć pewne wnioski.

O meczu
Nim jednak odniosę się do gry Wisły, muszę wypowiedzieć się na temat sędziowania, które było zwyczajnie słabe. Nie mam pretensji do arbitra o kartkę dla Sobolewskiego, bo była ona ewidentna. Jednak była ona pokłosiem wcześniejszych błędów arbitra, który kilka zagrań gospodarzy najzwyczajniej w świecie powinien "nagrodzić" kartonikami i to niekoniecznie żółtego koloru. Kielczanie byli notorycznie spóźnieni, atakowali od tyłu i wyprostowanymi nogami, po drodze zgarniając piszczele Wiślaków. Takie "zagrania" muszą spotykać się ze zdecydowaną reakcją arbitra, tymczasem pan Dawid Piasecki pokazał żółtą kartkę Andrzejowi Niedzielanowi i uznał, że to wystarczy, nie napominał naszych rywali nawet ostrzeżeniami. Daleki jestem od sugerowania teorii spiskowych, natomiast skoro krytyce mogą podlegać piłkarze, to także i arbitrzy.

Bynajmniej nie zamierzam też usprawiedliwiać piłkarzy Białej Gwiazdy osobą sędziego. Brak zwycięstwa w Kielcach jest przede wszystkim pokłosiem naszych licznych błędów, nie tylko indywidualnych, choć te były najbardziej widoczne. I choć zwycięstwo uciekło nam dopiero w ostatnich sekundach, to Wisła jako zespół w wielu elementach nie może być zadowolona ze swojej postawy w niedzielnym meczu.

Największy błąd Wisła popełniła w pierwszej połowie, tuż po zdobyciu bramki - przestała grać swoją piłkę. Krakowianie zaczęli ten mecz w dobrym stylu, wyłączając może 2-3 pierwsze minuty. Imponowali nie tylko ciekawymi i kolektywnymi rozwiązaniami i dużą płynnością gry, ale także zaangażowaniem graczy defensywnych w ofensywę. Cikos w pierwszych 20 minutach gry wykonał tyle akcji ofensywnych, ile zazwyczaj robi w całym meczu. Stoperzy naprawdę sprawnie wprowadzali piłkę do gry. Melikson cofał się pod obrońców, również Jirsak z Sobolewskim potrafili zawiązać akcję. Obraz naszej gry nastrajał bardzo optymistycznie.

I wtedy Wisła zdobyła bramkę, w gra zaczęła się stopniowo sypać. Wisła zamiast nacierać dalej według schematów, które do tej pory się sprawdzały, zupełnie się zdezorganizowała. Defensywa cofnęła się pod własne pole karne, jakby już zamierzała bronić wyniku, Melikson natomiast uciekł pod nasz ofensywny tercet, coraz rzadziej wspomagając defensorów w wyprowadzeniu piłki. Boczni obrońcy zaniechali obiegów. Na środku pola pozostał jedynie Jirsak, który miotał się między uciekającymi partnerami, nie będąc przez to zbytnio przydatnym pod żadną z bramek.

W efekcie udawało nam się wyprowadzać piłkę z naszej połowy i nawet docierać pod szesnastkę rywali, ale tam właśnie zaczynało nam brakować piłkarzy do gry, bo większość zostawała gdzieś z tylu przyklejona do swoich pozycji. Biorąc po uwagę rozrzut naszych zawodników i brak zagęszczania poszczególnych stref boiska, czy tworzenia przewagi na małej przestrzeni, aż dziw bierze, że byliśmy w stanie w ogóle konstruować kolejne akcje. Wytłumaczenie jest tylko jedno, w ofensywie dysponujemy indywidualnościami, które same potrafią "pociągnąć" naszą grę.

Niestety nie można tego powiedzieć o naszej defensywie, toteż taktyczna rozsypka, w jakiej znalazła się Wisła, właśnie tam dawała się najbardziej we znaki. Głęboko cofnięta defensywa i wciąż nacierająca ofensywa sprawiały, że Wisła w środku pola nie potrafiła hamować kontrataków gospodarzy. Akcje stanowczo zbyt łatwo przenosiły się spod jednej bramki pod drugą. Co gorsza, również pod naszą bramką nie potrafiliśmy się odpowiednio zorganizować.

