2011.04.21 Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 2:0

Z Historia Wisły

2011.04.21, Ekstraklasa, 23. kolejka, Wrocław, stadion Śląska, 20:00
Śląsk Wrocław 2:0 (1:0) Wisła Kraków
widzów: 8.000
sędzia: Paweł Gil z Lublina
Bramki
Radosław Sobolewski (sam.) 2'
Łukasz Gikiewicz 64'
1:0
2:0
Śląsk Wrocław
4-5-1
Marian Kelemen
grafika:zk.jpg Mariusz Pawelec
Piotr Celeban
Jarosław Fojut
Amir Spahić (grafika:Zmiana.PNG (59’ Łukasz Gikiewicz)
Tadeusz Socha
Antoni Łukasiewicz
Przemysław Kaźmierczak
grafika:zk.jpg Sebastian Mila
Marek Gancarczyk grafika:Zmiana.PNG (86’ Łukasz Madej)
Piotr Ćwielong grafika:Zmiana.PNG (84’ Waldemar Sobota)

trener: Orest Lenczyk
Wisła Kraków
4-5-1
Sergei Pareiko
Erik Czikosz grafika:Zmiana.PNG (69’ Andres Rios)
Osman Chavez
Kew Jaliens
Dragan Paljić
Radosław Sobolewski
Michaił Siwakow (grafika:Zmiana.PNG (46’ Maciej Żurawski)
Tomas Jirsak grafika:Zmiana.PNG (69’ Łukasz Garguła)
Andraž Kirm
Maor Melikson
Patryk Małecki

trener: Robert Maaskant
sytuacje: 11 - 18
strzały: 11 - 22
strzały celne: 5 - 6
dośrodkowana: 9 - 57
posiadanie piłki: 29% - 71%

O Wiśle Kraków czytaj także w oficjalnym serwisie Przeglądu Sportowego - Sports.pl

Bilet meczowy
Bilet meczowy

Spis treści

Przed meczem

Wisła - Śląsk: Biała Gwiazda ma być bardziej agresywna

Bartosz Karcz

To miał być mecz najdłużej niepokonanych w obecnym sezonie drużyn. Tak wydawało się przynajmniej do niedzieli. Nic z tego. Śląsk Wrocław właśnie w niedzielę przerwał swoją passę meczów bez porażki, gdy nieoczekiwanie poległ na swoim stadionie w spotkaniu z Koroną Kielce.

Licznik stanął na czternastu meczach bez przegranej. W ten sposób palmę pierwszeństwa przejęła Wisła, która nie znalazła pogromcy w ekstraklasie już od jedenastu spotkań. Krakowanie swoją serię mają zamiar podtrzymać również dzisiaj we Wrocławiu. Mało tego, piłkarzy spod Wawelu w konfrontacji ze Śląskiem interesują tylko trzy punkty. Tyle że na zwycięstwo ochotę mają również gospodarze. Zapowiada się bardzo interesujące widowisko, które rozpocznie się o godz. 20.

Trener Wisły Robert Maaskant środową konferencję prasową rozpoczął od pochwał dla Śląska: - Ten zespół miał znakomitą serię. Gdyby wygrał ostatni mecz z Koroną, to teraz byłby na trzecim miejscu w tabeli. To drużyna, która gra dobrze przeciwko silnym rywalom, co pokazała w tym sezonie w meczu z nami, ale też w spotkaniach z Legią i Lechem. To nie będzie dla nas łatwy mecz. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Do składu Wisły na dzisiejszy mecz wracają Patryk Małecki i Radosław Sobolewski, którzy nie grali z GKS-em Bełchatów ze względu na kartki. Maaskant nie ma jednak wszystkich piłkarzy do dyspozycji, bo ostatecznie do Wrocławia nie pojechał kontuzjowany Cwetan Genkow. To duża strata dla krakowskiego zespołu, gdyż Bułgar ostatnio był w wysokiej formie. W trzech meczach strzelił cztery bramki. Kto go zastąpi? Trener Wisły nie odkrył wczoraj wszystkich kart.

- Decyzję podejmiemy w czwartek, ale mam trzy możliwości wyboru - mówi Maaskant. - Zamiast Genkowa mogę wpuścić do ataku Riosa, Żurawskiego albo Małeckiego.

Choć Holender tego nie powiedział, wszystko wskazuje na to, że jednak zdecyduje się na opcję z "Małym" jako najbardziej wysuniętym piłkarzem "Białej Gwiazdy".

Kolejnym problemem, z którym będą musieli się dzisiaj zmierzyć piłkarze Wisły, są stałe fragmenty gry Śląska. Tak się bowiem składa, że krakowianie w ostatnich meczach mieli z nimi ogromne problemy. Po rzutach wolnych czy rożnych tracili sporo bramek. Tymczasem akurat wrocławianie mają dobrze dopracowany ten element gry i jest on ich bardzo mocną bronią.

- To prawda, że prawie wszystkie gole, jakie ostatnio straciliśmy, rywale strzelili nam po rzutach wolnych i rożnych. Jak temu zaradzić? Musimy być bardziej agresywni w obronie. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że siłą Śląska są rzuty wolne i rożne. W ten sposób próbują szukać okazji na gola. Mam jednak nadzieję, że nasza agresywna gra w defensywie tym razem przyniesie skutek. Mecz we Wrocławiu zapowiada się jako ciężki dla Wisły, a choć krakowianie jako lider tabeli rozdają karty, to przy ul. Reymonta nie ma mowy o samozadowoleniu. Maaskant nawet nie chciał wczoraj wdawać się w dywagacje, że już tylko Jagiellonia może zagrozić "Białej Gwieździe" w drodze po trzynasty tytuł mistrza Polski.

- Spokojnie. Ciągle mamy piętnastu rywali na tej drodze, a nawet... szesnastu - stwierdził szkoleniowiec, jakby chciał dać do zrozumienia, że jednym z problemów Wisły może być sama Wisła, jeśli jej zawodnicy za wcześnie uwierzą, iż sprawa tytułu już jest praktycznie rozstrzygnięta. Po chwili Maaskant dodał: - W tej chwili interesuje nas tylko najbliższy mecz i poprawa gry. Nawet jeśli gramy tak dobre spotkania jak z Bełchatowem, to zawsze można coś poprawić.

Na koniec dodajmy, że swoje małe problemy kadrowe ma również Śląsk. W meczu z Koroną czwartą żółtą kartkę w sezonie dostał Dariusz Sztylka i dzisiaj nie zagra. W jego miejsce trener Orest Lenczyk desygnuje do gry najprawdopodobniej Antoniego Łukasiewicza albo Sebastiana Dudka. Mecz będzie można zobaczyć w stacji Canal + Sport. Początek transmisji zaplanowano na godz. 19.30.

Źródło: Gazeta Krakowska

Maaskant: Genkow nie zagra. Mam trzy opcje

20. kwietnia 2011, 12:48

W środowe popołudnie, po treningu przy Reymonta, piłkarze Wisły wyjadą do Wrocławia. Jutro zagrają ze Śląskiem, a w kadrze meczowej zabraknie kontuzjowanego Cwetana Genkowa. – Opcję rezerwowe są trzy – nie zdradza swojego planu „B” trener Maaskant.

- W zespole panuje mocna rywalizacja, co stanowi duży komfort. Mam wybór zawodników, których mogę wpuścić z ławki. Zamiast Genkowa - Żurawskiego, Riosa albo Małeckiego – analizuje Holender. Każdy z wymienionej trójki to zawodnik o nieco innej charakterystyce. „Żuraw” najlepiej prezentuje się tyłem do bramki, cofa się po piłki. Rios ma zmysł do gry kombinacyjnej, a „Mały” częściej góruje w pojedynkach „jeden na jeden”. – Ostateczną decyzję o obsadzie tej pozycji podejmę w dniu meczu – przekonuje Maaskant.

Jeśli do ataku przesunie Małeckiego, na skrzydle znów ustawiony zostanie Maor Melikson. Izraelczyk co raz przekonuje, że nie ma z tym problemu i może grać na każdej pozycji. – Z Bełchatowem zaprezentował się fantastycznie – podkreśla szkoleniowiec.

Na przeciwległym biegunie znalazł się Michaił Siwakow, który przed tygodniem nie wykorzystał szansy występu od pierwszej minuty. Zagrał bezbarwne zawody, co raz oddając piłki do tyłu, jakby na alibi. - Ma potencjał, by prezentować się lepiej. Niby wszystko robił w porządku, ale nie było w tym niczego specjalnego. Moi zawodnicy mają zwyciężać. We Włoszech często gra się tak, by przede wszystkim nie tracić. Może z tego wynika ten inny sposób myślenia – mówił Maaskant.

Nasz czwartkowy rywal przed tygodniem przegrał pierwszy mecz po serii czternastu kolejnych remisów i zwycięstw. – Śląsk potrafi grać dobre mecze przeciwko silnym rywalom. Musimy przeciwstawić się im z agresją, wygrywać główki. Większość goli tracimy ostatnio po rzutach rożnych i wolnych – zauważa trener.

Przy obecnym układzie tabeli, Wiśle pozostał jeden rywal w walce o mistrzostwo Polski. Robert Maaskant, choć pewny siebie, nie daje się jednak wciągnąć w tego typu dywagacje. – Skupiamy się na tym, by grać dobre mecze i osiągać wyniki. Sytuacja jest komfortowa, ale wciąż mamy w lidze piętnastu rywali.

wislakrakow.com (PM)

Źródło: wislakrakow.com

Kibice Wisły i Śląska
Kibice Wisły i Śląska

Cikos: Musimy być ostrożni

Data publikacji: 21-04-2011 10:34


Za kilka godzin Wisła zmierzy się we Wrocławiu ze Śląskiem. Od powrotu Śląska do Ekstraklasy Biała Gwiazda grała na stadionie przy ul. Oporowskiej dwa razy – raz przegrała, raz wygrała. Jak będzie dzisiaj?

Przed 22. kolejką wrocławianie mieli na koncie czternaście meczów bez porażki. Ta świetna seria skończyła się wraz z meczem Śląska z Koroną, która pokonała swoich rywali 1:0. Tamto spotkanie pokazało, że wygranie z podopiecznymi trenera Oresta Lenczyka, chociaż trudne, wcale nie jest niemożliwe. „Musimy grać to, co gramy zawsze. Nie możemy patrzeć ba grę Śląska, ale na siebie. Myślę, że będzie ok” – przed dzisiejszym spotkaniem mówi prawy obrońca Wisły, Erik Cikos.

Jego zdaniem największą uwagę trzeba zwrócić na Sebastiana Milę i najlepszego strzelca Śląska – Przemysława Kaźmierczaka. „Śląsk to zespół, który bardzo dobrze się broni. Ma bardzo silne rzuty z autu, groźni są po stałych fragmentach gry” – dodaje Słowak. Właśnie rzut rożne i wolne, wykonywane przez przeciwników, sprawiają obronie Wisły najwięcej kłopotów. W spotkaniu z GKS-em Bełchatów po rzucie rożnym krakowianie stracili gola, mimo że grali w przewadze. „To brak koncentracji. Musimy być ostrożni przy rożnych i wolnych, i wykorzystywać wszystkie sytuacje, jakie będziemy mieli, do strzelenia gola” – podkreśla Erik.