W niektórych sytuacjach cała defensywa spłaszczała się w szóstkę ustawioną w linii. Jak łatwo się domyślić, linia ta była bardzo poszarpana i stanowiła zachętę do rzucania prostopadłych piłek na Niedzielana. Ze względu na wyrwę w środku pola, wiele naszych wybić padało łupem rywali, co dodatkowo stwarzało wyśmienite okazje do rzucania prostopadłych podań za plecy naszych mijających się obrońców.

Druga połowa to przede wszystkim wypadkowa naszych błędów i szaleńcza huśtawka nastrojów. Z czysto piłkarskiego punktu widzenia, widać było przede wszystkim nasze braki w obronie. Pozbawieni skomasowanej asekuracji i korzyści płynących z częstego podwajania i potrajania krycia, momentami byliśmy bezradni w defensywie. Na szczęście gracze ofensywni potrafili przytrzymać piłkę, co sprawiało, że zyskiwaliśmy momenty wytchnienia. Po dwóch roszadach trenera i zejściu zawodnika gospodarzy, pożar udało się przygasić i nieco lepiej zorganizować się w defensywie, jednak od spokoju w tyłach wciąż byliśmy dalecy.

Warto też zauważyć dwa niepokojące czynniki, które w połączeniu stanowią bardzo duże zagrożeniedla Wisły. Nie dość, że Wisła w kolejnym meczu oddaje bardzo dużych stałych fragmentów w bezpośredniej bliskości własnego pola karnego, to na dodatek znowu popełnia przy tych stałych fragmentach wyraźne błędy. Samobój Wilka możemy nazwać wypadkiem przy pracy, ale sytuację, w której Korzym "na dwa razy" pokonuje bramkarza, podczas gdy otaczających go pięciu obrońców uważnie się wszystkiemu przygląda, już nie. Podobnie z sytuacją, gdy cała obrona wyszła łapać rywali na spalonego, tylko Chavez pobiegł w drugą stronę i brak straty bramki możemy zawdzięczać jedynie nieporadności gospodarzy. Kryjemy strefą, więc każdy powinien robić, co do niego należy, niezależnie od partnerów.

Jeszcze jedna kwestia, którą należy poruszyć, to zmiany dokonane przez trenera. O ile decyzja o zastąpieniu Małeckiego przez Wilka była całkowicie zrozumiała (Małecki nie sprawdza się przy przetrzymywaniu piłki, a ktoś z ofensywy musiał zejść), o tyle zmiana Meliksona była raczej błędem. Nie zamierzam czepiać się tutaj Łobodzińskiego i jego zagrań, natomiast jest to inny rodzaj zawodnika niż Melikson, piłkarz, który futbolówki nie przytrzyma. Jeśli miał zejść zmęczony Melikson, to w jego miejsce musiał wejść Rios, który umie utrzymać się przy piłce, który lubi ją prowadzić. Jeśli koniecznie miał wejść Łobodziński, to za Kirma, gracza o zbliżonej charakterystyce. W tamtym momencie nasza taktyka się sprawdzała, a trzecia zmiana była podyktowana grą na czas, dlatego błędem było zamienianie zawodników o różnych predyspozycjach.

Rios mógł też pojawić się wcześniej na boisku, w miejsce Genkowa, choć trzeba przyznać, że z wprowadzenia Siwakowa trener jak najbardziej się wybroni. Białorusin zagęścił środek pola, a Kirm sprawdzał się jako najbardziej wysunięty zawodnik. Natomiast całkowicie niezrozumiała pozostaje dla mnie jedna kwestia. Brak zmiany Sobolewskiego w przerwie meczu. Wiem, że trener darzy go dużym szacunkiem i bardzo na nim polega, bo to zawodnik, który przy naszych niemrawych defensorach dodaje naszej obronie agresji i dynamiki.

Jednak zadaniem kogoś ze sztabu trenerskiego było wytknąć trenerowi, że Sobolewski raczej tego meczu nie skończy na boisku. Zbyt wiele się działo, zbyt ostro grała Korona i zbyt pobłażliwy był sędzia, by znany z dyskusji z arbitrami, twardej gry i boiskowej niepokorności Sobolewski mógł nie zobaczyć drugiej żółtej kartki. Można było się zastanawiać, kiedy i w jakich okolicznościach się to stanie, ale sprawa dla większości kibiców była już raczej przesądzona, tym bardziej powinna być dla trenerów pracujących w klubie od ładnych paru lat.

Oceny piłkarzy
0 (Występ poniżej krytyki!), 1 (Fatalnie), 2 (Źle), 3 (Słabo), 4 (Dostatecznie), 5 (Przeciętnie), 6 (Poprawnie), 7 (Dobrze), 8 (Bardzo dobrze), 9 (Świetnie), 10 (Co ten piłkarz jeszcze robi w Polsce?)

  • Sergei Pareiko - 9

Bardzo pewny punkt drużyny. Druga obroniona jedenastka, w dodatku trudniejsza niż ta sprzed tygodnia. Do tego kilka pewnych interwencji po nieprzyjemnych strzałach i w groźnych sytuacjach. Żadna ze straconych bramek nie obciąża konta Estończyka. W skrócie kolejny świetny występ naszego golkipera.

  • Erik Cikos - 3

Po pierwszych dwudziestu minutach gry miałem nadzieję, że nareszcie będę mógł pochwalić Słowaka. Po pierwszej połowie wciąż miałem nadzieję, niestety druga odsłona niedzielnego meczu była bardzo brutalnym testem dla naszego prawego obrońcy. Przed przerwą Cikos miał sporo wsparcia od partnerów, którzy przeważnie wyręczali go w głębszej defensywie, nie zawsze skutecznie, ale jednak zdejmowali z jego barków odpowiedzialność za poszczególne interwencje, a przynajmniej część tej odpowiedzialności.

Po przerwie Cikos nie miał takiego wsparcia i zaczęły się rajdy Korony naszą prawą stroną. W pewnym momencie bodajże pięć kolejnych akcji Korony poprowadzonych flanką, za którą odpowiadał Cikos zakończyło się dośrodkowaniami. Słowak bardzo słabo gra na wysokości pola karnego, biorąc pod uwagę fakt, że jest nominalnym prawym obrońcą, należałoby rzec, że robi to wręcz fatalnie. Zablokowanie jakiegoś dośrodkowania zdarza mu się w tej strefie naprawdę sporadycznie. Lepiej wiedzie mu się przy interwencjach wyżej w polu i grze na uprzedzenie, choć i tam w niedzielę popełniał błędy.

Ocenę zacząłem od pozytywnej strony występu Cikosa i od tej strony też zakończę. Przez pierwsze 20 minut naprawdę podobała mi się aktywność Cikosa w ofensywie, widać, że zawodnik nad tym pracuje. Z efektami bywało różnie, ale ogólnie tym okresem zawodnik pozostawił po sobie pozytywne wrażenie. Warto, żeby pracował dalej i prezentował podobną aktywność w przekroju całego spotkania, a nie tylko na jego urywku. Cikosa pochwalę też za bardzo przytomne podanie do Genkowa, po którym Bułgar wyszedł sam na sam z bramkarzem.

  • Kew Jaliens - 6

Nie spodobało mi się jego zachowanie przy bramce strzelonej przez Korzyma. Co prawda dostał piłką przy pierwszej próbie uderzenia, ale powinien natychmiast ruszyć za futbolówką i przyblokować rywala, uniemożliwiając mu oddanie drugiego strzału. Odległość była nieduża, bieg wypadków szybki, ale stoper powinien cechować się w takich sytuacjach wręcz instynktowna agresywnością, tymczasem Jaliens wręcz uchylił się przed silną dobitką. Nie wiem, czy nasz stoper ponosi w tej sytuacji największą odpowiedzialność, bo Korzym stał sam między pięcioma czy sześcioma Wiślakami, ale zachowanie Holendra zdecydowanie nie odpowiada mojemu wyobrażeniu stopera.

Mimo to, poza tą jedną sytuacją, Jaliens był zdecydowanie najpewniejszym spośród naszych obrońców. Przede wszystkim nie popełniał wyraźnych błędów, jeśli się mylił, były to drobne omyłki, rozmywające się w przekroju całego meczu i nie mające poważniejszych konsekwencji (ręka przed rzutem wolnym Vukovicia była raczej przypadkowa). Nie grał wybitnie, ale był dosyć solidny we wszystkich elementach gry i zaprezentował się poprawnie. Na wyróżnienie po raz kolejny zasługuje jego umiejętność operowania piłką. Imponował nie tylko jakością podań, ale również prowadzeniem piłki i wymuszaniem ataków ze strony napastników rywali, co ułatwiało wprowadzenie piłki do gry.