AM Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



Źródło: wisla.krakow.pl

Relacje z meczu

Śląsk - Wisła: porażka "Białej Gwiazdy"

Bartosz Karcz, Wrocław

Piłkarze Wisły przegrali pierwszy ligowy mecz od października. Po jedenastu spotkaniach bez porażki, w czwartek sposób na krakowian znalazł Śląsk Wrocław, który ograł podopiecznych Roberta Maaskanta 2:0.

Wiślacy mocno skomplikowali sobie w ten sposób życie w tabeli. Tytuł mistrzowski po tej potyczce nie jest już tak oczywisty jak jeszcze niedawno się wydawało. Już w środę wieczorem presję na Wisłę nałożyła Jagiellonia, która pokonała Górnika Zabrze i zbliżyła się do “Białej Gwiazdy" na zaledwie trzy punkty. Krakowianie mieli więc pełną świadomość, że jeśli chcą utrzymać bezpieczną przewagę nad wiceliderem, muszą wygrać ze Śląskiem. Przed pierwszym gwizdkiem można się było spodziewać, że w tym meczu grę będzie prowadziła Wisła, a gospodarze nastawią się na kontry. Taka gra o wiele bardziej pasuje podopiecznym Oresta Lenczyka niż atak pozycyjny. Pokazały to choćby dwa ostatnie mecze Śląska, w których najpierw Widzew, a następnie Korona cofnęły się na swoją połowę i mocno utrudniły życie wrocławianom, czego efektem był zaledwie punkt w dwóch meczach.

W Śląsku liczyli jednak, że z Wisła będzie łatwiej, bo ofensywnie nastawieni krakowianie zostawią miejscowym sporo miejsca do kontr. Ten plan zyskał bardzo szybko dodatkowy atut, bo dla gości mecz rozpoczął się jak koszmar. Już w 2 min na strzał zdecydował się Kaźmierczak. I pewnie Pareiko złapałby piłkę po tym uderzeniu, gdyby nie fatalny w skutkach rykoszet od Sobolewskiego. W tym momencie Śląsk miał 1:0 i mógł grać swoją piłkę.

Krakowianom tymczasem dobry kwadrans zajęło dojście do siebie po ciosie z początku meczu. W tym czasie mogli przegrywać nawet wyżej, bo świetną okazję zmarnował Ćwielong.

Po ponad piętnastu minutach “Biała Gwiazda" wreszcie przejęła inicjatywę. Tylko, że rozgrywanie piłki przy bardzo ciasno ustawionych piłkarzach Śląska było bardzo trudne. Stary wyga, Orest Lenczyk wiedział jak rozłożyć akcenty na boisku, żeby wybić przyjezdnym atuty z rąk.

Przy odrobinie szczęścia Wisła mogła jednak do przerwy wyrównać. O mały włos nie uczynił tego Cikos, po którego dośrodkowaniu zmierzającą pod poprzeczkę piłkę z trudem odbił Kelemen. Po strzale Kirma natomiast piłkę sprzed linii bramkowej wybił Fojut. Trochę tego jednak było mało, a w dodatku niezbyt dobrze radził sobie w ataku Małecki, który w starciach z o głowę wyższymi od niego obrońcami był z góry skazany na niepowodzenie. Dostrzegł to również Maaskant, który już w 30 minucie wysłał na rozgrzewkę Żurawskiego, by wpuścić tego zawodnika do ataku zaraz po przerwie w miejsce Siwakowa. To jasno pokazało, że Wisła stawia wszystko na jedną kartę.

I rzeczywiście krakowianie ostro ruszyli do przodu i już w 51 minucie powinno być 1:1. Jak jednak Kirm nie trafił w bramkę, strzelając głową z kilku metrów, gdy był pozostawiony zupełnie bez opieki, pozostanie jego tajemnicą.

W kolejnych minutach Wisła biła dalej głową w mur, a Śląsk czekał na swoją szansę na kontrę. I doczekał się w 64 minucie gdy Melikson przegrał pojedynek powietrzny przed polem karnym wrocławian. Ci wyprowadzili błyskawiczny atak. Mila zagrał do Gancarczyka, ten wyłożył piłkę Ł. Gikiewiczowi i napastnikowi gospodarzy pozostało umieścić piłkę w pustej już bramce. W tym momencie było praktycznie “po meczu", bo choć Maaskant próbował jeszcze ratować chociaż remis, posyłając na boisko Gargułę i Riosa, to Śląsk był zbyt dobrze zorganizowany w obronie, żeby wypuścić z rąk taką szansę na zwycięstwo z Wisłą.

Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 2:0 (1:0)

Bramki: Sobolewski 2-samob., Ł. Gikiewicz 64.

Żółta kartki: Pawelec, Mila.

Sędziował: Paweł Gil (Lublin).

Widzów: 8500.

Śląsk: Kelemen 4 - Pawelec 3, Celeban 3, Fojut, Spahić 3 (59 Ł. Gikiewicz) - Socha 3, Łukasiewicz 3, Kaźmierczak 4, Mila 4, Gancarczyk 4 (86 Madej) - Ćwielong 3 (84 Sobota). Trener: Orest Lenczyk.

Wisła: Pareiko 3 - Cikos 3 (69 Rios), Jaliens 3, Chavez 3, Paljić 2 - Kirm 2, Sobolewski 3, Siwakow 3 (46 Żurawski 2), Jirsak 3 (69 Garguła), Melikson 3 - Małecki 3. Trener: Robert Maaskant.

Źródło: Gazeta Krakowska

Wisła wypunktowana przy Oporowskiej

21. kwietnia 2011, 18:14 (aktual. 21. kwietnia 2011, 22:00)

tumb

Zespół Śląska nie okazał się gościnny dla Wisły i skutecznie wypunktował ją przy Oporowskiej. Podopieczni Oresta Lenczyka zwyciężyli 2:0, imponując zaangażowaniem, realizacją założeń taktycznych i świetnym przygotowaniem fizycznym. Samobójcze trafienie zaliczył Sobolewski, a wynik ustalił Gikiewicz. Tym sposobem przewaga Wisły nad Jagiellonią stopniała w tabeli do zaledwie trzech punktów.

W porównaniu z poprzednim meczem w Krakowie, w składzie naszego zespołu nastąpiły dwie zmiany. Pauzę za kartki odpokutowali Radosław Sobolewski i Patryk Małecki. Kapitan zajął swoją naturalną pozycję, natomiast „Mały” zastąpił w ataku kontuzjowanego Cwetana Genkowa. Trener Wisły nie zaufał Maciejowi Żurawskiemu, ani Andresowi Riosowi.

Niestety, już drugi raz w tej rundzie wiślacy rozpoczęli grę będąc myślami gdzieś z dala od boiska. W efekcie, już w 80. sekundzie spotkania Przemysław Kaźmierczak wyszedł sam za spóźnioną linię obrony. Sytuację próbował ratować „Sobol”, ale jego wślizg tylko zmylił bramkarza i dał trafienie samobójcze.

Wrocławianie ustawili sobie mecz i bardzo agresywnie zaatakowali Wisłę pressingiem już na jej połowie. Z czasem jednak nasz zespół zepchnął ich do defensywy. Przez kwadrans gry Wisła notowała ponad 70-procentowe posiadanie piłki, jednak Śląsk skutecznie zagęszczał środek pola, ustawiając się nawet w ósemkę tuż przed własną „szesnastką”.

Dośrodkowania wiślaków co raz nie dochodziły celu. W pierwszej odsłonie najbliżej wyrównania byli Kirm i Jirsak. Po główce Słoweńca futbolówkę z linii bramkowej wybił Fojut, zaś uderzenie z dystansu Tomasa świetnie wybronił golkiper. Śląsk odpowiadał szybkimi kontrami lub strzałami z dystansu, które nie przynosiły dalszego efektu.

W przerwie trener Maaskant dokonał jednej zmiany. Grającego zbyt defensywnie Siwakowa zastąpił Maciejem Żurawskim. Śląsk jednak nadal konsekwentnie wykonywał założenia taktyczne, neutralizując zagrożenie pod własną bramką. Wisła atakowała raz po raz, nie mogąc oddać celnego strzału, aż wreszcie w 64 minucie nadziała się na kontrę. Piłki po rzucie rożnym nie przejął atakowany na 18. metrze przez Celebana Melikson, po czym czterej wrocławianie wyszli na dwóch obrońców Wisły i z zimną krwią wykończyli akcję. Z najbliższej odległości do siatki trafił wprowadzony chwilę wcześniej Łukasz Gikiewicz.

Szansę na kontaktowe trafienie zmarnował Andraz Kirm, przegrywając pojedynek z Kelemenem. Bramkarz był górą także pod przeciwległym polem karnym, gdzie na 3:0 nie zdołał podwyższyć Ćwielong. Czas płynął, a obraz gry nie ulegał zmianie. Krakowianie bili głową we wrocławski mur, który od czasu do czasu sam potrafił groźnie odpowiedzieć. Tym częściej, im więcej sił do ataku rzucała Wisła.

W końcu okazało się, że ofensywne wypady gospodarzy przynoszą dużo więcej zagrożenia niż nieporadne próby wiślaków. Aż trudno uwierzyć, że żaden z nich nie zakończył się podwyższeniem rezultatu. Po czterech minutach doliczonego czasu gry, sędzia Paweł Gil zakończył zawody i komplet punktów został we Wrocławiu…

tumb

Statystyka meczu Śląsk - Wisła (za Canal+)
- sytuacje: 11 - 18
- strzały: 11 - 22
- strzały celne: 5 - 6
- dośrodkowana: 9 – 57
- posiadanie piłki: 29% - 71%

Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 2:0 (1:0)

1:0 Radosław Sobolewski (sam.) 2 min

2:0 Łukasz Gikiewicz 64 min

Żółte kartki: Pawelec, Mila (Śląsk)

Śląsk: Marian Kelemen - Mariusz Pawelek, Piotr Celeban, Jarosław Fojut, Amir Spahić (59 min - Łukasz Gikiewicz) - Tadeusz Socha, Antoni Łukasiewicz, Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila, Marek Gancarczyk (86 min - Łukasz Madej) - Piotr Ćwielong (84 min - Waldemar Sobota)

Wisła: Sergei Pareiko - Erik Czikosz (69 min - Andres Rios), Osman Chavez, Kew Jaliens, Dragan Paljić - Radosław Sobolewski, Michai Siwakow (46 min - Maciej Żurawski), Tomas Jirsak (69 min - Łukasz Garguła) - Andraz Kirm, Maor Melikson, Patryk Małecki

Sędzia: Paweł Gil (Lublin)

Widzów: 8000

wislakrakow.com (redakcja)

Źródło: wislakrakow.com

Niegościnny Wrocław

Data publikacji: 21-04-2011 22:00


Po raz pierwszy w rundzie wiosennej Biała Gwiazda została pokonana. Udało się to Śląskowi, który wygrał z Wisłą na własnym stadionie 2:0.

Wisła do Wrocławia przyjechała bez Tsvetana Genkowa, który w trzech ostatnich meczach ligowych czterokrotnie wpisał się na listę strzelców. Trener Robert Maaskant postawi ł więc w ataku na Patryka Małeckiego, a miejsce „Małego” na prawej pomocy zajął Maor Melikson, który grał już na tej pozycji w meczu z GKS-em Bełchatów. Do składu wrócił także Radosław Sobolewski, który w poprzedniej kolejce pauzował za żółte kartki, i to on był największym pechowcem pierwszej części spotkania, a właściwie pierwszych minut. W 80. sekundzie Przemysław Kaźmierczak strzelał na bramkę Białej Gwiazdy, piłka odbiła się od blokującego ten strzał Sobolewskiego i myląc Siergieja Pareikę, wpadła do siatki. Cztery minuty później mogło być 2:0 dla gospodarzy. Po rzucie wolnym, wykonywanym przez Sebastiana Milę, piłka trafiła do niepilnowanego Piotra Ćwielonga, ale w ostatniej chwili został on przyblokowany.


Po tym dobrym początku dla Śląska, przewagę, i to znaczną, uzyskała Wisła. Przez długie minuty krakowianie nie schodzili z połowy rywala, ale podopieczni trenera Oresta Lenczyka umiejętnie bronili dostępu do swojej bramki. W 25. minucie Erik Cikos dośrodkował w pole karne Śląska, Marian Kelemen wypiąstkował piłkę wprost na głowę Andraża Kirma, który strzelał głową, ale futbolówkę sprzed linii bramkowej wybił powracający Jarosław Fojut. W 32. minucie golkiper Śląska z trudem obronił strzał z dystansu Tomasa Jirsaka, a w 40. minucie Patryk Małecki, będący kilka metrów przed bramką Śląska, nie trafił w piłkę po podaniu Dragana Paljicia.


W drugiej połowie trener Robert Maaskant postanowił wzmocnić ofensywę swojej drużyny i w miejsce Michaiła Sivakowa wprowadził napastnika, Macieja Żurawskiego. Nie na wiele to się jednak zdało. Wisła co prawda długo utrzymywała się przy piłce na połowie gospodarzy, ale ci stanowili ścianę nie do przejścia. A kiedy Wiślakom udało się znaleźć jakąś lukę, to nie potrafili tego wykorzystać. Tak było w 51. minucie, kiedy Andraż Kirm, będący sam przed bramkarzem Śląska, posłał piłkę nad poprzeczką.

Wrocławianie swoich szans na kolejne bramki szukali w kontratakach. Było im o tyle łatwiej, że praktycznie wszyscy Wiślacy grali na połowie Śląska. Jedna z takich kontr zakończyła się golem. W 64. minucie czterech zawodników Śląska wyszło z akcją na dwóch piłkarzy Białej Gwiazdy. Sebastian Mila zagrał do Marka Gancarczyka, a ten odegrał piłkę do Łukasza Gikiewicza, który podwyższył wynik spotkania na 2:0. Cztery minuty później mogło być 3:0, ale Sergei Pareiko w sytuacji sam na sam nie dał się pokonać Piotrowi Ćwielongowi.

Szkoleniowiec Wisły postawił wszystko na jedną kartę i w 69. minucie zarządził podwójną zmianę: zdjął z boiska obrońcę, Erika Cikosa, a zamiast niego na placu gry pojawił się kolejny napastnik, Andres Rios, Tomasa Jirsaka natomiast zmienił Łukasz Garguła. W 70. minucie spotkania krakowianie mogli zdobyć bramkę kontaktową, ale Andraż Kirm znowu zmarnował doskonałą szansę, strzelając prosto w Mariana Kelemena.

Wisła Kraków z Wrocławia wraca bez punktów. Przegrana ze Śląskiem spowodowała, że druga w tabeli Jagiellonia odrobiła do Białej Gwiazdy trzy punkty. Teraz krakowianie nie mogą pozwolić sobie na kolejne porażki, bo przy jednoczesnym wygrywaniu Jagiellonii, białostoczanie mogą zepchnąć Wisłę z pierwszego miejsca w tabeli.

Śląsk Wrocław – Wisła Kraków 2:0 (1:0)

1:0 Sobolewski 2’ (sam.)

2:0 Ł. Gikiewicz 64’

Śląsk Wrocław: Kelemen – Pawelec, Celeban, Fojut, Spahić (59’ Ł. Gikiewicz) – Łukasiewicz – Socha, Mila, Kaźmierczak – Ćwielong (83’ Sobota), Gancarczyk (85’ Madej)

Wisła Kraków: Pareiko – Cikos (69’ Rios), Jaliens, Chavez, Paljić – Melikson, Jirsak (69’ Garguła), Sobolewski, Sivakov (46’ Żurawski), Kirm – Małecki

Żółte kartki: Pawelec, Mila (Śląsk)

Sędziował: Paweł Gil (Lublin)

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Minuta po minucie

Dziś we Wrocławiu mecz przyjaźni: Śląsk kontra Wisła. Na boisku Wisła walczyć będzie o utrzymanie 6-punktowej przewagi nad Jagiellonią. Wczoraj białostocczanie wygrali z Górnikiem i zmniejszyli dystans do Białej Gwiazdy.

Jesienią Śląsk przy Reymonta zremisował 0:0 przerywając serię pięciu przegranych meczów, po której trenerem wrocławskiej drużyn został Orest Lenczyk. Od tego czasu Śląsk długo nie przegrywał i dopiero w ostatniej kolejce sposób na ten zespół znalazła Korona Kielce.

To może być ostatni mecz Śląska z Wisłą przy Oporowskiej. Następna potyczka powinna odbyć się już na lśniącym nowością 40-tysięcznym obiekcie w Maślicach, przygotowanym na Euro 2012.

Przypomnijmy, że dziś nie wystąpi Cwetan Genkow, zdobywca trzech goli w dwóch ostatnich meczach Wisły. Kto go zastąpi? Stawiamy na Patryka Małeckiego. Robert Maaskant bierze też pod uwagę Andresa Riosa i Macieja Żurawskiego.

Trener Maaskant staje się coraz bardziej przewidywalny. Za Genkowa z przodu Małecki, za Małeckiego na lewej stronie Melikson a w środku Siwakow.

W wyjściowym składzie Ślaska jest oczywiście były gracz Wisły, Piotr Ćwielong.

tumb

Już na długo przed meczem kibice Wisły i Śląska widoczni w całym mieście. Trybuna odkryta zapełnia się bardzo szybko. Trwa rozgrzewka, piłkarze Wisły wychodząc na nią dostali gromkie brawa.

Z innych boisk: zakończył się właśnie mecz w Krakowie. Cracovia zremisowała z Zagłębiem 2:2 zdobywając wyrównującą bramkę w 93 minucie.

Kazimierz Węgrzyn dokonując zapowiedzi meczu dostał właśnie strzała piłką w głowę. Kaziu zawsze był twardy :) Wytrzymał.

Orestowi Lenczykowi bardziej zależy dziś na wyniku a nie na ładnej grze. Tak przynajmniej zapewnił w Canal+. Pozostaje więc Wiśle rozbić ten wrocławski mur. Skuteczniej niż pół roku temu przy Reymonta 22 gdy było 0:0.

Kazimierz Węgrzyn przeniósł się z murawy do kamery komentatora :)

Przed meczem prezes Ekstraklasy S.A. wręczył dwie marcowe nagrody dla najlepszego piłkarza i trenera. Pierwszą zgarnął Przemysław Kaźmierczak a drugą - Orest Lenczyk.


  • 1’ Zaczynamy od środka, pierwsze kopnięcie Jirsaka i Małeckiego.
  • 2’ Samobój, gol dla Śląska! Zaspała obrona Wisły, bo Kaźmierczak wbiegł za obronę Wisły, uderzył, ale nieczysto, nie w światło bramki. Wślizg Sobolewskiego, piłka zablokowana wpada w krótki róg bramki Wisły.
  • 4’ Akcja Wisły prawą stroną powstrzymana w okolicach chorągiewki.
  • 4’ Głęboka centra z prawej strony wychwycona przez Kelemena.
  • 6’ Rzut wolny dla Śląska, 35 metrów, miękka centra, piłkę przejmuje Ćwielong, ale miał problem z oddaniem strzału. Trochę mu tam przeszkodził Jaliens.
  • 7’ Płaskie dośrodkowanie Meliksona lewą nogą w pole bramkowe, piłkę przejmują wrocławianie.
  • 9’ Chavez odbiera piłkę Gancarczykowi, sędzia gwiżdże wątpliwy faul na prawym skrzydle Śląska.
  • 9’ Centra spokojnie wyłapana przez Pareikę i daleki wyrzut do przodu.
  • 10’ Wrzutka Siwakowa, piłka wybita, z większej odległości bardzo niecelnie uderzył Paljić.
  • 11’ Błąd Siwakowa, strata i kontra. Białorusin fauluje jeszcze na połowie Śląska. Nie ma kartki, jest ostrzeżenie.
  • 13’ Prawa strona boiska, Melikson ładnie oddaje do tyłu do Czikosza, ten centruje zbyt głęboko, ale piłka leciała w okienko bramki. Kelemen odbija nad poprzeczkę i sam wpada w słupek. Po kilkunastu sekundach bramkarz Śląska podnosi się obolały.
  • 15’ Wstrzelenie w nasze pole karne, Celeban znalazł się w dobrym miejscu do oddania strzału, ale tyłem do bramki nie złożył się odpowiednio. Kontra Wisły.
  • 15’ Pawelec tnie Patryka Małeckiego szarżującego lewym skrzydłem. Będzie wrzutka.
  • 16’ Jirsak wrzuca za krótko, piłka wybita przez gospodarzy.
  • 17’ Oblężenie Wisły. Wrzutka bądź krótsze podanie w pole karne, piłka wybijana i kolejna akcja Wisły.
  • 19’ Mocno bita piłka w pole bramkowe przez Kirma, ale trochę za głęboko. Kelemen na posterunku.
  • 20’ Teraz Wisła atakuje po ziemi, zagranie w kierunku Siwakowa na pozycji środkowego napastnika, ale znów Kelemen lepiej ustawiony.
  • 21’ Łukasiewicz próbował podobnego podania, jak w akcji, która przyniosła Śląskowi bramkę, ale tym razem ani obrońcy nie popełnili błędu, ani żaden z graczy Śląska nie pobiegł do piłki.
  • 24’ Wisła wciąż w natarciu, wciąż piłki wybijane z pola karnego Śląska padają łupem Wisły i wciąż budujemy kolejną akcję.
  • 25’ Piłka wybita sprzed linii bramkowej Śląska. Dobra centra Czikosza po pięknym zagraniu Meliksona, Kelemen piąstkuje, jest Kirm, główka, ale był tam też obrońca gospodarzy - Jarosław Fojut.
  • 25’ Małecki podaje po ziemi spod linii końcowej, ale piłka przeturlała się po całym polu karnym nieniepokojona przez nikogo. Melikson był w innym sektorze "szesnastki".
  • 28’ Wrzutka w pole karne Wisły, na nim czwórka graczy Śląska na spalonym.
  • 28’ Kirm skakał do główki w polu karnym Śląska, piłka wrzucona trochę za wysoko.
  • 29’ Strzał Sobolewskiego zablokowany na linii pola karnego. Dalej gramy piłką.
  • 31’ Posiadanie piłki w ostatnim kwadransie: 79 procent - Wisła, 21 procent - Śląsk. A na trybunach fala meksykańska.
  • 32’ 30 metrów do bramki Śląska, mocny strzał Jirsaka i piękna parada Kelemena zapobiegła utracie bramki.
tumb
  • 34’ Oddech dla Śląska. Uderzenie Mili z woleja zza pola karnego, ale bardzo niecelne.
  • 36’ Kirm w polu karnym, podanie po ziemi bardzo ładne, Siwakow zaatakował piłkę wślizgiem, ale brakło mu centymetrów do lepiej ustawionego Łukasiewicza. Faul Białorusina.
  • 38’ Ćwielong wychodził z akcją, świetnie złapany na spalonym Gancarczyk przez Chaveza. Brawo.
  • 40’ Duża przewaga Wisły, ale ciągle bez sytuacji. Za to dziesiątki podań w pole karne i dośrodkowań. I permanentne utrzymywanie się przy piłce przez Wisłę.
  • 40’ Szczęście Śląska, Paljić wchodzi, Małecki miał piłkę na linii pola karnego, ale źle przyłożył nogę do piłki i nie było celnego strzału.
  • 42’ Potwierdzenie tego o czym pisaliśmy dwie minuty temu. W dośrodkowaniach 20 do 5 dla Wisły.
  • 43’ Paljić wrzucał, nieporozumienie Kelemena z jednym z obrońców, ale skuteczne wybicie głową na prawo.
  • 43’ Ładne podanie Mili do Gancarczyka, trochę za mocne. Szybka kontra.
  • 44’ Paljić atakuje lewą stroną, jeden na jeden z Sochą i faul metr przed polem karnym. Będzie wrzutka z lewej strony.
  • 45’ Kirm uderza po ziemi, po krótkim rogu, ale trochę za lekko, stąd Kelemen pewnie chwyta piłkę.
  • 45’ Ładnie Wisła. Kirm prostopadle do Siwakowa, ten w polu karnym zagrywał w prawo do Małeckiego, ale piłka zablokowana.
  • 45’ Doliczona minuta.
  • 45+1’ Siwakow wrzuca spod linii końcowej, za blisko Kelemena...