  • Osman Chavez - 4

Zawodnik z jednej strony aktywny, często interweniujący, niestety również często mylący się przy interwencjach. Wcześniej wspomniałem już o sytuacji z rzutem wolnym z końcówki meczu. Do tego doszedł poważny błąd przy rzucie karnym. Nie chodzi nawet o wślizg, po którym sędzia podyktował jedenastkę, bo wciąż mam wątpliwości, czy rywal nie symulował, bo aktorstwa z całą pewności dołożył dużo. Chodzi o sam zalążek problemu, Chavez wyszedł z linii za rywalem, ale był bardzo spóźniony. W efekcie wcale nie przeszkadzał rywalowi, a za sobą pozostawił wyrwę w szyku obronnym. Lukę, w którą wbiegli z piłką rywale. Niestety podobnych błędów Honduranin miał jeszcze kilka, choć niekoniecznie aż tak spektakularnych.

W pojedynkach powietrznych Chavez spisywał się dość dobrze, choć nie zawsze zgrywał pod nogi partnerów. Tu też trzeba zwrócić uwagę, że niestety nie zawsze partnerzy byli w pobliżu, by móc im piłkę odegrać. Na koniec pochwalę jeszcze stopera, bo widać wyraźną poprawę w tym, jak operuje piłką. Na wybicia decyduje się coraz rzadziej i przeważnie jest to uzasadnione, a piłki po jego długich wykopach też częściej zmierzają w kierunku partnerów i mają w sobie więcej energii, nie są to już długo lecące balony, łatwe do przechwycenia do obrońców. Zauważyłem nawet, że w jednej, czy dwóch sytuacjach Chavez zdecydował się zwieść naciskającego go napastnika i zrobił to bardzo skutecznie.

  • Dragan Paljić - 5

Z oceną występu Niemca mam spory problem. Momentami w obronie był równie nieskuteczny, co Cikos. Na dobrą sprawę trudno powiedzieć, czy mniejsza liczba dośrodkowań z jego strony boiska jest zasługą naszego obrońcy, czy mniejszej aktywności gospodarzy na tej flance. Z drugiej strony Paljić w przekroju całego spotkania pracował zdecydowanie bardziej równomiernie i bardziej samodzielnie. Podobnie jak Słowak był dosyć aktywny w pierwszym kwadransie, jeśli idzie o ofensywę, ale w przeciwieństwie do kolegi z drużyny miał też dobre wyjścia w późniejszych fragmentach meczu, co więcej jego zagrania dawały przeważnie lepsze rezultaty np. akcja zakończona karnym to pokłosie dobrej centry Paljicia.

Jednak to, co ostatecznie decyduje o dosyć wysokiej nocie obrońcy (w odniesieniu do tego, jak prezentował się w defensywie) to postawa Paljicia w ostatnim kwadransie gry. Niemiec bardzo skutecznie przytrzymywał futbolówkę, trzeba przyznać, że robił to z podobnym powodzeniem, co Melikson, momentami był nawet bardziej efektowny w swoich dryblingach i imponował spokojem z jakim wyprowadzał piłkę ze własnej połowy. Widzę też, że poprawił jakość (przede wszystkim siłę) swoich długich podań, co jeszcze jesienią było jego słabością. Teraz powinien jednak skupić się w pierwszej kolejności na wybijaniu półgórnych piłek. Paljić to zawodnik dosyć zaawansowany technicznie i nie przystoją mu takie kiksy w drugim meczu z rzędu.

  • Radosław Sobolewski - 3

czas gry: 57 minut
Pierwszy z grona zawodników, na którego ocenę występu rzutuje wyraźnie pojedyncza sytuacja. W tym wypadu chodzi oczywiście o drugą kartkę. Była ona ewidentna i sam zawodnik jeszcze przed decyzją arbitra zaczął zabierać się za zdejmowanie opaski kapitańskiej. Inna sprawa, że arbiter gdyby chciał, mógł ukarać Sobolewskiego bezpośrednią czerwienią. No ale w takiej sytuacji podobnie osądzony musiałby zostać też Vuković. Mimo wszystko trudno w tej sytuacji bronić zawodnika. Osłabił swój zespół w kluczowym momencie, w dodatku kartkę otrzymał za spięcie z Vukoviciem, podczas gdy cała sytuacja zaczęła się od brutalnego faulu Korzyma i jego kłótni z Meliksonem.

Co więcej, oczywiście czerwona kartka obniża ocenę występu Sobolewskiego, ale trzeba przyznać, że mecz z obroną w ogóle nie był najlepszy w wykonaniu naszego kapitana. Pierwsze 15-20 minut, podobnie jak partnerzy, przepracował pozytywnie, ale potem wespół z obrońcami cofa się zbyt głęboko i z jego gry było stanowczo zbyt mało pożytku w środkowej strefie boiska. Nie oznacza, to, że nie notował przechwytów, ale jednak nie wychodziło mu spowalnianie akcji Korony, która zbyt łatwo wyprowadzała piłkę aż pod nasze pole karne. Wyrazem pewnej bezradności w tym elemencie były dwa ewidentne faule taktyczne krótkim odstępie czasu, popełnione w pierwszej połowie gry, z których drugi został "nagrodzony" żółtą kartką.

W głębszej defensywie również różnie bywało ze skutecznością. Sobolewski często schodził do boku pomagać, lub nawet wyręczać bocznych obrońców, niestety nie zawsze przynosiło to efekty i niejednokrotnie piłka i tak przedostawała się w nasze pole karne. Na domiar złego nasz kapitan zanotował kilka strat przy wyprowadzaniu piłki z własnej połowy.

  • Tomas Jirsak - 5

Kiedy drużyna podzieliła się na dwa "obozy" - atakujących i broniących, Jirsak jako jedyny pozostał na środku i jako, że był am osamotniony, jego efektywność w pierwszej połowie zdecydowanie spadła. Nie mógł odnaleźć się ani w głęboko cofniętej obronie, gdzie liczyły się umiejętności stricte defensywne, ani w ofensywie, która bazowała na indywidualnych zrywach piłkarzy, a nie na kolektywie. Oczywiście w okresie poprzedzającym rozpad drużyny spisywał się dobrze, również w późniejszym okresie posłał kilka ciekawych podań. W drugiej połowie skupił się na defensywie i pracował z pewnymi sukcesami, zarówno w głębszej defensywie, jak i przy spowalnianiu ataków rywali, choć w tym aspekcie musiał najpierw poczekać na wejście z ławki Wilka.

  • Maor Melikson - 7

Zawodnik, z którego oceną mam nadspodziewany problem. Melikson między bramką dla Wisły a czerwoną kartką dla Sobolewskiego zanotował okres wyraźnie słabszej gry. Rzadko wracał pod obrońców po piłkę, w destrukcji był momentami spóźniony i ogólnie mało efektywny. Co gorsza notował dużo strat, często niewymuszonych, płynących z własnego błędu, a nie podjęcia ryzyka, czy też nacisku rywala. Z drugiej strony Melikson wypracował bramkę na 2:0 i w późniejszym okresie pełnił bardzo ważną rolę na boisku, przytrzymując piłkę na połowie rywali. W ostatecznym rozrachunku miał duży wpływ na to, że Wisła niemal do ostatnich sekund prowadziła z Koroną, ale należy też zauważyć, że utrzymywanie piłki należało do jego boiskowych zadań. U Paljicia podobne zachowanie było bonusem, w wypadku Izraelczyka podstawą, z której należało go rozliczać.

  • Patryk Małecki - 5

czas gry: 62 minuty
Kolejny gracz, którego rozliczać trzeba niestety również przez pryzmat błędu. Napastnik mimo wszystko powinien wykorzystywać rzuty karne. Pół biedy, jeśli bramkarz wykaże się dobrą interwencją, ale w wypadku jedenastki Małeckiego problemem było jej złe wykonanie, a nie postawa golkipera. Poza tym Malecki zagrał poprawne zawody, w przeciwieństwie do wielu poprzednich spotkań rzadko "szarpał", ale za to zaprezentował kilka bardzo konkretnych zagrań. Momentami znikał z pola widzenia, ale wkładał też sporo pracy w defensywę.

  • Andraż Kirm - 7

Zawodnik, który od pewnego czasu trzyma wysoki poziom. Nie inaczej było w niedzielę, nieudane zagrania Kirma można było zliczyć na palcach jednej ręki. A był to przecież zawodnik aktywny, pokazujący się pod grę, starający się nie tylko grać zespołowo, ale także próbujący zagrań indywidualnych. Bardzo ruchliwy, dobrze poruszający się po boisku gracz, który miał wydatny wpływ na kształt naszej ofensywy, ale także udzielający się w defensywie.