Koniec pierwszej połowy. Póki co ultradefensywna taktyka Lenczyka przynosi powodzenie. Patryk Małecki potwierdza w przerwie to co przypuszczaliśmy. Niby Genkowa zastępuje dziś Małecki, ale dużo schodzi do boku a wówczas zastępuje go w środku Michaił Siwakow. Przygniatająca przewaga Wisły w posiadaniu piłki (74%-26%) i centrach (23-5). Sytuacje 9-4 dla Wisły, strzały 9-5, strzały celne 4-1. W przerwie mocniej rozgrzewają się Maciej Żurawski i Łukasz Garguła. "Żuraw" ćwiczy starty do piłki. Chyba wejdzie w przerwie. Maciej Żurawski przygotowany do wejścia za Siwakowa.

  • 46’ Śląsk zaczyna, a wspomniana zmiana przeprowadzona.
  • 46’ Maor wrzuca, Żuraw nie doszedł dopiłki, wybicie i aut dla Wisły. Druga połowa zaczyna się tak, jak trwała pierwsza przez dłuższy czas.
  • 47’ Melikson wywalczył róg.
  • 47’ Kirm po ziemi, lekki rykoszet po nodze Sochy i Kelemen.
  • 49’ Spahić na róg, tym razem centra z prawej.
  • 49’ I znów wybite, choć Sobol był blisko piłki poprawnie centrowanej przez Małeckiego.
  • 49’ Zabawa na trybunach. "Kryta - co? - Wesołych Świąt"
  • 51’ Doskonała pozycja Kirma! Wrzutka z lewej, Kirm miał miejsce, choć nie spodziewał się, że ta piłka przejdzie, dlatego nie wyskoczył na czas i ostatecznie główkował nad bramką.
  • 52’ Strzał Jirsaka zablokowany 7-8 metrów od bramki Śląska.
  • 52’ Zastanawiamy się kto jest teraz kapitanem drużyny, bo opaski u "Sobola" nie widać.
  • 53’ Centra Małeckiego, Pawelec przejmuje piłkę, wybija, Wisła przy piłce.
  • 54’ Łapie się za głowę Czikosz, bo gdyby wybiegł w tempo za zagraną sprytnie piłką przez Meliksona to pewnie dopadłby ją przed linią końcową.
  • 55’ Mocny strzał Spahicia i spokojne chwyt Pareiki.
  • 55’ Melikson traci piłkę ale szybko odzyskuje, faulowany przez Milę ma pretensje do gracza Śląska. Słuszna kartka.
  • 57’ Kirm przedryblował w pole karne, zagrał na lewo, centra, Jaliens blisko główki ale nic z tego.
  • 57’ Miał szansę Śląsk. Mila za obroną Wisły, zagrywa do Ćwielonga, ten sam wyrzucił się do lewej strony i z kąta posłał piłkę wzdłuż bramki zamiast w jej kierunku.
  • 58’ Ostro bita centra przez Paljicia, Kirm pod kryciem nie trafił w piłkę.
  • 58’ Małecki uderza.... w Żurawia. Szkoda, bo strzał szedł w światło bramki.
  • 59’ Gikiewicz za Spahicia.
  • 60’ Niecelny strzał Meliksona, jeszcze któryś z wiślaków starał się przejąć piłkę. Nie udało się.
  • 61’ Niemal nie zmienia się posiadanie piłki. 73%-27% dla Wisły, dośrodkowania 37-7.
  • 62’ Pole karne Wisły, faul Gikiewicza na Jaliensie.
  • 63’ Kiks Fojuta, siódmy róg dla Wisły.
  • 64’ Kontra Śląska i 2:0. Gospodarze wyszli z kontrą czterech na dwóch, bo Celeban wygrał pojedynek w powietrzu z Meliksonem. Zagranie do Mili, ten na prawo do Gancarczyka, będąc przed Pareiką zagrał na lewo do Gikiewicza, który z metra wbił do pustej bramki... piszczelem.
  • 66’ Rios szykuje się do wejścia.
  • 68’ Ćwielong sam przed Pareiką, broni Estończyk! Znów takie samo, gubiące obronę podanie, w którym jeden z wrocławian jest na spalonym, a z drugiej linii wychodzi na pełnym biegu partner.
  • 68’ Źle to wygląda. Także dlatego, że dotychczasowe rozgrywanie piłki wiązało się z dużą utratą sił.
  • 69’ Rios za Czikosza, a Garguła zmienia Jirsaka. Wisła gra na trzech obrońców.
  • 71’ Rios świetnie rozprowadził na prawo do Kirma, ten za długo zwlekał ze strzałem, który został zablokowany przez Kelemena. A Jirsak zszedł z boiska z kontuzjowaną kostką.
  • 73’ Melikson kontra Socha, wygrany rzut rożny.
  • 73’ Krótko rozegrany róg, Garguła odgrywa do Meliksona, ostry kąt i piękny strzał, ale tuż nad poprzeczką. Piłka opadła na siatkę.
  • 74’ Odważny wybieg Kelemena, który interweniował głową przed szarżującym Kirmem.
  • 74’ Centra Kirma, przepuszcza piłkę Żurawski, Rios nie dotarł do piłki. Róg.
  • 75’ Niecelna i lekka główka jednego z wiślaków.
  • 78’ Melikso odważnie, jest Żurawski, nie ma strzału. Teraz Sobolewski, chce strzelać, nie udaje się, znów odzyskanie piłki.
  • 83’ Rios wywalczył róg z prawej strony. Rozegra go Garguła.
  • 83’ Dwie centry i bez strzału. Próbował uderzać Kirm - zablokowany.
  • 84’ Waldemar Sobota za Piotra Ćwielonga.
tumb
  • 84’ Sobota za mocno do Gikiewicza.
  • 85’ Gikiewicz złapany na spalonym po podaniu od Soboty. Błąd sędziego.
  • 86’ Madej za Gancarczyka.
  • 87’ Zmęczenie w Wiśle, brak porozumienia Pareiki z Chavezem, przy piłce Madej, ale opadło go dwóch wiślaków i odebrali piłkę.
  • 89’ Kontrujący z lewej strony Sobota, zagranie do Mili, piłka poza boiskiem. A w środku boiska kontuzja Gikiewicza.
  • 89’ Nic z tego już nie będzie. Prędzej Śląsk coś strzeli.
  • 90+1’ Strzał rozpaczy Małeckiego z bardzo ostrego kąta.
  • 90+2’ Szansa na kontaktowego gola, Rios wrzuca, Żuraw nie trafił w piłkę, przejął ją Małecki i z półobrotu uderzył po ziemi. W Kelemena.
  • 90+3’ Wisła już bez wiary. Centra Kirma, Kelemen pięknie wyszedł do piłki.
  • 90+3’ Małecki uderza fatalnie...

Gospodarze skandują: "Orest Lenczyk".

Dziękujemy, że byliście dziś z nami. Walka o mistrzostwo wciąż otwarta, więc mam nadzieję, że w meczu z Górnikiem widzimy się przy Reymonta 22 przy komplecie trybun.

Koniec meczu. Źródło: wislakrakow.com

Wypowiedzi trenerów

Robert Maaskant

Robert Maaskant: Nie zawsze wygrywa lepszy

Mimo przegrania we Wrocławiu dwiema bramkami, szkoleniowiec Białej Gwiazdy przybył na pomeczową konferencję przekonany o wyższości swojej drużyny.

- Moja wypowiedź będzie bardzo krótka. Ten mecz dowodzi tego, że w futbolu lepsza drużyna nie zawsze wygrywa. Popełniliśmy oczywisty błąd w defensywie i po dwóch minutach straciliśmy bramkę, od tego momentu musieliśmy stale gonić wynik, co nam się nie udało. Mam pewne wątpliwości, czy druga bramka nie padła po spalonym, ale teraz nie ma to znaczenia.

- Mamy świadomość tego, że zdobycie mistrzostwa nie będzie proste. Wiemy, że szczególnie media chciałyby byśmy spanikowali z tego powodu, że rywale zbliżają się do nas. Wciąż jednak jesteśmy liderem, mamy trzy punkty przewagi nad Jagiellonią. Dzisiejszy mecz był sygnałem ostrzegawczym po długiej serii bardzo dobrych meczów. Teraz przegraliśmy, ale przed nami jeszcze pięć tygodni. Rywalizacja zacieśnia się, ale sezon jeszcze się nie skończył, musimy walczyć o każdy kolejny punkt.

- Spodziewaliśmy się, że Śląsk będzie grał z kontry na własnym boisku. Przez większą część czasu to my dominowaliśmy. Śląsk był groźny w trzech kontrach, ale nie miał wielu okazji poza tymi, w których zdobył bramki. Po przerwie graliśmy bardzo ofensywnie, bo chcieliśmy wyrównać wynik.

- Gdybym miał jeszcze raz podjąć tę decyzję, także postawiłbym w ataku na Małeckiego. Genkow nie mógł grać, a Żurawski ostatni raz cały mecz zagrał jesienią z Jagiellonią, Rios natomiast nie pokazuje tego, czego oczekuję.

wislakrakow.com (nikol)

Źródło: wislakrakow.com

Orest Lenczyk

Orest Lenczyk: Przegubowiec, wzorem Mourinho

Drużyna najlepszego trenera marca pokonała zmierzającą po mistrzowski tytuł Wisłę Kraków. Szkoleniowiec Śląska po końcowym gwizdku wykonał spontaniczny przewrót wprzód.

- Wczoraj na treningu ćwiczyliśmy grę defensywną, zdając sobie sprawę z tego, że nie mogliśmy pozwolić Wiśle grać pięknie i zdobyć 3 punkty. Po obejrzeniu pięknego meczu Real - Barcelona, postanowiłem, że skoro Mourinho może wstawić do bramki autobus, to my możemy wstawić przegubowiec.

- Mam szacunek dla zawodników za to, że podjęli walkę również grając, bo samo kopanie by nie wystarczyło. Determinacja i mądrość wielu piłkarzy na boisku doprowadziła do tego zwycięstwa. Byłem przerażony, że tak szybko strzeliliśmy bramkę, bo to była zapowiedź, że podrażniliśmy zwierzaka, który podniesie się i nas podepcze. Nie daliśmy się podeptać, ale mamy ofiary. Kontuzja Glikiewicza wydaje się być groźną.

- Mecz mógłby się zakończyć wyższym wynikiem, chociaż Wisła miała ogromną przewagę w grze, ale gorzej strzelała. Kelemen był naszą ścianą, która była nie do przebicia.

- O czym tu więcej gadać. Niech państwo idą do domu, wesołych świąt.

- Nawiasem mówiąc, chciałbym, aby te 3 punkty nie odebrały Wiśle mistrzostwa Polski.

wislakrakow.com (nikol)

Źródło: wislakrakow.com

Wypowiedzi zawodników

Czikosz: Zabrakło jakości w grze

Zdaniem Erika Czikosza, Wisła dobrze wiedziała, czego spodziewać się po grze Śląska, jednak w jej grze zabrakło jakości, by zrealizować przedmeczowe założenia.

Zrobiło się o to podwójnie trudno już w drugiej minucie, od której wrocławianie prowadzili 1:0. – Myślę, że gdyby nie ten gol, wynik byłby lepszy. Moglibyśmy wygrać. Odrabianie strat od samego początku nie jest sprawą łatwą – mówił Słowak.

- Po prostu nie byliśmy dziś dość efektywni. Strzały, które oddawaliśmy nie były wystarczająco groźne. Wiedzieliśmy, że rywale będą grać na „brejk”, przerywać nasze akcje, dużo wykorzystywać Kaźmierczaka. Dlatego Kew miał częściej wychodzić do środka i asekurować.

- Sprawa mistrzostwa trochę się skomplikowała, jednak wszystko wciąż w naszych rękach. Przegraliśmy, ale jedziemy dalej…

wislakrakow.com(PM)

Źródło: wislakrakow.com

Sobolewski: nikt z nas nie panikuje

2011-04-22 18:48:46, aktualizacja: 2011-04-22 18:48:46

- Wiem, że niektórym mediom Wisła już się znudziła, że chciałyby, w jakikolwiek sposób nas rozbić. Nie uda im się to jednak! - w rozmowie z "Gazetą Krakowską" mówi kapitan Wisły Kraków, Radosław Sobolewski.

Trener Orest Lenczyk po meczu z Wisłą stwierdził, że nie miał skrupułów wstawić do bramki przegubowca, a w dodatku praktycznie od początku musieliście gonić wynik.

Rzeczywiście ta bramka już w 2 minucie ustawiła spotkanie. Śląsk założył, że będzie się bronił całym zespołem od trzydziestego metra, a my mieliśmy spory problem ze skruszeniem tego wrocławskiego muru.

Zgodzi się pan, że brakowało wam bardzo Cwetana Genkowa? Patryk Małecki nie miał za bardzo szansy wygrać w powietrznych pojedynkach z rosłymi stoperami Śląska.

Zgadza się. Powinniśmy w inny sposób szukać wolnego zawodnika, który strzeliłby Śląskowi bramkę.

Jeszcze kilka tygodni temu mieliście osiem punktów przewagi w tabeli. Teraz zostały tylko trzy, a w dodatku terminarz macie trudniejszy od Jagiellonii.

Każdy mecz jest trudny i nie ma co dywagować na temat terminarza. Nasza przewaga zmalała. Nikt z nas jednak nie panikuje. Ciągle mamy te trzy punkty nad Jagiellonią i pozostaje ciężko pracować, żeby zdobyć mistrzostwo Polski.

Czego najbardziej zabrakło we Wrocławiu, żeby skruszyć mur Śląska?

Przede wszystkim spokoju. Utrzymywaliśmy się przy piłce. Trzeba było grać szybciej, na jeden, dwa kontakty i szukać miejsca bokami. W środku był taki tłok, że ciężko było się przebić. Zresztą, zachowując wszelkie proporcje, można ten mecz porównać do ostatniego spotkania Realu z Barceloną. Tam świetnie wyszkoleni technicznie piłkarze Barcelony też nie potrafili sobie poradzić ze skomasowaną obroną rywala. Śląsk zastosował podobną taktykę. Czy to było ładne, nie mnie oceniać. Po wyniku widać jednak, że było to skuteczne.

Górnik Zabrze, z którym gracie następny mecz, będzie grał pewnie podobnie.

Będziemy na to przygotowani i myślę, że tym razem skruszymy mur przeciwnika.

Problemem Wisły wiosną są wyjazdy. Poza meczem z Arką nie wygraliście ani jednego meczu poza Krakowem. Dlaczego tak się dzieje?

Nie wiem do końca jaka jest tego przyczyna. Utrzymujemy się długo przy piłce, co świadczy o tym, że ciężko pracujemy. Decydują niuanse. Czasami brakuje błysku, jednego zagrania, żeby znaleźć wolnego zawodnika w dogodnej sytuacji. A później z minuty na minutę pojawiają się nerwy.

A są nerwy w szatni w związku ze zmniejszającą się przewagą w tabeli?

Nie. Mimo porażki, nie wszystko było złe w tym meczu. Nasze próby grania w piłkę, organizowanie akcji przyniesie efekt w kolejnych spotkaniach. Wiem, że niektórym mediom Wisła już się znudziła, że chciałyby, w jakikolwiek sposób nas rozbić. Nie uda im się to jednak! Ciągle jesteśmy pewni swego i postaramy się w przekonujący sposób wygrać mistrzostwo Polski.

Rozmawiał Bartosz Karcz

Źródło: Gazeta Krakowska

Żurawski: Drugi gol efektem pościgu

21. kwietnia 2011, 23:53

Trener Maaskant nie zaufał Maciejowi Żurawskiemu i pod nieobecność Cwetana Genkowa na szpicy wystawił Patryka Małeckiego. – Patrząc na warianty ćwiczone na treningach, nie było to dla mnie zaskoczeniem – przyznał po meczu „Żuraw”.

Szkoleniowiec posłał go do gry w drugiej połowie, by zwiększyć siłę rażenia, jednak strat nie udało się zniwelować. – Mieliśmy pecha przy pierwszym golu, bo gdyby Radek nie interweniował, bramkarz pewnie złapałby piłkę. Co zrobić, chciał przeszkodzić rywalowi.

- Nie mam wątpliwości, że drugi gol był efektem naszego szturmu, który miał przynieść wyrównanie. Postawiliśmy wszystko na atak, na jedną kartę i zaczęło dochodzić do problemów w obronie – mówił napastnik Wisły.

- Śląsk grał bardzo defensywnie i trudno było ten mur sforsować. Już w szatni powiedzieliśmy sobie, że o tym meczu trzeba zapomnieć. Tak naprawdę nic się nie zmienia. Nadal jesteśmy liderem, nadal walczymy o mistrzostwo i rozdajemy karty. Przytrafił nam się zimny prysznic, ale nie patrzymy za wiele na Jagiellonię.

wislakrakow.com (PM)

Źródło: wislakrakow.com

Garguła: Tym Śląsk wygrał

Data publikacji: 22-04-2011 00:20


Zdaniem Łukasza Garguły porażka we Wrocławiu nie komplikuje sytuacji Wisły w kontekście zdobycia mistrzostwa Polski. „Myślę, że wyzwoli ona w nas jeszcze większą koncentrację i sportową złość” – stwierdził pomocnik.

„Nie potrafiliśmy stworzyć klarownych sytuacji. Były momenty, że przy odrobinie szczęścia mogliśmy zdobyć bramkę, ale Śląsk konsekwentnie wybijał piłkę, grał długimi podaniami” – ocenił spotkanie Łukasz Garguła. Zawodnik przyznał, że Śląsk dobrze taktycznie rozegrał cały mecz, a dodatkowym atutem zawodników wrocławskiej drużyny była wytrzymałość fizyczna. „Tym się charakteryzuje trener Lenczyk. Podobnie było w Bełchatowie, gdzie miałem przyjemność trenować u niego. Śląsk wygląda bardzo dobrze fizycznie, ale też łatwiej gra się drużynie, która kontratakuje, wybija piłkę na oślep i tym Śląsk dzisiaj wygrał. No taka jest piłka. Nie zawsze wszystko da się wygrać” – zauważył.

Po przegranej przewaga Wisły nad drugą w tabeli Jagiellonią stopniała do trzech punktów. Czy to komplikuje sprawę tytułu mistrzowskiego? „Nie. Myślę, że wyzwoli to w nas jeszcze większą koncentrację, większą sportową złość na boisku, żebyśmy nie tracili, tak jak tutaj, bramki już w 2. minucie. To trochę podcięło nam skrzydła. Byliśmy przygotowani od początku do tego, żeby przejąć inicjatywę i strzelić bramkę, a tu Śląsk już miał dobry wynik i tym bardziej cofnął się do obrony” – zauważył Garguła.

AM Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


Źródło: wisla.krakow.pl

Jirsak: Trzeba wywalczyć punkty z powrotem

Data publikacji: 22-04-2011 00:27


Tomas Jirsak był jednym z tych piłkarzy Wisły, którzy mieli okazję zdobyć bramkę dla krakowskiej drużyny w meczu ze Śląskiem, jednak nie udało mu się tego dokonać. „Nie musieliśmy tutaj przegrać” – mówił po końcowym gwizdku czeski pomocnik.

„Szkoda tego meczu, bo nie graliśmy źle. Nie musieliśmy tutaj przegrać. Gdybyśmy lepiej wykorzystali te sytuacje, które mieliśmy, moglibyśmy być spokojni” – ocenił spotkanie Jirsak.

„Wiedzieliśmy, że rywale będą grać z kontry. Strzelili szybko bramkę, i przez to cofnęli się do obrony” – mówił.

„Przegrana na pewno nam utrudni sprawę, bo każde trzy punkty są ważne. Straciliśmy je i teraz trzeba je wywalczyć z powrotem” – stwierdził piłkarz.