  • Cwetan Genkow - 8

Kolejny zawodnik, z którego oceną mam problem. Problem sprowadza się do jednej kwestii. Czy oceniać go przez pryzmat zmarnowanej sytuacji? Gdyby Wilk nie strzelił samobója, wszyscy bylibyśmy w o wiele lepszych nastrojach, a do zmarnowanej sytuacji nikt nie przywiązywałby większej wagi, szczególnie, że Genkow był autorem pozostałych dwóch trafień. Z drugiej strony wykończenie Genkowa w tej sytuacji było efektowne, by nie powiedzieć efekciarskie, ale nie efektywne. A w piłce nożnej punkty przyznaje się za zdobyte bramki, a nie za styl. Bramkarz zrobił wszystko, żeby ułatwić Bułgarowi zdobycie bramki, mimo to Genkow chybił, nieznacznie, ale jednak. Jeden nazwie go po meczu bohaterem, drugi będzie mu wypominał zmarnowaną sytuację. Ja mimo wszystko skłaniałbym się w kierunku pierwszej opcji. Nawet takie gwiazdy jak Messi czy Ronaldo nieczęsto mają stuprocentową skuteczność.

I jeszcze jedna prośba do zawodnika - żeby trochę rzadziej przewracał się w polu karnym rywali, bo to jednak wstyd, jak taki wielki chłop dwa razy w jednej akcji sprawdza, czy murawa jest dostatecznie miękka. Obrońcy w Polsce grają ostro, ale odpowiedzią na to nie powinno być szukanie karnych, tylko walka z nimi. Zaręczam, że jak przyjdzie grać z ekipą z Anglii, to tamtejsi obrońcy nie będą milsi, a arbiter na szczeblu międzynarodowym może co najwyżej się zirytować i pokazać żółtą kartkę.

  • Cezary Wilk - 5

czas gry: 28+4 minuty
Kolejny zawodnik, który popsuł swój występ jednym zagraniem. Wilk do feralnej 93. minuty grał przynajmniej solidnie. W defensywie był nie tylko waleczny, ale też skuteczny. Zabierał piłki rywalom, asekurował partnerów i starał się spowalniać ataki rywali. Rzadko faulował, podczas gdy rywale, nie potrafiąc sobie z nim poradzić, często go "poniewierali". W dodatku w ofensywie też miał swoje akcenty, w kocówce mógł nawet zdobyć bramkę. Niestety pech chciał, że co nie udało się stojąc naprzeciw Małkowskiego, udało się do własnej bramki, w dodatku w momencie, gdy drużyna nie miała już jak na to zareagować. Pech. Miejmy nadzieję, że całe zdarzenie nie odbije się na psychice zawodnika, bo z Bełchatowem musi być gotowy, by zastąpić Sobolewskiego.

  • Michaił Siwakow

czas gry: 15+4 minuty
Grał zbyt krótko aby podlegać ocenie

  • Wojciech Łobodziński

czas gry: 1+4 minuty
Grał zbyt krótko aby podlegać ocenie

  • Podsumowanie

Wisła drugi raz na wiosnę zremisowała 2:2 na wyjeździe. Wyjazdy są niestety bolączką Wiślaków. Jedyne zwycięstwa przywożone z delegacji to wymęczone 1:0. Dopiero wiosną Wiśle udało się zdobyć więcej niż jedną bramkę na wyjeździe. Teoretycznie gra Wisły idzie w dobrym kierunku, widać coraz więcej poprawiających się elementów, kwestią czasu jest, kiedy elementy znajdą przełożenie na całościową postawę drużyny.

Niestety czas nie jest akurat czymś, czym dysponujemy w nadmiarze. W przeciągu najbliższych siedmiu tygodni zagramy dziewięć spotkań. Nie będzie już żadnej przerwy, przyjdzie za to grać w święta i dwukrotnie w środku tygodnia. W dodatku czekają nas wyjazdy trudniejsze od tego niedzielnego - mecze z Legią, Lechią i Śląskiem. Spotkania, w których drużyny z grupy pościgowej być może będą nawet faworytami. Do tego mecz z ciągle groźnym Lechem przed własną publicznością i derby, które niestety rządzą się własnymi prawami. Oby zgubione nieco pechowo, nieco na własne życzenie, punkty w meczu ze słabo spisującą się Koroną nie okazały się punktami na wagę ligowego złota.

Zapraszam do dyskusji!

wislakrakow.com (Uran235)

Źródło: wislakrakow.com