AM

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



Źródło: wisla.krakow.pl

22. kolejka – podsumowanie


Po porażce Wisły we Wrocławiu dajemy niestety reszcie stawki sporą nadzieję na to, że liga w bieżącym sezonie nie jest jeszcze rozstrzygnięta. Nasze potknięcie wykorzystała jednak tylko Jagiellonia, bo swoich meczów nie potrafili wygrać, ani Lech, ani Legia. Warto na pewno odnotować czwarte z rzędu zwycięstwo "Czarnych Koszul". W dole tabeli zostają już ze sporą stratą Polonia Bytom, Arka i Cracovia. Losy utrzymania rozstrzygną się między tymi drużynami.


20 kwietnia (środa):
Jagiellonia Białystok - Górnik Zabrze 2-0
1-0 Tomasz Frankowski (20.)
2-0 Hermes (66.)
Jagiellonia nie zostawiła zabrzanom cienia złudzeń i wygrała zasłużenie. Znów snajperskim nosem popisał się Tomasz Frankowski, a kropkę nad i postawił Hermes. Ten sam, który za korupcję grać nie powinien, gdyż został zawieszony, po czym odwołanie czasowo go odwiesiło. Jagiellonii tacy piłkarze jednak nie przeszkadzają, w końcu gra tam też inny niechciany za korupcję, czyli Jarosław Lato. Ale to już zupełnie inna opowieść. To co najważniejsze to fakt, że "Jaga" wraca na zwycięską ścieżkę i daje Wiśle jasny sygnał - "jeszcze nie złożyliśmy broni".

21 kwietnia (czwartek):
Cracovia Kraków - Zagłębie Lubin 2-2
0-1 Mouhamadou Traoré (20.)
1-1 Miloš Kosanović (34.)
1-2 Dawid Plizga (70.)
2-2 Alexandru Suvorov (90.)
W poprzednich meczach Cracovia na własnym stadionie potrafiła wygrywać. Tym razem tak nie było, "Pasy" szczęśliwie zremisowały, a to co z defensywą ekipy z ul. Kałuży zrobił Plizga nadaje się do "piłkarskich jaj". Lubinianie mogą pluć sobie w brodę, mimo osłabień trzy punkty były naprawdę blisko.
Śląsk Wrocław - WISŁA KRAKÓW 2-0
1-0 Radosław Sobolewski (2. sam.)
2-0 Łukasz Gikiewicz (64.)
Po meczu Orest Lenczyk (cóż za "cieszynka" po końcowym gwizdku) przyznał, że chciał zagrać jak Real w niedawnym meczu z Barceloną, stawiając przed własną bramką "przegubowiec". Udało mu się to, odnosząc się oczywiście do realiów tamtej pary i tej. Wisła nie zagrała może źle we Wrocławiu, ale metoda tysiąca podań nic nie przyniosła. Zabrakło tak naprawdę celnych strzałów na bramkę. Bo cóż z tego że ponad 70% czasu gry przy piłce byli podopieczni Roberta Maaskanta, co dało aż 57 (!) dośrodkowań, skoro był to jedyny pomysł na grę. Dośrodkować było komu, ale już walczyć o górne piłki nie. Taktyka psu na budę. Z 22 strzałów tylko 6 było celnych, no i cieszy się z tej wpadki Wisły cała reszta ligi, bo ta - jak mawiał klasyk - będzie teraz... ciekawsza.

23 kwietnia (sobota):
Korona Kielce - Ruch Chorzów 0-1
0-1 Maciej Jankowski (29.)
Nudny mecz w Kielcach wygrał Ruch, a to oznacza, że Korona tylko na chwilę wykazała zwyżkę formy. Jedyna bramka spotkania padła w dość kuriozalnych okolicznościach i znów nie popisał się Małkowski, który wypluł strzał Zieńczuka, co w podbramkowym zamieszaniu wykorzystał Jankowski.
Lechia Gdańsk - Legia Warszawa 2-1
0-1 Krzysztof Bąk (7. sam.)
1-1 Abdou Traoré (23.)
2-1 Ivans Lukjanovs (59.)
Widowiskowe spotkanie obejrzeli kibice w Gdańsku i choć zaczęło się źle, bo Bąk wpakował koszmarnego samobója, to potem Lechia zagrała momentami tak jak jesienią, czyli ofensywnie i z rozmachem, co zostało nagrodzone. Zwłaszcza początek II połowy, do momentu objęcia prowadzenia, to były chwile, które kibice Lechii chcieliby na pewno oglądać jak najczęściej. Dla Legii to już... 11 porażka w tym sezonie! I pomyśleć, że w środę w Pucharze Polski wygrali z Lechią aż 4-0...
Widzew Łódź - Polonia Bytom 3-1
1-0 Préjuce Nakoulma (31. k.)
2-0 Marcin Juszczyk (65. sam.)
2-1 Błażej Telichowski (74.)
3-1 Przemysław Oziębała (90.)
Ważne spotkanie dla obydwu drużyn zasłużenie wygrał Widzew, choć gdyby łodzianie mieli lepiej ustawione celowniki - mogło być o wiele wyżej. Widzew ucieka więc wyraźnie od zespołów zagrożonych spadkiem, a Polonia zostaje wraz z Cracovią i Arką na dobre na dole. Wszystko wskazuje na to, że z ligi spadną dwie drużyny z tej właśnie trójki.
Lech Poznań - GKS Bełchatów 0-0
A nam już trawa... nie rośnie. Szybko wykończyła się nowa murawa na stadionie w Poznaniu. Ta obecna wygląda już niemal dokładnie tak samo, jak stara. I na niej poznaniacy stracili kolejne punkty w bieżących rozgrywkach. Lechowi Bełchatów "nie leży" i to wyszło i tym razem. Jesienią przegrali, tym razem może i byli bliżsi wygranej, ale skończyło się remisem i gwizdami po końcowym gwizdku sędziego.
Polonia Warszawa - Arka Gdynia 4-0
1-0 Łukasz Trałka (28.)
2-0 Adrian Mierzejewski (45. k.)
3-0 Łukasz Piątek (50.)
4-0 Adrian Mierzejewski (85.)
Jacek Zieliński kompletnie odmienił "Czarne Koszule". Z nim na ławce Polonia wygrywa po raz czwarty z rzędu i w ligowej tabeli jest już przed Legią. W takim tempie i z takim rozmachem - wkrótce mogą być jeszcze wyżej. Nie zmienia to jednak faktu, że kolejne słabe sędziowanie zaprezentował arbiter Lyczmański. Bruno powinien bowiem dostać czerwoną kartkę, a bramka z karnego padła po symulce Trałki. Centralnie przed oczami sędziego. Oczywiście nawet bez tego Polonia była lepsza i wygrała zasłużenie, jednak tak samo zasłużenie z tej ligi powinien zniknąć ten pan z gwizdkiem.


Aktualna tabela:
1. WISŁA KRAKÓW 23 44 36-23
2. Jagiellonia Białystok 23 41 29-20
3. Lechia Gdańsk 23 35 29-25
4. Polonia Warszawa 23 33 33-22
5. Lech Poznań 23 33 27-18
6. Śląsk Wrocław 23 33 32-28
7. Legia Warszawa 23 32 29-34
8. Górnik Zabrze 23 32 24-34
9. GKS Bełchatów 23 31 25-25
10. Ruch Chorzów 23 31 22-22
11. Korona Kielce 23 31 29-33
12. Widzew Łódź 23 30 32-25
13. Zagłębie Lubin 23 29 23-29
14. Polonia Bytom 23 23 22-31
15. Arka Gdynia 23 23 15-26
16. Cracovia Kraków 23 20 28-40

Źródło: wislaportal.pl

Analiza meczu, oceny piłkarzy


Wisła przegrała po raz pierwszy tej wiosny. Przegrała, choć na boisku posiadała miażdżącą przewagę. U redaktorów natychmiast zapaliła się lampka - porównajmy ten mecz do starcia Realu i Barcelony. Choć trener Lenczyk w oczywisty sposób zainspirował się ustawieniem Królewskich, wystawił nawet piątego obrońcę w pomocy i skrzydłowych w ataku, to jednak spotkanie to było bardzo odległe od starcia o Puchar Króla. W Hiszpanii Real wygrał z Barceloną, w Polsce to Wisła przegrała ze Śląskiem.

O meczu

Oczywiście, różnica na pierwszy rzut oka wydaje się znikoma i sprowadza się do użytych słów, jednak są to tylko pozory. Real na swoje zwycięstwo bardzo ciężko zapracował. Przez większość meczu był niezwykle agresywny w drugiej linii, od pierwszych minut grał twardo i kładł ciśnienie na arbitra. W dodatku, kiedy Real osłabł w drugiej połowie, Barcelona była bliska zdobycia bramki. W czwartkowym starciu na polskich boiskach nic z tego nie miało miejsca. Śląsk oddawał Wiśle środek pola za darmo, cofając się bardzo głęboko pod własne pole karne. W dodatku Śląsk wcale nie bronił się szczególnie sprawnie, to Wisła grała źle i nie potrafiła przyjąć narzuconych przez wynik warunków. W dodatku nawet przez moment nie była bliska zdobycia choćby jednej bramki.

Tu właśnie pojawia się paradoks. Bo na pierwszy rzut oka Wisła grała dobrze, o wiele lepiej niż w podobnych sytuacjach we wcześniejszych sezonach. Była wymienność pozycji, gracze atakowali w miarę nieszablonowo, a akcje sunęły płynnie jedna za drugą. Niestety przytłaczająca większość z nich była skazana na niepowodzenie. Wisła, pozbawiona typowego napastnika i nie grzesząca wzrostem, nacierała głównie skrzydłami i finalizowała akcje dośrodkowaniami, których nie było komu wykorzystać.

Podstawowym problemem Wisły była mała ruchliwość piłkarzy w ofensywie. O ile w meczu z Widzewem nie to było problemem, bo Łodzianie byli dobrze zorganizowani, gęsto ustawieni i naciskali na naszych piłkarzy w środku pola, przez co ruch graczy ofensywnych niewiele mógł zdziałać, bo problem rodził się przy wyprowadzeniu piłki z defensywy. O tyle ze Śląskiem było inaczej. Strefa środkowa przez naszych piłkarzy była już opanowana, pozostawało jedynie rozbić formację defensywną, a do tego ruch bez piłki jest nieodzowny.

Jednak Wiślacy pozostawali zbyt statyczni. Przez to, zamiast koncentrować się na kolektywnej grze na małej przestrzeni i tworzeniu przewag w małych strefach, wikłali się w indywidualne pojedynki, które wobec podwajania i potrajania krycia były całkiem bezsensowne. Niemal każdy zawodnik w ofensywie zaczynał swoją akcję prowadzeniem piłki - to było jak zaproszenie rywali do poprawienia swojego ustawienia. O ile gra indywidualna jest kluczowa, gdy drużyny grają stosunkowo otwarty futbol, o tyle przy skomasowanej defensywie jest ona przeważnie nie tylko bezcelowa, ale wręcz szkodliwa. Może stanowić dodatek w kluczowych momentach, ale nie może być jedyną receptą na grę drużyny.

Źle też wyglądała postawa naszych graczy w polu karnym rywali. O kwestiach zbyt małej ilości graczy i ich ustawieniu jedynie napomknę, bo to temat organizacji gry na wysokim szczeblu, wymaga poważniejszego przemyślenia naszej koncepcji. Problemem nie jest dostawienie kolejnych zawodników do szesnastki. Problemem jest takie zestawienie drużyny przy dośrodkowaniu, by po przechwycie przeciwnika wszystko nie skończyło się morderczą kontrą.

Więcej uwagi chciałbym poświęcić graczowi na krótkim słupku. Kilka razy zdarzyło się, że Wiślak wpadał z piłką w pole karne Śląska, a partner stojący na krótkim słupku stał jak wryty. On nie tylko nie pomagał partnerowi, bo będąc pod kryciem nie mógł być adresatem podania, ale wręcz przeszkadzał, bo swoją obecnością blokował wstrzelenie na dłuższy słupek. Zawodnik, jeśli jest pod intensywnym kryciem, w takiej sytuacji musi uciekać w głąb pola karnego - albo zabierze ze sobą zawodnika, albo urwie się spod krycia i stworzy możliwość podania, czy nawet rozegrania klepki.

Następny bardzo bolesny temat to stałe fragmenty gry. Wisła pierwszą bramkę straciła po dalekim wyrzucie piłki z autu. Wybita futbolówka padła łupem gospodarzy i zaraz za plecy naszych obrońców poszło prostopadłe podanie. Potem analogiczna sytuacja zakończyła się groźnym strzałem z dystansu. Wracając jednak do bramki, to jednym z kluczowych i rażących błędów było utworzenie nie jednej, a dwóch linii przez wiślacką defensywę. Zawodnicy po lewej stronie byli bardziej wysunięci od tych ze strony prawej i w efekcie na "mijance" Kaźmierczak nie miał prawa złapać się w pułapkę ofsajdową.

Jednak na tym nie koniec. Po 15 minutach mogło być nawet 3:0 i tylko kiepsko nastawione celowniki gospodarzy uratowały nam skórę. Najpierw Paljić odpuścił krycie Ćwielonga, bo myślał, że rywal przedłużył piłkę (co skutkowałoby spalonym). Potem rywal uderzał sprzed pola karnego, a jego słabe uderzenie w równie słabym stylu poprawił nieobstawiony w polu karnym partner. Obie sytuacje były pokłosiem stałych fragmentów gry.

W drugą stronę Wiślakom też szło gorzej niż fatalnie. Wisła wykonała całkiem pokaźną liczbę rzutów wolnych i rożnych, mimo to trudno mi przypomnieć sobie, by po którymkolwiek z nich stworzyła jakiekolwiek realne zagrożenie pod bramką Kelemena. Podciąganie naszych obrońców w pole karne przeciwnika to absolutnie bezcelowy zabieg, bo żaden z nich nie potrafi się w szesnastce zachować. Niestety cała reszta naszych graczy również nie imponuje w tym fragmencie. Dochodziło do tego, że Wisła nie kończyła już rzutów rożnych bezpośrednio dośrodkowaniami, tylko próbowała na nowo grać po obwodzie i w którymś momencie skorzystać z większej liczby zawodników. Jednak i to przynosiło bardzo marne efekty i przeważnie kończyło się kolejnym bezsensownym dośrodkowaniem, tylko że z drugiego skrzydła.

Pozostaje jeszcze kwestia zastępstwa dla Genkowa. Domyślam się, że wielu kibiców przywiązuje do tego wagę. Moim zdaniem zastąpienie Małeckiego Żurawskim lub Riosem niewiele by zmieniło. Uprzedzając nieco dalszą część artykułu, Małecki faktycznie nie sprawdza się w takim ustawieniu, przy tak grającym przeciwniku, ale zarówno Żurawski, jak i Rios po wejściu na boisko nie podważyli zasadności decyzji trenera - zagrali słabo. Co więcej, mam pewne obawy, że poza zwiększeniem szans w pojedynkach główkowych, Genkow również w niewielkim stopniu poprawiłby naszą sytuację. Póki co, z jego ustawianiem się w szesnastce i dochodzeniem do sytuacji po dośrodkowaniach bywało bardzo różnie.

Na dzień dzisiejszy w kadrze Wisły jest dwóch zawodników, którzy hipotetycznie mogliby być zmiennikami Genkowa. Jednym z nich jest Kirm, który w tej roli sprawdzał się w meczu z Koroną, choć wtedy jego zadania były nieco inne, niż byłyby w meczu ze Śląskiem. Drugim jest... Burliga. Wiem, że brzmi to jak mocno naciągana hipoteza, ale Burliga całkiem nieźle radzi sobie w powietrzu i pod bramką rywali. W Młodej Ekstraklasie nie tak dawno temu imponował formą strzelecką lepszą niż Rios. W dodatku od Argentyńczyka jest na pewno szybszy i silniejszy (Rios dobrze się zastawia, ale ze względu na technikę, a nie siłę). Wariant godny przetestowania, bo nie możemy być uzależnieni od jednego gracza. Potencjalnie jest jeszcze Boukhari, ale on zdaje się boryka się z problemami zdrowotnymi.

Skoro już tak uprzedzam oceny piłkarzy. Z jednej strony trudno krytykować trenera za to, że chciał zmienić wysuniętego napastnika i w miarę rozwoju meczu dawał szansę kolejnym napastnikom trzymanym na ławce. Z drugiej strony w przerwie należało wprowadzić na boisko Gargułę. Czy to kosztem któregoś z nieefektywnych dryblerów, czy też mało wydajnego Siwakowa. Wisła potrzebowała więcej gry z pierwszej piłki na małej przestrzeni i w tej sytuacji bardzo przydatny mógł być Garguła.
Oceny piłkarzy
Oceny w skali 0-10
0 (Występ poniżej krytyki!), 1 (Fatalnie), 2 (Źle), 3 (Słabo), 4 (Dostatecznie), 5 (Przeciętnie), 6 (Poprawnie), 7 (Dobrze), 8 (Bardzo dobrze), 9 (Świetnie), 10 (Co ten piłkarz jeszcze robi w Polsce?)
Sergei Pareiko - 6
Nasz bramkarz nie miał zbyt wielu okazji do interwencji. W sytuacji sam na sam z Ćwielongiem to raczej ekswiślak trafił Estończyka piłką, niż nasz bramkarz obronił. Choć ważne, że golkiper do samego końca wytrwał na nogach i się nie "położył". Mam drobne zastrzeżenia co do drugiej utraconej bramki. Gancarczyk na dość długi okres czasu stracił kontakt z piłką i choć nie było mowy by uprzedzić go do futbolówki, to jednak Pareiko chyba powinien ruszyć z bramki i spróbować wymusić błąd. Dodajmy, że Gancarczyk musiałby strzelać lub mijać bramkarza, bo partner wtedy jeszcze był na spalonym. Tego wszystkiego musiałby dokonać w momencie nie wybranym przez siebie, a narzuconym przez ruch bramkarza. W lepszej lidze pewnie i tak skończyłoby się bramką, w Ekstraklasie kiks rywala był na pewno bardziej prawdopodobny, niż gdy bramkarz czekał na środku pola karnego.

W ogóle Pareiko momentami wydawał się być przyklejonym do własnej szesnastki. Przy tak wysoko ustawionej defensywie bramkarz musi grać wyżej. Jak to się zwykło mawiać - w dzisiejszym futbolu bramkarz jest ostatnim obrońcą swojej drużyny. Jednak tutaj zadaniem partnerów z defensywy, jak i trenera było zwrócenie Pareice uwagi na ten element, bo nie wierzę by sami tego nie dostrzegali. Estończyka trzeba natomiast pochwalić za wprowadzanie piłki do gry wyrzutami, które były nie dość że dalekie, to do tego bardzo celne i świetnie uruchamiały partnerów.
Erik Czikosz - 7
czas gry: 68 minut
Kolejny dobry występ Słowaka. W defensywie bez poważniejszych wpadek, za to z kilkoma dobrymi interwencjami. Do tego sporo wyjść w ofensywie zakończonych kilkoma groźnymi zagraniami. Mimo wszystko prawy obrońca miał momenty przestojów, kiedy stawał się mniej widoczny. Ponadto o ile jego obiegi faktycznie dawały efekty, o tyle mało włączał się w grę kombinacyjną i raczej nie podchodził pod partnerów, ograniczając się do zbierani traconych futbolówek. Swoją drogą fakt, że niecelna wrzutka Czikosza, która poszła w światło bramki Kelemena, to sytuacja, po której Wisła w przekroju całego spotkania była najbliżej zdobycia bramki, nie najlepiej świadczy o naszej drużynie.
Kew Jaliens - 6
Nasz stoper robił co do niego należało, choć bez szczególnego błysku. Na boisku wyróżnił się raz, kapitalnym crossowym podaniem do partnera wbiegającego lewym skrzydłem. Poza tym starał się być aktywny we wprowadzaniu piłki, choć nie zawsze przynosiło to efekty. Co więcej, w sytuacji w jakiej znalazła się Wisła, nawet jeszcze w pierwszej połowie, po graczu z takimi umiejętnościami spodziewałbym się nieco odważniejszej gry. Tym bardziej, że partnerzy - Sobolewski a w szczególności Chavez - nie błyszczą w ofensywie i trzeba było jakoś rekompensować nierównomiernie rozłożone atuty.

To, co rzuciło mi się w oczy, to zmęczenie Holendra w ostatnich minutach meczu. Starszy o parę lat produkt polskiej szkoły piłkarskiej - Sobolewski, który w dodatku w tym meczu przebiegł raczej większy dystans, w końcówce prezentował się zdecydowanie lepiej pod względem wydolnościowym.
Osman Chavez - 7
Honduranin był wyraźniejszym z pary stoperów. Miał więcej udanych interwencji, choć nie ustrzegł się również błędów. W drugiej połowie zawalił wyraźnie sytuację, w której podał do przeciwnika przy wyprowadzaniu piłki. Na dodatek w dalszym przebiegu akcji źle krył Ćwielonga i napastnik Śląska znalazł się w groźnej sytuacji, choć na nasze szczęście zdołał tylko oddać "strzał" wzdłuż bramki. Druga dosyć widoczna wpadka to nieporozumienie z Pareiką w końcówce meczu, kiedy do bezpańskiej piłki pierwszy dopadł Madej. Jednak ten błąd Chavez wzorcowo naprawił. Do tego miał też kilka pomniejszych pomyłek, ale też kilka ważnych interwencji. W pamięć zapadł mi wślizg przy jednej z kontr z drugiej połowy, asekuracja Paljicia po nieodpowiedzialnej stracie Niemca jeszcze przed przerwą i świetnie wyczekana linia spalonego, ale sytuacji tych było zdecydowanie więcej. Do tego nasz stoper pozytywnie zaskoczył mnie bardzo dokładnym crossowym podaniem do Kirma, w stylu wcześniejszego zagrania Jaliensa.
Dragan Paljić - 6
W defensywie nie miał zbyt wiele do roboty, a mimo to w okresie, kiedy Śląsk jeszcze dość regularnie atakował, Paljić popełnił dwa poważne błędy. Raz przy stałym fragmencie odpuścił Ćwielonga niesłusznie domagając się spalonego, a raz zlekceważył sytuację i pozwolił wyłuskać sobie piłkę na wysokości pola karnego. Z drugiej strony bardzo sumiennie pracował na skrzydle. Nie miał chyba ani jednej tak groźnej wrzutki jak Cikos, ale dawał dużo korzyści nie tylko obiegając partnera, ale również zabierając mu rywali swoim dobrym ustawieniem. Pod grę pokazywał się częściej niż Słowak, ale i tak w moim odczuciu nie zawsze był dość blisko.
Radosław Sobolewski - 7
Trudny do oceny występ. Przez pierwszy kwadrans Śląsk miał sporą łatwość w przedostawaniu się pod nasze pole karne, ale szybko zdobyty gol ustawił mecz i pozostawił Sobolewskiego mocno osamotnionego w środku pola. Stoperzy nie dawali mu też dość wsparcia, aby pozwolić Sobolewskiemu na przejście wyżej i częstsze włączanie się w ofensywę. Dlatego nasz kapitan ograniczał się do zbierania futbolówki i okazjonalnych penetrujących podań, a na wyjścia do przodu decydował się jedynie, gdy następowała rotacja w środkowym trójkącie Wisły. Mimo to raz czy dwa razy próbował uderzać z dystansu, choć jego strzały grzęzły w gąszczu ciał. Kilkukrotnie również gościł w polu karnym Śląska (to ciekawe, że niektórzy Siwakowa okrzyknęli fałszywym napastnikiem, a podobnych zagrań Sobolewskiego, czy Jirsaka nie dostrzegli). Na pochwały Sobolewski zasłużył przede wszystkim ze względu na ogromną pracę, jaką wkładał w niszczenie akcji rywali. Wiślak wielokrotnie wracał we własną szesnastkę na dużej prędkości, nieważne czy była minuta 50. czy 90.

Za bramkę samobójczą Sobolewskiego nijak nie mogę winić. Gdyby Kaźmierczak nie skiksował, reakcja Sobolewskiego byłaby prawidłowa, może nawet uchroniłaby nas przed stratą bramki. Wiślak nie mógł przewidzieć, a tym bardziej zakładać, że rywal odda tak fatalny strzał.

Michaił Sivakov - 4
czas gry: 45 minut
Kolejny bezbarwny występ Białorusina. Niby był tam, gdzie trzeba, ale z jego gry wynikało niewiele konkretów. W polu karnym nie potrafił się ustawić, nie mówiąc o zaatakowaniu piłki. W defensywie też nie był szczególnie solidną zaporą, trudno sobie przypomnieć jakieś jego odbiory. Dosyć poprawnie pracował przy akcjach na skrzydle. Częściej niż w meczu z GKS-em zagrywał do przodu. Ale znów miał też problemy z faulami. Sędzia dwukrotnie miał doskonały pretekst by pokazać mu żółtą kartkę, jednak Białorusina oszczędził. O ile wślizg w polu karnym rywali jeszcze mógł się mu upiec, o tyle przy faulu taktycznym od tyłu w nogi przeciwnika Siwakow żółtą kartkę powinien był obejrzeć.
Tomas Jirsak - 8
czas gry: 66 minut
Najlepszy Wiślak w tym meczu. Jako jedyny przez cały swój występ nieustannie był w bezpośredniej bliskości piłki. Starał się albo pokazać partnerowi do krótkiej gry, albo zabrać mu jednego z rywali. Szkoda, że partnerzy nie korzystali z jego postawy i nie potrafili pokazać mu się do krótkiej gry, często niwecząc pracę Czecha. Jirsak starał się także regulować kierunek akcji Wisły. Gdyby cała Wisła starała się grać tak zespołowo jak Jirsak, to myślę, że zwycięstwo nad Śląskiem byłoby bardzo realne, nawet przy tak wcześnie straconej bramce. Niestety, w skali całego zespołu, indywidualne zapędy poszczególnych piłkarzy i zagrania zespołowe znajdowały się w odwrotnych proporcjach niż powinny.
Maor Melikson - 4
Izraelczyk zaliczył chyba najsłabszy występ do tej pory w Wiśle. Jego indywidualne zrywy dawały drużynie niewiele, w dodatku przeważnie nie to, czego drużyna potrzebowała. Natomiast w małej grze z jednej strony nie miał zbyt wiele wsparcia od partnerów, ale z drugiej sam również nie błyszczał. Momentami brakowało mu precyzji, innym razem sam podejmował złe decyzje i decydował się na indywidualne rozwiązania. Mecz nie do wymazania z pamięci, a raczej do zapamiętania i wyciągnięcia wniosków. Tragedii nie było, ale Melikson musi pracować, by w takich meczach, nawet kiedy nie idzie, również być ważną postacią.
Andraż Kirm - 5
Kolejny z indywidualistów, choć wyraźnie najaktywniejszy i najefektywniej pracujący. Chyba jako jedyny z napastników znajdował się w sytuacjach strzeleckich i oddawał strzały. Sytuacje nie były może najlepsze, tak jak i ich wykończenie, ale przynajmniej stwarzał zagrożenie. Ponadto Słoweńcowi jak zwykle nie można było odmówić zaangażowania i walki do końca, podczas gdy zarówno Meliksonowi jak i Małeckiemu "odbiły" gwiazdorskie strzały i ogólnie końcówka meczu w ich wydaniu była słabsza. Choć trzeba przyznać, że i Kirm potrafił się pogubić i podejmował kiepskie decyzje.
Patryk Małecki - 4
Dopóki Śląskowi zdarzało się jeszcze odsłonić, jego miejsce na szpicy miało rację bytu. W szybkich atakach, przy przerzedzonej obronie, jak zwykle się sprawdzał. Niestety, również jak zwykle, kiedy defensywa przeciwnika zacieśniła się, Małecki niemal kompletnie zniknął z pola widzenia. Małecki od dłuższego czasu kiepsko sprawdza się w takich warunkach. Brakuje mu wtedy kreatywności, a główne atuty, czyli dynamika połączona z siłą tracą, na znaczeniu wobec dużej ilości przeciwników do wyminięcia na małej przestrzeni. W takich sytuacjach liczy się piłkarski spryt, a tym elementem Wiślak wciąż błyszczy stanowczo zbyt rzadko. Ostatni kwadrans w wykonaniu Małeckiego był szczególnie słaby- straty, nieprzemyślane zagrania. Trudno powiedzieć czy to efekt presji, nadmiaru chęci, czy zwyczajnie zmęczenia.
Maciej Żurawski - 2
czas gry: 45+4 minuty
Bardzo boli kibica, kiedy widzi tak słaby występ zawodnika tak zasłużonego dla klubu. Nikt chyba nie odmawia chęci Żurawskiemu, trener przynajmniej do niedawna pokładał w nim nadzieję, ale forma jest zdecydowanie nie ta. Zagrał całą połowę, w przeciągu której pokazał dwa minięcia się z piłką w polu karnym, które od biedy można zakwalifikować jako jej przepuszczenia i jedno nieźle bite dośrodkowanie. Poza tym nie prezentował ani dobrego ustawienia w szesnastce, ani absorbowania rywali, nie mówiąc o wyciąganiu ich z pola karnego. Mało pokazywał się pod grę. Niestety, ale już lepiej było zostawić na boisku bezbarwnego Siwakowa.
Andres Rios - 3
czas gry: 22+4 minuty
W krótszym okresie czasu dał drużynie więcej niż Żurawski, jest to na pewno jakiś kamyczek do ogródka trenera, jednak niezbyt okazały, bo Rios i tak zagrał słabo. Zrobił o tyle więcej, że miał momenty aktywności, próbował też walczyć z obrońcami. Jednak oprócz tego miał wyraźnie dłuższe momenty przestojów. Pod bramką sam nie stwarzał większego zagrożenia. W dodatku jego absolutny brak dynamiki jest przerażający. Argentyńczyk jest bez wątpienia wolniejszy od Genkowa, także od Żurawskiego, ale mam wrażenie, że również wracający dopiero do zdrowia Boguski nie miałby dziś problemu by wygrać pojedynek biegowy z Riosem.
Łukasz Garguła - 7
czas gry: 22+4 minuty
Jedyny ze zmienników, który do gry Wisły wniósł coś pozytywnego. Z perspektywy czasu wydaje się, że na murawie powinien był pojawić się wcześniej. W tandemie z Jirsakiem mieli szansę rozruszać naszą ofensywę, może i Meliksonowi zaczęłoby się grać lepiej przy parze takich zawodników. Podobnie jak Czech, Garguła pokazywał się do gry, starał się uczestniczyć w każdej akcji i nie grał indywidualnie, a zespołowo, tak jak wymagała tego sytuacja.
Podsumowanie
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Stało się - zgubiliśmy punkty, co było całkowicie do przewidzenia i kiedyś musiało się stać. Nasza sytuacja nie jest tak zła, jak niektórzy to teraz widzą, tak samo, jak jeszcze parę tygodni wstecz nie była tak dobra, jak się niektórym wydawało. Wisła w normalnych realiach nie byłaby dość silna, by walczyć o mistrzostwo. Nie ma co wytykać oczywistych braków na ławce rezerwowych, kiedy w pierwszym składzie w obronie gra piłkarz na wskroś ofensywny, co wbrew pozorom rzutuje na całokształt taktyki drużyny i również bardzo wymiernie na jej grę w ofensywie. Dziury nie załatają się przecież same, a jest różnica pomiędzy ustawieniem odważnym i szalonym.

To, co zaprowadziło nas na tak wysoką pozycję w tabeli, to przede wszystkim słabość rywali. Wbrew pozorom w obecnym sezonie jest to wartość, na której można polegać. Każda drużyna prędzej czy później zgubi punkty, nawet w najmniej oczekiwanych okolicznościach. Nie jest to żaden gwarant sukcesu, ale na pewno okoliczność sprzyjająca optymizmowi. Warto przypomnieć, że nasza zwycięska passa zaczęła się właśnie w drugiej połowie rundy jesiennej, a środek tejże rundy był naszym najsłabszym okresem, jeśli idzie o wyniki.

W dodatku, choć nowego materiału trenerowi nie przybywa, to wykonuje on solidną pracę z tym, który już ma. Zawodnicy rozwijają się, a nasza gra ulega poprawie. Możemy być niezadowoleni z wyniku czwartkowej konfrontacji, ale żadna drużyna w Ekstraklasie nie poradziłaby sobie lepiej, a zdecydowaną większość przerosłoby nawet wymienianie tylu celnych podań.

Oczywiście nie można też udawać, że problemu nie ma. Styl zaprezentowany przez Śląsk może znaleźć naśladowców i to dość szybko, bo najbliższym rywalem będzie Górnik Zabrze, który na wyjazdach nie prezentuje ciekawej piłki. Jeszcze bardziej złowrogo zapowiada się mecz derbowy, który przegrany w podobny sposób, z pewnością chwały by nam nie przyniósł. Dlatego drużyna musi popracować nad zwycięskim wychodzeniem z podobnych opresji.

wislakrakow.com
(Uran235)
Źródło: wislakrakow.com

Relacja kibicowska z meczu:

Relacje kibicowskie z meczów Wisły-Sezon 2010/2011